Weekendowy przegląd filmowy

Weekendowy przegląd filmowy
Kadr z filmu "Elita zabójców"
DEON.pl

Robert de Niro, Jason Statham i Clive Owen razem w filmie akcji, irańska produkcja okrzyknięta arcydziełem współczesnego kina, ciekawy polski debiut reżyserski, coś dla dzieci i międzynarodowa komedia romantyczna. Jest w czym wybierać.

Na byłych żołnierzy z elitarnej jednostki, polują zawodowi zabójcy. Kiedy porywają Huntera (Robert de Niro), mentora Dannego (Jason Statham), były komandos wraca do gry, by uratować przyjaciela. Chcąc go ocalić musi podjąć się misji prawie niemożliwej: zlikwidować trzech zabójców wysłanych przez starego wroga (Clive Owen) i stanąć z nim twarzą w twarz. Przeżyje najlepszy.

Nazwiska mówią same za siebie. Robert de Niro, Jason Statham i Clive Owen w jednym filmie? To musi być coś mocnego. Gary McKendry od samego początku konsekwentnie tworzy klimat prawdziwego, prostego, męskiego kina akcji. Bohaterowie są w pełni facetami tylko wtedy, gdy sobie wzajemnie dadzą parę razy po twarzach. Gdzieś w tle pojawiają się krótkie epizody miłosne, ale w tym filmie ważne są intryga, akcje, akrobacje i ryzykowne sztuczki. Wszystko to zrealizowane na bardzo dobrym poziomie. No i ta obsada!

Kilka trudnych historii, pytanie o naturę człowieka i o jego skłonność do kłamstwa, przeplatają się z kontekstami kulturowymi, religijnymi i społecznymi. Ambitna mieszanka, ale nie przekombinowana. Reżyser jest bezstronny wobec swoich bohaterów i uczciwy wobec widza. Nie faworyzuje żadnej ze swoich postaci i pozostawia poszukiwanie odpowiedzi na problemy postawione w swoim filmie, osobom siedzącym przed ekranami. Naprawdę warto zobaczyć.

Jest rok 1776. Radca wiedeńskiej Kancelarii Nadwornej Henryk Klein (Mariusz Bonaszewski) otrzymuje skargę na hrabiego Jakuba Franka (Olgierd Łukaszewicz), który kilkanaście lat wcześniej został skazany za głoszenie herezji i zbiegł do Wiednia. Donos napisany został przez jego byłego wyznawcę, Jakuba Golińskiego (Andrzej Chyra). Klein dowiaduje się, że za zdradę Goliński został ukarany i obrabowany, a teraz czeka go śmierć ku przestrodze innych. Radca przeprowadza dochodzenie. Udaje mu się ustalić, że pseudomesjasz ogłosił się Bogiem, tworzy ze swoich wyznawców armię i szuka kontaktów z dworem cesarzowej Marii Teresy. Klein podejrzewa spisek, którego celem jest zamach stanu.

Ciekawy debiut filmowy Adriana Paneka. Młody reżyser, wybrał nietypowy jak na warunki polskiego kina temat - cofnął się w przeszłość, ale nie po ty by zekranizować kolejną lekturę szkolną lub przypomnieć jakieś ważne wydarzenie z historii naszego kraju, ale by przenieść nas do czasów niemieckiego romantyzmu.

Fakt, iż tak wielu dobrych aktorów chciało zagrać "Daas", może świadczyć o tym, że i oni, podobnie jak widzowie, zaczynają odczuwać głód czegoś innego niż polskie kino zwykło im w ostatnich latach proponować: prawdziwego historycznego kostiumu zamiast farsowych przebieranek, realnego człowieka z mniej znanej przeszłości zamiast pomnikowych bohaterów.

Smakowite opowieści żółwicy Magdy (Magda Gessler), zachwalającej specjały kuchni "nadwodnego" świata, sprawiły, że dwa rekiny - Szczena (Piotr Fronczewski) i mały Olo (Marcin Hycnar) - poczuły smaka na kurczaka. Płetwiaści koneserzy drobiu rozpoczynają łowy na lądzie i sieją postrach w nadmorskich kurnikach, korzystając z rybokopa - machiny kroczącej skonstruowanej przez łebskiego głowonoga Doktora Mackensteina (Jerzy Kryszak). Jednak pierzaści kandydaci na prowiant nie pozostają dłużni i przygotowują płetwiastym kilka jajcarskich niespodzianek. Bo nie ma nic gorszego, niż wkurzona kura! Kiedy wielokrotna miss kurnika Kokosza Nell znajdzie się w zasięgu paszczy żarłocznego Szczeny, do kontrataku ruszą zaprawieni w walkach kogutów mistrzowie kurate Kurczak Norris, Kurambo i Kukurychu (Kabaret Ani Mru Mru). Bo kurczaki nie płaczą!

Mówiąc krótko. Jeśli będziecie chcieli gdzieś zabrać dziecko, młodsze rodzeństwo itd. w ten (wszystko na to wskazuje) niezbyt piękny weekend, to jest to opcja do rozważenia.

Na koniec coś, co zakochani lubią najbardziej, no może nie wszyscy, ale większość, czyli komedia romantyczna. Produkcja bardzo międzynarodowa, bo hiszpańsko, niemiecko, szwajcarsko, włoska. Wybierając scenerię dla swej historii, David Pinillos postawił na nieoczywistą lokalizację. Zamiast uroczych paryskich zaułków, słonecznej Barcelony czy malowniczej Wenecji, postawił na szwajcarski Zurych - elegancki, stylowy, ale pozbawiony pocztówkowej urokliwości i magicznej aury. Mieszanka nieokiełznanej miłości, w iście szwajcarsko poukładanym otoczeniu? Brzmi intrygująco.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Weekendowy przegląd filmowy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.