"Katarzyna W. powtarzała, że to był wypadek"

PAP / drr

Katarzyna W. wielokrotnie twierdziła, że jej córeczka zginęła w wyniku wypadku - zeznała w poniedziałek przed katowickim sądem dawna przyjaciółka oskarżonej Natalia P. Jak mówiła, zarzuciła W., że zarabia na śmierci dziecka; ta miała odpowiedzieć, że z czegoś musi żyć.

Katarzyna W. jest oskarżona o zabicie swej półrocznej córki Magdy. Sprawa zaczęła się 24 stycznia 2012 r., gdy policja przekazała mediom informację o zaginięciu dziewczynki z Sosnowca. Według pierwszej relacji matki, Magda miała zostać porwana z wózka w centrum miasta. Później Katarzyna W. przyznała się do ukrycia ciała. Jak twierdzi, niemowlę zginęło w wypadku.

Natalia P. przyjaźniła się z Katarzyną W., razem chodziły do szkoły. Już po śmierci Magdy odwiedzała ją w szpitalu. Wielokrotnie rozmawiały na temat urodzenia i wychowania dziecka. Wielokrotnie powracał temat śmierci Magdy.

W. mówiła koleżance, że córka wyślizgnęła jej się i uderzyła o próg. Dziecko przestało oddychać, a główka była bezwładna. - Patrząc mi w oczy, powiedziała, że to był wypadek i że córka wypadła jej w rąk - powiedziała przed sądem Natalia P.

Według Natalii P. Katarzyna twierdziła też, że próbowała udzielić dziecku pierwszej pomocy. Świadek dodała, że w szkole miały kurs pierwszej pomocy.

Podczas jednego ze spotkań Katarzyna W. miała też powiedzieć przyjaciółce, że prokuratura nigdy nie dojdzie do prawdy i że gdyby miała przeciwko niej dowody, to już byłaby w więzieniu. Podtrzymała zarazem twierdzenie, że był to wypadek.

Podczas spotkania z przyjaciółką w Krakowie Katarzyna W. umówiła się w jednym z lokali na spotkanie z dziennikarzem, obok z samochodu ktoś robił zdjęcia. - Pytałam, jak może sprzedawać śmierć dziecka. Odpowiadała, że sprzedaje swoje własne życie - zeznała Natalia P.

Natalia P. była piątym przesłuchanym w poniedziałek świadkiem. Wcześniej zeznawały m.in. osoby, które znalazły Katarzynę W. po sfingowaniu przez nią porwania dziecka. Jak relacjonowały, Katarzyna W. najpierw sprawiała wrażenie nieprzytomnej, a po chwili nagle się ocknęła.

Mieszkanka Sosnowca zeznająca przed katowickim sądem w sprawie śmierci półrocznej Magdy twierdzi, że przed zgłoszeniem zaginięcia dziecka dwukrotnie widziała matkę niemowlęcia w miejscu, gdzie później znaleziono zwłoki dziewczynki. Raz miała tam być z matką i bratem.

Wiarygodność Jadwigi J. kwestionuje obrona; prokuratura uważa, że jest to wiarygodny świadek.

Jadwiga J. rozpoczęła zeznania od informacji, że codziennie dla utrzymania kondycji wybiera się na długie spacery. Relacja kobiety była niezwykle szczegółowa. Mówiła dokładnie którędy szła, kogo spotykała i jak był ubrany. Podczas jednego ze spacerów, 9 stycznia ub. roku, w pobliżu miejsca, gdzie później znaleziono ciało małej Magdy, zauważyła trzy głośno zachowujące się osoby. Wówczas sądziła, że przy zrujnowanym budynku kolejowym trwają jakieś prace.

Dziś jest przekonana, że wśród napotkanych wtedy osób była Katarzyna W. W pobliżu - według świadka - stał jasny dziecięcy wózek. Kiedy wróciła w to miejsce, zauważyła świeżo wykopany dół, głęboki na pół metra, ślady po wózku, szpadel i śmieci. "Jezus Maria, czy te pierońskie meliniarze mieli zakopać tu dziecko?" - pomyślała wtedy.

Kobieta długo nie chciała powiedzieć, kogo - poza Katarzyną W. - miała wtedy spotkać przy budynku kolejowym; mówiła, że się obawia. Dopiero pod koniec przesłuchania oświadczyła, że poza oskarżoną była tam jej matka i brat.

20 stycznia w tej samej okolicy Jadwiga J. miała ponownie zauważyć najpierw wózek, a po chwili Katarzynę W., która zachowywała się, jakby czegoś szukała. Widać było bardzo duże zdenerwowanie, agresję, ale i zakłopotanie, że została zauważona - mówiła J. Później świadek obserwowała kobietę i odniosła wrażenie, jakby ta coś przenosiła.

Zwróciła uwagę, że tego dnia była bardzo brzydka pogoda. Nikt nie wychodzi w taką pogodę na spacer z dzieckiem - oceniła. "Wyczuwałam intuicyjnie, że kobieta chce zrobić coś z dzieckiem" - zeznała. Po powrocie do domu swoimi obserwacjami podzieliła się z wnuczkiem. Ten, jak mówiła, ją wyśmiał.

Następnego dnia kobieta wróciła w to samo miejsce. Zauważyła, że wcześniej wykopany dół był nienaruszony, ale obok była inna, zasypana już dziura, w kształcie kwadratu. Jadwiga J. wyraziła przekonanie, że dziecko zostało zakopane już 20 stycznia.

W zeznaniach tego świadka pojawiło się sporo informacji sprzecznych z pozostałym materiałem dowodowym. Nie zgadza się dzień śmierci dziecka, według ustaleń śledztwa doszło do tego 24 stycznia. Także kolor wózka, który widziała kobieta jest zupełnie inny niż w dokumentacji zdjęciowej dołączonej do akt. Jadwiga J. twierdzi, że na pogrzebie Magdy widziała wszystkie trzy osoby, które robiły coś przy budynku kolejowym, także Katarzynę W. Tymczasem oskarżonej nie było na uroczystościach pogrzebowych dziecka.

Oskarżenie mimo to uważa kobietę za wiarygodnego świadka. - Biegły psycholog w toku postępowania dokonał badania pani Jadwigi J. i zgodnie z jego opinią pani odtwarza dokładnie wszystkie spostrzeżenia, ma zdolność zapamiętywania (...), jednakże ostrożnie należy podchodzić do części jej zeznań w kwestii rozpoznań, gdyż może tu podlegać sugestiom - powiedział po rozprawie prokurator Zbigniew Grześkowiak.

Dodał, że wymieniane przez kobietę szczegóły dotyczące miejsca ukrycia zwłok potwierdził eksperyment procesowy, a z opinii meteorologów wynika, że zgadza się także opisywana przez nią pogoda w poszczególnych dniach. - Świadek na pewno jest wiarygodny co do tego, że mówi to, co widział - powiedział prokurator, zaznaczając, że zeznania świadka wskazują na obecność oskarżonej w miejscu ukrycia zwłok przed śmiercią Magdy, choć tego nie rozstrzygają.

Prokurator przyznał, że zeznania na temat obecności w tym miejscu także brata i matki Katarzyny W. jest nową informacją w postępowaniu. Zwrócił uwagę, że nie musi to niczego oznaczać. Wszystkie dowody wskazują, że Katarzyna W. działała sama - podkreślił.

Obrońca oskarżonej mec. Arkadiusz Ludwiczek, który podczas przesłuchania Jadwigi J. uśmiechał się, zapewnił dziennikarzy po rozprawie, że do każdych zeznań podchodzi bardzo poważnie, także i tych złożonych przez tego świadka. Przyznał, że kobieta ma dobrą pamięć do szczegółów.

- Co do wiarygodności (...), mogę tylko powiedzieć, że niech o tym, jak bardzo wiarygodny jest ten dowód, świadczy to, że świadek rozpoznał moją klientkę na pogrzebie. Wnioski sobie państwo sami wyciągnięcie - podkreślił.

Poza Jadwigą J. sąd przesłuchał w poniedziałek m.in. dawną przyjaciółkę Katarzyny W., Natalię P. Według niej matka Magdy zawsze powtarzała, że jej córeczka zginęła w wyniku wypadku.

Następna rozprawa 7 maja. Wśród wezwanych na ten termin świadków są bliscy oskarżonej.

Zdaniem prokuratury Katarzyna W. udusiła swoją córkę, a plan zabójstwa przygotowywała co najmniej od 19 stycznia, wcześniej próbując zatruć córkę tlenkiem węgla. 24 stycznia miała cisnąć dzieckiem o podłogę, a kiedy okazało się, że mimo to niemowlę przeżyło, dusić je przez kilka minut. Na początku lutego ub. roku ciało dziecka znaleziono w zrujnowanym budynku w parku przy torach kolejowych w Sosnowcu.

23-letnia Katarzyna W. oświadczyła na początku procesu, że nie przyznaje się do zarzutu i odmówiła złożenia wyjaśnień. Według obrony Magda zmarła na skutek wypadku. Według oskarżonej dziecko wypadło jej z rąk na podłogę, gdzie zmarło po kilku nieudanych próbach nabrania powietrza.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

"Katarzyna W. powtarzała, że to był wypadek"
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.