Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam, kim jest dla nas Bóg, kim my jesteśmy dla Niego oraz kim powinniśmy być dla innych. Przypomina, że „miłość nieprzyjaciół” jest tą samą miłością, którą zostaliśmy umiłowani przez Pana, i właśnie ona czyni nas prawdziwie „synami Najwyższego”.
Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam, kim jest dla nas Bóg, kim my jesteśmy dla Niego oraz kim powinniśmy być dla innych. Przypomina, że „miłość nieprzyjaciół” jest tą samą miłością, którą zostaliśmy umiłowani przez Pana, i właśnie ona czyni nas prawdziwie „synami Najwyższego”.
W Kazaniu na Równinie Jezus staje pośrodku tłumu i objawia prawdziwe oblicze Królestwa Bożego. W uderzający sposób odwraca „ziemską logikę”, w której podziw budzą przede wszystkim materialne bogactwa. Mówiąc cztery razy „biada”, nie przeklina ludzi ani nie wypowiada mściwych życzeń. Dzieli się prorockim ostrzeżeniem skierowanym do tych, którzy szukają wyłącznie ludzkiego poklasku. Przypomina, że o prawdziwym bogactwie człowieka decyduje jego serce.
W Kazaniu na Równinie Jezus staje pośrodku tłumu i objawia prawdziwe oblicze Królestwa Bożego. W uderzający sposób odwraca „ziemską logikę”, w której podziw budzą przede wszystkim materialne bogactwa. Mówiąc cztery razy „biada”, nie przeklina ludzi ani nie wypowiada mściwych życzeń. Dzieli się prorockim ostrzeżeniem skierowanym do tych, którzy szukają wyłącznie ludzkiego poklasku. Przypomina, że o prawdziwym bogactwie człowieka decyduje jego serce.
Bóg zna nasze myśli i przywraca nam życie. Przewrotne myśli ludzkiego serca są zakorzenione w fałszu złego ducha, który został zaszczepiony w sercu człowieka od zarania, że Bóg nas nie kocha, ale ogranicza. Człowiek posługuje się Prawem jako instrumentem swojego wysiłku, by „przypodobać się” Bogu. Nie rozumiemy przez to ewangelii i nie umiemy słuchać słów Pana. On zna nasze myśli i wzywa: powstań z martwych i żyj!
Bóg zna nasze myśli i przywraca nam życie. Przewrotne myśli ludzkiego serca są zakorzenione w fałszu złego ducha, który został zaszczepiony w sercu człowieka od zarania, że Bóg nas nie kocha, ale ogranicza. Człowiek posługuje się Prawem jako instrumentem swojego wysiłku, by „przypodobać się” Bogu. Nie rozumiemy przez to ewangelii i nie umiemy słuchać słów Pana. On zna nasze myśli i wzywa: powstań z martwych i żyj!
Kiedy ktoś nas zrani, chcemy coś z tym zrobić. Bronimy się, mówimy drugiemu, co o nim myślimy, albo opowiadamy o wszystkim komuś trzeciemu, licząc, że przyzna nam rację. Czasem milczymy, choć układamy w głowie całe przemówienia, których nigdy nie wygłosimy. Jezus proponuje inną drogę: „Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy” (Mt 18,15). To zdanie może zabrzmieć jak instrukcja zwracania uwagi. Ważne jest jednak także to, co Jezus dodaje chwilę później: „Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata” (Mt 18,15).
Kiedy ktoś nas zrani, chcemy coś z tym zrobić. Bronimy się, mówimy drugiemu, co o nim myślimy, albo opowiadamy o wszystkim komuś trzeciemu, licząc, że przyzna nam rację. Czasem milczymy, choć układamy w głowie całe przemówienia, których nigdy nie wygłosimy. Jezus proponuje inną drogę: „Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy” (Mt 18,15). To zdanie może zabrzmieć jak instrukcja zwracania uwagi. Ważne jest jednak także to, co Jezus dodaje chwilę później: „Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata” (Mt 18,15).
Bóg pokazuje nam, że Ewangelia nie jest tylko zapisem wydarzeń z przeszłości, ale słowem żywym, które nieustannie przemawia do człowieka. Dlatego ważne jest, by nie zamykać się w jednej interpretacji nauczania Jezusa, lecz „otwierać się na jej nowość w każdym czasie”.
Bóg pokazuje nam, że Ewangelia nie jest tylko zapisem wydarzeń z przeszłości, ale słowem żywym, które nieustannie przemawia do człowieka. Dlatego ważne jest, by nie zamykać się w jednej interpretacji nauczania Jezusa, lecz „otwierać się na jej nowość w każdym czasie”.
Bóg wzywa nas, byśmy szli za Nim, nawet gdy czujemy się niegodni i nie widzimy owoców swoich wysiłków. Jeśli zaufamy Jego słowom i darom, które otrzymaliśmy, niepewność, słabości i zwątpienie nie powinny powstrzymywać nas przed odważnym „wypłynięciem na głębię”.
Bóg wzywa nas, byśmy szli za Nim, nawet gdy czujemy się niegodni i nie widzimy owoców swoich wysiłków. Jeśli zaufamy Jego słowom i darom, które otrzymaliśmy, niepewność, słabości i zwątpienie nie powinny powstrzymywać nas przed odważnym „wypłynięciem na głębię”.
Słowo Pana ma moc wyzwolić nas z codziennych „sideł szatana”, choroby, grzechu, braku służby bliźniemu. Wyrywa nas z sideł niemocy i uzdalnia do „służby” bliźnim. On chce, abyśmy stali się tacy, jak On.
Słowo Pana ma moc wyzwolić nas z codziennych „sideł szatana”, choroby, grzechu, braku służby bliźniemu. Wyrywa nas z sideł niemocy i uzdalnia do „służby” bliźnim. On chce, abyśmy stali się tacy, jak On.
Czasem łatwiej słuchać obcych niż tych, których znamy od lat. Przyzwyczajenia i własne wyobrażenia sprawiają, że przestajemy naprawdę słyszeć to, co druga osoba ma nam do powiedzenia. Jezus w Nazarecie doświadcza właśnie takiego odrzucenia. Dzisiejsza Ewangelia pyta, czy potrafimy przyjąć słowo, które burzy nasze przekonania i oczekiwania, nawet jeśli jest niewygodne.
Czasem łatwiej słuchać obcych niż tych, których znamy od lat. Przyzwyczajenia i własne wyobrażenia sprawiają, że przestajemy naprawdę słyszeć to, co druga osoba ma nam do powiedzenia. Jezus w Nazarecie doświadcza właśnie takiego odrzucenia. Dzisiejsza Ewangelia pyta, czy potrafimy przyjąć słowo, które burzy nasze przekonania i oczekiwania, nawet jeśli jest niewygodne.
Piotr musiał przeżyć w ciągu kilku minut niezły emocjonalny rollercoaster. Dopiero co usłyszał od Jezusa: „Ty jesteś Piotr, czyli Opoka” (Mt 16,18), a chwilę później słyszy: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku” (Mt 16,23). Najpierw Opoka, potem zawada. Najpierw człowiek, któremu Ojciec objawił prawdę o Mesjaszu, a za moment uczeń, który próbuje swojego Mistrza pouczać. Można chyba przypuszczać, że Piotr długo układał sobie w głowie te dwa zdania.
Piotr musiał przeżyć w ciągu kilku minut niezły emocjonalny rollercoaster. Dopiero co usłyszał od Jezusa: „Ty jesteś Piotr, czyli Opoka” (Mt 16,18), a chwilę później słyszy: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku” (Mt 16,23). Najpierw Opoka, potem zawada. Najpierw człowiek, któremu Ojciec objawił prawdę o Mesjaszu, a za moment uczeń, który próbuje swojego Mistrza pouczać. Można chyba przypuszczać, że Piotr długo układał sobie w głowie te dwa zdania.
Dopiero co otrzymał „władzę kluczy”, a chwilę później usłyszał najostrzejsze słowa, jakie Jezus kiedykolwiek skierował do swojego ucznia: „Zejdź Mi z oczu, szatanie!”. Dlaczego Piotr, który chciał przecież chronić swojego Mistrza przed cierpieniem, nagle stał się dla Niego przeszkodą? Wpadamy w tę samą pułapkę za każdym razem, gdy próbujemy układać życie według własnego planu i odrzucamy to, co trudne. Odkryj, dlaczego ucieczka przed życiowym krzyżem może okazać się największą stratą i jak przestać gorszyć się tym, co w wierze wydaje się nam zbyt wymagające.
Dopiero co otrzymał „władzę kluczy”, a chwilę później usłyszał najostrzejsze słowa, jakie Jezus kiedykolwiek skierował do swojego ucznia: „Zejdź Mi z oczu, szatanie!”. Dlaczego Piotr, który chciał przecież chronić swojego Mistrza przed cierpieniem, nagle stał się dla Niego przeszkodą? Wpadamy w tę samą pułapkę za każdym razem, gdy próbujemy układać życie według własnego planu i odrzucamy to, co trudne. Odkryj, dlaczego ucieczka przed życiowym krzyżem może okazać się największą stratą i jak przestać gorszyć się tym, co w wierze wydaje się nam zbyt wymagające.
Herod wiedział, że Jan Chrzciciel mówi prawdę. Słuchał go, choć jego słowa budziły w nim niepokój. Ostatecznie jednak bardziej niż własnego sumienia posłuchał ludzi wokół siebie. Dzisiejsza Ewangelia stawia niewygodne pytanie: co robimy z prawdą o sobie, kiedy burzy nasz spokój i domaga się zmiany?
Herod wiedział, że Jan Chrzciciel mówi prawdę. Słuchał go, choć jego słowa budziły w nim niepokój. Ostatecznie jednak bardziej niż własnego sumienia posłuchał ludzi wokół siebie. Dzisiejsza Ewangelia stawia niewygodne pytanie: co robimy z prawdą o sobie, kiedy burzy nasz spokój i domaga się zmiany?
Nie znamy dnia, godziny ani okoliczności naszego ostatecznego spotkania z Panem. Ewangelia nie chce nas przerazić. Nie ma na celu przestraszyć nas czy wstrząsnąć nami. To nigdy nie jest dobra metoda katechetyczna i nie przynosi właściwych owoców duchowych. Jak więc interpretować tę Ewangelię?
Nie znamy dnia, godziny ani okoliczności naszego ostatecznego spotkania z Panem. Ewangelia nie chce nas przerazić. Nie ma na celu przestraszyć nas czy wstrząsnąć nami. To nigdy nie jest dobra metoda katechetyczna i nie przynosi właściwych owoców duchowych. Jak więc interpretować tę Ewangelię?
Nie wiemy, kiedy przyjdzie Pan, dlatego jesteśmy wezwani do czuwania. Nie chodzi jednak o życie w strachu, lecz o uważność, wierność i rozeznawanie Bożej obecności w codzienności. Bo gotowość na spotkanie z Panem zaczyna się nie w odległej przyszłości, lecz w tym, jak przeżywamy każdy dzień.
Nie wiemy, kiedy przyjdzie Pan, dlatego jesteśmy wezwani do czuwania. Nie chodzi jednak o życie w strachu, lecz o uważność, wierność i rozeznawanie Bożej obecności w codzienności. Bo gotowość na spotkanie z Panem zaczyna się nie w odległej przyszłości, lecz w tym, jak przeżywamy każdy dzień.
Maryja dostrzega brak, zanim ktokolwiek zdąży poprosić o pomoc. W Kanie Galilejskiej zwraca się do Jezusa, a sługom zostawia proste wezwanie: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej Ewangelia przypomina o Tej, która oręduje za człowiekiem i prowadzi go do swojego Syna. Jej obecność towarzyszy uczniom zarówno w chwilach radości, jak i w najtrudniejszych momentach ich drogi.
Maryja dostrzega brak, zanim ktokolwiek zdąży poprosić o pomoc. W Kanie Galilejskiej zwraca się do Jezusa, a sługom zostawia proste wezwanie: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej Ewangelia przypomina o Tej, która oręduje za człowiekiem i prowadzi go do swojego Syna. Jej obecność towarzyszy uczniom zarówno w chwilach radości, jak i w najtrudniejszych momentach ich drogi.
Legalizm zwraca zbyt wielką uwagę na szczegóły a nie widzi całości. Staje się bezlitosny i nieludzki. Legalizm chce uchodzić za prawowierność i jednoznaczność postawy. Jest jednak złudzeniem, bo akcentuje normy, orzeczenia i przepisy, a pomija sprawiedliwość, wierność, łagodność i miłosierdzie. Bóg tak nie działa.
Legalizm zwraca zbyt wielką uwagę na szczegóły a nie widzi całości. Staje się bezlitosny i nieludzki. Legalizm chce uchodzić za prawowierność i jednoznaczność postawy. Jest jednak złudzeniem, bo akcentuje normy, orzeczenia i przepisy, a pomija sprawiedliwość, wierność, łagodność i miłosierdzie. Bóg tak nie działa.
Natanael podchodzi do Jezusa z wątpliwościami i uprzedzeniami. Wystarczy jednak jedno spotkanie, by rozpoznał w Nim Syna Bożego. Dzisiejsza Ewangelia przypomina, że nasze pytania, lęki i schematy nie muszą oddalać nas od Boga. Jezus zna nas, zanim jeszcze zdecydujemy się do Niego przyjść – i zaprasza, byśmy sami „poszli i zobaczyli”.
Natanael podchodzi do Jezusa z wątpliwościami i uprzedzeniami. Wystarczy jednak jedno spotkanie, by rozpoznał w Nim Syna Bożego. Dzisiejsza Ewangelia przypomina, że nasze pytania, lęki i schematy nie muszą oddalać nas od Boga. Jezus zna nas, zanim jeszcze zdecydujemy się do Niego przyjść – i zaprasza, byśmy sami „poszli i zobaczyli”.
Jedną z największych pokus ludzi uważających się za prawych i pobożnych jest zamknięcie się na Boże prowadzenie. Saduceusze próbowali udowodnić "absurd" nauczania Jezusa. Faryzeusze zadają podchwytliwe pytania. My też, kiedy wymagania religijne są nam niewygodne, próbujemy je dezawuować i "ominąć". Jesteśmy jak saduceusze i faryzeusze.
Jedną z największych pokus ludzi uważających się za prawych i pobożnych jest zamknięcie się na Boże prowadzenie. Saduceusze próbowali udowodnić "absurd" nauczania Jezusa. Faryzeusze zadają podchwytliwe pytania. My też, kiedy wymagania religijne są nam niewygodne, próbujemy je dezawuować i "ominąć". Jesteśmy jak saduceusze i faryzeusze.
Przypowieść o uczcie weselnej jest jak lustro, w którym możemy zobaczyć własną wiarę. Łatwo dostrzec tych, którzy odrzucają Boże zaproszenie, szukają wymówek albo uważają się za lepszych od innych. Trudniej zapytać, czy sami nie uchylamy się od tego, do czego wzywa nas Bóg.
Przypowieść o uczcie weselnej jest jak lustro, w którym możemy zobaczyć własną wiarę. Łatwo dostrzec tych, którzy odrzucają Boże zaproszenie, szukają wymówek albo uważają się za lepszych od innych. Trudniej zapytać, czy sami nie uchylamy się od tego, do czego wzywa nas Bóg.
Przypowieść o gospodarzu i robotnikach w winnicy konfrontuje nas z tkwiącymi głęboko przekonaniami o zdobywaniu i posiadaniu. To przejmujący sprzeciw wobec ludzkiej potrzeby sumowania zasług i dobrych uczynków. Ostatecznie przecież nie da się „policzyć” Bożej miłości. Jest ona nieskończona i dostępna dla każdego, kto pragnie z niej czerpać z otwartym sercem.
Przypowieść o gospodarzu i robotnikach w winnicy konfrontuje nas z tkwiącymi głęboko przekonaniami o zdobywaniu i posiadaniu. To przejmujący sprzeciw wobec ludzkiej potrzeby sumowania zasług i dobrych uczynków. Ostatecznie przecież nie da się „policzyć” Bożej miłości. Jest ona nieskończona i dostępna dla każdego, kto pragnie z niej czerpać z otwartym sercem.
Jezus nie patrzy z wyrzutem. On nas rozumie i wskazuje na właściwą perspektywę. Przenika swoim spojrzeniem nasze wnętrza. Potwierdza, że nikt nie zbawia się sam. To Bóg jest naszym zbawcą! On wszystko może. Spojrzenie i słowa Jezusa przywracają właściwą hierarchię duchową.
Jezus nie patrzy z wyrzutem. On nas rozumie i wskazuje na właściwą perspektywę. Przenika swoim spojrzeniem nasze wnętrza. Potwierdza, że nikt nie zbawia się sam. To Bóg jest naszym zbawcą! On wszystko może. Spojrzenie i słowa Jezusa przywracają właściwą hierarchię duchową.
{{ article.published_at }}
{{ article.description }}
{{ article.description }}