Zawsze „prawie”, nigdy pierwszy. Na czym polega klątwa drugiego wyboru?
zdj. poglądowe / fot. depositphotos.com
Można mieć dużą rodzinę, wielu przyjaciół i znajomych, ale ciągle żyć w przekonaniu, że dla nikogo nie jesteś na pierwszym miejscu. Takie myślenie kształtują różne życiowe sytuacje, które z biegiem czasu odbierają poczucie sensu i własnej wartości.
Każdy czuł się kiedyś pominięty przez otoczenie. Różnimy się jednak tym, jak dużą wagę przywiązujemy do relacji z innymi. Jedni z natury mniej zabiegają o obecność w grupie, a nawet czasem po cichu liczą, że ominie ich kolejna integracja. Inni zaś garną się do ludzi i chcą być ważną częścią grupy, zaspokajając w ten sposób silną potrzebę przynależności.
Wewnątrz wielu grup można łatwo zauważyć, że jedni uchodzą za liderów, inni tworzą ich bliskie otoczenie, a jeszcze inni pozostają bardziej z boku. To głos tych pierwszych często słychać najmocniej. To również oni mogą mieć największy wpływ na to, kto staje się częścią najbliższego grona, a kto kolejny raz pozostaje gdzieś na jego obrzeżach.
W tym momencie łatwo przychodzi na myśl wspomnienie ze szkolnej sali gimnastycznej. Trwa lekcja WF-u, skończyła się rozgrzewka i nadszedł wyczekiwany moment, kiedy nauczyciel podał piłkę, wyznaczył dwójkę kapitanów i rozpoczął się wybór osób do drużyn. Kolejność zwykle była podobna, a na końcu zostawali często ci sami. I wiele z tych osób pamięta te chwile do dziś, bo za każdym razem żywili nadzieję, że tym razem nie zostaną wybrani jako ostatni. W ich rozumieniu oznaczało to przecież bycie najgorszym w grupie. Czy chodziło wyłącznie o to, że uznawano ich za najsłabszych sportowo? Ta kwestia mogła schodzić na drugi plan, bo znacznie bardziej bolało powracające poczucie, że znowu wybrali wszystkich przede mną.
Znowu wybór padł… nie na mnie
Większość z nas już na dobre wyszła z sali gimnastycznej i zapomniała, że wybierało się kolegów do drużyn. Natomiast u części z nas to wspomnienie dalej rezonuje i przypomina o sobie za każdym razem, kiedy spotykamy się z odrzuceniem, czując się niemal zawsze człowiekiem drugiego wyboru, drugiej kategorii. Ten mechanizm wyboru z lekcji wychowania fizycznego jest ciągle obecny, ale z biegiem lat zmieniają się okoliczności. Ktoś inny dostaje pracę, o którą się starałeś, chociaż masz przekonanie, że byłeś lepszy. Znajomi zamieszczają zdjęcie z wyjazdu i okazuje się, że jest na nim koleżanka, której zwykle nie było w tej grupce, a ty zawsze byłaś i nie rozumiesz, dlaczego cię pominęli. A może ktoś, kogo uznajesz za najbliższego przyjaciela, mówi, że jego najlepszym przyjacielem jest ktoś inny. To momenty, kiedy pęka serce. Chyba jedno z gorszych uczuć, jakich może doświadczyć człowiek.
Każda sytuacja jest inna i zachowania tych osób trudno z góry uznać za złe. Zwłaszcza że najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, że swoimi decyzjami możemy sprawiać komuś tak ogromny ból. Nie można też być zawsze pierwszym. Nie dostaniemy każdej pracy, każdego awansu ani nie będziemy najważniejszym człowiekiem w życiu każdego znajomego. Takie myślenie może prowadzić do zaborczości, która sama w sobie będzie oddalać nas od kolejnych ludzi. Jednak czym innym jest jednorazowe poczucie odrzucenia, a czym innym życie w permanentnym przekonaniu, że nie ma znaczenia dla kogo i w jakich okolicznościach - i tak zawsze będę na drugim miejscu.
Kogo ja stawiam na drugim miejscu?
Kluczowe jest uświadomienie sobie, że obok nas naprawdę są ludzie, którzy czują się wiecznym „drugim wyborem”. Nikt nie może nam narzucić, że powinniśmy stawiać właśnie na niego, na siłę uznawać go za najlepszego przyjaciela czy zabierać na wszystkie wyjazdy. Warto jednak zastanowić się i stanąć w prawdzie, czy nie pomijamy osoby, która rzeczywiście zasługuje na docenienie, bo była zawsze wtedy, kiedy innych nie było. A może już tak mocno przyzwyczailiśmy się do tego, że jest i się stara, że nawet nie pomyślimy, że ciągłe stawianie na innych może sprawiać jej przykrość? Bardzo łatwo jest iść za impulsem chwili i wybrać kogoś, kogo jesteśmy ciekawi, komu chcemy zaimponować – kogoś, kogo dopiero poznaliśmy – kosztem człowieka, na którego zawsze mogliśmy liczyć.
Klątwa drugiego wyboru może działać w dwie strony i tworzyć błędne koło. Cierpimy, kiedy ktoś kolejny raz nie wybiera nas, tylko kogoś innego. Tymczasem możemy nie zdawać sobie sprawy z tego, że w innych sytuacjach role się odwracają i to my fundujemy to uczucie komuś innemu. Być może jest to ktoś bliski, kto zawsze był przy nas, a z czasem tak mocno przyzwyczailiśmy się do jego obecności, że zapomnieliśmy doceniać go również w codziennych wyborach. A co, jeśli twój bliski przyjaciel od dawna zadaje sobie pytanie: „Dlaczego znowu wybrał innych przede mną? Przecież ja od razu wybrałbym jego”. Można porzucić starych przyjaciół dla nowych, ale najpierw warto zadać sobie pytanie: kogo wybrałbym, gdyby starego przyjaciela już nie było?
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Skomentuj artykuł