Ktoś porzucił border collie pod bacówką. Wystarczyła komenda „idź po owce”
Czarno-biały border collie został porzucony pod bacówką na Orawie. Choć wiele wskazuje na to, że wcześniej był przyzwyczajony do miejskiego życia, w nowym miejscu szybko dał o sobie znać jego pasterski instynkt. Pies nauczył się pracy przy owcach i mocno przywiązał się do bacy – opisuje „Gazeta Wyborcza Bielsko-Biała”.
Historię psa opowiedział Józef Michałek z Istebnej, znawca i popularyzator kultury górali Beskidu Śląskiego. Podczas wizyty w jednej z bacówek na Orawie poznał border collie, którego ktoś wcześniej tam porzucił.Pies zachował część swoich dawnych przyzwyczajeń – m.in. chętnie śpi na wygodnym, wyściełanym posłaniu. Jednocześnie jego zachowanie może wskazywać, że u poprzednich właścicieli nie zawsze był dobrze traktowany. W nowym miejscu szybko jednak nawiązał silną więź z bacą i zaczął pomagać mu przy stadzie.
Border collie szybko nauczył się pracy z owcami
Nie jest to przypadkowe zajęcie dla tej rasy. Border collie przez pokolenia były wykorzystywane jako psy pasterskie, a zaganianie owiec jest związane z ich silnym instynktem. Na hali pomagają kierować stadem i reagują na polecenia wydawane przez człowieka.
Jak tłumaczy Józef Michałek, jednym z podstawowych poleceń jest „idź po owce”. Psy uczą się również komend „zaganiaj” i „stój”. Ta ostatnia może być szczególnie wymagająca dla pełnych energii borderów.
Inną funkcję pełnią obecne na halach owczarki podhalańskie. Podczas gdy bordery zajmują się przede wszystkim zaganianiem, zadaniem owczarków jest pilnowanie stada i odstraszanie potencjalnych drapieżników.
Skomentuj artykuł