Dron odkrył tajemnicę benedyktyna. Zakonnik stał się sławny
Pewnego sierpniowego popołudnia dron przeleciał nad turbiną wiatrową w Rhode Island i uchwycił widok, który zszokował miliony internautów. Na samym szczycie gigantycznej konstrukcji, kilkadziesiąt metrów nad ziemią, opalał się benedyktyn, brat Joseph Byron. Nagranie stało się hitem Internetu, a do klasztoru zaczęli dzwonić dziennikarze, dawni znajomi, a nawet przedstawiciele Watykanu.
Brat Joseph Byron wszedł na górę w poszukiwaniu spokoju, ale zamiast ciszy usłyszał bzyczenie urządzenia. Drona wysłał turysta z pobliskiego pola golfowego, który chciał z bliska obejrzeć pierwszą w regionie przemysłową turbinę wiatrową. Film trafił do sieci i błyskawicznie stał się popularny, co pozwoliło odnaleźć zakonnika nawet kolegom ze studiów, którzy od lat nie wiedzieli, co się z nim dzieje.
Pionier w habicie
Joseph Byron przybył do opactwa Portsmouth w 1981 roku, aby pracować w tamtejszej szkole z internatem. Po kilku latach przyjął katolicyzm i wstąpił do klasztoru, jednak jego przywiązanie do ziemi i natury narodziło się znacznie wcześniej, podczas dzieciństwa spędzonego na farmie w Massachusetts. „Moją miłością zawsze była ta posiadłość i próba dbania o nią, utrzymywania jej w dobrym stanie” – mówi brat Joseph Byron.
Pomysł na budowę turbiny zrodził się z mniejszych inicjatyw ekologicznych, takich jak instalacja energooszczędnych żarówek i nowoczesnych okien. W 2005 roku, po wykładzie o odnawialnych źródłach energii, społeczność stanęła przed wyborem: elektrownia czy wiatrak. Wybór padł na wiatr, a brat Joseph otrzymał zadanie sprawdzenia, czy jedna maszyna wystarczy, by zasilić klasztor i szkołę.
Demokracja pod wiatrakiem
Pierwszym krokiem był kontakt z państwowym urzędem ds. energetyki, gdzie eksperci nauczyli mnicha zasad działania sieci energetycznej. Celem nie było zbudowanie największej możliwej wieży, ale dopasowanie maszyny do lokalnych wiatrów i potrzeb opactwa. Ostatecznie wybrano turbinę Vestas o mocy 660 kilowatów.
Najtrudniejszym etapem projektu było jednak zdobycie zaufania lokalnej społeczności. Zakonnik osobiście chodził od drzwi do drzwi, rozmawiał z sąsiadami i organizował publiczne spotkania. Eksperci cierpliwie odpowiadali na pytania dotyczące hałasu, rzucanego cienia, lodu spadającego z łopat oraz ewentualnych zakłóceń sygnału telewizyjnego.
Przekonać nieprzekonanych
Aby udowodnić bezpieczeństwo i brak uciążliwości maszyny, brat Joseph Byron wybrał dla siebie pokój w klasztorze położony najbliżej wieży. „Gdyby to było uciążliwe, to musiałbym z tym żyć” – mówi brat Joseph Byron. Przyznaje, że początkowo dźwięk pracującej turbiny go budził, ale po dwóch tygodniach to cisza stała się powodem do niepokoju, sugerując awarię urządzenia.
Projekt stał się realnym testem dla wartości ekologicznych, których szkoła nauczała swoich uczniów. Miasto, które nie posiadało odpowiednich przepisów dla takich konstrukcji, wydało specjalną zgodę. Fundusz Energii Odnawialnej Rhode Island wsparł inicjatywę kwotą 450 tysięcy dolarów, a pozostałą część kosztów pokrył klasztor. Całość inwestycji wyniosła nieco ponad milion dolarów.
Logistyka i liczby
Budowa była operacją międzynarodową. Wieża przyjechała ciężarówkami z Dakoty Północnej, łopaty wykonano w Danii, a gondolę i generator sprowadzono z Włoch. Po dotarciu wszystkich części na miejsce w marcu 2006 roku, ekipy montażowe postawiły turbinę w zaledwie dwa dni. Konstrukcja mierzy około 73 metry wysokości, licząc do czubka łopaty.
Ekonomia projektu okazała się sukcesem. Maszyna produkuje średnio 1,1 miliona kilowatogodzin rocznie, co pokrywa 40% zapotrzebowania opactwa i szkoły na prąd. Inwestycja zwróciła się w całości w zaledwie trzy i pół roku. Zamiast jednak zatrzymać oszczędności, mnisi podjęli decyzję o dalszych inwestycjach w środowisko.
Miliony na zielone cele
Klasztor przekazał około 600 tysięcy dolarów na specjalny fundusz szkolny, z którego finansowane są kolejne projekty, takie jak wymiana oświetlenia czy zakup elektrycznych pojazdów technicznych. „Nigdy nie wzięliśmy tych pieniędzy z powrotem. Po prostu wpompowaliśmy je w zielone projekty dla szkoły” – mówi brat Joseph Byron.
Turbina stała się również stałym elementem życia szkolnego. Uczniowie, wyposażeni w odpowiedni sprzęt asekuracyjny, wchodzą do wnętrza wieży. Szacuje się, że na jej szczyt dotarło już ponad 800 osób. Dla wielu uczniów wejście na górę stało się punktem obowiązkowym do zrealizowania przed ukończeniem szkoły.
Wielki remont po latach
Obecnie, po 20 latach nieprzerwanej pracy, maszyna przechodzi gruntowny przegląd i naprawę. Specjaliści wymieniają zużyte łożyska i serwisują przekładnię oraz generator. 23-metrowe łopaty zostały zdemontowane, aby przejść proces renowacji i powlekania ochronnego.
Modernizacja turbiny zbiega się w czasie z istotną zmianą w amerykańskiej energetyce. Według danych za pierwszą połowę 2026 roku, produkcja energii z wiatru i słońca w USA wzrosła o 10%, przewyższając generację z węgla oraz atomu. Dzieje się tak pomimo politycznych prób ograniczenia rozwoju sektora odnawialnego przez administrację Trumpa.
Zakonnik ma nadzieję, że łopaty turbiny zaczną się ponownie kręcić przed końcem lata i będą służyć przez kolejne dwie dekady. Brat Joseph Byron nadal regularnie wchodzi na wieżę, a po latach doświadczenia robi to już bez konieczności używania uprzęży. „Jeśli turbina się zatrzymywała, budziłem się i pytałem: dlaczego nie działa?” – mówi brat Joseph Byron.
NCR/łs
Skomentuj artykuł