Kraj, w którym Kościół przetrwał pomimo braku księży

(fot. Kevin Xie on Unsplash)

Z perspektywy Zachodu Japonia jawi się jako uduchowiony kraj. Rzeczywistość jest jednak inna, bardziej złożona. Tak samo bowiem pasuje do niej określenie "najbardziej zsekularyzowane państwo na świecie". Religijność Japończyków trudno zdefiniować za pomocą europejskich pojęć. Musiałoby powstać wiele nowych słów, oddających kontekst, którego nie potrafimy zrozumieć. Japonii trzeba doświadczyć.

Kiedy w XVI wieku do Japonii przybył św. Franciszek Ksawery, trafił do zupełnie innego świata, na który nie był przygotowany. Początki jezuickiej misji przebiegały jednak w sposób dający nadzieję. Wśród prostej ludności chrześcijaństwo budziło szczere zainteresowanie, ale też ogromną niepewność. Ciekawiej sprawa wyglądała na wysokim szczeblu. Tam nowa wiara stawała się często… kartą przetargową przy robieniu cennych interesów. Zdarzało się, że przyjęcie jej było wymogiem podpisania kontraktów handlowych.

W 1587 r. zaczęły się w Japonii prześladowania chrześcijan. Pretekstem do tego była odmowa dwóch japońskich chrześcijanek, by zostać nałożnicami szoguna Taicosama. W tym czasie szoguni sprawowali faktyczną władze nad wieloma prowincjami, ograniczając wpływy cesarza. W rzeczywistości natomiast chodziło bardziej o tradycję, do której Japończycy są bardziej przywiązani niż do wiary. Obrzędy, obyczaje i rytuały, ocierające się o teatralność gesty stanowią bardzo ważny element tożsamości Japończyków. Z naszej perspektywy być może nie ma w tym głębi, co wcale nie oznacza, że podejście Japończyków jest płytkie. W ich kulturze istnieje odmienne od naszego pojmowanie wiary i tożsamości.

Dlaczego misjonarzom się nie udało?

Prześladowania chrześcijan w Kraju Kwitnącej Wiśni trwały przeszło 300 lat i następowały kolejnymi krwawymi falami. W tym czasie Kościół w Japonii wydał wielu świętych męczenników, wśród których jest też sporo nieznanych z imienia ludzi świeckich. Obraz najintensywniejszych prześladowań możemy zobaczyć w filmie "Milczenie" Martina Scorsese. W dużej mierze przedstawia on prawdziwe wydarzenia z tych czasów. Jeden z bohaterów mówi też bardzo ważne słowa pozwalające zrozumieć, dlaczego chrześcijaństwo trafiło na taki opór wśród Japończyków. Porównuje on Japonię do bagna, w którym trudno zapuścić korzenie, a nawet jeśli to się uda, to one w końcu zgniją.

Te wszystkie wydarzenia sprawiły, że Kościół w Japonii zszedł do podziemia… i ku zdziwieniu wszystkich przetrwał. Odkrył to w 1865 roku jeden z francuskich misjonarzy o. Petitjean. W latach ponownego otwarcia Japonii na Zachód, wybudował on w Nagasaki mała kapliczkę, do której przez wiele dni nie przychodził nikt poza nim samym. Pewnego razu spotkał dwie klęczące przed nią kobiety. Zadały mu kolejno trzy pytania: "czy masz papieża?", "czy modlisz się do Błogosławionej Dziewicy?" i w końcu "czy masz żonę?". Na pierwsze dwa misjonarz odpowiedział twierdząco, jednak dopiero gdy zaprzeczył ostatniemu pytaniu, usłyszał od kobiet: "więc jesteś chrześcijaninem tak, jak my".

W Nagasaki pojawił się też wysłannik Stolicy Apostolskiej, który miał zbadać sprawę. Gdy doniósł o ich przetrwaniu papieżowi Piusowi IX, ten bardzo się wzruszył. Okazało się bowiem, że pomimo prześladowań i braku duchownych, w Nagasaki odnalazł wspólnotę 2,5 tys. katolików, a w całej Japonii było ich prawie 50 tys. Co ciekawe, wierni w przekazywaniu wiary posiłkowali się tym, co zapamiętali z ustnego przekazu. Dlatego po powrocie misjonarze odkryli katolicyzm całkiem inny od tego, który znali z Europy. Japoński katolicyzm był pełen pięknych choć nieco zniekształconych folklorem rytuałów. W 1930 r. do Japonii dotarł też m.in. nasz polski misjonarz św. Maksymilian Kolbe i rozwinął się tam obecny do dziś kult Maryi. Zostając przy azjatyckich metaforach, można powiedzieć, że Kościół katolicki nie wyrósł tam na potężne drzewo, ale przypominał bardziej bonsai - drzewko słynące ze swojej wytrzymałości i piękna.

Boski cesarz i niewiara w śmierć

Dopiero po II wojnie światowej przyszedł czas pokoju dla wyznawców różnych religii. Zostało to zagwarantowane przez Cesarza w Konstytucji Japonii obowiązującej od 1947 roku:

Wszyscy obywatele są równi wobec prawa, niedopuszczalna jest jakakolwiek dyskryminacja w dziedzinie politycznej, ekonomicznej i stosunków społecznych, z powodu rasy, wyznania, płci, pozycji społecznej ani pochodzenia rodzinnego - mówi artykuł 14.

Jednocześnie współczesna Japonia pozostaje krajem świeckim, który duży nacisk kładzie na oddzielenie religii od polityki. Artykuł 20 konstytucji podkreśla to:

Wszystkim gwarantuje się wolność wyznania. Państwo nie udziela żadnych przywilejów organizacjom religijnym; nie mogą również one wykonywać jakiejkolwiek władzy politycznej. Nikt nie może być zmuszany do brania udziału w aktach, ceremoniach, obrzędach i praktykach religijnych. Państwo i jego organy powstrzymują się od nauczania religii oraz od wszelkiej innej działalności religijnej.

Nie jest to wpływ nowoczesności na podejście Japończyków do wiary, jaki obserwować możemy choćby na przykładzie krajów europejskich. Japonia mniej lub bardziej zawsze była taka. Jeśli do obyczajowości i polityki przeniknęły elementy kultu religijnego, to tylko jako rytuały ważne dla tożsamości, idei i historii. Japończycy rzadko przeżywają wiarę na poziomie osobistego zaangażowania. Choćby obecność najbardziej rozpowszechnionego buddyzmu potwierdza ten stan. O Japończykach mówi się bowiem, że choć rodzą się jako Shintō to umierają jako buddyści. Wynika to z faktu, że ich "narodowa religia" nie posiada obrzędów związanych ze śmiercią. Najprościej shintoizm można opisać jako filozofię życia, wyrażania radości i zabawy, dlatego jest ściśle związana z narodzinami i zaślubinami, nie ma w niej zaś śmierci. Japończycy wierzą, że ludzie odradzają się jako kamienie, liście, błyskawice lub ziarna ryżu. Nawet wśród innych wyznawców reinkarnacji jest to dość szczególne podejście. Dlatego właśnie elementy żałoby i rytuały przejścia zapożyczyli oni z buddyzmu.

Za każdym razem, gdy którakolwiek religia próbowała osiągnąć jakieś wpływy polityczne w Japonii, dochodziło do rozłamów i wojen. Ruchy nacjonalistyczne dążyły w pewnym momencie do umocnienia władzy cesarza, który był przez nich postrzegany jako istota boska. Uznanie boskości cesarza było oczekiwane również od innych władców i dyplomatów. Budziło to ogromny sprzeciw i doprowadziło do izolacji Japonii na arenie międzynarodowej.

Z shintoizmu właśnie pochodzi wierzenie, że cesarz jest potomkiem, następcą i kontynuatorem misji bogini słońca Amaterasu. Tu jednak znowu można dostrzec coś ciekawego. Klęska w II wojnie światowej doprowadziła do sytuacji zrzeczenia się przez cesarza boskości. W noworocznym przemówieniu w 1946 r. cesarz Showa powiadomił o tym cały naród. Zaprzeczył również wyższości Japończyków nad innymi narodami i rasami. Stan ten trwa do dzisiaj, a nowa konstytucja pojmuje rolę cesarza już tylko jako symbol jedności narodu. Trudno powiedzieć na ile Japończycy wierzyli w boskość cesarza. Dla nich ważniejsza wydaje się obrzędowość niż wiara. I choć był to ważny element ich tradycji, to gwarantem jej trwania jest przede wszystkim osoba cesarza. Dzięki temu mogą się dziś poszczycić jedną z najstarszych nieprzerwanie trwających tradycji na świecie.

Długowieczni, którzy nie chcą dorastać

Kolejnym wstrząsem dla społeczeństwa w Japonii była rewolucja przemysłowa w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wielu Japończyków skupiło się na pracy, która stała się ich sensem życia. Posiadanie rodziny nie jest już tak atrakcyjne, jak dawniej, a w piramidzie potrzeb dużo wyżej znajduje się sukces zawodowy. Japonki na pierwsze dziecko bardzo często decydują się po 35 roku życia i nie posiadają ich więcej. Dziś społeczeństwo to jest co prawda jednym z najbardziej jednolitych pod względem narodowości, ale też gwałtownie się starzeje. Na 27,7 % osób powyżej 64 roku życia w Japonii jest zaledwie 12,3% dzieci poniżej 15 lat. Chociaż w strukturze społecznej dominują osoby w wieku produkcyjnym, za kilkadziesiąt lat może to być ogromny problem dla Japonii. Zwłaszcza, że postęp medycyny i zdrowy styl życia jaki prowadzą Japończycy, sprawiają, że stają się oni narodem długowiecznym. Wśród dziesięciu obecnie najstarszych ludzi na świecie, czterech z nich to obywatele Kraju Kwitnącej Wiśni. Młodzi nie chcą dorosnąć, a starzy boją się zestarzeć. Tak najprościej można opisać to, co dzieje się dziś z Japończykami.

Japończycy to naród, który nie boi się testować i próbować. Obok silnego przywiązania do tradycji, paradoksalnie występuje też u nich bardzo duży nacisk na innowacyjność. Wiele tematów tabu (z europejskiego punktu widzenia) w Japonii jest obecnych na porządku dziennym. Pomijając technologię, patenty i wynalazki, to w Japonii jako pierwsze pojawiły się choćby firmy oferujące uroczysty pogrzeb własnego zwierzaka czy zamienianie ludzkich prochów w diament. W Japonii wszystko jest produktem.

Jest też ciemna strona rozwoju technologicznego - osamotnienie. Rośnie liczba młodych Japończyków, którzy wybierają życie wirtualne. Tworzą tam związki z wyimaginowanymi postaciami. Nikogo nie dziwi fakt, że możesz mieć dziewczynę-robota lub poślubić rzecz np. ulubioną poduszkę. Na ile jest to pewna rola i sprzeciw wobec rzeczywistości, a na ile właśnie smutna rzeczywistość nie do końca wiadomo. Z jakiegoś jednak powodu młodych ludzi nie kusi zakładanie rodzin i prawdziwe relacje. Wielu z nich jest bardzo nieszczęśliwych, nie radzi sobie z przeżywaniem emocji i społecznych zależności. Japonia jest na drugim miejscu w rankingu samobójstw popełnianych przez osoby młode. Choć liczba ta spada, to wciąż wynosi ona zaskakujące 19,5 samobójstw na każde 100 tys. mieszkańców. Przy populacji liczącej ponad 127 mln. Japończyków, liczba ta staje się naprawdę przerażająca.

Wierzą w to kim są

W dzisiejszej Japonii chrześcijaństwo przeżywa odrodzenie, choć nie bez pewnych trudności. Według badań Pew Research Center z 2010 roku, 900 tys. mieszkańców tego wyspiarskiego kraju deklarowało się jako protestanci a ponad 400 tys. jako katolicy. Dziś to już 3% z całej populacji. Wśród nich spora liczba to jednak przyjezdni. Największa i najprężniejsza wspólnota katolicka istnieje do dziś w okolicach Nagasaki. Jak mówił w jednym z wywiadów ks. Peter Baekelmans (proboszcz parafii Sakai):

"Rozmawiałem z wieloma kapłanami buddyjskimi. Rzeczą, której oni nie potrafią dokonać, jest przyciągnięcie ludzi i przekonanie ich do religii buddyjskiej. Zazdroszczą oni nam - księżom katolickim pełnych kościołów podczas nabożeństw oraz świeckich angażujących się w życie Kościoła. To jest coś, czego oni nie mogą osiągnąć".

Pozostałe religie wcale nie mają łatwiej. Najwięcej jest buddystów, ale to zaledwie 36 proc. Można powiedzieć, że ludzi wierzących w Japonii jest łącznie niecałe 48%. A co z resztą? Mówią "Shintō ", ale w co wierzą naprawdę, trudno powiedzieć. Bo Shintō to w domyśle po prostu Japończyk. Wierzą w to kim są.

Szymon Żyśko - dziennikarz i redaktor DEON.pl. Autor książki "Po tej stronie nieba. Młodzi święci". Prowadzi autorskiego bloga www.nothingbox.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kraj, w którym Kościół przetrwał pomimo braku księży
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.