“Ludzkie życie toczy się rozmaitymi ścieżkami”. Słodko-gorzka opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie

“Ludzkie życie toczy się rozmaitymi ścieżkami”. Słodko-gorzka opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie
Opowiesc o poszukiwaniu swojego miejsca w swiecie. / fot. DepositPhotos
Logo źródła: MANDO Kuang Feng

Nie wszyscy odnajdują swoją drogę od razu. Czasem trzeba zgubić się wiele razy, przeżyć rozczarowanie i wrócić do punktu wyjścia, by zrozumieć, czego naprawdę się szuka. “Cukiernia w płatkach wiśni” to subtelna, słodko-gorzka opowieść o miłości, stracie i poszukiwaniu własnego miejsca w świecie. Publikujemy fragment książki. 

Często myślę o dniach, które spędziłem, spacerując nad rzeką Kamo z Emiko u boku. Pierwsza nasza wspólna przechadzka miała miejsce niedługo po moim przyjeździe do Kioto, kiedy jesienne drzewa płonęły czerwienią. Powierzchnia wody połyskiwała falującymi refleksami błękitnego nieba i  delikatnych chmur, łagodna bryza szeleściła liśćmi klonu, odsłaniając spod czerwieni odcienie pomarańczu i żółci. Ten widok napełniał serce radością i czułością. Emiko szła nieco przede mną, lekkim krokiem, i nagle się odwróciła. Wstążka w kolorze sakury przy jej kołnierzyku trzepotała na wietrze, a ona się uśmiechała. 

– Wiosną wszędzie tutaj będzie kwitła sakura. Jest tak piękna, że dosłownie zapiera dech w piersiach! Musisz przyjechać to zobaczyć!

Jej jasne oczy wystarczyły, żebym wyobraził sobie Kioto pełne wirujących różowych płatków.
Rzeka Kamo stała się naszym ulubionym miejscem na długie spacery i szczere rozmowy. To tam wybieraliśmy się po pracy w cukierni, również gdy Emiko czuła się przygnębiona i zazwyczaj wtedy, gdy z jakiegoś powodu chcieliśmy porozmawiać, idąc ramię w ramię. Wody Kamo były zawsze przejrzyste, zawsze ciągnęły się w dal, jakby przypominały nam, byśmy zawsze byli wobec siebie szczerzy. 
Podczas tych miesięcy zbytnio skupiałem się na obserwowaniu zmian na twarzy Emiko, żeby zauważyć zmiany nad rzeką. W dniu, w którym powiedziała: “Przykro mi, An-Chun”, z ogromnym zdziwieniem zorientowałem się, że wszystkie drzewa i krzewy wokół nas pożółkły i zwiędły. Nowy widok był potwornie przygnębiający i wydawało się, że sakura nie zamierzała zakwitnąć nigdy więcej. Nadchodziła niekończąca się zima. 
Postanowiłem opuścić Kioto, zanim serce pęknie mi na dobre, i pojechałem do Tokio. To właśnie w tętniącym życiem i samotnym Tokio zobaczyłem kwiaty sakury, które chciała mi pokazać Emiko. Rozkwitały na każdej ulicy i na każdym rogu, i choć ich zalew sprawiał, że wydawały się wieczne, w mgnieniu oka, przy najlżejszym powiewie wiatru znikały jak sen. 

Wszechobecny w Tokio róż nieustannie przypominał mi o wstążce na szyi Emiko, przez co nie byłem w stanie pracować, wychodzić na zewnątrz, nie mogłem nawet oddychać. Opuściły mnie wszystkie myśli poza jedną: chcę pojechać tam, gdzie nie zobaczę sakury. Tym sposobem wróciłem na Tajwan wcześniej, niż planowałem. Po przyjeździe do domu przekonałem się, że podczas mojej nieobecności mama niczego nie zmieniła. Jeśli już  – jak się zdawało  – zaprowadziła jeszcze większy porządek. Kiedy wszedłem do swojego pokoju, zastałem ją na segregowaniu mojej kolekcji mangi One Piece. Zaskoczył ją mój widok. Być może chcąc ukryć zażenowanie przyłapaniem jej na gorącym uczynku, zapytała, czy odesłano mnie do domu z  powodu niekompetencji. W  kolejnych dniach przyglądała mi się podejrzliwie, a ja udawałem, że kicham, i mówiłem: "Nic nie mogłem poradzić. Jestem uczulony na pyłki". 
Znów znalazłem się w punkcie wyjścia – na bezsensownym, oszałamiającym początku. 

To poczucie bezsensownego oszołomienia tkwiło we mnie od urodzenia i rozmywało mi drogę przed oczami niczym wrodzona krótkowzroczność. W szkole podstawowej największym koszmarem była dla mnie wypowiedź na temat: "Moje przyszłe cele". Zawsze zwlekałem do ostatniej chwili, aż w końcu pisałem, zgodnie z “zaleceniem” mamy, że moim celem jest to, żeby "być człowiekiem porządnym, zdrowym i życzliwym". Mama oczywiście źle pojmowała zadanie. Jej sugestie wyrażały to, czego każdy rodzic pragnie dla swojego dziecka, nie wskazywały jednak życiowych celów. 

Poczucie ambiwalencji towarzyszyło mi przez okres nauki w gimnazjum i liceum. W tajwańskim systemie edukacji, opartym na testach, chodzi się do szkoły, do której zostaje się przyjętym na podstawie wyników. Przez pięć lat radziłem sobie z nauką, wkładając w nią minimalny wysiłek. W klasie maturalnej moi rówieśnicy walczyli z niewidzialnymi wrogami, między innymi z własnym lenistwem; spali, dźwigając ciężar niepewnej przyszłości, i uczyli się, z przerażeniem odliczając czas do egzaminu. Ja natomiast każdego ranka przed wyjściem do szkoły beztrosko pakowałem kanapkę i kartonik mleka, a po lekcjach czasami zaglądałem do księgarni, żeby wypożyczyć shōnen – mangę akcji, chowając się za sztywnymi grzbietami książek, jakbym był złodziejem wytworów wyobraźni innych ludzi. 
W końcu dostałem się na wydział japonistyki przeciętnego uniwersytetu i po kolei imałem się różnych zajęć w niepełnym wymiarze godzin: kasjera w bufecie, sprzątacza basenów, pomocnika administracyjnego na moim wydziale, lektora w szkole języka japońskiego. Zmieniałem te posady, jakbym czegoś szukał, choć właściwie nie miałem nawet pojęcia, czego miałbym szukać. Po ukończeniu studiów postanowiłem ubiegać się o wizę pracowniczą do Japonii, ulegając żądzy podróżowania, a jednocześnie narzucając sobie wygnanie. 

A tam poznałem Emiko. 
I zostałem zdruzgotany jej zabójczą uwagą: "Przykro mi, An-Chun". 
Koniec. 
Do tamtej pory nie stawałem przed żadnymi poważnymi życiowymi dylematami ani trudnymi wyborami, dlatego nigdy nie miałem powodu ani potrzeby podejmowania wielkiego wysiłku. Ludzkie życie toczy się rozmaitymi ścieżkami; jest wśród nich i taka, na której człowiek nie daje z siebie wszystkiego – nie stara się, nie walczy, po prostu płynie z prądem. Tak jak ja teraz – siedzę po turecku w kącie mojej sypialni, do której nie dociera światło słoneczne, podjadam orzechy i przeglądam na moim blogu dziesiątki komentarzy bez odpowiedzi. 
Blog pod nazwą Dziennik wagabundy założyłem na studiach. Początkowo myślałem, że być może innym ludziom również przyszłość wydaje się mętna.
A jeśli tak jest, za rzecz naturalną uznałem to, że my, zagubieni, powinniśmy pomagać sobie nawzajem w znalezieniu drogi. Zacząłem opisywać swoje doświadczenia z pracy na kilkunastu posadach i przyciągnąłem sporą rzeszę czytelników, którzy zadawali pytania i szukali porad: na czym polega dana praca? Czy można szybko zarobić? Co robić, jeśli szef mnie oszukuje? Liczba czytelników wzrosła po moim wyjeździe do Japonii. Internauci dociekali, jak wyglądała procedura ubiegania się o wizę pracowniczą; jak zachowywać się, a jak nie podczas rozmów kwalifikacyjnych w Japonii; jak stosować język zwrotów grzecznościowych keigo, żeby nie wyjść na człowieka niekulturalnego; czy Tajwańczycy cieszą się powodzeniem u Japonek. 

Ludzie mają wiele, wiele zmartwień. Skupienie się na troskach innych łagodzi przeżywanie własnych. Nie jestem jedyny – tysiące ludzi również zadają sobie wiele pytań dotyczących życia. Dzięki tej myśli czuję się mniej samotny. 

DEON.PL POLECA



DEON.PL POLECA


Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Kuang Feng

Słodko-gorzka opowieść o poszukiwaniu nowego początku

W Japonii, pod drzewami kwitnącej wiśni, można spróbować wagashi – tradycyjnych japońskich słodyczy przypominających małe dzieła sztuki. W jednej z takich cukierni pracuje An-Chan, młody Tajwańczyk, który szuka swojego...

Skomentuj artykuł

“Ludzkie życie toczy się rozmaitymi ścieżkami”. Słodko-gorzka opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.