Kochać już teraz – o miłości, która wyraża się w codziennych gestach

Fot. Depositphotos.com (118567054)

Zadzwonię, kiedy zrobi się trochę spokojniej. Porozmawiam, kiedy będę mniej zmęczony. Pomogę, kiedy znajdę więcej czasu. Nie brakuje nam dobrych zamiarów. Problem w tym, że człowiek, którego chcemy kiedyś obdarzyć miłością, żyje obok nas już dziś. Dzisiaj czeka, dziś martwi się, dziś potrzebuje rozmowy. Miłość musi być konkretna, nie może być tylko teorią. A urzeczywistnia się w tym, co nazywamy „teraz”. Nie wiemy przecież, czy jutro będzie łatwiej, czy będzie to lepszy dla nas czas. Teraźniejszość należy do nas – i właśnie w niej możemy kochać.

W pierwszym czytaniu Bóg mówi o przybyszu, wdowie, sierocie i ubogim. Zauważa ludzi, których łatwo pominąć, a jeszcze łatwiej zranić. Kiedy wspomina o płaszczu wziętym jako zabezpieczenie pożyczki, daje bardzo jasne polecenie: „(…) winieneś mu go oddać przed zachodem słońca, bo jest to jedyna jego szata i jedyne okrycie jego ciała podczas snu” (Wj 22,25). Ten człowiek będzie przecież dzisiaj marzł. On potrzebuje okrycia tej nocy. Ma dług, ale nadal ma też ciało, o które trzeba się zatroszczyć. Wierzyciel nie może widzieć w nim wyłącznie kogoś, kto jest mu winien pieniądze. Bóg upomina się o osobę. Znamy podobne sytuacje. Dla kogoś opóźniona wypłata to tylko kilka cyfr w rachunkowości, a dla innego – brak pieniędzy na zakupy. Kolejny telefon od starszej osoby może nas irytować, a dla niej być jedyną rozmową tego dnia. Nie zawsze możemy zrobić wszystko, o co ktoś prosi. Możemy jednak spróbować zobaczyć, co naprawdę przeżywa.

DEON.PL POLECA



Jezus, zapytany o największe przykazanie, wskazuje najpierw na miłość Boga, która ma obejmować całego człowieka: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” (Mt 22,37). Czyli także tym wszystkim, czym żyję dzisiaj. Czasem traktujemy relację z Bogiem bardzo oficjalnie, potrafimy całkiem sprawnie organizować swoje życie religijne, a jednocześnie mieć niewiele osobistego kontaktu z Bogiem. Wiemy, kiedy przyjść na Mszę, pamiętamy o spowiedzi, odmawiamy modlitwy… To jest ważne, ale warto zapytać, czy w tym wszystkim spotykam Kogoś bliskiego. Żeby ta miłość nie była tylko pustym słowem, muszę widzieć w Bogu Osobę. Nie jakieś abstrakcyjne pojęcie, bezimienną energię, siłę wyższą czy kosmiczny mechanizm sprawiedliwości, wobec którego muszę być w porządku, żeby mi się w życiu powiodło. Bóg jest Osobą, z którą wchodzi się w żywy, osobowy kontakt. Czy potrafię więc powiedzieć Bogu, że jestem zły, zmęczony, że czegoś nie rozumiem? Czy chcę Go słuchać? Czy dopuszczam Go do spraw, które naprawdę mnie zajmują, czy zostawiam Mu tylko wydzielony fragment mojej rzeczywistości?

Bóg jest obecny w naszym życiu teraz. Nie czeka, aż będziemy spokojniejsi, lepiej zorganizowani i bardziej pobożni. Przychodzi do nas takich, jacy jesteśmy, żebyśmy mogli z Nim przeżywać to, co nas spotyka. „Miłuję Cię, Panie, Mocy moja (…)” (Ps 18,2) – te słowa przypominają mi, że mogę zwrócić się do Boga również wtedy, gdy brakuje mi siły do kochania. To też jest czas na modlitwę: „Panie, pomóż mi zobaczyć tego człowieka tak, jak Ty go widzisz”. Miłość do Boga uczy właściwego spojrzenia na ludzi: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt 22,39). W teorii dobrze wiemy, jak to przykazanie powinno wyglądać. Trudność zaczyna się w praktyce. Dość łatwo przychodzi nam schowanie się za wymówkami usprawiedliwiającymi brak miłości w relacjach z bliźnimi. Mówimy sobie: „skoro on mnie nie szanuje, to ja też nie będę go szanować”, „skoro ona mi nie pomaga, to dlaczego mam się dla niej wysilać?”, „skoro świat jest taki agresywny, to ja też pokażę pazury”. Miłość do bliźniego nie pyta, czy ten człowiek na nią zasłużył, czy jest miły i czy nam się odwdzięczy. Każdy człowiek godzien jest miłości nawet wtedy, gdy mnie samemu trudno jest go kochać. Nie muszę udawać, że nic mnie nie zabolało. Mogę jednak nie dołożyć kolejnej złośliwości. Mogę pozwolić komuś dokończyć zdanie. Mogę zapytać, co się stało, zanim wydam niesprawiedliwy osąd. To niby niewiele, ale właśnie przez to drugi człowiek doświadcza miłości, która objawia się jako cierpliwość, pomoc czy chwila poświęconej uwagi. Odłożenie telefonu podczas rozmowy to nie jest przecież heroiczny wyczyn, lecz dla kogoś, kto próbuje opowiedzieć mi o swoim dniu, może znaczyć bardzo dużo.

W przykazaniu miłości jest też miejsce dla mnie. Chodzi o dostrzeżenie siebie samego jako osoby, czyli kogoś, kto posiada niezbywalną godność Bożego dziecka. Niektórzy rozumieją miłość do siebie jako coś gorszego, jako grzeszne samolubstwo. Moje potrzeby mogą przecież poczekać, ważne, żeby inni byli zadowoleni. To nie jest chrześcijańska miłość, to jest drogą do emocjonalnego i duchowego wyniszczenia. Skoro Jezus mówi nam: „będziesz miłował bliźniego jak siebie samego”, to znaczy jasno, że nasza miłość do samego siebie jest ważnym punktem odniesienia. Jeśli nie potrafię przyjąć siebie, jeśli nie umiem przebaczyć sobie własnych błędów, jeśli nie szanuję własnego ciała, zdrowia i godności, to jak chcę kochać kogoś innego? Przecież będę przelewać na drugiego całą moją wewnętrzną gorycz, frustrację i braki. Moje zdrowie, odpoczynek i potrzeby mają znaczenie. Mogę poprosić o wsparcie, przyznając, że czegoś nie udźwignę. Moja godność nie zależy od tego, ile z siebie dam i ilu ludzi będzie ze mnie zadowolonych. Nie zyskuję wartości dopiero wtedy, gdy jestem potrzebny. Przyjęcie tej prawdy uwalnia od ciągłego udowadniania, że zasługuję na miłość. Uczy też sprzeciwiać się krzywdzie, własnej i cudzej. Nie wszystko, na co się zgadzam z lęku przed odrzuceniem, jest poświęceniem z miłości. Mogę szukać dobra drugiego człowieka, a jednocześnie jasno postawić mu granicę. Właśnie dlatego, że oboje mamy godność.

Spójrzmy na Jezusa. Przyjmuje wolę Ojca, bo Mu ufa i Go kocha. Oddaje za nas życie, ponieważ jesteśmy dla Niego ważni. Wie zarazem, kim jest: Synem Ojca i naszym Zbawicielem. Poniżenie nie odbiera Mu tej godności. Jego ofiara nie wynika z przekonania, że własne życie nie ma wartości. W Nim możemy zobaczyć, że ofiarowanie siebie i szacunek do siebie nie muszą się wykluczać. Daje siebie dobrowolnie, świadomy wartości swojego życia. A zanim umrze na krzyżu, okazuje tę samą miłość w spotkaniach z ludźmi. Zatrzymuje się, słucha, dostrzega tych, których inni odsuwają. W Jego życiu miłość Ojca staje się bliska konkretnemu człowiekowi. Także my możemy sprawić, że ktoś dzięki nam doświadczy jej choć trochę.

DEON.PL POLECA


O takiej postawie słyszymy dzisiaj u Tesaloniczan: „(…) nawróciliście się od bożków do Boga, by służyć Bogu żywemu (…)” (1 Tes 1, 9). To jest właśnie ten zwrot w miłości – od teorii do praktyki, dlatego ich postawa stała się świadectwem dla innych. Bałwany nie wymagają miłości, bo są tylko martwym kamieniem, przed którym można odprawić rytuał. Bóg żywy jest natomiast osobą, z którą można budować opartą na wolności relację. Paweł Apostoł dostrzega w adresatach swojego listu radość, której źródłem jest Duch Święty. Nie czekali na łatwiejsze czasy, ale pozwalali, by Ewangelia zmieniała ich życie „teraz”.

Tak samo i my o Dobrej Nowinie świadczymy tym, jak dzisiaj traktujemy ludzi. Ktoś, kto spotyka naszą życzliwość, może dzięki niej łatwiej uwierzyć, że Bóg jest dobry. Ktoś, komu dajemy szansę naprawienia błędu, może odkryć, że także dla niego jest nadzieja na Boże Miłosierdzie. Świadectwem jest też uczciwe przyznanie się do błędu. Pokazujemy wtedy, że Ewangelia pozwala podnieść się po porażce. Miłość do siebie wymaga uczciwości. Obejmuje uznanie własnego grzechu i także przyjęcie przebaczenia. Głosimy przecież Dobrą Nowinę o nieskończonej miłości Boga do człowieka. Chrześcijanin nie jest powołany do tego, żeby być skrupulatnym wypełniaczem przepisów moralnych albo po prostu miłym człowiekiem, z którym nie ma problemów. Ma być naśladowcą Miłości, której na imię jest Jezus Chrystus. I możemy ją naśladować, nie czekając na możliwość dokonania wielkich rzeczy. Możemy zacząć od dobra, które jest w naszym zasięgu już w tym momencie. Przeszłości już nie zmienimy, przyszłość dopiero nadejdzie, a teraz? Teraz możemy kochać.

Prezbiter archidiecezji gdańskiej, pracujący na co dzień w parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku-Żabiance

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Kochać już teraz – o miłości, która wyraża się w codziennych gestach
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.