"Nie sugerowałem działań ws. afery gruntowej"
- To, czym zajmuje się ta komisja to sfera wymyślona - twierdził prezes PiS Jarosław Kaczyński, który właśnie zeznaje przed sejmową komisją śledczą do spraw nacisków. Ponownie powtarzał, że nie zbierał haków na polityków PO.
Podczas swobodnej wypowiedzi ocenił, że to, czym zajmuje się komisja, to "sfera wymyślona, niemająca kontaktu z realiami".
Kaczyński mówił też o "filozofii politycznej" swojego rządu. Zaznaczył, że jej częścią było odrzucenie pewnego typu ideologii - permisywizmu społeczno-ekonomicznego. Ta ideologia, jak tłumaczył, polega m.in. na tym, że w Polsce niemożliwe jest uniknięcie patologii, takich jak korupcja. - Myśmy się z tym nie godzili - podkreślił.
Prezes PiS dodał, że jednym z celów rządu PiS było "odrzucenie immunitetów". Zaznaczył, że prawo wobec niektórych osób działa w ograniczony sposób, a tak być nie powinno. Podał przykłady Romana Polańskiego i doktora G.
Podkreślił, że innym założeniem jego rządu było to, aby obywatele mieli wiedzę na temat osób publicznych i "nie byli traktowani jak dzieci". Prezes PiS powiedział, że ta polityka jego rządu budziła "sprzeciw niekiedy potężnych grup interesu".
- Nie zbieraliśmy haków, nie było żadnych teczek, żadnych rozmów o żonie tego czy innego polityka - zapewnił J.Kaczyński. Jak dodał nic nie wie o tym, by ktoś w jego rządzie miał zbierać kompromitujące materiały na polityków opozycji.
- O żadnym takim poszukiwaniu nie było mowy, to są pomówienia - oświadczył prezes PiS. Zapewnił, że za czasów jego rządów nie było żadnych postępowań ad personam, a jedynie postępowania w sprawie - ad rem.
Giertych mówił w mediach, że J.Kaczyński jako premier zbierał haki na polityków ówczesnej koalicji (Samoobrony i LPR) oraz opozycji, w tym m.in. na Grzegorza Schetynę i Donalda Tuska. Miał nawet rozpatrywać scenariusz aresztowania żony Schetyny. Jak mówił Giertych, forma zbierania haków na Tuska "była obrzydliwa", a dane te dotyczyły spraw "bardzo odległych, z przeszłości". Kaczyński zapowiedział w środę pozew wobec Romana Giertycha za te wypowiedzi. W reakcji na te słowa Giertych zapowiedział pozew wobec prezesa PiS. Poseł Lewicy Krzysztof Matyjaszczyk zapowiedział złożenie wniosku o wezwanie Giertycha przed komisję śledczą.
Kaczyński zeznał przed komisją śledczą ds. nacisków, że nie miał wiedzy, aby służby specjalne, w czasie, gdy był premierem, prowadziły działania przeciwko politykom opozycji. Zdaniem J. Kaczyńskiego, celem służb było reagowanie na możliwość popełnienia przestępstwa. Przyznał, że badane sprawy "mogły prowadzić w różną stronę". "Nie było przedsięwzięć, które zmierzałyby do tego, aby zaatakować konkretną osobę z życia publicznego" - zapewnił.
Prezes PiS był pytany, dlaczego jego rząd nie wydał przepisów wykonawczych do ustawy o CBA (dotyczących m.in. posługiwania się przez funkcjonariuszy dokumentami legalizacyjnymi), podczas gdy Biuro podejmowało już działania operacyjne. Szef PiS wyjaśnił, że stało się to na skutek zaniechania urzędnika podlegającego ministrowi-koordynatorowi specslużb. Zaznaczył, że CBA mogło działać, mimo braku przepisów wykonawczych. Zapewnił, że żadna operacja CBA nie mogła być podjęta bez zgody sądów.
Kaczyński przyznał, że rozmawiał kilkakrotnie "w cztery oczy" z szefem CBA Mariuszem Kamińskim o akcji Biura w Ministerstwie Rolnictwa w związku z tzw. aferą gruntową. - Nie wydawałem żadnych dyspozycji - oświadczył.
- Nigdy nie wzywałem pana Kamińskiego w tej sprawie z własnej inicjatywy. Kilka razy coś mi na temat tej akcji mówił - dodał.
Według prezesa PiS, Kamiński po raz pierwszy informując go o sprawie, zaznaczył, że akcja CBA jest ściśle tajna i nie ma prawa na ten temat nikomu niczego mówić. Dodał, że szef CBA powiedział mu "o dwóch osobach, które powołują się na wpływy w Ministerstwie Rolnictwa" i że może to dotyczyć ministra rolnictwa i wicepremiera Andrzeja Leppera.
- To była operacja ściśle tajna. Informacje otrzymywali jedynie ci, którzy z powodów funkcjonalnych musieli je otrzymywać - zapewnił J. Kaczyński. Prezes PiS dodał, że kilka razy na posiedzeniu władz partyjnych "ogólnie mówił, że układ rządowy zmierza ku końcowi".
J.Kaczyński podkreślił, że ma "100-procentową pewność", że ważni politycy PiS, tacy jak Przemysław Gosiewski, Adam Lipiński ani nikt z jego najbliższych współpracowników nie wiedzieli o działaniach CBA dotyczących afery gruntowej.
Prezes PiS zeznał, że nie miał wiedzy ani nie znał żadnych sprawozdań dotyczących podsłuchów zakładanych przez CBA w tej operacji.
"Kaczmarek był źródłem przecieku"
Kaczyński powiedział, że jest przekonany, iż żródłem przecieku z akcji CBA w ministerstwie rolnictwa jest Janusz Kaczmarek.
Prezes PiS odpowiadał na pytania dotyczące konferencji z 2007 r., podczas której ujawniono podsłuchy rozmów Janusza Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla (oskarżonych m.in. o składanie fałszywych zeznań w sprawie przecieku z akcji CBA w resorcie rolnictwa; śledztwo w tej sprawie zostało umorzone ).
- Dla mnie ten łańcuch dowodowy się zamyka i jestem zdziwiony, że decyzja w tej sprawie była inna - podkreślił.
J.Kaczyński powiedział, że ponosi "pełną odpowiedzialność" za powołanie Janusza Kaczmarka na szefa MSWiA. - Pomysł powołania ministra Kaczmarka na to stanowisko był moim pomysłem. Prezydent miał do tego sceptyczny stosunek. Przekonywałem prezydenta bardzo do tego, żeby się na to zgodził i namówił Janusza Kaczmarka - podkreślił.
Według niego, Lech Kaczyński mówił mu, że nie jest pewien, czy ministerialna funkcja dla Kaczmarka to dobra decyzja.
J.Kaczyński zaznaczył, że nawet gdyby nie było sprawy przeciekowej, Kaczmarek byłby odwołany. - Różnica czasowa byłaby minimalna. Może nawet żadna - dodał.
Prezes PiS potwierdził, że jako szef rządu w kancelarii premiera spotykał się na naradach z szefami służb i niektórymi ministrami. - Doszło do pewnej ilości takich spotkań - przyznał.
Podkreślił, że przedmiotem obrad były m.in. "kwestie koordynacyjne" i "walka z przestępczością zorganizowaną" oraz temat współpracy prokuratury i policji. - Były niekiedy na porządek dzienny wprowadzane kwestie mające jakieś aspekty polityczne. Osobą, która takie sprawy stawiała, był z reguły pan Kaczmarek - powiedział prezes PiS.
Zdaniem J. Kaczyńskiego, Kaczmarek odwoływał się do podsłuchów. - Mówił o planach skompromitowania ministra Ziobry. Później stanęła sprawa wręcz zabójstwa ministra Ziobry - podkreślił.
Według prezesa PiS, Kaczmarek przedstawiał też informacje na temat Mirosława Drzewieckiego: "Mówił, że pan Drzewiecki ma jakieś niecne kontakty i stosuje niecne praktyki". Według J. Kaczyńskiego, Kaczmarek sugerował, że Drzewiecki jest tak wpływowy w Łodzi, że lokalna policja nie podejmuje wobec niego żadnych działań.
Skomentuj artykuł