Przejechali rowerami 2,5 tys. kilometrów, by spotkać Leona XIV. "To były rekolekcje"
Trzydzieści dni w drodze, walka z morderczym upałem i 2,5 tys. kilometrów pokonanych bez nowoczesnej nawigacji. Lidia i Stanisław Jankowscy ze szczecińskiej parafii Niepokalanego Serca NMP dotarli do Rzymu, by uczcić rodzinny jubileusz i by uczestniczyć w Eucharystii z Papieżem Leonem XIV. Ta niezwykła pielgrzymka była dla nich nie tylko sportowym wyczynem, ale przede wszystkim czasem głębokich rekolekcji oraz umacniania małżeńskiej więzi.
Urodzinowy prezent na dwóch kółkach
Wyprawa do Wiecznego Miasta była realizacją konkretnego marzenia jubilata. – Mąż sobie wymyślił, że jak skończy 70 lat, to pojedziemy do Rzymu – wspomina w rozmowie z Vatican News Pani Lidia. Małżeństwo to doświadczeni cykliści. Mają na swoim koncie trasy do Santiago de Compostela, Fatimy, La Salette, Lourdes czy Wilna. Tym razem podróż trwała miesiąc, a największym wyzwaniem okazała się pogoda. Zapytani o trudności, odpowiadają bez wahania: – Najtrudniejszy był upał, upał i jeszcze raz upał.
Kilometry pełne ważnych intencji
Dzienny dystans pielgrzymów budzi podziw. – Średnio wychodzi 80 kilometrów. Dzisiaj akurat 117 – przyznali tuż po przyjeździe do Wiecznego Miasta, wyjaśniając, że połączyli dwa etapy, by dotrzeć do celu wcześniej. Wysiłek ten miał jednak przede wszystkim wymiar duchowy. Małżeństwo Jankowskich zabrało ze sobą liczne prośby osobiste oraz te powierzone im przez dzieci i znajomych. – Ten ból, ten trud, ten wysiłek trzeba ofiarować za kogoś – podkreślają.
Aniołowie zamiast nawigacji
Niezwykłym aspektem podróży był brak nowoczesnej nawigacji; pani Lidia samodzielnie opracowywała logistykę każdego dnia. Choć niektórzy kwitowali ich wyprawę słowami o szaleństwie, polskie małżeństwo spotykało się też z wyrazami wielkiego szacunku. Pewien kierowca autobusu, na widok Państwa Jankowskich podjeżdżających pod górę, zdjął czapkę i się ukłonił. W chwilach zagubienia na trasie zawsze pojawiał się pomocny człowiek. – Zawsze się znalazł anioł Anioł Stróż – mówią.
Szkoła zaufania i dystansu
Wspólna droga stała się dla małżonków ze Szczecina szkołą życia. Pani Lidia wyznaje: "kolejny raz przekonałam się, że mogę na moim mężu polegać". Jak dodaje, takie pielgrzymki dają "duży dystans do życia i do rzeczywistości". Po dotarciu do celu pątnicy nie kryli jednak ogromnego wyczerpania. Pytany o plany na kolejne, 75. urodziny, pan Stanisław zapowiada z uśmiechem: "Binowo, jezioro i łóżko". Państwo Jankowscy podkreślają, że aby ruszyć w taką trasę, trzeba mieć zaparcie i polubić wysiłek.
Skomentuj artykuł