Hostia pod mikroskopem. Czy cuda eucharystyczne mogą przesłaniać samą Eucharystię?
W ostatnich latach niezwykłą popularność zdobyły wiadomości o tak zwanych cudach eucharystycznych. Krążą zdjęcia zakrwawionych hostii, informacje o badaniach laboratoryjnych, tkance mięśnia sercowego, grupie krwi, leukocytach czy DNA. Intencja jest zazwyczaj dobra: pokazać ludziom, że Eucharystia jest czymś rzeczywistym, że Chrystus naprawdę jest obecny pod postaciami chleba i wina. „Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy próbując bronić wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa, zaczynamy niepostrzeżenie zmieniać jej znaczenie. Jak gdyby „rzeczywisty” znaczyło po prostu „fizyczny”, a najlepszym dowodem na prawdziwość Eucharystii było to, że konsekrowana hostia zacznie przypominać kawałek ludzkiego mięsa. Tymczasem chrześcijańska wiara mówi coś znacznie głębszego” – pisze na Facebooku o. Kasper Mariusz Kaproń OFM.
Jak zauważa franciszkanin, jednym z największych nieporozumień dotyczących Eucharystii jest utożsamienie dwóch słów: „rzeczywisty” i „fizyczny”. Nie są one synonimami. Miłość jest rzeczywista, choć nie można jej zważyć. Przyjaźń jest rzeczywista, choć nie zobaczymy jej pod mikroskopem. Osoba jest czymś znacznie więcej niż zespołem komórek, które można poddać analizie chemicznej. Podobnie obecność Chrystusa w Eucharystii jest rzeczywista, ale jest to obecność sakramentalna. I właśnie dlatego Kościół mówi o sakramencie.
Sakrament nie osłona fizyczności
Sakrament nie jest rzeczywistością, która tylko odsyła do innej rzeczywistości znajdującej się gdzieś indziej. Jest widzialnym znakiem, przez który Chrystus rzeczywiście działa i udziela nam swojej łaski. Znak sakramentalny nie istnieje tylko po to, aby odsłonić ukrytą pod nim rzeczywistość fizyczną. Przeciwnie, Bóg przychodzi do nas w znaku i przez znak. W chrzcie jest nim woda. Nie musi ona zamienić się w coś nadzwyczajnego, aby człowiek rzeczywiście został zanurzony w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. W Eucharystii znakami są chleb i wino i właśnie jako chleb i wino Chrystus daje nam swoje Ciało i Krew.
Ojciec Kasper Kaproń zaznacza, że, aby lepiej zrozumieć sakramentalną rzeczywistość warto powrócić do opisu Ostatniej Wieczerzy. Jezus nie wziął kawałka swojego ciała i nie powiedział uczniom: „Popatrzcie, oto dowód, że jestem rzeczywiście obecny”. On wziął chleb i powiedział: „Bierzcie i jedzcie: to jest Ciało moje”. Następnie wziął kielich i podał go uczniom. To niezwykle ważne. Chleb nie jest przeszkodą, którą trzeba usunąć, aby dotrzeć do „prawdziwego” Ciała Chrystusa. Chleb należy do sposobu, w jaki Chrystus zechciał dawać siebie Kościołowi. Jest po to, aby go wziąć, łamać, dzielić i spożywać. Dlatego podstawowym słowem Eucharystii nie jest „patrzcie”, lecz „bierzcie i jedzcie”.
Przeżywać i celebrować, nie tylko oglądać i badać
I właśnie tutaj pojawia się problem z niektórymi sposobami opowiadania o cudach eucharystycznych. Niepostrzeżenie możemy przejść od sakramentu, który należy celebrować i spożywać, do przedmiotu, który należy oglądać i badać. W centrum zainteresowania pojawia się wtedy krew, tkanka, laboratorium i ekspertyza naukowa. Zamiast pytać, co Chrystus czyni z nami przez Eucharystię, zaczynamy pytać, co biolog znajduje pod mikroskopem. Nie oznacza to oczywiście, że Kościół ma z góry negować możliwość nadzwyczajnych wydarzeń. Oznacza natomiast, że takie wydarzenie nie może stać się kluczem do rozumienia tego, czym jest Eucharystia – pisze o. Kaproń.
Trzeba powiedzieć to bardzo jasno, ponieważ właśnie tutaj rodzi się wiele nieporozumień. Przyjmując Komunię świętą, nie spożywamy kawałka biologicznej tkanki Jezusa z Nazaretu. Nie na tym polega katolicka nauka o rzeczywistej obecności. Przyjmujemy całego Chrystusa: ukrzyżowanego, zmartwychwstałego i uwielbionego. Tego samego Chrystusa, który narodził się z Maryi, umarł na krzyżu i powstał z martwych, ale którego człowieczeństwo istnieje teraz w rzeczywistości zmartwychwstania.
To rozróżnienie jest zasadnicze. Chrystus zmartwychwstały nie jest trupem przywróconym do dawnego biologicznego funkcjonowania. Zmartwychwstanie nie jest reanimacją. Chrystus wszedł w nowy sposób istnienia, którego nie można sprowadzić do kategorii biologii czy chemii. Dlatego również Jego eucharystycznej obecności nie wolno wyobrażać sobie tak, jak gdyby wewnątrz hostii znajdował się mikroskopijny fragment ludzkiego mięśnia. Kościół mówi o czymś znacznie większym: pod postaciami chleba i wina obecny jest cały Chrystus. To jest realizm sakramentalny.
Nie adorujemy ludzkiej tkanki
Paradoksalnie średniowieczna teologia potrafiła być w tej sprawie bardziej subtelna niż współczesny Internet. Święty Tomasz z Akwinu bardzo wyraźnie przypomina, że obecności Ciała Chrystusa w Eucharystii nie poznajemy zmysłami. Tradycja tomaszowa ujmuje to znakomicie w słowach Adoro te devote: „Wzrok, dotyk i smak w Tobie się mylą, jedynie wiara Ciebie mi przybliża”. To zdanie powinno dawać do myślenia. Wiara eucharystyczna nie polega na tym, że mikroskop potwierdzi słowa Jezusa. Jeżeli potrzebuję laboratorium, aby ostatecznie uwierzyć słowom „To jest Ciało moje”, dokonuje się dziwne odwrócenie porządku. Ostatnim autorytetem przestaje być Chrystus i wiara Kościoła, a staje się nim wynik badania histopatologicznego.
Kiedy więc klękamy przed Najświętszym Sakramentem, nie adorujemy ludzkiej tkanki. Adorujemy Chrystusa. Nie kawałek Jego ciała, ale Jego samego, żyjącego i zmartwychwstałego Pana. Dlatego słowo „Ciało” w zdaniu „To jest Ciało moje” trzeba rozumieć biblijnie i sakramentalnie, a nie jak termin z podręcznika anatomii. Ciało Chrystusa oznacza Chrystusa, który wydaje siebie za nas: „To jest Ciało moje, które za was będzie wydane”. Eucharystia jest więc nierozerwalnie związana z Paschą. Nie otrzymujemy „materiału biologicznego Jezusa”. Otrzymujemy Chrystusa wydającego siebie Ojcu i nam, Chrystusa umarłego i zmartwychwstałego. Dlatego adoracja eucharystyczna jest adoracją OSOBY Chrystusa, a nie materii.
Zwyczajność znaku mówi więcej niż cud
Ojciec Kaproń przywołuje w swoim wpisie słowa włoskiego liturgisty Andrei Grilla, który zwraca uwagę na niebezpieczeństwo, jakie może powstać wtedy, gdy cuda eucharystyczne stają się podstawowym narzędziem katechezy. Problemem nie musi być sam nadzwyczajny fenomen. Kościół może badać takie wydarzenia i z wielką ostrożnością oceniać ich znaczenie. Niebezpieczeństwo zaczyna się wtedy, kiedy nadzwyczajny znak zaczyna być uważany za bardziej przekonujący niż sakrament ustanowiony przez Chrystusa. Łatwo bowiem dojść do osobliwego wniosku, że zwyczajna biała hostia jest dla naszej wiary niewystarczająca i dopiero kiedy pojawi się na niej krew, zaczyna być naprawdę interesująca.
A przecież właśnie zwyczajność znaku należy do geniuszu chrześcijańskiej liturgii. Bóg posługuje się wodą, olejem, chlebem, winem, ludzkim słowem, nałożeniem rąk. Nie niszczy tych rzeczy, aby objawić swoją obecność. Posługuje się nimi, aby wejść w naszą historię. To właśnie jest logika sakramentalna: rzeczywistość stworzona nie zostaje odrzucona, lecz staje się miejscem działania Boga.
Nadmierna koncentracja na cudach eucharystycznych niesie jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Może sprawić, że całą Eucharystię sprowadzimy do pytania, co znajduje się w hostii po konsekracji. Jest to ważne pytanie, ale Eucharystia jest czymś znacznie większym. Jest celebracją Paschy Chrystusa przez zgromadzony Kościół. Chrystus przemawia w swoim słowie, Kościół składa Ojcu dziękczynienie, przywołuje śmierć i zmartwychwstanie Pana, błaga o Ducha Świętego, łamie jeden Chleb, pije z jednego kielicha i zostaje posłany, aby żyć tym, co celebrował.
Sobór Watykański II przypomniał, że Chrystus działa w całej celebracji liturgicznej. Eucharystia nie jest produkowaniem świętego przedmiotu, który następnie możemy oglądać. Jest czynnością Chrystusa i Jego Kościoła. Franciszek w Desiderio desideravi bardzo mocno powrócił do tej sakramentalnej logiki. Misterium paschalne dociera do nas w konkretności znaków. Nie trzeba ich niszczyć, aby dostać się do ukrytej za nimi „prawdziwej rzeczywistości”. To właśnie przez znak spotykamy Rzeczywistość.
Ciałem Chrystusa są zgromadzeni wokół ołtarza
I tutaj warto przypomnieć niezwykłą intuicję św. Augustyna. Mówiąc o Eucharystii, zwracał uwagę nie tylko na Ciało Chrystusa znajdujące się na ołtarzu, ale również na Ciało Chrystusa zgromadzone wokół ołtarza. Chrześcijanom przyjmującym Komunię mówił: „Bądźcie tym, co widzicie, i przyjmujcie to, czym jesteście”. Na ołtarzu jest Ciało Chrystusa, ale przed ołtarzem również stoi Ciało Chrystusa – Kościół. Jedno ma przemieniać się w drugie.
Dlatego Eucharystia nie kończy się w chwili, kiedy hostia znalazła się na naszym języku czy dłoni. Ona chce przemienić człowieka. Być może właśnie tutaj należałoby szukać najważniejszego cudu eucharystycznego. Nie w hostii, na której pojawiła się krew, ale w człowieku, który potrafił przebaczyć; w rodzinie, która się pojednała; w bogatym, który zaczął dzielić się z ubogim; w parafii, w której ludzie różnych poglądów i pozycji społecznych odkrywają, że należą do jednego Ciała. Cudem Eucharystii jest chrześcijanin, który po usłyszeniu „Idźcie w pokoju Chrystusa” rzeczywiście wychodzi ze świątyni i zaczyna żyć logiką Chrystusa wydającego siebie za innych.
Święty Paweł mówi przecież nie tylko, że chleb, który łamiemy, jest udziałem w Ciele Chrystusa. Natychmiast dodaje: „Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało” (1 Kor 10,17). Eucharystyczna obecność Chrystusa zmierza zatem do komunii. Chrystus daje nam swoje Ciało, abyśmy stawali się Jego Ciałem.
Rzeczywiście nie znaczy fizycznie
I może właśnie tego najbardziej potrzebuje dzisiaj nasza katecheza eucharystyczna. Nie mniej wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa, lecz więcej wiary w to, czym ta rzeczywista obecność naprawdę jest. Nie jest obecnością pozorną ani metaforyczną. Jest naprawdę obecnością Chrystusa. Ale rzeczywiste nie znaczy fizyczne. Jest to obecność sakramentalna, rzeczywista właśnie na sposób sakramentu: obecność całego Chrystusa, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, który daje siebie Kościołowi pod postaciami chleba i wina.
Dlatego nie potrzebujemy, aby chleb zaczął wyglądać jak mięso, żeby uwierzyć, że jest Ciałem Chrystusa. Przeciwnie, być może jednym z najgłębszych aktów wiary eucharystycznej jest przyjąć, że Chrystus chciał pozostać dla nas właśnie jako chleb: chleb wzięty w ręce, nad którym wypowiedziano dziękczynienie, chleb łamany i rozdawany, aby ci, którzy go spożywają, stawali się jednym Ciałem. To właśnie jest Ciało wydane za życie świata – podsumowuje o. Kasper Mariusz Kaproń.
Kasper Mariusz Kaproń OFM/Facebook/łs
Skomentuj artykuł