Odwaga do mówienia prawdy jest jedyną drogą do pełnego oczyszczenia

Fot. depositphotos.com

W debacie publicznej na temat wykorzystywania seksualnego małoletniego przez niektórych duchownych bardzo często – i słusznie – powraca wątek praw przysługujących osobom pokrzywdzonym. Na plan pierwszy wysuwa się fakt, że w postępowaniu kościelnym pokrzywdzony nie jest traktowany jako strona – poza zgłoszeniem faktu wykorzystania nie ma później np. wglądu w materiały dochodzenia.

Być może z tego właśnie powodu powstaje przekonanie, że poszkodowany pozbawiony jest jakichkolwiek praw. Nie jest to jednak prawdą, bo pewne prawa jednak poszkodowanym przysługują. Nie są one jednak skatalogowane w jednym miejscu i trzeba ich szukać w co najmniej sześciu dokumentach, w których podnoszone są sprawy wykorzystywania. Prawdopodobnie jest to kolejna przyczyna, dla której powszechnie uważa się, że poszkodowanemu żadne prawo nie przysługuje. Wydaje się, że dla przejrzystości procesów Kościół winien tę sprawę uregulować. Zanim się to jednak stanie, trochę wody w Tybrze i Wiśle upłynie.

Jednym z praw osoby poszkodowanej jest prawo do informacji o wyniku dochodzenia. Zostało to opisane w art. 17 par. 3 listu apostolskiego motu prioprio „Vos estis lux mundi”. Paragraf ten mówi, że informację taką przedstawia się na wniosek osoby zainteresowanej wedle instrukcji wydanej przez „dykasterię kompetentną”. Jak w praktyce to wygląda, można przeanalizować w oparciu o dochodzenia prowadzone według VELM w odniesieniu do polskich biskupów – a dochodzeń tych było już co najmniej 16. Wniosek jest jeden: nie wypracowano jednego schematu postępowania, a o zakończeniu dochodzenia informowane są nie tylko osoby poszkodowane – jak literalnie mówi przepis – ale także składające zawiadomienie.

Zerknijmy na kilka przykładów. Pierwsze zawiadomienie na mocy VELM złożył w odniesieniu do bp. Edwarda Janiaka po emisji filmu „Zabawa w chowanego” abp Wojciech Polak. Prowadzenie dochodzenia powierzono abp. Stanisławowi Gądeckiemu. Informację o jego zakończeniu podała Nuncjatura Apostolska bez wcześniejszego powiadomienia osób zainteresowanych. Potem pojawił się komunikat o sankcjach wobec biskupa.

DEON.PL POLECA

Zawiadomienie o możliwych zaniedbaniach bp. Stanisława Napierały złożył redaktor naczelny kwartalnika „Więź” Zbigniew Nosowski. Prowadził je również abp Gądecki. Informację o zakończeniu postępowania przekazała archidiecezja poznańska, a Nosowski otrzymał list z tą informacją już po podaniu jej do wiadomości publicznej.

W innej sprawie z osobą pokrzywdzoną osobiście – w miejscu przez nią wskazanym - spotkał się prowadzący dochodzenie i poinformował o wyniku dochodzenia. W kolejnej – dot. arcybiskupa Wiktora Skworca – osoby zgłaszające wezwano do krakowskiej kurii, która prowadziła postępowanie i odczytano rezultat dochodzenia. Jeszcze w innej – dot. bp. Stefana Cichego – osobę poszkodowaną poinformowano… mailem. A w kolejnej – bp. Henryka Tomasika – zarówno do poszkodowanych, jak i składającego zawiadomienie po prostu wykonano telefon.

Warto też przy tym zwrócić uwagę, że w niektórych sprawach informację o zakończeniu postępowania i nałożonych na hierarchę sankcjach podawała Nuncjatura Apostolska (m.in. bp. Janiak, abp Głódź, abp Gołębiewski), w innych cedowano to na prowadzącego sprawę metropolitę (abp Skworc, bp Rakoczy), a jeszcze inne – poza informacją o zakończeniu dochodzenia przekazaną poszkodowanym – nie doczekały się żadnych oficjalnych komunikatów (bp Cichy, bp Tomasik).

Brak jednolitego schematu postępowania, a także sposobu komunikowania o zakończonych postępowaniach, jak również rozciągnięcie obowiązku wynikającego z VELM poza krąg poszkodowanych, to ewidentny dowód na to, że Kościół w informowaniu w sprawach związanych z wykorzystaniem seksualnym wciąż jest na etapie eksperymentalnym. Niemniej można odnieść wrażenie, że nie chce o tych sprawach mówić i najchętniej by je przemilczał. Tymczasem niedociągnięcia w komunikacji lub jej brak powodują nieufność wiernych i podważają – i tak już mocno osłabione – zaufanie do Kościoła. Chcąc je odzyskać, ludzie Kościoła muszą przestać się bać. Odwaga do mówienia prawdy jest jedyną drogą do pełnego oczyszczenia.

Jest dziennikarzem, kierownikiem działu krajowego "Rzeczpospolitej". Absolwent kursu „Komunikacja instytucjonalna Kościoła: zarządzanie, relacje i strategia cyfrowa” na papieskim Uniwersytecie Santa Croce w Rzymie. W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Odwaga do mówienia prawdy jest jedyną drogą do pełnego oczyszczenia
Komentarze (2)
JN
~Jan Nowak
2 czerwca 2022, 18:55
Prawda - to jedna z najdziwniejszych wartości w życiu chrzescijanina. Bardzo ważna - ale wcale nie najważniejsza. Pożądana przez wielu, ale z kolei wielu innych przypomina, że prawda mówiona bez miłości jest okrucieństwem i że szatan też potrafi mówić prawdę aby siać zło w serca ludzkie. Jezus mówi o sobie że jest Prawdą, ale jego słowa poszerzają znaczenie prawdy poza granice intelektualnego poznania czy zwykłej wiedzy i ogarniają swoim zasięgiem wszystkie inne dziedziny życia człowieka. Prawda nie jest informacją, prawda nie jest wiedzą, prawda nie jest mądrością. Tu nie ma znaku równości.
KP
~katolik posledniego sortu
2 czerwca 2022, 11:09
Ja powracam do Okraglego Stolu, tam Kiszczak pokazal hierarchom teczki, pokazal tez listy ofiar, ofiar ktore zawsze moga zaczac mowic. Zaczely wiec mowic kiedy PiS doszedl do wladzy, ta formacja nigdy Polska rzadzic nie miala. przypomne tylko ze za PO wystawili pomnik ks.Jankowskiemu, za PiSu go zburzyli, mimo ze wszyscy wiedzieli o wszystkim. Wszystko wroci do normy kiedy PiS przestanie rzadzic, beda znowu rzadzic ci wlasciwi, moze ich wnuki, wnuki biesiadnikow Okraglego Stolu.