Nie chodzi o to, czego się wyrzekasz, ale o to, po co żyjesz

Fot. Depositphotos.com (383353221)

Rozpoczęliśmy sierpień, tradycyjnie w polskim Kościele miesiąc trzeźwości. Już słyszę te jęki – gada ksiądz językiem nie na dzisiejsze czasy. Dlaczego narzucać ludziom jakieś rygorystyczne sposoby zachowań, odbierać im przyjemności, ograniczać doznania i robić z nich jakichś ascetów, zamiast pozwolić im żyć i korzystać z przyjemności, jakie dzisiejszy świat nam podsuwa?

To prawda, wielu z nas jest smutasami, którzy pesymistycznie patrzą na życie, są niezadowoleni i zdaje się, jakby nic ich nie cieszyło. Mając nawet coś na wyciągnięcie przysłowiowej ręki są albo znudzeni, albo zbyt ociężali, żeby móc z tego skorzystać, a życie mija i w wielu wypadkach okazje się już nie powtórzą.

DEON.PL POLECA



Dawniej życie było prostsze (może powinienem tu postawić jednak pytajnik). Owszem, były uzależnienia i słabości, które towarzyszyły ludziom, ale wydaje się, jakby było ich mniej. Były mniej inwazyjne. Było jedzenie i picie, były środki odurzające, oczywiście, były problemy z seksualnością. Były kłamstwa i wyzysk, zniewolenia i kradzieże. To wszystko było.

Trzeba jednak przyznać, że wiek XX i ta pierwsza kwarta XXI bardzo twórczo rozwinęły naszą wyobraźnię, jeśli chodzi o różnego rodzaju używki, przywiązania i nałogi. Jak się popatrzy na statystyki uzależnień można się naprawdę zdziwić. Jeszcze większe zdziwienie będzie tam, gdzie spotkamy ludzi sukcesu, majętnych, dobrze ustawionych życiowo, którzy nie radzą sobie właśnie z tym, co ich załapało w szpony przyzwyczajenia czy wręcz nałogu.

Myślę, że warto pomyśleć o tych najnowszych formach, które z pewnością nas wszystkich dotykają – od smartfonów i całego wszechświata wirtualnego. Za stary już jestem, żeby się w tym wszystkim nie tyle swobodnie poruszać, co zwyczajnie orientować i być świadomym. Wiem, taka wyliczanka może być deprymująca i zniechęcająca, ale to jest też niezbędny proces, jaki się w nas musi dokonać, żeby być człowiekiem prawdziwie wolnym i żyć pełnią życia.

Siłą rzeczy, mówiąc o abstynencji, przychodzi mi na myśl ks. Franciszek Blachnicki, polski kandydat na ołtarze, ksiądz ze Śląska, założyciel Oazy i Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Miałem przyjemność i naprawdę wielką łaskę, że na swojej drodze spotkałem tego człowieka i że jemu też zawdzięczam to pragnienie życia wolnego w najgłębszym tego słowa znaczeniu.

DEON.PL POLECA


Zawsze tak to rozumiałem, że prawdziwe należenie do Krucjaty nie dzieje się tylko poprzez abstynencję od wszelkich środków odurzających czy niewłaściwych postaw życiowych. Powstrzymywać się od tego, co szkodzi, co uzależnia czy jest niemoralne – to jest ważne, ale nie wystarczy.

Człowiek, który odrzuca coś, unika okazji, a nie ma jakiejś pozytywnej perspektywy, prędzej czy później natrafi na przysłowiową ścianę. Istotą bowiem nie jest pozbawienie się czegoś, odrzucenie. O co więc chodzi? O szukanie tego, co daje życie – prawdziwe życie, a nie chwilową ucieczkę. Za dużo uwagi poświęcamy temu, aby chronić się przed tym, co nam szkodzi, a nie rozwijamy tego, co daje życie: bliscy, przyjaciele, miejsca, w których żyjemy i zaczynamy kwitnąć, mądrość życiowa, którą zdobywaliśmy z takim trudem przez lata. To jest bardzo ważne i właściwe, żeby nie tyle ‘uciekać od czegoś’ przez ascezę, post i wyrzeczenie, a raczej ‘być formowanym’ przez to, co pociąga, rozwija, daje oddech i perspektywę.

Druga rzecz, która jest nie mniej ważna to świadomość, że żyjemy w społeczności i niektórych rzeczy nie robimy ‘dla siebie’, ale ze względu na innych. Oczywiście bez wprowadzania zbyt uwznioślonego i religijnego języka wiemy, że pewne rzeczy, pewne postawy mogą dać impuls, być wsparciem, podtrzymaniem na duchu komuś, kto zmaga się ze swoimi ‘demonami’. Nie muszę o tym wiedzieć, być tego świadomym. Ziarno dobra jednak rośnie i wyda swój owoc.

Kiedy więc na początku tego ‘abstynenckiego’ miesiąca zastanawiam się nad tym „po co mi to?”, odpowiedź mogę znaleźć tylko w tym: jest ktoś, gdzieś na świecie, kto potrzebuje zwyczajnie po ludzku wsparcia w swoich zmaganiach. Moja ‘abstynencja’ – cokolwiek by to nie znaczyło – może mu pomóc. Czy nie warto zrobić coś takiego tak zwyczajnie, bez fanfar i rozgłosu? Najważniejsze jest nie to, czego się wyrzekasz, ale to, po co żyjesz.

DEON.PL

Wcześniej duszpasterz akademicki w Opolu; duszpasterz polonijny i twórca Jezuickiego Ośrodka Milenijnego w Chicago; współpracownik L’Osservatore Romano, Studia Inigo, Posłańca Serca Jezusa i Radia Deon oraz Koordynator Modlitwy w drodze i jezuici.pl;

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Nie chodzi o to, czego się wyrzekasz, ale o to, po co żyjesz
Komentarze (5)
MK
Michał Klimek
2 sierpnia 2026, 22:40
Bardzo dobry artykuł. Bardzo ważne jest wskazywanie sensu, a nie tylko kładzenie nacisku na samą walkę z nałogiem. U mnie jest tak, że często tego sensu nie widzę, dopiero drugi człowiek potrafi pokazać z innej perspektywy, że moja walka jest ważna. Że robię to nie tylko dla siebie, ale dla tych, których kocham i którzy mnie kochają.
Danuta Hejduk
2 sierpnia 2026, 20:33
Żyjemy w tak zmaterializowanym świecie, nie wiedząc jak wymiar duchowy, nadprzyrodzony wpływa na nasze funkcjonowanie. Ostatnio znalazłam w notatkach zapis o nowennie do świętej Gemmy Galgani za osobę uzależnioną od alkoholu. Ogromne zdziwienie że to był 2020 rok, a obecnie mamy 2026 a ta osoba jest wolna od tego nałogu. Dobrze że to znalazłam. Bóg posługuje się świętymi, którzy mają sposoby mimo że są po drugiej niewidzialnej stronie.
ES
~Ewa Słota
2 sierpnia 2026, 19:50
Dlatego eutanazja jest chwytem "poniżej pasa". Nie wiem po co żyję ... np. dziś chwilowa słabość i już eksperci od zabijania " cię" nas mają. Więc lepiej walczyć codziennie z nałogiem; alkohol, narkotyk, słodycze, kawa itp. Na pytanie po co żyję? Odpowiadam ano po to, by walczyć ze słabościami z nałogiem i tym sposobem dajemy ekspertom od eutanazji w kość - kosza. Wara od mego życia - dlatego. Drogi Człowieku codziennie walcz z nałogami, by żyć tu i teraz i w Wieczności.
GP
~Gość Portalu
2 sierpnia 2026, 11:15
Dlatego właśnie potrzebna jest w Polsce legalizacja prawa do eutanazji.
PR
~Ppp Rrr
2 sierpnia 2026, 10:51
Sam nie piję, bo nie lubię - problem jest jednak szerszy. Rozmaici ludzie i instytucje co chwila czegoś nam zabraniają lub każą ograniczać, czy przy tym "uważać". Negatywna reakcja może wynikać z tego, że ktoś po raz KOLEJNY, kilkunasty czy kilkudziesiąty spotyka się z sytuacją "znowu cię czepiają", "znowu zabraniają". Normalne, że MA DOŚĆ. Pozdrawiam.