To największa afera nie tylko tego roku

(fot. digitalmoneyworld / flickr.com / CC)
PAP / drr

Ponad 10 tys. zgłoszeń od wierzycieli Amber Gold, zarzuty dla prezesa spółki i jego żony, ok. 7 tys. przesłuchanych świadków i straty pokrzywdzonych szacowane na 500 mln zł - to dotychczasowy bilans jednej z najgłośniejszych afer finansowych ostatnich lat w Polsce.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce, działająca od 2009 r. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji - przekraczającym nawet 10 proc. w skali roku, które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 13 sierpnia Amber Gold ogłosiła decyzję o likwidacji, nie wypłacając ulokowanych środków i odsetek tysiącom klientów firmy.

Śledztwo ws. Amber Gold wszczęła w 2010 r. Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz po zawiadomieniu Komisji Nadzoru Finansowego, która podejrzewała, że firma prowadzi działalność bankową bez stosownych zezwoleń. Na początku lipca śledztwo przejęła gdańska prokuratura okręgowa, a potem - decyzją prokuratora generalnego - trafiło ono do Łodzi.

W Sądzie Rejonowym Gdańsk Północ zarejestrowano już niemal 10,3 tys. zgłoszeń od wierzycieli Amber Gold. Choć termin ich składania upłynął w czwartek o północy, nie jest to jeszcze pełna liczba wniosków. Szacuje się, że przekroczy ona 11 tys., a ostateczna ma być znana ok. 10 stycznia. Kwota wierzytelności będzie znana po zakończeniu procesu rejestracji, a następnie weryfikacji wniosków.

Pod koniec września gdański sąd informował, że łączna liczba wierzycieli Amber Gold wynosi co najmniej 15 tys., a wartość wymagalnych zobowiązań to ok. 700 mln zł. Specjalista z zakresu prawa upadłościowego Piotr Zimmerman oceniał wcześniej, że właściciele lokat w Amber Gold mogą otrzymać jedną czwartą do jednej trzeciej kwoty powierzonej spółce i to prawdopodobnie dopiero mniej więcej za dwa lata. Najpierw należne pieniądze otrzymają pracownicy parabanku i Skarb Państwa.

Syndyk spółki zapowiedział, że w poniedziałek 31 grudnia złoży do sądu swoje ostateczne sprawozdanie o stanie masy upadłościowej Amber Gold. Według wcześniejszych wstępnych sprawozdań wartość majątku spółki wynosi ok. 112 mln zł. W jego skład wchodzi m.in.: 11 nieruchomości, auta, sprzęt IT, meble oraz kruszce i pieniądze zabezpieczone przez prokuraturę. Śledczy zdecydowali już o przekazaniu syndykowi 1 mln zł w gotówce i 57 kg złota, wycenionego na ponad 9,3 mln zł, które zabezpieczono w ramach śledztwa.

Syndyk rozpoczął już sprzedaż majątku Amber Gold. Podczas aukcji sprzedał 134 auta mniej więcej za 7,5 mln zł; sprzedano także pakiety telefonów, smartfonów i modemów należących do spółki - za 318 tys. zł. Na początku 2013 r. można się spodziewać wystawienia na sprzedaż sprzętu biurowego po Amber Gold o szacunkowej wartości ok. 4-5 mln zł. Natomiast w styczniu lub w lutym dojdzie prawdopodobnie do ogłoszenia przetargu na sprzedaż nieruchomości spółki w Gdańsku i Gdyni.

W sierpniu gdańska prokuratura przedstawiła prezesowi Amber Gold Marcinowi P. łącznie siedem zarzutów, m.in. prowadzenia bez zezwolenia działalności bankowej, posłużenia się sfałszowanym potwierdzeniem przelewu na kwotę 50 mln zł, a także zarzut oszustwa znacznej wartości. Może mu grozić do 15 lat więzienia. Marcin P. przebywa w areszcie, gdzie ma status więźnia "szczególnie chronionego"; na decyzję o przedłużeniu okresu aresztowania do 28 lutego 2013 r. wniósł zażalenie.

Także jego żona, Katarzyna P., usłyszała w październiku osiem zarzutów, m.in. wyłudzenia poświadczenia nieprawdy i naruszenia ustawy o rachunkowości. Kobieta nie przyznaje się do winy; grozi jej kara do trzech lat pozbawienia wolności. Prokuratura zastosowała wobec niej dozór policyjny oraz zakaz opuszczania kraju.

Dotąd do śledczych zgłosiło się ponad 10 tys. osób pokrzywdzonych, którym - jak szacuje łódzka prokuratura - spółka jest winna ok. 500 mln zł; wciąż wpływają jednak kolejne doniesienia o popełnieniu przestępstwa. Przesłuchano już ok. 7 tys. świadków, w tym głównie pokrzywdzonych, ale także pracowników centrali Amber Gold i oddziałów firmy oraz przedstawicieli m.in. Komisji Nadzoru Finansowego, NBP, banków do których wpływały pieniądze z lokat Amber Gold oraz pośredników, którzy działali w imieniu tej spółki zanim stworzyła własną sieć placówek.

Zdaniem prokuratury Amber Gold - wbrew przyjętym na siebie zobowiązaniom wynikającym z umów z klientami i wydawanym certyfikatom, które - jak się okazało - były bez pokrycia - tylko znikomą część środków z lokat przeznaczała na zakup kruszców. Lokaty - w ocenie śledczych - nie miały faktycznie zabezpieczeń.

Śledczy nadal ustalają źródła finansowania spółki - skąd pochodziły środki będące podstawą do rozpoczęcia działalności Amber Gold, jakie spółka miała dochody i jak wydawała pieniądze. Z dotychczasowych analiz wynika, że np. ok. 250 mln zł z pozyskanych lokat zostało wydanych na finansowanie spółek OLT, 40 mln pochłonęły zakupy nieruchomości, 12 mln zł opłaty za wynajem nieruchomości, a na reklamę Amber Gold wydała ponad 27 mln zł.

Według prokuratury aż 26,8 mln zł wynosiły wynagrodzenia za pracę oraz z tytułu zleceń wypłacone prezesowi spółki i jego żonie, a udzielone przez Amber Gold pożyczki (śledczy analizują ok. 4 tys. umów pożyczek) przekroczyły kwotę 10 mln zł. Jedną z analizowanych przez prokuraturę transakcji jest sprzedaż przez Amber Gold niemieckiego towarzystwa lotniczego OLT Express Germany holenderskiemu inwestorowi Panta Holdings.

Łódzka prokuratura skierowała do różnych krajów wnioski o międzynarodową pomoc prawną, a śledztwo jest przedłużone do 28 czerwca 2013 roku.

Prokuratura w Łodzi w osobnym śledztwie bada także, czy mogło dojść do wyrządzenia szkody w mieniu portu lotniczego w Gdańsku w związku z rozliczeniami pomiędzy portem a spółką OLT Express (przewoźnika, w którym głównym inwestorem była firma Amber Gold).

Zostało ono wszczęte po zawiadomieniu organizacji "Stop korupcji", która uważa, że Michał Tusk mógł działać na szkodę gdańskiego lotniska, pracując równocześnie dla OLT Express. W tym przypadku badane jest, czy mogło dojść do ujawnienia tajemnicy handlowej. Według prokuratury dotąd Port Lotniczy nie stwierdził naruszenia żadnych tajemnic handlowych i nie złożył wniosku o ściganie. Na razie nikt nie usłyszał zarzutów; śledczy nie przesłuchali syna szefa rządu, choć nie wykluczają tego w przyszłości. To śledztwo jest przedłużone do 12 marca przyszłego roku.

W innych prokuraturach w kraju toczy się także kilka innych postępowań powiązanych ze sprawą Amber Gold. Do Prokuratury Okręgowej w Warszawie trafiło - wszczęte w Gdańsku - śledztwo dotyczące skargi złożonej przez Marcina P. na działania funkcjonariuszy publicznych - pracowników Komisji Nadzoru Finansowego, Ministerstwa Skarbu Państwa oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Prezes Amber Gold twierdził, że instytucje te przekroczyły swoje uprawnienia i nękały jego firmę, działając na jej szkodę.

Z kolei gdańska prokuratura okręgowa w końcu listopada wszczęła śledztwo, w którym weryfikuje prawidłowość postępowania wobec Amber Gold dwóch gdańskich Urzędów Skarbowych. W tym przypadku zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożył wiceminister finansów.

Ze sprawą związane są także liczne postępowania wyjaśniające wszczęte przez rzeczników dyscyplinarnych wobec sędziów i prokuratorów, którzy w ostatnich latach zajmowali się bądź to Amber Gold, bądź przestępstwami popełnionymi przez Marcina P. przed założeniem tej spółki.

We wrześniu z funkcji została odwołana szefowa Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz, która to jednostka przez dwa lata zajmowała się śledztwem. Powodem odwołania był niewłaściwy nadzór nad śledztwem w sprawie Amber Gold. Pod koniec września stanowisko stracił też prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku - Ryszard Milewski. Odwołał go minister sprawiedliwości po tym, jak "Gazeta Polska Codziennie" ujawniła treść rozmowy sędziego z osobą podającą się za pracownika kancelarii premiera. W rozmowie, która okazała się prowokacją, Milewski miał uzgadniać termin posiedzenia dotyczącego zażalenia na areszt szefa Amber Gold Marcina P. i umawiać się na spotkanie z szefem rządu.

Postępowanie wyjaśniające w sprawie rozmowy Milewskiego prowadzi też rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych. Z kolei prokuratura w Poznaniu - bada w śledztwie, czy Milewski we wspomnianej rozmowie nie przekroczył uprawnień. Odrębne śledztwo - z zawiadomienia samego Milewskiego, prowadzi też prokuratura w Zielonej Górze. Prowadzone jest ono pod kątem ewentualnego powoływania się - dla uzyskania korzyści - na wpływy w różnego rodzaju instytucjach państwowych.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

To największa afera nie tylko tego roku
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.