Po Bahrajnie czas na Grand Prix Australii

Po Bahrajnie czas na Grand Prix Australii
Lewis Hamilton poznawał tajniki żeglowania na jachcie w porcie w Sydney (fot. PAP/EPA/PAUL MILLER)
PAP/PR

W najbliższy weekend kierowcy Formuły 1 będą po raz drugi w tym sezonie walczyć o punkty do mistrzostw świata podczas Grand Prix Australii na torze Albert Park. Dość szybki obiekt w Melbourne powinien odpowiadać Robertowi Kubicy i jego zespołowi Renault.

"Bardzo odpowiadają mi tory uliczne, choć Albert Park nie jest typowym torem ulicznym, to jednak jeździ się na nim podobnie. Jest dosyć wymagającym obiektem i każdego dnia panują na nim inne warunki, bo z każdym okrążeniem jest coraz bardziej nagumowany. Najbardziej trzeba uważać na piątkowych treningach, żeby nie wylądować na ścianie" - powiedział Kubica. "Najwięcej problemów jest tu zawsze z przyczepnością, więc przygotowując się do wyścigu najwięcej uwagi musimy poświęcić sterowności bolidu i jego stabilność podczas hamowania. Ciężko się tu wyprzedza, bo poza torem jazdy tor jest dość brudny. Największe szanse daje zakręt numer trzy oraz 13. Po pierwszym starcie w Bahrajnie i porównaniu możliwości innych ekip utwierdziłem się w przekonaniu, że Albert Park będzie dla nas dobrym torem, na którym uda nam się wykorzystać potencjał naszych bolidów" - dodał.

Przed dwoma tygodniami Kubica miał pecha podczas Grand Prix Bahrajnu inaugurującego sezon MŚ. Zaraz po starcie z jadącego tuż przed nim pojazdu Australijczyka Marka Webbera z Red Bull-Renault wydobyła się chmura czarnego dymu, przez co Polak musiał wyhamować, a w zamieszaniu w bok jego Renault uderzył Niemiec Adrian Sutil z Force India-Mercedes. Po tym incydencie obaj spadli na koniec stawki.

W dalszej części wyścigu Kubica odrobił część strat, ale zdołał się przesunąć na 11. pozycję. Drugi kierowca francusko-luksemburskiej ekipy Rosjanin Witalij Pietrow zakończył swój debiut w Formule 1 po 14 okrążeniach. Zjechał do alei serwisowej zmienić opony, ale już nie wrócił na tor, bowiem technikom nie udało się usunąć problemów technicznych w jego R30.

"Zimę przepracowaliśmy bardzo solidnie, więc dobrze byłoby się wreszcie zrównać z konkurencją. Mimo nieprzewidzianych zawirowań prasę swojego bolidu w Bahrajnie oceniam raczej pozytywnie, choć na pewno nie wykorzystaliśmy całego naszego potencjału w kwalifikacjach i w wyścigu, bo w obu przypadkach realne było siódme miejsce" - powiedział Polak. "Nasz bolid ma dużo mocnych stron i wciąż mocno pracujemy nad poprawą osiągów. A wyścig z czasem odbywa się nie tylko na torze, ale i w fabrykach, które ciągle produkują ulepszone części. W Enstone nasz team pracuje nad poprawkami 24 godziny na dobę i siedem dni w tygodniu" - dodał.

Poprzednie trzy starty w GP Australii, która do ubiegłego roku otwierała sezon, były dla Kubicy pechowe. W 2007 roku nie dotarł do mety z powodu awarii skrzyni biegów, a jego dwa kolejne występy na Albert Park zakończyły kraksy spowodowane przez Japończyka Kazukiego Nakajimę z Williams-Toyota i Niemca Sebastiana Vettela z Red Bull-Renault.

Nowy sezon jest dość eksperymentalny, a największy wpływ na przebieg rywalizacji ma zakaz tankowania paliwa co oznacza, że wszyscy startują z pełnymi bakami. To spowalnia tempo jazdy i powoduje, że kierowcy uzyskują gorsze czasy, mają też utrudnione wyprzedzanie rywali.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Po Bahrajnie czas na Grand Prix Australii
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.