Lęk przed pobrudzeniem tego, co święte

Lęk przed pobrudzeniem tego, co święte
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Depositphotos

Budowanie murów wokół sacrum, by nie pobrudzić człowieczeństwem tego, co święte, to patologia chrześcijańskiej duchowości. Nie można temu, co boskie, przeciwstawiać tego, co szlachetnie ludzkie. Chrystus przebóstwił nasze człowieczeństwo, by sacrum stało się naszą codziennością, zamieszkało w naszych domach, uświęcało nasze spracowane dłonie i pogłębiało nasze relacje.

Sacrum trzymane pod kloszem

Przez wieki Kościół mówił językiem, który oddalał ludzką codzienność od Ewangelii. Czas pracy i rozrywki od czasu na modlitwę. Sprawy domowe od spraw kościelnych. Nawet imię Matki Jezusa nauczono nas w Polsce wymawiać inaczej, godniej, bardziej uroczyście, nie po domowemu. Imię Maryi ma być jasno oddzielone od imion naszych matek, sióstr i córek, które ochrzciliśmy tym samym imieniem. Nazwanie Bożej Rodzicielki Marią, a nie Maryją, byłoby odebraniem jej wyjątkowości, jakiej nie ma żadna z naszych ziemskich matek i mieć nie będzie. Tak, jakby świętość i wyjątkowość były poza ich zasięgiem.

W Hiszpanii rodzice nazywają swoje dzieci imieniem Jezus. U nas byłoby to nie do pomyślenia. Nie przeszłoby nam przez gardło. Spowodowałoby duże zamieszanie i zrodziło obawy, że imię Zbawiciela spowszednieje. Słyszelibyśmy na ulicy: "Jezusie chodź do domu!". W szkole: "Jezus do odpowiedzi!". Jezus mężem, Jezus kierowcą autobusu, Jezus prezesem przedsiębiorstwa, a nie daj Boże – aresztowanym za jakieś przestępstwo. Trzeba strzec tego, co święte – mówi mi zwolenniczka trzymania sacrum pod kloszem.

DEON.PL POLECA



Nieosiągalna świętość

Oprawa parafialnej Liturgii wydaje się być daleka od życia i powszechnego rozumienia świętowania. Niby radosne dziękczynienie, a jednak dla wielu drętwy obowiązek i konieczność ciągłego uciszania dzieci. Czasem nadrabiamy to pompatycznością, odświętnym strojem i piękną oprawą muzyczną. Stół Eucharystyczny urasta do rangi niedostępnego dla świeckich ołtarza, choć wiemy z teologii, że jedynym ołtarzem w chrześcijaństwie jest krzyż, na którym zawisł Zbawiciel świata. Posługującego przy stole tytułujemy kapłanem, aby nie mylić go z kelnerem i nie myśleć o nim jako o służącym. A cóż złego jest w byciu kelnerem i to wśród kapłanów? Tak, wśród zgromadzenia kapłanów i kapłanek. Jesteśmy bowiem ludem kapłańskim. Słyszymy to podczas Mszy świętej i czytamy o tym w Ewangelii, ale gdybym podczas homilii zwrócił się do wiernych „drodzy kapłani i kapłanki”, wielu zarzuciłoby mi niesmaczny żart. Tylko ksiądz ma dłonie poświęcone. Wierni, co najwyżej umyte.

Kolejna praktyka, która moim zdaniem oddala nas od Chrystusa, to adoracja Pana Jezusa obecnego pod postacią chleba tuż po Mszy świętej, gdy wierni nakarmieni są Jezusem. Wpatrywanie się w monstrancję stojącą daleko, zwykle na stole Eucharystycznym, utwierdza katolików w przekonaniu, że to co wydarzyło się podczas Komunii ma niewielkie znaczenie, bo Jezus jest nadal gdzieś tam, a nie tu, we mnie. Dodawane wówczas litanie i modlitwy sugerują, że Ofiara Eucharystyczna była niewystarczająca. Trzeba jeszcze coś dodać, pomodlić się, rozmodlić tłum, bo po wyjściu z kościoła nie będzie już czasu dla Pana Boga. Sacrum zostaje w kościele. Gdy byłem dzieckiem, bardzo boleśnie przeżywałem to przedłużanie liturgii.

Nie lubimy posyłać zwykłych ludzi

Gdy papież Franciszek postanowił wyróżnić katechetów ustanawiając ich ciężką pracę posługą katechety, to wymyśliliśmy w Polsce nowe słowo „katechista”, by tej wyjątkowej i zaszczytnej posługi nie mieszać z pracą zwykłego katechety. Niegodnego takiego zaszczytu.

Przyzwyczailiśmy wiernych, że posługi w Kościele nie są dla zwykłych ludzi. Nawet koszyk z tzw. „święconką” musi być pobłogosławiony przez osobę noszącą sutannę, bo człowiek w spodniach, nawet jeśli jest głową rodziny, może najwyżej wynieść śmieci po świątecznym śniadaniu. Po tylu wiekach oddalania sacrum od codziennego życia jest prawie niemożliwe przekonanie kierowcy samochodu, że sam może uroczyście pobłogosławić zakupiony samochód. I nie potrzebuje do tego, ani księdza ani wody święconej. Podobnie, jeśli chodzi o pobłogosławienie nowego mieszkania. Nie potrzeba tu pośrednictwa księdza. Ojciec lub matka mogą tak samo ważnie i podniośle odmówić tę samą modlitwę, jaką odmawia przy takiej okazji diakon, prezbiter czy biskup. Jednak w polskiej mentalności dom bez fizycznej obecności księdza i jego kropidła pozostaje „niepoświęcony”. Nadal trudno jest przekonać wiernych, że bycie księdzem nie oznacza bycia kimś ważniejszym, że sakrament święceń nie czyni człowieka pośrednikiem między Bogiem a ludźmi. Gdyby wszyscy to zrozumieli, mniej byłoby kobiet walczących o dopuszczenie ich do tej wymagającej pokory posługi.

Świecki szafarz w wielu parafiach wciąż budzi opór proboszczów, którzy wolą, aby wierni stali w długich kolejkach, niż żeby „zwykły człowiek” dotykał Hostii. W Polsce dopiero niedawno dopuszczono kobiety do roli akolity, choć wielu księży wciąż jest przekonanych, że obecność kobiety w pobliżu tabernakulum jest czymś niewłaściwym.

Hostia ubrudzona spracowanymi dłońmi

Wiele robimy, aby sacrum odsunąć od „zwykłych ludzi” na bezpieczną odległość. Dlaczego? Przecież Jezus przyszedł na świat, aby wszystko uświęcić. Przyszedł, aby uświęcić naszą codzienność, a nie udoskonalić nasze święta i uroczystości. Nie zamierzał tworzyć pałaców dla purpuratów i honorowych miejsc za stołem dla szczególnie pobożnych i zasłużonych. Kościół jest ludowy, a jego hierarchia jest odwrotna do tej, którą znamy ze świata. Odciski na stopach biskupa idącego z wiernymi w pielgrzymce, więcej znaczą niż tradycyjne insygnia jego władzy. Bardziej potrzeba Kościołowi prezbiterów, którzy są zasłuchanymi więźniami konfesjonału, niż mistrzami kościelnych ceremonii.

Jezus stał się człowiekiem, by być blisko każdego „po wszystkie dni, aż do skończenia świata”, a nie na piedestale. Nie tylko w chwilach podniosłych i uroczystych, ale w zwykłej codzienności, w domu, na ulicy i w pracy. Nie bójmy się, że świecki katolik pobrudzi Hostię spracowanymi dłońmi. Bójmy się raczej, że naszą nieudolną służbą przeszkodzimy mu przyjaźnić się z Bogiem, nazywać swoją ukochaną córkę Maryją i błogosławić uroczyście wszystko, czym na co dzień żyje.

DEON.PL POLECA


Dyrektor Europejskiego Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie Falenicy. Redaktor portalu jezuici.pl Studia teologiczne i biblijne odbył na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, a studia z zarządzania oświatą na Uniwersytecie Fordham w Nowym Jorku. Pracował we Włoszech jako wychowawca w ośrodku dla narkomanów oraz prowadził w Gdyni Poradnię Profilaktyki Uzależnień. Przez 21 lat kierował placówką doskonalenia nauczycieli Centrum Arrupe, w latach 2002-2007 był dyrektorem Gimnazjum i Liceum Jezuitów w Gdyni, a w latach 2019-2024 socjuszem Prowincjała. Autor książek z dziedziny edukacji i duchowości. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Lęk przed pobrudzeniem tego, co święte
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.