Wesele doskonałe, małżeństwo przypadkowe

W pogoni za idealnym weselem zgubiliśmy sens przysięgi. Fot. depositphotos.com

Wystarczy otworzyć jakikolwiek portal ślubny, wejść na grupę dla panien młodych albo posłuchać przedweselnych dramatów w gronie znajomych, by odnieść wrażenie, że przygotowania do ślubu przypominają logistyczną operację wojskową połączoną z festiwalem próżności. Dziś, kiedy bierzemy ślub, musimy pomyśleć o wszystkim. I mam na myśli o każdej, wręcz abstrakcyjnej głupocie.

Nagle okazuje się, że przed przyjazdem gości trzeba odmalować cały dom, wymienić dach, wyczyścić kostkę brukową na błysk i zamówić salę, która rzuci na kolana nawet najbardziej wybredną ciotkę. Jedzenie? Menu analizuje się tygodniami; to mięso za twarde, tamto za pospolite. Do tego fotobudki, prosecco vany, personalizowane zimne ognie i miliony zbędnych rzeczy, które generują tylko kosmiczne koszty i gigantyczny stres. A potem nadchodzi ten "wielki dzień", w którym panna młoda płacze z wściekłości na zapleczu, bo tort okazał się o pięć centymetrów niższy niż na wizualizacji, a na stole zabrakło jednego rodzaju sałatki.

DEON.PL POLECA



I stojąc z boku tego całego szaleństwa, które jest mi ostatnio bliskie... Kiedy zrobiliśmy z najpiękniejszego dnia w życiu targowisko próżności? I dlaczego pozwoliliśmy, by organizacja jednego wieczoru całkowicie przysłoniła potęgę małżeństwa?

Zaczęliśmy traktować ślub jak jednorazowy event, spektakl dla gości i idealny kontent na Instagrama. Wszystko musi krzyczeć. Tyle że w tym całym ringu aranżacyjnym, gdzie walczy się o perfekcyjny odcień serwetek, zapominamy, co tak naprawdę zaczyna się w momencie wypowiedzenia słów przysięgi. Zapominamy o istocie małżeństwa.

Ślub to nie jest casting na najlepszą imprezę roku. To jeden z najpiękniejszych i najgłębszych sakramentów, jakie dostaliśmy od Boga. To moment, w którym na ziemi dzieje się cud: zjednoczenie duszy i ciała dwóch zupełnie obcych osób, które zostały dla nas stworzone i zesłane prosto z Nieba.

W małżeństwie chodzi przecież o nierozerwalną świętość. O to, że od teraz stajemy się jednym organizmem. Idziemy razem na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, w chwilach uniesienia i w szarej, trudnej codzienności, przez całe życie aż do śmierci. To potężne przymierze, z którego powinniśmy być dumni. Powinniśmy czuć zachwyt, że Bóg podarował nam drugiego człowieka, otoczył nas swoją łaską i doprowadził dwoje ludzi przed swój ołtarz, by stworzyć coś wiecznego. Jak to możliwe, że w drodze do tak wielkiej tajemnicy bardziej przejmujemy się smakiem wiejskiego stołu niż wielkością daru, jaki właśnie otrzymujemy?

DEON.PL POLECA


Oczywiście, nikt nie mówi, że mamy brać ślub w piwnicy, przy chlebie i wodzie. To normalne, że każda para chce mieć ładne zdjęcia, pamiątki, białą suknię i smaczne jedzenie dla bliskich. Ale! To powinien być tylko dodatek. Piękne, estetyczne tło dla czegoś, co jest nieskończenie większe, głębsze i ważniejsze niż jakakolwiek ziemska dekoracja.

Kiedy skupiamy się wyłącznie na idei perfekcyjnego przyjęcia, zamieniamy Boże błogosławieństwo w luksusową usługę gastronomiczno-rozrywkową. Stres zżera całą magię tego dnia. Zamiast patrzeć na narzeczonego przed ołtarzem ze łzami w oczach i dziękować Bogu za to połączenie dusz, panna młoda nerwowo rozgląda się po kościele, sprawdzając, czy florystka równo ułożyła kwiaty. Zamiast przeżywać początek wspólnej drogi w wieczności, przeżywamy stres menadżera sali weselnej.

Zejdźmy na ziemię

Przeżywamy kryzys wartości, bo łatwiej jest zapłacić za konsultantkę ślubną niż zainwestować czas w głęboką, duchową rozmowę z drugą osobą o tym, czym naprawdę jest małżeństwo. Łatwiej kontrolować wysokość tortu niż własne lęki i egoizm, które trzeba będzie chować do kieszeni przez następne kilkadziesiąt lat wspólnego życia pod jednym dachem.

Czy za trzydzieści lat, kiedy będziemy trzymać się za ręce na starość, stawiając czoła życiowym burzom, będziemy pamiętać, czy sałatka z kurczakiem dotarła na stół na czas? Albo czy kolor dachu pasował do limuzyny? Nie. Będzie się liczyć tylko to, czy przetrwaliśmy. Czy nasze małżeństwo wytrzymało próbę czasu.

Wracajmy do źródła. Skupmy się na idei ślubu, na tym niepowtarzalnym połączeniu. Bądźmy dumni z tego sakramentu. Bo kiedy zgasną zimne ognie, a goście zjedzą ostatni kawałek za niskiego tortu, zostaniecie tylko Wy, Wasze małżeństwo i obietnica złożona przed Bogiem. I wierzcie mi, to jest jedyna rzecz, która naprawdę ma znaczenie.

Julia jest absolwentką dziennikarstwa na Uniwersytecie Ignatianum oraz marketingu na Uniwersytecie Ekonomicznym. Interesuje się psychologią, współczesną komunikacją i wpływem mediów społecznościowych na pokolenie Gen Z. Szczególnie fascynuje ją analizowanie dwóch światów (cyfrowego i rzeczywistego) oraz tego, jak zmieniają one relacje międzyludzkie, emocje i sposób postrzegania rzeczywistości. Jej pasją są podróże, sport oraz obserwowanie ludzi i emocji, które inspirują ją do opowiadania historii o współczesnym świecie i relacjach międzyludzkich.
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Wesele doskonałe, małżeństwo przypadkowe
Komentarze (10)
JM
~Jan Myśliciel
8 czerwca 2026, 17:06
Konsumpcjonizm też zagościł do małżeństwa. Ileż jest małżeństw zawieranych tylko dla pozorów? I nie chodzi tylko o to co zewnętrzne, ludzie mogą z pozoru być piękni a w środku nie mieć nic. Tak jak piękna bombka na choinkę. Trzeba wysiłku żeby poznać drugą osobę, nie tyle czasu, bo czasem można znaleźć drugą połowę w 5 minut. Można mieć szczęście. Ale trzeba pracować nad związkiem całe życie, nie tylko do wesela
TT
~Tomek Tomek
13 czerwca 2026, 00:09
Kto niby zawiązuje małżeństwo dla pozorów?? W życiu takiego czegoś nie słyszałem. To może takie osoby które chcą kogoś wycykać, żenią się dla korzyści, dla interesu, a nie z miłości. Bo przecież każdy inny, kto idzie pod ołtarz i przysięga, kto organizuje przyjęcie, zaprasza rodzinę, gości, planuje wiele innych rzeczy itp. to nie robi tego dla żartu czy pozornie. Każdy ma w głowie tylko jedno - że to będzie osoba na całe życie. Niestety z czasem okazuje się, że ktoś jest niedojrzały i nagle się rozmyśla, ale to kwestie psychiczne bardziej i wychowanie. Ostatnio według badań dużo odnotowuje się symulacji małżeństwa. Pewnie dla kasy lub interesów, bo w tych czasach pieniądz ludzi popycha do najochydniejszych rzeczy. Więc pewnie to miał Pan na myśli.
ES
~Ewa Słota
2 czerwca 2026, 10:50
Przed Sakramentem Małżeństwa wszystko jest piękne, doskonałe ...(zapięte na ostatni guzik) ... po Sakramentalnym TAK rozpoczyna się zwyczajne pełne prób życie - codzienność. Łatwo jest wypowiadać TAK- trudniej być Wiernym aż do śmierci w tej Miłości ... , która także wybacza; zdrady, odejścia i czeka - tak jak Bóg Ojciec ... Małżeństwo, Kapłaństwo, Życie Zakonne- jest wysiłkiem w wytrwaniu tego Słowa Tak danego Bogu i Człowiekowi. Bóg zna nasze serca - najlepiej i wie ile w " nich" miejsca dla Niego Samego i dla Człowieka. Sakramenty ciągle oczyszczają nasze serca ze złych skłonności; niewiary, niechęci, egoizmu ... . Warto oczyszczać je często, by To Jezus w naszych sercach mieszkał... ( co często czynię, bo bez Jezusa jestem tylko marnością) ...
WK
~W Kanie Galilejskiej
30 maja 2026, 22:07
Wystarczy spojrzeć na to z prostej perspektywy (prostoty) - budowanie więzi małżeńskiej, przysięga oraz sakrament łącznie ze wszystkimi jego przymiotami są najważniejsze, ale potem pojawiają się dzieci, problemy, codzienność, więc osobiście uważam, że nie samym duchem żyje człowiek. Takie organizowanie przejęcia weselnego jest taką swoistą próbą dla obojga małżonków. Podczas przygotowań wyrabia się między innymi wspólne poczucie sprawczośći, bo przecież współpraca małżonków w późniejszym codziennym życiu oraz wspólne rozwiązywane problemów czy inne działanie jest fundamentalne. Wspólne przygotowania powinny też cieszyć obojga, bo to też taka cześć drogi we wspólnym życiu, cześć najpiękniejsza tak naprawdę. Czasami też małżonkowie nie mają wsparcia ze strony rodziców lub tych rodziców też nie mają, bo są różne sytuacje. Myślę że kluczowe powinno być to, aby małżonkowie razem współpracowali, razem podejmowali decyzje, a organizacja przyjęcia jest takim trochę egzaminem wstępnym.
WK
~W Kanie Galilejskiej
30 maja 2026, 21:46
Łatwo powiedzieć, że przyjęcie weselne nie jest tak ważne, ale niestety 'czasy' wymagają tego, aby było choć minimalnie zorganizowane. Np. niektóre z osób na weselu będą potem chrzestnymi dzieci państwa młodych itp. Na weselu buduje się relacje z całą rodziną. Raz nawet słyszałem wypowiedź księdza, że jak Państwo młodzi nie potrafią nawet wesela zorganizować, to jak mają dać radę założyć rodzinę. Oczywiście że przysięga i Sakrament są najważniejsze, ale niestety wesele też i tak było od wieków. Nawet w Kanie Galilejskiej tak się bawili, że zabrakło wina, więc te przygotowania i troska o przyjęcie też było. Oczywiście pięknie się czyta takie wzniosłe rzeczy i takie podejście jest szlachetne, ale życie nie jest takie proste i często sprowadza nas na ziemię. Często też jest to determinowane tradycją (jak w np. w górach gdzie do tradycji przykłada się dużą wagę bo jest z dziada pradziada - to część tożsamości tych ludzi) i czy młodzi chcą czy nie chcą to presją i tak jest i zawsze będzie.
NK
~Nie Katolik
30 maja 2026, 17:21
To taki staropolski zwyczaj, zastaw się a postaw się. Rzeczywistości nie da się zmienić operując wzniosłymi słowami. Każdy musi na swój sposób przemyśleć, jak chce żyć.
RD
~Roman Dzik
30 maja 2026, 08:39
Impreza jest realna, "obietnica" która się kiedyś nazywało przysięga ma wartość dopóki się nie zapłaci kurii dwa tysiaki za tzw stwierdzenie nieważności.
..
~. .
1 czerwca 2026, 21:54
sakrament się im zdewaluował ... razem z liturgiczną przysięgą wyklepaną przed ołtarzem duszpasterzy gorliwych na modlitwie jak poganie
JP
~Joanna Piotrowska
30 maja 2026, 07:27
Miałam ślub na 28 osób , urządzony z naszych wypłat. Rano o 6.zapakowaliśmy kwiaty w starego eskorta i pojechaliśmy na cmentarz je rozdać... Potem siedzieliśmy na podłodze, na cemencie w niedokończone kuchni i oglądaliśmy prezenty. Gdzieniegdzie koperty... Po 27 latach, gdy się dorobilismy wszystkiego i jeszcze na sporą " górkę" mąż postanowił mieć tzw święty spokój od problemów małżeńskich , nie zauważając ile dobra jest obecne także. Modlę się za niego.. za nasze dzieci. Zaprosiłam Pana i Jego Matkę do naszego małżeństwa. Czy zrobił to mąż- już nie jestem pewna... Jezu, ufam Tobie. Ty jesteś Panem stworzenia. Ty jesteś Panem chcenia. Ty jesteś Panem mojej woli i moich wyborów.
WK
~W Kanie Galilejskiej
31 maja 2026, 21:38
Na pewno Bóg się o Ciebie zatroszczy. Piękne świadectwo wiary i ufności. Trzymaj się! Ja pomodlę się za Ciebie..