Anna Dymna o ks. Stryczku i sytuacji w "Wiośnie". Napisała szczery list

(fot. wikimedia.org / Ja Fryta / CC BY-SA 2.0 / YouTube.com)
Anna Dymna / mimowszystko.org / ml

"Nie mogę milczeć ani nigdzie uciec przed telefonami, wieloma pytaniami, a także żądaniami opinii w sprawie problemu" - napisała Anna Dymna.

Aktorka i prezes fundacji "Mimo Wszystko" napisała list, w którym odnosi się do medialnych doniesień Na temat "Szlachetnej paczki" i ks. Jacka Stryczka. "Moje odczucia są pewnie zbieżne z uczuciami wielu osób. To, co teraz się stało, jest więc dla wielu z nas zaskoczeniem, wywołuje ogromny żal i niedowierzanie" - napisała Dymna zaznaczając, że dzięki "Paczce" słowo "szlachetny" odzyskało swoje pierwotne znaczenie i jako organizacja przyczyniła się do zarażania ludzi dobrem. Zauważyła, że nie działoby się tak, gdyby nie działała "bezbłędnie, prężnie i skutecznie".

Zdaniem Anny Dymnej wylewające się z dwóch stron słowa, broniące albo atakujące ks. Stryczka przyczyniają się do niszczenia pięknej idei, gaszą szlachetne i dobre uczucia oraz ranią wielu ludzi, w tym pokrzywdzonych.

Artykuł na temat ks. Stryczka wywołał burzę. Jest komunikat kurii krakowskiej i oświadczenie księdza >>

DEON.PL POLECA

Aktorka wskazała, że praca w organizacji takiej jak "Paczka" może być podobna do prób przed premierą przedstawienia w teatrze: "Jestem jak widz, który oglądał przez lata piękne przedstawienie, ale nie ma pojęcia, co działo się na próbach przy powstawaniu spektaklu. Aktowi tworzenia towarzyszą przecież często ogromne emocje, również chwile zwątpienia, załamania, ból, łzy, bezradność… Jednak po udanej premierze zapomina się natychmiast o wszystkim, co było trudne. I to się udaje, lecz tylko wtedy, jeśli ludzie sobie ufają, wzajemnie szanują się, dążą do wspólnego celu, a przede wszystkim znają granice, do których, podczas pracy, można się posunąć".

Założycielka i prezes fundacji "Mimo Wszystko" napisała, jakie cechy jej zdaniem są najważniejsze w pracy z ludźmi. Szczególnie w takim projekcie, jak fundacja: "Muszę jednak wciąż pamiętać, że każdy człowiek jest inny, ma odmienną wrażliwość, inny temperament, charakter, inne problemy i sposób odbioru świata. By móc razem robić trudne rzeczy, radzić sobie z tragediami i cierpieniem, z którym codziennie się spotykamy, musimy dobrze się poznać i ustalić najważniejsze zasady współdziałania, ufać sobie wzajemnie, wybaczać błędy, być otwartymi i szczerymi".

Ks. Jacek Stryczek podał się do dymisji. "SZLACHETNA PACZKA jest najważniejsza" >>

"Mogę tylko wyrazić głęboki żal, że nie udało się pracownikom i prezesowi dogadać, ugasić pożarów, zniszczyć tego, co złe, w zarodku, a tam, gdzie to potrzebne - przeprosić i z nową energią iść dalej jasną drogą" - napisała Dymna.

Zdaniem aktorki winni powinni ponieść karę, skrzywdzeni otrzymać zadośćuczynienie. "Mam nadzieję, że jednak dobro zwycięży, a <<Szlachetna Paczka>> przetrwa tę burzę".

W ubiegły czwartek onet.pl opublikował szereg artykułów na temat ks. Stryczka jako prezesa stowarzyszenia Wiosna. Po kilku dniach od publikacji materiału ks. Stryczek podał się do dymisji.

Całość listu znajdziesz TUTAJ>>

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Anna Dymna o ks. Stryczku i sytuacji w "Wiośnie". Napisała szczery list
Komentarze (4)
28 września 2018, 20:18
To się nazywa być człowiekiem z klasą, empatią i współczuciem dla każdego.
Ewa Zawadzka
24 września 2018, 14:02
"Zdaniem aktorki winni powinni ponieść karę, skrzywdzeni otrzymać zadośćuczynienie." - otóż to.
24 września 2018, 13:09
"Mogę tylko wyrazić głęboki żal, że nie udało się pracownikom i prezesowi dogadać, ugasić  pożarów, zniszczyć tego, co złe, w zarodku, a tam, gdzie to potrzebne - przeprosić i z nową energią iść dalej jasną drogą" - napisała Dymna. -------------- Autorka na pewno działa w dobrej wierze, ale te słowa nie są zasadne. Tutaj nie ma symetrii, jeśli jest mobber i ofiary mobbingu, to winę ponosi mobber, a nie ofiary.
SK
Sofia Kowalik
24 września 2018, 12:34
Cel nie uświęca środków - powtórzę kolejny raz. Co ze szlachetnej inicjatywy skoro z drugiej strony, pracownicy byli niszczeni psychicznie? Przykre jest, że brakło odwagi osobom publicznym stanąć po stronie pokrzywdzonych. Zwłaszcza tym, którzy pracują na rzecz właśnie tych w trudnej sytuacji życiowej. To środowisko się przecież zna, nie wierzę, że nic nie wiedzieli. Może nie chcieli. Podobno ta sprawa jest znana od paru lat w Krk.  Nie ma sensu się rozwodzić nad tym co trzeba umieć lub nie by być liderem - wystarczy się szanować  i tyle. Jak widać, to trudne zadanie.