Problemy podróżnych na Bliskim Wschodzie. Tysiące Polaków nie może wrócić do kraju
Jak informuje portal money.pl po weekendowym paraliżu ruchu lotniczego tysiące polskich obywateli próbuje opuścić Bliski Wschód. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wskazuje, że najsprawniejsza ewakuacja z Izraela czy Jordanii jest obecnie możliwa drogą przez Egipt, gdzie transport lotniczy funkcjonuje bez większych zakłóceń. Jednocześnie sytuacja na głównych lotniskach w regionie Zatoki Perskiej pozostaje trudna ze względu na ogromną liczbę pasażerów czekających na udrożnienie połączeń w Dubaju czy Dosze.
Resort dyplomacji apeluje do rodaków o niezwłoczne zgłaszanie swojej lokalizacji w systemie Odyseusz, co ma ułatwić koordynację działań pomocowych. Kluczową informacją dla osób przebywających w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest porozumienie z tamtejszą administracją, dzięki któremu turyści zmuszeni do przedłużenia pobytu mogą liczyć na pokrycie kosztów hotelowych przez lokalne władze.
- Apelujemy bardzo, by wszyscy (Polacy, którzy przebywają w regionie konfliktu, a chcą wrócić do kraju - red.) wpisywali się do systemu Odyseusz (rządowy system, który umożliwia zgłoszenie pobytu za granicą - red.). Zapewne ta liczba tych, którzy będą chcieli wrócić do kraju szybciej, będzie więcej. Chcę jasno powiedzieć, że jeśli chodzi o ZEA - kraj, w którym jest najwięcej Polaków, miejscowe władze, w porozumieniu z nami, zadeklarowały, że każdy komu się kończy pobyt w hotelu, będzie mógł na koszt miejscowych władz tam zostać. Wczoraj przysyłano już do nas zaświadczenia w tej sprawie - Marcin Bosacki, cytowany przez money.pl.
Mimo ogromnego obciążenia linii telefonicznych, służby konsularne pracują w trybie ciągłym, a dla potrzebujących uruchomiono dedykowaną infolinię.
Źródło: money.pl / red
Skomentuj artykuł