Polski film o stygmatach Ojca Pio?

Polski film o stygmatach Ojca Pio?
Maciej Zinkiewicz OFMCap

Każdy, kto oglądał Jasminum Jana Jakuba Kolskiego na pewno pamięta małą Eugenię i często powtarzane przez nią pytanie: "A co się dziwisz?". Pamięta również brata Zdrówko, jak i to, że pod koniec filmu otrzymuje on stygmaty.

Niewiele osób jednak wie, że inspiracją dla stworzenia postaci brata Zdrówko był święty Ojciec Pio z Pietrelciny.

Na pierwszy rzut oka brata Zdrówko i Ojca Pio różni wiele. Brat Zdrówko był kucharzem, prowadził życie aktywne, w odróżnieniu od pogrążonych w kontemplacji i odosobnieniu mnichów: Czeremchy, Śliwy i Czereśni.

Ci ostatni, choć, wydawałoby się, mili, sympatyczni i oddani Bogu, słusznie nazwani zostają przez Gienię dziwakami. W ich duchowych poszukiwaniach dochodzi do koncentracji na sobie czy emocjonalnej fiksacji. Zupełnie inny od nich jest brat Zdrówko. To prosty i niewybujały w aktach pobożności zakonnik. Jego życie polega na służbie, na wiernym wykonywaniu wielu prostych czynności, które służą drugiemu człowiekowi (smacznie gotuje), zwierzętom (myje kaczkom nogi i podnosi świnki, by widziały niebo) lub świętym (przestawia ich figury w odpowiednie miejsca we właściwym czasie).

Świetnie dogaduje się z małą dziewczynką i kroi jej kromki chleba o odpowiedniej grubości. Ku zaskoczeniu wielu brat Zdrówko pod koniec filmu dostaje stygmaty, co jest niewątpliwie potwierdzeniem jego sposobu życia i wskazuje, że to on właśnie bardziej niż pozostali bracia trwa w autentycznej bliskości z Bogiem. Podobieństwo brata Zdrówko z Ojcem Pio to nie tylko stygmaty. Kolski chciał niewątpliwie zwrócić uwagę na jego normalność, dostępność, bezpośredniość, na oddanie się Bogu przede wszystkim przez służbę człowiekowi i wewnętrzną, duchową wolność.

Stygmaty w filmie to znak świętości. Zakonnicy od lat przekazywali sobie legendę, że jeden z "pachnących" braci zostanie świętym. Czekają z napięciem na realizację zapowiedzi-proroctwa. Wypadki toczą się jednak nieco inaczej i stygmaty otrzymuje - co jasno wskazuje, że to on jest właśnie oczekiwanym świętym - brat niepachnący, zwyczajny, zmywający naczynia. Reżyser mówi nam, że zapach świętości to nie unoszące się w sposób nadprzyrodzony nad człowiekiem kwiatowe wonie, ale często krople potu wylewane z poświęcenia dla drugiego człowieka. Świętym czyni miłość, która w sposób praktyczny objawia się w życiu i wolna jest od chorobliwego zapatrzenia w siebie. Miłość ta podnosi niejako na wyższy poziom egzystencji, równocześnie zadając bolesną ranę, lecz dotyka tylko ludzi prostych i pokornych.

Zupełnie odmienny od pogodnego obrazu Kolskiego jest film Stygmaty Ruperta Wainwrighta. Opowiada on o młodej kobiecie, Frankie, która otrzymuje stygmaty podczas kąpieli, całkowicie niespodziewanie. Frankie to osoba niewierząca, ateistka. Jest zupełnie zszokowana tym, co ją spotyka. Nie potrafi zrozumieć następujących po sobie wydarzeń. W końcu spotyka księdza, który pomaga jej powoli rozszyfrować własne doświadczenia…

Film ten choć w centrum zainteresowania umieszcza stygmaty - rany Chrystusa, którymi naznaczona zostaje wybrana osoba, ukazuje je w sposób zupełnie obcy tradycji katolickiej, zarówno biorąc pod uwagę szeroki kontekst życia osoby je otrzymującej, jak i samą scenę stygmatyzacji.

Wierzący widz, oglądając scenę stygmatyzacji Frankie (choć należą się słowa uznania dla montażu i efektów specjalnych), może mieć uzasadnione wątpliwości, czy to, co się z nią dzieje, jest rzeczywiście Bożą interwencją, czy też jest to raczej przejaw demonicznego opętania. Frankie wydaje się być bardziej w rękach diabła niż miłosiernego Boga. Scena stygmatyzacji budzi strach - u samej Frankie, jak i u widza. Nie ma nic wspólnego ze spotkaniem człowieka z Ukrzyżowaną Miłością.

Nieznany jest w historii jakikolwiek przypadek stygmatyzacji osoby niewierzącej. Stygmaty to dla niewielu wybranych osób owoc długiej drogi duchowego rozwoju, dojrzewania w miłości i jedności z Chrystusem - tak jest chociażby w przypadku brata Zdrówko. Stygmaty, owszem, mogą być niechciane i nawet nierozumiane - sam Ojciec Pio nigdy ich nie pragnął i inni musieli wyjaśnić mu ich sens, nigdy jednak nie pojawiają się one poza kontekstem żarliwej wiary i miłości człowieka do Boga. Są darem. Nie zniewoleniem. Znakiem zjednoczenia w miłości, nigdy obuchem uderzającym w głowę.

Temat stygmatów nieustannie budzi wielkie zainteresowanie. Można o nich przeczytać na wielu katolickich i niechrześcijańskich, a nawet na ateistycznych stronach internetowych. Temat ten podejmowany jest przez literaturę, film, malarstwo. Budzi emocje, ponieważ głęboko dotyka pytania o Boga, sens życia, znaczenie cierpienia, możliwości zbawienia. Dzieła kultury mogą wydobywać nowe i ciekawe aspekty stygmatów i cech osób je noszących, ale mogą je też zniekształcać. Dla dobrego odczytania, krytycznej analizy tych obrazów potrzeba nam nie tylko humanistycznego warsztatu, ale i znajomości życia świętych Pańskich naznaczonych tymi niezwykłymi znakami. Noszący je święci mogą nas wprowadzić w nieznane dotąd wymiary egzystencji oraz podsunąć odpowiedź na nurtujące nas pytania - powoli i delikatnie, tak że całe nasze życie przemieni blask chwały Ukrzyżowanego, a całą rzeczywistość ujrzymy w świetle Jego miłości.

Maciej Zinkiewicz - kapucyn, doktor filozofii, wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Redaktor naczelny "Głosu Ojca Pio" i dyrektor Wydawnictwa Serafin.

Tekst pochodzi z "Głosu Ojca Pio" [nr 112/4/2018]. Tytuł i nagłówek pochodzą od redakcji DEON.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
oprac. Karol Wilczyński
14,00 zł
19,99 zł

Pięć słów, które mogą zmienić wszystko

„Jezu, Ty się tym zajmij – i wszystko jasne. Cudowna modlitwa, dzięki której rozwiążą się wszystkie moje problemy”.

Ale czy na pewno? I czy na pewno zadziała w taki...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Polski film o stygmatach Ojca Pio?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.