Złości mnie kościół, który ma gdzieś realia mojego życia

Fot. Tamara Bellis / Unsplash

Moje dzieci przyjmowały ostatnio sakramenty. Z tej przyczyny miałam wiele okazji do ćwiczenia rozmaitych cnót, na czele z pokorą i łagodnością. I równie wiele okazji do doświadczenia zwykłego, normalnego gniewu.

W najgorszych chwilach starałam się na chwilę wyjść z siebie i stanąć obok. Zobaczyć, dokąd doprowadzi użycie tego gniewu i czy skutki mogą posłużyć do czegoś konstruktywnego, a nie tylko do zwentylowania siebie, żeby przedwcześnie nie osiwieć. Bo z jednej strony widzę w tych wszystkich doprowadzających mnie do szału sytuacjach kruchość drugiego. Czasem potężne zmęczenie, które zmusza do poprzestania na tym, co kiedyś działało. Widzę to działanie w starych schematach, bo może bez nich by się człowiek zajechał, nie ogarnął. Robienie tak, jak zawsze było, bo nie ma w kimś zgody albo siły na zmiany.

A z drugiej widzę, jak bardzo głęboko gdzieś mój instytucjonalny Kościół ma moje zwykłe, świeckie życie z wszystkimi jego obowiązkami. Jak bardzo czasem nie obchodzi tych, którzy układają przedsakramentalne programy obowiązkowych spotkań, prób i nabożeństw, jakim kosztem trzeba je wpasować w realia swojego życia. I jak można naraz być człowiekiem serio wierzącym i mieć w sobie coraz większą niechęć do instytucji Kościoła i jej „urzędników”, nie uwzględniających niczego poza „zwyczajem” parafialnym i swoim własnym pomysłem oraz kalendarzem.

Prawda jest może bolesna: wygoda i służba rzadko idą w parze. Każdy rodzic świetnie o tym wie z doświadczenia - gdy rezygnuje ze swojej wygody, by ogarnać potrzeby dzieci. Dbanie o siebie i dbanie o wiernych jest do pogodzenia bez szkody dla tych drugich. Celem osób konsekrowanych w Kościele jest w głównym sensie opiekowanie się tymi niekonsekrowanymi, ale zbyt często ta opieka sprowadza się do układania programu, który z wielkim trudem da się pogodzić z codziennym życiem i fochania się, że ludzie nie chcą „bardziej się zaangażować” w porze, w której są w pracy. A przecież mogliby wyjść wcześniej, czyż nie? Skoro nie wychodzą, znaczy im nie zależy, tacy z nich marni katolicy…

Boli mnie to, bo chciałabym, żeby mój Kościół był miejscem pocieszenia. Wzmocnienia. Bardziej domem, w którym czujesz się u siebie, przyjęty, ważny - niż kolejnym obowiązkiem do odhaczenia, dającym tylko większe zmęczenie i poczucie bezsensu. Mam dość wstydzenia się przed ludźmi, którzy są dalej od kościoła, tego wygodnictwa, złej komunikacji, przekonania o tym, że kto ma władzę, może rządzić i nie słuchać tych, którym miał służyć. Mam dość tłumaczenia, że to tak tylko teraz wyszło, że nie wszędzie i nie zawsze tak jest, że są miejsca, w których Kościół oznacza przestrzeń, w której relacje są dobre i dają sens, w którym można znaleźć dobro i łaskę i nie trzeba przy tym znosić i wytrzymywać mnóstwa słabych rzeczy, tylko że po prostu może być dobrze. Tak zwyczajnie dobrze.

Słucham relacji z kościelnych wydarzeń z różnych stron Polski i wniosek mam jeden. Kulturalnie wyrażony brzmi: to właśnie my, najliczniejsi we wspólnocie wierni świeccy, powód istnienia Kościoła, jesteśmy najmniej brani pod uwagę. I choć pokazują się różne jaskółki, to jednak wciąż nasze zdanie się nie liczy; nasza rzeczywistość bycia w Kościele w bardzo wielu miejscach ciągle sprowadza się do wykonywania poleceń organizatorów dowolnej uroczystości kościelnej zaaprobowanych przez księdza. I to nie dlatego, że nie mamy pomysłów, inicjatywy i nie chcemy poświęcić czasu i pieniędzy. Dlaczego? Mogłabym wymieniać powody, ale nie chcę: bo najbardziej obchodzi mnie to, że nie ma chyba lepszego sposobu, by zniechęcić ludzi do Kościoła niż totalne nieuwzględnianie czasu świeckich i brak szacunku do ich życia i pracy.

Ludzie nie chcą być tam, gdzie się ich nie szanuje, traktuje jak głupie owce, wymaga nieustannego dopasowywania się i tłucze po głowie poczuciem winy. A jeśli tak są traktowani na przykład rodzice dzieci pierwszokomunijnych, do bierzmowania prawdopodobnie dotrwają tylko ci z żywą i mocną relacją z Bogiem i dużą odpornością na nieustanny przymus dostosowania się do cudzych ustaleń.

Wkurza mnie też niezmiernie ta zaszyta w źle rozumianej pobożności narracja o tym, że komu niewygodnie jest przyjść na nabożeństwo o piętnastej w piątek, a w tygodniu nie ma czasu na popołudniową mszę, która trwa równą godzinę, to słabym katolikiem jest i nie stawia Boga na pierwszym miejscu. Wkurza mnie równie mocno, jak wymaganie od dziewięciolatków, żeby każde popołudnie w październiku, grudniu i maju spędziły w kościele i ocenianie wiary ich rodziców na podstawie ich obecności na nabożeństwach.

I nie, to nie chodzi o to, że nie mogę się dopasować. Bo mogę. I robię to na miarę moich możliwości, tak jak setki innych rodziców, dziadków i ludzi wierzących w Polsce. Ale pojawia się taki moment, w którym człowiek zaczyna się zastanawiać, dlaczego to on nieustannie musi się naginać, dopasowywać, rezygnować z czegoś, byle zdążyć na godzinę wymyśloną przez trzeciego wstecz proboszcza dla wspólnoty sprzed pięćdziesięciu lat. I dlaczego, w miarę zmieniających się potrzeb ludzi, nie można zmienić organizacyjnych ustaleń dla rzeczy, które mają wzmacniać wiarę i relację z Bogiem. Bardzo raniące dla wspólnoty jest przyzwolenie na to, by ksiądz, który świadomie zdecydował się poświęcić życie na służbę wspólnocie, mógł ignorować jej ważne potrzeby z powodu swojej wygody. Na szczęście jest bardzo wielu księży, którzy dużo bardziej dbają o ludzi niż o swoją wygodę. Ale całą dobrą robotę psują im tacy duszpasterze, którzy na ludzi mają wyrąbane. Czasem to próba ratowania swojego zdrowia psychicznego, czasem poczucie władzy, które za mocno poszło do głowy, czasem wygodnictwo, czasem lęk, że się zepsuje zmianami coś, co przecież od lat "działa". Rozumiem to. Ale zgody na to nie mam. I tęsknię za tym, żeby mój Kościół był dobrą, relacyjną przystanią, a nie przykrą koniecznością i wymuszonym religijnym obowiązkiem.

DEON.PL POLECA



DEON.PL POLECA

 

 

Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem, współautorka "Notesów duchowych", pomagających wejść w żywą relację z Ewangelią. Sporadycznie wykłada dziennikarstwo. Debiutowała w 2014 roku powieścią sensacyjną "Na uwięzi", a wśród jej książek jest też wydany w 2022 roku podlaski kryminał  "Ciało i krew". Na swoim Instagramie pomaga piszącym rozwijać warsztat. Tworzy autorski newsletter na kryzys - "Plasterki". Prywatnie żona i matka. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając ciszy.  

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Złości mnie kościół, który ma gdzieś realia mojego życia
Komentarze (52)
MS
~Mukel Songo
9 czerwca 2026, 16:32
Ludzi dziś generalnie złości Kościół, dlatego że oferuje ludziom sformalizowaną, zinstytucjonalizowaną religię. A ludzie tego nie lubią, bo każdy chciałby wierzyć bez zobowiązań i bez wysilania się. Każdy woli sobie stworzyć własny wyrób religiopodobny i twiedzi że on zaspokaja wszystkie jego potrzeby w sferze duchowej.
WG
~Witold Gedymin
12 czerwca 2026, 10:53
ma Pan/Pani rację - polski Kościół jest coraz bardziej "wyrobem" Kościołopodobnym.
MS
~Mukel Songo
12 czerwca 2026, 15:19
A jednak Chrystus za ten Kościół oddaje swoje życie. Więc niech Pan nie robi sobi Kościoła według własnego widzimisię i aktualnego upodobania, tylko niech Pan przyjmie to, co Chrystus miluje
KK
~karol karol
9 czerwca 2026, 08:02
Pani Marto, zgodnie z wolą komentujących pobożnych i spolegliwych katolików, proszę odtąd w felietonach przekazywać jedynie zintegrowaną informację pozytywną. Wszystko jest pięknie, nie ma żadnych problemów, kościół jest święty i ludzie kościoła są święci. Proszę nie zasmucać swojego proboszcza. Niedostosowanie się do tych oczekiwań może sprawić, że podzieli Pani los red. Terlikowskiego, który od dawna nie publikuje już felietonów na tym katolickim portalu, bo na tym polega wolność i synodalność katolicka.
J1
~Jan 123
10 czerwca 2026, 21:32
Jednak odwołanie do red. Terlikowskiego wiele wyjaśnia. Nie wspominając o Pana (jak trafnie zauważono) "prymitywnych" komentarzach poniżej. Współczuję tego jadu...
TB
~Tadeusz Borkowski
8 czerwca 2026, 19:53
Tak samo się czuję w moim Kościele jak Autorka i bardzo mnie to boli. Kiedy wreszcie będziemy traktowani jako prawdziwi i prawni członkowie naszego Koscioła? Przeciez bez nas urzędniczy kościół by nie istniał. Czas to zrozumieć i kochać bliźnich. Autorce dziękuję. Może pomoże.
ES
~Ewa Słota
8 czerwca 2026, 19:26
Pani Marto proszę Wszystkiego nie brać na swoje barki. Owszem, to co Pani może i jest w Pani mocy i sile fizycy, psych. Nie pomoże Pani każdej Osobie. Ważna jest Rodzina i Najbliżsi - proszę nauczyć się mówić - przepraszam - ale w " tej" sytuacji " NICZEGO nie mogę, proszę udać się do .... ( Kapłana, Doradcy, Psychologa, ). Bóg ma w Opiece Każde Swoje Dziecko i na pewno znajdzie się dobre rozwiązanie. Pani niech odpocznie - po co komu zmęczona Mama, Przyjaciółka ...
ZZ
~Zuzanna Z
8 czerwca 2026, 01:07
Pani Marto, doskonale rozumiem, o czym Pani mówi, ale przede wszystkim podziwiam Pani odwagę! W komentarzach poniżej znajduje się dokładnie to, czego się można było spodziewać - hejt i pogarda, i zero odniesienia to problemów opisanych w artykule. Gdyby tak wyobrazić sobie, że komentujący to ludzie wierzący - to możnaby się przestraszyć, ale pewnie część komentarzy wygenerowały boty. Jak już algorytmy "oflagowały" Panią jako młodą katoliczkę. Szacunek Pani Marto!
LZ
~Leon Zawodowiec
8 czerwca 2026, 16:01
Bardzo proszę w konkretnych punktach wymienić, w czym krytykowani przez Panią komentujący się mylą? Pogarda natomiast bije ze wspomnianego artykułu o prymitywnym i wulgarnym słownictwie nie wspominając ;)
H1
~Halina 123
8 czerwca 2026, 16:13
Problem jest inny. Czytam felietony autorki i nie spotkałam jeszcze pozytywnego. Ciągłe narzekanie, ciągle źle. Może trzeba zmienić wiarę, skoro w tej wszystko jest takie "nie do przyjęcia" i "wkurzające" (swoją drogą co to za język!)
JJ
~Jan Jan
8 czerwca 2026, 16:35
Tia xD "boty" wygenerowały komentarze. I jeszcze pewnie zdanie inne niż autorki to "ruska propaganda". W życiu się tak nie uśmiałem. Chyba współczesne teorie spiskowe "weszły za mocno" ;)
WG
~Witold Gedymin
8 czerwca 2026, 18:59
Panie "zawodowiec". Czy jeżeli Autorka napisałaby o pięknych i budujących działaniach księdza też byłby pan "ciekawy czy autorka tekstu była u Księdza przygotowującego do Komunii na rozmowę w cztery oczy ze swoimi uwagami" i podziękowaniami. "Czy po prostu, wykorzystując możliwość i pozycję dziennikarki ..."??? Podnoszenie takich spraw, tym bardziej że można domniemywać, że dotyczy wielu osób, jest nie "wykorzystaniem możliwości", ale obowiązkiem uczciwych dziennikarzy. Może jakiś ksiądz to przeczyta, może zastanowi? Zakończeniem "robi sobie teraz połajankę na instytucji za własne rozchwianie emocjonalne" pokazuje pana swoją "moralność". Tacy jak pan, także wielu biskupów i księży czyni ze Świętego Kościoła nie "jaskinię zbójców" a szambo.
G.
~Gość .
8 czerwca 2026, 23:03
Leon: nie poda, bo sama bazuje tylko na emocjach. Dziś Kościół zamiast dawać zbawienie ma w myśleniu ludzi leczyć ich komplelsy i głaskać... Takie czasy
MJ
~Maciej Janicki
10 czerwca 2026, 21:30
@Witold Giedymin Ciekawa analiza komentarza, którego Pan w ogóle nie zrozumiał. I cudowna (jak na katolika zapewne przystało) puenta, porównująca osobę o innym zdaniu do "szamba". To Pan pokazał jednak tą gorszą stronę wierzących. Przykro mi...
WG
~Witold Gedymin
12 czerwca 2026, 10:49
@Maciej Janicki mój komentarz był dla "zawodowca", do jego komentarza z 7 czerwca 2026, 12:42, umieszczony tu bo tenże był już głęboko zakopany. Ostatnie zdanie komentarza "zawodowca" nie jest tylko "innym zdaniem", a moja "puenta" dotyczy tego co się dzieje z polskim Kościołem
AJ
~adam jastrzebski
7 czerwca 2026, 22:53
TYTUL, NIE DO PRZYJECIA.....chyba ze chcemy trafiac do tzw ¨*nowoczesnych ludzi*
MM
~Mała Mi
7 czerwca 2026, 19:58
Nie wiem czemu Pani Marcie tak ciągle źle - może jakaś terapia?
KP
~katolik pomniejszego płazu
10 czerwca 2026, 20:48
może jakaś stanowisko w kurii by ją pocieszyło. synodalne
MK
~Marian Kiepski
7 czerwca 2026, 16:50
Ja pracuję 6-7 dni w tygodniu i nie narzekam. Kredyt trzeba spłacić, remont zrobić, rachunki zapłacić, dzieci wyżywić... Pozostaje 6 godzin na sen... Może trzeba było iść do biura i się codziennie po 15tej nudzić?!
JM
~Justyna Mic
8 czerwca 2026, 07:55
A co najmniej godzina na odprowadzenie lub odwiezienie dzieci do szkoły i z powrotem, a sprawdzanie dziennika elektronicznego codziennie a obowiązkowo pod groźbą kary raz w tygodniu i wypełnienie zaleceń w nim podanych typu "Na jutro proszę przygotować kilka kolorów krepiny lub bibuły oraz klej, blok rysunkowy lub techniczny biały i kolorowy", każdemu dziecku strój do szkoły i na gimnastykę, zorganizowanie dojazdu i opieki na zajęcia dodatkowe w tym właśnie kilka razy w tygodniu przygotowanie do sakramentu , na którym trzeba być często osobiście itd. Wychodzi pewnie kilka, kilkanaście godzin tygodniowo a przecież oprócz tego są obowiązki domowe, zawodowe, rodzinne wobec innych członków rodziny nie tylko dzieci. Czasem zdarza się własne niedomaganie np. infekcja. Niedopełnienie obowiązków wiąże się z poważnymi konsekwencjami dla rodzica.
IC
~Izabela C
7 czerwca 2026, 11:11
Bardzo jest przykro czytać agresywne komentarze katolików. To, że mamy różne zdania, zapatrywania nie moze byc powodem wylewania wiadra pomyj na drugiego człowieka. Do mnie, jako rodzica przyszła taka myśl, ze te rozbudowane przygotowania do sakramentów w naszej parafii skupialy sie głównie na wierszyka, piosenkach, układach na wejście, podejście, wyjście, kwiatach, podziekowaniach... event. Dzieci były zaangażowane, to prawda. Ale sens moze sie zgubić.
MJ
~Maciej Janicki
8 czerwca 2026, 16:04
Ale przecież to autorka artykułu używa wulgarnego i nacechowanego emocjonalnie słownictwa! A potem afera, że ludzie reagują tym samym
RF
~Robert Forysiak
7 czerwca 2026, 10:23
W ogóle to zauważyłem, że ze strony laików płyną tysiące utyskiwań i rozczarowań, natomiast duchowni milczą. Ciekawe, czy tacy ludzie jak Marta (a jest ich mnóstwo, prawie wszyscy) potrafią pomyśleć jakie rozczarowania wierni przynoszą duchownym?
KK
~karol karol
8 czerwca 2026, 11:12
Mam nadzieję, że akurat Ty, Robcio, jesteś grzeczny i pilny i nigdy nie rozczarowujesz swojego księdza proboszcza :*
RF
~Robert Forysiak
8 czerwca 2026, 17:32
Dziękuję, że twoja nadzieja tak miła.
RF
~Robert Forysiak
8 czerwca 2026, 17:33
Daję ci nawet lajka, żeby ci było milej ;)
G.
~Gość .
8 czerwca 2026, 23:05
Karol: bardzo prymitywny komentarz. Żal mi takich smutnych i zgorzkniałych ludzi
RF
~Robert Forysiak
9 czerwca 2026, 08:05
Zapomniałem podziękować wszystkim za owocną współpracę w celu domknięcia forum "W". Merci!
ES
~Ewa Słota
7 czerwca 2026, 09:22
Nastały czasy w których Rodzice są uwiązani do Swoich dzieci. Wiem wiem inne czasy gorsze. A może kiedyś też były przeróżne niebezpieczeństwa - Rodzice uczyli nas odpowiedzialności np. " czuwajcie i pilnujcie się wzajemnie" słowa Babci do mnie i Braciszka. A i dzieci miały więcej wolności i swobody, to także uczyło odpowiedzialności za inne młodsze rodzeństwo. Pani Marta ma rację, to ogromne przeżycie i czasem " ręce opadają", bo szkoła, bo praca, bo Parafia. Właśnie Parafia - tutaj Każdy powinien znaleźć wsparcie, wyrozumiałość ... Możemy modlić się krótkimi wezwaniami: Serce Jezusa zmiłuj się Serce Maryi chroń mnie i moją rodzinę ( w ciągu zajęć) ... Serce Jezusa kocham Cię Jezu Ty wiesz, że Cię kocham ... Pani Marta napisała nie o swoim problemie, a stanęła w obronie Innych Rodziców, którzy nie mogli podołać WSZYSTKIM nakazom Księdza. Uważałam, że Pani Marta - jest dzielną odważną Matką, Parafianką i Dziennikarką. Zauważa Innych jest konkretna, " nie ściemnia" jest "Prawdziwa".
TT
~Teribelka Teribelka
7 czerwca 2026, 00:57
to są 2 odrębne systemy - Kościół ze swoim rytmem tygodniowym i ludzie świeccy ze swoim rytmem, jaki im narzucają pracodajcy - praca wg grafika (system tzw. równoważny) - tak pracują pracownicy służby zdrowia, sklepów, ci, co zajmują się dydaktyką... ci, co zajmują się własnym biznesem sensu stricto, cały czas są w pracy, z tym, że albo fizycznie, albo myślami, bo zawsze coś się może dziać, pracujący w usługach są w pracy do 18; mając taką pracę, trudno uczestniczyć aktywnie w życiu Kościoła. Pracownicy biurowi, pracownicy naukowi wyższego szczebla i może jeszcze artyści, mają więcej czasu, albo mogą sobie przesunąć pracę na dogodniejszy czas; a tempo życia wzrasta i godziny pracy się wydłużają... zostaje tylko indywidualny tryb, albo hybrydowy - internetowo-indywidualny - konferencje online, sakramenty, spowiedź i kierownictwo duchowe po wcześniejszym umówieniu się, a przygotowywanie dzieci do sakramentów albo indywidualnie, albo w domu...
LZ
~Leon Zawodowiec
7 czerwca 2026, 00:42
Jestem ciekawy czy autorka tekstu była u Księdza przygotowującego do Komunii na rozmowę w cztery oczy ze swoimi uwagami. Czy po prostu, wykorzystując możliwość i pozycję dziennikarki (coś o narzucaniu pozycji pisze chyba?), robi sobie teraz połajankę na instytucji za własne rozchwianie emocjonalne?
JH
~Jan h
7 czerwca 2026, 10:15
ja byłam u katechetki, powiedziała że przedkładam pracę nad Boga
MJ
~Maciej Janicki
7 czerwca 2026, 17:20
Ciekawa sprawa. 8 łapek w dół. Czyżby "katolicy" zapomnieli, co o upomnieniu w cztery oczy mówił sam Jezus w Ewangelii? Niestety, takich mamy "katolików" ;)
LZ
~Leon Zawodowiec
8 czerwca 2026, 16:45
Jan h: Przygotowanie do Komunii jest jedno w życiu dziecka. Naprawdę to orzerasta siły, żeby wtedy się zmobilizować i dać z siebie wszystko? Przecież to jedno z ważniejszych przeżyć naszych pociech.
G.
~Gość .
7 czerwca 2026, 00:35
A ja znam księży, którzy coraz częściej mają dość, bo widzą jak wystawiają sakramenty na świętokradztwo właśnie niezwiązanych z wiarą rodziców, którzy uważają wymogi i naukę katechizmu (ten "parafialny zwyczaj") za staroć. Oczywiście później dzieci do kościoła nie przyprowadzą, bo przecież Bóg kocha wszytskich i tak ;)
KC
~Ktoś Coś
7 czerwca 2026, 20:35
Dokładnie! U nas młody wikary załamany. Polowa dzieci nie chodzi w ogóle do kościoła przed Komunią i gdyby nie podpisy to by się nie pojawiali wcale. Ale oczywiście rodzice problemu nie widzą a "ksiądz zły", bo jak można wymagać od katolika chodzenia do kościoła... No cyrk
H1
~Halina 123
7 czerwca 2026, 00:32
Kościół w Niemczech też tak zaczynał:"Wir sind Kirche" (My jesteśmy Kościołem). Tak, pod warunkiem, że gromadzi nas Jezus i prawa Ewangelii - CAŁEJ i nie czytanej jak nam wygodnie. Także myli się autorka tekstu baaaardzo
MJ
~Maciej Janicki
7 czerwca 2026, 00:27
Kościół jest przede wszystkim Bosko-ludzką wspólnotą założoną przez Chrystusa dla uświęcenia ludzi i prowadzenia ku przyjęciu zbawienia. Nie formą terapii zbiorowej w myśl zasady "byle każdy czuł się dobrze". Z niepokojem obserwuję kolejne artykuły Pani Redaktor, przypominające bardziej "feministyczny bełkot" niż żywą teologię "zwykłej katoliczki"...
JP
~Jacek P
6 czerwca 2026, 22:51
Trochę za dużo tu agresji, a może trzeba zwrócić uwagę księdzu, który niekoniecznie zna wspomniane ograniczenia. A organizacja czegoś z wieloma ludźmi to także sztuka.
GO
~G Ość
6 czerwca 2026, 18:49
Z drugiej strony są wierni, a jakże, świeccy, którzy mnie pytają, czy cytuję "chodzenie na procesje w oktawie Bożego Ciała jest obowiązkowe". I są przekonani, że jest. I przerażeni, że znowu nie dopełnili obowiązku, i muszą do spowiedzi. Więc ta durna presja nie jest wyłącznie ze strony hierarchii.
RF
~Robert Forysiak
6 czerwca 2026, 17:08
Marta, dom masz w Niebie - jak będzie tego wymagać tutaj, to skończysz rozczarowaniem, a potem zdradą.
KK
~karol karol
7 czerwca 2026, 18:43
Robcio, a ty już rzuciłeś pracę? Skoro nasz dom jest w niebie, to po co tu się starać? Bóg da, albo nie da, w każdym razie liczy się tylko niebo xd
TB
~Tomasz Bartkowiak
6 czerwca 2026, 11:23
Kobieto co Ty wypisujesz? Kościół ma się zmienić a nie Ty? Porażające.
JM
~Justyna Mic
7 czerwca 2026, 10:01
Kościół dopasowuje swoje wymagania do możliwości wiernych na tyle na ile to możliwe np. W Arabii Saudyjskiej jest tylko jeden kościół na cały kraj, dlatego Msze święte niedzielne odprawia się już od czwartku. Papież Franciszek odprawiał Pasterkę o 22 a nie północy ze względu na stan zdrowia, w niektórych parafiach Roraty są wieczorem a nie rano itd.
AS
~Antoni Szwed
6 czerwca 2026, 10:49
Narzekania, narzekania, narzekania... Och, jaki ten katolicyzm jest straszny!!!! Och, jakie to życie kościelne jest nie po drodze z naszym bieżącym życiem! A przecież parafia jest wspólnotą, która musi być przez kogoś zarządzana. Proboszcz otrzymuje kanoniczne prawo zarządzania nią. Bez tego parafia popadłaby w kompletną anarchię, w której parę setek osób chciałoby rządzić, oczywiście nigdy nie dogadując się między sobą. Nie ma instytucji (firmy, przedsiębiorstwa, szkoły), którą ktoś by nie zarządzał. Tak jest w całym społeczeństwie i Kościół nie jest tu wyjątkiem. Można oczywiście wypowiadać swoje racje, uczestniczyć w radzie parafialnej, przedstawiając proboszczowi swoje postulaty. Muszą one jednak uzyskać akceptację większości i zgodę proboszcza. A ten ostatni ma także nad sobą biskupa, który także ma swoje wymagania. Wszystko trzeba uwzględniać, nie tylko swoją wygodę.
AZ
~Anna Z.
6 czerwca 2026, 10:44
Proszę aby Pani autorka stworzyła swój własny kościół w którym będzie miała mniej okazji do narzekania. Nic na siłę. Akt apostazji niczego nie kosztuje a szkoda nerw na ciągłe felietony o tym jak ciężko jest być w kościele. Odejście z kościoła sprawi że powyższe problemy znikną i życie stanie się lepsze. W końcu Bóg jest wszędzie.
ES
~Ewa Słota
6 czerwca 2026, 10:37
Za moich czasów dzieci mogły " same" uczęszczać na Nabożeństwa; w maju, czerwcu, październiku, grudniu, w czasie postu, to były dobre czasy w tej kwestii. Czasem Rodzice Tato zawozili zimą na Mszę Świętą - ale Dzieci i Starsi mieli inne godziny. Więc wspólnie z grupą dzieci chodziliśmy lub jeździliśmy rowerami na Nabożeństwa. Najpiękniej było zimą Roraty; śnieg, mróz, zaspy i lampiony w dłoni ( mieszkałam na wsi- My dzieci miałyśmy daleko) obecnie nie można dziecka samego " wypuścić" do Kościoła. Dawniej dzieci chodziły grupami i, to było dobre. Za moich czasów nie było przymusu uczestniczenia w Nabożeństwach, a zachętą. Oczywiście Niedzielna Masza Święta jest i była Najważniejsza. Jezus zna nasze zajęcia, pracę możliwości i niemożliwości. Św. Siostra Faustyna w duchu posłuszeństwa nie uczestniczyła codziennie w Nabożeństwach, Mszy Świętej, a to do " niej" Jezus przychodził, by powierzyć jej Misję ... Pan zna nasze słabości i niemoc - tylko mówmy Jezusowi o wysztkim ...
JM
~Justyna Mic
6 czerwca 2026, 10:19
To nie wina księży, których jest mało, a przy takim narzekaniu na nich nie ma co liczyć na więcej. To podejście ogólnoświatowe do rodziców i dzieci :"Moje ciało, moja sprawa" czyli "Twoje dziecko, twoja sprawa", więc nikt wam droga matko i ojcze nie pomoże i palcem nie ruszy, za winy dzieci odpowiadają rodzice i rodzice dostają karę, wiara nie jest już łaską a dziedzictwem jak geny, rodzicom w naszych czasach jest tak łatwo. bo mają i to i tamto. I w związku z tym właśnie nie jest tak jak pięćdziesiąt lat temu, bo wtedy nie uważano, że matka czy ojciec mają wszystko zostawić łącznie z pracą zarobkową, by spełnić nowe obowiązki względem dzieci,które wymyślono nie tak dawno, tylko rozumiano, że ojciec i matka muszą pracować, że mają dużo obowiązków, znacznie więcej niż bezdzietni.
NK
~Nie Katolik
6 czerwca 2026, 09:09
To tak jak w korpo, z tą różnicą że w korpo nikt nie miesza w to Boga. Ludzie chcą od tego uciec, właśnie w Bogu szukać schronienia. Bo to jest właśnie - świat. I zamiast pokoju w sercu - frustracja.
MA
~Maniek Anonim
6 czerwca 2026, 08:44
Kolejny zalosny felieton...
H1
~Halina 123
7 czerwca 2026, 20:37
Poziom Deona, co się dziwić?
PR
~Ppp Rrr
6 czerwca 2026, 08:23
Tak było zawsze, więc dziwi mnie Pani zdziwienie. Ciekawe, jak pod tym względem jest u Protestantów - może warto zajrzeć do konkurencji? Pani jest KLIENTEM i ma Pani prawo zmienić dostawcę usług, kiedy dotychczasowemu nie chce się nawet nieco poudawać, że szanuje klientów. Pozdrawiam.