Erotyka może pomóc doświadczyć Boga

KAI / psd

Ludzka erotyka może pomóc doświadczyć istnienia Boga – stwierdził dominikanin ojciec Wojciech Jędrzejewski w tekście zamieszczonym w marcowym numerze miesięcznika „W drodze”, poświęconym siedmiu grzechom głównym w nauczaniu Kościoła.

„Seksualna rozkosz otwierająca na bezmiar Tajemnicy Boga. Dla niejednego chrześcijańskiego ucha zabrzmi to nieco bluźnierczo. A przecież możliwe jest doświadczenie intymności, która wprowadza w nieopisaną głębię Boga” – napisał o. Jędrzejewski w artykule „Nieczystość”.

„Wielu ludzi odkrywa seksualność jako przestrzeń Jego obecności. Przeczuwają, że intymna bliskość to sakrament jedności, która zespala w gorącym współbrzmieniu. Pragną, aby spotkanie z ukochaną, ukochanym stało się tchnieniem Jedności. Jesteś Jego darem dla mnie, otwartym sercem. Kochając cię, razem włączamy się w pieśń odwiecznej miłosnej więzi” – dodał zakonnik.

Dominikanin przestrzega zarazem, że „jeśli myślenie o czystości jest napędzane niepokojem, rodzi udrękę” i „znika wtedy radość z bliskości, a wzajemna otwartość zamienia się w paraliżujące napięcie”, gdyż „niepokój jest złym doradcą na drodze poszukiwania czystości”.

Jego zdaniem, grzech nieczystości powstaje wtedy, gdy „eros jest zamknięty na relację trwałą, pełną troski i czułej głębi, otwierającej na Boga” i „zamknięty na owoc tej więzi – dziecko”, gdyż „erotyka przeżywana poza tak rozumianą relacją degraduje się i rodzi poczucie pustki”.

„W ludzkiej seksualności kryje się zdolność do takiego zachwytu, który może się stać pieśnią uwielbienia Boga. Dzieje się tak, ilekroć jest ona przeżywana w nastawionej na zawsze relacji pełnej troski i otwartości na życie” – kończy swój artykuł o. Jędrzejewski.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Erotyka może pomóc doświadczyć Boga
Komentarze (61)
T
Tad
7 marca 2010, 17:28
BRAT_ ROBOT, MASZ RACZEJ MAŁO WYSZUKANE PRZYJEMNIOŚCI. Ciekawy jestem innych. N atym samym poziomie czy niżej?
7 marca 2010, 17:25
Brat_robot, A Twój epitet o ciasnym świecie to szczyt elegancji? nie. to mi akurat sprawiło przyjemność.
T
tad
7 marca 2010, 17:20
Brat_robot, A Twój epitet o ciasnym świecie to szczyt elegancji?
7 marca 2010, 17:18
@tad Ty zaś jako typowy prawicowy gnostyk obrażasz wszystko, co nie pasuje do Twojej ciasnej wizji świata.
T
tad
7 marca 2010, 16:41
Jd, Jak typowy lewicowy, POwski propagandzista wszędzie musisz wepchać politykę. No jasne, 100 razy powtarzane kłamstwo ludzie przyjmą za prawdę jak mawiał Goebbels. Gratuluję mistrza ( jakbyś nie wiedział Goebbels to był sługus Hitlera)
L
leszek
7 marca 2010, 14:57
jd, dziękuję za Twój post z 2010-03-06 22:05:41. Zgadzam się w 100% i wszystko w tym temacie. JurkuS, Jak widzisz że nie masz argumentów to jesteś gotów popierać nawet bezsensowne bzdury byleby tylko upierać się przy swoim? Zawiodłeś mnie po raz kolejny...
Jurek
7 marca 2010, 14:41
jd, dziękuję za Twój post z 2010-03-06 22:05:41. Zgadzam się w 100% i wszystko w tym temacie.
L
leszek
7 marca 2010, 12:59
Poziom iście PIS-owski: tylko jeden ma monopol na prawdę i tylko jego rozumienie prawdy jest właściwe. Nie ma się co denerwować. A jakżeś to wymyślił?!? Na podstawie tego że każdy z piszących tu ma własne zdanie? I że każdy z piszących ma tylko jedno swoje rozumienie i tylko jedno swoje zdanie zdanie? Czyżbyś Ty uznawał wiele wersji jednej prawdy? I jeszcze może uważasz że nie tylko Twoje rozumienie prawdy jest właściwe?!? Czyżbyś był za a nawet przeciw?!? A może po prostu, jak ktoś ma inne zdanie niż Ty to znaczy to że prezentuje PIS-owski poziom?!? Przeczytałem całą dyskusję. Nie odsyłałem Cię do całej dyskusji ale do artykułu. Z dyskusją oczywiście warto się zapoznać jak się chce samemu zabierać głos, ale punktem wyjścia jest artykuł... abyś znowuż nie miał pretensji o to że dyskutujemy na temat... Niczego się nie domagam, ale szukam merytoryki biblijnej. Poprzednio domagałeś się aby zaprzestać pisania na temat doświadczenia Boga i seksualności i aby zacząć pisać merytorycznie, więc zwróciłem Ci uwagę co jest tematem wątku i odesłałem do zapoznania się z artykułem. Teraz stwierdzasz że się niczego nie domagasz, ALE szukasz merytoryki biblijnej?!? Co za merytoryki biblijnej?!? Rozumiesz co znaczy pojęcie merytoryka?!? My nie prowadzimy dyskusji biblijnej więc nie domagaj się merytoryki biblijnej. Jak miałbyś się uczyć chemii to też domagałbyś się merytoryki biblijnej?!? Na czym ma sie opierać wiara i chrześcijaństwo jak nie na Biblii. Coś Ci się najwyraźniej pomyliło... To jest portal katolicki. I katolicyzm opiera się na Jezusie, a Depozyt Wiary zachowany jest w Piśmie Świętym i Tradycji... To w protestantyzmie nominalnie obowiązuje sola sc<x>riptura... Na przekrów niektórym, może i naprzekór Tobie, Leszku, zwracam Ci uwagę, że gdyby chrześcijanie byli tak gorliwi w głoszeniu Słowa Bożego jak Świadkowie jehowi, to Ewangelia mogłaby dotrzeć do każdego. Nie popieram ich, ale podziwiam właśnie ten aspekt ich funkcjonowania. Gdybyś ich nie tylko podziwiał a bliżej się nimi zainteresował, to przekonałbyś się że wcale nie głoszą Słowa Bożego lecz słowo dostarczane im przez spółkę akcyjną zarejestrowaną w Brooklynie. W dodatku, to co nazywasz ich gorliwością głoszenia Słowa opiera się na zastraszeniu. Bo ich nie obchodzi czy przyjmiesz ich nauki, oni mają obowiązek poświęcać czas na 'głoszejnie' oraz rozprowadzać literaturę, gdyż jeśli będą aktywniejsi od swoich współbraci, to dzięki temu (oni a nie ich współbracia)  będą mieli szanse na uratowanie się z Armagedonu i dostanie do nieba. I co tu jest u nich do podziwiania?!? Im należy współczuć!
J
jd
7 marca 2010, 11:46
Poziom iście PIS-owski: tylko jeden ma monopol na prawdę i tylko jego rozumienie prawdy jest właściwe. Nie ma się co denerwować. Przeczytałem całą dyskusję. Niczego się nie domagam, ale szukam merytoryki biblijnej. Na czym ma sie opierać wiara i chrześcijaństwo jak nie na Biblii. Na przekrów niektórym, może i naprzekór Tobie, Leszku, zwracam Ci uwagę, że gdyby chrześcijanie byli tak gorliwi w głoszeniu Słowa Bożego jak Świadkowie jehowi, to Ewangelia mogłaby dotrzeć do każdego. Nie popieram ich, ale podziwiam właśnie ten aspekt ich funkcjonowania.
L
leszek
7 marca 2010, 09:30
Poplątanie pojęć, tematów, trochę jałowa dyskusja zaczyna być... Zostawcie doświadczenie Boga i seksualność. Nie mieszajcie jednego z drugim i na siłe nie próbujcie czegoś udowodnić. Proszę pokazac mi choc jeden tekst biblijny mówiący o tym, że poprzez seksualność i jej przeżywanie będziemy głębiej odkrywali Boga. Rozmawiajmy merytorycznie. Jedyną drogą do poznania Bożej tajemnicy jest Jezus Chrystus i nie ma innej Drogi, innego Życia i innej Prawdy. Jak chcesz rozmawiać merytorcznie to najpierw przeczytaj to o czym rozmawiamy, albo choć przynajmniej sam tytuł. Wówczas zabierając głos w wątku pt. "Erotyka może pomóc doświadczyć Boga" przestaniesz się domagać aby zostawić doświadczenie Boga i seksualność. A o wskazanie tekstu biblijnego to zwróć się do tzw. świadków Jehowy.
J
jd
6 marca 2010, 22:05
Poplątanie pojęć, tematów, trochę jałowa dyskusja zaczyna być... Zostawcie doświadczenie Boga i seksualność. Nie mieszajcie jednego z drugim i na siłe nie próbujcie czegoś udowodnić. Proszę pokazac mi choc jeden tekst biblijny mówiący o tym, że poprzez seksualność i jej przeżywanie będziemy głębiej odkrywali Boga. Rozmawiajmy merytorycznie. Jedyną drogą do poznania Bożej tajemnicy jest Jezus Chrystus i nie ma innej Drogi, innego Życia i innej Prawdy.
L
leszek
6 marca 2010, 21:28
leszek, chyba nie czytasz tego co sam piszesz :) Nadal jednak kompletnie nie rozumiem dlaczego wykluczasz to, że gdy właśnie doświadczanie Boga doprowadzi do piękna przeżywania swojej seksualności i odkrywania daru jakim jest miłość (w pełnym jej wymiarze), to ich współżycie może pozwalać im doświadczać Tajemnicy Boga?!? Nie rozumiem o co się ze mną spierasz kiedy sam potwierdziłeś, że doswiadczanie Boga musi byc na początku, a nie odwrotnie. To co powtarzam od początku jak nakręcona katarynka. JurkuS, wcale nie napisałem i nie potwierdziłem, że doświadczenie Boga musi być na początku a nie odwrotnie! Dlaczego więc fałszujesz moją wypowiedź?!? Nie chce mi się wierzyć, że nie rozumiesz tego co czytasz i piszesz... Czy w Twoim rozumieniu, gdy człowiek w jakiś sposób już RAZ doświadczył Boga, to później KOLEJNY RAZ już Go nie może doświadczyć?!? Dzięki doświadczeniu Boga człowiek ulega wewnętrznej przemianie. To już nie jest stary człowiek, człowiek zmysłowy, z sercem z kamienia. To już jest nowy człowiek, człowiek, człowiek duchowy! I ten człowiek już wg Ciebie nie może doświadczać Boga?!? A jeżeli jednak doświadcza Boga to wg Ciebie napewno nie we współżyciu małżeńskim/seksualnym?!? A dlaczego?!?! Sądzisz, że jak Ty czegoś nie znasz to znaczy to że coś takiego nie istnieje?!?
Jurek
6 marca 2010, 20:51
leszek, chyba nie czytasz tego co sam piszesz :) Nadal jednak kompletnie nie rozumiem dlaczego wykluczasz to, że gdy właśnie doświadczanie Boga doprowadzi do piękna przeżywania swojej seksualności i odkrywania daru jakim jest miłość (w pełnym jej wymiarze), to ich współżycie może pozwalać im doświadczać Tajemnicy Boga?!? Nie rozumiem o co się ze mną spierasz kiedy sam potwierdziłeś, że doswiadczanie Boga musi byc na początku, a nie odwrotnie. To co powtarzam od początku jak nakręcona katarynka.
L
leszek
6 marca 2010, 19:13
Będę powtarzał jak katarynka :) To nie erotyka pomaga w doświadczaniu Boga. To doswiadczanie Boga prowadzi do piękna przezywania swojej seksualności, do odkrywania daru jakim jest miłość (w pełnym jej wymiarze) między kobietą i mężczyzną. Powtarzasz jak głuchy a nie jak katarynka :-) Ja nie twierdziłem, że jak ateista zacznie się erotyzować to pomoże mu to doświadczyć Boga! Nadal jednak kompletnie nie rozumiem dlaczego wykluczasz to, że gdy właśnie doświadczanie Boga doprowadzi do piękna przeżywania swojej seksualności i odkrywania daru jakim jest miłość (w pełnym jej wymiarze), to ich współżycie może pozwalać im doświadczać Tajemnicy Boga?!? Niby twierdzisz że: Seksualność człowieka jest pięknym darem Boga i przezywana po Bożemu jest wspaniałym elementem w życiu każdego człowieka i w moim także. ale jednak uważasz, że nie jest to aż tak wspaniały dar aby pozwalał doświadczać również Boga i aby również w ten sposób wielbić Boga?
Jurek
6 marca 2010, 16:31
Będę powtarzał jak katarynka :) To nie erotyka pomaga w doświadczaniu Boga. To doswiadczanie Boga prowadzi do piękna przezywania swojej seksualności, do odkrywania daru jakim jest miłość (w pełnym jej wymiarze) między kobietą i mężczyzną.
AH
A H
6 marca 2010, 16:12
Który z P.T. dyskutantów czytał cały ten artykuł? Widzę, że ten ważny i delikatny temat, znów stał się okazją do wyżycia się ...
L
leszek
6 marca 2010, 16:08
Leszku, Przestałem z tobą dyskutować, ponieważ Ty po prostu musisz mieć rację. Ci co się z Tobą nie zgadzają po prostu nie mają racji , doświadczenia, przesadzają. Wiesz co, ~tad? Równie dobrze mógbym stwierdzić, że nie ma sensu dyskutować z Tobą bo Ty po prostu zawsze musisz mieć rację :-( I domyślam się że zapewne również wg Ciebie ci co się Tobą nie zgadzają to zwyczajnie nie mają racji, doświadczenia, przesadzają?!? ;-( A nie mógłbyś tak zwyczajnie, bez epitetów uznać, że skoro mnie nie przekonałeś to nie wynika to z mojej wrodzonej wredoty ale że zwyczajnie nie podałeś przekonywujących argumentów? Jeżeli uważasz że Twoje argumenty są ewidentnie dowodzące Twojej racji to wyobraź sobie że ja to samo uważam o moich argumentach... i co? mam wobec tego tak jak Ty uznać, że to Twoja zła wola?!? Z jakiegoś powodu uparłeś się , że doświadczenia seksualne otwierają na Boga i mimo wielu głosów , które twierdzą, że to przesada Ty wiesz lepiej. Nie twierdziłem wcale że doświadczenia seksualne otwierają na Boga, wręcz przeciwnie, wielokrotnie to sprostowywałem. Przychyliłem się jedynie do stwierdzenia autora artykułu, że przeżycia (przeżycia, a nie doświadczenia...) MOGĄ otwierać. Ale uparliście się negować moją wypowiedź nie poprzez polemizowanie z moją wypowiedzią lecz poprzez negowanie karykatury mojej wypowiedzi. Pewnie, że jak się weźmie jakąś wypowiedź i przekręci się jej sens poprzez generalizację to potem można twierdzić że to przesada. Tyle że jest to nieuczciwa metoda dyskusji :-( Mało tego zaczynasz się zastanawiać dlaczego tu cytat Twojej wypowiedzi :” Te wszystkie wypowiedzi tak negatywnie odbierające ten artykuł (a właściwie jego krótkie zasygnalizowanie) świadczą tylko o tym jak wielkim problemem jest nastawienie do seksualności, jak bardzo jest to nastawienie wypaczone. Reagujecie tak jakby grzechy seksualności były najgorszymi grzechami i wręcz tak obsesyjnie jakby sama nasza seksualność jako tak była grzechem.” A w innym miejscu jednemu z nas odpisujesz „Kompletnie nie rozumiem dlaczego z taką patologią patrzysz na seksualność ludzką?!?” I podtrzymuję w/w wypowiedzi... Grzebanie ludziom po amatorsku w duszach i z pewnym poczuciem wyższości wmawianie im obsesji tylko dlatego , że się z TOBĄ NIE ZGADZAJĄ, zniechęca mnie do dyskusji z Tobą. Wiesz ~tad... problem jest o tyle specyficzny, że jakiekolwiek wypowiedzi są tu grzebaniem w duszach... A o obsesjach pisałem nie dlatego, że się ktoś ze mną nie zgadzał lecz dlatego że objawiał niezdrowy stosunek do seksualności... Upór aby ciągle postawić na swoim nawet poprzez udawanie , że nie rozumiesz co inni chcą wyrazić najlepiej ilustruje Twój stosunek do naszej dyskusji o ciele biologicznym i uwielbionym. Ciągle wmawiasz , że musi być ono fizyczne bo ma nazwę ciało. Nazwa „pojazd” oznacza zarówno rower jak i pojazd kosmiczny. Trudno tu znaleźć elementy wspólne. Chyba, że się uprzesz . Na tym kończę dyskusję z tobą, ponieważ już niewiele ona da , a może niepotrzebnie zmienić się w pyskówkę, albo nic nie dające dywagacje Mnie również zniechęca gdy po raz n-ty mam tłumaczyć, że mam świadomość różnicy pomiędzy naszym aktualnym ciałem a uwielbionym, a po Tobie to spływa jak woda po gęsi! Cytuję to co napisałem ostatnio: Jak najbardziej uznaję że ciało ziemskie i uwielbione to nie to samo. Tyle że nawet ciało uwielbione jest ciałem - innym niż to znane nam, ale ciałem! Więc ciągle będziemy duchowo-cieleśni. Natomiast ja odnoszę wrażenie że Ty nie przyjmujesz naszej cielesności, że wg Ciebie po śmierci przestajemy być cieleśni, i nawet po zmartwychwstaniu już nie będziemy cieleśni. A więc jak widać, nie ma tam stwierdzenia że ciało będzie fizyczne, ale że ciało uwielbione to nadal ciało, i że nadal będziemy cieleśni! Problem w tym, że Ty sobie zafiksowałeś że będziemy duchami bezcielesnymi, więc wszelkie wzmianki o tym że jednak nadal będziemy cieleśni odbierasz jako nierozróżnianie ciała  aktualnego od uwielbionego. Niech wreszcie do Ciebie dotrze, że byty bezcielesne to anioły/demony a człowiek to byt duchowo-cielesny. Człowiek bez ciała to człowiek niepełny.
Alicja Snaczke
6 marca 2010, 16:01
do:Leszka. Leszku poszatkowałeś mój komentarz, by czegoś dowieść. Nie wiem tylko czego. Tajemnica Boga jest dla mnie tajemnicą, a dla Ciebie, nie? Katechizm KK mówi:"Słowa ludzkie pozostają zawsze nieadekwatne wobec tajemnicy Boga". W d.c. nie akceptuję art.O.Jędrzejewskiego. Również i dlatego, że seks to pożądliwość ciała, a pożądliwość, to grzech.  Miłość małżonków jest piękna i zostawmy, niech dojrzewa, szanując intymność. Małżonkowie otrzymali błogosławieństwo Pana Boga, które przekłada się na wzajemnym obdarowywaniu tym miłosnym uczuciem i jego owocami. I to, jeśli pozwolisz, jest moim zdaniem.
T
tad
6 marca 2010, 15:31
Leszku, Przestałem z tobą dyskutować, ponieważ Ty po prostu musisz mieć rację. Ci co się z Tobą nie zgadzają po prostu nie mają racji , doświadczenia, przesadzają. Z jakiegoś powodu uparłeś się , że doświadczenia seksualne otwierają na Boga i mimo wielu głosów , które twierdzą, że to przesada Ty wiesz lepiej. Mało tego zaczynasz się zastanawiać dlaczego tu cytat Twojej wypowiedzi :” Te wszystkie wypowiedzi tak negatywnie odbierające ten artykuł (a właściwie jego krótkie zasygnalizowanie) świadczą tylko o tym jak wielkim problemem jest nastawienie do seksualności, jak bardzo jest to nastawienie wypaczone. Reagujecie tak jakby grzechy seksualności były najgorszymi grzechami i wręcz tak obsesyjnie jakby sama nasza seksualność jako tak była grzechem.” A w innym miejscu jednemu z nas odpisujesz „Kompletnie nie rozumiem dlaczego z taką patologią patrzysz na seksualność ludzką?!?” Grzebanie ludziom po amatorsku w duszach i z pewnym poczuciem wyższości wmawianie im obsesji tylko dlatego , że się z TOBĄ NIE ZGADZAJĄ, zniechęca mnie do dyskusji z Tobą. Upór aby ciągle postawić na swoim nawet poprzez udawanie , że nie rozumiesz co inni chcą wyrazić najlepiej ilustruje Twój stosunek do naszej dyskusji o ciele biologicznym i uwielbionym. Ciągle wmawiasz , że musi być ono fizyczne bo ma nazwę ciało. Nazwa „pojazd” oznacza zarówno rower jak i pojazd kosmiczny. Trudno tu znaleźć elementy wspólne. Chyba, że się uprzesz . Na tym kończę dyskusję z tobą, ponieważ już niewiele ona da , a może niepotrzebnie zmienić się w pyskówkę, albo nic nie dające dywagacje
L
leszek
6 marca 2010, 15:26
Bardziej wiarygodnie brzmią tu jednak mimo wszystko głosy żon i mężów, od wszystkich natchnionych teoretyków. Przecież autor nie jest natchnionym teoretykiem, a skoro mówi o przeżyciach wielu ludzi to w ten sposób wręcz powołuje się na głosy żon i mężów. Wygląda na to że zwyczajnie wolisz głosy NIEKTÓRYCH żon i mężów, głosy te bardziej Tobie pasujące. Ale do tego nie musisz przecież deprecjonować głosów pozostałych żon i mężów.
K
kp
6 marca 2010, 14:28
Bardziej wiarygodnie brzmią tu jednak mimo wszystko głosy żon i mężów, od wszystkich natchnionych teoretyków.
M
Małżonek
6 marca 2010, 14:21
Pozostanę przy swoim komentarzu i zdaniu.
A
Aura
6 marca 2010, 13:56
Podoba mi się to podsumowanie.
L
leszek
6 marca 2010, 13:42
Powiem krótko: żaden ksiądz nie ma zielonego pojęcia o tym, co dzieje się w sypialni! Może to sobie tylko wyobrazić, o ile potrafi. To zupełnie inna liga. To jest tak, jak bym podpowiadał zespołowi Ferrari co mają zmienić w swoim bolidzie, aby szybciej jechał. Przeciez ja nawet w nim nie siedzę, a go nie "czuję", nie słyszę co brzęczy. Przesadzasz. Seksualność jest właściwa każdemu człowiekowi. Oczywiście że czym innym jest jej praktykowanie, a czym innym jest czytanie o tym, ale to jednak nie tak jak z zupełnie obcymi nam dziedzinami techniki czy nauki. To nie tylko ksiądz, ale i każdy inny człowiek, również jakiś małżonek, skoro nie siedzi w danym konkretnym małżeństwie, to go nie czuje i nie słyszy co w nim brzęczy, więc nie może podpowiadać co w nim zmienić. Ale aby poznać prawidłowości czy zasady i o nich mówić wcale nie trzeba czuć danego małżeństwa, tak samo jak nie trzeba być członkiem zespołu Ferrari aby być dobrym mechanikiem samochodowym. Zresztą, zauważ że autor wcale nie powoływał się na swoje teoretyzowanie, ale na doświadczenia małżonków: „Wielu ludzi odkrywa seksualność jako przestrzeń Jego obecności. Przeczuwają, że intymna bliskość to sakrament jedności, która zespala w gorącym współbrzmieniu. Pragną, aby spotkanie z ukochaną, ukochanym stało się tchnieniem Jedności. Jesteś Jego darem dla mnie, otwartym sercem. Kochając cię, razem włączamy się w pieśń odwiecznej miłosnej więzi” Stąd uważam, że nie powinniśmy każdej czynności podciągać aż tak wysoko. Seks jest Bożym darem i niech takim pozostanie. Ale nie trzeba go na siłę łączyć z odkrywaniem Bożej tajemnicy. Myślę, że to trochę przesada. Z tym odkrywaniem Bożej tajemnicy to przesadziłeś. Nikt tak nie twierdził. Doświadczanie czy otwieranie na bezmiar tajemnicy to nie to samo co odkrywanie tajemnicy. I rzeczywiście, nic na siłę. To że kryje się jakaś zdolność wcale nie oznacza że wszyscy ją muszą odkryć i odkrywają. Wg mnie bardzo dobrze autor napisał: „W ludzkiej seksualności kryje się zdolność do takiego zachwytu, który może się stać pieśnią uwielbienia Boga. Dzieje się tak, ilekroć jest ona przeżywana w nastawionej na zawsze relacji pełnej troski i otwartości na życie” Ale należy pamiętać co Apostoł Paweł zalecał Koryntianom (1 Kor 10,31): "Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie."
M
Małżonek
6 marca 2010, 12:17
Powiem krótko: żaden ksiądz nie ma zielonego pojęcia o tym, co dzieje się w sypialni! Może to sobie tylko wyobrazić, o ile potrafi. To zupełnie inna liga. To jest tak, jak bym podpowiadał zespołowi Ferrari co mają zmienić w swoim bolidzie, aby szybciej jechał. Przeciez ja nawet w nim nie siedzę, a go nie "czuję", nie słyszę co brzęczy. Stąd uważam, że nie powinniśmy każdej czynności podciągać aż tak wysoko. Seks jest Bożym darem i niech takim pozostanie. Ale nie trzeba go na siłę łączyć z odkrywaniem Bożej tajemnicy. Myślę, że to trochę przesada.
L
leszek
6 marca 2010, 08:15
leszku, często zarzucasz innym, że nie czytają ze zrozumieniem. Tym razem sam to popełniłeś :) Seksualność człowieka jest pięknym darem Boga i przezywana po Bożemu jest wspaniałym elementem w życiu każdego człowieka i w moim także. Oczywiście to zawsze możliwe że coś zrozumiem nie tak jak należało. I chciałbym aby wtedy autor zwrócił mi na to uwagę i sprostował moje rozumienie, a nie wyniośle milczał jak grób. Cieszę się więc, że jednak pozytywnie oceniasz seksualność. Ale nie rozumiem  dlaczego w takim razie wcześniej stwierdziłeś że: Coś się ojcu Jedrzejewskiemu pomerdało. Przez seksualną rozkosz prędzej dojdzie do rynsztoka niż do zgłębienia Tajemnicy Boga. Bo takie stwierdzenie kłóci się wg mnie z pozytywnym stosunkiem do seksualności.
Jurek
5 marca 2010, 23:24
leszku, często zarzucasz innym, że nie czytają ze zrozumieniem. Tym razem sam to popełniłeś :) Seksualność człowieka jest pięknym darem Boga i przezywana po Bożemu jest wspaniałym elementem w życiu każdego człowieka i w moim także.
L
leszek
5 marca 2010, 22:36
Leszku, Cytat :„Nie można sztucznie rozdzielać tego co jest integralną całością. Seks służy i wyrażaniu miłości i płodności. Ktoś uprawiający pożycie małżeńskie nie myśląc o wyrażaniu miłości ale po to by spłodzić potomka, tak samo kaleczy i wypacza seksualność jak i ktoś kto współżyjąc chce wyrazić swoją miłość ale jednocześnie wyklucza płodność!” Nie mówimy o seksualności , wiec nie ma sensu otwierać następnego problemu. Mówimy o akcie małżeńskim. Resztę tak samo rozumiem, Z Twojej odpowiedzi widzę, że jeżeli się różnimy to co do pierwszeństwa. Dla mnie najważniejsza jest miłość między wierzącymi w Boga małżonkami. Jeżeli nie wierzą to nasza dyskusja jest niepotrzebna. Jeżeli jest i wiara i miłość reszta sama się rozwiązuje, ponieważ małżonkowie znajdują radość w dawaniu a nie braniu. Trudno mi powiedzieć tad, że różnimy się co do pierwszeństwa. Czyżbyś sądził że dla mnie jest coś innego najważniejsze? A co? Ale to nie tak że jak wierzą to wystarczy, i że jak jest wiara i miłość to reszta się sama rozwiąże, ja przynajmniej tego tak ani sam nie doświadczam ani u innych raczej nie tak widzę... Widzę, że nie przyjmujesz do wiadomości, że ciało ziemskie i uwielbione to nie jest to samo. Jakie jest ja nie wiem dokładnie, ale wiem , że się zasadniczo różni od ziemskiego – nie można go zranić, nie jest podatne na choroby, myślę, że nie musimy jeść itd. Zatem wielu czynności niezbędnych dla utrzymania ciała na ziemi nie będziemy musieli wykonywać w niebie. Na tym opieram swoje przekonanie. W tym względzie Twoje powoływanie się na teologię, psychologię i nie wiadomo co jeszcze nie jest właściwe, ponieważ każdy teolog, psycholog i przedstawiciele nie wiem jeszcze jakiej nauki jeżeli tylko są wierzący łatwo wykażą jak dalece różni się ciało uwielbione od ziemskiego. Właściwie jedyny element wspólny to sama nazwa – ciało. Jak to nie przyjmuję do wiadomości?!? Jak najbardziej uznaję że ciało ziemskie i uwielbione to nie to samo. Tyle że nawet ciało uwielbione jest ciałem - innym niż to znane nam, ale ciałem! Więc ciągle będziemy duchowo-cieleśni. Natomiast ja odnoszę wrażenie że Ty nie przyjmujesz naszej cielesności, że wg Ciebie po śmierci przestajemy być cieleśni, i nawet po zmartwychwstaniu już nie będziemy cieleśni. Stąd moje odwołania do filozofii i teologii. „Orgazm osiągany przez małżonków otwierających się na siebie i obdarowujących się wzajemnie bez żadnych warunków i bez wykluczania płodności...otwiera na Tajemnicę Boga” Chcesz w to wierzyć – Twoja sprawa. Ale jest to tylko wyznanie wiary. W/g mnie w kiepskim stylu. Nie widzę potrzeby uświęcania każdej czynności fizjologicznej. Niech to co intymne takim zostanie. Przecież nie twierdziłem że orgazm otwiera :-( Zaznaczałem wg mnie wyraźnie że jest to możliwość (przy spełnieniu odpowiednich warunków). I nie uważam tego za jakiekolwiek uświęcanie jakichkolwiek czynności. Ani za jakiekolwiek wyznanie wiary. Nie godzę się jedynie z awersją uznającą że seks to coś niższego i gorszego, co nie może wiązać się z przeżyciami religijnymi.
T
tad
5 marca 2010, 22:04
Leszku, Cytat :„Nie można sztucznie rozdzielać tego co jest integralną całością. Seks służy i wyrażaniu miłości i płodności. Ktoś uprawiający pożycie małżeńskie nie myśląc o wyrażaniu miłości ale po to by spłodzić potomka, tak samo kaleczy i wypacza seksualność jak i ktoś kto współżyjąc chce wyrazić swoją miłość ale jednocześnie wyklucza płodność!” Nie mówimy o seksualności , wiec nie ma sensu otwierać następnego problemu. Mówimy o akcie małżeńskim. Resztę tak samo rozumiem, Z Twojej odpowiedzi widzę, że jeżeli się różnimy to co do pierwszeństwa. Dla mnie najważniejsza jest miłość między wierzącymi w Boga małżonkami. Jeżeli nie wierzą to nasza dyskusja jest niepotrzebna. Jeżeli jest i wiara i miłość reszta sama się rozwiązuje, ponieważ małżonkowie znajdują radość w dawaniu a nie braniu. Widzę, że nie przyjmujesz do wiadomości, że ciało ziemskie i uwielbione to nie jest to samo. Jakie jest ja nie wiem dokładnie, ale wiem , że się zasadniczo różni od ziemskiego – nie można go zranić, nie jest podatne na choroby, myślę, że nie musimy jeść itd. Zatem wielu czynności niezbędnych dla utrzymania ciała na ziemi nie będziemy musieli wykonywać w niebie. Na tym opieram swoje przekonanie. W tym względzie Twoje powoływanie się na teologię, psychologię i nie wiadomo co jeszcze nie jest właściwe, ponieważ każdy teolog, psycholog i przedstawiciele nie wiem jeszcze jakiej nauki jeżeli tylko są wierzący łatwo wykażą jak dalece różni się ciało uwielbione od ziemskiego. Właściwie jedyny element wspólny to sama nazwa – ciało. „Orgazm osiągany przez małżonków otwierających się na siebie i obdarowujących się wzajemnie bez żadnych warunków i bez wykluczania płodności...otwiera na Tajemnicę Boga” Chcesz w to wierzyć – Twoja sprawa. Ale jest to tylko wyznanie wiary. W/g mnie w kiepskim stylu. Nie widzę potrzeby uświęcania każdej czynności fizjologicznej. Niech to co intymne takim zostanie.
K
kasia
5 marca 2010, 21:41
mimo że mam udane życie seksualne, połączone z miłością, to nie potrafię tego odnieść do Pana Boga. Nie wiem, jak...? To tak, jakby były to dwie odrębne kwestie, bez wspólnego mianownika:(
L
leszek
5 marca 2010, 21:04
Doświadczenie erotyczne nie jest drogą do zgłębienia tajemnicy Boga, doświadczenia Jego bliskości, Jego Miłości. JurkuS, ale tak samo, właściwie rozumiane i realizowane pożycie małżeńskie nie jest jakimś tam doświadczeniem erotycznym! To że niektórzy pożycie małżeńskie sprowadzają do doświadczenia erotycznego czy wręcz przygód pozamałżeńskich, wcale nie oznacza że tak jest! Ale jak się wczytać w te słowa to najpierw jest Bóg ze swoim darem. Czym byłaby miłość mężczyzny i kobiety po za małżeństwem? A przecież świat tak bardzo gloryfikuje dzisiaj takie zachowania. Zgadza się! Pisałeś nawet na początku że: 'To doswiadczenie istnienia Boga, Jego miłującej obecności może prowadzić do pełnej miłości między kobietą a mężczyzną. Ale kompletnie nie rozumiem dlaczego wykluczasz to, że gdy właśnie doświadczenie istnienia Boga doprowadzi do pełnej miłości między kobietą a mężczyzną, to ich współżycie może pozwalać im doświadczać Tajemnicy Boga?!? Kompletnie nie rozumiem dlaczego z taką patologią patrzysz na seksualność ludzką?!?
Jurek
5 marca 2010, 20:25
Jadwigo znowu podajesz jakieś teorie w oparciu o jakies badania. Jeszcze raz powtarzam, że odwrócono kolejność. Doświadczenie erotyczne nie jest drogą do zgłębienia tajemnicy Boga, doświadczenia Jego bliskości, Jego Miłości. auro, słusznie piszesz: fizyczna bliskość małżonków jest wspaniałym darem Boga. Pełne miłości obdarowywanie się małżonków wzajemną przyjemnością nie jest sferą profanum. Ale jak się wczytać w te słowa to najpierw jest Bóg ze swoim darem. Czym byłaby miłość mężczyzny i kobiety po za małżeństwem? A przecież świat tak bardzo gloryfikuje dzisiaj takie zachowania.
L
leszek
5 marca 2010, 20:12
Cieszę się tad, że życzliwie odebrałeś moje uwagi. I dziękuję za Twoje. Myślę że w ten sposób możemy sobie powyjaśniać nie tylko swoje rozumienie/intencje ale i lepiej zrozumieć sens tego artykułu. Zacytuję Ci jednak pewien fragment: „Seksualna rozkosz otwierająca na bezmiar Tajemnicy Boga.(…). A przecież możliwe jest doświadczenie intymności, która wprowadza w nieopisaną głębię Boga” – napisał o. Jędrzejewski w artykule „Nieczystość”.” Analizując ten fragment tak starannie jak Ty moją wypowiedź pod względem logicznym ( za co jestem bardzo wdzięczny) musisz przyznać , że intymność nie ogranicza się do seksualnej przyjemności jak sugerowała by to lektura pierwszej i drugiej linijki. Z drugim zdaniem się zgadzam z pierwszym absolutnie nie. Orgazm otwiera na bezmiar Tajemnicy Boga.? Przyznaję oczywiście, że intymność nie ogranicza się do seksualnej przyjemności. Ale nie zgadzam się z tym, że tekst sugerowałby coś przeciwnego! W tekście mowa jest o seksualnej przyjemności więc oczywiście do niej odnosi się to określenie doświadczania intymności, ale wcale nie oznacza to że doświadczanie intymności ogranicza się do seksualnej przyjemności! Czy orgazm otwiera na bezmiar Tajemnicy Boga... Przede wszystkim autor nie wtierdził, że otwiera zawsze u każdego z definicji. Napisane było wyraźnie, że jest to możliwe! A nie, że powszechnie występujące. A poza tym, były podane określone warunki aby była taka możliwość! Twój błąd polega na tym, że to co wymaga spełnienia pewnych warunków aby ewentualnier mogło wystąpić, Ty uogólniasz do powszechnie obowiązującego standardu, i wtedy tryumfująco oznajmiasz że to bzdura... Oczywiście że to bzdura jeśli ktoś będzie twierdził, że orgazm z gumową lalą otwiera na Tajemnicę Boga... Ale orgazm z gumową lalą (czy dziurą w desce) albo nawet i z kochanką, to zupełnie co innego niż orgazm osiągany przez małżonków otwierajacych się na siebie i obdarowujących się wzajemnie bez żadnych warunków i bez wykluczania płodności... Bóg jest duchem i nagle doznania ściśle biologiczne otwierają na bezmiar rzeczywistości duchowej. Możesz być entuzjastą tego stwierdzenia , ale nie oczekuj tego ode mnie i nie próbuj mnie krytykować w tym względzie, ponieważ nie masz żadnego tytułu w tym względzie. Nie masz specjalnego łącza z Panem Bogiem. Twoje słowo przeciwko mojemu słowu. My nie jesteśmy czystymi duchami, jesteśmy duchowo-cieleśni, więc nawet trudno rozgraniczyć nasze doznania na czysto fizyczne i czysto duchowe, nasze doznania są duchowo-cielesne. I to nie jest bynajmniej kwestia łącza z Panem Bogiem. To są podstawy teologii, filozofii, psychologii...
L
leszek
5 marca 2010, 19:48
Wchodzisz na grząski teren, jak mi się wydaje. Myślałem, że jeżeli powołam się, że nie będą się żenić to jasne , że nie będą uprawiać seksu. Jak to sobie wyobrażasz w niebie seks bez małżeństwa i w jakim celu. Seks w małżeństwie ma służyć przede wszystkim posiadaniu potomstwa. O tym naucza Pan Bóg. Teren rzeczywiście grząski i/więc nie chciałbym się w niego wgłębiać. Seksu pozamałżeńskiego w niebie sobie nie wyobrażam ;-) choć dla niektórych zapewne takie niebo to nie atrakcja ;-) Ale jeśli chodzi o cel seksu w małżeństwie to niezupełnie się z Tobą zgadzam. Nie bardzo kojarzę też gdzie Bóg naucza że seks ma służyć przede wzystkim posiadaniu potomstwa. Sądzę że należy tu wziąć pod uwagę wielorakie funkcje seksu, a jedną z nich, i to wcale nie bagatelną, jest wyrażanie miłości! Analityczne podejście jest dobre jako jedna z metod poznawczych, ale po analizie musi być i synteza. Nie można sztucznie rozdzielać tego co jest integralną całością. Seks służy i wyrażaniu miłości i płodności. Ktoś uprawiający pożycie małżeńskie nie myśląc o wyrażaniu miłości ale po to by spłodzić potomka, tak samo kaleczy i wypacza seksualność jak i ktoś kto współżyjąc chce wyrazić swoją miłość ale jednocześnie wyklucza płodność! Tylko bezdzietne/małodzietne małżeństwo pragnące mieć dziecko może współżyjąc wyrażając swoją miłość z nastawieniem na płodność. Jednak małżeństwa wielodzietne raczej nie współżyją dla płodności, choć jednocześnie nie wykluczają jej. Biologia nie jest rzeczą wzniosłą. Jest po prostu tymczasowym życiem. Ciało umiera, a ciało uwielbione to zupełnie inna jakość. Piszesz, że jesteśmy istotami duchowo-cielesnymi. Tak JESTEŚMY , co nie oznacza automatycznie , ze w niebie będziemy. Starasz się być bardzo logiczny, to bądź i w tym przypadku. Dzięki za uznanie logiki ;-) Ale co do naszej duchowości i cielesności, to jesteśmy istotami duchowo-cielesnymi i BĘDZIEMY istotami duchowo-cielesnymi. Istoty duchowe bezcielesne to anioły i demony. A ludzie są duchowo-cieleśni! Te wyobrażenia zmarłych dzieci jako aniołków i typowe epitafium nagrobne: 'powiększył grono aniołków' to zwyczajna herezja wynikająca z mieszaniny ignorancji i infantylizmu oraz emocjonalności. Nie zamierzasz chyba negować wyznania wiary? - ciała zmartwychwstanie! Jezus zmartwychwstał jako pierwszy z umarłych! Nasza wieczna szczęśliwość w raju/niebie będzie W CIELE! Bez ciała jesteśmy niepełni!
T
tad
5 marca 2010, 19:07
Masz rację z tym orgazmem. To jest moja nadinterpretacja. Dalej jest mowa o miłości i dziecku, a także krytyka ogólnie rzecz biorąc doraźnych związków. Zacytuję Ci jednak pewien fragment: „Seksualna rozkosz otwierająca na bezmiar Tajemnicy Boga.(…). A przecież możliwe jest doświadczenie intymności, która wprowadza w nieopisaną głębię Boga” – napisał o. Jędrzejewski w artykule „Nieczystość”.” Analizując ten fragment tak starannie jak Ty moją wypowiedź pod względem logicznym ( za co jestem bardzo wdzięczny) musisz przyznać , że intymność nie ogranicza się do seksualnej przyjemności jak sugerowała by to lektura pierwszej i drugiej linijki. Z drugim zdaniem się zgadzam z pierwszym absolutnie nie. Orgazm otwiera na bezmiar Tajemnicy Boga.? Bóg jest duchem i nagle doznania ściśle biologiczne otwierają na bezmiar rzeczywistości duchowej. Możesz być entuzjastą tego stwierdzenia , ale nie oczekuj tego ode mnie i nie próbuj mnie krytykować w tym względzie, ponieważ nie masz żadnego tytułu w tym względzie. Nie masz specjalnego łącza z Panem Bogiem. Twoje słowo przeciwko mojemu słowu.
T
tad
5 marca 2010, 19:06
Leszku, Twój cytat: „Gwoli ścisłości, z Ewangelii to wynika, że żenić się nie będą, a nie że nie będzie seksu. Nie widzę też w Ewangelii powodu aby twierdzić że niezwykłość uwielbionych ciał będzie polegała na ich aseksualności. Skoro jesteśmy ludźmi a więc istotami duchowo-cielesnymi, a nie tylko duchowymi, to i nasza cielesność będzie brała udział w zbawieniu, i nasze przeżycia będą nie tylko duchowe ale i fizyczne. Napisane jest natomiast, że ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało tego co dla nas jest przygotowane" Wchodzisz na grząski teren, jak mi się wydaje. Myślałem, że jeżeli powołam się, że nie będą się żenić to jasne , że nie będą uprawiać seksu. Jak to sobie wyobrażasz w niebie seks bez małżeństwa i w jakim celu. Seks w małżeństwie ma służyć przede wszystkim posiadaniu potomstwa. O tym naucza Pan Bóg. Aby człowiek czuł się szczęśliwy w niebie nie sądzę żeby konieczny mu był seks. Dalej już nie chcę ciągnąć tego tematu , bo mam silne poczucie , że zaczyna się trywializacja rzeczy wielkich. Biologia nie jest rzeczą wzniosłą. Jest po prostu tymczasowym życiem. Ciało umiera, a ciało uwielbione to zupełnie inna jakość. Piszesz, że jesteśmy istotami duchowo-cielesnymi. Tak JESTEŚMY , co nie oznacza automatycznie , ze w niebie będziemy. Starasz się być bardzo logiczny, to bądź i w tym przypadku.
L
leszek
5 marca 2010, 17:10
Ktoś tu wspomniał o niebie i prawowitym teologu. Po pierwsze, nie wiem czy ten prawowity teolog zauważył , że miłość w niebie nie będzie miała nic wspólnego z erotyką i seksem. Tak przynajmniej wynika z Ewangelii, gdy faryzeusze pytali czyją żoną w niebie będzie ta , która miała wielu mężów na ziemi. Niebianie będą mieli ciała uwielbione, które w niewielkim stopniu ( o ile wcale) będą zwykłym organizmem biologicznym. Wydaje mi się, że w niebie nasze przeżycia będą raczej duchowe a nie fizyczne. Gwoli ścisłości, z Ewangelii to wynika, że żenić się nie będą, a nie że nie będzie seksu.  Nie widzę też w Ewangelii powodu aby twierdzić że niezwykłość uwielbionych ciał będzie polegała na ich aseksualności. Skoro jesteśmy ludźmi a więc istotami duchowo-cielesnymi, a nie tylko duchowymi, to i nasza cielesność będzie brała udział w zbawieniu, i nasze przeżycia będą nie tylko duchowe ale i fizyczne. Napisane jest natomiast, że ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało tego co dla nas jest przygotowane Po drugie, pomysły nie tylko prawowitych, ale też wybitnych teologów nie są Objawieniem, lecz ich bardziej lub mniej udanymi pomysłami, więc nie mają mocy obowiązującej. No i może tego się trzymajny :-))) [...]Tak bardzo chciałbym to wszystko pogłębić. A tu nagle proponuje mi się łatwiznę. Dziękuję nie skorzystam. Trywializując wydźwięk artykułu. Wystarczy przeżyć orgazm, aby zbliżyć się do Boga. Powiem szczerze, nie dorosłem do takiej nowoczesności. Po prostu wszystko się we mnie buntuje i mówi to nie jest ta droga. Relacje z Bogiem nie odbywają się na płaszczyźnie biologicznej lecz duchowej i niech tak będzie. Autor uczynił pokracznym to co pisał JPII. A niby gdzie autor proponuje łatwiznę?!? Niby gdzie stwierdził, że wystarczy przeżyć orgazm aby zbliżyć się do Boga?!? To co piszesz jest zupełnie bezzasadne!!! To Ty pokracznie odczytałeś to co napisał autor!!! Papież pisał o pięknie miłości najpierw duchowej polegającej na całkowitym oddaniu się drugiej osobie, ujrzeniu w niej piękna duchowego ( bo piękno cielesne ostatecznie nie ma żadnego znaczenia, nie decyduje o zbawieniu, może nawet przeszkadzać). Ta piękna miłość i oddanie duchowe warunkuje jako niższe, oddanie fizyczne, ale też nie z byle kim , lecz poślubioną na zawsze żoną, którą w sposób wolny wybrałem. Owocem tej pięknej miłości ma być dziecko- osoba powierzona nam przez Boga, jako owoc miłości. Artykuł odczytałem jako postawienie na tym samym poziomie miłości duchowej z seksem. W moim przekonaniu to dopiero piękna miłość duchowa, bezinteresowna, gotowa do największych poświęceń otwiera drogę dla seksu w małżeństwie. Seksu zawsze udanego jeżeli w tym związku najważniejszy jest ten drugi kochany człowiek, a nie udany seks nawet kosztem tej drugiej osoby. Co z tego , że nie miałem takiej przyjemności jakiej chciałbym skoro ukochana osoba jest zadowolona. Gdy tak myślą obie osoby nie ma miejsca na troskę o własne przyjemności. To tylko tyle i aż tyle. Autor nie napisał nic innego, nic przeciwnego! Weź choćby ostatnie zdanie: "W ludzkiej seksualności kryje się zdolność do takiego zachwytu, który może się stać pieśnią uwielbienia Boga. Dzieje się tak, ilekroć jest ona przeżywana w nastawionej na zawsze relacji pełnej troski i otwartości na życie” I nie ma tu bynajmniej stwierdzenia, że wystarczy przeżyć orgazm, czy że każdy kto przeżywa orgazm to zbliża się do Boga. Jest natomiast powiedziane że jest ZDOLNOŚĆ do takiego zachwytu który MOŻE stać się pieśnią uwielbienia Boga. I że aby tak było to konieczna jest pewna postawa, postawa nastawiona NA ZAWSZE (a nie na chwilę i rozwód), postawa PEŁNA TROSKI o dobro tego drugiego człowieka (a nie na użycie i przyjemność), oraz postawa otwarta na PŁODNOŚĆ. Te wszystkie wypowiedzi tak negatywnie odbierające ten artykuł (a właściwie jego krótkie zasygnalizowanie) świadczą tylko o tym jak wielkim problemem jest nastawienie do seksualności, jak bardzo jest to nastawienie wypaczone. Reagujecie tak jakby grzechy seksualności były najgorszymi grzechami i wręcz tak obsesyjnie jakby sama nasza seksualność jako tak była grzechem.
L
leszek
5 marca 2010, 16:39
"Seksualna rozkosz otwierająca na bezmiar Tajemnicy Boga. Dla niejednego chrześcijańskiego ucha zabrzmi to nieco bluźnierczo. ... " napisał o.Jędrzejewski. Zastanawiam się po co pisać skoro, już w założeniu dopuszcza się bluźnierstwo. Mają oczy a nie widzą, umieją czytać a nie czytają lecz wymyślają... Autor nie napisał, że pisze bluźnierczo, napisał WYRAŹNIE że: 'dla niejednego chrześcijańskiego ucha zabrzmi to trochę bluźnierczo'. A mieć świadomość, że dla kogoś zabrzmi bluźnierczo to zupełnie co innego niż dopuszczać że się napisze bluźnierstwo! O co tu chodzi o zaistnienie, by o mnie mówiono, proszę o.Jędrzejewsksiego.? Nie sądzę aby o.Jędrzejewski potrzebował pisać na deonie aby zaistnieć proszę ~a.snaczke Bluźnierstwo zawsze pojawia się, gdy są przekroczone granice intymności i subtelności. Mam inne wyobrażenie o Tajemnicy Boga, i inne wyobrażenie o bliskości dwojga kochających się osób. Największe piękno jest zawsze ukryte. Nikt Ci nie zabrania mieć własnych wyobrażeń, ale nie uznawaj za bluźniercze tylkko dlatego że nie rozumiesz albo masz własne odmienne wyobrażenia.
T
tad
5 marca 2010, 16:27
Ktoś tu wspomniał o niebie i prawowitym teologu. Po pierwsze, nie wiem czy ten prawowity teolog zauważył , że miłość w niebie nie będzie miała nic wspólnego z erotyką i seksem. Tak przynajmniej wynika z Ewangelii, gdy faryzeusze pytali czyją żoną w niebie będzie ta , która miała wielu mężów na ziemi. Niebianie będą mieli ciała uwielbione, które w niewielkim stopniu ( o ile wcale) będą zwykłym organizmem biologicznym. Wydaje mi się, że w niebie nasze przeżycia będą raczej duchowe a nie fizyczne. Po drugie, pomysły nie tylko prawowitych, ale też wybitnych teologów nie są Objawieniem, lecz ich bardziej lub mniej udanymi pomysłami, więc nie mają mocy obowiązującej. Z mojego doświadczenia wynika, że mój stosunek do Boga w Trójcy Jedynego jest duchowy i ciągle boleję, że duchowo jestem taki płytki , że mój duch tak bardzo jest bezradny w relacji z Panem. Tak bardzo chciałbym to wszystko pogłębić. A tu nagle proponuje mi się łatwiznę. Dziękuję nie skorzystam. Trywializując wydźwięk artykułu. Wystarczy przeżyć orgazm, aby zbliżyć się do Boga. Powiem szczerze, nie dorosłem do takiej nowoczesności. Po prostu wszystko się we mnie buntuje i mówi to nie jest ta droga. Relacje z Bogiem nie odbywają się na płaszczyźnie biologicznej lecz duchowej i niech tak będzie. Autor uczynił pokracznym to co pisał JPII. Papież pisał o pięknie miłości najpierw duchowej polegającej na całkowitym oddaniu się drugiej osobie, ujrzeniu w niej piękna duchowego ( bo piękno cielesne ostatecznie nie ma żadnego znaczenia, nie decyduje o zbawieniu, może nawet przeszkadzać). Ta piękna miłość i oddanie duchowe warunkuje jako niższe, oddanie fizyczne, ale też nie z byle kim , lecz poślubioną na zawsze żoną, którą w sposób wolny wybrałem. Owocem tej pięknej miłości ma być dziecko- osoba powierzona nam przez Boga, jako owoc miłości. Artykuł odczytałem jako postawienie na tym samym poziomie miłości duchowej z seksem. W moim przekonaniu to dopiero piękna miłość duchowa, bezinteresowna, gotowa do największych poświęceń otwiera drogę dla seksu w małżeństwie. Seksu zawsze udanego jeżeli w tym związku najważniejszy jest ten drugi kochany człowiek, a nie udany seks nawet kosztem tej drugiej osoby. Co z tego , że nie miałem takiej przyjemności jakiej chciałbym skoro ukochana osoba jest zadowolona. Gdy tak myślą obie osoby nie ma miejsca na troskę o własne przyjemności. To tylko tyle i aż tyle.
B
bronia
5 marca 2010, 16:19
 "przecież możliwe jest doświadczenie intymności, która wprowadza w nieopisaną głębię Boga" Gdyby intymność seksualna wprowadzała w nieopisaną głębię Boga, to takowa intymność seksualna pewnie byłaby właściwa osobom boskim, a tym samym zostałaby zachowana i w niebie, a z tego co wiem, to seks w niebie raczej nam nie grozi...
Alicja Snaczke
5 marca 2010, 16:19
"Seksualna rozkosz otwierająca na bezmiar Tajemnicy Boga. Dla niejednego chrześcijańskiego ucha zabrzmi to nieco bluźnierczo. ... " napisał o.Jędrzejewski. Zastanawiam się po co pisać skoro, już w założeniu dopuszcza się bluźnierstwo. O co tu chodzi o zaistnienie, by o mnie mówiono, proszę o.Jędrzejewsksiego.? Bluźnierstwo zawsze pojawia się, gdy są przekroczone granice intymności i subtelności. Mam inne wyobrażenie o Tajemnicy Boga, i inne wyobrażenie o bliskości dwojga kochających się osób. Największe piękno jest zawsze ukryte.
A
Anna
5 marca 2010, 16:02
"I kto z nich grzeszy? Znakomite pytanie Pytajniku. Pozdrawiam. " No właśnie....życie jest skomplikowane
A
Aura
5 marca 2010, 14:08
  ..a wiedział Bóg, że było dobre..    stworzenie nas właśnie takimi
Józef Więcek
5 marca 2010, 13:16
A mnie się wydaje, że jest to kolejny dowod na istnienie Boga. To jest genialnie wymyślone. Rozkosz-orgazm; gdyby człowiek nie był tym obdarzony to czy my byśmy dziś o tym rozmawiali? - przecież nie byłoby reprodukcji (fe , brzydkie słowo). A, że ludzkość to strywializowała ... to już inna sprawa
WJ
Wojciech Jędrzejewski
5 marca 2010, 12:46
~pytajnik Jego zdaniem, grzech nieczystości powstaje wtedy, gdy „eros jest zamknięty na relację trwałą, pełną troski i czułej głębi, - a jest to częsta sytuacja w małżenstwach sakramentalnych, o czym świadczy wskaźnik rozwodów. „W ludzkiej seksualności kryje się zdolność do takiego zachwytu, który może się stać pieśnią uwielbienia Boga. Dzieje się tak, ilekroć jest ona przeżywana w nastawionej na zawsze relacji pełnej troski i otwartości na życie - a to niejednokrotnie jest udziałem par "niesakramentalnych" I kto z nich grzeszy? Znakomite pytanie Pytajniku. Pozdrawiam.
Krzysztof Pachocki
5 marca 2010, 10:04
Nader smutne, jeśli nie chore - bracie - robocie.
5 marca 2010, 10:01
@Rrobak Dante bez Baetricze do nieba by się nie dostał. Ale Orygenes już się wykastrował. A Abelard po kastracji odkrył Boga na nowo i na nowo odkrył relację z Heloizą. Radykalne przykłady z drugiego końca interpretacji.
A
Aura
5 marca 2010, 09:57
Jestem zaskoczona, że powyższy artykuł wzbudza tyle kontrowersji. Przecież fizyczna bliskość małżonków jest wspaniałym darem Boga. Pełne miłości obdarowywanie się małżonków wzajemną przyjemnością nie jest sferą profanum.
Krzysztof Pachocki
5 marca 2010, 09:55
Errata: Chodzio Petera Kreefta.
Krzysztof Pachocki
5 marca 2010, 09:47
Akurat tłumaczę dzieło jak najbardziej prawowitego teologa Petera Krefta i pozwolę sobie zacytować fragment: "Najpowszechniejszym przykładem erosa jest miłość romantyczna lub zakochanie się – coś, co wykracza daleko poza animalne pożądanie. Pomyślmy o wspaniałej obsesji, którą jest miłość romantyczna – całej tej namiętności, radości i zapomnieniu o sobie, które ona zawiera. Czy eros może nas nauczyć czegoś o agape i o miłości do Boga? Faktycznie tak jest. Czy pamiętamy jak czuliśmy się, gdy byliśmy zakochani? A teraz przypomnijmy sobie, że Bóg jest wszystkim tym, czym wydaje się być ukochany i czymś nieskończenie więcej. W niebie nie będziemy się czuli mniej zakochani w Bogu, niż teraz jesteśmy w kimkolwiek. Jest to konieczna korekta wizji nieba, którą trzeba dodać do tej tradycyjnej, zimnej, wyblakłej i beznamiętnej, która przeważnie wypełnia nasze umysły i przytępia nasze pragnienia". I moja myśl, po tej lekturze: Wypieranie erosa z życia i cały ten rygoryzm moralny prowadzi do wynaturzeń. Stłumiony instynkt przeniesiony do podświadomości da osobie znać prędzej, czy później w postaci frustracji, zgorzknienia, dewocji a nawet dewiacji seskualnych. I to jest inna forma nieczystości. A nade wszystko postawa taka odziera nas z tego, co w ziemskim życiu najpiękniejsze. Dante bez Baetricze do nieba by się nie dostał. I nie ma to nic wspólnego z yogą, Salome.
5 marca 2010, 09:28
mówienie o "intymnej bliskości - sakramencie jedności, która zespala w gorącym współbrzmieniu" dziwnie brzmi, kiedy pomyśli się o szybkim seksie na stole w kuchni :) Ten język jest nie mniej przerażający od technikaliów katolickiej etyki seksualnej.
5 marca 2010, 09:26
Oczywiście możemy porównać doświadczenia orgazmu, jedności z doświadczeniem religijnym, ale to nie to samo co wtłaczanie do nich relacji z Bogiem. Pozatym seks ma różne wymiary, to jest gra, w której jest też miejsce na agresję, dominację, pozytywną erotyczną próbę sił między kochankami. Gdzie tu Bóg?
5 marca 2010, 09:09
@~humanoid orgazm jest wynikiem ewolucji, oczywiście w tle tego procesu możemy widzieć Boga. Ale doprawdy nie rozumiem tego wpychania Boga w każdy zakamarek życia. Bóg przenika wszystko, to prawda, ale orgazm to nie czas na modlitwę. Nie wiem, czy jest sens mówić jakoś dosadniej, żeby nie obrazić kruchej wrażliwości czytelników Deonu... Spójrz na to całościowo: Bóg jest Bogiem ciała i ducha, a jak ciała, to też łechtaczki i penisa, ale też odbytu, bo defekacja jest nie mniej naturalna od orgazmu, ale nie oznacza to, że wszystkie te sfery są odpowiednie do tego, aby zapraszać do nich myślenie o Bogu. Są sfery sacrum i są sfery profanum. Wtłaczanie Boga w erotykę to wg. mnie nieporozumienie - oczywiście każdy jest inny, ale mi trudno byłoby się podniecić piękną żoną w zmysłowych koronkach przed seksem pobożnie odmawiającą różaniec, a podczas ograzmu deklamującą modlitwę dziękczynną.
Jadwiga
5 marca 2010, 07:41
Jest to prawada. Z badan wynika ze ci bardziej erotyczni sa bardziej wierzacy a ci mniej raczej nie wierza.
O
Ofka
5 marca 2010, 06:37
Jestem mężatką od 14 lat, zgadzam się w pełni z tym co o.J. napisał. A faktycznie - i orgazm i wszystkie tajne zakamarki człowieka wymyślił Bóg nie po to, by zastawiać na niego pułapki (wtedy byłby to wynalazek czarta - bez jaj) ale by mu ofiarować możliwość dotknięcia metafizyki - jakkolwiek górnolotnie to brzmi. Świetny artykuł, za mało o tym!
H
humanoid
5 marca 2010, 01:07
brat-robot - a jak myślisz, kto wymyślił orgazm?
T
tris
5 marca 2010, 00:51
Jeśli nie zamieszka we mnie "obce prawo" i erotyka służy temu czemu słuzyc powinna (otwarcie na drugiego człowieka i na nowe życie) to dlaczego takie przeżywanie miałoby nie zbliżać do Boga. Moim zdaniem rację ma o. Jędrzejewski.
Grażyna Urbaniak
4 marca 2010, 22:33
Ojciec Jędrzejewski jest adeptem albo popularyzatorem tantra yogi.
4 marca 2010, 22:32
Nie wprowadzajcie Boga do orgazmów.
Jurek
4 marca 2010, 22:11
Coś się ojcu Jedrzejewskiemu pomerdało. Przez seksualną rozkosz prędzej dojdzie do rynsztoka niż do zgłębienia Tajemnicy Boga. To doswiadczenie istnienia Boga, Jego miłującej obecności może prowadzić do pełnej miłości między kobietą a mężczyzną. To już trochę nudne jak niektórzy duchowni na siłę starają się byc trendy.
P
pytajnik
4 marca 2010, 21:31
Jego zdaniem, grzech nieczystości powstaje wtedy, gdy „eros jest zamknięty na relację trwałą, pełną troski i czułej głębi, -  a jest to częsta sytuacja w małżenstwach sakramentalnych, o czym świadczy wskaźnik rozwodów. „W ludzkiej seksualności kryje się zdolność do takiego zachwytu, który może się stać pieśnią uwielbienia Boga. Dzieje się tak, ilekroć jest ona przeżywana w nastawionej na zawsze relacji pełnej troski i otwartości na życie - a to niejednokrotnie jest udziałem par "niesakramentalnych" I kto z nich grzeszy?