Dlaczego Pan Jezus nie głaskał kotów
Domowe zwierzęta mają dziś tak dobrze jak nigdy wcześniej. Dbamy o nie, doceniamy ich rolę pośród nas, w końcu nauczyliśmy się widzieć w nich istoty, które przywiązują się do nas i nas kochają, ale także za nami tęsknią, a nawet bez nas na swój sposób cierpią. I dobrze, że tak się stało, tym bardziej, że miłość do zwierząt wcale nie jest odkryciem współczesnych czasów, ale poniekąd wpisana jest w naturę człowieka – czyli tak nas stworzył Bóg.
Kto ma lepiej: pies czy kot?
Niestety, Stary Testament z jego „całopalnymi” i „biesiadnymi” ofiarami ze zwierząt nie bardzo staje po stronie stworzenia. Na pierwszy plan w opisach wielu ksiąg wysuwa się ich przedmiotowe i bezduszne traktowanie: pracują na człowieka, służą za pokarm, ich krew rzekomo sprawia Bogu radość, a kozioł ofiarny, który jest skazany na niechybną śmierć na pustyni, świadczy o tym, że zrzuca się na nie odpowiedzialność za ludzkie grzechy. Wszystko to daje dość ponury obraz okrutnego wykorzystania stworzenia, tym bardziej, że to ludzkie okrucieństwo nie odnosi się do dzikich i niebezpiecznych zwierząt, ale do domowych, a więc takich, które są w stanie przywiązać się do człowieka.
Z drugiej jednak strony nie brak – w tym samym Starym Testamencie – przykładów zupełnie innego podejścia. Ustami proroka Izajasza Bóg mówi, że „obrzydły mu już całopalenia” i „obrzydła mu krew wołów i cielców” (1, 11-13), a psalmiści w wielu miejscach wielbią Boga za stworzenie, często wspominając zwierzęta, np.: łanię przy strumieniu (42, 2) czy wróbla i jaskółkę, które znajdują bezpieczne schronienie pod dachem świątyni (84, 4).
Nie brakuje też w Biblii odwołań do psów – i znów czasami w negatywnym kontekście, ale dość często także wprost przeciwnie. Na przykład Tobiasz (syn), gdy wyruszał w drogę razem z archaniołem Rafałem, z nimi poszedł pies (Tb 6, 1), a potem wszyscy, w tym czworonożny towarzysz, bezpiecznie wrócili do domu. Hiob jakby mimochodem wspomina o psach pasących jego trzody (30, 1), a Izajasz, w tym samym kontekście, choć może nie jednoznacznie pozytywnym, mówi o psach pasterskich i stróżujących (56, 10-11). Może nie najlepiej o tych kudłatych przyjaciołach człowieka wyraża się Filistyn, który widząc stającego do pojedynku nieuzbrojonego Dawida, poczuł się urażony i powiedział ze złością: „Czyż jestem psem, że przychodzisz do mnie z kijem?” (1 Sm 1, 43). Podobnie w różnych kontekstach psami określano wrogów i pogan (Łk 16, 21). Jednak chyba najpiękniejszym i najbardziej wzruszającym wyrazem czułej postawy wobec zwierząt jest opowiadanie proroka Natana, posłanego przez Boga do Dawida, który opowiada historię o owieczce pewnego biedaka: jedynej owieczce, którą ten miał, którą „karmił i wyrosła przy nim wraz z jego dziećmi, jadła jego chleb i piła z jego kubka, spała u jego boku” (2 Sm 12, 3). Koty w Biblii występują tylko raz: prorok Baruch, opisując posągi bóstw, dla podkreślenia ich niemocy, z pogardą mówi, że „koty po nich łażą” (Ba 6, 21).
Czułość wobec stworzenia
Pośród świętych nie tylko Franciszek z Asyżu wyczulony był na piękno stworzonego świata, ale to on stał się najsłynniejszym „piewcą” dzieła stworzenia. Swoim podejściem zrewolucjonizował sposób patrzenia na świat, w którym żyjemy. Jego przekonanie o pięknie świata, choć tak rewolucyjne, w istocie bazuje na przekazie biblijnym. Wystarczy tylko zdać sobie sprawę, że idealna harmonia i porządek raju odnosiła się nie tylko do człowieka, ale do wszystkich stworzeń. Porządek ten został zburzony przez grzech, który wprowadził na świat nieznany wcześniej element: cierpienie. Konsekwencją grzechu jest błędne przekonanie, że oddanie przez Boga władzy nad światem człowiekowi zawiera się przede wszystkim w pozwoleniu na zabijanie. Taki pogląd poniekąd umacnia też wizja Piotra z Dziejów Apostolskich, kiedy to zobaczył zstępujący z nieba „przedmiot”, w którym znajdowały się zwierzęta uznane przez Stary Testament za „nieczyste”, a potem usłyszał słowa: „Zabijaj, Piotrze, i jedz!” (Dz 10, 13). W rzeczywistości akcent położony jest tu na fakcie, że nic, co stworzył Bóg, nie jest nieczyste, nawet bocian, choć brodzi w bagnie i połyka żaby, a nie na tym, żeby stworzenia te bezkarnie zabijać. Niestety, to stało się codzienną rzeczywistością naszego życia do tego stopnia, że z zabitych zwierząt składano ofiarę Bogu. Jednak rzeczywistość naprawdę „Boska” to ta, która miała miejsce przed upadkiem Adama i Ewy (czyli w raju utraconym), oraz ta, która będzie istniała w świecie zbawionych (czyli w raju odzyskanym). A tę rzeczywistość przedstawia m.in. prorok Izajasz, gdy opisuje czasy mesjańskie: „wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę…” (11, 6-8). No cóż, już kiedyś o tym pisałem, w niebie wszyscy będziemy „vege”... (Tylko nie wiem jeszcze, jak to powiedzieć mojemu kotu…).
A co na to Jezus?
Być może pamiętamy piękne opowiadanie o piesku Pana Jezusa, jakie przeczytać można w „Chłopach” Reymonta. Historię tę opowiedział emisariusz i nauczyciel Roch, występujący pod przebraniem wędrownego dziada. Wzruszający w tej historii jest zwłaszcza jej koniec: pies wyjący pod krzyżem, a potem ostatnie słowa Jezusa: „Chodź ze mną, Burek”. Niestety, historia ta jest w stu procentach fikcją, ale warto wspomnieć, że Roch opowiedział ją po tym, gdy ktoś przytrzasnął ogon psu, a ten zaskomlał z bólu.
Jezus, niestety, nie miał psa ani też nie głaskał kotów. Jednak w wielu miejscach jego nauczanie nacechowane jest wyjątkową wrażliwością i troską o wszystko, co stworzone. W sumie nie powinno nas to wcale dziwić – przecież tym, który to stworzył, był Ojciec Niebieski, o którym Jezus zawsze mówił z uwielbieniem.
W nauce Jezusa widać przede wszystkim wielkie wyczucie piękna. Nauczając w przypowieściach, nakazywał przyglądać się ptakom i kwiatom, i z tego obrazu wyciągnąć wnioski – a chodziło o to, aby zobaczyć dobro Boga, który troszczy się o całe stworzenie. Rękę Boga i jego obecność widział Jezus w wyglądzie nieba, słońca oraz w łanach zbóż. Wyjątkową jego czułość wobec zwierząt widać jednak we wszystkich przypowieściach i nauczaniu, w którym jako przykład wskazywał owce. Ostro piętnował postawę złych pasterzy, którzy nie dbają o swe stada, a chwalił tych dobrych, pokazując, że ten, kto ma pod opieką zwierzęta, musi do nich podchodzić z czułością. Absolutny szczyt tej czułości widzimy w tym, jak dobry pasterz traktuje swoją odnalezioną owcę, którą – nie zważając na własne zmęczenie, związane z poszukiwaniem zaginionej – bierze na ramiona i przynosi ją do stada. Radość z odnalezienia zagubionej owcy nie jest niczym innym, jak przejawem prawdziwej miłości… do zwierząt.
Patrząc na tę czułość Jezusa wobec zwierząt warto na koniec wrócić do tytułowego pytania: czy rzeczywiście nigdy nie głaskał kotów? Wprawdzie żaden z ewangelistów o tym nie wspomniał, ale w sumie nie byłbym taki pewien…
Skomentuj artykuł