Samotnie przeszła 2800 km do Rzymu. „Chciałam nauczyć się ufać Bogu”

Christel Grimbergen. Fot. archiwum Christel Grimbergen
jh

Christel Grimbergen, 52– letnia lekarka i psychiatra z Amsterdamu, zakończyła samotną pieszą pielgrzymkę z Maastricht do Rzymu. W ciągu trzech miesięcy i trzech tygodni pokonała około 2800 kilometrów, docierając do grobu św. Piotra w Watykanie.

– Nazywam się Christel Grimbergen. Mieszkam w Amsterdamie. Jestem lekarką. W pracy pomagam «ludziom z ulicy», z których wielu ma problemy z prawem i uzależnieniami. Swoje 52. urodziny obchodziłam w drodze do Rzymu przeprawiając się przez Pad – mówi Christel w kawiarni na Piazza della Città Leonina, pod dawną rezydencją kard. Josepha Ratzingera – tuż obok Placu św. Piotra.

DEON.PL POLECA



Czytać znaki Boga

Została ochrzczona, ale pochodzi z rodziny niepraktykującej. Jest psychiatrą. Religią zaczęła się interesować 8 lat temu i zbliżyła się do katolicyzmu. W efekcie przyjęła sakrament Bierzmowania. Ale nie myślała o pielgrzymkach, bo bardzo nie lubiła chodzić. Trzy lata temu zmarła jej bardzo bliska przyjaciółka Marieke, która podróżowała po całym świecie. Niejako w hołdzie jej pamięci, również z powodów religijnych, postanowiła wyruszyć na pielgrzymkę: – To mnie zainspirowało. Pomyślałam, że na pewno by się jej ten pomysł spodobał, że gdyby żyła, wyruszyłaby ze mną.

W zimie Christel pojechała do Hiszpanii i przeszła 150 km słynnej trasy Camino Francés, prowadzącej do Santiago de Compostela. Natomiast dwa lata temu wyruszyła tam ponownie, tyle że z Amsterdamu. Maszerowała przez 4 miesiące. Jak mówi: – Tym razem była to bardzo długa wędrówka. I pomyślałam: no dobrze, zróbmy to jeszcze raz. Ale tym razem do Rzymu. Chciałam doświadczyć ciszy, samotności, mieć dużo przestrzeni, by być w kontakcie z Bogiem, by czytać znaki Boga i doświadczać zaufania do Boga. Bo przejście tak długiej drogi wiąże się z dużym stresem. Wiele rzeczy się dzieje. Musisz zawsze wierzyć, że w końcu wszystko będzie dobrze.

Św. Serwacy

Zanim wyruszyła do Rzymu, kilkakrotnie w ramach treningu przemierzyła trasę Amsterdam – Maastricht (450 km). – Postanowiłam wyruszyć z Maastricht, bo to bliskie mi miasto. Tam studiowałam, tam po raz pierwszy weszłam do kościoła, do bazyliki św. Serwacego. W IV wieku był biskupem Tongeren. Jest patronem Maastricht. Trzykrotnie, mimo że nie był już młodym człowiekiem, szedł piechotą do Rzymu. Pomyślałam więc: skoro jemu się udało, to może i mnie się uda – opowiada rozmówczyni Vatican News. – Zawsze był kojarzony z kluczami, więc domyślałam się, że musi to mieć coś wspólnego ze św. Piotrem. A św. Piotr jest pochowany w Rzymie. Ostatni kilometr pielgrzymki do grobu Apostoła przemierzyłam w znakomitym towarzystwie holenderskiego księdza, Erica van Teijlingena, kanonika Bazyliki św. Piotra, który czekał na mnie u wlotu do Via della Conciliazione. Po drodze do Grot Watykańskich zaprowadził mnie do jednej z bocznych kaplic. Pokazał mi fresk na suficie, przedstawiający unoszącego się ze swego grobu św. Piotra, który wręcza modlącemu się przed ołtarzem św. Serwacemu klucze do Niebios jako nagrodę za zaangażowanie w walkę z arianizmem.

38 kilometrów w jeden dzień

Christel, pytana o organizację eskapady do Rzymu tłumaczy, że jeśli się idzie szlakiem pielgrzymkowym, można, choć nie zawsze, zarezerwować sobie noclegi w specjalnych schroniskach, ale nie da się na tak długich trasach zorganizować sobie wszystkiego. Trzeba improwizować. Czasem można liczyć na posiłek w schronisku albo kupić coś w barze albo supermarkecie. Ale na przykład na wschodzie Francji jest wiele małych, odizolowanych od siebie miasteczek i wsi, w których nie ma sklepów. Planowała, by co dnia przejść maksimum 25 kilometrów. A w górach mniej. Ale czasami zdarza się, że aby dotrzeć gdzieś, gdzie można się zatrzymać, trzeba przejść sporo więcej. Jej rekord to 38 kilometrów marszu w jeden dzień.

DEON.PL POLECA

 

 

Niebezpieczeństwa

Christel tłumaczy, że pielgrzyma w drodze może zaskoczyć wiele rzeczy. Na przykład, jak się maszeruje z wielkim plecakiem, to mimo kijków łatwo się potknąć, wywrócić i potłuc. Poza tym upały, śnieg, burze, atakujące insekty czy psy.

I opowiada o najbardziej dramatycznym momencie pielgrzymki do Rzymu: – Szłam w górach między Francją a Szwajcarią. Z prognoz wynikało, że prawdopodobieństwo burz jest niewielkie. Więc ruszyłam w drogę. Miałam pokonać jedną górę i zejść do miejsca noclegowego. Nagle rozpętała się burza z piorunami. Miałam wrażenie, że powietrze jest naelektryzowane. Zaczął padać grad, szalał wiatr. Szłam więc całkowicie pustą drogą, przez którą nikt nie jechał, prowadzącą przez środek gęstego lasu. Nie było się gdzie schronić. Byłam w środku przerażającej burzy. Zaczęłam się najpierw martwić, bać, a potem modlić. Wreszcie na drodze pojawiła się furgonetka. Kierowca zatrzymał się i mnie uratował. Był elektrykiem i miał na imię Florian, jak patron chroniący od ognia i piorunów. Podwiózł mnie pod mały bar, który nazywał się «Le Refuge» – czyli schronisko. Miałam szczęście.

Chwile zwątpienia

– Każdego dnia myślałam: po co to robię? – przyznaje Christel. – Czy dam radę? Przecież nie jestem dobrym piechurem, przecież jest za zimno albo za gorąco. Psy mnie przerażają, bo ja się panicznie boję psów. Modlitwa pomaga. Pomagają też piękne momenty, rzeczy, które widzisz w naturze, ludzie, których spotykasz. Najlepiej myśleć nie dalej niż o jeden dzień naprzód. W efekcie budzę się rano i ruszam ponownie na mój «spacerek», przekonana, że dam radę, że trzeba iść dalej.

Wiara w ludzkość

Pytana, co dało jej pielgrzymkowe doświadczenie i czego pielgrzymka może człowieka nauczyć, Christel zaczyna od poczucia, że ktoś lub coś ją chroni, przed psami czy gradobiciem. Mówi, że wiele jej dały spotkania z ludźmi, którzy jej pomagali na trasie. Często modliła się z nimi. We Włoszech pokazywali jej obrazki z wizerunkiem świętych, którzy są dla nich ważni. – Dawali mi je do ucałowania. Dla mnie było bardzo istotne – wiedzieć, jak oni przeżywają swoją wiarę. Dużo o tym rozmawialiśmy – mówi Christel Grimbergen. – Na przykład we Francji, gdy lokalni mieszkańcy spotykają pielgrzyma, proszą: «Pomódl się za nas w Rzymie». Zapisywała skrzętnie ich intencje modlitewne, numery telefonów i adresy, żeby u celu wypraszać dla nich łaski, a potem przesłać im zdjęcia albo pocztówki. – To naprawdę wyjątkowe, kiedy idziesz pieszo i doświadczasz, że wiele osób ci pomaga. Panuje wzajemne zaufanie. Ludzie pomagają sobie i to jest naprawdę piękne. Myślę, że to najpiękniejsza rzecz w pielgrzymce: zyskujesz wiarę w ludzkość.

Pielgrzymka do Jerozolimy

Pytana o cel następnej pielgrzymki, Christel mówi o Jerozolimie, choć zastrzega, że nie w tej chwili, bo przecież toczy się tam wojna. Poza tym podkreśla, że do takich pieszych pielgrzymek trzeba się dobrze przygotować. Do pielgrzymki do Rzymu Christel przygotowywała się trenując cztery razy w tygodniu pod okiem trenera, byłego zawodowego piłkarza. Chodziło szczególnie o wzmocnienie mięśni i ścięgien kolan i kostek, które szczęściem nie przysparzały większych problemów. – Myślę, że w Jerozolimie będą inne wyzwania. Zwłaszcza upał. Przygotowania zajmą mi co najmniej dwa lata. Zakładając, że wszystko pójdzie dobrze, że nie będzie problemów ze zdrowiem moich rodziców, a szef da mi urlop, może uda mi się wyruszyć za trzy lata – podsumowuje Holenderka. – Gdyby się udało, miałabym za sobą trzy wielkie pielgrzymki piesze z domu w Amsterdamie do Santiago de Compostela, Rzymu i Jerozolimy.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Samotnie przeszła 2800 km do Rzymu. „Chciałam nauczyć się ufać Bogu”
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.