11-letnia Polka zmarła na Krecie. „Obsługa się rozmyła
Grecka policja prowadzi dochodzenie w sprawie śmierci 11-letniej Polki, która została znaleziona nieprzytomna w basenie hotelowym podczas rodzinnych wakacji na Krecie – czytamy w Onecie. Zatrzymano pięć osób związanych ze sprawą – rodziców dziewczynki w wieku 41 i 45 lat oraz pracowników hotelu, w tym ratownika odpowiedzialnego za bezpieczeństwo na basenie.
Świadkowie podkreślają, że obsługa hotelowa nie była przygotowana na sytuację kryzysową. – Obsługa się rozmyła. Krzyczeliśmy głośno o defibrylator lub torbę podstawową, gdzie byłby resuscytator ręczny. Ratownik powinien to mieć. Nikt nic nie przyniósł. Po całej sprawie torba została uzupełniona – widzieliśmy, jak ratownicy wynoszą ją gdzieś zza recepcji i dopiero niosą na stanowisko, na którym pracowali – relacjonuje pan Łukasz, fizjoterapeuta, który wraz z żoną lekarką podjął próbę reanimacji dziecka.
Obsługa hotelu nie miała pojęcia, co robić
Małżeństwo dowiedziało się o wypadku podczas posiłku. Gdy usłyszeli wołanie o lekarza, natychmiast udali się do basenu. – Ratowniczka, młoda dziewczyna, stała sparaliżowana – opisuje pan Łukasz. Przez 20 minut, do przyjazdu służb ratunkowych, prowadził wraz z żoną resuscytację krążeniowo-oddechową. Obsługa hotelu, mimo próśb, nie dostarczyła niezbędnego sprzętu medycznego.
Różne wersje przebiegu akcji ratunkowej
Według relacji świadków, na miejscu jako pierwsi pojawili się policjanci, którzy jedynie obserwowali sytuację. Zespół ratownictwa medycznego przybył po około 20-22 minutach, początkowo tylko z noszami. Dopiero później wrócili po torbę ze sprzętem medycznym. Inny świadek twierdzi, że na pomoc dziecku ruszyli wyłącznie turyści.
Tymczasem greckie media przedstawiają inną wersję. Informują, że ratownik natychmiast przystąpił do udzielania pierwszej pomocy, a na miejsce szybko wezwano karetkę.
Skomentuj artykuł