O szukaniu Boga - Łk 2, 41-51

(fot. TomJByrne / Foter / Creative Commons Attribution-NoDerivs 2.0 Generic (CC BY-ND 2.0))
Mieczysław Łusiak SJ

Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał On lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego rodzice.

Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.

Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: "Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie". Lecz On im odpowiedział: "Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?" Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.

A Matka Jego chowała wiernie te wspomnienia w swym sercu.

DEON.PL POLECA

Komentarz do Ewangelii:

Maryja i Józef mieli spore zaufanie do dwunastoletniego Jezusa, skoro "przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych". Musieli wiedzieć, że jest odpowiedzialny. Dopiero wtedy, gdy Go nie znaleźli zaczęli obawiać się, że coś złego Mu się stało. Ich obawy okazały się bezpodstawne, a przekonanie o mądrości i odpowiedzialności Jezusa umocniło się w Nich, gdy Go znaleźli.

Nasze życie też jest naznaczone szukaniem Boga. Czy jednak jest naznaczone także zaufaniem do Niego? Czy nie jest tak, że obrażamy się na Niego tylko dlatego, że nie postąpił zgodnie z naszymi oczekiwaniami? Maryja i Józef nie obrazili się na dwunastoletniego Jezusa.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

O szukaniu Boga - Łk 2, 41-51
Komentarze (2)
M
Maria
28 czerwca 2014, 11:23
Myślę o Maryi. Zgodziła się, zeby stało się Jej według słowa Bożego. Stało się Jej, nie z Nią, nie z Jej życiem, Jej sytuacją, Jej losem. Stało się Jej, bardzo głęboko, całkowicie, można rzec absolutnie. Ufność Jej przez moment nie została zachwiana.Stała się brzemienna, przyszło Jej urodzić dziecko, nie otrzymała nawet najskromniejszego dachu nad głową, trzeba było Jej wejść w ciemnicę zimnicę górskiej groty. Może nawet w nieprzyjemny zapach... Wszystko oczywiście ukazało swoje oblicze pełne miłości. Jej Synek był kochanym, dobrym, uduchowionym dzieckiem. Można to sobie trochę wyobrazić czytając o współczesnych dzieciakach nieraz w wyjatkowej bliskości z Bogiem. I oto przychodzi Maryi zaliczyć oddalenie się jeszcze młodziutkiego Jej Syna. Maleńki znak tego cżym będzie Jej przyszłe życie. Oddalenie osoby, oddalenie emocjonalne, egzystencjalne.Jakby niesprawiedliwe biorąc pod uwagę Jej absolutną ufność, uległość.
GN
grzegorz nG
28 czerwca 2014, 14:34
Nie przejmuj się Mario tak bardzo. Nie stosuj automatycznie dzisiejszych kryteriów. Smród stajni  co dziś wydaje się nie do zniesienia nie bolał tak strasznie ludzi żyjących bliżej natury. A  przez ufność niezachwianą Maryja otworzyła przestrzeń zbawiania   na wszystkie czasy. Natomiast dwunastoletni Młodzieniec nie był wówczas "młodziutkim" dziecięciem. Np. dwunastoletnia święta Jadwiga jeszcze w XIV wieku bez oporów zgodziła się wyjść za Jagiełłę.