Komisja śledcza przesłuchuje Cichockiego

Posłowie liczą, że dzięki zeznaniom Cichockiego uda się zlokalizować przeciek o akcji CBA (fot. PAP/Leszek Szymański)
PAP / wab

Podczas spotkania z premierem 14 sierpnia 2009 roku, ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński jednoznacznie stwierdził, że w dowodach zgromadzonych przez Biuro w sprawie afery hazardowej "do tej pory nie ma dowodów na popełnienie przestępstwa" - mówił przed komisją hazardową sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki.

Tymczasem we wtorkowych zeznaniach Kamiński twierdził, że informował szefa rządu o tym, że "kodeks karny będzie miał zastosowanie". - Ostrzegałem, że kodeks karny będzie miał zastosowanie i zleciłem analizę prawno-karną. Ani razu nie mówiłem, że są to działania nieetyczne, ale niezgodne z prawem - mówił Kamiński.

Cichocki zeznał przed komisją zupełnie co innego.

- Kamiński jednoznacznie mówił, że materiały i dowody, które zostały zgromadzone do tej pory i są przedstawione w materiale, nie dają podstaw do stwierdzenia, że doszło do popełnienia przestępstwa, opisane wydarzenia są naganne pod względem polityczno-etycznym i będą podlegały dalszym analizom i może być tutaj zastosowany kodeks karny - relacjonował Cichocki.

Jak dodał, gdyby minister rządu lub inny ważny polityk popełnił przestępstwo, "wymagałoby to podjęcia niezwłocznych kroków".

Według Cichockiego z rozmowy wynikało, że na tym etapie zakończona jest operacja "Black Jack" (dotycząca kontaktów biznesmena z branży hazardowej Ryszarda Sobiesiaka ze Zbigniewem Chlebowskim i Mirosławem Drzewieckim), a szef CBA przynosi ją na poziom premiera, żeby to on podjął jakieś działania w tej sprawie.

Zaznaczył, że Kamińskiemu najbardziej zależało na tym, żeby nie zostało ujawnione zainteresowania CBA Sobiesiakiem, bo biznesmen związany jest z innymi operacjami prowadzonymi przez Biuro.

Cichocki powiedział, że dla niego kluczowym momentem w tej rozmowie było zwrócenie przez premiera uwagi na to, że jeśli zacznie się interesować teraz projektem nowelizacji ustawy hazardowej, to zwróci uwagę osób, które były zaangażowane w lobbing na rzecz biznesmenów z branży hazardowej.

- Mariusz Kamiński podkreśla, że najważniejszą rzeczą - i taki jest cel napisania analizy 12 sierpnia i wizyty u premiera - jest danie premierowi możliwości, żeby mógł przystąpić do działań na swoim poziomie, zadbać o kształt ustawy (nowelizacji ustawy hazardowej), żeby był korzystny dla Skarbu Państwa, nie dopuścić do niekorzystnych zmian i wyjaśnić różnego rodzaju wątpliwości, także wątpliwe działanie poszczególnych osób, w tym wypadku polityków Platformy - relacjonował dalszy przebieg spotkania sekretarz kolegium służb specjalnych.

Cichocki ocenił, że najbardziej zdumiewało go, że analiza z 12 sierpnia, która poprzedzała spotkanie Kamińskiego z premierem nie kończyła się żadnymi rekomendacjami. - Premier musiał właściwie dopytać szefa CBA, po co ten materiał został sporządzony i jakie są jego rekomendacje - relacjonował Cichocki.

Jak zaznaczył Cichocki, o ile kwestia Totalizatora Sportowego wspomniana była marginalnie, o tyle nie przypomina sobie, by kwestia umieszczania córki Sobiesiaka w zarządzie TS pojawiła się w ogóle w czasie tej rozmowy "tak precyzyjnie, jak opisywał to Kamiński" we wtorek podczas przesłuchania przez komisję.

Dopytywany, czy w czasie rozmowy padło nazwisko Magdaleny Sobiesiak odparł, że wydaje mu się, że nie. - W związku z tym, że minęło pół roku, to nie jestem w stanie stwierdzić; ze względu na przysięgę, którą złożyłem na początku nie chciałbym sformułować kategorycznego stwierdzenia" - podkreślił.

Przyznał jednocześnie, że nazwisko Ryszarda Sobiesiaka padło w trakcie spotkania u premiera.

Cichocki zeznał, że premier dopytywał szefa CBA o trzech polityków PO: Drzewieckiego, Chlebowskiego i Schetyną. - Premier pytał, czy w podobny sposób minister Kamiński ocenia rolę premiera Schetyny jak dwóch poprzednich polityków. Mariusz Kamiński podkreślał, że ocenia w inny sposób, że właściwie w zebranych dokumentach nie ma żadnego potwierdzenia wskazującego na kontakty telefoniczne premiera Schetyny z lobbystami hazardowymi - powiedział Cichocki.

Jacek Cichocki nie pamięta "kategorycznego stwierdzenia" ówczesnego szefa CBA Mariusza Kamińskiego, że w projekcie zmian w ustawie hazardowej nie ma już zapisu o dopłatach gier (nieobjętych monopolem państwa m.in. automatów do gry).

- Potwierdzenie, że znikają dopłaty w materiale CBA z 12 sierpnia 2009 r. było ulotne. To było jedno zdanie na sam koniec materiału przywołujące wypowiedź rzecznika (chodzi o wypowiedź Witolda Lisickiego, ówczesnego rzecznika wiceministra finansów, szefa Służby Celnej Jakca Kapicy, o tym że resort finansów akceptuje stnowisko ministra sportu - z 30 czerwca 2009 r. - o rezygnacji z dopłat) - mówił Cichocki komisji.

Jak dodał, z materiału nie wynikało, że "zapadła jakakolwiek decyzja o tym, by ten element (dopłaty - red.) wycofać z ustawy".

- Działania szefa CBA od pierwszego spotkania, 14 sierpnia z panem premierem, traktowałem, jako działania w ramach tarczy antykorupcyjnej i działania, których celem jest uprzedzenie premiera o niepokojącym zjawisku nim przestępstwa się dokonają, a szkoda zostanie wyrządzona - w ten sposób Cichocki odniósł się do pytania Stefaniuka, czy postrzegał wtedy działania Kamińskiego, jako prowokację polityczną.

Dodał, że miał pewne wątpliwości, co do samego materiału przygotowanego przez CBA i jego kształtu, bo - jak dodał - "był on absolutnie bezprecedensowy". Podkreślił, że takich materiałów nigdy wcześniej, ani później od żadnej służby nie otrzymał.

"Nie mam jednoznacznej wiedzy o przecieku"

Cichocki pytany, czy według jego wiedzy nastąpił przeciek o operacji CBA wobec Sobiesiaka, zaznaczył, że zgodnie z materiałami przekazanymi premierowi Donaldowi Tuskowi we wrześniu 2009 r. przez ówczesnego szefa tej Służby Mariusza Kamińskiego, do przecieku doszło.

Mariusz Kamiński mówił we wtorek przed komisją śledczą, że 11 września wysłał do premiera pismo, w którym informował szefa rządu o tym, że nastąpił przeciek o akcji CBA. Dzień wcześniej Kamiński poinformował Cichockiego o tym piśmie.

Jak mówił w środę Cichocki, "z materiałów, które przekazało CBA we wrześniu wynika, że Sobiesiak posiadł wiedzę o tym, że jest w zainteresowaniu służby specjalnej, prawdopodobnie CBA". – Z tych materiałów, których nie podważam w żaden sposób, tylko na nich komisja, ja i pan premier opieraliśmy się, wynika, że tę wiedzę, że jest w zainteresowaniu (CBA) posiadł – podkreślił.

Bartosz Arłukowicz (Lewica) dopytywał Cichockiego, czy według jego wiedzy jako szefa kolegium ds. służb specjanych - a nie materiałów przekazanych premierowi we wrześniu 2009 r. przez Kamińskiego – nastąpił przeciek o akcji "Black Jack" do Sobiesiaka.

Nie posiadam dzisiaj wiedzy jednocznacznie wskazującej na przekazanie tej informacji w formie przecieku przez kogoś panu Sobiesiakowi – odparł Cichocki.

Dodał, że nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy Sobiesiak "posiadł tę wiedzę w wyniku przecieku – czyli świadomego przekazania mu tej informacj przez kogoś – czy posiadł ją na zasadzie swojej inteligencji i sygnałów, które odebrał od różnych ludzi".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Komisja śledcza przesłuchuje Cichockiego
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.