Bycie ofiarą może przynosić podświadomy zysk. Kapucyn: istnieje subtelna granica między mentalnością ofiary i męczennika

Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Zdyma4 / Depositphotos
Brat Łukasz / Facebook / DEON.pl / red

Wiara nie polega na biernym znoszeniu krzywd i przypisywaniu innym odpowiedzialności za własne życie. Brat Łukasz Podsiadły OFMCap zwraca uwagę na subtelną granicę między poświęceniem a mentalnością ofiary, która może kryć się nawet pod płaszczem pobożności. Wyjaśnia, na czym polega dojrzała wiara i dlaczego wymaga odwagi, by zmierzyć się z własnymi zranieniami.

Brat Łukasz Podsiadły OFMCap rozpoczyna swój wpis na Facebooku od przykładu Piotra, 26-latka, związanego w niezdrowy sposób ze swoją matką.

Jego matka „wtrąca się w każdą decyzję, manipuluje poczuciem winy, a każdą próbę usamodzielnienia się Piotra dusi w zarodku, udając nagłe pogorszenie zdrowia”.

Piotr nie reaguje nawet na sugestie przyjaciela, który próbuje zakomunikować mu, że jest na złej drodze. Mężczyzna zamiast tych rad zrzuca z siebie odpowiedzialność, przywołując czwarte przykazanie Dekalogu: „Czcij ojca swego i matkę swoją”.

„Brzmi jak heroiczna, synowska miłość i czysta Ewangelia?” – pyta brat Łukasz i odpowiada, że nie ma nic bardziej mylnego.

„Pod tym płaszczem pobożnego męczeństwa kryje się paraliżujący lęk przed konfrontacją z matką i jej gniewem. Rola »ofiarnego, cierpiącego syna« daje Piotrowi podświadomy zysk. Zwalnia go z odpowiedzialności za dorosłe, samodzielne życie i budowanie własnych relacji. Piotr w swoim mniemaniu uważa się nawet za pokornego męczennika za życia” – pisze kapucyn.

Jego zdaniem nie jest to krzyż, który Piotr niesie. Zakonnik podkreśla ponadto, że istnieje bardzo subtelna granica między „mentalnością ofiary” i „mentalnością męczennika”, a przykład Piotra można rozszerzyć na wiele innych aspektów naszego życia – nie tylko rodzica, ale również szefa, współmałżonka czy po prostu niesprawiedliwy świat.

„Skoro wokół ranią nas wszyscy (…), to my stajemy się nietykalni. My tylko niesiemy swój ból, a winni są zawsze »inni«” – uważa kapucyn i dodaje, że takie podejście w kontekście wiary może zamienić się „w nieuświadomioną formę duchowej pychy”.

„Ilu też takich Piotrów weszło w małżeństwo, zamieniając je w ruinę. Długo by opowiadać…” – wyznaje kapucyn.

Zakonnik podkreśla, że „Jezus nigdy nie wzywał nas do bycia bezradnymi ofiarami losu, które znoszą cierpienie w cichym zgorzknieniu”. Brat Łukasz podkreśla, że „prawdziwa ofiara nie rodzi się z bezsilności, ale z wolności” i „jest potężnym aktem miłości, która decyduje się dawać, tak jak On na Krzyżu”.

Niestety, zbyt często „mylimy ofiarę z ludzkim bólem, który próbujemy przypudrować pobożnymi cytatami”. Tymczasem „Bóg nie potrzebuje naszych religijnych masek. On czeka na naszą prawdę i na te rany, które zamiast ukrywać pod wersetami z Biblii, potrzebujemy po prostu przynieść do Niego samego, by pozwolić Mu je uzdrowić” – pisze brat Łukasz.

„To nie jest brak empatii. To najgłębsze wezwanie do wolności: Czy chcesz porzucić tę bezpieczną, choć tragiczną rolę człowieka, nad którym wszyscy się tylko litują? Czy jesteś gotów wstać, wziąć swoje życie na własne plecy i pójść do przodu? To nie jest brak empatii. To najgłębsze wezwanie do wolności: Czy chcesz porzucić tę bezpieczną, choć tragiczną rolę człowieka, nad którym wszyscy się tylko litują?” – pyta brat Łukasz.

Kapucyn podkreśla, że dojrzała wiara zaczyna się wtedy, gdy zamiast pytać z goryczą: „Dlaczego oni mi to zrobili?”, zaczynamy pytać z nadzieją: „Co ja dzisiaj robię z tym, że życie mnie poturbowało? Czy uciekam w rolę świętego męczennika, czy z pomocą Bożej łaski próbuję wstać?”.

Brat Łukasz podsumowuje, że dojrzała wiara polega na odejściu od rozpamiętywania doznanych krzywd na rzecz szukania siły, by zmierzyć się z trudnymi doświadczeniami i mimo nich podejmować kolejne próby, ufając Bożej łasce.

DEON.PL POLECA



DEON.PL POLECA

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Bycie ofiarą może przynosić podświadomy zysk. Kapucyn: istnieje subtelna granica między mentalnością ofiary i męczennika
Komentarze (11)
BD
~Bo D
16 października 2026, 09:46
Myślę, że problem leży w wychowaniu, niektórzy rodzice usiłują uzależniać, wiązać dzieci na całe życie oraz w osobowości dziecka, słabe osobowości poddają sie naciskom, a silne walcza i nie ulegają wpływom. Podobnie jest w relacjach w dorosłym życiu z partnerem, szefem, znajomymi.
AK
~Andrzej K
15 października 2026, 16:59
Moja była żona jak mnie porównywała do swojego partnera, o którym nie wiedziałem jeszcze że z nim sypia, to mówiła o nim tak: "On jest bardzo za matką, a potem przestawi się na partnerkę". Wtedy jeszcze żyłem w nieświadomości i myślałem że to jej kolega. Widać psychologię mężczyzn miała w małym palcu, ale wybrała właśnie takiego Piotrusia. Dlatego dla mnie bardzo interesujące są te stwierdzenia, albo może mój przykład to jest jakiś naprawdę mega wyjątek. Oprócz tego on pali, za kołnierz nie wylewa a ja nie piję i nie palę. Ja byłem dla niej za nudny jak widać, choć też leniem nie jestem. Brakowało chyba takich emocji jakich dostarcza jej ten facet.
NK
~Nie Katolik
15 października 2026, 10:33
Tak to jest, że ludzie sobie nie radzą ze złem. Co ma do tego dojrzałość wiary? Wiara może pomóc, by człowiek nie wziął AK-47 i nie zaczął strzelać do wszystkich, albo nie rzucił się pod pociąg.
ES
~Ewa Słota
15 października 2026, 08:30
Ignacy przeczytałam - tak Osoby Skrzywdzone są Ofiarami ( skrzywdzone przez Kapłana Cwaniaka, Przełożonych, Rodzinę, która ukrywa dramat domowego alkoholizmu) tak są Ofiarami i współczuję. Szczerze, to nic nie zrobisz Ignacy, bo nazwą Cię - złośliwcem, zazdrośnikiem, zarzucą brak Wiary, a przecież się modlisz. Wiem jak Panu trudno i wiem, że nie ma Tu szans na Obronę - Sprawiedliwość, bo Ksiądz Cwaniak i Rodzina alkoh. zrobią , użyją Wszystkich chwytów, by Ofiarę - odsunąć. Dlaczego - to są zwykli dranie i cwane lisy - chcą tylko Własnej ( kryją Siebie i wciągają w te chamskie zagrywki - Innych). Panie Ignacy - Prawda będzie na Sądzie Ostatecznym - Ksiądz Cwaniak - wlezie ze wstydu pod .... i tam zobaczą jego bezczelność. Jezus Jest Miłosierny - ale i Sprawiedliwy ( Panie Ignacy jeszcze będzie Pięknie).
JP
~Jan P
14 października 2026, 19:39
Patrząc na to z takiej czysto obiektywnej perspektywy to wydaje mi się, że nie można do końca odciąć się od rodziny, matki, ojca czy rodzeństwa. Tak czy inaczej to jest się częścią rodziny, a relacje z rodzicami i rodzeństwem są ważne. Jeśli coś się stanie w życiu człowieka (wypadek, jakieś poważne problemy zdrowotne) to rodzina może pomóc, bo sąsiad raczej nie zapłaci za Hospicjum czy leki. Myślę też, że wygodnie byłoby żonie mieć mężczyznę na własność, nie utrzymującego kontaktów z rodziną, z matką tym bardziej. Wtedy mogłaby by robić co zechce a gdyby się przeciwstawił to kto mi uwierzy? Kto uwierzy mężczyźnie że dzieje mu się jakaś krzywda? Kto stanie po jego stronie. W sytuacjach konfliktów małżeńskich po stronie mężczyzny nie stanie nikt i czasami pozostaję mu tylko nadzieja, że albo z pomocą psychotropów przejdzie przez rozwód albo odbierze sobie życie. Z całym szacunkiem dla brata artykułu, ale uważam, że chyba brat nie zdaje sobie do końca sprawy w jakich czasach żyjemy.
ES
~Ewa Słota
14 października 2026, 16:17
Mentalność ofiary - przykład; jestem tu - z własnej zgody - robię z siebie ofiarę " jaka ja nieszczęśliwa i muszę to Wszystko: Osobę znosić. Jaką mam z tego korzyść? Ano mam ; małe co nieco lub większe. ... Pokazuję moją niedolę - ale czerpię z niej, tego korzyści. Ja to nazywam" Cierpiętnictwem, które się mi opłaca - choć uwagą - wszędzie mówię, że Niby nie , że nie jest mi na rękę - Ale ... Zaś Męczeństwo- nic z Tego nie czerpię, żadnych korzyści " nagród, pochwał, kącika, niczego nie Zyskam. Przykłady Świętych - Brat Albert, Św. Siostra Faustyna, Św. Franciszek i Wielu ... umierali w Ubóstwie, oderwaniu od spraw ziemskich, pochwał - Byli pomijani, omijani - często schorowani, cierpiący bez chęci zysków ziemskich - nawet tych niebiańskich " pocieszeń". Męczeństwo zsyła Niebo, Cierpiętnicto- czynimy sobie sami - nazywając, to Łaską z Nieba. ( Święci są Radośni i przygotowani na ciągłe zmiany- cierpiętnik nie toleruje zmian i posłuszeństwa. (Dobrze myślę?)
HB
~Henryk B
15 października 2026, 01:12
Nasz mózg jest neuroplastyczny i się zmienia pod wpływem doświadczeń życiowych, przebytych traum itp. Pod wpływem bardzo silnego stresu trwającego dłuższy czas, taka osoba może mieć problemy z pamięcią, koncentracją, może mieć problemy z uczeniem się, może mieć poważne zaburzenia uwagi, może nawet mówić od rzeczy. Pod wpływem silnego stresu wydziela się kortyzol, a po dłuższym czasie trwania stresora wydziela się on nawet wtedy, kiedy stres ustępuje. To powoduje, że człowiekowi trudniej przyjąć perspektywę, że mógłby być wolny od cierpienia. A dodatkowe dokładnie ciężarów w postaci takich ocen pogarszają sytuację. Psychologia jest bardzo skomplikowana, a ludzie szybciej wydają wyroki i oceny niż nadążają myśleć.
IK
~Ignacy K
14 października 2026, 15:47
To jest oczywiste, ale nasuwa się coś jeszcze. Zadajcie sobie twarz pytanie, każdy kto przeczyta ten artykuł. Jak byście się czuli kiedy bylibyście takim skrzywdzonym dzieckiem lub kimś prześladowanym i przychodzi taki moment że nie macie już siły i nagle ktoś wam przychodzi z taką złotą radą, że problem nie leży w tym co ktoś wam zrobił a w Was samych. Ja myślę, że zbyt często nadużywa się stwierdzeń że ciągle wina leży w pobożności, modlitwach, tym że ktoś chodzi do kościoła itp. to już też staje się powoli jakimś niekoniecznie dobrym trendem w tych czasach. Pan Jezus nigdy nikomu nie odmawiał pomocy. Teraz zamiast konfrontować się z takim człowiekiem lepiej go popchnąć w poczucie winy że to on jest winny o sprawa załatwiana.
G_
~Gocha _
15 października 2026, 00:17
Tu jest błąd logiczny, bo to w ogóle nie jest o poczuciu winy ani o tym, że problem leży w tej skrzywdzonej osobie. Kluczową kwestią jest sposób, w jaki ta osoba postrzega świat oraz w oczekiwaniach, jakie ma do Boga, siebie i otoczenia.
IK
~Ignacy K
16 października 2026, 03:59
Ale przecież w artykule jest wyraźnie napisane, że: matka manipuluje poczuciem winy. To właśnie to może być jeden z mechanizmów, który sprawia, że człowiek pozostaje w toksycznej relacji i nie potrafi się z niej uwolnić. Trudno zatem twierdzić, że poczucie winy nie ma tu znaczenia. Poza tym, sposób, w jaki ktoś skrzywdzony postrzega świat, siebie i innych, nie bierze się znikąd. Często jest właśnie skutkiem wieloletniej manipulacji, krzywdzenia, traum i wpędzania w poczucie winy. Ciekawe jaka jest rola ojca w tym wszystkim. Gdzie był? Jaki był? Czy w ogóle go miał? Myślę, że żeby odnieść coś do rzeczywistości i aby miało to prawdziwszy sens terapeutyczny, naukowy i duchowy to trzebaby napisać coś więcej o tym Piotrku. Wydaje mi się, że problem Piotrusia i tak zwanego'miłego faceta' polega na tym, że uważa się za lepszego od innych mężczyzn, wszystkim się podlizuje i z lęku nie potrafi powiedzieć nie. Ja natomiast wyrażam swoje zadanie, bo nie robię niczego z lęku tylko z wolnej woli.
IK
~Ignacy K
16 października 2026, 04:20
Wydaje mi się też, że Pan Jezus nie uzdrawia tego niewidomego latami robiąc mu złożoną terapię szokową, a przede wszystkim spotyka się z nim twarzą w twarz, wchodzi w dialog, zadaje pytania, idzie z nim poza miasto, buduje bliskość i zaufanie. Bo myślę, że aby kogoś spróbować chociaż uzdrowić, to najpierw trzeba się z tym człowiekiem spotkać, porozmawiać, zbudować jakąś bliskość, zapytać o wiele rzeczy, mieć jakąś wrażliwość itp. Pan Jezus zapewne wiedział o nim wszystko, bo był Bogiem, ale jak widać nawet Bóg wchodzi w dialog z człowiekiem i tak zaczyna się uzdrowienie. Trudno mi sobie wyobrazić to w tym świecie, gdzie zdarzają się prorocy i wiedzą o człowieku wszystko zanim powie słowo. Moim zdaniem, to właśnie takie podejście może być jakimś przejawem pychy. Pozdrawiam