Influencer z Ukrainy wjechał autem nad Morskie Oko. Teraz wydał oświadczenie
Nagranie sportowego samochodu jadącego w stronę Morskiego Oka wywołało ogromne emocje w sieci. Teraz ukraiński influencer zabrał głos i opublikował oświadczenie w języku polskim. Tłumaczy, że na miejsce doprowadziła go nawigacja, a podniesiony szlaban miał sprawić, że nie zauważył zakazu wjazdu.
Ukraiński influencer
Influencer wyjaśnił, że trasę do Morskiego Oka wyznaczył według nawigacji samochodowej, która doprowadziła go na miejsce. – Jak się później okazało, przy wjeździe na teren rezerwatu znajdował się szlaban, który powinien zatrzymać mój przejazd. Jednak go nie zauważyłem, ponieważ był podniesiony – tłumaczył w nagraniu.
"To moja wina. Jestem człowiekiem i mogę popełniać błędy"
Andrij podkreślił, że w trakcie przejazdu nie spotkał przedstawicieli parku, służb ochrony ani policji. Przyznał również, że nie zauważył znaku zakazu ruchu i bierze za to odpowiedzialność. – To moja wina. Jestem człowiekiem i mogę popełniać błędy. Mimo wszystko niczego nie ukradłem, niczego nie uszkodziłem i nikomu nie zrobiłem krzywdy. Przepraszam, jeśli uraziłem czyjeś uczucia – dodał.
W oświadczeniu odniósł się także do potencjalnych konsekwencji prawnych. – Jeśli chodzi o moją deportację, wróciłem już do Ukrainy, dlatego nie można mnie deportować, ponieważ opuściłem Polskę dobrowolnie. Jeżeli chodzi o ewentualne ograniczenie możliwości poruszania się po terytorium Polski przez następne pięć lat, uważam takie stwierdzenia za bezpodstawne, ponieważ wjazd do strefy objętej zakazem bez popełnienia przestępstwa sam w sobie nie stanowi podstawy do nałożenia takiego ograniczenia – podsumował.
Skomentuj artykuł