Polska misjonarka z Aleppo prosi o pilną pomoc dla tamtejszych dzieci

(fot. Karol Wilczyński)
KAI / jp

Przy wsparciu Papieża Franciszka w Syrii realizowany jest projekt "Otwarte Szpitale". Dwa z nich działają w Damaszku, a jeden w Aleppo.

Z oferowanej w nich pomocy bezpłatnie korzystają ludzie wszelkich obrządków chrześcijańskich i innych religii.

- Jest to wspaniały pomysł realnie ratujący życie wielu potrzebującym. U nas przecież nie ma czegoś takiego, jak np. polskie kasy chorych. Rodzina musi opłacać cały pobyt chorego w szpitalu, jego badania i leczenie. «Otwarte Szpitale» są wielką pomocą dla społeczeństwa - mówi Radiu Watykańskiemu siostra Maniurka.

- W Aleppo jest to szpital św. Ludwika prowadzony przez siostry zakonne, tylko że on nie ma oddziału pediatrycznego. Czyli dzieci nie są objęte tym programem, a jedynie dorośli. To jest ogromna tragedia dla Aleppo. W ubiegłym roku dzięki pomocy z Polski realizowany był program leczenia dzieci. Jednak był to projekt tylko na jeden rok - mówi misjonarka, który ten program koordynowała.

>> Jak pomóc dzieciom w Aleppo?

- Obecnie nie jest realizowany żaden inny program, ani przez nas, ani przez inne parafie, czy organizacje. Naprawdę ściska się moje serce, gdy ludzie pukają do drzwi parafii św. Franciszka z błaganiem, by pomóc im w leczeniu dziecka, a my musimy powiedzieć ze smutkiem, że nie możemy tego zrobić, i wiem, że nikt również nie może im pomóc. Inne organizacje też nie mają w tym roku środków na leczenie dzieci. Stąd alarmujemy i piszemy gdzie się da, prosząc o pomoc dla dzieci w Aleppo.

Polska misjonarka zauważa, że w praktyce jedynie Kościoły starają się stwarzać ludziom możliwość pracy. Pomagają w realizacji mini projektów.

- Są to warsztaty albo małe zakłady, bo też nikogo nie stać na otwarcie czegoś większego. Dzięki pomocy otrzymywanej z zewnątrz Kościoły potem skupują towary wytwarzane przez te zakłady i przekazują je potrzebującym. Ludzi zwyczajnie nie stać na to, by kupić sobie chociażby ubranie - mówi siostra Maniurka.

- Słyszę, jak ludzie mówią, i ja sama zresztą tak samo czuję, że świat o nas zapomniał. A sytuacja u nas wciąż jeszcze tragiczna pod względem warunków życia. Bezrobocie jest ogromne, pomoc z zagranicy się wycofuje, a ludność nie ma jeszcze z czego żyć. Wiele rodzin, które znam chcą wyemigrować. Po wyzwoleniu wschodniej części Aleppo był taki boom entuzjazmu, że wojna się zakończyła, że teraz zaczynamy nowe życie, odbudujemy domy i wrócimy do pracy. Teraz po wielu miesiącach okazuje się, że poza tym, iż pociski spadają rzadziej, to tak naprawdę w codziennym życiu wiele się nie zmieniło. Widać wiele rozczarowania wśród ludzi i takiego niewidzenia przyszłości i sensu dalszego pozostania w Aleppo - podkreśla misjonarka.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Polska misjonarka z Aleppo prosi o pilną pomoc dla tamtejszych dzieci
Komentarze (1)
M
Marzena
5 kwietnia 2018, 13:15
Gdzie jakieś konto, jak pomóc finansowo?? Nie potrafię znaleźć