Coś niepokoi cię we wspólnocie i nie chcesz skończyć jak w „Niebie”? Te pytania ci pomogą
Manipulacja, fanatyzm, utrata tożsamości i kontroli nad własnym życiem. To pierwsze skojarzenia, jakie budzi w nas słowo „sekta” i nie są one wcale odległe od rzeczywistości. Jak upewnić się, że moja wspólnota to bezpieczne miejsce? Warto słuchać swoich uczuć i zadać sobie kilka konkretnych pytań – podpowiada Angelika Mironiuk-Szelągowska, psycholog i psychoterapeuta.
Może się wydawać, że to temat z innych czasów, że obecnie sekt już nie ma, a hitowy serial HBO "Niebo. Rok w piekle" oparty na prawdziwych wydarzeniach z Polski z lat 90-tych przywołuje rzeczywistość, która dawno minęła. Tymczasem sekty wciąż działają. Niektóre są bardziej, a niektóre mniej aktywne. Bazują na znajomości ludzkiej psychologii, na niezaspokojonych potrzebach i na liderach – mistrzach manipulacji.
Czy każdy może trafić w szeroko otwarte ramiona sekty? Może nam się wydawać, że nie, że przecież sekta to coś, co od razu rzuca się w oczy, bo jest dziwne. Jednak o wiele częściej zdarza się, że degeneracja wspólnoty zaczyna się bardzo powoli i należący do niej ludzie są jak powolutku gotowana żaba: nie czują nawet, że coś się zmienia, aż nie będzie za późno. A gdy sekta staje się ich życiem – jest im bardzo trudno porzucić to życie…
W tekście znajdziesz:
Jak nie dać się uwieść sekcie?
Gdy religia staje się ogromnym ciężarem
Jak określić, czy moja wspólnota jest dysfunkcyjna?
Słuchaj emocji - one powiedzą, czy jesteś w niebezpieczeństwie
Nie bagatelizuj sygnałów z ciała
Nie jesteś pewien, czy to toksyczne? Zadaj sobie te pytania
Czy twoja grupa mocno ogranicza twoją wolność? To sygnał alarmowy
Przemoc wymaga działania, również ta psychiczna
Jak wygląda proces wychodzenia z toksycznej wspólnoty?
Jak się nie dać uwieść sekcie?
O tym, na co trzeba uważać, gdy w grę wchodzi manipulacja duchowa i religijna, pisze w swojej książce „Wspólnota, która leczy – wspólnota, która rani” Angelika Szelągowska-Mironiuk. Oto kilka znaczących fragmentów książki, mogących pomóc w trudnej sytuacji zmanipulowania.
Gdy religia staje się ogromnym ciężarem
„Choć religijność – zwłaszcza przeżywana we wspólnocie – może ożywiać duszę i zdrowie człowieka, to jednak czasami życie wiarą przybiera niewłaściwy obrót. Religia staje się wówczas nie wsparciem i drogą do transcendencji, lecz ogromnym ciężarem, z którym wiąże się lęk, frustracja i bezsilność. Jest to szczególnie widoczne w religijnych grupach destrukcyjnych, czyli takich, których członkowie są manipulowani, okłamywani i wykorzystywani – zarówno emocjonalnie, jak i np. finansowo, a czasami seksualnie. Grupą o charakterze destrukcyjnym może być wspólnota religijna działająca pod egidą chrześcijaństwa, krąg pozornie religijnych znajomych, a także stowarzyszenie, które w swoim statucie odwołuje się do zasad religijnych. (…) Warto zaznaczyć, że w każdej grupie religijnej mogą zdarzyć się czasami pewne błędy i niewłaściwe zachowania; w grupie funkcjonującej w wystarczająco zdrowy sposób z upadków wyciąga się wnioski, a należące do niej osoby mają poczucie bezpieczeństwa i osobistej wolności. W grupach manipulacyjnych perwersyjne dążenie do władzy nad jej członkami i przekraczanie ich granic stanowi codzienność – wręcz rdzeń funkcjonowania wspólnoty.” – pisze Szelągowska- Mironiuk.
Jak określić, czy moja wspólnota jest dysfunkcyjna?
„Nie zawsze łatwo jest określić, czy dana grupa ma charakter dysfunkcyjny, czy nie – pewne patologiczne cechy potrafią być dość głęboko ukryte i dawać o sobie znać np. dopiero wtedy, gdy ktoś próbuje zakończyć swoją działalność we wspólnocie. Zdarza się, że przemoc w grupie religijnej jest bardzo subtelna, przybiera wręcz formę mikroagresji; dominacja lidera wydaje się wszystkim tak oczywista, że aż niepodważalna, a negatywny obraz świata przedstawia się nie wprost, lecz za pomocą aluzji. Takie grupy mogą być szczególnie niebezpieczne, bo trudno zauważyć i nazwać, co właściwie jest z nimi nie tak.” – dodaje Szelągowska-Mironiuk. Jak podkreśla, warto wtedy wsłuchać się głęboko w swoje odczucia.
Słuchaj emocji – one powiedzą, czy jesteś w niebezpieczeństwie
„Warto jednak słuchać własnych emocji – choć one same w sobie czasami są skomplikowane, to jednak często informują nas o tym, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie. To stare, atawistyczne mechanizmy, które pozwalały naszym przodkom przetrwać w trudnych warunkach – przeczucie zbliżającego się niebezpieczeństwa nierzadko „aktywowało” się, jeszcze zanim rozumowo pojęliśmy, co stanowi źródło zagrożenia”. – pisze autorka.
Nie bagatelizuj sygnałów z ciała
„Właśnie dlatego nie warto bagatelizować swoich uczuć i sygnałów płynących z ciała; jeśli w jakimś miejscu nie czujemy się bezpiecznie, z niejasnych przyczyn obawiamy się odejścia albo mocno irytuje nas stosunek członków grupy do lidera, przyjrzyjmy się temu i spróbujmy nazwać to, co kryje się pod ostrzegającymi nas uczuciami” - podsumowuje Szelągowska-Mironiuk.
I podpowiada, że dla ułatwienia można zadać sobie kilka pytań, które pomogą ocenić, czy znajdujemy się w bezpiecznym miejscu, czy też nie. Jak podkreśla, nas tymi kwestiami naprawdę warto się zastanowić, zwracając szczególną uwagę na pojawiające się w nas uczucia.
Nie jesteś pewien? Zadaj sobie te pytania
- Co grupa myśli o ludziach „z zewnątrz”? Jak reaguje na osoby myślące inaczej?
Co się stanie, jeśli odejdę z grupy?
3. Jakie są konsekwencje stawiania pytań i posiadania wątpliwości?
4. Co się stanie, jeśli opowiem innym o tym, co robimy na spotkaniach? Jak to będzie przyjęte?
5. Jakie są reguły awansu w grupie? Jak się z nimi czuję?
6. Jakie jest moje samopoczucie przed spotkaniami? Ile we mnie radości, a ile lęku i wstydu?
7. W jaki sposób grupa, w której działam, wpływa na mój obraz Boga? Co słyszę od jej członków o Nim i o sobie samym?
8. Na ile mogę w tej wspólnocie wyrażać różne emocje, które się we mnie pojawiają?
Czy twoja grupa mocno ogranicza twoją wolność? To sygnał alarmowy
„Jeśli mamy poczucie, że grupa, w której jesteśmy, mocno ogranicza naszą wolność, próbuje nas kształtować głównie poprzez lęk, zawstydzanie bądź zniechęcanie do otaczającego świata, to najpewniej nie będzie to zdrowe miejsce. Dodatkowo, jeśli konsekwencje opuszczenia grupy wydają się dotkliwe (np. możemy doświadczyć ostracyzmu i zerwania kontaktów), a lider wywołuje w nas niepewność i strach, to znaczy, że grupa nosi znamiona sekty i dalsze trwanie w niej może mieć negatywne konsekwencje dla naszego zdrowia psychicznego. Koniecznie porozmawiajmy na ten temat z zaufaną osobą spoza grupy – np. terapeutą, towarzyszem duchowym, przyjacielem lub członkiem rodziny. Pamiętajmy, że mamy prawo chronić samych siebie i odejść z miejsca, które nas niszczy, a jeśli istnieją ku temu powody, to także zgłosić działalność takiej wspólnoty odpowiednim organom” – pisze autorka.
Przemoc wymaga działania, również ta psychiczna
„Przemoc – również ta psychiczna – może być trudna do udowodnienia, ale tego typu forma krzywdzenia drugiej osoby lub osób jest nielegalna. Sprawców krzywd wobec dzieci i dorosłych naprawdę można pociągnąć do odpowiedzialności karnej; bycie duchownym czy świeckim ewangelizatorem nie gwarantuje immunitetu. Zgłaszając tego rodzaju nadużycie, mamy szansę nie tylko zaznać sprawiedliwości, ale też uchronić inne osoby przed zagrożeniem. Uwaga: poinformowanie policji czy prokuratury o przemocy nie jest żadną zdradą Kościoła ani wiary! Zdrady dopuszczają się te osoby, które dla własnej satysfakcji posługują się językiem religijnym, aby destrukcyjnie wpływać na życie innych. Nawet jeśli lider toksycznej grupy uważa inaczej, poinformowanie prokuratury jest w istocie cennym gestem miłosierdzia – takie działanie, choć mogą towarzyszyć mu silne i trudne emocje, pomaga oczyszczać wspólnotę Kościoła ze zła, którego przecież na pewno nie chciał jego Założyciel” – podkreśla psychoterapeutka.
Jak wygląda proces wychodzenia z toksycznej wspólnoty?
„Istnieje obszerna literatura psychologiczna opisująca, jakie mogą być konsekwencje przebywania w grupie destrukcyjnej i jak może wyglądać proces wychodzenia z niej. Jednym z ważnych elementów opuszczania takiej wspólnoty jest zdanie sobie sprawy z tego, że uczestniczymy w czymś patologicznym, a następnie konsekwentne wyznaczanie granic niegdysiejszym towarzyszom. Cenne jest przy tym wsparcie społeczne, w tym psychologiczne – toksyczna wspólnota potrafi bowiem negatywnie wpływać na obraz świata i samego siebie, co nierzadko wymaga przepracowania terapeutycznego. Związek z toksyczną wspólnotą może niekiedy doprowadzić do wystąpienia zaburzeń lękowych, depresji oraz traumy (zespołu stresu pourazowego, czyliPTSD). Szczególnie dotkliwe konsekwencje dotykają te osoby, które w grupach destrukcyjnych spędziły wiele lat; po ich opuszczeniu potrzebują one wręcz nauczyć się życia na nowo, co – choć stanowi wyzwanie – na szczęście jest możliwe” – pisze Szelągowska-Mironiuk.
---
Tekst zawiera fragmenty książki „Wspólnota, która leczy - wspólnota, która rani. O wierze, emocjach i manipulacji w Kościele” autorstwa Agnieszki Szelągowskiej-Mironiuk, wydanej nakładem wydawnictwa WAM.
Skomentuj artykuł