Reakcja na raport MAK jak wybuch bomby

Tatiana Anodina - szefowa Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) (fot. EPA/Siergiej Chirikow)
PAP / drr

Publikacja raportu końcowego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) na temat katastrofy polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem wywołała w Polsce taki efekt, jak eksplozja bomby - ocenia w poniedziałek dziennik "Nowyje Izwiestija".

"Premier Polski Donald Tusk ze swej strony oświadczył, że w najbliższych dniach zamierza zaproponować Moskwie opracowanie wspólnego raportu o przyczynach tragedii, w którym obiektywnie ocenione zostałyby błędy i grzechy nie tylko Polaków, ale także strony przyjmującej - kontrolerów lotów lotniska Siewiernyj" - informują "Nowyje Izwiestija".

Wielkonakładowa "Komsomolskaja Prawda" wskazuje, że "istota polskich pretensji sprowadza się do tego, że nie można winić za to, co się stało, tylko załogi polskiego samolotu". "Eksperci w Warszawie uważają, że załoga samolotu Lecha Kaczyńskiego próbowała zapobiec katastrofie" - przekazuje gazeta.

"W raporcie MAK konstatuje się natomiast, że decyzji dowódcy załogi, by odejść na drugi krąg, nie było. A słowo Odchodzimy wypowiedział II pilot na 14 sekund przed zderzeniem z ziemią na wysokości 80 metrów, gdy było już za późno" - pisze "Komsomolskaja Prawda".

DEON.PL POLECA

"Teraz przedstawiciele stron będą musieli wyjaśnić, skąd wzięła się 8-sekundowa różnica w interpretacji działań załogi" - podkreśla gazeta.

MAK w swoim raporcie końcowym do bezpośrednich przyczyn katastrofy zaliczył m.in. zejście Tu-154M znacznie poniżej minimalnej wysokości odejścia na drugi krąg (100 m) i niezareagowanie na ostrzeżenia systemu TAWS.

MAK uznał też, że obecność dowódcy Sił Powietrznych RP generała Andrzeja Błasika w kabinie pilotów aż do momentu zderzenia samolotu z ziemią wywierała presję psychologiczną na dowódcę samolotu, kapitana Arkadiusza Protasiuka. MAK podał również, że we krwi Błasika stwierdzono 0,6 promila alkoholu.

Żadne z wytkniętych w raporcie uchybień nie obciąża strony rosyjskiej.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Reakcja na raport MAK jak wybuch bomby
Komentarze (3)
RR
ręka rękę myje
17 stycznia 2011, 15:04
Według skąpych informacji wiadomo jedynie, że w skład MAK wchodzi spółka Awiaregister, która za wydanie każdego certyfikatu kasuje ok. 3 mln dol. Rosyjskojęzyczne media są usiane wieloma informacjami na temat działalności MAK. Podawane są m.in. wiadomości o „przekrętach z licencjami” i „wycinaniu konkurentów z lotniczego biznesu za pomocą tej struktury”. Warto przypomnieć list grupy deputowanych rosyjskiej Dumy Państwowej z 20 lutego 2003 r. adresowany do ówczesnego prezydenta Rosji Władimira Putina: „Deputowani Dumy Państwowej dowiedzieli się o decyzji z 12 lutego 2003 r. Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego o wstrzymaniu certyfikatu na najlepszy samolot rodzimej produkcji Ił-86, co doprowadziło do zaniechania jego eksploatacji przez nasze linie lotnicze. Prosimy Was, szanowny Władimirze Władimirowiczu, o rozpatrzenie możliwości wstrzymania działania MAK na terytorium Rosji, które szkodzi interesom Federacji Rosyjskiej”. Władimir Władimirowicz Putin nie zareagował i MAK działa nadal.
Anodina żelazna caryca
17 stycznia 2011, 15:03
Generał Tatiana Anodina, szefowa Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego badającego katastrofę prezydenckiego samolotu, należy do najbardziej wpływowych osób w Rosji. Związana z funkcjonariuszami sowieckich służb specjalnych, mimo swojego wieku (71 lat) żelazną ręką rządzi w podległym jej MAK-u. To od niej zależy ostateczny kształt raportów katastrof badanych przez Komitet. Co ciekawe, w przeważającej większości jako ich przyczynę MAK wskazuje błąd pilota W 1991 r. dzięki poparciu Jewgienija Maksimowicza Primakowa, wiceszefa KGB (później szefa rosyjskiego wywiadu), Tatiana Anodina została szefem Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), którego współzałożycielem był Primakow. MAK powołano do prowadzenia wszytkich dochodzeń cywilnych wypadków lotniczych, w jego laboratoriach bada się i analizuje czarne skrzynki samolotów, które uległy katastrofie. Tatiana Anodina, nazywana w rosyjskim lotnictwie „mamą” lub „generałem w spódnicy”, ma rangę ministra. Jej podpis na dokumentach decyduje o wszystkim, co jest związane z lotnictwem na niemal całym terytorium byłego ZSRR. Założycielka także prywatnego rosyjskiego lotnictwa, posiada tytuł profesora i wiele innych, niejednokrotnie była za swoją działalność odznaczana. Związana ze Lwowem i lwowską politechniką, zrobiła oszałamiającą karierę w Związku Radzieckim.
R
Rafał
17 stycznia 2011, 14:50
Po prostu - reakcja na wybuch bomby zawierającej, oprócz innych nieczystości, również fekalia!!!