Zadzwoń do dziadków. Póki jeszcze odbierają
Dzień Babci i Dzień Dziadka pojawiają się w kalendarzu każdego roku jak łagodne przypomnienie o kimś, kto od zawsze był obecny gdzieś na obrzeżach naszej codzienności – w domu pachnącym herbatą, w kuchni, w której zawsze coś się gotowało, w pokoju z fotelem stojącym dokładnie w tym samym miejscu od lat. W dzieciństwie obecność dziadków wydaje się tak naturalna i stała, że nie poświęcamy jej szczególnej uwagi; są po prostu częścią świata, równie oczywistą jak zmiana pór roku, jak niedzielny obiad, jak ciepły koc, którym przykrywają nas, gdy zasypiamy na kanapie.
Dopiero z czasem zaczynamy rozumieć, że to, co w dzieciństwie wydawało się niezmienne, w rzeczywistości podlega temu samemu prawu co wszystko inne – powolnemu, nieodwracalnemu przemijaniu.
Najpierw przyjeżdżamy rzadziej, bo szkoła, potem studia, praca, własne mieszkanie, własne sprawy i obowiązki, które zawsze wydają się pilniejsze niż rozmowa przy stole. Tłumaczymy sobie, że jeszcze zdążymy, że dziadkowie są, że nic się przecież nie zmieniło, że przecież zawsze tak było. To złudzenie stałości bliskich – mechanizmem, dzięki któremu nie żyjemy na co dzień w ciągłym lęku przed utratą. Dopóki ktoś jest obecny od zawsze, nasz mózg traktuje go jak element krajobrazu, coś, co będzie trwać niezależnie od naszej uwagi. To wygodne złudzenie, bo pozwala nam skupić się na własnym życiu, własnych celach i własnym biegu. Problem zaczyna się wtedy, gdy krajobraz zaczyna się zmieniać, a my orientujemy się, że nie zauważyliśmy momentu, w którym wszystko zaczęło wyglądać inaczej.
W pewnej chwili słyszymy w głosie dziadka drżenie, którego wcześniej nie było, widzimy, że babcia wolniej wstaje z krzesła, że pamięć płata figle, że schody stały się przeszkodą, a codzienne czynności wymagają więcej wysiłku niż kiedyś. Dom, który zawsze był pełen dźwięków, zaczyna być cichszy. Rozmowy częściej dotyczą zdrowia niż planów. I dopiero wtedy dociera do nas, że czas nie stoi w miejscu, nawet jeśli przez lata udawaliśmy, że tak właśnie jest. Każda nieodbyta rozmowa staje się rozmową, której być może już nigdy nie odbędziemy, a każda odłożona wizyta – wizytą, która kiedyś okaże się niemożliwa.
Dziadkowie są pierwszym realnym spotkaniem z przemijaniem. Rodzice wciąż wydają się silni, my sami jesteśmy pochłonięci własną przyszłością, ale to właśnie oni pokazują nam kierunek, w którym nieuchronnie zmierza każdy człowiek. Ich ciało staje się słabsze, ich tempo wolniejsze, ich pamięć mniej pewna i trudno patrzeć na to bez niepokoju, bo w ich twarzach zaczynamy widzieć własną przyszłość. W świecie, który obsesyjnie skupia się na młodości, wydajności i rozwoju, starość bywa tematem niewygodnym, odsuwanym na margines, ukrywanym za drzwiami mieszkań i szpitalnych sal. A jednak to właśnie dziadkowie przypominają nam, że człowiek nie jest projektem do nieustannego ulepszania, lecz istotą, która rodzi się, dorasta, starzeje i odchodzi, i że w tym cyklu nie ma nic wstydliwego, choć współczesna kultura często próbuje nam wmówić coś innego.
Żyjemy w rzeczywistości, która premiuje tempo i nowość. Wszystko musi być szybkie, aktualne, dynamiczne. Komunikacja odbywa się błyskawicznie, informacje pojawiają się i znikają w ciągu kilku sekund, a uwaga stała się najcenniejszym towarem naszych czasów. W tym świecie dziadkowie bywają jak ostatnie miejsce, w którym czas płynie wolniej. Przy nich rozmowy nie są przerywane powiadomieniami, cisza nie jest niezręczna, a obecność drugiego człowieka nie wymaga natychmiastowej reakcji. To przestrzeń, której coraz częściej brakuje nam w codziennym życiu – przestrzeń zwykłego bycia razem, bez celu, bez planu, bez potrzeby „produkowania” czegokolwiek.
W relacji z dziadkami jest też coś, czego nie daje żadna inna więź – miłość pozbawiona projektu. Rodzice wychowują, korygują, wymagają, martwią się o przyszłość, widzą w nas potencjał do wykorzystania. Dziadkowie częściej przyjmują nas takimi, jakimi jesteśmy. Nie oczekują, że będziemy najlepsi, najszybsi, najbardziej ambitni. Cieszą się samą obecnością. W świecie, który nieustannie każe nam się porównywać, rozwijać i poprawiać, taka bezwarunkowa akceptacja staje się rzadkością, a jednocześnie jedną z najgłębszych potrzeb ludzkiej psychiki.
Z biegiem lat coraz wyraźniej widzimy, że to nie prezenty i uroczyste okazje są najważniejsze, lecz zwyczajne chwile: obieranie ziemniaków przy stole, wspólne oglądanie serialu, rozmowy o pogodzie, o sąsiadach, o dawnych czasach. W tych pozornie banalnych momentach kryje się pamięć pokoleń – historia rodzin, miast, wsi, kraju, świata, którego już nie znamy z własnego doświadczenia. Dziadkowie pamiętają czasy bez internetu, często bez telefonów, czasem bez prądu, pamiętają wojny, kryzysy, biedę, odbudowę, przemiany, które dla nas są już tylko rozdziałem w podręczniku. Gdy odchodzą, znika całe jedno pokolenie pamięci – historie, których nie zapisano, słowa, których nie zdążyliśmy usłyszeć, doświadczenia, których nie da się już odtworzyć.
Pewnego dnia przychodzi moment, gdy telefon, który dzwonił regularnie, milknie na zawsze, a dom, który zawsze był pełen dźwięków, staje się pusty. Wtedy pojawia się myśl, która wraca u wielu ludzi jak echo: że można było częściej przyjeżdżać, częściej dzwonić, częściej słuchać, zadawać więcej pytań, spędzać więcej czasu bez pośpiechu. To jeden z najbardziej uniwersalnych żalów dorosłości – świadomość, że odkładaliśmy bliskość na później, aż później przestało istnieć. Że wierzyliśmy w nieskończoną ilość czasu, choć nikt nam jej nigdy nie obiecał.
Dlatego Dzień Babci i Dzień Dziadka może być czymś więcej niż symboliczną datą w kalendarzu. Może być momentem, w którym na chwilę zatrzymujemy się w biegu i przypominamy sobie, że relacje nie trwają same z siebie, że potrzebują obecności i uwagi, i że niektóre rozmowy trzeba odbyć, póki jeszcze jest z kim je prowadzić. W świecie planowania przyszłości dziadkowie uczą nas jednej z najważniejszych umiejętności: bycia tu i teraz, w zwykłym momencie, który dopiero z perspektywy lat okazuje się bezcenny.
Jeśli więc dziś masz taką możliwość, zadzwoń. Przyjedź. Posiedź chwilę bez pośpiechu. Zapytaj o rzeczy, o które nigdy wcześniej nie pytałeś. Posłuchaj historii, nawet jeśli słyszałeś je już wiele razy. Nie dlatego, że wypada, ale dlatego, że są to chwile, których później nie da się odzyskać, a które w rzeczywistości tworzą najważniejsze fragmenty naszego życia.
Bo pamięć, choć piękna, nigdy nie zastąpi obecności.
Zadzwoń do dziadków.
Póki jeszcze odbierają.
Skomentuj artykuł