“Palarnia to najlepsza psychoterapeutka”. Poruszający reportaż ze szpitala psychiatrycznego
Pomiędzy stałym rytmem dnia, wyznaczanym przez posiłki, podawane leki oraz ciszę nocną. Kiedy namiastką normalności jest widok zza zakratowanego okna, a wszystkie wyjścia “do świata” są ściśle monitorowane, bariery pokoleniowe i majątkowe przestają mieć znaczenie. Patrycja Trzeszczyńska, opisuje swoje doświadczenia z zamkniętego oddziału psychiatrycznego, na który trafiła w ciężkim epizodzie depresji. Publikujemy fragment książki “Kobiety z oddziału 5B”.
Palarnia jest niezwykłym miejscem. To wysokie pomieszczenie w rozmiarze około 20 metrów kwadratowych, z okratowanym oknem, zestawem puszek po orzeszkach, robiących za popielniczki, podłogą z kafelków w kolorze grafitowym. Ściany niczym włosy są ombrè. Przy podłodze mają kolor jasnobrązowy. Następnie przechodzą w ciemny brąz, który staje się coraz intensywniejszy, tłusty, lepki, im bliżej sufitu. Ten sam smolisto-dymowy kolor pokrywa wentylator. Nie ma tu krzeseł ani ławek. Dziewczyny [współtowarzyszki z oddziału - red.] siadają więc wprost na posadzce. Niekiedy zabierają ze sobą bluzę albo siatkę na zakupy, żeby mieć izolację od podłogi i nie przeziębić pęcherza. Swoją drogą to, że po tylu w sumie godzinach przesiadywanych w palarni Dziewczyny nie dostają zapalenia dróg moczowych, jest zadziwiające.
Niemal do końca mojego pobytu w 5B [oddział szpitala psychiatrycznego - red.] palarnia dostępna była między szóstą a dwudziestą drugą, z wyłączeniem pory posiłków, obchodu i zebrania społeczności oraz podawania leków porannych, popołudniowych i wieczornych. Kiedy szykowano mnie do wypisu, pielęgniarki zaczęły rygorystycznie przestrzegać godzin otwarcia, umieszczonych na drzwiach palarni. Ten ruch był dla nas bardzo dotkliwy.
Ściany palarni pokryte są dziesiątkami napisów w języku polskim i angielskim. Układają się w palimpsest – jedne nieodwołalnie blakną, kryją je kolejne, wyraziste i zwycięskie. Po miesiącu codziennych posiadów w tym miejscu wciąż dostrzegam nowe, dotychczas przeoczone. Te wyblakłe wyłażą spod nowszych napisów, objawiają mi się z całą mocą i, co zaskakujące, zazwyczaj przychodzą do mnie te, na które jestem gotowa, albo te, które odzwierciedlają mój bieżący stan.
Więc takim jest los człowieka, że czuje się
szczęśliwym,
póki nie dojdzie do rozumu, a potem musi go stracić,
by na nowo pozyskać szczęście.
Biedaku, jakże zazdroszczę ci twojego obłędu,
nieświadomości, w której żyjesz
Goethe
Albo:
To jak sen, bardzo zły sen, powtarzany
przez wieczność,
kara odpowiednia do winy
Albo:
Większość śpi nadal, przez sen się uśmiecha,
a kto się zbudzi, nie wierzy w przebudzenie.
Krzyk w wytłumionych salach nie zna echa,
na rusztach łóżek milczy przerażenie.
Czy jeden z moich ulubionych:
Kochanie, co to za cień za tobą?
I kolejny:
† sala numer 8, 19 lipca 20.
Mój aniołek, kocham Ela.
Kiedyś znowu będziemy razem
Bez palarni, w której Dziewczyny uwalniają nagromadzone przez lata napięcie, bez wszystkich łez, utuleń, przekleństw, które się tam mieszczą i kłębią pod sufitem, nie byłoby procesu zdrowienia. Palarnia to najlepsza psychoterapeutka. To twoja poduszka, żeby się w nią wypłakać. To twoja wolność. Innej na tym piętrze nie znajdziesz. Tylko tam możesz sama o sobie decydować. Zapalisz lub nie. Ile zapalisz. Kiedy zgasisz. Czy posiedzisz dłużej, czy krócej. Czy dasz się wciągnąć w rozmowę, czy wyjdziesz. Przerwa w spaniu. Błysk ognia z zapalniczki. Pierwszy wdech i po chwili wydech. Głęboki jak u noworodka.
W palarni czas płynie inaczej. Inaczej niż w salach na piętrze. Inaczej niż na parterze. To kapsuła, eksterytorialny pomost, miejsce pośrednictwa między światami, miejsce dziwów, cudów i smutków. Sporo napisów poświęconych jest czasowi:
Czas się dłuży, d ł u ż y, d ł u ż y.
Czas to iluzja.
Albo:
Matko Boska… (tu przymiotnik utworzony od popularnej nazwy szpitala).
Przyspiesz czas, niech szybciej płynie.
Na początku pobytu w 5B nie wiedziałam, jak ten czas zdefiniować, jak go przyjąć, jak go rozumowo objąć. Nagle odkryłam, jak długi może być dzień, ile łez i strachu może pomieścić.


Skomentuj artykuł