Łzy Jezusa - wciąż aktualne, Łk 19,41-44

(fot. countrygirl0/flickr.com)

Nie wiem, czy zgodzimy się z takim stwierdzeniem, że nasza codzienność nierzadko ulega okropnej banalizacji. Kierat, w który wprzęga nas poganiejąca cywilizacja, potrafi być straszny. Dnie i tygodnie upływają, a my nie znajdujemy niczego naprawdę wzniosłego. Dawne wielkie pragnienia zostają dziwnie stłumione i rozczarowane. Niestety, nazbyt często mamy odczucie obcowania z jakąś miałką rzeczywistością. Żadnego przystępu do Tajemnicy, która wzbudzałaby "święte drżenie" i fascynację. Nieraz życie tak płynie, że nic, tylko żałosna płycizna. - To pierwsza obserwacja.

I druga. Tego na ogół nie widać, ale tak jest, że ludzie - na wielką skalę - ulegają uwiedzeniu i podlegają różnym manipulacjom. Ilu jednak ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że są precyzyjnie zarządzani przez sprawnie działające media. Dokładniej mówiąc, jacyś anonimowi "oni" decydują, o czym się mówi i co się eksponuje. Właściciele potężnych środków wpływu i sterowania aspirują do tego, żeby rzeczywistość kreować. Nie na gruncie Prawdy, Boga, Celu ostatecznego człowieka, ale według własnej miary. Własnych, osobistych czy klanowych interesów.

Z żelazną konsekwencją kreowały rzeczywistość różne totalitarne ideologie i reżimy.

Robił to faszyzm. Robił to komunizm, który m. in. przez narzucaną ideologię, wszechobecną inwigilację, cenzurę - programował świadomość mas. Odwoływano się również do strachu, by łamać sumienia. Różne zabiegi socjotechniczne miały ludziom wybić z głowy poważne pytania, które otwierały umysły i serca na mądrość, na filozofię, na religię, na Boże Objawienie, na Chrystusa i Kościół. Skutek tych zabiegów był różny. Jednak w sumie wiele narodów zostało dotkniętych katastrofą moralności. Całe społeczeństwa ulegały ruinie duchowej.

Ludzie zrujnowani moralnie i duchowo budują fatalny świat, w którym jedni drugich krzywdzą, narzucają niesprawiedliwe prawa. Jedni drugich nienawidzą, podejrzewają. W takiej przestrzeni coraz bardziej aktywizują się siły, które krok po kroku i cynicznie, niszczą bezwzględnie wszystkie więzi: w rodzinie, między kobietą i mężczyzną, w pracy, w narodzie, między narodami. W sumie ludzie ludziom gotują ogrom poniżeń i cierpień.

Czy mamy świadomość tego, iż wszyscy uczestniczymy w wielkiej duchowej walce. I że trzeba się w tej walce dobrze rozeznać. I odkryć, że stronami konfliktu są, tak naprawdę, nie sami ludzie, stający w opozycji do siebie. Ta to na ogół wygląda, że jeden człowiek walczy z drugim człowiekiem czy że pewne grupy, partie, narody walczą ze sobą. Jednak ważne jest, żeby ujawnić wpływające na nas duchy: dobre i złe. Trzeba dokonać jasnego rozeznania, rozróżnienia i dokonać fundamentalnego wyboru. Powinien to być wybór Boga! Wybór za Bogiem, gdyż to On jest Miłością, która stwarza, ocala, ochrania, uszczęśliwia.

Tylko ludzie związani z Bogiem świętym Przymierzem ufnej wiary, miłości i pokoju budują kulturę, która kocha człowieka, ceni życie, pielęgnuje każdą ludzką osobę, szanuje ją od poczęcia do naturalnej śmierci i sprzyja jej.   

Przybywając na rekolekcje, domyślnie oświadczamy sobie i innym, że mamy dość bycia zarządzanymi i sterowanymi. Chcemy poznać podstawowe dane na temat sensu życia człowieka na ziemi. Nie chcemy przez resztę życia chodzić jak we mgle. I słusznie, gdyż mamy święte i nienaruszalne prawo do Prawdy, do Światła.

Często bywa tak, że podejmujemy rekolekcje, gdyż dręczy nas taki czy inny problem; i cierpimy z jakiegoś konkretnego powodu. Jednak z reguły główny życiowy problem i główna przyczyna cierpienia znajdują się gdzie indziej i dużo "głębiej" niż nam się to wydaje na pierwsze wejrzenie.

Jest Bożą łaską w czasie rekolekcji, że medytując Słowo Boże, modląc się, trwając w ciszy, prowadząc duchową rozmowę - uświadamiamy sobie Prawdę, która wyzwala. Która stopniowo oświetla, porządkuje i zmienia nasze życie. Przywraca sens i radość oraz pokój serca.

Wszystkie duchowe dobra - tak bardzo wytęsknione - uosabia i rozdaje Jezus Chrystus!

On je naprawdę przynosi i zaofiarowuje. Daje je każdemu, kto pragnie je przyjąć. Każdemu, kto rozpoznaje Jego absolutną Wyjątkowość, Jego Dobroć i pełne miłości zaangażowanie po stronie człowieka.

- Niestety, z naszym Najwyższym Dobrem można się rozminąć. Można je zlekceważyć. Można się na Nim nie poznać Nim.

Pokolenie współczesne Jezusowi rozminęło się z Nim w sposób zatrważający i bezprzykładny. Patrzyli na czyny Jezusa. Słuchali Jego Nauki. Otrzymali ogrom cudownych znaków. To pokolenie miało naprawdę wyjątkowe szczęście. Ich oczy powinny być szczęśliwe, patrząc na Emanuela; na Boga, który w tak konkretny sposób rozbił namiot pośród swego ludu. To pokolenie miało realną szansę, by dobrze przyjąć Mesjasza i pozwolić Mu już zainaugurować Erę Pokoju. Pokoju, jakiego nikt oprócz Boga dać nie może. To wszystko było zda się na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło poznać, że oto w Jezusie przychodzi i dane jest wszystko "to, co służy pokojowi".

Sądzę, że tak jak w raju pierwsi rodzice nie byli zdeterminowani do grzechu zwątpienia w nieskazitelną Dobroć Boga, tak i pokolenie współczesne Jezusowi nie było zdeterminowane. Proroctwa nie determinowały, ale mocą Bożej wszechwiedzy "jedynie" przewidywały faktyczny bieg wydarzeń.

I stało się tak, że "zatwardziała Jerozolima", zwłaszcza elity religijne i polityczne, okazały się niezdolne poznać "w ten dzień, co służy pokojowi". "Miasto" nie rozpoznało czasu swego nawiedzenia.

Oczywiście, staje przed nami jakaś ogromna i niepojęta tajemnica odrzucenia Jezusa, a także tajemnica Jego swoistej bezsilności i łez oraz całej drogi Męki. Jednak dwie rzeczy są pewne i należy dobrze ją pamiętać oraz rozpamiętywać.

Najpierw właśnie to, że Jezus ogromnie cierpi. Aż płacze nad Jerozolimą! Łzy Kogoś takiego mają niezwykłą i niezgłębioną wymowę. Jednak najważniejsze (i najbardziej też obiecujące) jest to, że zwycięska Miłość Jezusa idzie do końca. Nic nie potrafi jej zatrzymać czy "zneutralizować". Nic i nikt nie wyrwie z Serca Jezusa czułej i wiernej Miłości do Jerozolimy, do Ludu, do każdego ludzkiego pokolenia, do nas, do mnie.

Drugą prawdą pewną i poważną jest to, że za brak poznania tego, co naprawdę służy pokojowi - trzeba płacić straszną cenę. Jezus stwierdza to wyraźnie: przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia. - Jak wiemy, ta zapowiedź dokładnie się spełniła (w roku 70 i latach 132-135).

Podobne prorockie zapowiedzi spełniały się wiele razy w dziejach chrześcijańskich narodów. Niezliczoną ilość razy miliony wierzących w każdym pokoleniu przekonywały się, że za lekceważenie Chrystusa trzeba ponieść na sobie bolesne konsekwencje.

- W naszych czasach docierają do nas mnożące się proroctwa. Często daje je Bóg przez Matkę Jezusa i Matkę Kościoła. W dość licznych objawieniach płacze Ona nader często. Przestrzega. Prosi. Nalega, żeby nie lekceważyć Boga czy królewskiej Władzy i Miłości Jej Syna. Na szczęście, jest coraz więcej osób wierzących, które się tym przejmują. Nawracają się. Czynią pokutę. A im więcej nas się przejmuje łzami Pana Jezusa i Jego Matki, tym lepiej dla nas, dla Europy, dla świata.

Dziś w polskim kontekście zagrożeń i nadziei na ocalenie rodzi się inicjatywa wielkiej Modlitwy Narodu za Ojczyznę. Modląc się na różańcu i w inny sposób, pragniemy wypraszać łaskę nawrócenia dla wielu. I żebyśmy nawracając się do Boga, wypełnili daną nam, jako Narodowi, misję wobec innych narodów, wobec świata.

Jednak zaczynać trzeba od osobistego nawrócenia i przylgnięcia całym sercem i umysłem do Boga, do Chrystusa. I o to właśnie zabiegamy w tych dniach. Miłość Ojca, różnymi drogami i na różne sposoby, nas tu przyprowadziła. Nie jesteśmy tu tylko dla siebie. Ale od uporządkowanej miłości siebie samego zaczyna się wielkie dobro, które promieniuje na wielu, na wszystkich.

 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Łzy Jezusa - wciąż aktualne, Łk 19,41-44
Komentarze (4)
K
KGO
18 listopada 2011, 11:35
Korekta. Chodzi oczywiście o miejscowość AKITA
K
KGO
18 listopada 2011, 11:34
Co łez Matki Bożej - to taki "mały" przyczynek. Fragment z listu Biskupa (szczegółey o Akilta na <a href="http://www.voxdomini.pl">www.voxdomini.pl</a>). "Seria wydarzeń odnoszących się do figury Maryi Panny obejmuje zjawisko krwawienia z prawej ręki figury, a także pocenie i wydzielanie przyjemnej woni, pocenie tak obfite, że konieczne było wycieranie figury. Jednakże, według naszej opinii, najbardziej niezwykłym i oczywistym faktem był płyn podobny do ludzkich łez, wypływający z oczu figury Matki Bożej. Rozpoczęło się to 4 stycznia 1975 (Rok Święty). Do 15 września 1981 - do święta Matki Bożej Bolesnej - łzy wypłynęły 101 razy. Sam byłem świadkiem czterech łzawień. Ponadto naocznymi świadkami było blisko 500 osób. Dwukrotnie skosztowałem tego płynu. Był słony i wydawało się, że były to prawdziwe ludzkie łzy. Badania naukowe przeprowadzone przez prof. Sagisakę, specjalistę z dziedziny medycyny sądowej na Wydziale Medycyny Uniwerstytetu w Akita wykazały, że ten płyn to rzeczywiście ludzkie łzy. Wytworzenie wody tam, gdzie jej nie ma, nie mieści się w granicach ludzkich możliwości. Wierzę, że aby to uczynić, konieczna była interwencja sił nadprzyrodzonych. Co więcej, nie chodzi tu jedynie o czystą wodę, ale o płyn wydzielany przez ludzkie ciało. Wypływał on jedynie z oczu figury, tak jak płyną łzy, a działo się to 101 razy przez kilka lat i w obecności wielu świadków. Ustalono, że nie mogło to być sztuczką lub ludzką manipulacją" (...).
T
t.
17 listopada 2011, 15:46
a, zapomniałam o ważnym.(jeśli chpodzi o kusiciela) On jest ojcem kłamstwa. Więc pokonać go można tylko Prawdą.
T
t.
17 listopada 2011, 15:42
zastanawiam się nad jednym... W raju pierwsi rodzice nie byli zdeterminowani do nieposłuszeństwa Bogu. Więc mogli trwać przy Słowie Boga, być posłusznym temu, co powiedział. Jednak zostali skuszeni. Stało się, z konsekwencją na wszystkie pokolenia. Bóg jednak w swoim miłosierdziu, zesłał  swojego Syna, żeby odkupił ludzi od tej winy. Przyjście Jezusa, Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie, ma związek z grzechem pierwszych ludzi. Czy mogło więc być inaczej? Niż tak, że Jezus przyszedł na świat po to żeby go odkupić właśnie poprzez swoją mękę, śmierć, i zmartwychwstanie? Próbuję sobie wyobrazić, że mogło stać się inaczej. Że w tamtym czasie,wszyscy ludzie rozpoznają w Jezusie Zbawiciela, wierzą mu, i nastaje wieczny pokój. Próbuję sobie wyobrazić, i jakoś nie mogę. Bo nachodzi mi od razu myśl, że właśnie pierwsi rodzice zostali skuszeni przez kogoś. Kto prowadzi wieczną walkę, i w nim nie ma pokoju. Wiara dla niego to głupota.  On poprostu nie znosi być podporządkowanym i zależnym. A słabość, łzy, bezbronność, wzbudzają w nim chyba odrazę.(może sie mylę, ale według mnie tak chyba jest) Miłość wzbudza w nim wściekłość. Dlatego wszyscy czy chcą czy nie, sa włączeni w tę walkę. A zwyciężyć mogą tylko tym, co właśnie wywołuje tę wściekłość. I czym zwyciężył Chrystus.