Weselny strój

fot. depositphotos.com

W dzisiejszej liturgii Słowa dostrzegam bardzo praktyczny wątek. Kiedy bierze się udział w uczcie, to ważne jest zewnętrzne do niej przygotowanie. Ten, kto wybiera się na uroczysty obiad, dba o galowy strój, bo tego wymaga okoliczność.

Jeśli więc Eucharystia jest największą z uczt, najbardziej uroczystą – a tak wierzymy – to naturalnym odruchem powinno być przygotowanie do niej. A tymczasem wpadamy nieraz do kościoła na ostatnią chwilę, z biegu, głową jeszcze w sprawach codziennych, nie dając sobie samym powodu do tego, żeby uświadomić sobie, w jak bardzo wyjątkowym wydarzeniu zaraz weźmiemy udział. Kiedy nie jesteśmy do Mszy Świętej przygotowani, przeleci nam ona niezauważenie, trudno będzie się skupić. Choć być może nie przykładamy do tego wagi, ma to naprawdę wielki wpływ na to, jak przeżyjemy eucharystyczne spotkanie – czy będzie ono owocne, czy raczej stanie się tylko zaliczeniem religijnych praktyk.

Podobnie jest z dziękczynieniem po Mszy Świętej. Ile to razy walczyłem o to – niestety, póki co bez większego skutku – żeby po Eucharystii w kościele, gdzie na co dzień pracuję, choćby na kilka minut zapadła cisza pozwalająca na odprawienie dziękczynienia pozwalającego uświadomić sobie i zapisać na trwałe w pamięci, w czym braliśmy udział, stając przed ołtarzem.

Niezwykle istotne jest uświadamianie sobie, co przeżywamy podczas Mszy Świętej. W pierwszym czytaniu padają znamienne słowa: „Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win” (Iz 25,6). Bardzo proste są obrazy Izajasza, bo odnoszą się do tego, co znamy – do uczty, do świętowania. W Królestwie Boga to, co dla nas jest wyznacznikiem dobrego i dostatniego życia, będzie spotęgowane. Proste odniesienia, przemawiające obrazy. Jasne jest przecież, że niebo nie będzie niekończącą się wyżerką i wielką dolewką, lecz czymś znacznie więcej, co zarysowana przez proroka uczta ma tylko symbolizować.

Eucharystia to zaproszenie do formacji – żebym wiedział, w czym biorę udział i co się dzieje. Dlatego nie można przestać wchodzić w głębię znaczenia padających podczas Eucharystii słów oraz pojawiających się gestów i znaków. Dla wielu katolików Msza Święta jest smutnym obowiązkiem i jedną wielką nudą, ponieważ nie wiedzą, co na ich oczach się dokonuje. Nie dziwi więc, że nie czują wewnętrznego przynaglenia do uczestnictwa w niej, znajdując różne wymówki bądź zwyczajnie lekceważąc zaproszenie Pana: „Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: «Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!». Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali” (Mt 22,3-6). Nawet najgorzej i najmniej schludnie sprawowana Eucharystia jest spotkaniem z Bogiem, który w swoim Synu daje siebie samego jako pokarm na drodze do wieczności.

„Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć” (Iz 25,7-8). Z niezrozumienia, czym jest Eucharystia, bierze się w Kościele wiele sporów. Zżymamy się na to, jak inni przeżywają Mszę Świętą, zapominając, że nie ma przecież jednego prawowitego sposobu wyrażania swojej wiary. To wszystko jest wypadkową kultury i istniejącej w niej obyczajów. Wcielenie Logosu dokonuje się nieustannie, od ponad dwóch tysięcy lat, w miejscach, gdzie ludzie odkrywają w Ewangelii coś więcej niż mity wyjaśniające funkcjonowanie świata. 

Nic ważniejszego w kościele (i w Kościele pisanym wielką literą), niż Eucharystia, się nie dzieje. Nawet największe koncerty, spotkania, konferencje i trwające długie godziny modlitwy czy nabożeństwa, nawet tak umiłowany przez wielu różaniec – nic nie jest ważniejsze niż nawet najprostsza i najkrótsza, i bardzo niedbale odprawiona Msza Święta. Eucharystia to uczta, do której zasiadam z Królem, czyli samym Bogiem, oraz z braćmi i siostrami, a pokarmem jest Boży Syn, Jego Ciało i Krew wydane za nas na odpuszczenie grzechów. Uświadamianie sobie tej prawdy to klucz do głębokiej wiary, a także do jedności Kościoła. Bo jeśli coś jest w stanie sprawić, że będziemy jedno, to tylko wspólny stół, do którego zasiądziemy przekonani o tym, że Pan jest rzeczywiście między nami – i duchowo, i fizycznie w przemienionych postaciach chleba i wina.

Wniosek jest jeden i bardzo konkretny – nie powinienem więc na Mszę Świętą przychodzić nieprzygotowany: „«Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?». Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: «Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów»” (Mt 22,12-13). To może wynikać z roztargnienia i zagonienia, ale także z serca niepotrafiącego zdobyć się na miłość i przebaczenie wobec drugiego człowieka. Na Eucharystii mam być zawsze gotowy przyjąć Pana w Komunii Świętej. Nie ma co zwlekać ze spowiedzią, skoro „zalega” w naszym sercu grzech niepozwalający nam przystąpić do uczty Pańskiej przy Jego stole. Każda inna myśl, odsuwająca spowiedź w czasie, jest w takim wypadku z pewnością tchnieniem pochodzącym od Złego.

A jeśli, ze względu na różne moje życiowe uwarunkowania i poplątaną czasem historię, nie mogę przystąpić do tego sakramentu, mam przygotować się do Eucharystii poprzez stanięcie przed Bogiem w prawdzie – bez udawania, ściemniania i ubierania w okrągłe słówka tego, co jest bardzo kanciaste i koślawe. Może warto czasami przystąpić do spowiedzi świętej, wiedząc, że nie otrzyma się rozgrzeszenia? Ktoś zapyta, po co – to strata czasu. A właśnie po to, żeby dać sobie okazję do tego, by stanąć przed Bogiem w prawdzie o sobie i o swoim życiu – tak odpowiem na te wątpliwości. Bóg nie działa przecież tylko przez sakramenty, bo wyobraźnia Jego Miłosierdzia jest nieskończona, Jego Miłość chce dotrzeć do serca każdego człowieka. No i przecież: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13). Ciekawą i dającą wielu osobom niezwykłe umocnienie jest, jeśli ma się trwałe przeszkody w przystępowaniu do tego sakramentu, podchodzenie do Komunii Świętej z palcem na ustach, żeby otrzymać błogosławieństwo.

Przygotowywanie weselnej szaty, o którym słyszymy dziś w Ewangelii, to nic innego jak dbanie o to, żeby Eucharystię traktować poważnie, widząc w niej wielki skarb i ważne spotkanie z najważniejszą Osobą we wszechświecie – z jego Królem, który swoją władzę opiera nie na przemocy, lecz na miłości pociągającej do naśladowania.

Kierownik redakcji gdańskiego oddziału "Gościa Niedzielnego". Dyrektor Wydziału Kurii Metropolitalnej Gdańskiej ds. Komunikacji Medialnej. Współtwórca kanału "Inny wymiar"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Weselny strój
Komentarze (2)
AW
~Artur Wojtkiewicz
26 października 2023, 01:49
Traktowanie mszy świętej wyłącznie w kategoriach uczty to jedno wielkie nieporozumienie. Nie dziwne, że potem traktowana jest jako pamiątka lub zebranie wspólnoty. A gdzie mowa o ofierze? O uobecnieniu ofiary Pana Jezusa na krzyżu?
TB
~TADEUSZ Borkowski
15 października 2023, 09:25
Ależ to głębokie! Dziękuje.