Małżeństwo w kryzysie

Małżeństwo w kryzysie
(fot. sxc.hu)
7 lat temu
Logo źródła: Przewodnik Katolicki ks. Marek Dziewiecki

To, co proponuje Kościół w obliczu kryzysów małżeńskich, wynika z nauczania Jezusa, który w każdej sytuacji wskazuje rozwiązania prawdziwe, a nie rozwiązania łatwe.

Złu zapobiega się poprzez dobro

Człowiek może być pogodny i szczęśliwy nawet wtedy, gdy kocha kogoś, przez kogo nie jest kochany, pod warunkiem jednak, że tym kimś nie jest małżonek. Największe cierpienie wiąże się z kryzysem małżeńskim, a w konsekwencji z cierpieniem małżonków, rodziców i dzieci. To właśnie dlatego ogromnie ważna jest znajomość zasad zapobiegania takiemu kryzysowi i znajomość zasad postępowania wtedy, gdy komuś przychodzi się z takim kryzysem zmierzyć. Najlepszym sposobem zapobiegania kryzysom małżeńskim jest solidne przygotowanie do ślubu. Zaczyna się ono już w dzieciństwie, gdy dzieci obserwują postawę swoich rodziców. Dom rodzinny to pierwszy kurs przedmałżeński dla dzieci i młodzieży.  Początkiem bezpośredniego przygotowania do ślubu jest zwykle zakochanie, które oznacza intensywne, emocjonalne zauroczenie osobą drugiej płci. Jeśli to zauroczenie okazuje się obustronne, to chłopak i dziewczyna pragną być odtąd ze sobą na zawsze. Samo zakochanie nie jest jeszcze podstawą do zawarcia małżeństwa. Zakochać się potrafią już dzieci w przedszkolu. Narzeczeni nie ślubują sobie zakochania, lecz miłość.

A jeśli kryzys już nadejdzie…

Małżonek zaczyna łamać przysięgę małżeńską wtedy, gdy przestaje okazywać miłość. W tej sytuacji rolą współmałżonka jest mówienie prawdy i mobilizowanie męża czy żony do wiernego wypełniania złożonej przysięgi. Jeśli mimo to błądzący brnie w kryzys, wtedy krzywdzony małżonek ma prawo do obrony przed krzywdzicielem. Radykalnym zranieniem miłości między małżonkami jest zdrada małżeńska. Jeśli ktoś uległ takiej słabości, ma dwie możliwości: nawrócić się albo brnąć w złu i krzywdzić coraz większy krąg ludzi. W skrajnych przypadkach Kościół daje prawo do separacji małżeńskiej, według zasady: to, że kocham ciebie, nie daje ci prawa, byś mnie krzywdził.

Jeśli małżonek dopuścił się zdrady, to jedyną dojrzałą reakcją na własny błąd jest odejście od kochanki/kochanka i powrót do małżonka z jeszcze większą miłością niż przed kryzysem. Popatrzmy na typowy przykład. Oto mąż zdradza żonę i ma nieślubne dziecko. Nawrócenie polega wtedy na zerwaniu więzi z kochanką i na powrocie do żony oraz dzieci. Taka postawa stwarza szansę na to, że skrzywdzona żona stopniowo odzyska zaufanie do męża i upewni się, że on rzeczywiście teraz kocha ją bardziej niż przed zdradą. Natomiast kobieta, która zgodziła się na współżycie z żonatym mężczyzną, zgodziła się w konsekwencji na to, że może stać się kiedyś matką samotnie wychowującą dziecko.

Jaka troska o nieślubne dzieci?

Co powinien uczynić wychodzący z kryzysu mąż i ojciec, który ma nieślubne potomstwo? Otóż jedyne rozwiązanie, zgodne z zasadami Ewangelii, polega na tym, że płaci on uczciwej wysokości alimenty na nieślubne dziecko, lecz wychowanie dziecka pozostawia w rękach matki. Pewien mężczyzna opowiadał mi o tym, że znalazł się w takiej właśnie sytuacji i postąpił zgodnie z powyższymi zasadami.

Teraz jednak w kilka lat po zakończeniu romansu, ma wyrzuty sumienia i dlatego postanowił pomóc swojej dawnej kochance - zachowując teraz wobec niej całkowity dystans - w wychowywaniu syna, który wchodzi w wiek szkolny. Wyjaśniłem memu rozmówcy, że jest to błąd z kilku powodów. Po pierwsze, dlatego że znowu zacznie ogromnie cierpieć jego żona, a także jego ślubne dzieci. Po drugie, kochanka zacznie walczyć o niego i prowokować go do ponownego romansu. Po trzecie, spotykając się z nieślubnym synem raz w tygodniu, będzie go raczej rozpieszczał, niż wychowywał. Po czwarte, dla syna jest lepiej, gdy samotnie wychowuje go matka, niż gdy widzi, że jego rodzice czasem się ze sobą spotykają, ale nie okazują sobie miłości ani czułości.

Mężczyzna wsłuchiwał się uważnie w te argumenty i po namyśle powiedział, że mam dużo racji, lecz on mimo wszystko spróbuje pomóc synowi. Po kilku miesiącach mój rozmówca zadzwonił i powiedział, że stało się to, co przewidywałem: jego żona i ślubne dzieci zaczęli jeszcze bardziej cierpieć niż w okresie, gdy miał romans. Dawna kochanka zaczęła o niego walczyć i wysyłać do jego żony listy, w których triumfująco oznajmiała, że to ona wygrała. Z kolei on sam przekonał się o tym, że spotkania z synem to rzeczywiście tylko rozpieszczanie dziecka. W tej sytuacji uznał swój błąd i wycofał się z tego podwójnego życia.

Nie ma rozwiązań bezbolesnych

Jeśli dochodzi do zdrady małżeńskiej i gdy z takich związków na świat przychodzą dzieci, to optymalną reakcją na taką sytuację jest radykalne nawrócenie obydwu osób, które dopuściły się zdrady i postępowanie odtąd zgodnie z zasadami Ewangelii. Oznacza to, że każda ze stron powraca do swego małżonka czy poprzedniego stanu życiowego i żyje w czystości. Najbardziej skomplikowana sytuacja ma miejsce wtedy, gdy zdrady dopuszczają się dwie osoby, z których każda zawarła już małżeństwo sakramentalne. Jeśli z takiego związku rodzą się dzieci, to optymalne jest zamieszkanie potomstwa u tego z rodziców, którego współmałżonek się na to zgadza. Jeśli żaden ze zdradzonych małżonków nie wyraża na to zgody, to taką sytuację należy przeanalizować indywidualnie, najlepiej z pomocą duszpasterza, gdyż nie istnieją ogólne normy w odniesieniu do sytuacji wyjątkowych i szczególnie trudnych. W każdym przypadku można rozważyć oddanie dziecka do adopcji.

Być wiernym złożonej przysiędze miłości

Jak reagować wtedy, gdy jedno z małżonków definitywnie porzuca współmałżonka i dzieci, decydując się na niesakramentalny związek z kimś innym? W tej sytuacji jedynym zgodnym z Ewangelią rozwiązaniem jest zachowanie wierności własnej przysiędze i solidne wychowywanie dzieci. Jedna z kobiet, która znajduje się od ponad dziesięciu lat w takiej sytuacji, powiedziała mi z poczuciem własnej godności: mam kilkoro dzieci i żadnego kochanka. Niektórzy twierdzą, że wtedy, gdy Kościół stawia tak twarde zasady, przeszkadza opuszczonemu małżonkowi w doświadczeniu nowego szczęścia z jakąś inną osobą. W rzeczywistości Kościół w niczym nie przeszkadza, lecz chroni skrzywdzonego małżonka przed naiwnością i szukaniem "szczęścia" na skróty. Dojrzały człowiek potrafi ponosić konsekwencje swoich decyzji. Także wtedy, gdy z perspektywy czasu odkrywa, że decyzje te były przedwczesne czy błędne. Obowiązuje tu zasada: jeśli krzywdzi mnie ktoś, komu ślubowałem miłość i kto mi ślubował miłość, to mam prawo bronić się do separacji włącznie, ale nie mam prawa łamać mojej własnej przysięgi miłości.

Nowy towarzysz życia?

Jedna ze studentek opowiedziała mi o tym, że jej mama po ponad 20 latach małżeństwa odeszła od męża alkoholika, a teraz spotkała szlachetnego i kochającego mężczyznę. Córka zachęca w tej sytuacji swą matkę do związania się z tym mężczyzną ślubem cywilnym, bo wtedy będzie znów szczęśliwa. Wyjaśniłem studentce, że trudno mi wyobrazić sobie 50-letniego "szlachetnego i kochającego mężczyznę", który nie ma jeszcze żony i dzieci. Łatwiej mi uwierzyć w to, że ów mężczyzna sprawia tak dobre wrażenie, niż w to, że naprawdę jest tak dojrzały. Jeśli natomiast rzeczywiście jest szlachetny i kocha, to on nie zgodzi się na ślub, gdyż nie doprowadzi do sytuacji, w której pokochana przez niego kobieta łamie własną przysięgę miłości. Będzie tę kobietę na różne sposoby wspierał, lecz nie będzie udawał jej męża. Małżeństwo nie jest przecież jedyną formą miłości i wsparcia między mężczyzną a kobietą.

Związki niesakramentalne

Jak powinny postąpić osoby, które opuściły małżonka i dzieci, a następnie zdecydowały się na zawarcie niesakramentalnego związku z inną osobą, a teraz uznały swój błąd i pragną być blisko Jezusa i Jego Kościoła. W takiej sytuacji optymalnym rozwiązaniem jest powrót obojga tych osób do swoich małżonków. Taki powrót jest konieczny także wtedy, gdy w niesakramentalnym związku są dzieci lub gdy niesakramentalny partner potrzebuje opieki. Najpierw bowiem człowiek jest odpowiedzialny za swojego małżonka. Ludzie, którzy pozostają w związkach niesakramentalnych, zachowują prawo do opieki duszpasterskiej ze strony Kościoła. Dobrą rzeczą jest, gdy włączają się w jakiś ruch formacyjny w swojej parafii czy okolicy. Z drugiej strony osoby żyjące w związkach niesakramentalnych powinny sobie uświadomić, że w którejś fazie życia w bardzo istotnej kwestii nie posłuchali Jezusa i że przyjmują na siebie konsekwencje tamtego błędu i grzechu. Powinny też uznać, że przyjmowanie Komunii św. w ich obecnej sytuacji byłoby znakiem wewnętrznie sprzecznym, gdyż postępują niezgodnie z wolą Jezusa.

Jeśli osoby żyjące w związku niesakramentalnym dojrzeją duchowo do tego, by nie udawać małżeństwa i nie współżyć seksualnie, to taka decyzja wydaje największe owoce wtedy, gdy jest podejmowana nie ze strachu przed grzechem czy karą, lecz z miłości do Boga i z pragnienia świętości. Jednak nawet wtedy, gdyby on i ona już nie współżyli seksualnie, to nadal nie dochowują wierności przysiędze małżeńskiej i nie wspierają małżonka, któremu ślubowali miłość aż do śmierci. Nie pretendują do bycia w centrum uwagi, nie aspirują do podejmowania funkcji liturgicznych, nie zgłaszają swojej kandydatury do rad parafialnych. Przypominają natomiast księżom o tym, że najpierw powinni oni organizować grupy formacyjne i różne formy wsparcia dla opuszczonych małżonków, którzy pozostają wierni złożonej przysiędze małżeńskiej i żyją w czystości.    

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Małżeństwo w kryzysie
Komentarze (607)
KM
~Klaudia Malicka
24 listopada 2019, 10:57
To jest żart? Oddawać kochane dziecko do adopcji bo kościółek najważniejszy?Zryte mózgi..
12 października 2015, 13:05
Dobre narzędzie do rozwoju dialogu, również w sytuacjach kryzysowych: Karta rozmowy małżeńskiej (patrz - w google). Gdyby małżonkowie umieli ze sobą rozmawiać, to wiele sytuacji by się nie zagmatwało. A nawet gdy już się zagmatwały, to dobrze nauczyć się rozmawiać, żeby je wyprowadzić na prostą. Potężna większość problemów w małżeństwie ma swoje źródło w braku rozmowy.
N
Natalia
8 stycznia 2015, 14:05
Witam! Nazywam się Natalia i wraz z moimi koleżankami – Kasią i Magdą, studiujemy kulturoznawstwo w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Prowadzimy badania dotyczące portali społecznościowych, skierowanych do ludzi wierzących. Serdecznie zapraszamy do wypełnienia krótkiej ankiety, która pomoże nam w pełni zagłębić się w temat  Jeśli są osoby zainteresowane wynikami naszego badania, to w ankiecie będzie miejsce na podanie adresu mailowego, na który chętnie wyślemy sporządzony przez nas raport na podstawie poniższej ankiety. [url]https://noely1.typeform.com/to/dRnWYa[/url]
CU
chory układ
26 listopada 2013, 11:38
nie uchroniło to przed rozpadem, ale po 2 latach ... nastąpiło nieoczekiwane "nawrócenie" i powrót "marnotrawnego". Dziś są razem i miło na nich patrzeć, bo przeżywają drugą młodość i miłość. ... O Matko, przyjąć niewiernego z całym bagazem syfów jakimi się zaraził po 2 latach szlajania się z kochankami? Masz odwagę, kobieto (albo amnezję)
M
Moses
12 sierpnia 2013, 05:10
Nowy, wieloskładnikowy pokarm marki Jesus Bentos Tropical przeznaczony do codziennego karmienia ryb karpiowatych, w tym złotych rybek i karpi KOI, hodowanych w oczkach ogrodowych. Ma postać pływającego granulatu, co ułatwia obserwację żerujących ryb oraz pozwala usunąć nadmiar pokarmu w razie podania zbyt dużej porcji. Połączenie trzech rodzajów pływających granulatów w formie kuleczek: wybarwiających, wieloskładnikowych i roślinnych, gwarantuje różnorodną dietę, która zaspokaja potrzeby pokarmowe ryb karpiowatych. Obniżona zawartość fosforu zmniejsza dopływ tego pierwiastka do oczka wodnego wraz z pokarmem, redukując w ten sposób ryzyko zakwitu glonów.
Ś
świadectwa
19 czerwca 2013, 08:54
[url]http://www.mobi.sychar.org/page_13.php[/url]
ŚO
świadectwo od Anez
19 czerwca 2013, 08:50
A ja znam przypadek, spoza forum, gdzie wytrwałość i upór przyniosły dobry rezultat. Odmowa rozwodu przez jedną ze stron (powody podobne jak przytoczyłeś, tj. chęć ratowania, trawania) bardzo wręcz rozsierdziły drugą stronę, bo nie udało się najłatwiejsze rozwiązanie "za zgodą obu stron". Padło wiele przykrego. I nie uchroniło to przed rozpadem, ale po 2 latach ... nastąpiło nieoczekiwane "nawrócenie" i powrót "marnotrawnego". Dziś są razem i miło na nich patrzeć, bo przeżywają drugą młodość i miłość. Nie działo się to ot tak sobie. Poskutkowały wytrwałe modlitwy (wielu ludzi) i wierność sakramentowi strony porzuconej. U Boga nie ma rzeczy niemozliwych. A może małżonek czasem musi odejść, by się przekonać, że popełnia błąd.
C
Celina
19 czerwca 2013, 03:44
Bezpośrednim impulsem do spisania myśli na temat ojcostwa był list Włodzimierza Fijałkowskiego - Wielkiego, choć niezwykle skromnego Profesora, W Polskiej Szkole Rodzenia, członkiem Papieskiej Akademii Życia, autorem wielu pięknych książek, nestorem prawdziwych ginekologów i położników polskich - jest Jacek Pulikowski. Profesor Pulikowski jest jednym z tych, którzy zarazili moją dziwkę i sukę rozwiązła kiłą. A poza tym: będą to już nie moje problemy, a nasze orgazmy nie. To oczekiwanie spaghetti potwora prosi go, aby pozwolił Lucyferowi związać się z kobietą, którą obdarzył tak wielkim uczuciem. Minęło sporo czasu za nim aniołom udało się przekonać Stwórcę. Niestety jego decyzja nie była taka, jakiej można się było spodziewać. Oto bowiem Bóg postna retrospekcjach. Te ostatnie zaś prowadzą czytelnika nie tylko do czasów Starożytnego Egiptu, ale także do innych okresów historycznych, przedstawiając owe czasy z dużą skrupulatnością i dbałością o historyczne szczegóły. anowił, że Lucyfer owszem aszych wspólnych problemów w tej dziedzinie; będzie towymagało trochę pracy, trochę czasu, trochę wysiłku i trochę pokory pewnierównież, ale po jakimś czasie będzie lepiej, coraz lepiej... To oczekiwanie sięspełni. Natomiast oczekiwaniemnie ideą obrony poczętego życia, propagowania naturalnego stylu życia wyrażającego się m.in.: naturalnym planowaniem poczęć, naturalnym rodzeniem i karmieniem. Te idee, jak i wyznawana wspólnie katolicka hierarchia wartości zbliżyły nas tak bardzo, że Mistrz i Nauczyciel zechciał zaprzyjaźnić się z naszą rodziną. Ta długoletnia już przyjaźń wywarła na Lucyferze, która mówi, że na początku istnienia świata zakochał się on w pewnej kobiecie.
1%
1000 % - TAK !
14 czerwca 2013, 08:30
Nawiązując do wcześniejszego wpisu – cały czas czytając masę wypowiedzi, słuchając kilkunastu homilii odnoszę wrażenie, ze największym problemem współczesnego katolika jest kryzys tożsamości. Kim jest ochrzczony i bierzmowany, bo przecież takim jest każdy współczesny małżonek, katolik? Bo tu trzeba zacząć tak naprawdę dyskusję. Zajmujemy się od kilkunastu tygodni jednym, ważnym problemem. Rozwodem. Tysiące argumentów, tylko czy my naprawdę rozmawiamy o osobach powołanych do świętości, do powszechnego kapłaństwa? Przecież nikt katolików nie zwolnił z ich powołania, a co się wyprawia? Dyskusja o wyższości trwania w grzechu nad łaską Sakramentów, usprawiedliwianie grzeszników poza uznanym w Kościele od wieków usprawiedliwianiem przez Sakrament Pokuty i Pojednania. Odrzucanie Sakramentu, w którym objawia się w pełni Miłosierdzie poprzez prywatne opinie na temat Miłosierdzia. Na końcu wprowadzanie totalnego bałaganu ze słowami miłość i małżeństwo. Słowami jasno zdefiniowanymi i w Biblii i w Tradycji. Zamiast dyskusji, jak my, katolicy mamy w XXI wieku iść i głosić poganom Słowo, rozlewanie łez, bo rzekomo jedni katolicy odrzucają drugich. Zamiast życia mocą danych nam Darów Ducha Świętego użalanie się nad sobą, nad swoimi słabościami i twierdzenie na granicy herezji, że są takie grzechy, w których człowiek musi trwać. Podyskutujmy wreszcie o katolikach. Podyskutujmy wreszcie o mocy Sakramentu Małżeństwa, która nie jest mocą człowieka, lecz Łaską danę człowiekowi, aby wytrwał w jedności małżeńskiej wbrew pokusom i przeciwnością. Bo Pan nie stawia nigdy przed człowiekiem zadania niemożliwego do zrealizowania. Małżeństwo "może się nie udać" wyłącznie, kiedy człowiek straci wiarę w Boga i w Jego Łaskę. Podyskutujmy wreszcie o naszym powołaniu do swiętości w małżeństwie. ...
K
krakow.sercanie.pl
14 czerwca 2013, 08:15
Akt intronizacji Najśw. Serca Jezusa w rodzinie! Najśw. Serce Jezusa, Zbawco nasz. • Wiemy, że chcesz utwierdzić Królestwo świętej miłości na ziemi. • Chcesz dokonać tego przez rodziny, • które wprowadzą Cię do domów swoich • i zechcą kierować się Twoim Boskim Prawem. • Do rodzin tych i my, należeć chcemy. • Ciebie, Boże, Serce - Miłości Odwieczna, • uznajemy na zawsze głową naszej rodziny. • Poddajemy Twemu panowaniu nasz umysł przez żywą wiarę; • poddajemy wolę przez zachowanie Twoich Przykazań. Królestwo Boże w nas jest. • Przyrzekamy więc strzec łaski uświęcającej • i jednoczyć się z Tobą w częstej Komunii św. • Dołożymy też wszelkich starań, • aby kraj nasz był prawdziwie Twoim i Twojej Matki Królestwem. • Postanawiamy walczyć z grzechem, • bronić nierozerwalności małżeństwa, • strzec życia nienarodzonych, • dbać skutecznie o pełne wychowanie religijne młodzieży • i walczyć z wadami naszymi, • głównie z pijaństwem, • nieczystością i nieposzanowaniem dnia świętego. • Bądź dobry Jezu, Królem naszej rodziny • i zjednoczeniem naszych serc. • Bądź z nami w pracy odpoczynku. • Dziel z nami dolę i niedolę. • Spraw, aby kiedyś cała nasza rodzina • na zawsze zjednoczona z Tobą, • chwaliła w niebie Twoją miłość i miłosierdzie. • Ten akt dobrowolnego oddania się Tobie • ofiarujemy, przez ręce Matki Twej Niepokalanej Maryi • i przybranego Ojca Twego św. Józefa. • Amen. • Najświętsze Serce Jezusa, • przyjdź królestwo Twoje.
4 czerwca 2013, 15:55
Nawiązując do wcześniejszego wpisu – cały czas czytając masę wypowiedzi, słuchając kilkunastu homilii odnoszę wrażenie, ze największym problemem współczesnego katolika jest kryzys tożsamości. Kim jest ochrzczony i bierzmowany, bo przecież takim jest każdy współczesny małżonek, katolik? Bo tu trzeba zacząć tak naprawdę dyskusję. Zajmujemy się od kilkunastu tygodni jednym, ważnym problemem. Rozwodem. Tysiące argumentów, tylko czy my naprawdę rozmawiamy o osobach powołanych do świętości, do powszechnego kapłaństwa? Przecież nikt katolików nie zwolnił z ich powołania, a co się wyprawia? Dyskusja o wyższości trwania w grzechu nad łaską Sakramentów, usprawiedliwianie grzeszników poza uznanym w Kościele od wieków usprawiedliwianiem przez Sakrament Pokuty i Pojednania. Odrzucanie Sakramentu, w którym objawia się w pełni Miłosierdzie poprzez prywatne opinie na temat Miłosierdzia. Na końcu wprowadzanie totalnego bałaganu ze słowami miłość i małżeństwo. Słowami jasno zdefiniowanymi i w Biblii i w Tradycji. Zamiast dyskusji, jak my, katolicy mamy w XXI wieku iść i głosić poganom Słowo, rozlewanie łez, bo rzekomo jedni katolicy odrzucają drugich. Zamiast życia mocą danych nam Darów Ducha Świętego użalanie się nad sobą, nad swoimi słabościami i twierdzenie na granicy herezji, że są takie grzechy, w których człowiek musi trwać. Podyskutujmy wreszcie o katolikach. Podyskutujmy wreszcie o mocy Sakramentu Małżeństwa, która nie jest mocą człowieka, lecz Łaską danę człowiekowi, aby wytrwał w jedności małżeńskiej wbrew pokusom i przeciwnością. Bo Pan nie stawia nigdy przed człowiekiem zadania niemożliwego do zrealizowania. Małżeństwo "może się nie udać" wyłącznie, kiedy człowiek straci wiarę w Boga i w Jego Łaskę. Podyskutujmy wreszcie o naszym powołaniu do swiętości w małżeństwie.
B
bratPolak
4 czerwca 2013, 15:25
Przemieszałeś dwa zdania. ... Ja przemieszałem??? Logika nakazuje tak rozumieć całość twojej wypowiedzi. I na pewno o to ci chodziło, bo na takie wnioski cię stać. Gorycz "nieba" czy samotności?
B
bratPolak
4 czerwca 2013, 08:46
@Błękitne Niebo Bóg Ojciec w Biblii, Pan Jezus (czytamy o tym w wielu miejscach w Piśmie Świetym), wypowiadają się bardzo jasno. To ludzie komplikują, a odkąd duchowni zaczęli tłumaczyć ludziom Pismo Święte z nauki Jezusowej na nasze wyszedł GŁUCHY TELEFON. I mamy to, co mamy - rozwody to norma. I tragedia. Twoja logika zapiera dech w piersiach! Rozwody to norma, bo duchowni zaczęli tłumaczyć Pismo Święte! Coś ci się chyba... rozwodniło. Obawiam się, że nieodwracalnie.
A
Agata
3 czerwca 2013, 17:57
Chyba ma być "a skoro", zamiast "bo skoro" Oni nie mają wracać do sprawców ich porzucenia, a skoro się z kimś związali to świadczy tylko o tym, że w tamtej sytuacji sprzed lat nie otrzymali dostatecznej pomocy duchowej od kapłanów i teraz duchowni to "realizują" w ten sposób, że im pomagają nie rozwieść się drugi raz. Ja się tu z Tobą zgadzam!  Grzech  - mozesz o tym mówić ludziom do znudzenia - zatwardziali będą się usparwiedliwiać a skrupulanci spowiadać z każdej myśli. Nawet słusznymi kazaniami nie da się zapanować na mentalnością ludzi. Natomiast - gdy rozwiedzona kobieta (intencje nieistotne) chcąc żyć skaramentalnie odsuwa męża z którym ma dzieci, co skutkuje jego zwróceniem sie ku internetowym znajomościom - czy ksiądz nie ma prawa interwenować? Ma jej mówić o skaramencie małżeństawa czy o miłości i o dzieciach? To nie wymysł - samo zycie :( Sprawa rozwodów - nie jest tak prosta :(
J8
J, 8.23
3 czerwca 2013, 17:21
TomaszL 2013-06-03 14:12:48 napisał: "...skąd biorą się te lęki, te przeczulenia na punkcie własnej osoby. Otóż to wszystko jest wprost wynikiem grzechu. Tak działa szatan, przekonując i podszeptując, ze się jest gorszym, mniej wartym, że ludzie pogardzają, oceniają i odrzucają. Na końcu człowiek ulega złudzeniu, że Bóg go już nie kocha, że Kościół potępia. Tak wyglądają skutki zniewolenia przez grzech. Przez każdy, nie tylko przez cudzołóstwo. Szatan, mistrz kłamstwa i manipulacji tak działa". Zgadzam się z powyższą analizą. Człowiek, który zyje w grzechu i nie chce z nim zerwać podlega mainipulacyjnemu działaniu złego ducha i sam manipuluje otoczeniem, aby ukryć swój grzech, oskarżając o nienawiść niemal wszystkich, którzy po bratersku upominają zwracając uwagę na rzeczywistość grzechu,  na prawdę. Wszystko po to by mieć niczym nie zakłócony duchowy komfort życia w grzechu. Smutek mój tym większy, że w tej manipulacyjnej grze złego ducha uczestniczy ksiądz, który z jednej strony cytuje Chrystusa "Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?" A ona odrzekła: "Nikt, Panie!" Rzekł do niej Jezus: "I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!" (J 8, 10-11), a z drugiej sam mówi, aby dalej żyli w grzechu "by nie rozwiedli się po raz drugi. By przynajmniej to drugie małżeństwo im się udało"...
3 czerwca 2013, 13:53
@Błękitne Niebo – w sumie grupa odbiorców tych homilii jest najmniej istotna. Na początku największym problemem tej i kilku innych homilii jest kwestia złego samopoczucia czy „odrzucenia” grzeszników przez Kościół. Nie słyszałem, aby z powodu samego cudzołóstwa ktoś został współcześnie ekskomunikowany. Czyli każdy z tych słuchaczy jest pełnoprawnym członkiem Kościoła. Nikt, ani ksiądz, ani świecki nie może ot tak wyrzucić grzesznika z Kościoła. Szczególnie iż sam jest (a na pewno był) grzesznikiem. Więc może zamiast przepraszać warto wspomnieć, skąd biorą się te lęki, te przeczulenia na punkcie własnej osoby. Otóż to wszystko jest wprost wynikiem grzechu. Tak działa szatan, przekonując i podszeptując, ze się jest gorszym, mniej wartym, że ludzie pogardzają, oceniają i odrzucają. Na końcu człowiek ulega złudzeniu, że Bóg go już nie kocha, że Kościół potępia. Tak wyglądają skutki zniewolenia przez grzech. Przez każdy, nie tylko przez cudzołóstwo. Szatan, mistrz kłamstwa i manipulacji tak działa. Szkoda, że w ramach tych homilii nie jest to opowiadane na okrągło. Bo to trzeba mówić głośno, a nie szukać winnych w Kościele. Dalej – człowiek w tych homiliach jest delikatny, tak, że byle słowo czy spojrzenie go załamuje i w konsekwencji odrzuca wiarę. Pewnie tak mogłoby być, ale przecież mówimy o ludziach, którzy otrzymali pełnię darów Ducha Świętego. Zostali powołani do mężnego niesienia krzyża, do głoszenia Słowa, wręcz do męczeństwa. A łamią się pod spojrzeniem czy gestem jakiegoś katolika. Dlaczego? Moze na początku rekolekcji, czy homilii warto wspomiać o misji, o przymiotach osoby ochrczonej, włączonej do Kościoła z mocy Sakramentu. Zacząć rekolekcje od tego czym jest wiara i zawierzenie. Cdn (za trochę)
2 czerwca 2013, 21:54
@TomaszL To, co wypisujesz świadczy albo o twojej ewidentnej złej woli jako dyskutanta(robisz tu po prostu jakąś swoją robotę), albo zupełnie nie łapiesz kontaktu z rzeczywistością tej dyskusji, nie rozumiesz istoty treści artykułu, przesłania nauki Jezusa też nie kumasz - raczej na pewno musisz się więc leczyć na głowę ... jak najszybciej. ... Rozumiem, że treśc homilli O.Łusiaka do której sie odnosze poprzednim wpisem jest Ci znana.
.
...
2 czerwca 2013, 21:50
@TomaszL To, co wypisujesz świadczy albo o twojej ewidentnej złej woli jako dyskutanta(robisz tu po prostu jakąś swoją robotę), albo zupełnie nie łapiesz kontaktu z rzeczywistością tej dyskusji, nie rozumiesz istoty treści artykułu, przesłania nauki Jezusa też nie kumasz - raczej na pewno musisz się więc leczyć na głowę ... jak najszybciej.
2 czerwca 2013, 21:04
Posłuchaj, Tomaszu, na spokojnie-jeszcze raz. Mam głębokie przeświadczenie, że o. Mieczysław mówi specjalnie do ciebie! Może skończysz w swoich postach z wysyłaniem grzeszników do piekła i z zakłamywaniem wiary w Boże Miłosierdzie. ... Już ktos liczyl na forum, ile razy mówiłem o piekle. Może policzysz, ila razy kogoś na tym forum potępiłem. To tak w normalnym dla Cibie dyskursie osobistym. Wracajac do meritum: Dokładnie, te słowa przyjmuje osobiście, co lepsza, wiem i po tym i innych homiliach, ze mało istotne są Sakramenty w Kościele. Małżeństwo może być niesakramentalne, spowiedź nie do końca jest pojednaniem, w dodatku łatwo można sobie ją wyobrazić, jako kubeł na śmieci, Eucharystia może być duchowa, etc.... Potwierdże, raz jeszcze, to są słowa skierowane do mnie osobiście. Głupi jestem ze w te sakramenty, ich moc wierzę. Po co się „męczyć”, trwać w jakiś zasadach, nieść krzyż i codziennie zapierać się siebie, skoro to wszystko w sumie mało ważne jest. Walka duchowa, zwalczanie pokus, żal za grzechy, czynienie pokuty czy też postanowienie poprawy przestały już istnieć. Żyć i nie mieć wyrzutów sumienia. I tylko jedna wątpliwość mnie naszła, bowiem jest jakaś niespójność pomiędzy „snem” O.Łusiaka, (który zapewne śni o takich jak ja) a tym głoszonym miłosierdziem.  Zapewne dla takich, jak ja nie przewidziano w tej homilii miłosierdzia. Patrząc na wcześniejsza (tez z marca) wręcz O.Łusiak poczuwa się w obowiązku przeprosić także za moje (jako członka Kościoła) słowa. Fakt bez mojej zgody działa, ale cóż, widać wie lepiej. A może tych, co nie zgadzają się z linią programowa o.Łusiaka należy z Kościoła wykluczyć? I na koniec, aby było jasne, będąc pełnoprawnym członkiem Kościoła Katolickiego z wizją o.Łusiaka się nie zgadzam.
B
bratPolak
2 czerwca 2013, 19:47
@TomaszL @BartPolak - słuchałeś konfrencji O. Łusiaka pt. "Bóg wam przebaczył" z marca 2013 roku. Zgadzasz sie z tą nauką? Tak. Słuchałem pod adresem: http://www.niesakramentalni.pl/uploads/Media/2013-rekol-3.mp3 Rewelacja!!! Naprawdę, warto posłuchać! To jest to, czego ty nie jesteś w stanie przyjąć "na zdrową logikę". Ale czy Bóg jest zamknięty ramami ludzkiej logiki? Posłuchaj, Tomaszu, na spokojnie-jeszcze raz. Mam głębokie przeświadczenie, że o. Mieczysław mówi specjalnie do ciebie! Może skończysz w swoich postach z wysyłaniem grzeszników do piekła i z zakłamywaniem wiary w Boże Miłosierdzie.
2 czerwca 2013, 11:14
@BartPolak - słuchałeś konfrencji O. Łusiaka pt. "Bóg wam przebaczył" z marca 2013 roku. Zgadzasz sie z tą nauką?
RW
różnice w pomocy
2 czerwca 2013, 11:13
Ksiądz nie pomagający malżeństwom w kryzysie robi to z wygody, z lenistwa, może z braku czasu, z braku pomysłu i narzędzi do pomocy (nie jest psychologimem! ma tylko moc sakramentu kapłaństwa otrzymany od Jezusa, z którego nie korzysta) - bo trzeba włożyć więcej wysiłku w takie małżeństwa (tak jak sami oni również musieliby to zrobić), musi mieć silną wiarę, musi widzieć ich razem przed Bogiem, a nie przed światem, musiałby im więcej (dużo, dużo więcej), czasu poświęcić. A małżeństwom żyjącym w drugim cywilnych już tyle nie trzeba - oni idą własnym tokiem - jako para - metody są sprawdzone: rekolekcje wspólne dla nich, nauki wspólne itd. Małżonkom w kryzysie natomiast osobne spotkania są dodatkowo potrzebne.
B
bratPolak
2 czerwca 2013, 11:05
@TomaszL Zamiast budować specjalne duszpasterstwa, można spokojnie włączać osoby rozwiedzione w setki różnych dzieł realizowanych przy parafiach. Jest to potrzebne i dla osób czujących się przez swój grzech wyłączonymi z Kościoła, ale tez dla tzw. prawych, aby faktycznie realizowali nauczanie o miłości bliźniego. Już sobie wyobrażam niesakramentalnych, kórzy pojawiają się w twojej parafii, w twoim duszpasterstwie! Wielokrotnie na deonie udowodniłeś, że miłość bliźniego polega na wytykaniu mu jego grzechów. A swojej grzeszności niesakramentalni są akurat bardzo świadomi! Budowanie natomiast kółek wzajemnej adoracji, skupiających się na poszukiwaniu usprawiedliwień dla trwania w grzechu nie ma żadnego sensu. Istnieje niebezpieczeństwo również dla duszpasterzy, któryż zbyt angażując się w takie kółka zaczną poszukiwać usprawiedliwień dla grzechu Teoretyzujesz w swoim stylu! Jeśli twoja wiedza o DMNs opiera się tylko na tendencyjnym odbiorze jednego, czy drugiego artykułu, to przynajmniej nie krzywdź nieznanych ci kapłanów swoimi z-miłości-bliźniego- osądami!
PA
pokaż, a uwierzę, że są tacy
2 czerwca 2013, 11:00
 Istnieje niebezpieczeństwo również dla duszpasterzy, któryż zbyt angażując się w takie kółka zaczną poszukiwać usprawiedliwień dla grzechu poza czytelna nauką Kościoła. Zatracą wiarę w moc Sakramentu Małżeństwa. ... Pokaż mi księdza, który wierzy w moc sakramentu małżeństwa i w łaski płynące z niego u małżeństwa w głębokim kryzysie.
2 czerwca 2013, 06:45
Kościół jest wezwany do włączania każdego do swojej wspólnoty. Zamiast budować specjalne duszpasterstwa, można spokojnie włączać osoby rozwiedzione w setki różnych dzieł realizowanych przy parafiach. Jest to potrzebne i dla osób czujących się przez swój grzech wyłączonymi z Kościoła, ale tez dla tzw. prawych, aby faktycznie realizowali nauczanie o miłości bliźniego. Budowanie natomiast kółek wzajemnej adoracji, skupiających się na poszukiwaniu usprawiedliwień dla trwania w grzechu nie ma żadnego sensu. Istnieje niebezpieczeństwo również dla duszpasterzy, któryż zbyt angażując się w takie kółka zaczną poszukiwać usprawiedliwień dla grzechu poza czytelna nauką Kościoła. Zatracą wiarę w moc Sakramentu Małżeństwa. Efekty tego widać.
D@
do @J, 8.23
31 maja 2013, 19:49
Dodaję: duszpasterstwa dla niesakramentalnych sieja zgorszenie samym swoim istnieniem, a nie tylko tym, co się w nich naucza
D@
do @J, 8.23
31 maja 2013, 19:47
Duszpasterstwa dla niesakramentalnych nie mają w ogóle sensu. To, co tam jest głoszone (co powinno być głoszone), można usłyszeć w innych duszpasterstwach. Ktoś, kto patrzy z zewnątrz i widzi, że np. w jego parafii działają duszpasterstwa dla niesakramentalnych, na pewno nie pomyśli, że oni przychodzą tam po to, by się przygotować do rozstania! Wręcz przeciwnie, istnienie takich duszpasterstw przekonuje ludzi, że Kosicół się dostosował do obecnych czasów i w razie rozpadu małzeństwa daje szansę na życie w drugim związku -  niesakramentalnym. A "białe zwiazki"... to pomyłka, bo nie prowadzą do żadnego nawrócenia. Jedynym nawróceniem jest zerwanie kontaków z partnerem niesakramentalnym i powrót do sakramentalnego, a jeśli powrót nie jest możliwy, to życie samotne. To jest dopiero CAŁA PRAWDA o konsekwencjach przysięgi małzeńskiej. Bo w zadnym miejscu w przysiedze małżeńskiej nie ma mowy, że można opuścić małżonka i zamieszkać z jakimś partnerem, byle tylko z nim nie współżyć
Z
zdegustowana
31 maja 2013, 17:02
przede wszystkim kościół powinien stosować rygorystyczne podejście do osób które chcą zawrzeć związek małżeński. nauki przedmałżeńskie to w 99% kpina i fikcja, ludzie zawierający zw mał robią to dla pokazu, tradycji, lub białej sukni, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. sama znam wiele takich małżeństw - bo chcieli ślub kościelny - a teraz ani nie praktykują, ani nie wychowują dzieci zgodnie z wiarą katolicką, zdradzają mężów i żony, poślą dziecko do I komunii - i to jest ich bycie katolikiem i wypełnienie obowiązku wychowania potomstwa w wierze katolickiej. jedna wielka hipokryzja. 
A
Agata
31 maja 2013, 13:10
No to ja już zupełnie się pogubiłam. Czyli takie duszpasterstwo niesakramentalnych miałoby polegać na tym, że ludzie, którzy żyją ze sobą (z jakiś tam przyczyn) mają sie powoli przygotowywac do porzucenia się nawzajem? Znowu? Wcześniej kompletnie się nad tym nie zastanawiałam - ot kolejna wspólnota, dla tych "pgubionych". Ale im dłużej nad tym myślę - pod wpływem komentarzy - tym bardziej widzę, że nie powinny takie wspólnoty powstawać w ogóle. 1. Stanowią zaprzeczenie nierozerwlności i świętości małżeńtwa - tu zaczęłam się zgadzać. A to tego tworu przygotowującego do białych małżeństw bądź powrotu do poprzednich małżonków nie jestem przekonana. 2. Jeżeli tworzą nową rodzinę, kochającą się, to nawet jak nie ma mocy sakramentu, to może jednak lepiej by było żeby chodzili do duszpaterstwa rodzin? No bo umówmy sie - ich problemy będą te same co problemy rodzin sakramentalnych.  3. Tworzenie takiego duszpasterstwa powoduje, że stają się odrębną grupą we wspólnocie kościoła, tak jakby byli "inni". Moim zdaniem to stygmatyzujące.
J8
J 8,32
31 maja 2013, 12:44
Penny 2013-05-31 11:53:16 napisała: "To znaczy, że tworzenie duszpasterstw niesakramentalnych nie ma sensu?" Ma jak nabardziej sens, ale tylko wówczas gdy w tych duszpasterstwach głoszona jest CAŁA PRAWDA o sakramentalnej przysiędze małżeńskiej i jej konsekwencjach. NAwrócenie dokonuje się poprzez przyjęcie PRAWDY, ale musi być ona głoszona. Inaczej będa takie wypaczenia jak w duszpasterstwie opisanym w wywiadzie z o. Łusiakiem "Żeby nie rozwiedli się drugi raz" - [url]http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html[/url] , które tak prowadzone duszpasterstwo, jak pisze ks. Marek Dziewiecki, stwarza duchowy komfort życia w grzechu cudzołóstwa. Obowiązkiem wynikającym z przysięgi małżeńskiej jest okazywanie miłości współmałżonkowi, nawet jeśli skrzywdził i porzucił (wtedy wierna, mądra miłość okazywana jest na odległość, gdy ma miejsce separacja). W duszpasterstwach dla niesakramentalnych księża powinni brać na serio nie tylko jako cel, opcję życia w białym związku, lecz także mówić o możliwości przygotowywania się, zachowywania gotowości powrotu do sakramentalnego współmałzonka, gdy ten się zmieni, nawróci i wykaże gotowośc do pojednania. Znacie takich duszpasterzy jak ks. Marek Dziewiecki, którzy w naszych czasach taką opcją się kierują w swojej praktyce duszpasterskiej? A taka postawa wymaga dużej wiary - wiary w uzdrowieńczą moc łaski sakramentu małżeństwa... Z drugiej strony jeśli o takiej opcji powrotu do sakramentalnego związku nic się nie mówi, to mamy takie wypaczone duszpasterstwa pozbawione wiary w moc sakramentu i nie przestrzegające nauki Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa. A każdy błądzący małżonek przecież ma szansę sie nawrócić i wrócić na miejsce swojego powołania! Żyjemy w Roku Wiary...
A
Agata
31 maja 2013, 11:53
Wygląda, ze dużo księży poddało sie prawu świata w tym temacie. Przestrzegaja bowiem przed rozwodami nie jako radykalnym odrzuceniem Słowa, ale jako cierpieniem człowieka. Tomaszu, ja trochę tego nie rozumiem. To znaczy, że tworzenie duszpasterstw niesakramentalnych nie ma sensu? Że sens mają jedynie tzw białe małżeństwa w tym wypadku? Ja rozumiem motywację tych księży w ten sposób: zło (czyt. rozwód, rozpad związku) się stało. I teraz pytanie co dalej? Co dalej z tymi ludźmi? Rozumiem - powinni życ w samotności. A co z tymi którzy nawrócili się już po zawarciu drugiego małżeństwa? To znaczy - wczesniej byli na bakier, a teraz chcą wrócić. Mają dzieci w nowym związku. Mówię w liczbie mnogiej, ale wiesz - zawyczaj to jedna strona się nawraca, druga ma to w nosie. I co - białe małżeństwo? To prosta droga do rozpadu kolejnego związku. Nie pochwalam rozwodów, porzucania współmałżonka. I też nie uważam, żeby takie osoby mogły podejść do komunii. Ale nie potrafię tak wszystkich jednoznacznie potępic. Jest tyle różnych sytuacji życiowych... A poza tym - czy radykalne odrzucenie Słowa nie wiąże się z cierpieniem?
31 maja 2013, 09:56
lepiej, żeby już nikt nic nie pisał od siebie. Czy Pan Jezus nie mówił dość jasno? Dość już przeinaczania Jego słów! Nikt nigdy jeszcze na Jego słowach się nie zawiódł. Tylko trzeba Go poczytać i posłuchać. To Jedyna pewna droga. Masz rację. Szczególnie, iż nie wierzę, aby znalazł sie jakis odważny ksiądz, który by publicznie wyjasnił jak to jest teraz faktycznie z rozwodami. Wygląda, ze dużo księży poddało sie prawu świata w tym temacie. Przestrzegaja bowiem przed rozwodami nie jako radykalnym odrzuceniem Słowa, ale jako cierpieniem człowieka.
B
bratPolak
31 maja 2013, 09:26
@Błękitne Niebo "Wszystko co człowiek jest w stanie dokonać sam bez Chrystusa jest skażone grzechem i egoizmem." Sypiesz złotymi myślami jak z rękawa. W jakim celu? Poprawiasz sobie samopoczucie - "taka jestem...Błękitna!"? Jestem przekonany, że rozwodnicy zakładają i przychodzą do DMNs pokonując wiele oporów i barier, bo ...dokonują tego z Chrystusem!
B
bratPolak
31 maja 2013, 09:20
@TomaszL Na koniec, bo szkoda czasu na pisanie, skoro to głos wołający na pustyni... Charakterystyczna dla Ciebie megalomania! Psy szczekają, karawana jedzie dalej... Też się dziwią, że nie są ważniejsze od karawany.
31 maja 2013, 07:52
Ze strony duszpasterstwa: Małżeństwo niesakramentalne - to związek ludzi ochrzczonych, którzy nie mogą zawrzeć ślubu zgodnie z wymaganiami wiary chrześcijańskiej, chociażby tego bardzo chcieli.  Przeszkodą dla nich jest to, że wzięli ślub w Kościele, cywilnie rozwiedli się i ponownie zawarli związek cywilny. Obowiązujące w Kościele katolickim Prawo: Kan. 1055 - § 1. Małżeńskie przymierze, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury do dobra małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa, zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu. § 2. Z tej racji między ochrzczonymi nie może istnieć ważna umowa małżeńska, która tym samym nie byłaby sakramentem. Skoro duszpasterstwo na swojej oficjalnej stronie internetowej zmienia definicje małżeństwa, nic mnie już nie zdziwi. Nawet fakt, iż największą bolączką ludzi żyjących w cudzołóstwie nie jest ich grzech, lecz to ze źle się czują w Kościele go ktoś ich rzekomo piętnuje. Na koniec, bo szkoda czasu na pisanie, skoro to głos wołający na pustyni, wymowny jest brak jakiegokolwiek komentarza ze strony Deonu – czyżby już większość uznała, iż nie da się obronić małżeństwa? Nie dziwcie się wiec, iż za kilka lat będziemy dyskutować o duszpasterstwach „małżeństw homoseksualnych”, a rozwody będą normą społeczną. Ciekawe ilu milczących teraz, czy też po cichu aprobujących rozwody będzie miało wyrzuty sumienia?
M
manipulacja
30 maja 2013, 12:43
To jest wyższa szkoła jazdy: powoływać się na naukę Jezusa, a samemu głosić coś innego uzasadniając to też nauką Jezusa, miłosierdziem i tym podobnie. Manipulacja doskonała. Teoria (o nierozerwalności) sobie, a praktyka ( o ponownych związkach) sobie.
J8
J 8,32
30 maja 2013, 10:18
"bratPolak" 2013-05-30 09:49:37 cytując moją wypowiedź @~J 8,32 Ks. Marek i o. Mieczysław różnią się w podstawowej kwestii dot. wiary - nierozerwalności małżeństwa sakramentalnego o 180 stopni. To bardzo dzieli Kościół. napisał "Gdzie to, ślepcze, wyczytałeś???!!! Nawet w artykule <a href="http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html">http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html</a> ojciec Mieczysław napisał: Gdyby Kościół błogosławił ponowne związki, zrezygnowałby z pielęgnowania tak ważnego elementu nauczania Jezusa, jakim jest nierozerwalność małżeństwa. Mówiąc o małżeństwach niesakramentalnych, trzeba uważać, żeby życie takie nie wydało się komuś bezproblemowym. Żeby nie uznał, że skoro Kościół znajduje dla nich miejsce, to nie trzeba mieć oporów przed rozbijaniem sakramentalnego związku i szukaniem szczęścia gdzie indziej." Owszem o. Mieczysław napisał tak jak w tych cytatach, które podajesz, stwierdzając że w Kościele obowiązuje posłuszeństwo wobec nauki Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa sakramentalnego, ale sam do tej nauki się nie stosuje, nie szanuje jej, kiedy w tym samym artykule pisze coś, co tej nauce przeczy, a mianowicie cytuję: "Kiedyś ktoś powiedział mi, że najbardziej ceni właśnie to moje zaangażowanie: że pomagam ludziom, by nie rozwiedli się po raz drugi. By przynajmniej to drugie małżeństwo im się udało. Nie wiem, czy gdybym nalegał na to, żeby zaprzestali współżycia, nie oddaliłbym ich od siebie..." Z jednej strony o. Mieczysław Łusiak ma świadomość nauki Kościoła, nauczania Jezusa, ale do niego się nie stosuje - jak widać na podstawie tych cytowanych tu jego wypowiedzi. 
D~
do ~J8.32
30 maja 2013, 06:55
Czy o. Łusiak pomaga tylko "skrzywdzonym i porzuconym" w ponownych związkach? Takie przykłady były podane w artykule, ale nigdzie nie jest napisane, że tylko takie osoby mogą wejść do jego duszpasterstwa. A artykuł może zaś przeczytać każdy, także porzucający,  i zinterpretować na swoją korzyść. Oprócz Deonu artykuł był powielony na innych stronach katolickich i w czasopiśmie "Przewodniku Katolickim"! Wszędzie spotkał się głównie z krytyką - a biskupi śpią
J8
J 8,32
30 maja 2013, 00:47
"bratPolak" 2013-05-29 17:09:06 cytując moją wypowiedź  @~J 8,32 "Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego" Mt 21,31. Celnicy i nierządnice, a nawet mordercy, wielcy zbrodniarze również wchodzą do Nieba, ale kiedy? Jaki trzeba spełnic warunek? NAWRÓCIĆ SIĘ, czyli odwrócić się od grzechu, spełnić 5 warunków dobrej spowiedzi. napisał: To tłustym drukiem - to są słowa Jezusa! Reszta - to twoje uzupełnienie, które dla faryzejskiego postrzegania Boga jest wymagalne NATYCHMIAST. TU i TERAZ. Gdyby Jezus chciał tak powiedzieć - to by powiedział. On wie, że DROGA DO NIEBA to PROCES a nie CHWILA. Dlatego tak powiedział, bo widział serca celników i nierządnic oraz faryzeuszy. Nie: nawróconych nierządnic, nie byłych nierządnic! Strzeżcie się, FARYZEUSZE! Manipulujesz bracie, i żeby Ci utrudnić dalsze manipulowanie umieściłem poniżej ponownie swój post, który zmanipulowałeś. Czymś oczywistym jest to, że nawrócenie to proces, czasami bardzo długi. W moim poscie pisałem o prawdzie Chrystusowej dot. nierozerwalności małzeństwa. A ponieważ jest ona zafałszowana przez o. Łusiaka, który tak pomaga skrzywdzonym, porzuconym w drugich cudzołożnych związkach, aby nie rozwiedli się drugi raz, aby chociaz ten drugi cudzołożny związek był udany - to proces nawrócenia może się nigdy nie rozwinąć. Ks. Marek Dziewiecki tak prowadzone duszpasterstwo nazywa duszpasterstwem zapewniającym duchowy komfort życia w grzechu.
J8
~J 8,32
30 maja 2013, 00:46
"Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego" Mt 21,31. Celnicy i nierządnice, a nawet mordercy, wielcy zbrodniarze również wchodzą do Nieba, ale kiedy? Jaki trzeba spełnic warunek? NAWRÓCIĆ SIĘ, czyli odwrócić się od grzechu, spełnić 5 warunków dobrej spowiedzi. Czy w tekscie "Żeby nie rozwiedli się drugi raz" - [url]http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html[/url] -  o. Łusiak głosi naukę Jezusa, gdy mówi cudzołążącym, aby trwali w grzechu, aby chociaż to drugie cudzołożne małżeństwo im się udało? Ks. Marek Dziewiecki  słusznie nazywa tak prowadzone duszpasterstwo duszpasterstwem stwarzającym komfort życia w grzechu - [url]http://www.radiomaryja.pl/multimedia/przysiega-malzenska-i-jej-konsekwencje[/url] .  To wprowadza ogromny zamęt w Kościele. Czy o. Łusiak zdaje sobie sprawe jak wielu małżonkom zaszkodzi w zbawieniu takim niezgodnym z nauką Jezusa nauczaniem? A może o. Mieczysław nie traktuje w pewnych przypadkach cudzołóstwa małżonków jako grzechu - np. tych spośród nich, którzy zostali skrzywdzeni, porzuceni i weszli w niesakramentalny związek. Jeśli tak, to znaczyłoby, że dla o. Mieczysława nierozerwalność sakramentalnego małżeństwa jest względna i nie dotyczy wszystkich sakramentalnych małżeństw. A taki pogląd jest sprzeczny z nauczaniem Kościoła katolickiego, gdyż sakramentalna przysięga dotyczy wszystkich małżonków, którzy ją składali. Jak wielu skrzywdzonych małżonków po przeczytaniu tekstu o. Mieczysława wybierze drogę cudzołożnego związku? Po wysokich ocenach czytelników tekstu o. Mieczysława widać, że wiele osób nie widzi zła. Ks. Marek i o. Mieczysław różnią się w podstawowej kwestii dot. wiary - nierozerwalności małżeństwa sakramentalnego o 180 stopni. To bardzo dzieli Kościół. Dlatego księża biskupi powinni zająć się tą sprawą.
D~
do ~J8,32
29 maja 2013, 21:26
Na stronie diecezji bydgoskiej jest informacja, że pracuje tam: Duszpasterz małżeństw niesakramentalnych  - o. Mieczysław Łusiak SJ Jeśli diecezja zezwala na taką nazwę dla cudzołożników, to raczej nie ma się co spodziewać, że ktokolwiek zainteresuje się działalnością o. Łusiaka. Kościół się dostosował do plagi rozwodów i ponownych związków po rozwodzie i choćby artykuł był wałkowany jeszcze przez rok, to nikogo z biskupów to nie poruszy. Zresztą są ważniejsze (?) tematy: homozwiązki, in vitro, marsze dla życia i rodziny..
D@
do @Tomasz
29 maja 2013, 21:12
Chyba nikt z jezuitów Ci nie odpowie jeśli dotąd tego nie zrobili. Nie wierzę, żeby nie zauwazyli artykułów, które przez parę miesięcy są stale komentowane. Wydaje się, że jezuici po cichu popierają o. Łusiaka;  świadczą o tym inne artykuły na temat niesakramentalnych, np; "Katolik w związku niesakramentalnym", "nie-sakramentalni", "Niesakramentalni, jak im pomóc"..., itp .
B
bratPolak
29 maja 2013, 17:14
@TomaszL Ale skoro tak zaciekle bronisz duszpasterstwa prowadzonego przez o. Łusiaka w Bydgoszczy to może potrafisz w kilku zdaniach nakreślić, jaki jest konkretny cel tego duszpasterstwa. Raczej usiłuję "bronić" (Prawda obroni się sama!) ludzi pokroju o. Łusiaka. DMNs w Bydgoszczy znam przede wszystkim ze strony www.niesakramentalni.pl. Przemawiają do mnie zamieszczone tam teksty, historie i homilie. Gdybym był w sytuacji małżeństw niesakramentalnych, chciałbym mieszkać w Bydgoszczy. A nie ...w pobliżu ciebie ;)
B
bratPolak
29 maja 2013, 17:09
@~J 8,32 "Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego" Mt 21,31. Celnicy i nierządnice, a nawet mordercy, wielcy zbrodniarze również wchodzą do Nieba, ale kiedy? Jaki trzeba spełnic warunek? NAWRÓCIĆ SIĘ, czyli odwrócić się od grzechu, spełnić 5 warunków dobrej spowiedzi. To tłustym drukiem - to są słowa Jezusa! Reszta - to twoje uzupełnienie, które dla faryzejskiego postrzegania Boga jest wymagalne NATYCHMIAST. TU i TERAZ. Gdyby Jezus chciał tak powiedzieć - to by powiedział. On wie, że DROGA DO NIEBA to PROCES a nie CHWILA. Dlatego tak powiedział, bo widział serca celników i nierządnic oraz faryzeuszy. Nie: nawróconych nierządnic, nie byłych nierządnic! Strzeżcie się, FARYZEUSZE!
29 maja 2013, 16:43
@Redakcja DEONu Dwa tematy na Deonie - najwięcej dyskutantów, najdłuższa dyskusja. Czy kiedyś można się spodziewać jakiejkolwiek reakcji kogoś z redakcji, aby wytłumaczył, czemu są tak duże różnice w spojrzeniu na problem życia w grzechu pomiędzy różnymi duszpasterzami?
29 maja 2013, 16:40
@BratPolak - nie umiesz dyskutować bez osobistych wędrówek - trudno. Ale skoro tak zaciekle bronisz duszpasterstwa prowadzonego przez o. Łusiaka w Bydgoszczy to może potrafisz w kilku zdaniach nakreślić, jaki jest konkretny cel tego duszpasterstwa. W jaki sposób w ramach konkretnie to duszpasterstwo prowadzi ludzi do nawrócenia, czyli odrzucenia życia w grzechu? Ile osób faktycznie i trwale powróciło na drogę życia sakramentalnego? W jaki sposób realizowane jest w tym duszpasterstwie nauczanie Kościoła o trwałości małżeństwa zawartego kanonicznie i jakie to nauczanie przynosi skutki?
J8
J 8,32
29 maja 2013, 16:29
"Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego" Mt 21,31. Celnicy i nierządnice, a nawet mordercy, wielcy zbrodniarze również wchodzą do Nieba, ale kiedy? Jaki trzeba spełnic warunek? NAWRÓCIĆ SIĘ, czyli odwrócić się od grzechu, spełnić 5 warunków dobrej spowiedzi. Czy w tekscie "Żeby nie rozwiedli się drugi raz" - <a href="http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html">http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html </a>-  o. Łusiak głosi naukę Jezusa, gdy mówi cudzołążącym, aby trwali w grzechu, aby chociaż to drugie cudzołożne małżeństwo im się udało? Ks. Marek Dziewiecki  słusznie nazywa tak prowadzone duszpasterstwo duszpasterstwem stwarzającym komfort życia w grzechu - [url]http://www.radiomaryja.pl/multimedia/przysiega-malzenska-i-jej-konsekwencje/[/url] .  To wprowadza ogromny zamęt w Kościele. Czy o. Łusiak zdaje sobie sprawe jak wielu małżonkom zaszkodzi w zbawieniu takim niezgodnym z nauką Jezusa nauczaniem? A może o. Mieczysław nie traktuje w pewnych przypadkach cudzołóstwa małżonków jako grzechu - np. tych spośród nich, którzy zostali skrzywdzeni, porzuceni i weszli w niesakramentalny związek. Jeśli tak, to znaczyłoby, że dla o. Mieczysława nierozerwalność sakramentalnego małżeństwa jest względna i nie dotyczy wszystkich sakramentalnych małżeństw. A taki pogląd jest sprzeczny z nauczaniem Kościoła katolickiego, gdyż sakramentalna przysięga dotyczy wszystkich małżonków, którzy ją składali. Jak wielu skrzywdzonych małżonków po przeczytaniu tekstu o. Mieczysława wybierze drogę cudzołożnego związku? Po wysokich ocenach czytelników tekstu o. Mieczysława widać, że wiele osób nie widzi zła. Ks. Marek i o. Mieczysław różnią się w podstawowej kwestii dot. wiary - nierozerwalności małżeństwa sakramentalnego o 180 stopni. To bardzo dzieli Kościół. Dlatego księża biskupi powinni zająć się tą sprawą.
B
bratPolak
29 maja 2013, 14:52
@TomaszL, Kinga A w ogóle, to wiesz, że w dyskusji pod nędznym (ocena: 2,35) artykułem ks. guru-Dziewieckiego psy wieszasz na ks.Łusiaku, autorze innego artykułu (śr. ocen: 4,5)? Chyba, że podbijacie ilość kliknięć na tym artykule?... Jakości i sensu wypowiedzi to i tak nie podniesie A co do Bydgoszczy – to za 2011 wskaźnik rozwodów był jednym z najwyższych w polskich miastach, natomiast w diecezji bydgoskiej ilość osób uczestniczących we Msza Sw. była poniżej średniej. Może to rozwodowa mentalność, a nie demografia świadczy o podejściu do tego tematu. I już mamy winnego - ojciec Łusiak!!! Oj, biednyś ty, TomaszL! A czemu biedny? Bo.... A czemu .... ? Bo biedny. Znasz to? Chyba z czasów twojej szczęśliwej młodości... Umów się z Kingą. Poprzytakujecie sobie. Po faryzejsku.
BM
biały murzyn
29 maja 2013, 14:48
Te "białe małżeństwa" wygladają tak, jakby murzyn pomalował sie białą farbą i udawał że nie jest już czarny. Brak współżycia nie swiadczy wcale o tym, że człowiek nie grzeszy codziennie przeciwko małżeństwu, które porzucił, bo nie żyje z małżonkiem któremu to slubował. Każdy ślubujący przyrzeka dodatkowo: " nie opuszczę cię az do smierci", a nie tylko wierność ("nie będę cudzołożył")!
29 maja 2013, 13:10
W FC "białe małżeństwa" wymieniane są jako sposób życia niesakramentalnych umożliwiający im przyjmowanie komunii - nie jako jedyny cel opieki Kościoła nad rozwiedzionymi cywilnie katolikami ( nie: cudzołożnikami!), żyjącymi w małżeństwach niesakramentalnych! Jeśli ktoś współżyje z inna osobą, niż żona, czy mąż jest cudzołożnikiem ze wszystkimi tego konsekwencjami. Ile razy jeszcze zaprzeczać będziesz podkreślając kawałek wyjętego z dokumentu tekstu. W tym wypadku, nie ma znaczenia, czy się ktoś rozwiódł w sądzie cywilnym, czy też nie. Małżeństwo ważnie zawarte kanonicznie trwa dalej, choć zapewne na podstawie tego podkreślenia wielu twierdzi coś innego. Co do Komunii św – skoro komuś na niej nie zależy, to, po co jest w Kościele? Bo nie jest prawdę, iż ma jakiś tajemniczy zakaz jej przyjmowania. To może oznaczać, że w Bydgoszczy jest mniej...starszych par niż w Tychach. I nic więcej! Na pewno nie wartościuje to pracy o. Łusiaka - bo nie o ilość "białych małżeństw" chodzi w DMNs. Zapewne te słowa określają charakter tego konkretnego duszpasterstwa: Kiedyś ktoś powiedział mi, że najbardziej ceni właśnie to moje zaangażowanie: że pomagam ludziom, by nie rozwiedli się po raz drugi. By przynajmniej to drugie małżeństwo im się udało. Nie wiem, czy gdybym nalegał na to, żeby zaprzestali współżycia, nie oddaliłbym ich od siebie. Czyli mają nie tyle nie przestać żyć w grzechu, ale wręcz uważają to życie w grzechu za zasługę duszpasterstwa. A co do Bydgoszczy – to za 2011 wskaźnik rozwodów był jednym z najwyższych w polskich miastach, natomiast w diecezji bydgoskiej ilość osób uczestniczących we Msza Sw. była poniżej średniej. Może to rozwodowa mentalność, a nie demografia świadczy o podejściu do tego tematu.
K
katolik
29 maja 2013, 09:51
A co nie jest w kryzysie???? "A bez wiary nie można podobać się Bogu. Hbr 11:6  Czy wiesz po co żyjesz?
BM
BIAŁE MAŁŻEŃSTWO
29 maja 2013, 09:46
BIAŁE MAŁŻEŃSTWO dotyczy tylko i wyłącznie małżeństw sakramentalnych (złączonych SAKRAMENTEM MAŁŻEŃSTWA). Przykład BIAŁEGO MAŁŻEŃSTWA Luigi i Maria mieli ze sobą czwórkę dzieci. Po 20 latach małżeństwa, za namową ojca duchownego, złożyli ślub czystości, aby wspólnie jeszcze doskonalej przeżywać posłannictwo względem Królestwa Bożego oraz pogłębić wzajemną komunię, przedkładając – jak mówi tekst litanii do tych błogosławionych – "zjednoczenie duchowe" ponad "zjednoczenie cielesne".
ŚW
śmiechu warte
29 maja 2013, 09:38
... To porównanie świadczy o najwyższej wartosci tego powyższego artykułu pt. "MAŁŻEŃSTWO W KRYZYSIE", (żeby było jasne, to dopisuję), ponieważ Miłość wymaga odpowiedzialności, wierności, uczciwości, trudu włozonego w budowanie relacji, a dzisiejszy świat tego nie promuje. Ty tego nie zauważysz, tylko płytko ocenisz oceną gwiazdek. Naprawdę to śmiechu warte. ...
ŚW
śmiechu warte
29 maja 2013, 09:37
A w ogóle, to wiesz, że w dyskusji pod nędznym (ocena: 2,35) artykułem ks. guru-Dziewieckiego psy wieszasz na ks.Łusiaku, autorze innego artykułu (śr. ocen: 4,5)? ... To porównanie świadczy o najwyższej wartosci tego artykułu, ponieważ Miłość wymaga odpowiedzialności, wierności, uczciwości, trudu włozonego w budowanie relacji, a dzisiejszy świat tego nie promuje. Ty tego nie zauważysz, tylko płytko ocenisz oceną gwiazdek. Naprawdę to śmiechu warte.
Jadwiga Krywult
Jadwiga Krywult
29 maja 2013, 09:19
wierzę, że są wezwani do nawracania i to czynią. Są wezwani do nawracania, ale tego nie czynią, a ks. Łusiak zachęca ich, żeby się nie nawracali. Nawracanie dla ogromnej większości grzeszników to proces a nie olśnienie. Sęk w tym, że w duszpasterstwie ks. Łusiaka ten proces nigdy się nie zacznie.
O
owieczka
29 maja 2013, 08:44
".....Bo on  (o. Łusiak) za daleko odszedł od faryzejskiego postrzegania kapłaństwa..." Dobre, nie ma co. Może jednak o. Łusiak odszedł nie tyle od faryzejskiego(?) postrzegania kapłaństwa, co od... kapłaństwa?. Owieczki, którymi się zajmuje, tak mu zamieszały w głowie, ze przyjął ich sposób patrzenia na przykazania. Zamiast prowadzić owce, jako pasterz, teraz owce prowadzą pasterza? Z kim przestajesz, takim się stajesz.
B
bratPolak
28 maja 2013, 23:18
To, że o.Łusiak nie spotkał się z takim przypadkiem - to zaprzecza nauczaniu JPII zawartym w FC.??? (moje) Owszem zaprzecza, ponieważ pod wpływem innych duszpasterstw ludzie się decydują na taki krok. Skoro w Bydgoszczy nie było takiego przypadków, to znaczy, ze cos jest nie tak z duszpasterstem. Błyskotliwa - w twoim stylu - logika! W FC "białe małżeństwa" wymieniane są jako sposób życia niesakramentalnych umożliwiający im przyjmowanie komunii - nie jako jedyny cel opieki Kościoła nad rozwiedzionymi cywilnie katolikami ( nie: cudzołożnikami!), żyjącymi w małżeństwach niesakramentalnych! O. Łusiak napisał, że (do czasu pisania artykułu): - Na to rozwiązanie ludzie decydują się niezwykle rzadko, zwykle wówczas, gdy współżycie w naturalny sposób, na przykład ze względu na stan zdrowia, ustaje - mówi o. Łusiak. - Ja osobiście nie spotkałem się z przypadkiem, żeby ludzie pod wpływem bycia w duszpasterstwie zdecydowali się na taki krok. To może oznaczać, że w Bydgoszczy jest mniej...starszych par niż w Tychach. I nic więcej! Na pewno nie wartościuje to pracy o. Łusiaka - bo nie o ilość "białych małżeństw" chodzi w DMNs. Ale ty wiesz swoje... Słyszałem zresztą, że i w Bydgoszczy kilka par zrobiło ten heroiczny krok... Ale to nie zmieni twojego stosunku do o.Łusiaka. Bo on za daleko odszedł od faryzejskiego postrzegania kapłaństwa... Chyba cię pogięło - to bardzo delikatne młodzieżowe określenie twojej przypadłości. Nie ma nic wspólnego z żadnym duszpasterstwem.
28 maja 2013, 21:35
@TomaszL Ja osobiście nie spotkałem się z przypadkiem, żeby ludzie pod wpływem bycia w duszpasterstwie zdecydowali się na taki krok. Szczególnie ten ostatni cytat jest bulwersujący, bo zaprzecza nauczaniu JPII zawartym w FC. Chyba cię pogięło... [styl z duszpasterstwa?] To, że o.Łusiak nie spotkał się z takim przypadkiem - to zaprzecza nauczaniu JPII zawartym w FC.??? Owszem zaprzecza, ponieważ pod wpływem innych duszpasterstw ludzie się decydują na taki krok. Skoro w Bydgoszczy nie było takiego przypadków, to znaczy, ze cos jest nie tak z duszpasterstem. A co do FC, to zauważ, co tam zostało napisane: Pojednanie w sakramencie pokuty - które otworzyłoby drogę do komunii eucharystycznej - może być dostępne jedynie dla tych, którzy żałując, że naruszyli znak Przymierza i wierności Chrystusowi, są szczerze gotowi na taką formę życia, która nie stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa. Oznacza to konkretnie, że gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów - jak na przykład wychowanie dzieci - nie mogąc uczynić zadość obowiązkowi rozstania się, "postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom"179 . I porównaj to ze słwoami o.Łusiaka: Ludzie żyjący w małżeństwach niesakramentalnych, związani z duszpasterstwem, często są ludźmi naprawdę głębokiej wiary, mającymi silną więź z Jezusem Mając tak silną wież, nie idą czytelną drogą wyznaczona przez Synod Biskupów i opisaną przez JPII w FC. Ciekawe dlaczego?
B
bratPolak
28 maja 2013, 21:24
@TomaszL Ja osobiście nie spotkałem się z przypadkiem, żeby ludzie pod wpływem bycia w duszpasterstwie zdecydowali się na taki krok. Szczególnie ten ostatni cytat jest bulwersujący, bo zaprzecza nauczaniu JPII zawartym w FC. Chyba cię pogięło... To, że o.Łusiak nie spotkał się z takim przypadkiem - to zaprzecza nauczaniu JPII zawartym w FC.??? Przeczytaj jeszcze raz FC. Może cię oświeci. Raczej wątpię...Umów się z Kingą. Poprzytakujecie sobie. Po faryzejsku. A w ogóle, to wiesz, że w dyskusji pod nędznym (ocena: 2,35) artykułem ks. guru-Dziewieckiego psy wieszasz na ks.Łusiaku, autorze innego artykułu (śr. ocen: 4,5)?
28 maja 2013, 21:18
@BratPolak - sa inne duszpasterstwa - polecam link, abyś zrozumiał różnice w postawie duszpasterza, który ma być prawdziwym przewodnikiem wskazującym drogę: [url]http://www.niesakramentalni.duszpasterstwa.bielsko.pl/o_nas_1.html[/url]
28 maja 2013, 21:08
Odrzucasz naukę Kościoła twierdząc, iż grzesznicy (wszyscy) nie są wezwani do nawracania. A gdzie ja niby tak twierdziłem??? Zasadnicza różnica między tobą ("obrońcą" prawa) a mną (niewątpiącym w Miłosierdzie) jest taka, że ty żądasz od "cudzołożników" w mns, by już się nawrócili (jakbyś ty sam nie musiał korzystać ze spowiedzi św.!) a ja (jak JPII, B XVI, o. Łusiak....) wierzę, że są wezwani do nawracania i to czynią. Chyba naprawdę nie rozumiesz czym jest miłosierdzie, nawrócenie i droga do pojednania. Nie jest nią na pewno zachęcanie do życia w grzechu, czy wręcz chwalenie się, że dzięki komuś ludzie dalej trwaja w grzechu. A co o swoim duszpasterstwie mówi o.Lusiak: „duszpasterstwo zbliża ludzi do siebie i wzmacnia ich więź” (mowa o więzi ludzi będących już w innych małżeństwach kanonicznie ważnie zawartych). Kiedyś ktoś powiedział mi, że najbardziej ceni właśnie to moje zaangażowanie: że pomagam ludziom, by nie rozwiedli się po raz drugi. By przynajmniej to drugie małżeństwo im się udało. Nie wiem, czy gdybym nalegał na to, żeby zaprzestali współżycia, nie oddaliłbym ich od siebie. Istnieje również możliwość podjęcia decyzji o życiu w białym małżeństwie, jak brat z siostrą. - Na to rozwiązanie ludzie decydują się niezwykle rzadko, zwykle wówczas, gdy współżycie w naturalny sposób, na przykład ze względu na stan zdrowia, ustaje - mówi o. Łusiak. - Ja osobiście nie spotkałem się z przypadkiem, żeby ludzie pod wpływem bycia w duszpasterstwie zdecydowali się na taki krok. Szczególnie ten ostatni cytat jest bulwersujący, bo zaprzecza nauczaniu JPII zawartym w FC. Mam dalej cytować? Pominę Twoej wędrówki osobiste, bo widać nie potrafisz inaczej pisać.
B
bratPolak
28 maja 2013, 19:06
@Kinga nie ten, kto woła Panie, Panie... Znów kulą w płot! To przecież o takich jak Ty, TomaszL i rozliczne klony... Chyba kontemplacja o też za wysokie progi... Po prostu - módl się żarliwie...o światło zrozumienia...
B
bratPolak
28 maja 2013, 19:01
@omaszL Odrzucasz naukę Kościoła twierdząc, iż grzesznicy (wszyscy) nie są wezwani do nawracania. A gdzie ja niby tak twierdziłem??? Zasadnicza różnica między tobą ("obrońcą" prawa) a mną (niewątpiącym w Miłosierdzie) jest taka, że ty żądasz od "cudzołożników" w mns, by już się nawrócili (jakbyś ty sam nie musiał korzystać ze spowiedzi św.!) a ja (jak JPII, B XVI, o. Łusiak....) wierzę, że są wezwani do nawracania i to czynią. Nawracanie, mój drogi betonie, dla ogromnej większości grzeszników to proces a nie olśnienie. Skoro musisz ponownie iść do konfesjonału z tym samym grzechem (np. pychy, niewiary w Miłosierdzie Boże...), to olśnienie ciebie też ominęło...
OS
odpowiedzi są w Piśmie Św.
28 maja 2013, 17:01
A może o. Mieczysław nie traktuje w pewnych przypadkach cudzołóstwa małżonków jako grzechu - np. tych spośród nich, którzy zostali skrzywdzeni, porzuceni i weszli w niesakramentalny związek. Jeśli tak, to znaczyłoby, że dla o. Mieczysława nierozerwalność sakramentalnego małżeństwa jest względna i nie dotyczy wszystkich sakramentalnych małżeństw. A taki pogląd jest sprzeczny z nauczaniem Kościoła katolickiego, gdyż sakramentalna przysięga dotyczy wszystkich małżonków, którzy ją składali. ... A może o. Mieczysław nie traktuje w pewnych przypadkach cudzołóstwa małżonków jako grzechu - np. tych spośród nich, którzy zostali skrzywdzeni, porzuceni i weszli w niesakramentalny związek. Kto oddala (porzuca) swoją żonę - naraża ją na cudzołóstwo (Pismo Święte). Jeśli tak, to znaczyłoby, że dla o. Mieczysława nierozerwalność sakramentalnego małżeństwa jest względna i nie dotyczy wszystkich sakramentalnych małżeństw. A taki pogląd jest sprzeczny z nauczaniem Kościoła katolickiego, gdyż sakramentalna przysięga dotyczy wszystkich małżonków, którzy ją składali. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela! [url]http://www.nonpossumus.pl/ps/Mk/10.php[/url]
28 maja 2013, 15:43
Ja nie odrzucam nauki Kościoła, szczególnie tej o Miłosierdziu... Odrzucasz naukę Kościoła, skoro twierdzisz, iż człowiek może żyć w śmierci grzechu i nic nie można nic zrobić. Najlepiej zostawić takich ludzi bez pomocy i wsparcia w nawróceniu, utwierdzając ich w życiu w syfie grzechu. Odrzucasz naukę Kościoła twierdząc, iż grzesznicy (wszyscy) nie są wezwani do nawracania.
J8
J 8,32
28 maja 2013, 15:06
"Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego" Mt 21,31. Celnicy i nierządnice - owszem nawet mordercy, wielcy zbrodniarze również wchodzą do Nieba, ale kiedy? Jaki trzeba spełnic warunek? NAWRÓCIĆ SIĘ, czyli odwrócić się od grzechu, spełnić 5 warunków poprawnej spowiedzi. Czy w tekscie "Żeby nie rozwiedli się drugi raz" - [url]http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html[/url] -  o. Łusiak głosi naukę Jezusa, gdy mówi cudzołążącym, aby trwali w grzechu, aby chociaż to drugie cudzołożne małżeństwo im się udało? Od Boga są te słowa zachęcające do trwania w grzechu czy od szatana? <a href="http://www.radiomaryja.pl/multimedia/przysiega-malzenska-i-jej-konsekwencje/">Ks. Marek Dziewiecki  słusznie nazywa tak prowadzone duszpasterstwo duszpasterstwem stwarzającym komfort życia w grzechu - </a>[url]http://www.radiomaryja.pl/multimedia/przysiega-malzenska-i-jej-konsekwencje/[/url] .<a href="http://archive.org/details/2013.05.21przysiega"> </a> To wprowadza ogromny zamęt w Kościele. Czy o. Mieczysław zdaje sobie sprawe jak wielu małżonkom zaszkodzi w zbawieniu takim niezgodnym z nauką Jezusa nauczaniem? A może o. Mieczysław nie traktuje w pewnych przypadkach cudzołóstwa małżonków jako grzechu - np. tych spośród nich, którzy zostali skrzywdzeni, porzuceni i weszli w niesakramentalny związek. Jeśli tak, to znaczyłoby, że dla o. Mieczysława nierozerwalność sakramentalnego małżeństwa jest względna i nie dotyczy wszystkich sakramentalnych małżeństw. A taki pogląd jest sprzeczny z nauczaniem Kościoła katolickiego, gdyż sakramentalna przysięga dotyczy wszystkich małżonków, którzy ją składali. Nie może być, że dwaj zacni i poważani księża ks. Marek i o. Mieczysław różnią się w podstawowej kwestii dot. wiary - nierozerwalności małżeństwa sakramentalnego o 180 stopni. To bardzo dzieli Kościół.
Jadwiga Krywult
Jadwiga Krywult
28 maja 2013, 13:46
@bratPolak, nie ten, kto woła Panie, Panie (plecie o skrusze i na tym koniec), ale ten, kto czyni wolę Bożą wejdzie do Królestwa Niebieskiego. Nie słyszałeś o tym, nie dziwię się.
B
bratPolak
28 maja 2013, 13:23
@TomaszL - prześwietny znawca Prawa. Ja nie odrzucam nauki Kościoła, szczególnie tej o Miłosierdziu... A ty "zawijaj te sreberka" w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku - obrońcy Prawa. Faryzeusze prześladowali Jezus, bo nie chciał tylko wypełniać Prawa.
B
bratPolak
28 maja 2013, 13:18
@Kinga Niewiele (i tu się nie dziwię!) zrozumiałaś z cytowanego przez mnie tekstu... Bo, że tekstu o. Łusiaka nie zdołałaś objąć rozumem, zostało udowodnione kilka miesięcy temu. Naprawdę, więcej dasz światu trwając w kontemplacjach niż biorąc udział w dyskusjach...
28 maja 2013, 10:57
@BratPolak – czemu tak uparcie odrzucasz naukę Kościoła dotycząc grzechu, nawrócenia, życia w łasce uświecającej? Czemu ciągle odmawiasz ludziom w tragicznej sytuacji życia w stanie grzechu prawa do pełni życia w miłości, do bycia świętymi? I nie opowiadaj, jak zwykle to czynisz, ze kilka wyrwanych z kontekstu zdań z FC, czy spotkania Papieża zmienia cała naukę Kościoła.
K
katolik
28 maja 2013, 09:45
Wszystkiemu jest winien SW II, największa tragedia w dziejach świata.
J8
J 8,32
28 maja 2013, 09:38
"Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego" Mt 21,31. Celnicy i nierządnice - owszem nawet mordercy, wielcy zbrodniarze również wchodzą do Nieba, ale kiedy? Jaki trzeba spełnic warunek? NAWRÓCIĆ SIĘ, czyli odwrócić się od grzechu, spełnić 5 warunków poprawnej spowiedzi. Czy w tekscie "Żeby nie rozwiedli się drugi raz" - http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html -  o. Łusiak głosi naukę Jezusa, gdy mówi cudzołążącym, aby trwali w grzechu, aby chociaż to drugie cudzołożne małżeństwo im się udało? Od Boga są te słowa czy od szatana? Ks. Marek Dziewiecki  słusznie nazywa tak prowadzone duszpasterstwo duszpasterstwem stwarzającym komfort życia w grzechu. To wprowadza ogromny zamęt w Kościele. Czy o. Mieczysław zdaje sobie sprawe jak wielu małżonkom zaszkodzi w zbawieniu tak im niezgodnym z nauką Jezusa nauczaniem? A może o. Mieczysław nie traktuje cudzołóstwa małżonków jako grzechu?
Jadwiga Krywult
Jadwiga Krywult
28 maja 2013, 09:28
@bratPolak, Na czym niby polega skrucha owieczek ks. Łusiaka ? Żadnej skruchy nie ma. Jest postawa faryzeusza lansowana przez ks. Łusiaka, przecież im mówi, że lepiej się modlą i (w domyśle) nie są tacy, jak ci, których jego duszpasterstwo nie dotyczy. Prostytutka usłyszała od Jezusa 'nie grzesz więcej'. Myślisz, że nie zastosowała się do tych słów ? Celnik rozdał sporo kasy i wszystko wskazuje, że się zmienił. A owieczki ks. Łusiaka są idealne i zmieniać niczego nie będą, z błogosławieństwem duszpasterza. Wiem, że i tak tego nie pojmiesz, pyskaczu, ale nie jestem przeciw duszpaserstwom związków niesakramentalnych w ogóle, jestem przeciw duszpasterstwu ks. Łusiaka. Duszpasterstwo ks. Bojana z diecezji bielsko-żywieckiej jest całkiem inne i do niego nic nie mam. Podobnie myśli więcej osób, jak wynika z komentarzy.
PF
papież Franciszek - 27.05.2013
28 maja 2013, 09:05
Ojciec Święty dodał, iż myśli także o bardzo wielu mężczyznach i kobietach, którzy opuścili swoje domy, aby tworzyć małżeństwo na całe życie. To właśnie jest bezpośrednie pójście za Jezusem. To podjęcie decyzji ostatecznej. Natomiast tymczasowość nie jest pójściem za Jezusem, to "nasze terytorium". Papież zachęcił do odważnego ogołocenia się z owej kultury dobrobytu, która niczemu już nie służy.
B
bratPolak
28 maja 2013, 08:48
@Kinga Poprawiasz Jezusa? Prostytutki i celnicy, którzy przestali być prostytutkami i celnikami. Wygodnie nie widzieć tej różnicy. Tego uczy ks. Łusiak. Jezus nie wypowiedział tych słów! Przeczytaj (http://mateusz.pl/wam/poslaniec/0603-o.htm) Skrucha, doświadczenie własnej wolności, która sprzeciwia się woli Boga, i pragnienie przemiany są bliskie grzesznikowi, zwłaszcza temu, któremu opinia publiczna przykleiła etykietkę grzesznika. Nie może on udawać ani skryć się pod płaszczykiem praktyk religijnych, dlatego szuka kogoś, kto jest w stanie wyzwolić go z zapaści, szuka wybawiciela: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przed uczonymi w Piśmie i faryzeuszami, ludźmi na wskroś religijnymi. Dlaczego? Droga do królestwa Jezusa nie wiedzie przez religijność, rutynę, doskonałość i poprawność, ale przez skruchę serca, schronienie się pod skrzydłami Najwyższego i poprzez wiarę w Odkupiciela, tego jedynego Goel’a (hebr. wybawca, zob. Iz 49,7), który może nas wyprowadzić z naszych zniewoleń i wprowadzić do swego królestwa.
?
?
28 maja 2013, 08:25
Małżeństwo sakramentalne będące w kryzysie (nawet skrajnym), to chyba jednak może uleczyć (każde takie piekielnie trudne) - Jezus? Czy umniejszymy Jego rolę w małżeństwie sakramentalnym? I czy przyjmiemy, że On (Jezus- Osoba) też nie pomoże, nie uzdrowi, nie uleczy? Kto w kryzysie prosi Go o pomoc?
?
?
28 maja 2013, 08:22
Kingo, jesli Chrystus powiedział, że ten "kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo", to chyba jednak nie chodziło Jemu tylko o pożycie seksualne?!??? "popełnia cudzołóstwo" to szersze pojęcie - nie chodzi jedynie o pozycie z którego biorą się dzieci, tylko o to chodzi Panu Jezusowi?????? Księża tłumaczą, że chodzi tylko o to. I wystarczy, że ludzie (chodzi o ludzi w związkach drugich cywilnych) zamienią się w bezuczuciowo-beznamiętno-nieczułe-uczuciowo roboty, to już można przyjąć Jezusa w Komunii. Chyba jednak Jezusowi nie chodziło tylko o "to". Małżeństwo sakramentalne to nie tylko sprawy łóżkowe. ...
?
?
28 maja 2013, 08:20
Kingo, jesli Chrystus powiedział, że ten "kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo", to chyba jednak nie chodziło Jemu tylko o pożycie seksualne?!??? "popełnia cudzołóstwo" to szersze pojęcie - nie chodzi jedynie o pozycie z którego biorą się dzieci, tylko o to chodzi Panu Jezusowi?????? Księża tłumaczą, że chodzi tylko o to.  I wystarczy, że  ludzie zamienią się w bezuczuciowo-beznamiętno-nieczułe-uczuciowo roboty, to już można przyjąć Jezusa w Komunii. Chyba jednak Jezusowi nie chodziło tylko o "to". Małżeństwo sakramentalne to nie tylko sprawy łóżkowe.
Jadwiga Krywult
Jadwiga Krywult
28 maja 2013, 08:02
tak, jak prostytutki i celnicy przed faryzeuszami, czyli kapłanami. Prostytutki i celnicy, którzy przestali być prostytutkami i celnikami. Wygodnie nie widzieć tej różnicy. Tego uczy ks. Łusiak.
.
...
27 maja 2013, 23:56
Ten Dziewiecki to beton i prymityw. ... Zgadzam się. Zadziwia mnie arogancja tego "ksiedza" Dziewieckiego, jest gorliwszy od Pana Jezusa, który nie zwrócił się do kobiety per"cudzołożnico", a powiedział "kobieto". Facet tych ludzi nazywa gdzie się da i jak tylko często się da - "cudzołożnicy", no, chyba że on sam jest bez grzechu, to - jak mówił Jezus - niech rzuca kamieniem. Ale jeżeli ma się z czego spowiadać, to dlaczego bez przerwy wytyka im ten grzech - bo ewidentny, a jest w tej komfortowej sytuacji, że jego własne grzechy - są ukryte, więc udając nieskazitelnego, bezgrzesznego  - piętnuje innych. Ten facet wzbudza we mnie obrzydzenie, bo w imieniu Kościoła robi rzeczy, których Jezus nie robił(nie wykrzykiwał - ty cudzołożnico), poniża ludzi, którzy, fakt, mają życie w ten sposób ułożone, ale może to ich "spanie nie z sakramentalnym" jest ich jedynym grzechem?, może jest mniejszym grzechem niż pycha Dziewieckiego? i może w Bożej kalkulacji bardzo wielu z nich wejdzie do Królestwa  - zdecydowanie przed Dziewieckim, tak, jak prostytutki i celnicy przed faryzeuszami, czyli kapłanami.
W
Wolverane
27 maja 2013, 23:11
Ten Dziewiecki to beton i prymityw.
P4
pkt. 4
27 maja 2013, 21:40
pkt.- 4. pomóc mu w wychowaniu dzieci w wierze katolickiej; Nie ma takiego punktu w FC, a przeciez wychowanie dzieci (nie tylko w wierze) jest utrudnione, jeśli spada tylko na samotnego rodzica
3S
3 sprawy
27 maja 2013, 11:25
Adhortacja „Familiaris Consortio” d. Żyjący w separacji i rozwiedzeni, którzy nie zawarli nowego związku 83. (…) Samotność i inne trudności są często udziałem małżonka odseparowanego, zwłaszcza gdy nie ponosi on winy. W takim przypadku wspólnota kościelna musi w szczególny sposób wspomagać go; 1. - okazywać mu szacunek, solidarność, zrozumienie i konkretną pomoc, tak aby mógł dochować wierności także w tej trudnej sytuacji, w której się znajduje; 2. - wspólnota musi pomóc mu w praktykowaniu przebaczenia, wymaganego przez miłość chrześcijańską oraz 3. - utrzymania gotowości do ewentualnego podjęcia na nowo poprzedniego życia małżeńskiego.
PM
Przysięga małżeńska
23 maja 2013, 15:16
[url]http://www.radiomaryja.pl/multimedia/przysiega-malzenska-i-jej-konsekwencje/[/url] Chcę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. To nie koniec... Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci
WP
warto posluchać całość :)
12 maja 2013, 14:19
[url]http://www.youtube.com/watch?v=_X0LKssvJdw[/url] zanim weźmiesz rozwód!
ŚF
świadectwo faryzejskiej żony
11 maja 2013, 13:27
Okazało się, że cała moja budowla życiowa runęła w gruzy. Nie tylko dlatego, ze zawiódł mnie ukochany człowiek, kłamał, oszukiwał etc, że upadły uzasadnione przecież nadzieje na dobry, prawdziwie szczęśliwy dom, w którym rosną ludzie otoczeni miłością i wzajemnym wsparciem. To był kryzys znacznie głębszy, dotyczył wszelkich pojęć (słowa nie znaczą już to co znaczyły, zaufanie okazało się głupotą i zaślepieniem, poświęcenie umożliwiało mężowi romans, no bo wszak usuwałam mu dzieci sprzed nosa, zeby nie przeszkadzały w uprawianiu niegodziwości). Kryzys dotknął moich władz poznawczych, mojej wiary w siłę racjonalnego sądzenia o rzeczywistości (nic już nie wiem, skoro moje wartości są funta kłaków niewarte, czym jest miłość, prawda, wiara w Boga, no po prostu cały katalog Spraw Najważniejszych). Zostałam bez niczego, dosłownie. Bez męża, rodziny, przyjaciół (nie wiedzieli lub nie rozumieli), bez pociech czerpanych z filozofii, literatury, bez wiary w swoją wartość; ukojeń w sprawach materialnych szukać nawet nie próbowałam, z góry wiedziałam, jakie to jałowe. Ale najbardziej bolesne było porzucenie przez Boga. Nie potrafię wyrazić cierpienia, jakie czułam przy każdym OJCZE NASZ....
Ś'
świadectwo 'faryzejskiej' żo
11 maja 2013, 13:25
JAK WIDAĆ PONIŻEJ FARYZEJSKA ŻONA, KTÓRĄ MĄŻ ZDRADZAŁ PRZYZNAJE (KU ZADOWOLENIU BRATAPOLAKA), ŻE BYŁA FARYZEUSZEM, CZEKAŁA NA MĘŻA, KTÓRY MIAŁ KOCHANKĘ, MODLIŁA SIĘ TA FARYZEJSKA ŻONA ZA NIEGO, ROBIŁA WSZYSTKO TA FARYZEJSKA ZONA, ŻEBY MĄŻ SIĘ NAWRÓCIŁ. I SIĘ NAWRÓCIŁ DZIEKI FARYZEJSKIEJ ŻONIE. KU CHWALE BOGU I ROZPACZY BRATAPOLAKA.
Ś
świadectwo
11 maja 2013, 13:22
Nie potrafię wyrazić cierpienia, jakie czułam przy każdym OJCZE NASZ. Wiedziałam, zę chce wybaczyć, ze nie ma innej drogi - i nie umiałam. Stałam u podnóża tej góry, co wlazłam kawałek, to zjeżdżałam na czworakach. Pisałam o tym tu na forum. Że wraca, że boli, że świdruje. Czułam sie..., nie, to nie to - BYŁAM faryzeuszem. Prosiłam o wybaczenie dla siebie, mówiłam mężowi "ja ci wybaczam", nawet byłam w tym szczera, ale co rusz zdarzały się upadki. Co się zdawało jaśniej, to tym ciemniej za chwilę: nie, nie umiem ci wybaczyć, dlaczego ja, dlaczego my?? I ta przerażajaca świadomość, dotycząca prawdy o mnie samej "zobacz, jaka jesteś zakłamana, obnosisz w sobie swoje chrześcijaństwo, a to zwykły cielec, Baal. Bóg cie sprawdza, a nie umiesz kochać, nic nie umiesz, wydmuszka cała ta twoja wiara w Boga..." Moze to znacie. Zrobiliśmy chyba wszystko, co mozna było, w porządku przyrodzonym - terapia, spotkania małżeńskie, rozmowy etc. To było ważne, cenne, dobre, choć trudne i okupione łzami. Ale najważniejsze wydarzyło się po stronie nadprzyrodzonej....
Ś
świadectwo
11 maja 2013, 13:20
Ale najważniejsze wydarzyło się po stronie nadprzyrodzonej. To, co teraz chcę powiedzieć, to jest kwestia wiary - nie ma tu argumentów w porządku rozumowym. Albo wierzysz w Sakrament, że Bóg Abrahama, Jakuba, Dawida jest OBECNY w małżeństwie, albo nie. Tu, pośród Was, znalazłam znaki rozliczne, że to może być droga. I zdecydowałam, wolą jakąś ostatnią, że póki mi życia starczy, to sie będę podnosić i codziennie, co godzinę, co minutę (głupio brzmi, jak przenośnia, a to doświadczona rzeczywistość) będę sie modlic o przebaczenie. Odwracałam sie od myśli, które mnie wiodły na manowce (wyobrażanie sobie, dialogi z kochanką, nawet się z nią kłóciłam wsobnie, jakie to żałosne). I tak jest wciąż, za każdym razem, kiedy mnie to dopada, to sie zwracam do Nieba - daję Ci moją słabość, widzisz moje strapienie, wyprowadź z niej dobro! Nie było to jakieś wzniosłe, nie - gorycz często sama, ciemno. I wiem na pewno, że TO SIĘ WE MNIE DZIEJE, poza moją zasługą. Coraz częściej jest po prostu spokój, ale nie taki "relanium", boski, jasny, radosny - jestem w cieniu Twoich skrzydeł i nic mi się nie stanie. To Bóg we mnei wybacza mężowi to, ze został przez niego ukrzyżowany, we mnie ON odwraca zdradę Piotra. Niezwykłe, niewyrażalne zupełnie. jakim głupcem jest człowiek, że wierzy sam sobie!!
ZG
za: glosojcapio.pl
10 maja 2013, 23:28
Z początku byłem zrozpaczony, ale nagle – nie wiem, dlaczego – poczułem schodzącą na mnie z góry falę miłości. NIECHAJ ZSTĄPI DUCH TWÓJ I ODNOWI ZIEMIĘ...!
ZG
za: glosojcapio.pl
10 maja 2013, 23:26
– Niech ojciec posłucha – powiedział mąż – ja teraz trzymam za rękę moją żonę, ale nie zawsze tak było. Byliśmy bardzo podzieleni. Wnieśliśmy nawet sprawę o rozwód i kłóciliśmy się przed adwokatem. Nie mogliśmy siebie znieść. Wtedy znajomi zaprosili mnie na spotkanie Odnowy w Duchu Świętym. Z początku byłem zrozpaczony, ale nagle – nie wiem, dlaczego – poczułem schodzącą na mnie z góry falę miłości. Kiedy wróciłem do domu, była głęboka noc. Obudziłem swoją żonę, przytuliłem ją i zacząłem mówić: – Kocham cię, kocham cię! Żona odpowiedziała: – Ci wariaci, charyzmatycy również z ciebie zrobili wariata! Ale także ona z ciekawości poszła na jedno ze spotkań i doświadczyła tej samej łaski, jakby lód jej serca stopniał. I odtąd oboje zaczęli służyć w Kościele, on jako diakon stały. Tylko Duch Święty może odnowić rodziny, które są w głębokim kryzysie!
GS
gdy się nawróci
10 maja 2013, 23:16
Oddawanie dzieci do adopcji nie jest konieczne po nawróceniu wiarołomców.
T(
tak! (bratPolak)
10 maja 2013, 23:10
JP II (FC): Razem z Synodem wzywam gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego życiu. Niech będą zachęcani do słuchania Słowa Bożego, do uczęszczania na Mszę świętą, do wytrwania w modlitwie, do pomnażania dzieł miłości oraz inicjatyw wspólnoty na rzecz sprawiedliwości, do wychowywania dzieci w wierze chrześcijańskiej, do pielęgnowania ducha i czynów pokutnych, ażeby w ten sposób z dnia na dzień wypraszali sobie u Boga łaskę. Niech Kościół modli się za nich, niech im dodaje odwagi, niech okaże się miłosierną matką, podtrzymując ich w wierze i nadziei. Do wychowywania dzieci (nie: bękartów!) w wierze chrześcijańskiej... ( nie: oddać do adopcji!) Ks. Dziewiecki nie tylko powinien zrezygnować z tytułu doktora psychologii, ale czym prędzej winien wskoczyć we włosienicę... A wy - bezgrzeszni, faryzeusze, pierwsi do wytykania cudzych grzechów i do nawracania, choćby na stosach - jak wypełniacie zalecenia Błogosławionego JP II???
N
nie
8 maja 2013, 20:27
Duszpasterstwa dla niesakramentalnych tak bardzo wypaczyły priorytety, że niektórzy ludzie zapomnieli, że ci niesakramentalni pozostawili swoje małżeńskie dzieci na pastwę losu, nie mówiąc już o porzuconych ślubnych małżonkach. Cała uwaga skierowana jest wyłącznie na nowe, niesakramentalneh związki, a przecież poprzednie rodziny nie rozpłynęły się we mgle. ONE TEŻ ISTNIEJĄ, tylko o nich się nie mówi, żeby nie psuć obrazu "biednych" niesakramentalnych. Czy ktoś zastanowił się w jakich warunkach żyją nietkóre porzucone dzieci?, bo tatus mający nową rodzinę siłą rzeczy poświęca jej nie tylko więcej uwagi, ale i bardziej dba o ich byt materialny. Oczywiście kosztem sakramentalnej rodziny. Ale o tym też się nie mówi. Ksiądz Dziewiecki napisał samą prawdę i jako jeden z nielicznych kapłanów miał odwagę przeciwstawić się błędnym naukom głoszonym przez duszpasterzy niesakramentalnych
!
!
8 maja 2013, 10:26
Zazwyczaj jest odwrotnie: zazwyczaj dziecko pozamałżeńskie ma i matkę i ojca, który porzuca swoją żonę sakramentalną i dzieci z małżeństwa dla nowej rodziny. Dziecku pozamałżeńskiemu jest lepiej niż dzieciom małżeńskim! - taka jest brutalna prawda. Ale nikt się nie interesuje co przeżywają dzieci porzucone razem z matką. Największą troską otacza się dzieci pozamałżeńskie i żony pozamałżeńskie i tworzy się "małżeństwa" pozamałżeńskie -niesakramentalne o raz duszpasterstwa dbające o ich dobro, a nie o dobro porzuconej rodziny ... Otóz to. Właśnie dlatego wszystkich oburza, że dziecko pozamałżeńskie jest oddawane do adopcji, a to przecież bajki, które ksiądz napisał specjalnie, prowokująco. To nie ma miejsca, więc widać, jak można wszystko odwrócić kota ogonem! Poza tym napisał, że tylko w przypadku, gdy nikt dziecka pozamałżeńskiego nie chce, a to tez jest bajka, która ma prowokowac jedynie do myslenia!! Takich sytuacji nie ma jak opisuje ksiądz, więc widac, co się dzieje - jakie oburzenie na bajki, a zycie jest inne. Jest takie jak w cytowanym komentarzu powyżej pisanym przez NN.
N
NN
8 maja 2013, 08:52
Zazwyczaj jest odwrotnie: zazwyczaj dziecko pozamałżeńskie ma i matkę i ojca, który porzuca swoją żonę sakramentalną i dzieci z małżeństwa dla nowej rodziny. Dziecku pozamałżeńskiemu jest lepiej niż dzieciom małżeńskim! - taka jest brutalna prawda. Ale nikt się nie interesuje co przeżywają dzieci porzucone razem z matką. Największą troską otacza się dzieci pozamałżeńskie i żony pozamałżeńskie i tworzy się "małżeństwa" pozamałżeńskie -niesakramentalne o raz duszpasterstwa dbające o ich dobro, a nie o dobro porzuconej rodziny
!
!
8 maja 2013, 08:17
Napisał ksiądz wyraźnie! Wy Nieuki jesteście?! ;) Trzeba czytać ze zrozumieniem: "Jeśli żaden ze zdradzonych małżonków nie wyraża na to zgody" to mają dziecko wyrzucić pod most?! Jesli go nie chcą, to nie wyrzucą pod most, tylko mogą oddać rodzinie KTÓRA GO ZECHCE. Ale to przypadek skrajny, w takim tylko przypadku: "Jeśli żaden ze zdradzonych małżonków nie wyraża na to zgody" czytajcie ze zrozumieniem Nieuczki ;) normalnie to się dzieci nie oddaje do adopcji, chyba, że się go nie chce (czyli zdanie "Jeśli żaden ze zdradzonych małżonków nie wyraża na to zgody") i o tym napisał ksiądz, a nie o tym co zrozumieliście czyli o jakichś wymysłach i wariacjach nie na temat. Jak nie chcą tego dziecka, to mogą oddać do adopcji, ale przecież wiadomo, że mogą też nie oddawać do adopcji. Poza tym - jaki mężczyzna, ktory spładza dziecko poza małżeństwem wraca do żony? Nie ma takich sytuacji przecież, więc dziecko ani nie jest w Domu Dziecka, ani nie jest oddane do adopcji. Ma rodzinę dziecko pozamałżeńskie. Równie dobrze mógł ksiądz napisać, że jeśli żona i matka  zostanie porzucona wraz z dziećmi, to nie mogąc dojść do siebie psychicznie, może dzieci oddać do adopcji. Wtedy będzie ok, prawda?
D@
do @klio i @olo
8 maja 2013, 08:15
Pod znakiem zapytania można postawić nie kompetencje Autora -ks.Dziewieckiego - ale odpowiedzialność za swoje czyny ojca i męża, który dopuszcza się zdrady i bezmyślnie powołuje na świat nowe Życie. On jest sprawcą całego nieszczęścia - nieodpowiedzialny człowiek, który niszczy życie wielu osobom, przede wszystkim swojej żonie, swoim dzieciom z małżeństwa i dziecku ze zdrady. Nie ma dobrego wyjścia z takiego bagna jakie zafundował zdrajca wielu osobom; a ponieważ priorytetem jest Małżeństwo, a nie dziecko, więc trzeba robić wszystko (jeśli się jeszcze chce naprawić cokolwiek), by odbudować związek i nie doprowadzać do kolejnych dramatów osoby najbardziej pokrzywdzonej - czyli zdradzonej żony. W nauczanu Jezusa jest mowa o nierozewalności małżeństwa, a nie o narażaniu małżeństwa na rozpad ze względu na nieślubne dzieci,( chociaż są one jak najbardziej niewinne)
K
klio
8 maja 2013, 01:18
Doradzanie ojcu, żeby w żadnym wypadku nie nawiązywał kontaktu z nieślubnym synem(poparte niezwykle prymitywnymi argumentami) - stawia naprawdę pod wielkim znakiem zapytania kompetencje autora, jako psychologa(do tego z doktoratem), ale też jako księdza i po prostu człowieka. To, co on tutaj wypisuje to z całą pewnością nie jest nauczanie Jezusa(chociaż Dziewiecki tak twierdzi), tak jak kiedyś w historii Kościoła palenie na stosach w imię nauczania Jezusa - nie miało z Nim nic wspólnego. 
E
ewa
7 maja 2013, 22:03
~logos - a dlaczego uważasz, że to dziecko ma ponosić brutalne KONSEKWENCJE ZDRADY? Co ono zawiniło?.......... ...to są konsekwencje grzechu, jakie zafundowali mu własni, nieodpowiedzialni rodzice. z każdym grzechem związany jest jakiś krąg ludzi, często najbliższych i wszyscy ponoszą konsekwencje grzechu jednej osoby, chociaż nie wszyscy w takim samym stopniu.
O
olo
7 maja 2013, 20:52
jeżeli MDziewiecki twierdzi,  że w sytuacji gdy zdradzony małżonek nie chce przyjąć powracającego po zdradzie z nieślubneumi dziećmi, to należy wziąc pod uwagę oddanie do adopcji takich dzieci(bo nierozerwalność małżeństwa ma absolutny priorytet), jeżeli twierdzi, że takie jest nauczanie Jezusa - to jest idiotą
PZ
po zdradzie
7 maja 2013, 20:20
Artykuł jest trafny oprócz tej końcówki: "....Trzeba w bólu przeczekać, poddać się biegowi zdarzeń, wykonywać swoje obowiązki. I zacząć trudny proces wybaczania..." Nie da się uniknąc emocji i przeczekać. To tak nie działa. Po zdradzie emocje sięgają zenitu. Poza tym, aby zacząć proces wybaczania, trzeba mieć podstawy, że zdrada się nie powtórzy, a ten kto zdradził bardzo tego załuje i staje na głowie, by wynagrodzić współmałżonkowi wyrządzoną krzywdę.
DW
do wydruku
7 maja 2013, 17:41
[url]http://www.magazynfamilia.pl/drukuj/Miec_swiadomosc_wroga,4468,60.html[/url]
IC
I co dalej?
7 maja 2013, 17:39
Nie należy podejmować żadnych pochopnych decyzji. „Wynoś się!”, „Nie chcę cię znać!” – to głos emocji, które zawsze są złym doradcą. Trzeba w bólu przeczekać, poddać się biegowi zdarzeń, wykonywać swoje obowiązki. I zacząć trudny proces wybaczania. Sakramentalność związku sprawia, że nie ma sytuacji beznadziejnej. Patrząc na przyczyny kryzysów, genezę i bezpośrednie motywy zdrad i rozwodów, dochodzę do przekonania, że pierwszym, głównym powodem tego wszystkiego jest słabnięcie wiary. Chcę mocno zaakcentować: nie poradzimy sobie bez Boga! Bez intensywnej współpracy ze Stwórcą dopadnie nas kryzys. Ponieważ szatan bardzo chce zburzyć piękno i trwałość małżeństwa, rozbić jedność małżonków. On wie, że takie działanie jest najlepszym sposobem na zniszczenie wszystkiego, co najpiękniejsze i najcenniejsze.
WC
wywiad cd. !!
7 maja 2013, 17:39
» Na czym polega zdrada? Jest niedotrzymaniem złożonej przysięgi, jej złamaniem. W czasie udzielania sobie sakramentu małżeństwa, narzeczeni wypowiadają słowa (poprzedzone imieniem): „ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Najboleśniejszym przejawem braku wierności jest wejście w kontakty intymne z inną osobą. Ale za zdradę uznaje się także wiele zachowań odsłaniających wnętrze człowieka. Bardzo ważne, by funkcjonować w grupie szerszej niż rodzina. Jesteśmy sobie potrzebni. Nie wolno jednak zbyt pochopnie się zwierzać. Zdradą psychiczną, emocjonalną jest opowiadanie osobie płci przeciwnej czegoś, co powinno być powiedziane tylko współmałżonkowi: dzielenie się smutkiem, radością, głębszymi refleksjami i doznaniami. Wypowiadanie treści najintymniejszych, najgłębszych, zarezerwowanych tylko dla współmałżonka, jest duchowym cudzołóstwem, które często poprzedza cudzołóstwo cielesne. Gdy do niego dochodzi, charakterystyczne jest przyćmienie umysłu. Wielu zdradzonych określa to tak: „To już nie jest ta sama osoba, on (ona) zupełnie inaczej mówi, zachowuje się, ma całkiem inne oczy. Nie docierają do niego (niej) żadne racjonalne argumenty. Jest jak w amoku, jakby był(a) pod wpływem szatana”. Stopień zaślepienia jest taki, że nie chce się dostrzec skali wyrządzonego zła, jest się obojętnym na łzy współmałżonka, dzieci, rodziców. Nie widzi się własnego upodlenia i spustoszenia wewnętrznego. Zły kusi, a kiedy ulegnie się jego wpływom, zniewala, i to tak bardzo, że prawie całkiem odbiera zdolność racjonalnego postrzegania i działania. Jest to zniewolenie o sile niewiele mniejszej niż opętanie. » Co się dzieje, kiedy dociera do nas, że zostaliśmy zdradzeni przez współmałżonka? Można to nazwać drogą krzyżową. To kłębowisko uczuć: złości, nienawiści, zranienia, zawodu, rozczarowania, upokorzenia, wstydu, niskiego poczucia własnej wartości, lęku przed następstwami tego, co się stało, niepewności. Nie wolno być samemu w tej fazie, trzeba poszukać wsparcia u zaufanych osób. W sakramencie pokuty, w modlitwie – wygadać się, wypłakać, wyrzucić negatywne emocje. Spierajmy się z Bogiem, wyrażajmy swoją bezsilność, tylko nie wpadajmy w rozpacz, nie obrażajmy się na Stwórcę. Wspólna modlitwa i chodzenie razem do kościoła tworzą między mężem i żoną silną więź, utrwalają dobre relacje. Są częścią recepty na uniknięcie kryzysów w związku.
W-
wywiad -cd.
7 maja 2013, 17:38
Istotne są codzienne rytuały: miłe pożegnania, powitania, wspólne picie herbaty, rozmowy, pisanie do siebie SMS-ów, zakupy. Wspólna praca, pomoc, wyręczanie. A co się dzieje, gdy brakuje wzajemności? Niebezpiecznie jest, jeśli żona słyszy komplementy od kolegów z pracy, a mąż chwali koleżanki i jest wobec nich bardziej szarmancki niż wobec żony. Następnie sfera intymna: ważność i świętość łoża. Trzeba spać razem, chodzić spać o tej samej godzinie. Trwać jako „jedno ciało”, duchowo i fizycznie, dawać sobie nawet w czasie snu możliwości przytulenia, odczucia bliskości. A przed położeniem się spać razem się pomodlić. To bardzo ważny punkt tej recepty, fundament duchowy. W małżeństwie sakramentalnym jest Bóg. On gwarantuje trwałość, sukces, piękną jakość – to tylko nam brakuje konsekwencji. A tak niewiele trzeba: codziennej wspólnej modlitwy, coniedzielnego wspólnego udziału we Mszy św., żeby siedzieć obok siebie, podać sobie dłoń na znak pokoju, razem podejść do Komunii św. Do tego noszenie obrączki, świętowanie każdej rocznicy ślubu. I prosta zasada: przestańmy narzekać na współmałżonka, a zacznijmy się za niego modlić. Można by uniknąć wielu tragedii dzięki realizacji tych prostych wskazań. Jeśli staramy się żyć zgodnie z nimi, istnieje duża szansa, że unikniemy kryzysu. Jedno łóżko dla dwojga, ta sama pora pójścia spać i wspólna noc. Małżonkowie, których potrzeby czułości, bliskości, intymności są zaspokojone, nie szukają tego u innych partnerów. » Jak dochodzi do zdrady? Przyczyny są zawsze bardzo podobne. Żyjemy w rzeczywistości, w której zachodzi wiele przemian: ustrojowych, ekonomicznych, społecznych. Wszystko dzieje się szybko i wpływa na zmiany mentalności. Często zmieniamy pracę, miejsce zamieszkania – to też powoduje, że zamazuje się świadomość istnienia pewnych sfer, w których musimy zachować stałość. Upowszechnia się postawa lekceważenia wartości i podważania autorytetu Kościoła. Następuje erotyzacja przestrzeni publicznej. Ulegamy „programowaniu na seks”. Sposobem na sprzedaż niemal wszystkiego stało się pokazywanie atrakcyjnych młodych kobiet, ubranych prowokująco i skąpo. Niestety, takie obrazy nie są obojętne, szczególnie dla mężczyzn. Wmawia się nam, że istnieje tzw. kryzys wieku średniego, w którym trzeba coś sobie udowodnić, zmienić. Do tego dochodzi rozłąka – emigracja zarobkowa, imprezy integracyjne – w klimacie rozluźnienia moralnego, moda na odświeżanie starych znajomości przez Internet oraz nawiązywanie nowych. Zawsze zaczyna się niewinnie, ale i naiwnie, z przekonaniem, że to tylko miłe spędzanie czasu. Znam wiele dramatów, zdrad i rozpadów małżeństw, które miały taki początek. Ponadto małżonkowie często ignorują konieczność dbania o własny związek, co potęguje rozgoryczenie, powoduje uczuciowe deficyty i oddalanie się od siebie. Lekceważy się też duchowy fundament małżeństwa. Odsuwanie się od Boga i Kościoła ułatwia podjęcie decyzji o działaniu destrukcyjnym.
W
wywiad
7 maja 2013, 17:35
Żyjemy w kulturze odrzucającej nierozerwalność małżeństwa, które jest najdoskonalszym elementem dzieła stworzenia. Żeby walczyć o trwałość małżeństwa, musimy wiedzieć, co mu zagraża – mówi Mieczysław Guzewicz, konsultor Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski. » Czym jest zdrada w małżeństwie? Powoduje najwyższy poziom destrukcji uczuciowej, psychicznej i duchowej. To upadek, z którego najtrudniej się podnieść, to wirus najintensywniej niszczący delikatną tkankę rodziny. Stan, który wyzwala najgorsze zachowania i postawy. Niewierność jest ciosem w samo serce jedności małżeńskiej. Próbujemy więc mówić o jednym z najdotkliwszych bóli, jakich człowiek może doświadczyć. » Dlaczego zajął się Pan tym tematem – napisał o tym książkę, bierze udział w licznych konferencjach? W ostatnim okresie przyglądam się wielu tragediom małżeńskim i rodzinnym. Rozmawiam ze zdradzonymi żonami, mężami, zdruzgotanymi ludźmi. Widzę łzy dzieci i młodych ludzi, których rodzice zniszczyli swoje małżeństwa, a więc rodziny. Skala nieszczęść, wynikających z lekceważenia wielkości i piękna posiadanego skarbu, jest ogromna. W 2009 roku odnotowaliśmy w Polsce kolejny „rekord” – prawie 73 tysiące rozwodów. Stoją za tym setki tysięcy zranionych serc. W ostatnich dwóch latach to właśnie zdrady są główną przyczyną rozwodów. Jan Paweł II mówił: „Przyszłość człowieka na ziemi zależy od małżeństwa!”. W męskiej naturze leży stawanie do walki o największe wartości. Jeśli najbliższe nam osoby są zagrożone, czujemy się powołani, by ich bronić. Dzisiaj to właśnie małżeństwo – którego istotą jest bardzo głęboka jedność psychiczna, fizyczna i duchowa – oraz rodzina są najbardziej zagrożone, a jednocześnie to najwyższe wartości. Mężczyźni są zobowiązani, żeby tych wartości bronić. Walka o małżeństwo może więc być atrakcyjna. Ale musimy mieć rozeznanie, co małżeństwu zagraża. Mieć świadomość wroga. » Co jest przyczyną rosnącej liczby kryzysów małżeńskich? Przede wszystkim ignorancja. Brak wiedzy o zasadach życia w małżeństwie. Wiele osób zapewne sądzi, że im się uda, bo miłość wystarczy. Nieprawda. Realizacja życia w małżeństwie pociąga za sobą wiele wyzwań, z którymi sobie nie poradzimy bez odpowiedniej wiedzy. Na szczęście nie brakuje dobrej literatury na ten temat. Jeśli się w nią wczytamy, zrozumiemy, że istnieje zbiór rad, które mogą się stać receptą. » Jak ona brzmi? Trzeba uznać, że małżeństwo jest najważniejsze w naszym życiu, i podporządkować mu każdą inną sferę. Zrozumieć, że współmałżonek to najważniejsza osoba (nie dzieci ani nasi rodzice). Trzeba podjąć bardzo konkretne działania w celu wzmacniania i pielęgnacji relacji, nazwane pokarmem miłości małżeńskiej. Należą do nich zapewnienia o miłości, komplementy, pochwały, dużo słów delikatnych i uprzejmych. Musimy tak do siebie mówić codziennie, głośno, aby także dzieci słyszały. I jeszcze okazywać sobie jak najwięcej czułych gestów.
WK
w kryzysie
6 maja 2013, 10:14
[url]http://www.dziekanowice.diecezja.krakow.pl/modlitwy/okazje/malzen.htm[/url]
MW
modlitwa w kryzysie
6 maja 2013, 10:14
MODLITWA W KRYZYSIE MAŁŻEŃSKIM Ojcze nasz, zwracam się z pokorą i żarliwą prośbą do Ciebie. Tyś nas połączył nierozerwalnie w sakramencie małżeństwa i chcesz, abyśmy temu związkowi zostali wierni aż do śmierci. Nie sądziłem, że osoby, które się miłują, tak mogą się wzajemnie ranić. Boże, pośpiesz na pomoc sercu memu, uczyń je przez to właśnie cierpienie mniej samolubnym. Poznaję coraz lepiej, jak trudny jest stan małżeński i jak niedoskonały jeszcze jestem. Uczyń mnie wielkodusznym, bym umiał przebaczać. Daj mi cierpliwość podobną do tej, którą Ty mi okazujesz. Spraw, by w codziennych trudnościach i doświadczeniach moja miłość się wzmacniała i dojrzewała, aż minie zły czas. Panie, chcę zostać wiernym do końca. Amen
MS
modlitwa skuteczna
30 kwietnia 2013, 12:44
Modlitwa w problemach małżeńskich Święty Judo Tadeuszu, zwracamy się do Ciebie w naszych problemach małżeńskich. Błagaj Wszechmogącego Boga, aby udzielił nam światła do zobaczenia siebie nawzajem takimi, jakimi naprawdę jesteśmy. Pomóż nam codziennie wzrastać w poznaniu siebie i wzajemnej miłości, uczac się kochać i być kochanym. Pozwól nam, święty Judo Tadeuszu, zobaczyć i wykorzenić wszelkie objawy egoizmu i dziecinnego szukania siebie - tych ukrytych nieprzyjaciół dojrzałej miłości. Daj, abyśmy uczac się dawać i przyjmować miłość, wspierali się wzajemnie przez wszystkie pozostałe dni naszego życia małżeńskiego. Amen.
ŹM
źródło: marekdziewiecki.pl
20 kwietnia 2013, 16:14
To, co proponuje Kościół w obliczu kryzysów małżeńskich, są w stanie zrozumieć i wykorzystać jedynie ci, którzy wiedzą, że Kościół naśladuje Jezusa, czyli Tego, który w każdej sytuacji wskazuje rozwiązania prawdziwe, a nie rozwiązania łatwe. To, co prawdziwe, zawsze jest trudniejsze i stawia wyższe wymagania. Ci, którzy idą tą drogą, są najlepszym dowodem na to, że również w kwestii przezwyciężania kryzysów małżeńskich to Jezus ma rację.
A
antytroll
13 kwietnia 2013, 21:08
Troll kocha dominować w dyskusji z innymi internautami. Musi mieć ostatnie słowo, niezależnie od tego, czy faktycznie coś wie na dany temat. Bardzo często trolling uprawiają osoby o skłonnościach narcystycznych. Zwykle mają one ekstremalne poglądy, które niezwykle głośno wyrażają. Roszczą sobie prawo do tego, by mieć zawsze rację, i łudzą się, że w końcu wszyscy się z nimi zgodzą. Do frustracji trolla można doprowadzić, rozpoznając jego właściwe intencje i nie reagując na jego komentarze. Do czaego zachęcam :)
M
MIŁOŚĆ
10 kwietnia 2013, 11:20
Nie wystarczy być kochanym, żeby być szczęśliwym. Trzeba kochać! Nie wystarczy chcieć kochać, by umieć kochać! Potrzebna jest pomoc tych, którzy potrafią kochać. Gdy ktoś myli miłość z jej imitacjami, to tak, jakby mylił życie ze śmiercią albo błogosławieństwo z przekleństwem. Miłość ma różne oblicza. Inaczej wyrażamy miłość do rodziców i krewnych, a inaczej do obcych. Inaczej okazujemy miłość chłopakowi, a inaczej dziewczynie, inaczej małżonkowi, a inaczej dziecku, inaczej tym, którzy kochają, a inaczej tym, którzy krzywdzą. Każdej formy miłości trzeba uczyć się długo i cierpliwie.
L
link
10 kwietnia 2013, 11:15
Sama miłość nie wystarczy, aby założyć szczęśliwą rodzinę! Sama miłość może wystarczyć do nawiązania przyjaźni lecz życie małżeńskie i rodzinne wymaga dojrzałej osobowości, nabycia określonych cech i umiejętności. Można być przyjacielem np. alkoholika czy narkomana, który sięga po substancje uzależniające, ale nie można go wybrać na współmałżonka i rodzica, bo dopóki trwa w takim stanie, dopóty nie może dojrzale wypełnić obowiązków małżeńskich i rodzicielskich. Nawet jeśli kocha bardzo szczerze. [url]http://www.marekdziewiecki.pl/wybrane-artykuly/31-bozy-zamysl-wobec-malzenstwa-i-rodziny.html[/url]
SP
słowa papieża
7 kwietnia 2013, 00:29
"Wiara bez miłości nie przynosi owocu, a miłość bez wiary byłaby uczuciem nieustannie na łasce i niełasce wątpliwości. Wiara i miłość potrzebują siebie nawzajem, tak że jedna pozwala drugiej, by mogła się zrealizować"
DM
dobro małżonków - słowa papi
7 kwietnia 2013, 00:27
[url]http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,13113,papiez-o-wierze-i-zwiazku-malzenskim.html[/url]
4
4.
6 kwietnia 2013, 11:48
Królowo rodzin oświeć duszpasterzy, by przestali wspierać związki niesakramentalne, a zaczęli troszczyć się o trwałość małżeństw
3
3.
6 kwietnia 2013, 10:36
Królowo rodzin, poskrom złego ducha, który zapamiętale atakuje rodziny. Niech wszelkie zbrodnie, zło i zniewagi ustąpią pod Twoją możną opieką. Uwolnij osoby zniewolone nałogami i przemocą, wypełniaj braki złamanych serc i skrzywdzonych dusz. Niech każda rodzina stanie się Bogiem silna.
2
2.
6 kwietnia 2013, 10:34
Królowo rodzin, błogosław rodzinom cierpiącym z powodu błędów współmałżonka, dzieci albo innych złośliwych ludzi. Natchnij ich przebaczeniem, miłością i dobrocią wzajemną. Daj pojąć, jak wielką potęgą i łaską jest Sakrament Małżeństwa. Upomnij też błądzących, aby ze skruchą umieli wrócić na łono rodziny i na nowo uczyli się prawdziwej miłości.
1
1.
6 kwietnia 2013, 10:34
Królowo rodzin, módl się za małżonkami stojącymi przed życiowymi trudnościami i przeciwnościami losu. Wspieraj ich miłość, aby dochowali wierności przysiędze, że "nie opuszczę cię w zdrowiu i w chorobie, dopóki śmierć nas nie rozłączy".
ZK
z ksiązki Christopher West'a
27 marca 2013, 09:59
"Ludzie urodzeni w drugiej połowie dwudziestego wieku, wychowywali się w społeczeństwie, które nie tylko straciło dawną strukturę wspierającą małżeństwa, ale otwarcie, wytrwale i przekonująco promuje wartości z małżeństwem sprzeczne"
CJ
Co ja z tego mam?
26 marca 2013, 08:19
[url]http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/ona-i-on/art,343,co-ja-z-tego-mam.html[/url]
S
siostraPolka
25 marca 2013, 16:52
Do @siostraCzeszka Oczywiście, że przysięga małżeńska obowiązuje w całości i nikt tego nie neguje. Tam, gdzie pojawia się zdrada, tam wcześniej już zabrakło miłości w sercu tej strony, która zdradziła.  Czy uważasz, że można kochać małżonka i go zdradzać?. Absurd. Albo czy ktoś, kto nie jest uczciwy i oszukuje małżonka, to go jeszcze kocha? Na pewno nie. Całe zło w małżeństwie zaczyna się od braku pielęgnowania miłości
S
siostraCzeszka
25 marca 2013, 15:21
Tak ochoczo opluwany tu przez niektórych (w imię miłosci chrzescijańskiej?) bratPolak zwrócił uwagę na cos bardzo istotnego. Nie mozna traktowac przysiegi małżeńskiej wybiórczo, trzeba ją "brać" w całości: Ja biorę sobie Ciebie... za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Co jest na pierwszym miejscu? wierność? nie! uczciwość? nie! że cie nie opuszcze? nie! miłość? TAK!!!
P
prośba
24 marca 2013, 18:30
Prosimy Cię Panie Jezu daj siłę papieżowi Franciszkowi, by stanowczo przeciwstawił się tendencjom rozwodowym i rosnącemu przyzwoleniu Kościoła na życie w związkach niesakramentalnych
DP
do Pana Jezusa
24 marca 2013, 00:57
Prosimy Cię, Panie Jezu, aby ludzie nie oskarżali Ciebie za Twą stanowczość, że zabraniasz im rozwodów, lecz aby dążyli do pokoju w rodzinach i do szczęścia obiecanego im w niebie.
KM
kopia modlitwy
24 marca 2013, 00:55
Pzepraszamy Cię, Panie Jezu, za wszystkie rozwody, przez które zniszczono świętość małżeństwa i godność człowieka, "poprawiając" Boga Stwórcę. modlitwa ze strony: [url]http://am.jezuici.pl/lmr/lmr0208.htm[/url]
MZ
modlitwa ze strony jezuitów
24 marca 2013, 00:53
Prosimy Cię, Panie Jezu, abyś bronił wszystkich małżonków i ich dzieci przed przekleństwem rozwodów i abyś Ty sam przypominał im, że zawarli związek na całe życie.
DS
do staregoZgreda
20 marca 2013, 13:20
Tylko stare zgredy czepiają się tych ludzi, bo sami mają wiele złego na sumieniu!
B
bratPolak
20 marca 2013, 12:09
@~do BrataPolaka Ci, którzy tu się wpisują chcą ratowac małżeństwa i mają do tego prawa i mają prawo uzyskać pomoc i wsparcie, Taaa... i dlatego wypisują: Właśnie tego pojąć nie mogę. Dlaczego księża nie mówią ludziom prawdy? Pierwsi, którzy powinni się nawrócić, to duszpasterze związków niesakramentalnych. CHWAŁA PANU! Papież stanie po stronie ubogich, a takimi są: porzucone samotne żony/matki i porzuceni samotni mężowie/ojcowie! Nawej nie pisze do ksiezy bo oni sa po stronie tych ktorzy porzucaja Moja zona sakramentalna wezmie slub z kochankiem (cywilny slub!!) i oto bedzie malzonka niesakramentalna, a ja jestem smieciem dla jezuitow. I tak wlasnie jezuici rozwalaja rodzine sakramentalna W dzisiejszych czasach rozwody są przerażającą plagą. Młodzi ludzie tym się załamują. Biskup Czaja ogłosił w liscie pasterskim na Wielki Post 2013 roku,  ze spotka się ze związkami niesakramentalnymi aby udzielić im b logosławieństwa... Wyróżnił tylko tę grupę grzeszników, ofiarując im swój czas i spotkanie... A gdzie inni? W kolejce na spotkanie z biskupem ( i na publiczne ogłoszenie o tym) czekają też np. aklkoholicy, złodzieje, aborcjoniści i innej maści grzesznicy. Bp. Czaja powinien wziąć przykład z B16 i abdykowac! Nie widzi się tego dramatu, tylko cała troska Kościoła jest skierowana na niesakramentalne rodziny. Ratujcie małżeństwo zaczynając od siebie! Porzućcie trollowanie! O pomocy w ratowaniu małżeństw: www.sychar.pl
ZK
zacytuję kolegę
20 marca 2013, 11:13
"Każdy, kto w jakiejkolwiek formie pochwala, zachęca czy poprzez swoją obojętność utwierdza w przekonaniu, iż można żyć jak małżonkowie z osobą niebędącą małżonkiem (sakramentalnym) jest współwinny (cudzemu) grzechowi cudzołóstwa."
DB
do BrataPolaka
20 marca 2013, 11:01
Tak ci się w głowie miesza, że mylisz tematy. Pomyliles tematy. Ci, którzy tu się wpisują chcą ratowac małżeństwa i mają do tego prawa i mają prawo uzyskać pomoc i wsparcie, a ty czytasz całkiem co innego, czytasz (twoj mozg tak przetwarza) że jak ktos porzucony jest to biadoli, a ten ktoś porosi o pomoc. Masz jakieś pomieszanie z poplątanioem w umysle. Nie widzisz różnicy, ze tu nikt nie biadoli, to ty jęczysz i kwikasz.
OS
OPANUJ SIĘ BRATPOLAK
20 marca 2013, 10:51
JESTES TAK ZASLEPIONY NIENAWISCIA DO LUDZI KTÓRZY CHCĄ RATOWAĆ MALZENSTWA SAKRAMENTALNE ZE TO SIE NIE MIESCI W GLOWIE. CIAGLE WYPISUJESZ TU SWOJE HIPOKRYZJE.
OS
OPANUJ SIĘ BRATPOLAK
20 marca 2013, 10:50
CZY TY SIE WRESZCIE OPANUJESZ ?!! TO JEST TEMAT DLA MAŁZONKÓW KTÓRZY PRZYJĘLI SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA I SĄ W KRYZYSIE, A NIE DLA ZWIAZKÓW CUDZOŁOŻNYCH.
B
bratPolak
20 marca 2013, 10:43
@~do BrataPolaka Przecież sam nie kochasz żony sakramentalnej, tylko żyjesz z niesakramentalną. Wyjmij belkę ze swojego oka. Masz złe dane, chłopie. Z moich postów wynika tylko tyle, że znam sytuacje niesakramentalnych z bliska i że - widząc źdźbła w swoim oku - stopuję tych oszołomów, którzy winą za swoje "cierpienia" (często ewidentnie zawinione!) obarczają...Kościół, księży i Pana Boga. I jeszcze mają żal, że nie wszyscy chcą razem z nimi płakać...
DB
do BrataPolaka
20 marca 2013, 09:56
Przecież sam nie kochasz żony sakramentalnej, tylko żyjesz z niesakramentalną. Wyjmij belkę ze swojego oka. To, że Cie kopneła, a teraz nie ma gdzie wrócić, to jest w porządku? Oto Twoja wielka miłość do żony sakramentalnej. Nie chcesz jej więcej widziec na oczy, bo Cię zdradziła, nie umiesz jej przebaczyć, poza tym nawet tego nie chcesz, to jest w porządku?
B
bratPolak
20 marca 2013, 09:51
@ ~do Jarka Nie widzisz, że łamanie zasad - czyli przysięgi małżeńskiej - przynosi cierpienie drugiej stronie i dzieciom? Oj, przynosi,przynosi... Tylko czemu tu tak wielu ogranicza się do lamentu nad cierpieniem, które przynosi złamanie przysięgi i cudzołóstwo życia w związku niesakramentalnym a ani słowem nie wspomnicie o cierpieniu małżonków i dzieci z powodu łamania tej części przysięgi małżeńskiej, która mówi o miłości?!
?
?
20 marca 2013, 09:48
Chrześcijaństwo całkowicie rozwodów zabrania. Nowy Testament jednoznacznie zaleca nierozwiązalność małżeństwa. Przypisywana jest Jezusowi następująca wypowiedź "A ja wam mówię, że ktokolwiek rozwodzi się ze swoją żoną, za wyjątkiem małżeńskiej niewierności, powoduje że staje się ona cudzołożnicą, a ktokolwiek żeni się z kobietą rozwiedzioną popełnia cudzołóstwo" (Mateusz 5:32). Ten bezkompromisowy ideał, jest bez wątpienia, nierealny do osiągnięcia. Uznaje stan moralnej perfekcji, którego społeczeństwa nigdy nie osiągnęły. Kiedy małżeństwo zdaje sobie sprawę, że dalsze, poprawne funkcjonowanie ich związku nie ma szans, zakaz rozwodów nie przyczyni się do ich szczęścia. Zmuszanie niedobranych par do pozostania razem wbrew ich woli nie jest ani efektywne ani rozsądne. Nic dziwnego ze cały świat chrześcijański został zmuszony do uznania rozwodów.
M
mąż
20 marca 2013, 09:19
To nie Kościół ustanowił zasadę nierozerwalności małżeństwa, ale sam Pan Jezus. Wszelka inna nauka jest kłamstwem, które zaraziło umysły niewiernych.
B
bratPolak
20 marca 2013, 09:12
@~mąż Moje dziecko było zszokowane tym. Nic nie odpowiedziałem na to, bo co mam mówić? Sam jestem zbulwersowany. To tak jakbym dał swojemu dziecku porcję pysznego tortu z kremem i czekoladą, z wisienkami na talerzu przykrym szczelnie szklaną salaterką (przymocowaną do talerza). I powiedział do dziecka "najedz się duchowo". Współczuję twojemu dziecku - że ma ojca, który nie potrafi mówić o trudnych sprawach!  Z takim ojcem dziecko będzie przekonane, że małe dzieci przynosi bocian...Na szczęście są koledzy... Weź się chłopie za lekturę - nie tylko teologiczną, ale i na temat wychowania dzieci!
M
mąż
20 marca 2013, 09:02
"....Uważam, że Duszpasterstwo Niesakramentalnych niejako daje do zrozumienia, że inni też tak robią, że Kościół nie odrzuca nikogo i mam wrażenie, że ludziom się wydaje, że życie nie jest czarno-białe, więć Pan Bóg zrozumie...". Pierwsi, którzy powinni się nawrócić, to duszpasterze związków niesakramentalnych. Im jest potrzebna nowa i stara ewangelizacja i przypomnienie sobie, że małżeństwo jest Sakramentem i to, co oni nazywają małżeństwami niesakramentalnymi, to grzech cudzołóstwa ... Właśnie tego pojąć nie mogę. Dlaczego księża nie mówią ludziom prawdy? Moje dziecko powiedziało: "tato, ale ksiądz oszukuje ludzi" - widząc jak podchodzą do Ołtarza i nie przyjmują Komunii Swiętej, tylko podchodzą i odchodzą. Moje dziecko było zszokowane tym. Nic nie odpowiedziałem na to, bo co mam mówić? Sam jestem zbulwersowany. To tak jakbym dał swojemu dziecku porcję pysznego tortu z kremem i czekoladą, z wisienkami na talerzu przykrym szczelnie szklaną salaterką (przymocowaną do talerza). I powiedział do dziecka "najedz się duchowo".
DJ
do Jarka
20 marca 2013, 08:50
czy uważasz, że zasady (przykazania) kościelne są po to, by je omijać? Nie widzisz, że łamanie zasad - czyli przysięgi małżeńskiej - przynosi cierpienie drugiej stronie i dzieciom? Nie każdy potrafi się otrząsnąc z dramatu tak, jak kobieta, która "opłakała stratę" i jest szczęśliwa. Ale to, że ona żyje sobie teraz szczęśliwie nie oznacza, że jej dzieci nie przeniosą w dorosłe życie doświadczeń wyniesionych z domu rodzinnego. Nie od dziś wiadomo, żę dzieci rozwiedzionych rodziców rozwodzą się częściej, niż dzieci z pełnej rodziny
M
mąż
20 marca 2013, 08:49
To nie Kościół ustanowił zasadę nierozerwalności małżeństwa, ale sam Pan Jezus. Może zacznijcie atakować Jezusa, zamiast ludzi, którzy są Jemu wierni?!
M
mąż
20 marca 2013, 08:47
To nie Kościół ustanowił zasadę nierozerwalności małżeństwa, ale sam Pan Jezus. „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną — czytamy w Ewangelii — popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo” (Mk 10,11n).
J
Jarek
20 marca 2013, 08:31
Ja też zgadzam się ze słowami kobiety, która napisała do BrataPolaka m.in.: Zawsze jest dla dzieci lepiej(i dla wszystkich) w takiej sytuacji, gdy matka opłacze stratę i  zaakceptuje nową sytuację życiową, odzyska pogodę i normalnie żyje, radośnie, twórczo, szczęśliwie. Lepsze to, niż uwięzienie siebie samej w przeżywaniu latami rozpaczy, nienawiści, zazdrości, obsesyjnego czekania i żądań powrotu bez względu na to, jak rozwinęła się sytuacja(np. szczęśliwy nowy związek męża, kilkuletnie, lub kilkunastoletnie "nowe" dzieci). Wszystkiego dobrego życzę wszystkim ! Ci, którzy tak zioną goryczą, żalem dziwią się, że w imię "zasad" Kościół jeszcze nie zaczął wykluczać "myślących inaczej". Tak jak skończyły się czasy chowania samobójców za murem cmentarza, tak też skończy się potępianie porzucających w imię tego, że "mój ból jest najmojszy".
X
xyz
19 marca 2013, 20:24
"....Uważam, że Duszpasterstwo Niesakramentalnych niejako daje do zrozumienia, że inni też tak robią, że Kościół nie odrzuca nikogo i mam wrażenie, że ludziom się wydaje, że życie nie jest czarno-białe, więć Pan Bóg zrozumie...". Pierwsi, którzy powinni się nawrócić, to duszpasterze związków niesakramentalnych. Im jest potrzebna nowa i stara ewangelizacja i przypomnienie sobie, że małżeństwo jest Sakramentem i to, co oni nazywają małżeństwami niesakramentalnymi, to grzech cudzołóstwa
E
Ewa
19 marca 2013, 19:33
BratPolak, i nie sil sie na pisanie, bo jestem przejazdem u bliskich i postanowilem walczyc o zone, a bliscy mnie dopinguja, choc rzeczywiscie chcialem z soba skonczyc to Bog mnie powstrzymal. I tez ludzie ktorzy wierza w uzdrowienie malzenstwa , nie mojego, a kazdego sa ze wspolnoty - nie wiem moze jakiejs neo czy innej odnowy nie znam sie na tych wspolnotach. Chcialem napisac zeby pomoc innym mezom ze trzeba walczyc o zone o rodzine do konca. Tyle w takim temacie. To mialo byc mile spotkanie na forum ktore mi ktos polecil ale chyba juz tu nie zajrze wiecej. Bede za granica w Angli, u rodziny niewierzacej, ale trudno. ... A ja Ci kibicuję w odzyskaniu żony i w wierności przysiędze i Twojemu powołaniu. Niewielu jest takich ludzi ale u Boga mają zapewnione specjalne miejsce  - dla tych najwierniejszych, którzy wytrwali, Bóg Ci to z pewnością po stokroć wynagrodzi, ja wierzę, że z żoną jeszcze będziecie razem. Znam kobietę, która zdradziła męża, wzięli rozwód, potem ona chciała wrócić ale...on jej nie przyjął. Mieli ślub kościelny. Wolał poszukać innej niż przyjąć sakramentalną żonę i wybaczyć jej, pomimo, że mieli dziecko. Znam to z opowiadań, zasmuciła mnie ta sytuacja. Wierzę, że jeszcze będziesz z żoną razem :-)
E
Ewa
19 marca 2013, 19:30
A ja znam inną sytuację. Znam osobę wierzącą i praktykującą, która została zdradzona i porzucona i w związku z tym uzyskała stwierdzenie nieważności małżeństwa. Tak się cieszyła, że ma otwarta drogę do sakramentów i ślubu kościelnego i co z tym zrobiła? Po kilku latach czuła,  że jej zegar biologiczny tyka a jakoś żadnego meżczyzny na jej drodze nie było, usilnie chciała już mieć rodzinę, dzieci i wyszła za kogo? Za rozwodnika z przeszkodą do kościelnego, zakładając, że on ten rozwodnik po kilku latach  też uzyska stwierdzenie nieważności i wezmą sobie kościelny ślub (a nuż się uda). Sorry ale zbiera mnie na mdłości - Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek tak? Przeciez wiedziała co robi. Czy Duszpasterstwo ją przygarnie? No z pewnością.  Uważam, że Duszpasterstwo Niesakramentalnych niejako daje do zrozumienia, że inni też tak robią, że Kościół nie odrzuca nikogo i mam wrażenie, że ludziom się wydaje, że życie nie jest czarno-białe, więć Pan Bóg zrozumie. Nawet pewien (sic!) ksiądz mi powiedział "Bardzo dobrze bo dziewczynie lata lecą a przecież miłosierdzie Jezusa jest niezmerzone" - o mało nie zemdlałam!!!! To można grzeszyć licząc na Boże Miłosierdzie?Z tego co wiem to jest to grzech przeciw Duchowi Świętemu.
P
porzucony
19 marca 2013, 19:26
BratPolak, i nie sil sie na pisanie, bo jestem przejazdem u bliskich i postanowilem walczyc o zone, a bliscy mnie dopinguja, choc rzeczywiscie chcialem z soba skonczyc to Bog mnie powstrzymal. I tez ludzie ktorzy wierza w uzdrowienie malzenstwa , nie mojego, a kazdego sa ze wspolnoty - nie wiem moze jakiejs neo czy innej odnowy nie znam sie na tych wspolnotach. Chcialem napisac zeby pomoc innym mezom ze trzeba walczyc o zone o rodzine do konca. Tyle w takim temacie. To mialo byc mile spotkanie na forum ktore mi ktos polecil ale chyba juz tu nie zajrze wiecej. Bede za granica w Angli, u rodziny niewierzacej, ale trudno.
P
porzucony
19 marca 2013, 19:04
Jak mozecie w ogole mnie oceniac. To ze jestem porzucony to wam przeszkadza bo smialem napisac ze mam zal do ksiezy ze pomagaja tym co poorzucaja i ich partnerom? To jakas paranoja. Na jakim ja jestem forum? Kocham zone i nie mazgaje sie. Ukrywana zdrada to czas niedostepny dla drugiego malzonka niezdradzajacego. To czas oszukiwan do ktorego nie ma sie dostepu. Pisze w watku - malzenstwo w kryzysie i dostaje manto ze trwam w milosci do zony opisujac jak nie powinni postepowac ksieza. Co wam jest? Myslalem ze ten watek jest po to by ratowac malzenstwo. Zreszta to nie o moje malzenstwo cjhodzi ale chyba raczej o Jezusa i tego co mowil do ludzi w takich jak moja sytuacjach. Czy jesli ksiadz wesprze kobiete co zdradza meza nie jest winny jej grzechu. Uwazam ze jest winny. Myslcie sobie inaczej. Z Bogiem, zegnam was, bo to jakas kpina z malzenstwa sakramentalnego tutaj.
B
braciePolaku
19 marca 2013, 17:24
Może ja też jestem barbarzyżca, jak pisze ten niżej, bo myślę dokładnie tak jak Ty. Jestem Ci wdzięczna za konsekwencję, zdrowy rozsądek..dzięki - cieszę się, że ktoś chociaż(tzn. Ty) jest tu na tym forum normalny. Jestem porzuconą żoną i naprawdę nie uważam, że teraz moim podstawowym zajęciem ma być czekanie na powrót męża i modlenie się głównie w tej intencji. Czas płaczu mija i powinien minąć, a własne życie(a zwłaszcza tę część bez męża) - należy zagospodarować możliwie najsensowniej, własnymi rękami, na własną odpowiedzialność i oczywiście z Bożą pomocą. Naprawdę są pożyteczniejsze zajęcia, niż koncentracja na tym, który porzucił rodzinę, widocznie nie była dla niego wielką wartością, dla mnie jest, także bez niego. Lepiej, żeby ze swoją nową chodził do duszpasterstwa, niż nie chodził(tak w aspekcie indywidualnym, jak społecznym :). Zawsze jest dla dzieci lepiej(i dla wszystkich) w takiej sytuacji, gdy matka opłacze stratę i  zaakceptuje nową sytuację życiową, odzyska pogodę i normalnie żyje, radośnie, twórczo, szczęśliwie. Lepsze to, niż uwięzienie siebie samej w przeżywaniu latami rozpaczy, nienawiści, zazdrości, obsesyjnego czekania i żądań powrotu bez względu na to, jak rozwinęła się sytuacja(np. szczęśliwy nowy związek męża, kilkuletnie, lub kilkunastoletnie "nowe" dzieci). Wszystkiego dobrego życzę wszystkim !
WS
wstydź się
19 marca 2013, 16:58
BratPolak ty jesteś jakiś psychiczny... Zostaw @porzuconego w spokoju. Co cię tak szarpie jego wypowiedź. Ile musisz mieć na sumieniu ze tak go łajasz. Jesteś barbarzyńca.
B
bratPolak
19 marca 2013, 16:49
@~porzucony itd. Nie dość, że płaksa, to jeszcze tępy? W twoim zdaniu - łkaniu: Nawej nie pisze do ksiezy bo oni sa po stronie tych ktorzy porzucaja zwróciłem uwagę na to, że piszesz głupoty, jakoby księża byli po stronie tych, którzy porzucają. G...o wiesz a obrzucasz błotem tych od których możesz uzyskać wsparcie. Ale tobie zależy nie na wsparciu, tylko na wyrzyganiu swojego rozżalenia postępkiem żony! Lepiej zamilknij, bo każdy kolejny skowyt uwierdza czytelników w przekonaniu, że twoja była żona...musiała od ciebie uciekać, żeby nie zbzikować razem z tobą!
K
komentarz
19 marca 2013, 16:20
Ksiądz Dariusz Kowalczyk podkreślił w rozmowie z wysłannikiem Polskiego Radia, że nie ma wątpliwości, iż w centrum tego pontyfikatu stać będą właśnie ubodzy. Zaznaczył jednak, że będzie to miało charakter ewangeliczny, a nie polityczny. "To stanie po stronie Jezusa ubogiego i ukrzyżowanego oraz ludzi ubogich tego świata" - mówi jezuita. CHWAŁA PANU! Papież stanie po stronie ubogich, a takimi są: porzucone samotne żony/matki i porzuceni samotni mężowie/ojcowie! I wredny bratPolak zamknie się wreszcie!
NK
nie ka pe wu ?
19 marca 2013, 15:57
Porzucony nie pisze do księży. Nie pograżaj się bratPolak.
B
bratPolak
19 marca 2013, 15:37
@~ups i inni (?) Więc bądź mężczyzną! Nie płacz tutaj i nie ośmieszaj się tekstami w rodzaju: (...) pisze do ksiezy bo oni sa po stronie tych ktorzy porzucaja. pogrubiony fragment jest "pisaniem głupot". Ale: Perfidnie przekręca BratRobak. (?) Stosujesz chwyty ponizej pasa, sugerując, że brak "miłości i czułości" to powód do zdrady. Napisałem: Dla kobiet często zdrada męża to żaden jeszcze powód do odejścia, ale brak miłości i czułości już tak!!! Jeśli to jest chwyt poniżej pasa, to ty nie masz tam j..! Więc przestań płakać i bierz się za siebie!
U
ups...
19 marca 2013, 12:19
Przecież wyraźnie @porzucony napisał, że "nie pisze do księży". Perfidnie przekręca BratRobak.
DB
do brataPolaka
19 marca 2013, 11:56
Zadna "wina" porzuconego nie usprawiedliwia zdrady!  Stosujesz chwyty ponizej pasa, sugerując, że brak "miłości i czułości" to powód do zdrady. Może Jezus też był współwinny, że go judasz zdradził?
B
bratPolak
19 marca 2013, 11:40
@~porzucony Przemyśl, czy na pewno jesteś bez winy. Dla kobiet często zdrada męża to żaden jeszcze powód do odejścia, ale brak miłości i czułości już tak!!! I to też jest cięzki grzech! Więc bądź mężczyzną! Nie płacz tutaj i nie ośmieszaj się tekstami w rodzaju: pisze do ksiezy bo oni sa po stronie tych ktorzy porzucaja... Moja zona sakramentalna wezmie slub z kochankiem (cywilny slub!!) i oto bedzie malzonka niesakramentalna, a ja jestem smieciem dla jezuitow. I tak wlasnie jezuici rozwalaja rodzine sakramentalna
P
porzucony
19 marca 2013, 10:54
"istnienie duszpasterstwa dla niesakramentalnych to wystarczający powód, by odejść od męża" wiele razy tak mi powiedziala, ze dla niej to jest wazne (pomine aspekt, ze pociaga ja grzech cudzolostwa) wiec to sa slowa diabelskie i ty je znasz juz wiemy dlaczego
P
porzucony
19 marca 2013, 10:50
Sam jestes glupi. Lubisz obrazac widze. Ona zgrzeszyla cudzolostwem, bo pozwalala na flirt z poczatku niewinny. Stzelasz w pudlo piszac ze grzeszylem, bo zony nie zdradzilem. Na szczescie juz wiem jak to dziala. jak ktos zostanie porzucony to w niego sie uderza, ze byl chamem i grzeszyl i takiemu malemu mozdzkowi jak ty nie przyjdzie do glowy, ze mozna porzucic dobrego czlowieka, bo znam tez innych ludzi w takiej sytuacji, ktorych zawsze ale to zawsze atakuje sie za zdrade wspolmalzonka. Nie znasz calej historii a obrazasz i rzucasz chamstwem. Flirt byl ukryty i to moja wina ze nie wiedzialem. Pisze zreszta o czym innym - pisze o tym ze to porzuceni sa smieciem bo na wlasnej skorze odczulem to. Do twojej wiadomosci jestem wierzacy od dnia malzenstwa i slubu wiec swoje grzechy badam - ty wez zbadaj swoje. Nie pisze zreszta do ciebie. Pisze do takich co rozumieja co ja pisze. Nawej nie pisze do ksiezy bo oni sa po stronie tych ktorzy porzucaja. Pisze z autopsji wiec. A ty milcz.
F
francesco
19 marca 2013, 07:59
Widać jak rosną w siłę związki niesakramentalne: mają swoje duszpasterstwa, swoje rekolekcje, swoje artykkuły i swoich duszpasterzy (jezuitów?), którzy im pomagają, "by się nie rozwiedli". Rzeczywiście, jak nowy papież nie ukróci tej tendencji to "koniec świata blisko", albo przynajmniej koniec małżeństw sakramentalnych zawieranych w kościele. Lepiej od razu życ na kocią łapę, a nie wiązać się przed Bogiem i potem jest tak, jak pisze @Porzucony, że odchodząca strona ma pełnię pomocy i wsparcia duchowego, a ta porzucona strona jest śmieciem
B
bratPolak
18 marca 2013, 22:51
@~porzucony moja zona odeszkla ode mnie rok temu, bo stwierdzila ze duszpasterstwo dla niesakramentalnych jest tym miejscem, ktore pragnie - bo jak mowi "jest grzesznym przyzwoleniem Kosciola" i to ja kreci. Oczywiscie chodzi tam z kochankiem. Aleś ty głupi! Twoja żona też to wie, bo tylko głupi uwierzy, ze istnienie duszpasterstwa dla niesakramentalnych to wystarczający powód, by odejść od męża! Musiałeś wcześniej dużo nagrzeszyć wobec niej, że postanowiła cię zostawić. Teraz bądź mężczyzną! Weź to na klatę! Zmień się i czekaj - może żona uwierzy i powróci... Ale czy warto?
Z
Zuzanna
18 marca 2013, 22:49
porzucony lecz się, póki czas! Tak, Jezuici to cymbały, jednego "takiego" nawet papiezem wybrali, koniec świata blisko ;-)
P
porzucony
18 marca 2013, 14:53
Moja zona sakramentalna wezmie slub z kochankiem (cywilny slub!!) i oto bedzie malzonka niesakramentalna, a ja jestem smieciem dla jezuitow. I tak wlasnie jezuici rozwalaja rodzine sakramentalna - ona z kochasiem bedzie chodzic na spotkania i sie uduchawiac, a ja lepiej zebym sie powiesil.
Z
zdezorientowany
18 marca 2013, 14:45
Kogo właściwie zapraszają jezuici? Małżeństwa, czy ludzi  zyjących w związkach partnerskich? Sądzę, że co innego głosi się do małżenstw (by trwali w świętym związku małżeńskim), a co innego do cudzołożników (by się nawrócili i zerwali z partnerem)
P
porzucony
18 marca 2013, 14:42
Ktos sobie kpi!W watku o malzenstwie w kryzysie umieszcza link do rekolekcji dla związków cywilnych!!Tak, niech się rozwioda, niech zyja na kocia lape! Rozbijajcie malzenstwa barany. Juz niedlugo. Papiez na pewno was upomni. Kpina z Sakramentu Malzenstwa dociera juz wszedzie. Polecam cos co mnie ominelo, choc bylem w Wawce w tych dniach: [url]http://www.stowarzyszeniefidesetratio.pl/Presentations0/KONGRES-PLAKAT.pdf[/url] bo nie bylo to reklamowane w dziale o rodzinie.Zwiazki cywilne (zwanedla zmylki niesakramentalne) sa sekta w KK. Promowanie ich jest niedopuszczalne. Rozwalaja zycie rodzinom! Dzieki istnieniu tych duszpasterstw rozwalaja sie rodziny (moja zona odeszkla ode mnie rok temu, bo stwierdzila ze duszpasterstwo dla niesakramentalnych jest tym miejscem, ktore pragnie - bo jak mowi "jest grzesznym przyzwoleniem Kosciola" i to ja kreci. Oczywiscie chodzi tam z kochankiem.
Z1
Zaproszenie: 18-20 marca 2013
18 marca 2013, 14:03
Jezuici z Opola zapraszają Rozpoczynamy wielkopostne rekolekcje dla małżeństw niesakramentalnych. Nauki będą głoszone od poniedziałku do środy o godz. 18.00 Msza św. z krótką homilią a po niej nauka. Prosimy o przekazanie tej informacji osobom zainteresowanym. Zapraszamy. [url]http://jezuici.opole.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=6&Itemid=35[/url]
SC
Stała czytelniczka portalu
15 marca 2013, 21:10
"(...)trudno mi wyobrazić sobie 50-letniego "szlachetnego i kochającego mężczyznę", który nie ma jeszcze żony i dzieci" nie ujmując autorytetu autora artykułu, muszę stwierdzić iż niestety jest to stwierdzenie w wysokim stopniu niesprawiedliwe - zdarzyło mi się w życiu poznać człowieka o gołębim sercu, bardzo stabilnej psychice, cechującego się ogromną odpowiedzialnością i zdolnością do poświęcania się, który w tym wieku właśnie nie ma żony ani dzieci, z różnych powodów, z których tak ułożyło się jego życie, także z powodu własnych błędów, niemniej na pewno nie z brakuje "szlachetności" czy zdolnosci do kochania. Mocno można się pomylić... czytając takie słowa nie sposób nie pomyśleć, że w ocenie człowieka zawsze bardzo łatwo i mocno można się pomylić. Bardzo, bardzo powierzchowne, zadziwiające powierzchowne jak na treść i tematykę samego artykułu... pozdrawiam.
mocne świadectwo
8 marca 2013, 10:03
[url]http://www.youtube.com/watch?v=nH8oI2QFPlU[/url]
:
:(
6 marca 2013, 22:39
W dzisiejszych czasach rozwody są przerażającą plagą. Młodzi ludzie tym się załamują. Mówią czasem o tym, ale widząc co się dzieje molkną coraz bardziej..
NK
nie karmimy trolli
6 marca 2013, 08:44
Wystarczy nie odpowiadać na głupie zaczepki i wrzutki bez sensu i składu..
NP
nie popieram rozwodów
6 marca 2013, 08:10
Katechizm Kościoła Katolickiego (2384): "Rozwód znie­waża przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne."
:
:)
5 marca 2013, 17:35
Pan Bóg nie jest kłamcą, zauważcie...
D~
do ~co mówi Pan Jezus?
5 marca 2013, 08:43
@~co mówi Pan Jezus? Nie kłam, żeś nie ~bach, bach,
CM
co mówi Pan Jezus?
4 marca 2013, 23:15
Pan Jezus wyraźnie mówi, każde jego slowo zostało przekazane.
D~
do ~bach, bach
4 marca 2013, 21:41
Pan Jezus swoje, księża głoszą swoje.. a bach, bach jak był głupi, tak i pozostał...
CM
co mówi Pan Jezus?
4 marca 2013, 09:15
za http://www.psnt.pl/ZPolskie.html#EDG Słyszeliście, że było powiedziane: Nie będziesz cudzołożył. A ja powiadam wam, że każdy, który patrzy na niewiastę pożądając jej, już ją scudzołożył w sercu swoim. Jeśli tedy oko twoje prawe gorszy cię, wyłup je, a odrzuć od siebie. Albowiem pożyteczniej będzie dla ciebie, aby zginął jeden z członków twoich, niżby całe ciało twe miało być wrzucone do piekła. za Biblia.deon.pl Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła
BB
bach, bach
4 marca 2013, 08:52
"Gdyby tak jak ks. Marek Dziewiecki wypowiadali się wszyscy duchowni katoliccy, mielibyśmy większe u małżonków poszanowanie sakramentu małżeństwa i bylibyśmy więcej posłuszni i ufni Bogu." ... Bo to jest konsekwencja niekonsekwencji księzy = która równa się brakiem wiary Jezusowi, że On się na pewno nie myli. Co tam, że Jezus mówi  "A Ja wam powiadam, że każdy kto patrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim." Pan Jezus swoje, księża głoszą swoje..
NC
naiwny cytat
3 marca 2013, 19:46
"Gdyby tak jak ks. Marek Dziewiecki wypowiadali się wszyscy duchowni katoliccy, mielibyśmy większe u małżonków poszanowanie sakramentu małżeństwa i bylibyśmy więcej posłuszni i ufni Bogu." Tylko naiwny albo ograniczony stawia takie tezy.
C:
cytat :)
3 marca 2013, 09:45
"Gdyby tak jak ks. Marek Dziewiecki wypowiadali się wszyscy duchowni katoliccy, mielibyśmy większe u małżonków poszanowanie sakramentu małżeństwa i bylibyśmy więcej posłuszni i ufni Bogu."
!
!
20 lutego 2013, 08:53
@~bratPolak Mocno musiała ci dokuczyć druga połowa...Ale żeby i rozum i wiarę ci odebrało...Szkoda... ...
B
bratPolak
20 lutego 2013, 08:34
@~Grzech,co robić-trwać w nim? Mocno musiała ci dokuczyć druga połowa...Ale żeby i rozum i wiarę ci odebrało...Szkoda...
P
ptyś
19 lutego 2013, 22:32
Jakaś sprzeczność? Przykazania wazniejsze i mniej ważne? Jezus przypomniał o najważniejszej zasadzie zawartej w Biblii: Przykazaniu miłości Boga i bliźniego. To miłość nadaje właściwy sens wszystkim innym przykazaniom. Bez miłości stają się one tylko bezdusznym czy nawet okrutnym paragrafem. „Gdzie się krzewi Prawo, tam się kończy miłość” – mawiał jeden z mądrych księży. Chrystus jest dokładnie tego samego zdania. Oto młoda kucharka przyniosła przepis na ptysie. Była przekonana, że może zaprosić koleżanki na herbatę i popisać się dobrymi ptysiami. Idealnie zrealizowała przepis, ale zamiast wysokich ciastek wyciągnęła z pieca okrągłe i ciągnące się jak guma placki. Wiedzieć, a umieć to wielka różnica. Znajomość książki kucharskiej nikogo nie czyni kucharzem. Tej sztuki trzeba się uczyć długo. Podobnie jest i z miłością. Jej też trzeba się uczyć długo Można umrzeć niedaleko Królestwa Bożego i nie osiągnąć zbawienia.
GR
Grzech,co robić-trwać w nim?
19 lutego 2013, 19:05
~Co robić z grzechem-trwać w ni Jak myślisz, czy „W Drodze” mogłoby opublikować analogiczny z punktu widzenia wiary i prawdy Bożych Przykazań tekst ks. Malińskiego (gdyby dajmy na to tak napisał :)) rozpatrujący nie tylko łamanie 6. Przykazania, ale np.: Łamanie 7 Przykazania: Ty musisz żyć w różnych powiązaniach, działaniach, które masz przed sobą jako fachowiec pracujący w swoim zawodzie, jako właściciel, kierownik, dyrektor, ty – jako matka, żona, babcia, jako pracownica, urzędniczka, pielęgniarka, lekarz. I w tych wszystkich innych działaniach musisz być człowiekiem. Przecież będziesz sądzony przez Pana Boga za całe życie. Nie wyłącznie za kradzieże samochodów jednego, drugiego czy trzeciego, ale za to, czyś był wielki albo mały, czyś był oszust albo uczciwy, czyś był pracowity albo leń, czyś był człowiekiem albo nieczłowiekiem. Łamanie 5 Przykazania: Ty musisz żyć w różnych powiązaniach, działaniach, które masz przed sobą jako fachowiec pracujący w swoim zawodzie, jako właściciel, kierownik, dyrektor, ty – jako matka, żona, babcia, jako pracownica, urzędniczka, pielęgniarka, lekarz. I w tych wszystkich innych działaniach musisz być człowiekiem. Przecież będziesz sądzony przez Pana Boga za całe życie. Nie wyłącznie za zabicie człowieka jednego, drugiego czy trzeciego, ale za to, czyś był wielki albo mały, czyś był oszust albo uczciwy, czyś był pracowity albo leń, czyś był człowiekiem albo nieczłowiekiem.
CR
Co robić z grzechem-trwać w ni
19 lutego 2013, 18:51
Jak myślisz, czy „W Drodze” mogłoby opublikować analogiczny z punktu widzenia wiary i prawdy Bożych Przykazań tekst ks. Malińskiego (gdyby dajmy na to tak napisał :)) rozpatrujący nie tylko łamanie 6. Przykazania, ale np.: Łamanie 7 Przykazania:  Ty musisz żyć w różnych powiązaniach, działaniach, które masz przed sobą jako fachowiec pracujący w swoim zawodzie, jako właściciel, kierownik, dyrektor, ty – jako matka, żona, babcia, jako pracownica, urzędniczka, pielęgniarka, lekarz. I w tych wszystkich innych działaniach musisz być człowiekiem. Przecież będziesz sądzony przez Pana Boga za całe życie. Nie wyłącznie za kradzieże samochodów jednego, drugiego czy trzeciego, ale za to, czyś był wielki albo mały, czyś był oszust albo uczciwy, czyś był pracowity albo leń, czyś był człowiekiem albo nieczłowiekiem. Łamanie 5 Przykazania: Ty musisz żyć w różnych powiązaniach, działaniach, które masz przed sobą jako fachowiec pracujący w swoim zawodzie, jako właściciel, kierownik, dyrektor, ty – jako matka, żona, babcia, jako pracownica, urzędniczka, pielęgniarka, lekarz. I w tych wszystkich innych działaniach musisz być człowiekiem. Przecież będziesz sądzony przez Pana Boga za całe życie. Nie wyłącznie za zabicie człowieka jednego, drugiego czy trzeciego, ale za to, czyś był wielki albo mały, czyś był oszust albo uczciwy, czyś był pracowity albo leń, czyś był człowiekiem albo nieczłowiekiem.
B
bratPolak
19 lutego 2013, 18:12
@~tak (śmieszne!) I nie bedzie sądu Bożego? I nie będzie człowiek oceniany za to, czy żył w ważnym, czy niewaznym małzeństwie? Świadome życie w nieważnie zawartym małzeństwie jest przecież grzechem! Ks. M. Maliński w artykule Do niesakramentalnych („W Drodze”, 9/265/1995) napisał m.in.: Ty musisz żyć w różnych powiązaniach, działaniach, które masz przed sobą jako fachowiec pracujący w swoim zawodzie, jako właściciel, kierownik, dyrektor, ty – jako matka, żona, babcia, jako pracownica, urzędniczka, pielęgniarka, lekarz. I w tych wszystkich innych działaniach musisz być człowiekiem. Przecież będziesz sądzony przez Pana Boga za całe życie. Nie wyłącznie za małżeństwo drugie czy trzecie, ale za to, czyś był wielki albo mały, czyś był oszust albo uczciwy, czyś był pracowity albo leń, czyś był człowiekiem albo nieczłowiekiem. Dedykuję te słowa wszystkim "bardziej świętym od Papieża".
N
nie
19 lutego 2013, 15:50
W Niebie będą związki partnerskie :) Znaczy, że NIESAKRAMENTALNE!?!?! Tylko njapierw trzeba sie tam załapać :(
T
tak
19 lutego 2013, 15:26
Myślisz, ze Bóg potraktuje jej małzeństwo za ważne tylko dlatego, że nia ma wyroku? ...  Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie I nie bedzie sądu Bożego? I nie będzie człowiek oceniany za to, czy żył w ważnym, czy niewaznym małzeństwie? Świadome życie w nieważnie zawartym małzeństwie jest przecież grzechem! A to co bez zwiazku z powyzszym bez sensu cytujesz dotyczy innej kwestii. Była to odpowiedź Jezusa do pytania o kobietę, która w swoim życiu wielokrotnie była zamężna- czyją żoną będzie w niebie (Ew. Mateusza 22.23-28)? Związków małżeńskich jak widać w niebie nie będzie. Nie oznacza to jednak, że mąż i żona nie będą się w niebie znali. To również nie oznacza, że mąż i żona nie będą mogli mieć w niebie bliskiej relacji. To, na co zdaje się wskazywać ten fragment dotyczy tego, że mąż i żona nie będą w niebie w związku małżeńskim. W Niebie będą związki partnerskie :)
M2
MT 22;30
19 lutego 2013, 12:14
Myślisz, ze Bóg potraktuje jej małzeństwo za ważne tylko dlatego, że nia ma wyroku? ...  Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie [url]http://www.nonpossumus.pl/ps/Mt/22.php[/url]
B
bratPolak
19 lutego 2013, 12:06
@~prośba (ciekawe, że trzeba zezwalać na działalność wspólnoty, która propaguje zachowanie wierności..(!) Mało wiesz na temat funkcjonowania Kościoła... Więc lepiej nie zabieraj głosu w dyskusji. Ewentualnie zadawaj grzecznie pytania.
N
nie
19 lutego 2013, 12:06
@prośba Starożytni mędrcy mawiali: "Nihil agendo homines male agere discunt". Sentencję tę można przetłumaczyć następująco: "Nic nie robiąc, ludzie uczą się czynić źle". Lenistwo zatem sprowadza człowieka na złą drogę i jest grzechem. Wielu ludziom wierzącym często wydaje się, że lenistwo niekoniecznie musi być traktowane na równi z takimi grzechami, jak np.: pycha, gniew czy nieczystość. Chrześcijańska moralność postrzega jednak człowieka w o wiele szerszej perspektywie, w której lenistwo zarówno duchowe, jak i fizyczne ogałaca go z istoty jego człowieczeństwa. Bądź człowiekiem i nie leń się, kliknij: [url]http://sychar-news.blogspot.com/2011/08/robocze-spotkanie-z-ks-biskupem.html[/url] [url]http://sychar-news.blogspot.com/2012/05/spotkanie-z-ksiedzem-biskupem-andrzejem.html[/url] [url]http://sychar-rekolekcje.blogspot.com/2011/11/gora-sw-anny-28-30-pazdziernik-2011.html[/url] [url]http://www.sychar.org/media/artykul/gosc-opole-2011.11.13-rekolekcje.pdf[/url]
P
prośba
19 lutego 2013, 11:07
W linku, który podano niżej, jest tylko mowa, że biskup Czaja zezwala na działalność wspólnoty Sychar i udziela jej błogosławieństwa. (ciekawe, że trzeba zezwalać na działalność wspólnoty, która propaguje zachowanie wierności..(!) Natomiast nie ma mowy, że biskup chce się osobiście spotkać z takimi ludźmi.
N
nie
19 lutego 2013, 08:52
Samotnym matkom i porzuconym dzieciom też byłoby miło, gdyby biskup ich zauważył Zamiast ciągle wylewac żółć, zamiast obrażać - zainteresuj się tematem, poszukaj, poczytaj, np to [url]http://www.sychar.org/pismo/blogoslawienstwo/Bp-Andrzej-Czaja-2010.12.02.JPG[/url]
T
tak
19 lutego 2013, 08:32
nie jest małżeństwem jeśli zostanie to udowodnione w sądzie duchownym, a nie według widzimisia trolla-ponadgeniusza do tego czasu  cały czas JEST MAŁŻEŃSTWEM SAKRAMENTALNYM. ----- Zapomniałeś robaczku o jednym "drobiazgu". Jest jeszcze Bóg. Bóg wie, jak jest naprawdę, Bóg nie potrzebuje sądów duchownych. Wyobraź sobie, że osoba która zawarła nieważnie ślub umiera. Nie zdążyła uzyskać sądowego orzecznia niewazności. Myślisz, ze Bóg potraktuje jej małzeństwo za ważne tylko dlatego, że nia ma wyroku?
P
prośba
19 lutego 2013, 07:19
Biskup Czaja ogłosił w liscie pasterskim na Wielki Post 2013 roku,  ze spotka się ze związkami niesakramentalnymi aby udzielić im b logosławieństwa... Wyróżnił tylko tę grupę grzeszników, ofiarując im swój czas i spotkanie... A gdzie inni? W kolejce na spotkanie z biskupem ( i na publiczne ogłoszenie o tym) czekają też np. aklkoholicy, złodzieje, aborcjoniści i innej maści grzesznicy. Samotnym matkom i porzuconym dzieciom też byłoby miło, gdyby biskup ich zauważył
DT
do trola-ponadgeniusza
19 lutego 2013, 06:14
nieważnie zawarte nie jest małżeństwem sakramentalnym trolu-geniuszu! ... do TROLLA-ponadgeniusza: nie jest małżeństwem jeśli zostanie to udowodnione w sądzie duchownym, a nie według widzimisia trolla-ponadgeniusza do tego czasu  cały czas JEST MAŁŻEŃSTWEM SAKRAMENTALNYM.
T
tak
19 lutego 2013, 05:55
Wierzę w uzdrowienie każdego sakramentalnego małżeństwa ważnie zawartego. Jesli nie dodasz "ważnie zawartego" możesz ratować, a nic nie wyjdzie z tego. Ratuje się ważnie zawarte małżeństwo sakramentalne.
T
tak
19 lutego 2013, 00:53
Wierzę w uzdrowienie każdego sakramentalnego małżeństwa ważnie zawartego - należało dodać! ... nieważnie zawarte nie jest małżeństwem sakramentalnym trolu-geniuszu!
:
:)
18 lutego 2013, 23:50
Wierzę w uzdrowienie każdego sakramentalnego małżeństwa ... ważnie zawartego - należało dodać!
P
polecam
18 lutego 2013, 23:48
źródło samo się obroni, bo jest na 100 % wiarygodne niż klony i niz bratyPolaki
Ź
źródło:
18 lutego 2013, 23:47
[url]http://www.milujciesie.org.pl/nr/ruch_wiernych_serc/wiernosc_pomimo_niewiernosci.html[/url]
B
bratPolak
18 lutego 2013, 23:23
@~Wierność pomimo niewierności Mając tyle do powiedzenia w temacie związków niesakramentalnych byłbyś bardziej wiarygodny podpisując się konkretnym nickiem, np. X.Maciej... ("zwykli śmiertelnicy" nie mają szans na taki duży tekst w jednym poście). Używając nicka modnego wśród klonów i troli narażasz się na zlekceważenie wysuwanych argumentów...
WP
Wierność pomimo niewierności
18 lutego 2013, 23:08
„Pokusa, która was ogarnęła, nie przekracza ludzkich możliwości. Bóg jest wierny i nie pozwoli, abyście byli kuszeni ponad siły, lecz dopuszczając pokusę, równocześnie wskaże wyjście z niej, abyście mogli ją przezwyciężyć” (1 Kor 10, 13). Przyzwyczailiśmy się do pewnych nienormalności na tyle, że przestaliśmy zauważać Niezmienną Wolę Boga dotyczącą naszych małżeństw. Wola ta jest jednoznaczna od samego początku stworzenia. Już w pierwszym dniu istnienia człowieka Bóg ustanowił małżeństwo jako nierozerwalny związek mężczyzny i kobiety. Jak dotąd Bóg nie zmienił zdania w tej materii – i nie zanosi się na to, by kiedykolwiek miał je zmienić. Nie zmienił zdania także i Kościół, który naucza, że „małżeństwo zawarte i dopełnione nie może być rozwiązane żadną ludzką władzą i z żadnej przyczyny, oprócz śmierci” (KKK 2382). „Fakt zawarcia nowego związku, choćby był uznany przez prawo cywilne, powiększa jeszcze bardziej ciężar rozbicia; stawia bowiem współmałżonka żyjącego w nowym związku w sytuacji publicznego i trwałego cudzołóstwa” (KKK 2384). Święty Bazyli, wypowiadając się na temat związków niesakramentalnych, w które angażują się osoby rozwiedzione, wyjaśnił słowa Jezusa z Ewangelii wg św. Łukasza (16, 18): „Jeśli mąż, odłączywszy się od swojej żony, łączy się z inną kobietą, sam jest cudzołożnikiem, ponieważ każe popełniać cudzołóstwo tej kobiecie; także kobieta, która mieszka z nim, jest cudzołożnicą, ponieważ pociągnęła do siebie męża innej kobiety” (cyt. za KKK 2384). Miejmy odwagę nazwać rzeczy po imieniu: związek niesakramentalny osób ochrzczonych jest po prostu związkiem cudzołożników, często usankcjonowanym przez bezbożne prawo cywilne. I jeśli prawdziwie troszczymy się o dobro tych ludzi, którzy zdecydowali się na trwałe publiczne cudzołóstwo, powinniśmy w duszpasterstwie w sposób jasny i jednoznaczny głosić prawdę o grzechu cudzołóstwa. Dzięki temu łatwiej będzie rozeznawać i duszpasterzom, i wiernym, że pierwszą i podstawową troską duszpasterstwa są małżeństwa sakramentalne, nawet te rozbite, a dopiero potem ludzie, którzy świadomie i dobrowolnie decydują się na trwanie w grzechu. Łatwiej będzie również osobom stojącym przed pokusą: zostałem zdradzony – czy mam trwać w wierności pomimo niewierności, czy zanurzyć się w grzech trwałego cudzołóstwa? Nazwany po imieniu grzech jest znacznie mniej atrakcyjny i nie tworzy złudzenia rozwiązania problemu samotności... Zdaję sobie sprawę z tego, jak wielka jest pokusa utworzenia nowego związku. Człowiek jest spragniony miłości, zrozumienia i pocieszenia i łudzi się, że nowy związek to pragnienie zaspokoi. Wierzę jednak w wierność Boga, który obiecał nie dopuścić do nas pokusy przekraczającej nasze możliwości. Bóg wskazuje drogę wyjścia z pokusy i trwania w świętości. Wystarczy pójść za głosem Boga i uznać, że On lepiej wie, co dla nas jest dobre...
JD
Jedyna Droga
18 lutego 2013, 23:05
[url]http://www.milujciesie.org.pl/nr/ruch_wiernych_serc/przebaczenie_jedyna_droga.html[/url]
:
:)
18 lutego 2013, 22:45
Dlaczego więc biskup pisze, że stanu życia w związku niesakramentalnym "nie można uzdrowić"? Może przez zanikanie poczucia grzechu i brak mobilizacji, o czym wspomina w w/w fragmencie?  ... Można, można, a nawet trzeba! - tylko trzeba mieć: wiarę, środki, pomoc, sposoby, milość, Miłość Bożą, itp. itd... a to potem już sił też trzeba. Trzeba się spowiadać często, żeby nie stracić wiary, nadziei i miłości!! Wierzę w uzdrowienie każdego sakramentalnego małżeństwa. Znam uzdrowienia w otoczeniu, dlatego piszę o tym. Księża mniej wierzą, dlatego są takie oto niekonsekwencje w wypowiadaniu słów, nawet przez biskupa! Biskup też człowiek! Machnął się!
A
abdykować!
18 lutego 2013, 21:39
Bp. Czaja powinien wziąć przykład z B16 i abdykowac!
N
niekonsekwencja
18 lutego 2013, 17:49
fragment listu biskupa Opolskiego: ".... coraz bardziej zanika poczucie grzechu, zatracamy wrażliwość sumienia, niknie duch walki z grzechem i brakuje mobilizacji do pracy nad sobą. W konsekwencji jesteśmy coraz mniej czujni i przypominamy coraz bardziej uczniów Jezusa, którzy w ogrodzie Getsemani posnęli zamiast czuwać i modlić się. Niestety, ta nasza ospałość, zobojętnienie, życie w myśl zasady „jakoś to będzie”, stanowią najdogodniejsze warunki i czas dla działania mocy ciemności w świecie..... Trzeba więc wrócić do nazywania grzechu po imieniu. Zło będzie zawsze złem i nie zmienią tego nasze komentarze i retusze. Określone uwarunkowania czy okoliczności mogą jedynie wpływać na ciężar winy tak, że będziemy mieć do czynienia z grzechem powszednim lub ciężkim, inaczej śmiertelnym...'" Dlaczego więc biskup pisze, że stanu życia w związku niesakramentalnym "nie można uzdrowić"?  Może przez zanikanie poczucia grzechu i brak mobilizacji, o czym wspomina w w/w fragmencie?
N
nie
18 lutego 2013, 17:25
Dobrze, że nie mieszkam w diecezji opolskiej...
MI
Miłość i odpowiedzialność
18 lutego 2013, 15:46
~Jarek 2013-02-18 11:27:14 napisał: "A może po prostu rozwiązanie jest bardzo proste - nie pobłądził ani za jednym, ani za drugim razem". ZGADZAM się z Jarkiem. Ks. biskup zwraca się do osób żyjących w drugich niesakramentalnych związkach pisząc wyraźnie o fakcie „że stanu życia w związku niesakramentalnym nie można uzdrowić” i zapewnia o swojej trosce  i szczerej woli wspierania. I tu może ktoś słusznie zapytać: wspierania w czym? Wspierania w trwaniu i uzdrawianiu niesakramentalnego związku? No nie, bo byłoby to sprzeczne z tym, co w tym samym zdaniu ks. biskup napisał na początku „że stanu życia w związku niesakramentalnym nie można uzdrowić”.  A więc o jakim wsparciu może chodzić ks. biskupowi? List jest pisany na Wielki Post 2013 - [url]http://www.diecezja.opole.pl/wiadomosci/listy-pasterskie/biskupa-opolskiego-andrzeja-czai/1962-list-biskupa-opolskiego-na-wielki-post-2013[/url] . Nie trudno odczytać, że chodzi o takie wsparcie, które ma pomagać w rozwoju duchowym, w nawróceniu. Ksiądz biskup pisze nie o błogosławieństwie dla niesakramentalnego związku czy błogosławieniu niesakramentalnemu związkowi, lecz o takim błogosławieństwie, które należy się każdemu grzesznikowi, nie tylko temu, który żyje w grzechu cudzołóstwa. „Błogosławcie tych, którzy was prześladują. Błogosławcie, a nie złorzeczcie” (Rz 12, 14).
J
Jarek
18 lutego 2013, 11:27
@~carmen a biskup nie może błądzić? Pewnie, że może... jak każdy człowiek. Pytanie tylko kiedy zbłądził - jak udzielił szczególnego błogosławieństwa niesakramentalnym czy jak udzielił błogosławieństwa Wspólnocie Trudnych Małżeństw "Sychar"?? http://www.galeria.sychar.nazwa.pl/blogoslawienstwa/f5de5da26549204d4a776a5d07e1823b.jpg.php A może po prostu rozwiązanie jest bardzo proste - nie pobłądził ani za jednym, ani za drugim razem.
C
carmen
18 lutego 2013, 11:02
@opolanka a biskup nie może błądzić? wierzyć to może wierzy, ale niekoniecznie w Boga Bibiii nie tacy ludzie w KK pobłądzili
O
opolanka
18 lutego 2013, 10:37
Biskup Opolski do "niesakramentalnych" /fragment listu pasterskiego na Wielki Post 2013/ Natomiast Was, których bardzo boli fakt, że stanu życia w związku niesakramentalnym nie można uzdrowić, zapewniam o mojej trosce i szczerej woli wspierania. Wiem, jak bardzo głodni jesteście sakramentalnej łaski pojednania z Bogiem i komunikowania Jezusa podczas Eucharystii. Boleję nad tym razem z Wami. Proponuję Wam wspólne spotkanie modlitewne w Niedzielę Palmową, w kościele seminaryjnym w Opolu. Chciałbym się z Wami przełamać słowem Pańskim, razem pomodlić i udzielić Wam szczególnego błogosławieństwa. Wg Tomasza i innych mu podobnych bp. Czaja pewnie nie wierzy w Boga i będzie po świętokradzku błogosławić
?
?
15 lutego 2013, 12:12
NALEZY ZLIKWIDOWAC MOZLIWOSC ORZEKANIA PRZEZ SĄDY KOSCIELNE NIEWAZNOSCI MAŁZEŃSTWA!!! vs DOŚĆ KRZYWDZENIA ZDRADZANYCH ŻON!!! ... a co ma jedno do drugiego?
A
antytroll
15 lutego 2013, 11:59
Strasznie szybko się trolle tu rozmnazaja. Ciekawe, czy pochodzą ze zdrady czy z prawego łoza. Czekam na postulaty w rodzaju NALEZY ZLIKWIDOWAC MOZLIWOSC ORZEKANIA PRZEZ SĄDY KOSCIELNE NIEWAZNOSCI MAŁZEŃSTWA!!! DOŚĆ KRZYWDZENIA ZDRADZANYCH ŻON!!! moze trolle napiszą po Wielkanocy petycje do nowego Papieża w tej sprawie?
DZ
dzięki za odpowiedź
15 lutego 2013, 11:37
Zwłaszcza, że - UWAGA >>>> tylko jedna strona może brać udział w zeznaniach w sądzie duchownym!!! Ta strona, której zależy (bo ma już nowe życie ułożone z kochanka/kochankiem!!) W tym wypadku sąd nie patrzy, że jeden wierny, a ten co chce stwierdzenia ważności jest już daawno i wciąż NIEWIERNY... To nie ma znaczenia dla sądu, a to chyba szkoda...
DZ
dzięki za odpowiedź
15 lutego 2013, 11:36
 Zwłaszcza, że - UWAGA >>>> tylko jedna strona może brać udział w zeznaniach w sądzie duchownym!!! Ta strona, której zależy (bo ma już nowe życie ułożone z kochanka/kochankiem!! W tym wypadku są nie patrzy, że jeden wierny, a ten co chce stwierdzenia ważności jest juz dawno NIEWIERNY... To nie ma znaczenia dla sądu, a chyba szkoda... ...
DZ
dzięki za odpowiedź
15 lutego 2013, 11:34
"Ja … biorę Ciebie … za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Zawsze aktualna i obowiązująca, aż do śmierci... także po zdradzie albo gdy współmałzonek jest w nowym związku... Dzieci w nowym związku również z niej nie zwalniają. Przestaje ona obowiązywać tylko w przypadku, gdy przez sąd biskupi zostanie stwierdzona nieważność małżeństwa i to też pod warunkiem, że decyzja sędziów duchownych opiera się na prawdziwych zeznaniach. A wiadomym jest, że są kancelarie adwokackie, które biorą pieniądze za to, żeby skutecznie pomagać w uzyskaniu stwierdzenia nieważności, specjalizując się w kombinowaniu jak oszukać Pana Boga i sędziów... ... Dzięki za odp. Mam podobne zdanie. W dodatku możnaby zadać pytanie jeszcze: czy tylko kancelarie adwokackie świeckie? Przecież w sądzie duchownym też można powiedzieć coś pod kątem "rozwiązania" sakramentu. Zwłaszcza, że - UWAGA >>>> tylko jedna strona może brać udział w zeznaniach w sądzie duchownym!!!
PM
Przysięga małżeńska
15 lutego 2013, 11:12
"Ja … biorę Ciebie … za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."   Zawsze aktualna i obowiązująca, aż do śmierci... także po zdradzie albo gdy współmałzonek jest w nowym związku... Dzieci w nowym związku również z niej nie zwalniają.  Przestaje ona obowiązywać tylko w przypadku, gdy przez sąd biskupi zostanie stwierdzona nieważność małżeństwa i to też pod warunkiem, że decyzja sędziów duchownych opiera się na prawdziwych zeznaniach. A wiadomym jest, że są kancelarie adwokackie, które biorą pieniądze za to, żeby skutecznie pomagać w uzyskaniu stwierdzenia nieważności, specjalizując się w kombinowaniu jak oszukać Pana Boga i sędziów...
.
...
15 lutego 2013, 11:01
Takie wyłudzone, oparte na kłamstwie stwierdzenie nieważności jest przed BOGIEM nieważne! To oczywista oczywistość.  Tylko po co katolikowi takie wyłudznie niewazności? To tak, jakby w spowiedzi zataił grzechy, po co taka spowiedż? Stwierdznie niewaznosci małzeństwa sakramentalnego nie ma zadnych skutków cywilno-prawnych. To kwestia relacji człowiek-Bóg.
T
tak...
15 lutego 2013, 10:52
Trzeba tu jeszcze dodać, że sakrament - wynika z wyrażenia publicznie autentycznej, wewnętrznej decyzji o zawarciu małżeństwa. Tej decyzji – wolnej, świadomej, nieprzymuszonej – nieraz brakuje. Jeśli jej nie było, sąd kościelny może i powinien uznać małżeństwo za nieważnie zawarte. ... Tej decyzji – wolnej, świadomej, nieprzymuszonej – nieraz brakuje. No właśnie. Brakuje, bo sobie skłamał. Na jedno wychodzi?
PM
Przysiega małżeńska
15 lutego 2013, 10:37
Trzeba tu jeszcze dodać, że sakrament nie wiąże małżonków mechanicznie na skutek wypowiedzenia pewnych formuł w obecności księdza, ale wynika z wyrażenia publicznie autentycznej, wewnętrznej decyzji o zawarciu małżeństwa. Tej decyzji – wolnej, świadomej, nieprzymuszonej – nieraz brakuje. Jeśli jej nie było, sąd kościelny może i powinien uznać małżeństwo za nieważnie zawarte.
PM
Przysięga małżeńska
15 lutego 2013, 10:14
To czy skłamał czy nie to jedynie na 100% może wiedzieć małżonek-kłamca i Pan Bóg. A sąd duchowny potrzebuje mieć dowody, aby stwierdzić prawdę. Gdyby oprzec się tylko słowach małżonka, który TWIERDZI, ŻE skłamał - to za mało. Zbyt dużo byłoby nadużyć, wyłudzeń stwierdzenia nieważności, które otwierają drogę w Kościele do nowego związku... Ludzi można oszukać, Pana Boga, który wszystko wie - nie da się! Takie wyłudzone, oparte na kłamstwie stwierdzenie nieważności jest przed BOGIEM nieważne!
PM
Przysięga małżeńska
15 lutego 2013, 10:10
To czy skłamał czy nie to jedynie na 100% może wiedzieć małżonek-kłamca i Pan Bóg. A sąd duchowny potrzebuje mieć dowody, aby stwierdzić prawdę. Gdyby oprzec się tylko słowach małżonka, który skłamał - to za mało. Zbyt dużo byłoby nadużyć, wyłudzeń stwierdzenia nieważności, które otwieraja do droge w Kościele do nowego zwiazku... Ludzi można oszukać, Pana Boga, który wszystko wie - nie da się... Takie wyłudzone, oparte na kłamstwie stwierdzenie nieważności jest... nieważne...
T?
tak ?
15 lutego 2013, 09:43
"Ja … biorę Ciebie … za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Zawsze aktualna i obowiązująca, aż do śmierci... także po zdradzie albo gdy współmałzonek jest w nowym związku... Dzieci w nowym związku również z niej nie zwalniają. ... Podobno jest coś takiego, że jak jeden z małzonków kłamał przy Ołtarzu, to można iść z tym do sądu duchownego.
PM
Przysięga małżeńska
15 lutego 2013, 08:37
"Ja … biorę Ciebie … za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Zawsze aktualna i obowiązująca, aż do śmierci... także po zdradzie albo gdy współmałzonek jest w nowym związku... Dzieci w nowym związku również z niej nie zwalniają.
Ś
świadectwo
14 lutego 2013, 17:35
Mają po 30 lat i 4 dzieci. Chcą mieć więcej! W wieku 20 lat, w czasie studiów, zawarli związek małżeński i ciągle są w sobie zakochani i szczęśliwi, choć ich miłość przeszła wiele prób! Posłuchaj niezwykłej historii miłości Beaty i Tomka Mądrych [url]http://www.youtube.com/watch?v=OysdlD1zzsc[/url] Realizacja: ks. Sławomir Kostrzewa
IS
ideał sięgnął bruku
14 lutego 2013, 14:44
"lepiej ci niezdolni do małżeństwa niech się zaspokajają sami, a nie ranią innych swoją bezmyslnością i brakiem mózgu." "Małżeństwo to nie tylko seksualne wyuzdanie, a właściwie to wcale nie jest wyuzdanie seksualne." "Ktoś, kto zdradza jest niedorozwinięty umysłowo" "chłop powinien używać rozumu w każdej sytuacji, zwłaszcza jednak jak ma żonę, dzieci. Taki nie ma prawa nazywać siebie mężczyzną i ojcem, jeśli zdradza." /złote mysli gorliwych katolików (baby? chłopy?) w czasie Wielkiego Postu. Żenada/
S
somebody
14 lutego 2013, 11:40
 Dzieci nie są lepsze czy gorsze, bo są zawsze niewinne i nikt ich w ten spos ob nie dzieli. A i owszem, nobody rożnicuje cierpienie, chocby wtedy gdy napisało: Widać, ze nie jesteś zdradzoną żoną...., Żona cierpi bardziej niż to dziecko a potem (uzasadniając powyzsze): na cierpienie porzuconej żony nakłada się również cierpienie jej dzieci ...dlatego jest ono zwielokrotnione i bardziej dotkliwe. Poza tym jest to też cierpienie kilku osób niewinnych. (w domysle: dzieci) O cierpieniu dziecka "ze zdrady" nobody nic nie napisało, uznając widocznie, że nie ma o czym pisac, skoro dziecko to ma poza tym zazwyczaj jeszcze matkę, która się o niego troszczy Tak jakby matka (ta kobieta porzucona i zdradzona) nie troszczyła się o swoje dzieci W żaden sposób nie usprawiedliwiam ani nie namawiam do zdrady. Zachecam do czytania ze zrozumieniem.
R
renata
14 lutego 2013, 10:51
"....Dziecko...To winne (ze zdrady) pewnie wyłącznie uszczesliwia swoją matkę i nie zwielokrotnia jej cierpienia. Co ja pisze: ona nie ma praw cierpieć!..." Cóż, kobieta, która idzie do łóżka z żonatym mężczyzną i potem rodzi dziecko na pewno też cierpi, gdy mężczyzna ją zostawi i wróci do żony. Ale... czy uważasz, że powinno być inaczej, czyli że to żona ma cierpieć, a jej mąż ma mieszkać z kochanką? Szczerze mówiąc nie żałuję takich kochanek i im nie współczuję, bo wiedziały, że nie mają prawa do cudzego męża i same naraziły swoje dzieci na cierpienie.
R
renata
14 lutego 2013, 10:29
Sambody, . Dzieci nie są lepsze czy gorsze, bo są zawsze niewinne i nikt ich w ten spos ob nie dzieli. Ale te dzieci nie mogą być usprawiedliwieniem do łamania przysięgi małżeńskiej i życia z kochanką. Winny cierpień jest tylko zdradzający Jesli nie jesteś zdradzoną żoną pozostawioną z dziećmi to nie oceniaj cierpienia takich osób i ich nie obrażaj. Sama znam przypadek samobójstwa zdradzonej żony, a takich tragedii jest wiele. Lepiej sam Posyp głowę popiołem
DM
do małp i ludzi
14 lutego 2013, 09:54
Czyście powariowali?!? Chcecie bronić prawa do zdradzania? To lepiej ci niezdolni do małżeństwa niech się zaspokajają sami, a nie ranią innych swoją bezmyslnością i brakiem mózgu. Małżeństwo to nie tylko seksualne wyuzdanie, a właściwie to wcale nie jest wyuzdanie seksualne. Małżeństwo to miłość. Jesli jesteś niezdolny człowieku czy małpo bezmyślna (ciekawe ktoś siebie porównuje do małpy, brak słów), to jak najdalej od ludzi się trzymaj.
D@
do @małpy
14 lutego 2013, 09:47
Po to Bóg dał ci rozum małpo? Wstydź się.
D@
do @małp
14 lutego 2013, 09:45
Gratuluję małpo.
A
animal
14 lutego 2013, 08:39
widzisz sam nazywasz siebie animal, znaczy zwierzęcy. Dopóki człowiek zachowuje się jak zwierzę (gorzej, bo zwierzęta nie zdradzają), to brak słów. Jestem małpą, dżeladem. My zwierzeta też zdradzamy,  dość swobodnie rozprzestrzeniamy nasz materiał genetyczny. W moim gatunku im więcej mam partnerek tym wiekszym ciesze sie powazaniem jako samiec. Od ludzi rózni nas miedzy innymi to, że nie potrafimy pisac głupot na internetowych forach. tak wyglądam: [url]http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje/ciekawoski,49/dzelady-zdradzaja-jak-ludzie-podobnie-zdrady-ukrywaja,76248,1,0.html[/url]
ZJ
zwięrzę jesteś?
14 lutego 2013, 02:57
do @animal widzisz sam nazywasz siebie animal, znaczy zwierzęcy. Dopóki człowiek zachowuje się jak zwierzę (gorzej, bo zwierzęta nie zdradzają), to brak słów. Jesteś chłopem jak sądzę, a chłop powinien używać rozumu w każdej sytuacji, zwłaszcza jednak jak ma żonę, dzieci. Taki nie ma prawa nazywać siebie mężczyzną i ojcem, jeśli zdradza.
ZJ
zwięrzę jesteś?
14 lutego 2013, 02:56
do @animal widzisz sam nazywasz siebie animal, znaczy zwierzęcy. Dopóki człowiek zachowuje się jak zwierzę (gorzej, bo zwierzęta nie zdradzają), to brak słów. Jesteś chłopem jak sądzę, a chłop powinien używać rozumu w każdej sytuacji, zwłaszcza jednak jak ma żonę, dzieci. Taki nie ma prawa nazywać siebie mężczyzną i ojcem.
ZD
za deon.pl
14 lutego 2013, 01:23
Czy są szanse na udane życie małżeńskie po tym, jak jedno z małżonków dopuściło się zdrady? Największe szanse na pojednanie są wtedy, gdy zdrada była chwilą słabości – wbrew całej szlachetnej wcześniejszej postawie – jak u Piotra, który zaparł się Jezusa. Wtedy jest potworny ból, ale możliwe staje się radykalne nawrócenie i odzyskanie miłości. Nie ma takiego grzechu czy kryzysu, z którego nie byłoby już drogi powrotu. Jeśli natomiast zdrada była rezultatem egoizmu i wyuzdania na co dzień, albo jeśli zdradzająca osoba brnie na tej drodze, kłamiąc, oszukując także samego siebie, to wtedy zaczyna iść drogą przekleństwa i śmierci. Warunkiem nowego życia jest nie tylko przebaczenie ze strony osoby pokrzywdzonej, ale przede wszystkim żal, nawrócenie i powrót do miłości. Żal z powodu zdrady nie powinien wynikać ze strachu, ale właśnie z miłości. Jeśli ktoś ze strachu chce się zmienić, to strach – podobnie jak kłamstwo – ma krótkie nogi. Nawrócenie jest możliwe wtedy, gdy krzywdziciel uświadamia sobie, że zadał ból nie tylko małżonkowi i dzieciom, ale też Bogu, którego powołał na świadka swojej przysięgi małżeńskiej. [url]http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/ona-i-on/art,113,dlaczego-zdradzilem-zone.html[/url]
A
animal
14 lutego 2013, 01:07
pisząc takie bzdury również zdradzasz! objawy niedorozwoju umysłowego!
C
człowiek
13 lutego 2013, 23:31
  Ktoś, kto zdradza jest niedorozwinięty umysłowo. Człowiek dojrzały nie zdradza! Nie ma więc dzieci pozamałżeńskich, którym gotuje piekło na ziemi. Ludzie, przestańcie zdradzać! Gorzej niż zwierzęta. Hańba dla was.  
S
somebody
13 lutego 2013, 23:04
@nobody Główka popiołem posypana, mozna dalej harcować? Dzielisz dzieci na lepsze i gorsze, przy czym manipulujesz: porzucona żona ma dzieci (dwoje, troje, czworo?) dziecko ze zdrady (to gorsze) jest jedno... a jakby były bliźniaki, to co? Dzieci małzeńskie są niewinne w odróznieniu od "dziecka ze zdrady", które  jest owocem grzechu. Cóż to za okropne okreslenie: "dziecko ze zdrady". Te niewinne zwielokratniają cierpienie matki. To winne (ze zdrady) pewnie wyłącznie uszczesliwia swoją matkę i nie zwielokrotnia jej cierpienia. Co ja pisze: ona nie ma praw cierpieć! To dziecko "ze zdrady" ma zwykle też matkę ( eureka!), która się o niego troszczy, powinno więc być bezdyskusyjnie szczesliwe, brak ojca nie powinien mu w zaden sposób zakłócać beztroskiego dzieciństwa. Natomiast brak męża i ojca jest  dotkliwy dla porzuconych dzieci i ich porzuconej matki. W dalszym ciagu dzielisz dzieci na lepsze i gorsze, te niewinne i winne. Przeliczasz cierpienie na liczbe osób. Obrzydliwa buchalteria!
TM
tylko modlitwa
13 lutego 2013, 19:40
W kryzysie wiary jest też przewodniczący papieskiej rady ds. rodziny. Dlaczego milczycie?! ... modlitwa
K
kuriozum
13 lutego 2013, 15:22
W kryzysie wiary jest też przewodniczący papieskiej rady ds. rodziny. Dlaczego milczycie?!
N
nobody
13 lutego 2013, 14:44
bezzasadnie?? Widać, ze nie jesteś zdradzoną żoną...., Żona cierpi bardziej niż to dziecko Masz jakiś przyrząd do mierzenia cierpienia? Cierpienie dzieci to cierpienie istot niewinnych, które nie mogą sobie wytłumaczyć jego sensu. Cierpienie jest tajemnicą, misterium znanym tylko Bogu. Nie widzisz, że na cierpienie porzuconej żony nakłada się również cierpienie jej dzieci? Dlatego jest ono zwielokrotnione i bardziej dotkliwe. Poza tym jest to też cierpienie kilku osób niewinnych. Dziecko ze zdrady ma poza tym zazwyczaj jeszcze matkę, która się o niego troszczy. O porzuconą żonę (zwykle w głębokiej depresji) i jej dzieci nikt się nie troszczy
A
ad2013
13 lutego 2013, 01:36
bracie Polaku, rzeczywiście Jezus nie potępiał celników ani nierządnic, podchodził do nich z miłością i bez potępienia, jednak należy równocześnie pamiętać, że po spotkaniu z Nim doświadczali oni przemiany i porzucali swój dawny sposób życia (oczywiście Ci, którzy tego szczerym sercem pragnęli). "Idź, lecz odtąd już nie grzesz" (J 8, 11). Życzę Tobie również udanego Wielkiego Postu, oby zrodził dobre owoce w Twoim życiu (nie dopiszę słowa "wreszcie", ponieważ nie znam Cię i nie zamierzam oceniać Twej relacji z Panem Bogiem). :)
NT
nożyce Tomasza
13 lutego 2013, 01:26
uderz w stół a odezwą się...
ŚW
śmiechu warte
13 lutego 2013, 00:47
Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik; zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Bzdura, nigdzie Tomasz tak nie pisał, nigdzie taki nie byl, nigdy tego nie sugerował. Jesteście nieźle zaślepieni.
B
bratPolak
13 lutego 2013, 00:11
@TomaszL Życzę zagubionym w różnych związkach „niesakramentalnych” powrotu do małżeństw, Zagubiony to jesteś TY! W labiryncie przykazań,przepisów, cytatów zgubiłeś zdolność stania przed Panem w postawie celnika - a tak stają najczęściej małżonkowie niesakramentalni... Oby kolejny Wielki Post w Twoim życiu zrodził wreszcie dobre owoce!
LS
le sz
12 lutego 2013, 22:57
Przed nami Wielki Post. Czas przemiany. Życzę wszystkim, aby w tym szczególnym okresie nawrócili się, aby prostowali ścieżki swojego życia. --- Z wzajemnością. I z zaakcentowaniem, że chodzi tu o prostowanie ścieżek SWOJEGO  a nie cudzego życia. Życzę zagubionym w różnych związkach „niesakramentalnych” powrotu do małżeństw, a małżonkom przezywającym trudności, aby w tym czasie wzmocnili swoją wzajemną miłość. --- Dołączając się do w/w życzeń, życzę również wszystkim tym pozostającym w związkach sakramentalnych, aby w stosunku do tych zagubionych i zaplątanych w związki niesakramentalne nie prezentowali postawy faryzeusza który stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik; zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. (Łk 18,11-13) Życzmy sobie abyśmy zawsze potrafili identyfikować się przede wszystkim z w/w postawą celnika, a nie błogo zadowolonego ze swojej religijności faryzeusza. Wieli Post to czas wyciszenia, czas odejścia od sporów i dyskusji. Do zobaczenia w kwietniu. --- Dla mnie Wielki Post to nie tylko czas wyciszenia ale i refleksji.
LS
le sz
12 lutego 2013, 22:10
bezzasadnie?? Widać, ze nie jesteś zdradzoną żoną...., Żona cierpi bardziej niż to dziecko Masz jakiś przyrząd do mierzenia cierpienia? Cierpienie dzieci to cierpienie istot niewinnych, które nie mogą sobie wytłumaczyć jego sensu. Cierpienie jest tajemnicą, misterium znanym tylko Bogu. --- Zapewne oprócz posiadania w/w przrządu jest jeszcze również i zdradzoną żoną i tym dzieckiem jednocześnie, więc może dokładnie wymierzyć.
S
somebody
12 lutego 2013, 21:43
bezzasadnie?? Widać, ze nie jesteś zdradzoną żoną...., Żona cierpi bardziej niż to dziecko Masz jakiś przyrząd do mierzenia cierpienia? Cierpienie dzieci to cierpienie istot niewinnych, które nie mogą sobie wytłumaczyć jego sensu. Cierpienie jest tajemnicą, misterium znanym tylko Bogu.
12 lutego 2013, 21:29
Przed nami Wielki Post. Czas przemiany. Życzę wszystkim, aby w tym szczególnym okresie nawrócili się, aby prostowali ścieżki swojego życia. Życzę zagubionym w różnych związkach „niesakramentalnych” powrotu do małżeństw, a małżonkom przezywającym trudności, aby w tym czasie wzmocnili swoją wzajemną miłość. Wieli Post to czas wyciszenia, czas odejścia od sporów i dyskusji. Do zobaczenia w kwietniu.
LS
le sz
12 lutego 2013, 20:50
Nie zabijaj. Nie cudzołóż. Jasno i wyraźnie. Tak? No to skoro tak jasno i wyraźnie, to dlaczego jednak dopuszcza się zabijanie? A o cudzołóstwie mówi się również gdy łóżko nie było cudze a nawet gdy łóżka wcale nie było? Sęk w tym, że w oryginale przykazanie wcale nie mówi "nie zabijaj" lecz "nie morduj", i nie mówi "nie cudzołóż" lecz "nie pożądaj ŻONY bliźniego swego". - JP II nie dał przyzwolenia na zabijanie - to jest dla wszystkich oczywiste. I tak samo dla wszystkich jest oczywiste, że gdy Papież Benedykt XVI mówił w Mediolanie, że kocha również tych będących w związkach niesakramentalnych to wcale nie było to przyzwolenie na zakładanie nowej rodziny.
WC
wiadomo czemu
12 lutego 2013, 20:04
Nie zabijaj. Nie cudzołóż. Jasno i wyraźnie. - JP II nie dał przyzwolenia na zabijanie - to jest dla wszystkich oczywiste. Piszemy o rodzinie, a nie o zabijaniu, choć cudzołóstwo jest zabójstwem także. Zresztą przecież wiadomo czemu jest ogólne przyzwolenie na cudzołożenie.
LS
le sz
12 lutego 2013, 15:26
Dobrze napisałaś/łeś w celu ratowania - tak jednak nie jest, bo jak widać dookoła jest przyzwolenie na zakładanie nowej rodziny. Niesakramentalnej tym razem. Bo czemu nie? - Papież Benedykt XVI wyraźnie powiedział w Mediolanie, że ich kocha również, wiec o co chodzi? --- Zgodnie z Twoją "logiką" to Jan Paweł II wybaczając Ali Agcy dał przyzwolenie na strzelanie do papieży. A Jezus Chrystus modląc się na krzyżu za swoich oprawców sam był sobie winien i dał przyzwolenie na zamordowanie Siebie.
LS
le sz
12 lutego 2013, 15:23
"....bezzasadnie zazdrosna żona zakazująca kontaktu z dzieckiem również staje się powodującą cierpienie...."  bezzasadnie?? Widać, ze nie jesteś zdradzoną żoną...., Żona cierpi bardziej niż to dziecko --- Tak, bezzasadnie... Widać, że masz problem w czytaniu ze zrozumieniem...
AA
ale, ale...
12 lutego 2013, 15:03
Dla większości zdradzonych żon wizyty meża u dziecka i (kochanki zarazem, bo gdy dziecko jest male to nie da się tego rozdzielić), będzie zawsze wzbudzało niepokój i myśli o zdradzie, a co za tym idzie będzie utrudniać scalanie małżenstwa. I to jest prawda, na którą ks. Dziewiecki zwrócił uwagę, podpierając się świadectwem mężczyzny, który tak postępował i jeszcze dodał, że była kochanka zaczęła dążyć do wznowienia romansu. Dlatego zazwyczaj jedynym wyjściem jest niestety ucięcie takich kontaktów w celu ratowania małżeństwa. ... Dobrze napisałaś/łeś w celu ratowania - tak jednak nie jest, bo jak widać dookoła jest przyzwolenie na zakładanie nowej rodziny. Niesakramentalnej tym razem. Bo czemu nie? - Papież Benedykt XVI wyraźnie powiedział w Mediolanie, że ich kocha również, wiec o co chodzi?
PS
po szóste
12 lutego 2013, 14:52
6. Nie zdradzaj.
N
nobody
12 lutego 2013, 14:35
"....bezzasadnie zazdrosna żona zakazująca kontaktu z dzieckiem również staje się powodującą cierpienie...."  bezzasadnie?? Widać, ze nie jesteś zdradzoną żoną...., Żona cierpi bardziej niż to dziecko
CD
Cel duszpasterstwa
12 lutego 2013, 14:24
Cel duszpasterstwa dla osób żyjących w powtórnych niesakramentalnych związkach? Pomoc w zbliżeniu do Boga, w wejściu na drogę życia w czystości i wierności sakramentalnemu małżonkowi.
LS
le sz
12 lutego 2013, 14:09
Dla większości zdradzonych żon wizyty meża u dziecka i (kochanki zarazem, bo gdy dziecko jest male to nie da się tego rozdzielić), będzie zawsze wzbudzało niepokój i myśli o zdradzie, a co za tym idzie będzie utrudniać scalanie małżenstwa. --- Zgadzam się z tym, że może tak być. Ale różne rzeczy mogą wywoływać takie reakcje. Nawet spotkanie na drugiej stronie ulicy. Ale przecież przede wszystkim sama informacja o zdradzie będzie rdzenną przyczyną takich reakcji. I jakoś dla niektórych nie jest to argumentem za tym aby nie informować o zdradzie. I to jest prawda, na którą ks. Dziewiecki zwrócił uwagę, podpierając się świadectwem mężczyzny, który tak postępował i jeszcze dodał, że była kochanka zaczęła dążyć do wznowienia romansu. --- Ks. Dziewiecki podparł się takim świadectwem jakie było stosowne do tego co chciał uzyskać. Czy zmieniłbyś zdanie czytając jakieś przeciwne świadectwo? Dlatego zazwyczaj jedynym wyjściem jest niestety ucięcie takich kontaktów w celu ratowania małżeństwa. Taka jest brutalna prawda. Wiadomo, że cierpią na tym dzieci, ale to cierpienie powodują nieodpowiedzialni dorośli (zdradzający mąż i jego kochanka). --- I z tym się właśnie nie zgadzam. To żaden argument, że cierpienie powodują nieodpowiedzialni dorośli. I bynajmniej wcale nie jedynie zdradzający mąż i jego kochanka. Bo bezzasadnie zazdrosna żona zakazująca kontaktu z dzieckiem również staje się powodującą cierpienie. Tak samo duszpasterz będzie powodującym cierpienie jeśli w imię wyimaginowanej możliwości zdrady czy dla budowania źle pojętej jedności małżeńskiej będzie zakazywał kontatu z dzieckiem.
N
nobody
12 lutego 2013, 12:14
Dla większości zdradzonych żon wizyty meża u dziecka i (kochanki zarazem, bo gdy dziecko jest male to nie da się tego rozdzielić), będzie zawsze wzbudzało niepokój i myśli o zdradzie, a co za tym idzie będzie utrudniać scalanie małżenstwa. I to jest prawda, na którą ks. Dziewiecki zwrócił uwagę, podpierając się świadectwem mężczyzny, który tak postępował i jeszcze dodał, że była kochanka zaczęła dążyć do wznowienia romansu. Dlatego zazwyczaj jedynym wyjściem jest niestety ucięcie takich kontaktów w celu ratowania małżeństwa. Taka jest brutalna prawda. Wiadomo, że cierpią na tym dzieci, ale to cierpienie powodują nieodpowiedzialni dorośli (zdradzający mąż i jego kochanka).
LS
le sz
12 lutego 2013, 11:35
@Tomaszt. O co ci chodzi? @Słaba – generalnie ten wątek dyskusji wywołało moje stwierdzenie, iż nie można wymagać od ojca, aby sia zajął wychowaniem swojego dziecka. @TomaszL, no i znowuż wprowadzasz w błąd pisząc nieprawdę. Wcale nie twierdziłeś iż nie można wymagać od ojca aby zajął się wychowaniem swojego dziecka. Gdybyś tak twierdził to dyskusja miałaby zupełnie inny przebieg. Ale Ty twierdziłeś coś zupełnie odmienego, że należy wymagać od ojca aby nie zajmował się wychowaniem swojego dziecka, że należy wymagać aby nie utrzymywał ze swoim dzieckiem jakichkolwiek kontaktów. Utrzymywanie przez ojca kontaktu ze swoim dzieckiem uznawałeś za ciągle powracającą zdradę uniemożliwiającą budowanie małżeństwa, rodziny, wzajemnego zaufania. Wśród wielu argumentów przeciwnych padł i ten o obowiązku moralnym. Tyle ze dalej nie dostałem odpowiedzi na proste pytanie, dlaczego osoba, choć ochrzczona, ale depcząca moralność wynikającą z nauczania Kocioła, depcząca Dekalog i żyjąca jak poganina, nagle w obliczu mającego się urodzić dziecka, ma to prawo uznać i wg tego prawa postępować? @TomaszL, widzę że nadal masz zwyczaj nie odpowiadania na pytania i nie komentowania cudzych wypowiedzi, a jedynie udawania że to robisz, pisząc to co sobie powymyślasz. Tak jak w poprzednim akapicie tak i w tym również, wymyślając sobie jakąś abstrakcyjną osobę rzekomo ochrzczoną ale żyjącą jak poganin, depczącą Dekalog i moralność wynikającą z nauczania Kościoła. Autor artykułu pisał o małżonku, który co prawda dopuścił się zdrady, ale podnosząc się ze swojego upadku i wychodząc z kryzysu odchodzi od kochanki/kochanka i wraca do małżonka z jeszcze większą miłością niż przed kryzysem (to są sformułowania autora artykułu). Ale taka prawda jest oczywiście dla Twoich teorii niewygodna i musisz sobie dorobić własną "prawdę", więc wymyślasz sobie, że ten ktoś odrzuca przykazania Dekalogu i żyje jak poganin nie uznając nauczania moralnego Kościoła. I już nie raz była o tym mowa, ostatnio całkiem niedawno bo 2013-02-11 10:54:59. Ale oczywiście od Ciebie odbija się wszystko to co Ci nie pasuje do Twoich teorii...
12 lutego 2013, 07:33
@Tomaszt. O co ci chodzi? @Słaba – generalnie ten wątek dyskusji wywołało moje stwierdzenie, iż nie można wymagać od ojca, aby sia zajął wychowaniem swojego dziecka. Wśród wielu argumentów przeciwnych padł i ten o obowiązku moralnym. Tyle ze dalej nie dostałem odpowiedzi na proste pytanie, dlaczego osoba, choć ochrzczona, ale depcząca moralność wynikającą z nauczania Kocioła, depcząca Dekalog i żyjąca jak poganina, nagle w obliczu mającego się urodzić dziecka, ma to prawo uznać i wg tego prawa postępować? Można pójść jeszcze dalej, i zapytać się, czy można zmusić do wychowywania dziecka mężczyznę jawnie i świadomie odrzucającego możliwość spłodzenia dziecka, czyli stosującego antykoncepcje. Co do roli duszpasterstw – nawracanie i powrót do życia sakramentalnego, jako zadanie numer 1. Przywrócenie jedności małżeństwa numer 2. Dzieci pozamałżeńskie nie mogą być w tym wypadku przeszkodą, ani wytłumaczeniem życia w grzechu. Ale ani punktu 1, ani punktu 2 nie da się zrobić „ludzką” siła. Bez wiary, bez zaufania Bogu i radykalnego odrzucenia grzechu nie ma szans na zmianę sytuacji. Nie można jedynie tkwić, trzeba wybrać życie jak poganie czy życie ku świętości. Zimny albo gorący.
A
Aga
11 lutego 2013, 15:54
Aga, czy Ty nie jesteś muzułmanką? Tam mężczyzna może mieć 4 żony i wszystkie żyją w zgodzie razem z gromadką dzieci. Jakoś zdawało mi się to niemożliwe do przyjęcia dla katolików, ale widać że poligamia jest też akceptowana przez niektórych Prawie mnie rozszyfrowałeś! Ja żyje w poliandrii braterskiej nierezydentalnej, tzn.  mieszkam z głównym mężem, pozostali mężowie są... dochodzący (przepraszam za dwuznaczność ;-). Wszyscy czterej są braćmi. Nie robimy testów DNA, ojcostwo przypisujemy kolejno każdemu z braci. Także mam co robic z tą gromadką! W wolnych chwilach piszę doktorat o internecie jako globalnym nośniku głupoty ;-)
LS
le sz
11 lutego 2013, 10:54
Obowiązek moralny wynika z prawa Bożego – o ile ktoś to prawo uznaje @TomaszL, a jak ktoś nie uznaje prawa Bożego to dla niego już nie wynikają z niego żadne obowiązki moralne? Czyżbyś zamierzał twierdzić, że np. ateiści nie mają żadnych obowiązków moralnych? Czy może zamierzasz dowodzić, że prawo Boże obowiązuje również ateistów? Dlaczego więc od kogoś, kto odrzuca przykazania Dekalogu, żyje jak poganin nie uznając nauczania moralnego Kościoła, nagle, gdy staje się ojcem, wymagasz, aby w tej jednej części (ojcostwo) żył zgodnie z prawem moralnym wiary? @TomaszL, swoim zwyczajem komentujesz to co sam sobie wymyśliłeś, a nie to o czym była mowa. Bo ani autor artykułu ani @Aga niczym takim nie pisali, a więc piszesz nieprawdę... Nie było mowy o kimś kto odrzuca przykazania Dekalogu i żyje jak poganin nie uznając nauczania moralnego Kościoła. To są wyłącznie TWOJE osądy i epitety służace demagogicznej obronie Twoich teorii. Autor artykułu również nie twierdzi, że jak ktoś dopuścił się zdrady to znaczy to że odrzuca on przykazania Dekalogu i żyje jak poganin nie uznając nauczania moralnego Kościoła. Stwierdza natomiast: Jeśli małżonek dopuścił się zdrady, to jedyną dojrzałą reakcją na własny błąd jest odejście od kochanki/kochanka i powrót do małżonka z jeszcze większą miłością niż przed kryzysem. Nawet o trwającej zdradzie mówi jak o pewnym kryzysie z którego można wychodzić. Cytuję: Co powinien uczynić wychodzący z kryzysu mąż i ojciec, który ma nieślubne potomstwo? Dla Boga jest wszystko możliwe, tyle, że Bóg daje człowiekowi wolna wolę. Nie zmusza, A Ty wymagasz, aby ojciec wychowywał, wymagasz, aby nagle uznał prawo, które wcześniej odrzucał. @TomaszL, nie zauważasz że stosujesz pokrętną argumentację? Masz rację, Bóg daje człowiekowi wolną wolę i nie zmusza. Ale nie sugeruj że @Aga zmusza, bo niby gdzie zmusza? Robisz wyrzut @Aga że wymaga, a Bóg to wg Ciebie nie wymaga? Wyrzucasz jej że wymaga argumentując że Bóg nie zmusza. Ale przecież ona podobnie jak i Bóg, wcale nie zmusza, i podobnie jak Bóg, wymaga. Jeszcze raz, człowiek odrzucający Boga, depczący instytucje małżeńską, depczący Dekalog może się nawrócić i być ojcem, może też pozostać dalej poganinem i odrzucić ojcostwo. Zakładanie, ze zawsze się zmieni jest naiwnością graniczącą z głupotą. @TomaszL, ale insynuowanie że jak ktoś chce być ojcem to oznacza to że jest człowiekiem odrzucającym Boga, depczącym instytucję małżeńską i Dekalog, to już nie jest naiwność granicząca z głupotą lecz głupota granicząca ze złą wolą.
M
Mohamad
11 lutego 2013, 10:47
Aga, czy Ty nie jesteś muzułmanką? Tam mężczyzna może mieć 4 żony i wszystkie żyją w zgodzie razem z gromadką dzieci. Jakoś zdawało mi się to niemożliwe do przyjęcia dla katolików, ale widać że poligamia jest też akceptowana przez niektórych
S
Słaba
11 lutego 2013, 10:20
Jeszcze raz, człowiek odrzucający Boga, depczący instytucję małżeńską, depczący Dekalog może się nawrócić i być ojcem, może też pozostać dalej poganinem i odrzucić ojcostwo. A duszpasterstwo powinno wzywać do nawrócenia, a nie do "pozostania poganinem i odrzucania ojcostwa".
S
Słaba
11 lutego 2013, 10:15
@Tomaszt. O co ci chodzi? Aparatem przymusu dysponuje państwo, a nie żona czy Kościół. Państwo ustala jakieś obowiązki obywateli i egzekwuje ich wykonywanie za pomocą aparatu przymusu (np. obowiązek alimentacyjny). W Kościele nie ma takich mechanizmów. Człowiek w nim poznaje miłość Boga i Jego spojrzenie na świat i ludzi, oczekiwania i pragnienia Boże. Poznaje, co jest dobrem, a co złem. I jest wolny może wybrać dobro lub zło - z konsekwencjami. Obowiązek moralny, to wezwanie, które człowiek słyszy w swoim sumieniu. Istnieje on niezależnie od tego, czy człowiek go spełnia, czy nie. Zła wola człowieka nie zwalnia go z obowiązku. Choroba może zwalniać z obowiązku. W przypadku niedojrzałości człowieka do podjęcia jakiegoś obowiązku, działania duszpasterskie wobec niego powinny zmierzać w kierunku osiągnięcia przez niego dojrzałości ludzkiej i chrześcijańskiej. A nie w kierunku utwierdzania go w niedojrzałości. Podobnie jest z sumieniem źle ukształtowanym. Jeśli idzie o duszpasterstwo w przypadku patologii w sferze psychiki (np. psychopatii), to nie umiem się wypowiedzieć na ten temat.
11 lutego 2013, 07:18
Obowiązki moralne wynikają z moralności pozytywnej, nie z przymusu. Obowiązek moralny wynika z prawa Bożego i naturalnego. Moralność pozytywna – co to jest? Obowiązek moralny wynika z prawa Bożego – o ile ktoś to prawo uznaje Dlaczego więc od kogoś, kto odrzuca przykazania Dekalogu, żyje jak poganin nie uznając nauczania moralnego Kościoła, nagle, gdy staje się ojcem, wymagasz, aby w tej jednej części (ojcostwo) żył zgodnie z prawem moralnym wiary? Dla Boga jest wszystko możliwe, tyle, że Bóg daje człowiekowi wolna wolę. Nie zmusza, A Ty wymagasz, aby ojciec wychowywał, wymagasz, aby nagle uznał prawo, które wcześniej odrzucał. Jeszcze raz, człowiek odrzucający Boga, depczący instytucje małżeńską, depczący Dekalog może się nawrócić i być ojcem, może też pozostać dalej poganinem i odrzucić ojcostwo. Zakładanie, ze zawsze się zmieni jest naiwnością graniczącą z głupotą.
D
dziecko-matka-zona
11 lutego 2013, 03:06
Bzdury!!!!!!!!!!! a co ksiądz może wiedziec na temat rodziny i malzenstwa zdrad ,dzieci itd.???? sie pytam!!! Ksiezulku zajmij sie odmawianiem paciorkow , nie wymadrzaj sie na tematy o ktorych pojecia nie masz! co to za rady sa wogole??? ze dziecko z niemalzenskiego zwiazku mozna oddac do adopcji???????? ratunku! gosciu! to nie jest kot czy pies , ze mozna wedlug ciebie tak poprostu oddac... wez zamilcz.
A
Aga
11 lutego 2013, 01:31
@wielka rodzina to tragiczne (tak się tu "na raty" podpisujesz, dla mnie wielka rodzina to wspaniała sprawa!) A w niedzielę spotykalibyście się wszyscy razem, jako jedna kochająca się rodzina i szli zgodnie do kościoła. Rozumiem, że zgadzasz się na taką "adopcję" dzieci męża, bo wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi., a mąż miałby oczywiście obowiązek realnie wychowywać swoje dzieci, a nie tylko płacić alimenty..  Dokładnie tak!  W niedzielę (czasem równiez w inne dni tygodnia) spotykamy się wszyscy razem, bracia i siostry, jako jedna kochająca się rodzina! Bo nikt nie jest pozbawiony rodziny na tym świecie: Kościół jest domem i rodziną dla wszystkich, a troszcząc się o każde dziecko przychodzące na świat i otaczając je czułą i rzetelną opieką, wypełnia swoje podstawowe posłannictwo. Myslę, ze niewiele zrozumiał(a)eś z tego co napisałam o Bożej "adopcji",  wybacz, ale moim posłannictwem nie jest orka na ugorze.  :)
TT
to tragiczne
11 lutego 2013, 00:16
Aga, czy chciałabyś mieć męża, który " współpracował ciężko z Bogiem w dziele stwórczym" i będzie miał czworo dzieci z różnymi kobietami i z tobą oczywiście, i wszyscy stanowili byście jedną, wielką rodzinę ? On by codziennie bywał u innej kochanki i wychowywał swoje dzieci. Z Tobą, jako żoną, spędzałby trochę wiecej czasu, bo dwa dni. A w niedzielę spotykalibyście się wszyscy razem, jako jedna kochająca się rodzina i szli zgodnie do kościoła. Rozumiem, że zgadzasz się na taką "adopcję" dzieci męża, bo wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi., a mąż miałby oczywiście obowiązek realnie wychowywać swoje dzieci, a nie tylko płacić alimenty.. ... Aga, jesteś nieludzka dla swojego męża! Przynajmniej dałabyś mu chociaż Ty spokój, jesli go kochasz.
HH
ha ha ha
10 lutego 2013, 23:54
Bufoniasty BratPolaku, średnia ocen świadczy o wysokiej wartości tekstu!
WR
wielka rodzina
10 lutego 2013, 22:37
Aga, czy chciałabyś mieć męża, który " współpracował ciężko z Bogiem w dziele stwórczym" i będzie miał czworo dzieci z różnymi kobietami i z tobą oczywiście, i wszyscy stanowili byście jedną, wielką rodzinę ?  On by codziennie bywał  u innej kochanki i wychowywał swoje dzieci. Z Tobą, jako żoną, spędzałby trochę wiecej czasu, bo dwa dni. A w niedzielę spotykalibyście się wszyscy razem, jako jedna kochająca się rodzina i szli zgodnie do kościoła. Rozumiem, że zgadzasz się na taką "adopcję" dzieci męża, bo wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi., a mąż miałby oczywiście obowiązek realnie wychowywać swoje dzieci, a nie tylko płacić alimenty.. 
B
bratPolak
10 lutego 2013, 22:21
@~Aga BRAWO! W prostych słowach, z wdzięczną logiką zapędziłaś w kozi róg tego bufoniastego faryzeusza TomaszaL. Ale on nie z takich "rogów" wychodził. Jako nieprzemakalny znów zakręci cytatami i...będziesz miała ubaw. A przecież także dzięki komentarzom TomaszaL poooleciała na łeb średnia ocena ( i tak lichego!) artykułu...
A
Aga
10 lutego 2013, 21:51
@Tomasz – pytałem się obowiązki, a nie o wykładnie.  Więc jeszcze raz, czy wg Biblii, Dekalogu można kogoś przymusić do bycia ojcem wychowującym swoje dzieci? W Biblii (Dekalog, to chyba tez Biblia?) nie ma nic o przymuszaniu do bycia ojcem, do pełnienia roli ojca. Nie ma tez rozkładu jazdy pociagów, ani menu baru "Zakąska" w Pcimiu Górnym. Pytałeś o obowiązki moralne, a te nie wynikają przeciez z przymusu, więc skąd ta mowa o przymusie? Obowiązki moralne wynikają z moralności pozytywnej, nie z przymusu. Obowiązek moralny wynika z prawa Bożego i naturalnego. Dlaczego więc od kogoś, kto odrzuca przykazania Dekalogu, żyje jak poganin nie uznając nauczania moralnego Kościoła, nagle, gdy staje się ojcem, wymagasz, aby w tej jednej części (ojcostwo) żył zgodnie z prawem moralnym wiary. Prawem wcześniej jawnie odrzuconym choćby poprzez zdeptanie instytucji małżeństwa. Odpowiem cytatem: "Zawsze zadziwiają mnie katolicy (księża czy tez wierni), którzy z jednej strony uważają się za bardzo wierzących, a z drugiej strony twierdzą, że się czegoś nie da, że coś jest niemożliwe. Zapewne „po ludzku” istnieją rzeczy niemożliwe do zrobienia, ale jak wielka trzeba mieć pychę, aby ograniczać Pana."
10 lutego 2013, 16:40
@Aga – pytałem się obowiązki, a nie o wykładnie.  Więc jeszcze raz, czy wg Biblii, Dekalogu można kogoś przymusić do bycia ojcem wychowującym swoje dzieci? Każdy z nas może wybrać drogę życia, może sam sobie nałożyć pewne obowiązki wynikające z wiary, może je odrzucić i iść droga pogaństwa. Wolny wybór. Dlaczego więc od kogoś, kto odrzuca przykazania Dekalogu, żyje jak poganin nie uznając nauczania moralnego Kościoła, nagle, gdy staje się ojcem, wymagasz, aby w tej jednej części (ojcostwo) żył zgodnie z prawem moralnym wiary. Prawem wcześniej jawnie odrzuconym choćby poprzez zdeptanie instytucji małżeństwa. Oczywiście bardzo często ojcostwo jest nawróceniem, ale znów podkreślę, dobrowolnym nawróceniem. A nie nawróceniem z przymusu.
A
Aga
10 lutego 2013, 14:53
@Tomasz W skrajmym, aczkolwiek zdarzajcym się wypadku żyje się w kilku biologicznych rodzinach naraz? Wszyscy ludzie to jedna rodzina, czyzbys o tym nie wiedzial?  Bóg jest nie tylko Ojcem Jezusa Chrystusa ale i wszystkich ludzi. "Ojcze nasz..."  przecież znasz tę modlitwe! Jestesmi dziećmi Bozymi, chociaz "tylko" przysposobionymi. Na taką "adopcje" się zgadzam :)           Te obowiązki moralne wynikają z Dekalogu, Biblii? Czyzbyś naprawde nie wiedział, że Biblia nakłada na rodziców obowiązki moralne? Mężczyzna poprzez zjednoczenie seksualne staje się współpracownikiem Boga w dziele stwórczym, dlatego spoczywa na nim ogromna odpowiedzialność. Rodzice są zobowiązani do tego, aby dzieci swoje należycie wychować. Rodzicielstwo ich do tego zobowiązuje. Jeśli Biblia mówi, że dzieci powinny być wdzięczne swoim rodzicom za chleb i wychowanie, to oznacza to, że do obowiązku rodziców należy zabezpieczenie utrzymania, wychowanie i wykształcenie dzieci. Pieniądze (alimenty) wszystkiego nie załatwią. Nie da się zastąpic ojcostwa biologicznego ojcostwem alimentacyjnym.
LS
le sz
10 lutego 2013, 13:49
[...]Zawsze zadziwiają mnie katolicy (księża czy tez wierni), którzy z jednej strony uważają się za bardzo wierzących, a z drugiej strony twierdzą, że się czegoś nie da, że coś jest niemożliwe. Zapewne „po ludzku” istnieją rzeczy niemożliwe do zrobienia, ale jak wielka trzeba mieć pychę, aby ograniczać Pana. Wiesz, @TomaszL, a mnie jeszcze bardziej zadziwiają tacy, którzy podchodzą do tego instrumenalnie, stosując moralność Kalego. I jak im to pasuje do uzasadniania swoich poglądów, to wołają że nie należy ograniczać Pana Boga dla którego wszystko jest możliwe. Ale jak im aktualnie pasuje coś zupełnie przeciwnego, to twierdzą dla odmiany że czegoś właśnie się nie da, że coś jest właśnie niemożliwe. Przykład z tego wątku: 2013-01-26 18:49:54: A co żoną, która musi w takim wypadku zaakceptować fakt, iż mąż będzie w częstym kontakcie z kobietą, z którą ją zdradził. I to kontakcie długoletnim. [w związku z wychowywaniem dziecka] Czy w takiej sytuacji można dalej budować małżeństwo, rodzinę, zaufać wzajemnie, kiedy ciągle zdrada będzie powracać? 2013-01-26 23:40:53 Czy takiemu leczeniu pomagaja kontakty (nawet krótkie) męża z kochanką? Wątpię. Oj, tak, @TomaszL, jakże wielką trzeba mieć pychę aby ograniczać wolę Pana...
10 lutego 2013, 08:17
Marcin Jakimowicz: Podobno spowiadał się Ojciec z niewiary w to, że Bóg jest w stanie uratować każde małżeństwo? O. Donat Wypchło: – Tak! Nie wierzyłem w to. A Bóg jest w stanie podźwignąć każde sakramentalne małżeństwo. Każde. Bez wyjątku. Zawsze zadziwiają mnie katolicy (księża czy tez wierni), którzy z jednej strony uważają się za bardzo wierzących, a z drugiej strony twierdzą, że się czegoś nie da, że coś jest niemożliwe. Zapewne „po ludzku” istnieją rzeczy niemożliwe do zrobienia, ale jak wielka trzeba mieć pychę, aby ograniczać Pana.
10 lutego 2013, 07:25
Po raz kolejny pytam - jaki sens ma piętnowanie czegoś, czego już się nie odwróci? - bo czasu nie da się cofnąć. Co prawda czasu cofną się nie da, ale czy się nie odwróci. Wszystko jest możliwe, tylko trzeba uwierzyć. Uwierzyć, a nie gadać, iż się jest wierzącym Możliwe jest odpuszczenie grzechu cudzołóstwa w sakramencie spowiedzi, ale nie zniknięcie dziecka pozamałżeńskiego, które przyszło na świat. Czasu cofnąć nie można – jest i będzie kochane przez matkę i ojca dziecko, ale pozostaną też zdrada, krzywda, traumatyczne wspomnienia. Nie zniknie grzech, aczkolwiek zostanie przebaczony. Przebaczona zostanie też zdrada. Ale czy się nie odwróci? A może wbrew „zdrowemu rozsądkowi” na powrót żona i mąż (sakramentalni) wrócą do siebie i będą szczęśliwym małżeństwem. Może znajdzie się takie rozwiązanie, aby ojciec mógł współuczestniczyć w wychowaniu dziecka nieślubnego nie raniąc przy tym swojej zony i swojego małżeństwa (sakramentalnego). Wszystko jest możliwe. I wszystko zależy od wiary. Bo uwierzyć, to znaczy zaufać. I iść drogą wiary, a nie droga przez siebie wymyśloną. Wiara, to też codzienna wręcz przemiana siebie, swojego życia, nawracanie. Jeśli ktoś opowiada, że wierzy, jednocześnie odrzucając przemianę i nawrócenie, to znaczy ze jedynie gada.
BF
BRAWO FRANCISZKANIE!
9 lutego 2013, 23:46
@~nobody Nie widzi się tego dramatu, tylko cała troska Kościoła jest skierowana na niesakramentalne rodziny. Jakim trzeba być matołem, żeby bezmyślnie klepać takie teksty bez pokrycia?! ... Tak, Nobody, BratPolak musi Cię wyzwać, bo zawsze był tu na portalu chamowaty, tak zobacz było, ale to już przeszłość co piszesz. Nie wiem, ale po takim tekście każdy ksiądz chyba sie opamięta i przestanie doradzać rozwód?! To istna plaga - doradzanie rozwodu przez księży w sytuacji, np. zdrady! Patrz link podany przez ojca Donata!
AI
A INNI KSIĘŻA WIDZIELI?
9 lutego 2013, 23:39
Pierwsze spotkanie zapamiętam do końca życia. Bałem się tej konfrontacji, wyobrażałem sobie rozdartych, rozdrapujących rany ludzi. Podszedłem do dziewczyny: „Jak masz na imię?”. „Ania”. „Co tu robisz?”. „Przyjechałam z czwórką dzieci. Mąż od lat chce rozwodu, po rekolekcjach jadę na szóstą sprawę rozwodową… Ale ja się nie zgadzam na takie rozwiązanie. Mam ściemniać, że nagle przestałam kochać? Skończył się termin ważności sakramentu?”. Podchodzę do drugiej osoby: „Co tu robisz?”. „Czekam na powrót żony. Od 27 lat”. To mnie rozłożyło na łopatki… A widział Ojciec podobne historie zakończone happy endem? – Jasne! Gdybym tylko poczytał o tym rozważanka w broszurce wspólnoty, nie uwierzyłbym. Widziałem wiele uzdrowionych relacji.
AI
A INNI KSIĘŻA SPOWIADALI SIĘ?
9 lutego 2013, 23:38
A propos najnowszy "Gość Niedzielny" - [url]http://gosc.pl/doc/1447241.Rozpakuj-pakiet[/url] ... Marcin Jakimowicz: Podobno spowiadał się Ojciec z niewiary w to, że Bóg jest w stanie uratować każde małżeństwo? O. Donat Wypchło: – Tak! Nie wierzyłem w to. A Bóg jest w stanie podźwignąć każde sakramentalne małżeństwo. Każde. Bez wyjątku.
RP
Rozpakuj pakiet!
9 lutego 2013, 22:23
A propos najnowszy "Gość Niedzielny" - [url]http://gosc.pl/doc/1447241.Rozpakuj-pakiet[/url]
RP
Rozpakuj pakiet!
9 lutego 2013, 22:22
A propos najnowszy "Gość Niedzielny" - http://gosc.pl/doc/1447241.Rozpakuj-pakiet
B
bratPolak
9 lutego 2013, 21:34
@~nobody Nie widzi się tego dramatu, tylko cała troska Kościoła jest skierowana na niesakramentalne rodziny. Jakim trzeba być matołem, żeby bezmyślnie klepać takie teksty bez pokrycia?! Gdzie ty widziałaś (-eś?) tę całą troskę skierowaną na niesakramentalne rodziny? Może tylko słyszałaś, że ktoś tak chlapnął? I przyjęłaś na słowo - bo pasuje do chorej wyobraźni i nieuleczalnej nienawiści do chłopa, który odszedł do innej...
S
somebody
9 lutego 2013, 17:20
Niestety dzieci wychowywane przez samotne matki to przyszli rozwodnicy, albo osoby wchodzące w niesformalizowane zwiazki, bo nie mają skąd brać dobrego przykładu kochającego się małżeństwa. ............. Ale pojechałes, przeciez to zacheta dla samotnych matek żeby zapewniły dziecku "dobry przykład" poprzez powtórne kochajace się malzeństwo. To pierwsze widocznie takie nie było, skoro nastapił rozwód.
N
nobody
9 lutego 2013, 15:02
To prawda, że gorzej mają opuszczone dzieci zrodzone z małżeństwa. One zostają z samotną matką, bo ojciec odchodzi do kochanki.  W Polsce ponad milion dzieci wychowują samotne matki, zazwyczaj porzucone żony. Nie widzi się tego dramatu, tylko cała troska Kościoła jest skierowana na niesakramentalne rodziny. Niestety dzieci wychowywane przez samotne matki to przyszli rozwodnicy, albo osoby wchodzące w niesformalizowane zwiazki, bo nie mają skąd brać dobrego przykładu kochającego się małżeństwa.
WD
widać dookoła nas
9 lutego 2013, 14:16
(...) ... Tak się składa, że dziecko pozamałżesńkie nie zostaje sierotą. Popatrzcie dookoła. Sierotami zostają dzieci pochodzące z małżeństwa! Ile jest świadectw nawróceń po cudzołóstiwe i poczęciu dziecka pozamałżeńskiego? Porównajcie co się dzieje. Nie dzieje sie tak jak w artykule, dobrze o tym wiemy. Cale to gadanie o biednych dzieciach pozamałżeńskich jest wielką bzdurą. Bo biednych nie ma. Dobrze to widzicie, widzimy dookoła. Tworzą się związki niesakramentalne MASOWO, więc wcale nie jest tak, że te dzieci pozamałżeńskie nie maja rodzica. Właśnie ONE MAJĄ rodziców. Oboje - kochanka i cudzy mąż, kochanek i cudza żona. Dlatego ksiądz napisał coś, czego w ogóle nie ma. czego się boicie - nie ma takich sytuacji  tzn - są pojedyncze i tylko pojedyncze przypadki.
J
Jarek
9 lutego 2013, 12:24
@TomaszL Co prawda czasu cofną się nie da, ale czy się nie odwróci. Wszystko jest możliwe, tylko trzeba uwierzyć. Uwierzyć, a nie gadać, iż się jest wierzącym Możliwe jest odpuszczenie grzechu cudzołóstwa w sakramencie spowiedzi, ale nie zniknięcie dziecka pozamałżeńskiego, które przyszło na świat.
9 lutego 2013, 07:15
Jak spotkać Jezusa, by to On zmienił moje myślenie, by mnie nawrócił? Codziennie spotykasz, na Mszy Św. wręcz spotykasz obecnego fizycznie. Raczej trzeba postawić pytanie, jak pójść za Jezusem? Jak odrzucić to wszystko, co ogranicza i zatrzymuje?
9 lutego 2013, 07:10
@Aga Sorry, dla mnie matka, ojciec i ich wspólne nieślubne dziecko to jest biologiczna rodzina, nawet jesli razem nie mieszkają. Dla Ciebie może jest to związek partnerski z bękartem. W skrajmym, aczkolwiek zdarzajcym się wypadku żyje się w kilku biologicznych rodzinach naraz? Kobieta, trojka dzieci, każda z innym mężczyzną – 3 rodziny. Jeden z ojców jej dziecka – 4 dzieci z różnymi kobietami – 4 rodziny. A może, zgodnie z modnymi teraz nazwami jest to jedna wielka „rodzina patchworkowa”? Mozna zostac pozbawionym praw rodzicielskich, ale nie można (póki sie żyje) przestać być matką, ojcem. I z faktu bycia matką, ojcem wynikają okreslone obowiązki. Jesli nie prawne to conajmniej moralne. Ty chciałbyś ich ograniczenia do -jak sam napisałeś - łożenia na dziecko. Te obowiązki moralne wynikają z Dekalogu, Biblii? Możesz wskazać źródło obowiązków moralnych. I skąd taka pewność, iż każdy mężczyzna łamiący podstawowe, określone w Dekalogu zasady moralne, nagle po pojawieniu się dziecka, stanie się prawym moralnie ojcem. Oczywiście bardzo wielu jest jeszcze mężczyzn odpowiedzialnych za swoje czyny, którzy będą doskonałymi ojcami. Ale to jest ich świadomy wybór. Wiara, iż każdy taki będzie, to naiwność granicząca z głupotą.
9 lutego 2013, 06:59
@Jarek "Trzeba było" brzmi jak "twoja wina, radź sobie sam", nazywasz to tylko innymi słowami: "żenujące". Czy to jest naprawdę dobra rada, jakaś wskazówka co czynić, jak postępować? Co czynić –po pierwsze naprawdę i do końca zaufać Bogu. Nie ma dobrego wyjścia z takiej sytuacji „po ludzku”. Jak się szuka samemu, bez Boga, rozwiązań, to tylko powiększa się krzywdy, powiększa się zło. To jest głoszenie koncepcji Kościoła dla osób idealnych, na zasadzie "jak nie jesteś idealny to odejdź, bo się nie nadajesz" ("trzeba było...", "żenujące", "grzeszniku śmiertelny" itd.). To samo robili faryzeusze. Faryzeusze szukali usprawiedliwień w prawie. Teraz człowiek szuka usprawiedliwień w obyczajowości, w innych. A jedyną droga jest stanąć w prawdzie o sobie. I do tego Kościół nieustannie wzywa każdego katolika. Nazywa się to nawrócenie. Idealnemu człowiekowi Kościół jest zbędny, dokładnie tak samo, jak religijnemu poganinowi. Po raz kolejny pytam - jaki sens ma piętnowanie czegoś, czego już się nie odwróci? - bo czasu nie da się cofnąć. Co prawda czasu cofną się nie da, ale czy się nie odwróci. Wszystko jest możliwe, tylko trzeba uwierzyć. Uwierzyć, a nie gadać, iż się jest wierzącym
9 lutego 2013, 06:58
@Jarek To, że młodzież uczona jest na lekcjach religii o 6 i 9 przykazaniu, nie oznacza jeszcze, że ich przekroczenie u każdego, bez wyjątku, jak to twierdzisz w tej i innej dyskusji, że powoduje automatycznie grzech ciężki. Obraz ten zaciemniony jest chociażby przez panującą, od dłuższego czasu zresztą, obyczajowość, która to zaciera. Grzechem śmiertelnym jest to grzech popełniony świadomie i dobrowolnie popełniony w materii poważnej. Czy można cudzołożyć niedobrowolnie? Wątpię. Czy katolik uczony w domu i w szkole o Dekalogu nie wie, iż cudzołożąc łamie 6 przykazanie, które brzmi w wersji skróconej „nie cudzołóż”? Bez przesady z tym poszukiwaniem na sile usprawiedliwień. Jak ktoś bardziej ceni sobie współczesną obyczajowość, niż wiarę, to, choć formalnie jest katolikiem to żyje jak poganin. Ponadto osoba opuszczona przez swoją sakramentalną drugą połówkę też nie musi żyjąc w związku niesakramentalnym, zaciągać grzechu śmiertelnego. Jeśli żyją, jak brat i siostra, to masz racje. W przeciwnym wypadku żyją w grzechy śmiertelnym cudzołóstwa i nie mogą przestępować do Komunii Św., do czasu otrzymania rozgrzeszenia. Żyjąc w grzechu zaprzeczają miłości do Boga. Rady typu "trzeba było" (zachować odpowiednią kolejność - 1) małżeństwo, 2) współżycie) są niewiele warte. Na każdym koku trzeba jasno i czytelnie przypominać nauczanie Kościoła, aby pokazać, iż nie ma zgody na współczesną obyczajowość, o której pisałeś powyżej.
V
veto
9 lutego 2013, 00:07
Dla zwiększenia emocji napiszę jeszcze gorzej- dzieci pozamałżeńskie często popełniają samobójstwo i nie pisze by straszyć, tylko ostrzec. Ale róbta, co chceta. Zdradzajta i żyjta jak pod mostem. podpisałem się -Rodzic - to męska forma. Imię też mam męskie. Są tacy ludzie, którzy oczekują, że Pan Bóg będzie "płacił" jakimś nieszczęściem za grzech i opieką za dobre życie. Tymczasem Miłość nie zna czegoś takiego jak "zapłata", czy "wyrównywanie rachunków". Bóg nie czyha na nasze błędy. On po prostu troszczy się o nas. I to tym bardziej, im jesteśmy słabsi. Nawet jeśli ta słabość wyraża się grzechem. A może wtedy tym bardziej. Prawdziwa Miłość, zanim źle pomyśli o kimś, zapyta się "dlaczego ten człowiek jest słaby?" Prawdą jest bowiem, że człowiek prawie zawsze czyni zło ze słabości, a nie ze "złości". Prawdopodobieństwo, że ktoś czyni zło, bo chce być zły jest bardzo małe, bliskie zeru. Pozwalajmy więc Panu, by "nawoził" i "uprawiał" nasze dusze. Póki jeszcze jest na to czas Mieczysław Łusiak SJ Rodzic co prawda jest rzeczownikiem rodzaju męskiego, ale etymologicznie wywodzi sie od "rodzić", a to, póki co, nasza babska domena. Ja też jestem rodzicem.
P
pytanie
8 lutego 2013, 23:38
Dopóki nie spotkasz Jezusa, Twoje zycie nie zmieni się pod żadnym wpływem, nawet najbardziej uduchowionego księdza, ani naukowca, ani teologa.. ani nikogo. Jak spotkać Jezusa, by to On zmienił moje myślenie, by mnie nawrócił?
S
Słaba
8 lutego 2013, 20:35
(...) na pewno zgodzę się, że miłość to odpowiedzialność: najpierw za rodzinę, którą stworzyło się w dniu zaślubin w KK. A jeślisię ma dzieci pozamałżeńskie to wypada chyba paść na kolana i błagać Boga o wskazówki co dalej robić wobec swojego grzechu pozamałżeńskiego (czy przedmałżeńskiego też?). Spowiedź pomaga bardzo w rozpoznaniu dalszej drogi. Zgadzam się.
R
rodzic
8 lutego 2013, 19:50
Pewien gosciu mial zawał z takiego podwójnego życia, Po co się łudzić Veto, kobieto (kochanko?). Łudzisz się, że nic mu się nie stanie?Dla zwiększenia emocji napiszę jeszcze gorzej- dzieci pozamałżeńskie często popełniają samobójstwo i nie pisze by straszyć, tylko ostrzec. Ale róbta, co chceta. Zdradzajta i żyjta jak pod mostem. podpisałem się -Rodzic - to męska forma. Imię też mam męskie.
N
nobody
8 lutego 2013, 18:48
"....Ci, którzy trzymają się tych zasad, nie mają oczywiście problemu, ale ci, którzy nie trzymali się tych zasad, a wpadli w problem typu dziecko pozamałżeńskie, nic cennego nie czerpią z takiego moralizowania. "Trzeba było" brzmi jak "twoja wina, radź sobie sam", nazywasz to tylko innymi słowami: "żenujące". Czy to jest naprawdę dobra rada, jakaś wskazówka co czynić, jak postępować? Jakoś nie przypominam sobie, by w Ewangelii Jezus ktoś kogoś w ten sposób potraktował..." Każde "nieprzestrzeganie zasad" jest zgubne. Jak ktoś nie przestrzega np. zasad ruchu drogowego i jeździ za szybko też wpada w problemy typu: mandat, wypadek, rozbity samochód,uszkodzenie ciała , a nawet śmierć w wypadku swoja, lub innego człowieka... Pytanie: dlaczego ktoś nie przestrzega zasad i naraża się na problemy? Bo nie chce słuchać głosu rozsądku, czy głosu innych ludzi, którzy go ostrzegają, uważając, że ... "to samo robili faryzeusze"(?) !! Może to jednak własna pycha nie pozwala posłuchać dobrych rad? A więc wypij człowieku sam to piwo, któreś nawarzył i nie oczekuj, że inni będą ci w tym pomagać
S
Słaba
8 lutego 2013, 18:36
"Ciebie by nic nie obchodziło, nawet gdybym kogoś zamordował" - powiedział pewien rozżalony młody człowiek do swego ojca, który dając synowi pieniądze, prawie wcale się nim nie interesował. http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/wychowanie-dziecka/art,525,nastolatki-tez-potrzebuja-milosci-rodzicow.html
T
tak..
8 lutego 2013, 16:15
I dlatego Tomasz dobrze pisze..
V
veto
8 lutego 2013, 15:59
W dniu, w którym facet decyduje się na zdradę w swej głupocie i poczyna się dziecko, to tak naprawdę on umiera, duchowo na zawsze umiera. Już nigdy się nie podniesie sam. Jak nie zawoła do Boga ma przechlapane, albo co najmniej zawał. --- Gdyby głupota miała skrzydła latałbys jak jastrząb, albo latała jak gołębica Bóg nieustannie wzywa nas do komunii miłości, bo nie istnieje sakrament samotności. Nie wstrzemięźliwość seksualna, ale nawrócenie serca sprawia, że sakramenty są dla nas dostępne. Bóg nie powołał do istnienia małżeństw duchowych; stworzył je Kościół. Jeśli „nikt z nas nie ma gotowych formuł”, jak poradzić sobie z sytuacją rozwiedzionych katolików, o czym mówi Benedykt XVI, to tym bardziej winniśmy pamiętać o niezmierzonym miłosierdziu Tego, na którym Kościół się opiera, które każe wszystkim regułom ustalonym przez Kościół dostosowywać się do konkretnych sytuacji konkretnych osób. Najłatwiej zacząć od rozwiedzionych bez własnej winy. Nie tylko miłosierdzie, ale i sprawiedliwość domaga się tego kroku. Ks. Jacek Prusak SJ
R
rodzic
8 lutego 2013, 15:46
W dniu, w którym facet decyduje się na zdradę w swej głupocie i poczyna się dziecko, to tak naprawdę on umiera, duchowo na zawsze umiera. Już nigdy się nie podniesie sam. Jak nie zawoła do Boga ma przechlapane, albo co najmniej zawał.
A
aga
8 lutego 2013, 15:17
@Tomasz Nie wiem jakich manipulacji się dopusciłam? Czy dla uwiarygodnienia jakiejś jednorodnej prawdy trzeba cytowac cały kontekst? Czy zdanie "nie dzieli się przez zero" nalezy osadzic w kontekscie wykładu z algebry? Sorry, dla mnie matka, ojciec i ich wspólne nieślubne dziecko to jest biologiczna rodzina, nawet jesli razem nie mieszkają. Dla Ciebie może jest to związek partnerski z bękartem. Mozna zostac pozbawionym praw rodzicielskich, ale nie można (póki sie żyje) przestać być matką, ojcem. I z faktu bycia matką, ojcem wynikają okreslone obowiązki. Jesli nie prawne to conajmniej moralne. Ty chciałbyś ich ograniczenia do -jak sam napisałeś - łożenia na dziecko.
R
rodzic
8 lutego 2013, 14:52
Renata, trzeźwe spojrzenie jaszcze nikomu nie zaszkodziło! Masz w zupełności rację.
R
renata
8 lutego 2013, 14:46
Jarek, tu nie chodzi o "napiętnowanie" kogoś, ale o wskazanie konsekwencji czyjegoś postępowania. Czyli jeśli ktoś decyduje się na współżycie pozamałżeńskie to w konsekwencji krzywdzi wiele osób: przede wszystkim swojego małżonka i swoje dzieci, później krzywdzi też dziecko, które może się urodzić ze zdrady, krzywdzi też kochanka/kę, a w rezultacie też siebie. Krzywdzi też otoczenie, które widząc postępowanie cudzołożnika, może nabrać przekonania, że jest to sposób na życie (jeden związek, potem rozwód i drugi związek0 Ten grzech (nie tylko on) ma odbicie społeczne. Tomasz o tym pisze, że gdyby ludzie przestrzegali Dekalogu, to uniknęliby wielu nieszczęść. Nie rozumiem czego oczekujesz od Tomasza i innych, jakich porad w sytuacji co należy zrobić, gdy szkody są nieodwracalne? I w dodatku uważasz, że nie wolno wskazywać winnych (np. cudzołożnika, który doprowadził do powołania nowego życia), bo "to nie uleczy traumy". Owszem, nie uleczy, ale czy to oznacza, że należy udawać, że nikt nie jest winny? Nie ma dobrych rozwiązań! Dlatego najlepiej jest zachowywać przykazania, a gdy ktoś tego nie robi, to sprowadza zło na siebie i innych i trzeba o tym mówic, żeby ostrzegać przed naśladowcami.
T
tak...
8 lutego 2013, 14:19
Tomasz dobrze pisze..
J
Jarek
8 lutego 2013, 14:16
@Tomaszl Natomiast za możliwą traumę dziecka urodzonego poza małżeństwem odpowiadają jego rodzice.  Najłatwiej wskazywać winnych. Tylko znowu pytam - do czego to prowadzi? Czy wskazanie winnego (a nawet i ukaranie, chociaż dzisiaj za cudzołóstwo nikogo się nie karze) uleczy traumę? Po raz kolejny pytam - jaki sens ma piętnowanie czegoś, czego już się nie odwróci? - bo czasu nie da się cofnąć.
J
Jarek
8 lutego 2013, 14:11
@Tomasz L Zna, a jeżeli nie zna, to wyłącznie przez swoje, albo swoich rodziców zaniedbanie. Tłumaczenie się katolika w XXIw., że nie wiedział, iż współżycie przed ślubem jest grzechem i to śmiertelnym, ze nauka Kościoła dokładnie pokazuje jedyną rozsądną drogę jest żenujące. TomaszuL, dokonujesz ocen generalnych odnośnie zachowań, o których ci nic nie wiadomo. Grzech jest tylko wtedy ciężki  gdy jest "pełne poznanie i całkowita zgoda", zgodnie z nauką Kościoła. To, że młodzież uczona jest na lekcjach religii o 6 i 9 przykazaniu, nie oznacza jeszcze, że ich przekroczenie u każdego, bez wyjątku, jak to twierdzisz w tej i innej dyskusji, że powoduje automatycznie grzech ciężki. Obraz ten zaciemniony jest chociażby przez panującą, od dłuższego czasu zresztą, obyczajowość, która to zaciera. Ponadto osoba opuszczona przez swoją sakramentalną drugą połówkę też nie musi żyjąc w związku niesakramentalnym, zaciągać grzechu śmiertelnego. Gdyby tak było, to Kościół z góry ekskomunikowałby takie osoby, a tego nie czyni, a jedynie nie dopuszcza do sakramentów, a to są dwie różne sprawy. Rady typu "trzeba było" (zachować odpowiednią kolejność - 1) małżeństwo, 2) współżycie) są niewiele warte. Ci, którzy trzymają się tych zasad, nie mają oczywiście problemu, ale ci, którzy nie trzymali się tych zasad, a wpadli w problem typu dziecko pozamałżeńskie, nic cennego nie czerpią z takiego moralizowania. "Trzeba było" brzmi jak "twoja wina, radź sobie sam", nazywasz to tylko innymi słowami: "żenujące". Czy to jest naprawdę dobra rada, jakaś wskazówka co czynić, jak postępować? Jakoś nie przypominam sobie, by w Ewangelii Jezus ktoś kogoś w ten sposób potraktował. To jest głoszenie koncepcji Kościoła dla osób idealnych, na zasadzie "jak nie jesteś idealny to odejdź, bo się nie nadajesz" ("trzeba było...", "żenujące", "grzeszniku śmiertelny" itd.). To samo robili faryzeusze.
8 lutego 2013, 13:06
@aga – zdanie jest prawdziwe, ale jest umieszczone w pewnym kontekście wypowiedzi. Wyjęcie go z kontekstu i umieszczenie w innym spowoduje, iż będzie fałszywe w stosunku do tego kontekstu. Standard manipulacji. Katolik zna dokładnie kolejność: małżeństwo, współżycie, rodzina. Zna, czy raczej powinien znać, ale to nie znaczy, że zawsze postepuje zgodnie z kolejnością. Zna, a jeżeli nie zna, to wyłącznie przez swoje, albo swoich rodziców zaniedbanie. Tłumaczenie się katolika w XXIw., że nie wiedział, iż współżycie przed ślubem jest grzechem i to śmiertelnym, ze nauka Kościoła dokładnie pokazuje jedyną rozsądną drogę jest żenujące. Tak samo żenujące, jak często słyszenie zdziwienie, ze się „wpadło” (pomijając już samo podejście do mającego się urodzić dziecka – „wpadka”). A jeżeli zdarzy mu się zmienic kolejność (współzycie > rodzina, albo współzycie poza rodziną)  to nie znaczy, ze ojciec+matka+ich wspóle dziecko nie tworzą rodziny, To znaczy, ze zgrzeszył śmiertelnie. Natomiast nie znaczy to, iż automatycznie tworzą rodzinę. Mogą ją stworzyć, ale nie muszą. i ze dziecko poczete przed/poza małzeństwem jest gorsze. Dziecko jest dzieckiem, ani lepszym, ani gorszym. Twierdzenie, ze ktoś traktuje dzieci pozamałżeńskie, jako gorsze to jest element szantażu emocjonalnego, nic więcej. Natomiast za możliwą traumę dziecka urodzonego poza małżeństwem odpowiadają jego rodzice.
A
aga
8 lutego 2013, 12:30
 a nie było w tym tekście przypadkiem, ze to małżeństwo przekształca się w rodzinę? Owszem, ale to nie zmienia, nie umniejsza uniwersalnej wymowy tych słów, nie przeczy ich prawdziwości. Wyciąganie sobie zdań, bez spojrzenia na całość prowadzi do błędnych wniosków. Prawda nie moze prowadzic do błędnych wniosków. Katolik zna dokładnie kolejność: małżeństwo, współżycie, rodzina. Zna, czy raczej powinien znać, ale to nie znaczy, że zawsze postepuje zgodnie z kolejnością. A jeżeli zdarzy mu się zmienic kolejność (współzycie > rodzina, albo współzycie poza rodziną) to nie znaczy, ze ojciec+matka+ich wspóle dziecko nie tworzą rodziny, i ze dziecko poczete przed/poza małzeństwem jest gorsze.
8 lutego 2013, 12:04
Trochę trudno wytykać mu cudzołóstwo, skoro stworzył od około 20 lat (teraz jest już po 50-tce), kochającą się nawzajem rodzinę. Dzisiejsze czytania wprost i dokładnie dają odpowiedź, co trzeba robić. Bez względu na poniesione konsekwencje trzeba mówić prostą, jasną prawdę. Nie możesz mieć męża twojej siostry (w wierze). Tyle, że taka mowa skazuje na śmierć. Może w XXIw. Nie dosłowną, ale na odrzucenie, na szydzenie, na śmierć towarzyską. Pytanie, czy jesteśmy gotowi „umierać” za głoszenie Prawdy?
8 lutego 2013, 11:40
@aga, a nie było w tym tekście przypadkiem, ze to małżeństwo przekształca się w rodzinę? Wyciąganie sobie zdań, bez spojrzenia na całość prowadzi do błędnych wniosków. Katolik zna dokładnie kolejność: małżeństwo, współżycie, rodzina. Jak ją zmieni, sam dobrowolnie i całkiem świadomie tworzy sobie dramat. Często dramat do końca życia. Ale jeszcze gorzej, gdy całkiem świadomie i dobrowolnie katolik niszczy życie swoje i cudze, nie dotrzymując wierności małżeńskiej. Kilka zdań nie zmieni tej prawdy, choć zapewne usprawiedliwi w oczach świata życie przeciw Dekalogowi.
WK
wierzący katolik
8 lutego 2013, 11:23
Nie do końca mogę zgodzić co pisze pan @Miłość i odpowiedzialność, ale na pewno zgodzę się, że miłość to odpowiedzialność: najpierw za rodzinę, którą stworzyło się w dniu zaślubin w KK. A jeślisię ma dzieci pozamałżeńskie to wypada chyba paść na kolana i błagać Boga o wskazówki co dalej robić wobec swojego grzechu pozamałżeńskiego (czy przedmałżeńskiego też?). Spowiedź pomaga bardzo w rozpoznaniu dalszej drogi.
A
aga
8 lutego 2013, 11:12
Dla tych, którzy dzielą ojcostwo na lepsze (to w małzeństwie sakramentalnym)  i gorsze (pozamałzeńskie, lub w małzeństwie niesakramentalnym) mała zagadka. Kto jest autorem poniższych słów: ~~ Zwyczajnym następstwem współżycia płciowego mężczyzny i kobiety jest potomstwo. ~~ Urodzenie dziecka sprawia, że oparty na współżyciu seksualnym związek mężczyzny i kobiety staje się rodziną ~~ Ojciec i matka, którzy dali dzieciom samo życie biologiczne, muszą z kolei żmudnym wysiłkiem dopełnić swe rodzicielstwo ojcostwem i macierzyństwem duchowym przez wychowanie PS Błekitne, Słaba, nie dajcie się tym przemadrzałym forumowym chłopom ;-)
D
dlatego
8 lutego 2013, 09:16
owoce związków cywilnych
D
dlaczego?
8 lutego 2013, 08:30
"....dlaczego społeczeństwo akceptuje fakt, że szczególnie młode dziewczyny bez skrupułów rozbijają rodziny, wiążąc się z żonatymi mężczyznami. I dlaczego na rozprawach pojednawczych małżeństw mających ślub kościelny wśród mediatorów nie ma kapłanów, którzy mogliby uratować wiele związków? Wszystkie również zgodnie stwierdzają, że w Kościele częściej pomaga się parom żyjącym w związkach niesakramentalnych. – Pytamy, dlaczego nas się nie zauważa? W chwilach buntu zastanawiamy się nawet, czy nie prościej byłoby znaleźć się w takim związku, żeby ktoś o nas zadbał..."
MI
Miłość i odpowiedzialność
7 lutego 2013, 22:36
Błękitne Niebo napisał: "Trochę trudno wytykać mu cudzołóstwo, skoro stworzył od około 20 lat (teraz jest już po 50-tce), kochającą się nawzajem rodzinę. Dlatego pytam, czemu on ma być na moim, czy Twoim celowniku? Dlaczego akurat on? Dla mnie zgorszeniem jest lanie żony, wyzywanie jej od najgorszych, czy też wyrzucanie jej i dzieci z domu po pijanemu.." Rzeczywiście trudno jest upominać, ale z Bożą pomocą... Mam bliskich znajomych, którzy od ponad 20 lat żyją w niesakramentalnym związku. Mają dwójkę już pełnoletnich dzieci. Kiedyś kilkanascie lat temu przynajmniej kilka razy rozmawialiśmy na ten trudny temat. Nie pogniewali się na mnie. Kilka lat temu wróciłem w tygodniu przed niedzielą miłosierdzia (1-a niedziela po Wielkanocy) do tematu. Jedna strona skorzystała; przystąpiła do spowiedzi św. i komunii św., podziękowała mi za pomoc. Druga za jakis czas także poszła tą drogą. Chyba nie jest im łatwo żyć jak brat z siostrą... Błękitne Niebo, nie pasuj... :)
R&
R & R
7 lutego 2013, 18:29
[url]http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/rodzina/wytrwac_mimo_wszystko.html[/url]
R&
R & R
7 lutego 2013, 18:28
"Moje rozmówczynie przyznają, że to wiara daje im siły do tego, żeby wytrwać w wierności sakramentowi małżeństwa, mimo że życie w samotności jest bardzo trudne. Ale wyznają też, że kiedy napotyka się wiele różnych przeszkód, które niesie ze sobą codzienność, wtedy pojawia się bunt. – Porzucone kobiety zadają sobie pytanie: dlaczego to moje małżeństwo się rozpadło, mimo że tak bardzo starałam się, żeby przetrwało? Co mam dalej robić ze swoim życiem? Niektóre się załamują, a jedną z moich koleżanek dosłownie to zabiło – opowiada Agata, dodając, że ma świadomość, iż grzech pociąga za sobą grzech. − Zdrada współmałżonka prowokuje drugą osobę do popełnienia grzechu, czyli związania się z inną osobą. Szczególnie łatwo o to, kiedy małżonkowie rozstają się w młodym wieku – zauważa. Zofia, Wiera, Agata i Nina postanowiły opowiedzieć o sobie, bo chcą uświadomić innym, jak bardzo osoby porzucone przez współmałżonka potrzebują wsparcia. Tymczasem prawie zawsze są one przez otoczenie napiętnowane i traktowanie jako gorsze. − Kiedy mąż mnie zostawił, nikt z moich znajomych nie zapytał: słuchaj, a może ty czegoś potrzebujesz? Owszem, słyszałam deklaracje: jesteśmy z tobą, ale zabrakło konkretów – wspomina Agata. Na szczęście jest bardzo zaradna, świetnie zarabia. Kiedy więc czegoś potrzebuje, po prostu wzywa fachowca. Ale większość kobiet zostawionych przez mężów zmaga się z trudnościami finansowymi. Zostają z jedną pensją, często lichą. Ktoś powie, dostają alimenty na dzieci. Owszem, ale bywa, że są to grosze, a często też ojcowie ociągają się z ich płaceniem. Zdaniem pań za mało mówi się też o konsekwencjach, jakie pojawiają się wraz z rozwodem rodziców w życiu dzieci. – Dla nich to przecież ogromna tragedia. Zachwiany zostaje wzorzec i tym samym pod dużym znakiem zapytania staje kwestia wejścia naszych dzieci w związek małżeński. Pytają: „Po co mam iść tą drogą, skoro rodzicom się nie udało?” − tłumaczy Agata. Wspólnie zastanawiają się też, dlaczego społeczeństwo akceptuje fakt, że szczególnie młode dziewczyny bez skrupułów rozbijają rodziny, wiążąc się z żonatymi mężczyznami. I dlaczego na rozprawach pojednawczych małżeństw mających ślub kościelny wśród mediatorów nie ma kapłanów, którzy mogliby uratować wiele związków? Wszystkie również zgodnie stwierdzają, że w Kościele częściej pomaga się parom żyjącym w związkach niesakramentalnych. – Pytamy, dlaczego nas się nie zauważa? W chwilach buntu zastanawiamy się nawet, czy nie prościej byłoby znaleźć się w takim związku, żeby ktoś o nas zadbał? – przyznają. Niepokoi je także słabe przygotowanie wielu spowiedników do kontaktu z osobami porzuconymi, które czują się niewinne rozpadowi małżeństwa. Ale co najważniejsze, chcą zachęcić innych do tworzenia wspólnot osób porzuconych przez współmałżonka. − Marzy nam się, aby powstały one w każdej parafii, a przynajmniej, żeby osoby porzucone, które postanawiają wytrwać w wierności sakramentowi małżeństwa...." cd. http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/rodzina
MR
Maciej Roszkowski
7 lutego 2013, 16:56
 Żądam możliwości  jeżdżenia środkami komunikacji za darmo, no może co najwyżej w z dużą ulgą. Mam do tego prawo, bo tak chcę. Stoją za mną prawa czlowieka i obywatela, prawa mniejszości (jak będziemy wiekszością sami to sobie przegłosujemy), poparcie wielu światłych umysłów nie godzących sie na moją stygmatyzację, wykluczenie i dyskryminację. Jestem człowiekiem tolerancyjnym więc jeśli ktoś chce wykupywać bilety normalne  to niech tak sobie robi, nie przeszkadza mi to. Rozpowszechniam swoje żadanie gdzie sie da bo jest słuszne i już!!
CL
c'est la vie
7 lutego 2013, 15:53
Ojciec z przymusu to dobry, wzorowy, kochający i szczerze się opiekujący ojciec? Widziałem takich ojców, i widziałem dramat i dzieci i ich matek, jak taki zmuszony do roli ojca znikał na zawsze. Naprawdę lepiej najpierw stworzyć prawdziwe kochające się małżeństwo, a później wychowywać dzieci, niż z własnej głupoty i naiwności przeżywać dramaty. Ojciec z przymusu - jakas nowa kategoria pojeciowa. Ojcem albo się jest albo nie.  Czy to nie hipokryzja, jesli uwaza się, ze zły ojciec (czytaj: niedojrzały do roli ojca), ale skaramentalny i niewierny swej zonie, powinien za wszelka cene, równiez dla dobra dziecka powrócic na łono rodziny, natomiast zły ojciec (czytaj: niedojrały do roli ojca) "niesakramentalny" (np. kawaler) nie powinien się żenić, nie powinien byc "zmuszany"... równiez dla dobra dziecka (bo  np. zniknie na zawsze) Najlepiej być zdrowym, szczesliwym i bogatym, miec kochajaca wspaniał rodzine, ale c'est la vie
R
R.
7 lutego 2013, 15:44
świadectwo "Studnia nigdy nie wysycha" - [url]http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/rodzina/studnia_nigdy_nie_wysycha.html[/url] ... żona zabiega o zbawienie męża - taki czuje obowiązek mocne
B
bratPolak
7 lutego 2013, 15:01
@~nobody "...Nie można nic nie zrobić w tej i podobnych sprawach, gdy ktoś żyje w śmiertelnym grzechu..." Powiedz to duszpasterzom zajmującym się nieskaramentalnymi Taaa...Duszpasterze pracujący z niesakramentalnymi to same tępaki, niedokształcone, o niepewnej formacji duchowej... I tylko czekają na oświecenie przez ~nobody, ~TomaszL, ~Miłość i odpowiedzialność, ~Prawo i Sprawiedliwość. Weź ty się człeku stuknij w ten pusty łeb...
N
nobody
7 lutego 2013, 14:53
"...Nie można nic nie zrobić w tej i podobnych sprawach, gdy ktoś żyje w śmiertelnym grzechu..." Powiedz to duszpasterzom zajmującym się nieskaramentalnymi
MI
Miłość i odpowiedzialność
7 lutego 2013, 14:42
Błekitne Niebo napisał: "ps. On czekał na żonę 10 lat. Widać zabrakło mu potem już siły, wiary, cierpliwości, może był też w rozpaczy (tego nie wiem). Czemu jest na Twoim celowniku?.." Chodzi o jego zbawienie i o to, aby nie było zgorszenia, które szkodzi wszystkim, w tym małżonkom, gdyż wirus życia w drugim niesakramentalnym związku jest bardzo zaraźliwy. "Poznacie prawdę, a prawda Was wyzwoli". Może wystarczy mu w umiejętny, mądry sposób podsunąć do przeczytania np. ww. artykuł ks. Marka Dziewieckiego albo przynajmniej świadectwo "Studnia nigdy nie wysycha" - [url]http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/rodzina/studnia_nigdy_nie_wysycha.html[/url] Nie można nic nie zrobić w tej i podobnych sprawach, gdy ktoś żyje w śmiertelnym grzechu...
S
Słaba
7 lutego 2013, 14:38
Ojciec dziecka ma obowiązek łożyć na dziecko, ale nie ma żadnego obowiązku być małżonkiem matki dziecka. Nie można też od niego wymagać, aby wychowywał, czy zajmował się dzieckiem. (podkreślenie moje) Ojciec powinien być ojcem. Do ojcostwa należy nie tylko łożenie na dziecko, ale też wprowadzanie go w świat i w samodzielność. Oczekiwanie, że ojciec będzie spełniał rolę ojca, jest jak najbardziej słuszne. To jest wymaganie odpowiedzialności, która wyraża miłość. Bóg zapyta go kiedyś (wbrew pozorom często jeszcze w tym życiu) - jak się odnosił do swojego dziecka...
ZD
Zapraszam do czytania:
7 lutego 2013, 14:12
[url]http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/rodzina/wytrwac_mimo_wszystko.html[/url]
M
men
7 lutego 2013, 13:59
errata: "w podobnej sytuacji"
M
men
7 lutego 2013, 13:59
Mam znajomego w podnej sytuacji, też nie wytrzymał dłużej niż 12 lat. Jako mężczyzna przyznam to, że mężczyznom jest trudniej "wytrzymać". Znam kobiety, które czekają na męża marnotrawnego 20 lat i więcej. Coś w tym jest, że facet "pęka" szybciej.
7 lutego 2013, 13:51
@Błekitne Niebo Co znaczy jest na celowniku? Jak na razie chyba nikt go nie ocenił. To o czym piszemy to ocena czynu: grzech. Czy jesteś przeciwnego zdania. On czekał na zone tylko 10 lat a Jezus powiedział 77... (trochę poleciałem w oparciu o licencia poetica) Nie wiem czego mu zabrakł z rzeczy, które wymieniłaś. Z nauczania Kościła wiem, że zabrakło mu współpracy z łaską. Twoje pytania nie sa retoryczne. Niezależnie od odpowiedzi jaką sobie dałaś! Jak powiedzieć drugiemu człowiekowi (by uwierzył w Twoje słowa): "Wystepuję przeciwko Twojemy grzechowi, a nie przeciwko Tobie"
MI
Miłość i odpowiedzialność
7 lutego 2013, 13:24
Błękitne Niebo napisał: Natomiast w sytuacji, którą opisałam, sąd duchowny odrzucił jego wniosek o nieważności, więc ten mężczyzna naprawdę będąc już samotnym sakramentalnym małżonkiem w wieku 22 lat, będąc nadal samotnym sakramentalnym w wieku 33 lat - nie ma żadnej możliwości, by mieć rodzinę: żonę i dzieci do końca swoich dni... Bardzo częsty błąd w myśleniu i mówieniu o tych sprawach!!! Dasz sobie głowę uciąć, że jak pozostanie wierny sakramentalnej żonie, a ona się nawróci i do niego powróci, to nie będzie mieć rodziny i ew. dzieci??? Kwestia wiary i wierności Jezusowi, posłuszeństwa Jego nauce. Dla Pana Jezusa nie ma rzeczy niemożliwych!!!
7 lutego 2013, 12:35
samotny... @Błękitne Niebo To chyba właśnie dlatego przez wieki Kościół karał tak dotkliwie osoby porzucjące swojego ślubnego współmałżonka - szkoda wyrządzona współmałżónkowi, który pozostaje wierny (przysiędzie i Bogu) jest gigantyczna!!!! Tylko, że zła żona to nie jest wymówka by miec nową... On ma przymajmniej spokój w domu mógłaby powiedzieć niejedena żona, który wytrwała w wierności męzowi ktory odzszedł jedynie psychicznie a fizycznie mieszka dalej razem... ------------- Popadając w patos: każdy ma swój krzyż i nie ma tak wielkiego, ktorego nie można oddać Jezusowi do niesienia.
7 lutego 2013, 12:24
Ojciec dziecka ma obowiązek łożyć na dziecko, ale nie ma żadnego obowiązku być małżonkiem matki dziecka. Nie można też od niego wymagać, aby wychowywał, czy zajmował się dzieckiem. TomaszL - prawdziwy mężczyzna! Spłodzic tak, ale zajmowac się (jako mąż-czy niemąż) to już nie! Ojciec z przymusu to dobry, wzorowy, kochający i szczerze się opiekujący ojciec? Widziałem takich ojców, i widziałem dramat i dzieci i ich matek, jak taki zmuszony do roli ojca znikał na zawsze. Naprawdę lepiej najpierw stworzyć prawdziwe kochające się małżeństwo, a później wychowywać dzieci, niż z własnej głupoty i naiwności przeżywać dramaty.
@
@TomaszL
7 lutego 2013, 12:13
Ojciec dziecka ma obowiązek łożyć na dziecko, ale nie ma żadnego obowiązku być małżonkiem matki dziecka. Nie można też od niego wymagać, aby wychowywał, czy zajmował się dzieckiem. TomaszL - prawdziwy mężczyzna! Spłodzic tak, ale zajmowac się (jako mąż-czy niemąż) to już nie!
7 lutego 2013, 12:07
Takie są pytanie zadawane przed zawarciem małżeństwa. PROTOKÓŁ ROZMÓW KANONICZNO-DUSZPASTERSKICH Z NARZECZONYMI PRZED ZAWARCIEM MAŁŻEŃSTWA [...] 18. Warunek (kan. 1102) a) Czy są stawiane jakieś wymagania, od których uzależnia się zawarcie lub trwanie małżeństwa? b) Czy wymagania te nie mają formy warunku? c) Jakie jest stanowisko drugiej strony w tej sprawie? 19. Przymus (kan. 1103) a) Czy narzeczeni sami dobrowolnie podjęli decyzję zawarcia małżeństwa? b) Komu zależy na zawarciu tego związku? c) Czy nie ma nacisku ze strony rodziny   lub   otoczenia,   np. względy materialne, społeczne, obawa zniesławienia? d) Czy nie ma innych okoliczności przymusu, np. bojaźń z szacunku dla rodziców? [...]
7 lutego 2013, 12:01
@antyk Masz rację na pytanie czy wyłacznie - odpowiada głównie. Jeśli do ślubu ma skłaniać głównie coś co nie jest dobra wolą to ślub taki nie jest podjęty z wolnej woli.
7 lutego 2013, 11:54
@~tez ksiądz Szczerze mówiąc mam nadzieję, że nie jesteś księdzem a trolem. Ja nie jestem księdzem :-) A procedury znam od strony petenta... A ze spotkanych w zyciu sytuacji wiem, że często jest to strach, szantaż finansowy lub emocjonalny a nie  bezmyslność.
7 lutego 2013, 11:48
@Marcin - pisałem o sytuacji kochanki mężczyzny, który ma żonę. Nie może kochanka wymagać, aby ten mężczyzna się rozwiódł, porzucił żonę i wychowywał z kochanką wspólne dzieci. Ale oczywiście żadna kobieta nie może zmusić mężczyzny do małżeństwa. Nie może go zmusić do małżeństwa mające się urodzić dziecko, nie może go też zmusić otoczenie. Wyrażenie zgody małżeńskiej musi być wolne, nieprzymuszone niczym, ani też przez nikogo nie wymuszone. Ojciec dziecka ma obowiązek łożyć na dziecko, ale nie ma żadnego obowiązku być małżonkiem matki dziecka. Nie można też od niego wymagać, aby wychowywał, czy zajmował się dzieckiem. Stąd bardzo dziwi, iż kobiety tak bezkrytycznie, naiwnie podejmują współżycie pozamałżeńskie, bo w praktyce jest prawdopodobne, iż mogą samotnie wychowywać dziecko.
TK
też ksiądz
7 lutego 2013, 11:26
Gdy zgłaszają się narzeczeni bada się (wypytuje ich) dlaczego chcą zawrzeć sakramentalny związek małżeński. Jeśli padnie odpowiedz: Wpadliśmy, zaszłam w ciązę i mama mi każe wyjśc za mąż - To oznacza brak woli zawarcia zwiazku małżeńskiego. Jslei padnie odpowiedź kochamy się i chcemy być razem - a do tego zaszłam w ciążę. To odpowiedź wskazuje na wole zawarcia małżeństwa. Piszesz to z autopsji? Naprawdę zgłaszaja sie do Ciebie tacy bezmyslni i ubezwłasnowolnieni  narzeczeni?  A może przychodzą z mamusią?
A
antyk
7 lutego 2013, 11:19
komentujesz odpowiedź zacytowaną bez pytania, pytanie dotyczło tych którzy: "decydują się na ślub wyłącznie ze względu na już poczęte dziecko i presję otoczenia" ..... Masz racje, odpowiedz nalezy czytac w kontekscie pytania, które wczesniej padło. Pytanie czytelnika: Czy Kościół nie popiera czasem grzechu cudzołóstwa, udzielając sakramentu małżeństwa parom, które decydują się na ślub wyłącznie ze względu na już poczęte dziecko i presję otoczenia? (dalej jest komentarz) Odpowiedź księdza (dotycząca tej wytłuszczonej kwestii): Ja sam już wiele razy rozmawiałem z takimi parami, które chciały się pobrać głównie dlatego, że „to” już się stało czy dlatego, że ona była już w ciąży. Nigdy jeszcze żadnej parze nie udało się nakłonić mnie, bym zrobił wyjątek i pobłogosławił w takiej sytuacji ich małżeństwo. Byłoby ono i tak nieważne, gdyż wynikałoby ze strachu czy przymusu, a nie z miłości. Zatem ks. Dziewiecki nie odpowiada dokładnie na zadane pytanie, bo mówi o sytuacji, gdy para chce sie pobrac (para, czyli oboje, czyli przymus z zewnatrz?) głównie dlatego, ze rozpoczeli współzycie i poczęło się dziecko. Głównie to nie znaczy, ze wyłącznie. Miłość to przecież dar, łaska, proces.  I wiąże się z odpowiedzialnością.
7 lutego 2013, 10:59
@marcin Gdy zgłaszają się narzeczeni bada się (wypytuje ich) dlaczego chcą zawrzeć sakramentalny związek małżeński. Jeśli padnie odpowiedz: Wpadliśmy, zaszłam w ciązę i mama mi każe wyjśc za mąż - To oznacza brak woli zawarcia zwiazku małżeńskiego. Jslei padnie odpowiedź kochamy się i chcemy być razem - a do tego zaszłam w ciążę. To odpowiedź wskazuje na wole zawarcia małżeństwa.
M
marcin
7 lutego 2013, 10:41
@Błekitne Niebo Panna nie może byc kochanką? Kochanka to kobieta utrzymująca stosunki seksualne z mężczyzną bez zawarcia związku małżeńskiego. W tym sensie moja matka była kochanką swego poźniejszego męża a mego ojca. Jak rozumiem wyjasnienie TomaszaL ksiądz który udzielił slubu moim rodzicom chyba (na szczescie?) nie znał kanonu 1103. Albo znał i wiedział, że nie stosuje się go prewencyjnie, zapobiegawczo, jak chciałby tego ks. Dziewiecki. Wydaje mi się, ze nieważność małżeństwa (od samego poczatku) mozna stwierdzic jednak dopiero po slubie, w przeciwnym razie nie mamy przeciez do czynienia z małzeństwem.  A małzeństwo nawet obiektywnie nieważnie zawrte może zostać uwaznione, przecież dla Boga nie ma rzeczy niemozliwych (?)
7 lutego 2013, 10:35
@antyk komentujesz odpowiedź zacytowaną bez pytania, pytanie dotyczło tych którzy: "decydują się na ślub wyłącznie ze względu na już poczęte dziecko i presję otoczenia" Przeszkoda nie jest dziecko, a to że decyzja jest podejmowana "bo tak trzeba". Trzeba to było nie współżyc bez ślubu. Sprowadzając sprawę do absurdu a jak tej samej nocy przepał się z trzema dziewczynami, i doszło do poczecia trójki dzieci a nie pamięta z którą pierwszą... to należy zalecać ślub sakramentalny ze wszystkimi?
A
antyk
7 lutego 2013, 10:24
Kościół Katolicki uważa (nawet nie wiedziałam o tym), że ślub w kościele, jak się potocznie mówi, z powodu ciąży może być nieważnie zawarty i o tym mowa w tekście, który zacytowałeś. istnieje ryzyko sprowadzenia sprawy do tragicznego absurdu: gdyby kandydatka na żonę dokonała potajmenie aborcji - nie byłoby juz wówczas  "przeszkody"z powodu ciąży przedmałzeńskiej i ksiądz Dziewicki by pobłogosławił takiej kobiecie, gdyby przyszła z ojcem zabitego dziecka prosic o slub?
7 lutego 2013, 09:42
Pani C musi założyć, że skoro On nie może jej uczciwie obiecać ... Dlaczego nie może obiecać uczciwie? Bo kiedy raz obiecał uczciwie, to został porzucony i żyje sam przez 10 lat? Oczywiście wciąż odnoszę się do tej konkretnej sytuacji, bo trudno mi sobie wyobrazić jakąś teoretyczną i ją osądzać (tę teoretyczną). Zresztą tej konkretnej, podanej przeze mnie, też nie osądzam wiedząc jak się dalej potoczyła. @Błękitne Niebo Porozmawiajmy na płaszczeżnie wiary i moralności chrzescijańskiej. Porzucony Pan B jest sakramnetalnym mężam Pani A. Jest osoba skrzywdzoną. Zgodnie ze zlożona przysięgą powinien dochowac wiernośc Pani A mimo, że ta go odrzuciła. Współżycie skesualne z innymi kobietami, nie będącymi jego sakramentalna małżonką, jest grzechem. Czy z tym sie zgodzisz? Dlatego nie może uczciwie obiecać, bo powinien zrobic coś innego. Skoro wybierając współżycie wybiera grzech czy może zrobić to uczciwie (nie grzesząc)? ------------------------------------------ Wczoraj idac przez Park słyszałem kłótnię dwojga ludzi: "Przecież umówiliśy się że ją oszukamy. Tak, to ja oszukałem. A teraz płać raty grzywny, (on nie ma dochodow i komornik nie ma mu co zająć)"
7 lutego 2013, 09:41
@Błekitne Niebo - Pan B jest mężem (oczywiscie zakłądając, iż jego małżeństwo zostało ważnie zawarte). W mojej ocenie czas nie ma tutaj żadnego znaczenia.
7 lutego 2013, 09:38
Tej wiary nie ma chyba w sobie ks. Dziewiecki gdy pisze: Kościół nie tylko tego typu „małżeństw” nie popiera, ale stanowczo się im sprzeciwia. W wielu dokumentach Kościoła czytamy, że najlepszą drogą do miłości w małżeństwie jest zachowanie czystości w narzeczeństwie i że współżycie przedmałżeńskie – niezależnie od tego, czy doszło do poczęcia dziecka, czy też nie – jest stanowczym przeciwwskazaniem. Ja sam już wiele razy rozmawiałem z takimi parami, które chciały się pobrać głównie dlatego, że „to” już się stało czy dlatego, że ona była już w ciąży. Nigdy jeszcze żadnej parze nie udało się nakłonić mnie, bym zrobił wyjątek i pobłogosławił w takiej sytuacji ich małżeństwo. Byłoby ono i tak nieważne, gdyż wynikałoby ze strachu czy przymusu, a nie z miłościKto daje mu prawo zakładac apriori niewaznosc małzeństwa? Może Kodeks Prawa Kanonicznego? Kan. 1103 – Nieważne jest małżeństwo zawarte pod przymusem lub pod wpływem ciężkiej bojaźni z zewnątrz, choćby nieumyślnie wywołanej, od której, ażeby się uwolnić, zmuszony jest ktoś wybrać małżeństwo.
7 lutego 2013, 09:32
@Marcin Trafnie zauważa Bęlkitni Niebo, ksiądz Drzewiwcki odpowiada na pytanie o tych, którzy: "decydują się na ślub wyłącznie ze względu na już poczęte dziecko i presję otoczenia" Chodzi o to by wybór małżenstwa był dokonywany niejako pomimo tego, że kobieta jest w ciąży. ------------------- Przeciwnieństwem tego jest praktyka by kobieta zgwałcona musiała poślubic gwałciciela. Skutek jest taki, że praktykowanym przepisem na małżeństwo jest upatrzenie sobie kandydatki, gwałt i przyjście z oświadczynami do rodziców - albo hańba albo ślub...
7 lutego 2013, 09:07
Natomiast kobieta, która w jakikolwiek sposób wiąże się z żonatym musi założyć, ze będzie wychowywać dziecko, które zrodzi się z takiego związku samotnie. ... Chyba, że jest to żonaty porzucony. (...) @Błękitne Niebo Nie rozmwiajmy o konkretnej sytuacji tylko o logice sakramentu małżeństwa i osobach wierzących (wszyscy troje). 1. Pani A  i Pan B zawierają ważny sakramentalny związek małżeński 2. Pani A porzuca Pana B 3. Pani A i Pan B są nadal sakrementalnym małżeństwem (niezależnie od ich statusu cywilnego) 4. Pani C wiąże się z Panem B. Co musi wiedzieć: - Pan B jest mężem Pani A - Powienien, czekac na powrót Pani A, jest związany przysięgą - Pani C musi pamiętać, że na Pan A nie jest wolny i nie może jej siebie uczciwie obiecać bo obicał już innej. - Pani C musi założyć, że skoro On nie może jej uczciwie obiecać, to może jej przyjść wychowywać dziecko samotnie.
M
marcin
7 lutego 2013, 08:37
Urodziłem się 7 miesiecy po ślubie moich rodziców. Nie byłem wczesniakiem. Mój ojciec długo wzbraniał się przed podjeciem odpowiedzialnosci za mnie, twierdził, ze nie jest jescze gotowy, dojrzały, ze tak naprawdę nie wie, czy kocha moją matkę. To dzięki niej, a także dzieki nienachalnej presji rodziny doszło do slubu. Z czasem wszystko dobrze sie ułozyło, mam dwoje młodszego rodzeństwa, wspaniałą kochajaca rodzine. Dziekuje Bogu, że moja matka nie spotkała nigdy takich doradców jak ks. Dziewiecki, że nie pozostała "panną z dzieckiem", ze nie oddała mnie do adopcji, że uwierzyła w Sajkrament małzeństwa i w moc z niego płynącą. Tej wiary nie ma chyba w sobie ks. Dziewiecki gdy pisze: Kościół nie tylko tego typu „małżeństw” nie popiera, ale stanowczo się im sprzeciwia. W wielu dokumentach Kościoła czytamy, że najlepszą drogą do miłości w małżeństwie jest zachowanie czystości w narzeczeństwie i że współżycie przedmałżeńskie – niezależnie od tego, czy doszło do poczęcia dziecka, czy też nie – jest stanowczym przeciwwskazaniem. Ja sam już wiele razy rozmawiałem z takimi parami, które chciały się pobrać głównie dlatego, że „to” już się stało czy dlatego, że ona była już w ciąży. Nigdy jeszcze żadnej parze nie udało się nakłonić mnie, bym zrobił wyjątek i pobłogosławił w takiej sytuacji ich małżeństwo. Byłoby ono i tak nieważne, gdyż wynikałoby ze strachu czy przymusu, a nie z miłości [url]http://www.wzrastanie.pl/?mod=190&PHPSESSID=351f91c9159a8170348c3749e91eb385[/url] Kto daje mu prawo zakładac apriori niewaznosc małzeństwa? Dziekuje Bogu, że moja matka nie spotkała takich życzliwych, jak TomaszL, którzy niechybnie wpedziliby ją w nerwice, poczucie winy, poczucie wykluczenia, a ja wychowywałbym się bez ojca, albo przez ojca niebiologicznego.
7 lutego 2013, 06:48
@Jarek - separacja albo czasowa, albo co mozliwe, ale nie wskazane do końca życia. Człowiek, który zawarł ślub sakramentalny zgodził się na to, że może zostać samotny do końca życia. [color=#3d3e40]Nie, jest małżonkiem do końca życia. Natomiast kobieta, która w jakikolwiek sposób wiąże się z żonatym musi założyć, ze będzie wychowywać dziecko, które zrodzi się z takiego związku samotnie.[/color]
T
tak
7 lutego 2013, 00:21
tak, masz racje "nie", nie ma wolnosci po slubie, jest niewola i obowiazek małzenski do spełnienia, codziennie, bo "i ze cie nie opuszcze az do smierci", chyba, ze  on(a) symulował(a) i myslała " i ze cie nie dopuszcze az do smierci" wtedy nie ma małzenstwa od poczatku, tylko co niby małzenstwo? a dzieci z takiego"niewaznego" małzenstwa to  co tez niewazne, "z nieprawego łoża"? a zycie z poslubiona niewaznie to nie grzech, nie cudzołóstwo?
J
Jarek
6 lutego 2013, 23:12
Ks. Dziewiecki pisze: Natomiast kobieta, która zgodziła się na współżycie z żonatym mężczyzną, zgodziła się w konsekwencji na to, że może stać się kiedyś matką samotnie wychowującą dziecko. Można też napisać: Człowiek, który zawarł ślub sakramentalny zgodził się na to, że może zostać samotny do końca życia. Ks. Dziewiecki uprawia demagogię.
J
Jarek
6 lutego 2013, 22:34
@~nie lub takiego zachowania małżonka, które czyni wspólne życie niemożliwym. Tylko, że "zachowań małżonka, które czynią wspólne życie niemożliwym" może być bardzo dużo. Ewentualnie może takich zachowań nie być w ogóle, jeżeli jest się masochistą - fizycznym, psychicznym* (*-niepotrzebne skreślić). Zatem, @~nie, nie polemizujesz ze mną, tylko wydaje ci się, że nigdy nie mogą wystąpić zachowania, które czynią wspólne życie niemożliwym :)
N
nie
6 lutego 2013, 21:49
No to skoro każdy coś przytacza na poparcie swoich przemyśleń, to ja też przytoczę - fragment przysięgi małżeńskiej: "... i nie opuszczę cię aż do śmierci...": Czyli to, co pisze ks. Dziewiecki, ma jak najbardziej odzwierciedlenie w przysiędze małżeńskiej. Wspólne Życie małżonkowie sobie ślubują, a więc nie ma po ślubie "wolności" jak to sugeruje Jarek, że mogę wracać, czy nie wracać do małżonka. Mam obowiązek stale i codziennie z nim żyć. Rozstanie się (separacja) jest dopuszczalne tylko na wypadek cudzołóstwa, lub takiego zachowania małżonka, które czyni wspólne życie niemożliwym. Natomiast każde inne pozostawienie małżonka jest grzechem. To zaś co Jarek pisze o niezdolności do małżeństwa to zupełnie inna sprawa; oczywiste jest, że jak małżeństwo nie zaistniało, to nie ma też "jednego ciała", czyli obowiązku życia z kimś, kto de facto nie jest małżonkiem
J
Jarek
6 lutego 2013, 21:07
Ktoś przytacza FC mówiąc o nadinterpretacji, ktoś z kolei jakieś kazanie z 1945 r., ktoś przytacza Katechizm. A ja przytoczę 1 Kor 7, 10-11: Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża! Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony. Najważniejsze jest to, co wytłuszczone - z samego Pisma Świętego wynika, że temu kto opuścił małżonka (z różnych, w tym i usprawiedliwionych powodów) pozostają dwa wyjścia - 1) albo zostanie sam(a) 2) albo pojedna się ze swoim małżonkiem. Tymczasem ks. Dziewiecki wprowadza swoją interpretację: "Gdyby zaś odeszła (odszedł), niech wraca(!)" (na siłę, oddając dzieci do adopcji, nieważne co i jak, masz wracać). Wiele to z wolnością, którą Jezus nam dał, wspólnego nie ma. Przyczyny rozwodu/rozejścia są różne, a samo Pismo Święte nie nakazuje trwania w małżeństwie. Rozwód nie jest równoznaczny z cudzołóstwem! Ludzie z różnych powodów są samotni z wyboru lub stają się samotnymi mimo małżeństwa. Gdyby biblijna zasada "jednego ciała" obowiązywała przy każdym małżeństwie sakramentalnym, to nie byłoby wyroków sądów biskupich stwierdzających nieważność małżeństwa, czyli wskazujących, że od samego początku małżeństwo było nieważne! Mt 19,12: Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!»
Ś
ŚWIADECTWO
6 lutego 2013, 15:46
http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/rodzina/studnia_nigdy_nie_wysycha.html Nawet jeżeli człowiek formalnie rozdzieli to, co Bóg złączył? M.N.: – Nawet wtedy. Taka jest właśnie moja sytuacja: mąż odszedł, zostałam sama z czwórką dzieci, bez pracy, bez zasądzonych alimentów, w niewielkim mieszkaniu. Nie znałam jeszcze wówczas Wspólnoty SYCHAR – bo wtedy na pewno walczyłabymbardziej o mojemałżeństwo. Ostatecznie doszło do rozwodu, mąż wstąpił w nowy związek cywilny, z którego ma kolejną dwójkę dzieci. Musiałam sobie wówczas odpowiedzieć na pytanie: czy fakt, że on żyje w nowym związku, zwalnia mnie z przysięgi małżeńskiej złożonej przed Bogiem? No, oczywiście, nie zwalnia – sakramentalny związek małżeński jest nierozerwalny niezależnie od sytuacji i trudności, jakie nas spotykają. Ten związek trwa mimo ustanowienia przez sąd cywilny rozwodu. Ile to już lat? M.N.: – Dwadzieścia. Dziesięć lat byliśmy razem, dziesięć lat jesteśmy osobno. Szmat czasu… M.N.: – Właściwie w mojej sytuacji można by powiedzieć, że to już jest koniec, że wszystko jest stracone. Ale kiedy natknęłam się na Wspólnotę, zyskałam nadzieję i zrozumiałam, że ja chcę, żeby moje małżeństwo było uzdrowione. Ks. P.D.: – Nasza wspólnota pełni bardzo ważną rolę terapeutyczną. To jest oczywiście przede wszystkim modlitwa, proces duchowej odnowy – np. poprzez program „Wreszcie żyć – 12 kroków ku pełni życia” – i nawiązywanie właściwej relacji z Panem Jezusem. Ale równie ważna jest wzajemna pomoc, możliwość przepracowania i skonfrontowania swoich problemów w grupie i niesamowitego wsparcia ze strony osób, których dotknęła podobna sytuacja. Bo u nas nie ma teoretyków. Pani to pomogło. M.N.: – Tak, moje życie dzięki Wspólnocie niesamowicie się zmieniło. Zrozumiałam, że Pan Bóg nie zostawi mnie samej. I nawet jeżeli nie ma przy mnie małżonka, znajduję w sobie dość siły, bo mam to niejako zagwarantowane poprzez sakrament małżeństwa. Nie zrobiłabym ani jednego kroku, gdyby Pan Bóg mi nie pomagał, gdybym każdego dnia nie budziła się i nie odczuwała Jego łaski i miłości. A Pan Bóg tak mi jakoś błogosławił, że bardzo szybko zmieniłam miejsce zamieszkania, odważyłam się z czwórką dzieci przeprowadzić do innego miasta, znalazłam pracę w swoim zawodzie. Stanęłam na nogi, pracuję, mam nadzieję. A cztery miesiące temu zadzwonił mąż, mówiąc, że rozstał się z tamtą kobietą. Naprawdę?! M.N.: – W tej chwili zaczynamy powoli ze sobą szczerze rozmawiać – to jest oczywiście długi proces, ale widać jakieś pierwsze pozytywne symptomy. Mąż uczestniczy w „12 krokach”, pracuje nad sobą. To już jest bardzo dużo.
MI
Miłość i odpowiedzialność
6 lutego 2013, 15:44
Żona 2013-02-06 14:16:41 napisała: „Jeśli nie zgadzam się, bo kocham męża, bo przede wszystlkim kocham Boga to świetnie, ale czy tak jest zawsze?” Zgadzam się. Wiarygodna z punktu widzenia wiary, moralności niezgoda na rozwód ma miejsce wtedy, gdy nie zgadzam się, bo kocham męża, kocham Boga, kocham innych bliźnich, małżonków, których nie zarażam swoją zgodą na rozwód, wiedząc jak zaraźliwy jest rozwodowy wirus...
Ż
Żona
6 lutego 2013, 14:16
Małżeństwo jest tylko drogą do zbawienia....nie jedyną. Dlaczego więc stawia się na piedestał grzechy z nim związane? Inne nie są tak samo ważne? Nawet jeśli zgoda na rozwód byłaby grzechem (dla mnie nie, jeśli jest podyktowana częstym wycieńczeniem zgadzającego i dzieci) to czy grzechem nie jest też niezgadzanie się, bo chcę małżonkowi dokopać, bo na złość się nie zgodzę? Jeśli nie zgadzam się, bo kocham męża, bo przede wszystlkim kocham Boga to świetnie, ale czy tak jest zawsze? Czy pod przykrywką poglądów religijnych nie kryją się "prawdziwe" powody? Każdy w sercu musi rozeznać dlaczego nie zgadza/ zgadza się na rozwód, czyli nie powinno być żadnego traktowania zbiorowego takiej postawy. "Nie sądź aby nie być sądzonym"
OT
otóż to, otóż to...
6 lutego 2013, 13:02
Ale czemu nie oburza Was tak wielka fala rozwodów, czemu tak głośno nie wołacie do małżonków w kryzysie – opamiętajcie się, nie wolno się rozstać. A może już aprobujecie takie wyjście, bo to przecież „nie po ludzku” jest żyć z jedną żona/ jednym mężem przez kilkadziesiąt lat. Społeczna aprobata dla rozwodów, społeczna (w rzekomym katolickim społeczeństwie) aprobata dla życia niezgodnie z nauką Kościoła poraża i przeraża. A Was poruszyło jedno zdanie, zresztą odczytane bez otaczającego go kontekstu. ...
6 lutego 2013, 12:39
A TomaszL jest jedynym certyfikowanym interpretatorem nie tylko FC, ale całego Bożego planu i działania na Ziemi A któż mówi, iż szczerze prawdziwą miłością można kochać Boga trwając w grzechu i to śmiertelnym? Czyż nie tak się opowiada „niesakramentalnym”? Tyle, ze zgodnie z Katechizmem wydanym już po FC: 1849 Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. Został określony jako "słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu" 87 . 1850 Grzech jest obrazą Boga: "Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przed Tobą" (Ps 51, 6). Grzech przeciwstawia się miłości Boga do nas i odwraca od Niego nasze serca. Jest on, podobnie jak grzech pierworodny, nieposłuszeństwem, buntem przeciw Bogu spowodowanym wolą stania się "jak Bóg", w poznawaniu i określaniu dobra i zła (Rdz 3, 5). Grzech jest więc "miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga" 88 . Wskutek tego pysznego wywyższania siebie grzech jest całkowitym przeciwieństwem posłuszeństwa Jezusa, który dokonał zbawienia
MI
Miłość i odpowiedzialność
6 lutego 2013, 12:38
~granda napisał: „…i w ogóle, zeby o takim świństwie jak rozwód, tym diabelskim wynalazku ostatnich lat (sic!) pisac w Katechiźmie, to skandal” O. Jacek Salij pisze w „Ślubuję Ci (…) wierność” jak odczytywać zapisy Katechizmu, cytuję: „...niekiedy małżonek bywa niewinną ofiarą rozwodu, mianowicie bardzo się starał uratować swoje małżeństwo, nie chciał i nie zgadzał się na rozwód, a mimo to rozwód został orzeczony. „Może zdarzyć się – mówi o takich sytuacjach Katechizm Kościoła katolickiego – że jeden ze współmałżonków jest niewinną ofiarą rozwodu orzeczonego przez prawo cywilne; nie wykracza on wówczas przeciw przepisowi moralnemu." O. Salij w p. 2386 Katechizmu pokazuje, że strona niewinna, która nie zgadzała się na rozwód, nie ponosi winy moralnej, gdy rozwód sąd ogłosi. O. Salij: „Co to konkretnie znaczy, że rozwód jest jednym z najcięższych grzechów godzących w sakrament małżeństwa? Grzechem – i to jednym z najcięższych, które godzą w sakrament małżeństwa – jest aktywne przyczynianie się do rozwodu. (...) Czymś złym jest nie tylko wnoszenie pozwu rozwodowego, ale również zgoda na rozwód, namawianie do niego, tendencyjne świadczenie w sądzie na jego rzecz (...), przekonywanie, że rozwód to przecież nic złego, że to tylko prawna formalność, która w życiu duchowym niczego nie zmienia itp.” O. Salij przywołuje Kompendium Katechizmu, które do najcięższych grzechów  zalicza „rozwód, który sprzeciwia się nierozerwalności” (nr 347). O. Salij: „...rozwód jest czymś złym, nie próbujmy go usprawiedliwiać zasadą podwójnego skutku. W Polsce możliwe jest uzyskanie zarówno rozdzielności majątkowej, jak i separacji. Ta druga umożliwia m.in. zabezpieczenie opieki nad dziećmi i obronę majątku nie gorzej niż rozwód – tym zaś się od niego różni, że nie dając małżonkom prawa do związków następnych, ułatwia ich ewentualne pojednanie.” [url]http://miesiecznik.wdrodze.pl/archiwalne/2012/numer-94692012/slubuje-ci-wiernosc/[/url]
6 lutego 2013, 12:29
Pojednanie w sakramencie pokuty - które otworzyłoby drogę do komunii eucharystycznej - może być dostępne jedynie dla tych, którzy żałując, że naruszyli znak Przymierza i wierności Chrystusowi, są szczerze gotowi na taką formę życia, która nie stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa. Oznacza to konkretnie, że gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów - jak na przykład wychowanie dzieci - nie mogąc uczynić zadość obowiązkowi rozstania się, "postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom. (FC punkt 84). Od czasu wydania FC (1981), każdy, kto twierdzi, iż Kościół ze względu na jego „szczególną” sytuacje życia w zwiazku niesakramentalnym pozbawia sakramentów, czy nakazuje wybór pomiędzy sakramentami, a dziećmi po prostu kłamie. Ale o tym sie nie mówi głośno, bo życie w w pełnej wstrzemieźliwości jest "takie nieludzkie".
B
bratPolak
6 lutego 2013, 12:13
FC nic takiego złego samo nie zrobiło. Przypomnienie, iż Kościół kocha każdego grzesznika, być może trochę kontrowersji wprowadza zapis o możliwości przyjmowania sakramentów przez osoby żyjące jak brat i siostra. Tyle, ze interpretatorzy tego dokumentu (...) A TomaszL jest jedynym certyfikowanym interpretatorem nie tylko FC, ale całego Bożego planu i działania na Ziemi
6 lutego 2013, 12:12
Coś się w KK od tamtego czasu zmieniło - choćby SW II, prawda? Co SVII wniósl nowego, zaprzeczajacego nauce przedsoborowej do kwestii życia w grzechu cudzołóstwa (czyli zwiazków niesakramentalnych)? @BartPolak - konkrety poproszę. Dokument Soborowy, punkt w tym dokumencie. Nie Twoje wyobrazenia o SVII.
6 lutego 2013, 12:08
@do BratPolak – FC nic takiego złego samo nie zrobiło. Przypomnienie, iż Kościół kocha każdego grzesznika, być może trochę kontrowersji wprowadza zapis o możliwości przyjmowania sakramentów przez osoby żyjące jak brat i siostra. Tyle, ze interpretatorzy tego dokumentu uznali, iż z faktu, że Kościół nikogo nie potępia wynika zgoda na trwanie w śmiertelnym grzechu cudzołóstwa. Dalej, FC poprzez wskazanie stosunkowo prostej drogi do sakramentów (porzucenie współżycia) stał się w tej części zbyt niewygodny dla interpretatorów, wiec o ile życie w grzechu dopuszczają, o tyle życie w celibacie uznają za niedorzeczne, niemożliwe do spełnienia. I tworzy się ciekawa ideologia wokół FC, a dokładnie wokół bodajże 280 słów z punktu 84.
B
bratPolak
6 lutego 2013, 12:02
@~do BratPolak Nagle kilku kapłanów... Mało wiesz. I bardziej cierpisz (z powodu zapracowanego porzucenia?) niż myślisz.
B
bratPolak
6 lutego 2013, 11:57
@Tomasz Za trudne?... Stosowny akapit przeczytaj tak: Coś się w KK od tamtego czasu zmieniło(...)prawda? Wyciągnij - jak królika z kapelusza - jakiś z dokumentów KK o potrzebie palenia na stosie. Może uda się zastosować do niesakramentalnych... Biedny człowieku...
DB
do BratPolak
6 lutego 2013, 11:53
Skąd wiesz, że to co się stało po Soborze  czy po opublikowaniu FC w 1981 roku jest lepsze, czy bardziej zgodne z nauczaniem Jezusa, niż to co było wcześniej, czyli przez prawie 2000 lat? Nagle kilku kapłanów doznało oświecenia, że należy hołubić rozwodników i poklepywać ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych, oraz, że dzieci ze zdrady pozwalają na  zycie w cudzołóstwie? Czyli wszyscy wcześniej się mylili, w tym poprzedni papieże, którzy jasno wskazywali, że nowy związek po rozwodzie to bigamia i to w dodatku wywołujaca kary kościelne? Jeśli rzeczywiście nowe jest lepsze od starego, to dlaczego teraz KK tak się sprzeciwia związkom partnerskim? Wszak tym ludziom też trzeba okazać miłość i wsparcie oraz już zacząć organizować dla nich duszpasterstwa dla jednopłciowych "małżeństw". Śmiem twierdzić, że związki partnerskie bardziej zasługują na pomoc Kościoła, bo oni przynajmniej nikogo nie skrzywdzili, bo raczej nie porzucili jednego partnera, by związać się z drugim
6 lutego 2013, 11:44
@BratPolak - co takiego do kwestii cudzołóstwa (czyli zwiazków niesakramentalnych)  wniósł SVII?
B
bratPolak
6 lutego 2013, 11:37
@TomaszL Jesteś nieprzemakalny i krętacz. Napisałem: Nikt w Kościele nie zalegalizował mns! One były od zawsze! Ty zabredziłeś: Aby były "mns" musza być rozwody. One tez były od zawsze? I od zawsze KK je uznawał? Klasyfikacja małżeństw była "przerabiana" pod artykułem o. Łusiaka. Ja o małżństwach niesakramentalnych, a ty o rozwodach. Stąd moje: Oj, Tomasz,Tomasz. Nie odrobiłeś lekcji a próbujesz się wymądrzać...jak zwykle. W kwestii: "Orędzie Episkopatu do wiernych W sprawie małżeńskiej. Jasna Góra 1945 Coś się w KK od tamtego czasu zmieniło - choćby SW II, prawda? Wyciągnij - jak królika z kapelusza - jakiś z dokumentów KK o potrzebie palenia na stosie. Może uda się zastosować do niesakramentalnych... Biedny człowieku...
6 lutego 2013, 11:31
@Egzekutywa - „Was” odnosi się do mających się za katolików. Nie czujesz się nim, nie przejmuj się. Nikt na siłę Cię nie zmusi do bycia katolikiem
6 lutego 2013, 11:06
@granda - na temat rozwód polecam encyklikę Piusa XI. Prorocza. Przy okazji, jezli uważasz cywilny wiazek małżeński  za tożsamy temu zawartemu w Kosściele, to albo uznajesz prawo do bigamii, przyjmując iż małzeństwo "kościelne" jest nierozerwalne, albo przezczysz prawu Koscioła mówiącemu o nierozerwalności małżeństwa.
6 lutego 2013, 11:00
Oj, Tomasz,Tomasz. Nie odrobiłeś lekcji a próbujesz się wymądrzać...jak zwykle. ... "Orędzie Episkopatu do wiernych W sprawie małżeńskiej. Jasna Góra 1945 [...]Ciężkiego grzechu dopuściłby się katolik, który by wniósł do sądu państwowego powództwo o rozwiązanie swego małżeństwa katolickiego. Gdyby zaś na podstawie rozwodu uzyskanego w sądzie państwowym wstąpił w ponowny związek małżeński, choćby przez ślub cywilny, dopuściłby się w obliczu Kościoła przestępstwa bigamii czyli dwużeństwa i nie tylko żyłby w grzechu i zdała od Sakramentów świętych, lecz popadłby ponadto w kościelną infamię i naraziłby się na kary przewidziane w kanonie 2356 Kodeksu Prawa Kanonicznego.[...] Czyli @BrakPolak - od zawsze były w Kościele uznawane sytuacje, gdy małżonek zawiera ślub cywilny z inna osobą, niż zona ? Otóz od zawsze tak naprawdę oznacza od niedawna, i wypływa z przeinterpretowania kilku zadań FC. Zresztą interpretowanych w niezgodzie z innymi dokumentami KK, takimi jak Katechizm wydany zreszta po 1981 roku.
G
granda
6 lutego 2013, 11:00
Aby były "mns" musza być rozwody. One tez były od zawsze? I od zawsze KK je uznawał? Jakaś nowa swiecka nauka jest tuaj głoszona. No chyba, ze "od zwsze" liczy sie od 1981 roku, kiedy została opublikowane FC. Jasne, wszystkiemu winien JPII, no jak On śmiał wprowadzic  do Katechizmu (i nie tylko) zapis o drugim związku małżeńskim, a nie o konkubinacie: 1650 (...) Jeśli rozwiedzeni zawarli cywilnie drugi związek małżeński, znajdują się w sytuacji, która obiektywnie wykracza przeciw prawu Bożemu. Dlatego nie mogą oni przystępować do Komunii eucharystycznej tak długo, jak długo trwa ta sytuacja. Z tego samego powodu nie mogą oni pełnić pewnych funkcji kościelnych. Pojednanie przez sakrament pokuty może być udzielane tylko tym, którzy żałują, że złamali znak Przymierza i wierności Chrystusowi, i zobowiązują się żyć w całkowitej wstrzemięźliwości i w ogóle, zeby o takim świństwie jak rozwód, tym diabelskim wynalazku ostatnich lat (sic!) pisac w Katechiźmie, to skandal 2383 (...) Jeśli rozwód cywilny pozostaje jedynym możliwym sposobem zabezpieczenia pewnych słusznych praw, opieki nad dziećmi czy obrony majątku, może być tolerowany, nie stanowiąc przewinienia moralnego. 2386 Może zdarzyć się, że jeden ze współmałżonków jest niewinną ofiarą rozwodu orzeczonego przez prawo cywilne; nie wykracza on wówczas przeciw przepisowi moralnemu. Istnieje znaczna różnica między współmałżonkiem, który szczerze usiłował być wierny sakramentowi małżeństwa i uważa się za niesłusznie porzuconego, a tym, który wskutek poważnej winy ze swej strony niszczy ważne kanonicznie małżeństwo.
B
bratPolak
6 lutego 2013, 10:38
@Kinga Własnie: wielce oburzająca dla różnych jest propozycja oddania dziecka do adopcji, a ledwo minimalnie oburzające jest dla nich porzucenie dziecka, bo się znalazło nową 'milość'. Może lepsza dla dziecka jest adopcja przez ludzi, którzy mają normalne pojęcie o milości, a nie egzaltowane, jak tatuś i mamusia. Miłość jest zobowiązaniem, a nie uczuciem, Pewnie żałujesz, że ciebie nie oddali do adopcji? Taki np. TomaszL - wymarzony wg ciebie "adoptor". Byłby dobry? czy by się zgodził?
E
Egzekutywa
6 lutego 2013, 10:34
Ale czemu nie oburza Was tak wielka fala rozwodów, czemu tak głośno nie wołacie do małżonków w kryzysie – opamiętajcie się, nie wolno się rozstać. A może już aprobujecie takie wyjście, bo to przecież „nie po ludzku” jest żyć z jedną żona/ jednym mężem przez kilkadziesiąt lat. Społeczna aprobata dla rozwodów, społeczna (w rzekomym katolickim społeczeństwie) aprobata dla życia niezgodnie z nauką Kościoła poraża i przeraża. A Was poruszyło jedno zdanie, zresztą odczytane bez otaczającego go kontekstu. ... Towarzyszu przodowniku, pobożny , świętobliwy katoliku, Wam się chyba ambona z trybuną pomyliła. Nie wiem czy jesteście towarzyszu wzorcowy katoliku bardziej porazony czy przerażony, ale wiecie, troche wiecej finezji, czasy towarzysza Wiesława juz minęły. Państwa wyznaniowego Wam sie zachciewa, zakazu rozwodów  a może wrecz nawracania ogniem i mieczem, jak za towarzysza Kmicica i Wołodyjowskiego.
B
bratPolak
6 lutego 2013, 10:34
@TomaszL Aby były "mns" musza być rozwody. One tez były od zawsze? I od zawsze KK je uznawał? Jakaś nowa swiecka nauka jest tuaj głoszona. Oj, Tomasz,Tomasz. Nie odrobiłeś lekcji a próbujesz się wymądrzać...jak zwykle.
Jadwiga Krywult
Jadwiga Krywult
6 lutego 2013, 10:17
Własnie: wielce oburzająca dla różnych jest propozycja oddania dziecka do adopcji, a ledwo minimalnie oburzające jest dla nich porzucenie dziecka, bo się znalazło nową 'milość'. Może lepsza dla dziecka jest adopcja przez ludzi, którzy mają normalne pojęcie o milości, a nie egzaltowane, jak tatuś i mamusia. Miłość jest zobowiązaniem, a nie uczuciem, ktoś tu napisał, to nie jest popularna teza, również w Kościele, gdzie babki systematycznie 'klepiące różaniec' są pogardzane, a różne nawiedzone ruchy są poważane.
6 lutego 2013, 09:55
Straszne oburzenia na słowa ks. Marka. Ale czemu nie oburza Was tak wielka fala rozwodów, czemu tak głośno nie wołacie do małżonków w kryzysie – opamiętajcie się, nie wolno się rozstać. A może już aprobujecie takie wyjście, bo to przecież „nie po ludzku” jest żyć z jedną żona/ jednym mężem przez kilkadziesiąt lat. Społeczna aprobata dla rozwodów, społeczna (w rzekomym katolickim społeczeństwie) aprobata dla życia niezgodnie z nauką Kościoła poraża i przeraża. A Was poruszyło jedno zdanie, zresztą odczytane bez otaczającego go kontekstu.
6 lutego 2013, 09:48
Nikt w Kościele nie zalegalizował mns! One były od zawsze! Aby były "mns" musza być rozwody. One tez były od zawsze? I od zawsze KK je uznawał? Jakaś nowa swiecka nauka jest tuaj głoszona. No chyba, ze "od zwsze" liczy sie od 1981 roku, kiedy została opublikowane FC.
B
bratPolak
6 lutego 2013, 09:10
@~maripoza ale m.in. z powodu zalegalizowania w Kościele Katolickim związków niesakramentalnych; Nikt w Kościele nie zalegalizował mns! One były od zawsze! Co najwyżej, Kościół zwrócił uwagę wiernych na to, że oprócz VI i IX przykazania jest jeszcze osiem innych w Dekalogu a Bóg nie jest katem, lecz Ojcem. I że czasy faryzejskiego podejścia do wiary dawno minęły.
M
maripoza
6 lutego 2013, 08:48
@Hestia tak, masz rację niedługo pewnie zalegalizują związki partnerskie (notabene to również związki kobiety i mężczyzny, a nie tylko jednopłciowe) ale nie z powodów, o których Ty napisałaś, ale m.in. z powodu zalegalizowania w Kościele Katolickim związków niesakramentalnych; nie wiem dlaczego tak wielu katolików burzy się na legalizację zwiazków partnerskich, gdy sami uznają jako dopuszczalne porzucenie małżonka i wejscie w związek niesakramentalny z inną osobą dla mnie małżeństwo to małżeństwo bez względu na rodzaj ślubu (kościelny czy cywilny), przy czym ślub cywilny czy kościelny obowiązuje wierzącego chrześcijanina (nie chodzi tu o przynależność tylko formalną czy nominalną) na całe życie tj. do śmierci gdyby ślub cywilny czy kościelny traktować tak samo, nie byłoby problemów ze związkami niesakramentalnymi, a tak w KK jest już tak namieszane, że każdy ksiądz głosi swoją ewangelię (sic!) (tu: patrz ks. Łusiak, ks. Dziewiecki, o. Salij, o. Pawlukiewicz) w zależności od tego do kogo przemawia/chce dotrzeć/zatrzymać w Kościele: inaczej mówią do sakramentalnych inaczej do niesakramentalnych - głoszą dwie różne ewnagelie (sic!) a żadna nie jest Ewangelią głoszoną przez Jezusa.    
6 lutego 2013, 06:44
@BratPolak – każdy, kto przez wiele lat wybiera sobie innego boga (przykładowo boga seksu, boga pieniądza) i temu swojemu bogu oddaje cześć staje się poganinem. Tak jest z osobami, które przez kilka czy kilkanaście lat swoim życiem zaprzecza nauce Kościoła. Tak się dzieje, kiedy latami wybiera się trwanie w bagnie grzechu. Na całe szczęście większość ochrzczonych pogan wraca, odnajduje Boga, zmienia życie. Nawraca się, znajduje drogę ku świętości i nią radykalnie idzie.  Odrzuca swoje dawne życie, odrzuca trwanie latami w grzechach. Szkoda tylko, ze w imię fałszywie rozumianego współczucia bliźnim są katolicy, którzy wmawiają grzesznikom, ze nie musza nic zmieniać w swoim życiu, opowiadają wbrew nauce Kościoła, ze można prawdziwie kochać Boga trwając w grzechu śmiertelnym, który jest wprost zaprzeczeniem miłości do Boga.
B
bratPolak
6 lutego 2013, 00:23
@TomaszL Z jednej strony wielkie oburzenie „prawych” jak to można tak. Poganin, a Kościół go przyjmuje. A my tacy doskonali, lepsi a mamy być tak samo traktowani jak oni? Pełne zaskoczenie! To prezentowana często i przez Ciebie postawa! Bywasz samokrytyczny(?!) Ale ze strony tych odnalezionych słyszy się warunki, na jakich zechcą wrócić. Uważają, ze, choć chcą być w Kościele, to życie mają dalej prowadzić po staremu, jak poganie. Tu już, niestety, cały Ty! Zmyślasz (bo niby gdzie to słyszałeś?) Kłamiesz, bo oni nie "zechcą wrócić na warunkach" tylko poszukują miłosiernego Pasterza, który nie będzie im na okrągło "rzygał", że sa skończonymi grzesznikami. Obrażasz, bo sam siebie nie nazywasz poganinem (jakże to - "JA, wierny cymbał brzmiący"?!), choć też jesteś grzesznikiem. Ciągle odnawiającym się grzesznikiem...
H
Hestia
6 lutego 2013, 00:16
 :) Jest takie ŚWIADECTWO na stronie Forum Sycharu - świadectwo Asiuli, które pokazuje, że gdy małżonkowie są nawróceni, dojrzali, to stać ich na taką miłość. Źródło: [url]http://www.kryzys.org/viewtopic.php?p=236938&highlight=#236938[/url] Asiula napisała tak o dziecku będacym owocem zdrady jej męża i relacjach małżeńsko-rodzicielskich: Mąż nie zrezygnuje z kontaktu ze swoim nieślubnym dzieckiem (2,5 roku), nasze dzieci (3 i 7lat) bardzo chcą je znać, zabierać na wakacje, wspólnie się bawić. Dla mnie to będzie bardzo trudne, bo dziecko to będzie mi przypominało o wszystkim, spodziewam się, że będzie nieprzychylnie do mnie nastawione przez matkę, ale nie mam najmniejszych wątpliwości, że powinnam się tego podjąć. Jestem otwarta na kontakt z dzieckiem, myślę, że mój pozytywny stosunek do niego może dobrze wpłynąć również na relacje w naszym małżeństwie. Nasze dzieci chciałyby też w końcu znać swoją siostrę nie tylko ze zdjęć czy opowiadań. Próbując poukładać od nowa wszystko w nowej rzeczywistości napotykamy na wiele trudności- okaleczone serce, zraniona pamięć, zawiedzione zaufanie, nieślubne dziecko – nie pomagają w oddzieleniu przeszłości grubą kreską. Ale nie ma takiej sytuacji, która byłaby bez wyjścia- jest tylko trudno lub bardzo trudno. Ale podjęcie wyzwania się opłaca, bo prowadzi do pokoju w sercu. Nie można udawać, że nic się nie stało, że dziecka nie ma. Jest, i czy chcemy czy nie, należy do naszej rodziny i należy mu się w niej miejsce i miłość. Ode mnie także, choć nie ja je urodziłam. Piekne swiadectwo, heroiczna postawa, ilu zdradzonych na nią stać?
B
bratPolak
6 lutego 2013, 00:00
Artykuł zrobiony w duchu ślepego fundamentalizmu, w uwielbieniu litery prawa.. Patrząc na średnią ocenę artykułu - więcej czytelników ma takie zdanie...
.
...
5 lutego 2013, 23:52
@Słaba  dzięki za Twój komentarz, myślę tak samo, mnie ten pomysł oddania do  adopcji własnego dziecka dla realizacji nierozerwalności małżeństwa, przysięgi, nawrócenia, bliskości z Jezusem, powrotu do kościoła, czy czego tam jeszcze - zakrawa na poważną dewiację psychiczno - duchową, to po prostu ciężka psychopatia. Indoktrynacja ludzi w tym kierunku...no, podziwiam brak wyczucia u MDziewieckiego. Na pewno w tych rozumowaniach nie ma Miłości, NIE MA MIŁOŚCI, zawracaniem głowy jest tu mówienie o miłości do Boga, jeżeli drogą ma być odmówienie miłości własnemu dziecku. Jeżeli w tych rozumowaniach nie ma Miłości, to nie ma też Boga, bo Bóg jest miłością. Artykuł zrobiony w duchu ślepego fundamentalizmu, w uwielbieniu litery prawa..
S
Słaba
5 lutego 2013, 23:27
Oddanie dziecka do adopcji - taka sytuacja może być rozważana tylko w zupełnie wyjątkowych przypadkach, Robi się to tylko w przypadkach kiedy rodzicom czegoś bardzo mocno nie dostaje, tak że nie są w stanie wypełniać swojej roli rodzicielskiej. Adopcja jest z powodu jakiegoś braku u rodziców. Często jest to niestety bardzo poważny brak miłości. Nie należałoby wogóle brać pod uwagę oddania dziecka do adopcjii, jeśli dziecko nie jest noworodkiem, a rodzice nie są patologiczni. Dziecko przed oddaniem do adopcji musi zostać porzucone przez rodziców (zrzeczenie się praw rodzicielskich) lub odebrane im (odebranie praw rodzicielskich). Adopcja to nie jest chwilowe zamieszkanie dziecka u cioci. Porzucenie to ogromna trauma i krzywda wyrządzona dziecku, odbijająca się na jego psychice. Nie wyobrażam sobie, jakie byłoby orzeczenie sądu rodzinnego (cywilnego) w sytuacji, gdy małżonkowie (niesakramentalni) idą do sądu i mówią: "Poprosimy o rozwód, bo postanowiliśmy zmienić swoje małżeństwa na poprzednie i zrzekamy się praw rodzicielskich wobec naszego pięcioletniego syna i trzyletniej córki, ponieważ nasi nowi-starzy kahdydaci na małżonków nie chcą z nimi zamieszkać." Coś mam wrażenie, że "trybunał pogański" wykazałby się w takim przypadku większym mądrościa i rozsądkiemi niż  rzekomo nawróceni. Być może, w ostateczności, uznano by ich za ludzi nienadających się na rodziców i odebrano by im prawa rodzicielskie wobec wszystkich ich dzieci (również tych z małżeństwa sakramentalnego).
H
Hestia
5 lutego 2013, 22:16
Ksiądz Marek Dziewiecki pisze : „Najbardziej skomplikowana sytuacja ma miejsce wtedy, gdy zdrady dopuszczają się dwie osoby, z których każda zawarła już małżeństwo sakramentalne. Jeśli z takiego związku rodzą się dzieci, to optymalne jest zamieszkanie potomstwa u tego z rodziców, którego współmałżonek się na to zgadza.” acha, ekstra, ogłaszany jest pewnie swoisty przetarg, który z rodziców sie zgadza, któremu jest to bardziej na rękę, a jak "przetarg" nie dojdzie do skutku, nie da rezultatu to zawsze jeszcze : "W każdym przypadku można rozważyć oddanie dziecka do adopcji." Ekstra księżulo!!!  Pewnie nie długo beda zalegalizowane tzw zwiazki partnerskie, małzeństwa jednopłciowe, bedzie wieksza podaż i optymalizacja adopcyjna
E
ergo
5 lutego 2013, 22:07
 – poganie tak maja, współżycie, seks bez zobowiązań. Przygoda za przygodą, „wpadka”, ślub z przymusu, (co ludzie powiedzą). Romans na boku, rozwód, bo nie wyszło. Drugi ślub, tym razem cywilny, kolejne dzieci. I nagle taki poganin, co całe swoje życie lekceważył, pewnie tez publicznie podważał naukę Kościoła zaczyna odczuwać dziwną pustkę. Brak Boga.I szuka drogi powrotu. jestesmy krajem neopogańskim!
MI
Miłość i odpowiedzialność
5 lutego 2013, 20:10
~nie błaznuj 2013-02-05 19:10:34 napisał: „Ale nieślubne dziecko też jest osobą! I to szczególnie bezbronną i potrzebującą opieki! Oczywiście. Jednak nie powinno się nigdy zdradzać współmałżonka, nie powinno się mieć nieślubnych dzieci. Ponieważ to dziecko się urodziło, powinno się je przyjąć z miłością. Czy jednak okazywanie miłości dziecku poprzez jeszcze głębsze podeptanie miłości małżeńskiej, którą się ślubowało, jest właściwym sposobem okazywania mu miłości? Wypowiedzi publikowane na stronach Wspólnoty Trudnych Małżeństw SYCHAR pełne są rzetelnych poszukiwań takiej miłości okazywanej dziecku nieślubnemu, która daje się pogodzić z odbudową sakramentalnego małżeństwa jego ojca lub matki.” Dokładnie tak. Najlepiej dla nieślubnego dziecka (zresztą dla wszystkich, także dla społeczeństwa) jest wtedy, gdy miłość mu okazywana daje się pogodzić z odbudową sakramentalnego małżeństwa, gdy wychowywane jest od małego w szacunku do sakramentów świętych, w tym sakramentu małżeństwa. :) Jest takie ŚWIADECTWO na stronie Forum Sycharu - świadectwo Asiuli, które pokazuje, że gdy małżonkowie są nawróceni, dojrzali, to stać ich na taką miłość. Źródło: [url]http://www.kryzys.org/viewtopic.php?p=236938&highlight=#236938[/url] Ksiądz Marek Dziewiecki również w ww. artykule pisze o najlepszym rozwiązaniu, które godzi dobro dziecka i dobro sakramentalnych małżonków: „Najbardziej skomplikowana sytuacja ma miejsce wtedy, gdy zdrady dopuszczają się dwie osoby, z których każda zawarła już małżeństwo sakramentalne. Jeśli z takiego związku rodzą się dzieci, to optymalne jest zamieszkanie potomstwa u tego z rodziców, którego współmałżonek się na to zgadza.”
5 lutego 2013, 19:40
@nie błaznuj – poganie tak maja, współżycie, seks bez zobowiązań. Przygoda za przygodą, „wpadka”, ślub z przymusu, (co ludzie powiedzą). Romans na boku, rozwód, bo nie wyszło. Drugi ślub, tym razem cywilny, kolejne dzieci. I nagle taki poganin, co całe swoje życie lekceważył, pewnie tez publicznie podważał naukę Kościoła zaczyna odczuwać dziwną pustkę. Brak Boga.I szuka drogi powrotu. Kościół cierpliwe czeka na każdą zgubioną owieczkę, na każdego poganina. Ba, często ludzie Kościoła chodzą, szukają tych owieczek. Radość wielka, jak zagubiony wraca do domu, do Kościoła. Tylko dwie małe łyżki dziegciu. Z jednej strony wielkie oburzenie „prawych” jak to można tak. Poganin, a Kościół go przyjmuje. A my tacy doskonali, lepsi a mamy być tak samo traktowani jak oni? Ale ze strony tych odnalezionych słyszy się warunki, na jakich zechcą wrócić. Uważają, ze, choć chcą być w Kościele, to życie mają dalej prowadzić po staremu, jak poganie.
NB
nie błaznuj
5 lutego 2013, 19:10
Trafnie to ujmuje o. Salij: „Czy jednak okazywanie miłości dziecku poprzez jeszcze głębsze podeptanie miłości małżeńskiej, jaką się ślubowało, jest właściwym sposobem okazywania mu miłości?”- [url]http://miesiecznik.wdrodze.pl/archiwalne/2011/numer-94572011/laska-sakramentu-po-rozwodzie/[/url]. - to zdanie zakończone jest znakiem zapytania i jest wyrwane z kontekstu, przez co zmanipulowane. To ja przytocze kontekst i inaczej zaakcentuje: Ale nieślubne dziecko też jest osobą! I to szczególnie bezbronną i potrzebującą opieki! Oczywiście. Jednak nie powinno się nigdy zdradzać współmałżonka, nie powinno się mieć nieślubnych dzieci. Ponieważ to dziecko się urodziło, powinno się je przyjąć z miłością. Czy jednak okazywanie miłości dziecku poprzez jeszcze głębsze podeptanie miłości małżeńskiej, którą się ślubowało, jest właściwym sposobem okazywania mu miłości? Wypowiedzi publikowane na stronach Wspólnoty Trudnych Małżeństw SYCHAR pełne są rzetelnych poszukiwań takiej miłości okazywanej dziecku nieślubnemu, która daje się pogodzić z odbudową sakramentalnego małżeństwa jego ojca lub matki. szukajcie, a znajdziecie, ale bez uproszczeń!
NB
nie błaznuj
5 lutego 2013, 18:58
hmm, a ślub kościelny z powodu "spłodzenia dziecka" (co za język!) jest dobrem czy złem?... ślub kościelny z takiego powodu - gdyby miał to być jedyny powód, czy decydujący - jest wielką głupotą, więc nie może być dobrem Czyli małżeństwo sakramentalne nie zawsze jest dobre, np, wtedy, gdy zawierane jest z "z wielkiej głupoty" (czytaj: z powodu poczęcia dziecka w wyniku "cudzołóstwa"), czy tak?  "Dziecko w drodze" jest niestety czesto główną przyczyna decyzji o ślubie. Bo jakze to, katoliczka - panna z dzieckiem - nie uchodzi. A skoro dziecko juz jest, to powinnno miec oboje rodziców, najlepiej żyjacych razem. To nic, ze sie nie kochają, ze to była tylko "przygoda zakończona wpadką", łaska sakramentu wszystko załatwi?
5 lutego 2013, 18:33
Wynika z tego, że Ci Papieże- w imieniu Kościoła! - akceptują obecność małżeństw i rodzin niesakramentalnych w Kościele, a nie potępiają ich w czambuł jak ks. Dziewiecki i niektórzy Tobie podobni! Tak @BartPolak - Kościół akceptuje obecność w swoich szeregach każdego grzesznika (pomijając heretyków, ale to inna bajka). Nikogo Kościół nie potępia, natomiast z całą mocą potępia grzech, jako czyn. Każdy grzech, nie wyłączając cudzołóstwa. A śpiewka, jacy to biedni, pokrzywdzeni, wykluczani czy potępiani (?) są ci żyjący w małżeństwie i równocześnie z inna osobą w kontrakcie cywilnym jest poszukiwaniem fałszywego współczucia i usprawiedliwienia. Tylko ze to jest manipulacja, dokładnie taka sama, jak podpieranie się fragmentem punktu 84 FC i odrzucaniem drugiej jego części, czyli wskazań, w jaki sposób mogą się nawracać. Bo przecież nie musza, są wyłączeni z ogólnej nauki o konieczności nawracania. Ale manipulacje, podpieranie się wygodnymi fragmentami wypowiedzi papieży, czy wycinkami z Biblii nie służy życiu w prawdzie, ale trwaniu w fałszu, ukrywaniu prawdy przed sobą samym i własnemu usprawiedliwianiu. Na całe szczęście prędzej, czy później przychodzi opamiętanie i nawrócenie. Bo nie da się uciec od prawdy.  I nie każą im oddawać dzieci do adopcji i nie każą wracać do męża oprawcy! Manipulacja tekstem.
.
....
5 lutego 2013, 17:43
@ Miłość i odpowiedzialność : Trafnie to ujmuje o. Salij: „Czy jednak okazywanie miłości dziecku poprzez jeszcze głębsze podeptanie miłości małżeńskiej, jaką się ślubowało, jest właściwym sposobem okazywania mu miłości?” to nie jest trafne ujęcie, tylko prymitywna demagogia .
B
bratPolak
5 lutego 2013, 17:12
@~Miłość i odpowiedzialność Lepiej dla dziecka, dla jego rozwoju duchowego, żeby było wychowywane tam, gdzie szanowane jest prawo Boże. A najbardziej szanowane jest to prawo nie w rodzinie (niesakramentalnej) ale w domach dziecka i rodzinach adopcyjnych, którym guru ks. Dziewiecki każe je podrzucać... Postukaj ty się w czoło!
MI
Miłość i odpowiedzialność
5 lutego 2013, 17:00
bratPolak 2013-02-05 15:46:29 napisał : „Wynika z tego, że Ci Papieże- w imieniu Kościoła! - akceptują obecność małżeństw i rodzin niesakramentalnych w Kościele, a nie potępiają ich w czambuł jak ks. Dziewiecki i niektórzy Tobie podobni! I nie każą im oddawać dzieci do adopcji i nie każą wracać do męża oprawcy!” Nie zauważyłem w tekstach księdza Marka Dziewieckiego, aby kazał wracać do męża oprawcy. Zaleca obronę do separacji włącznie. W ww. tekście wyraźnie pisze: „Obowiązuje tu zasada: jeśli krzywdzi mnie ktoś, komu ślubowałem miłość i kto mi ślubował miłość, to mam prawo bronić się do separacji włącznie, ale nie mam prawa łamać mojej własnej przysięgi miłości.” A co będzie jak mąż oprawca się nawróci, przeprosi, zadośćuczyni i otworzy na pojednanie. Co wtedy? I dajmy na to jego żona w niesakramentalnym związku również się nawróci. Czy zrodzone w cudzołożnym związku dziecko ma być przeszkodą do pojednania się ze swoim sakramentalnym mężem, z którym przed Bogiem stanowi jedno ciało? Dziecko nie jest bogiem! Nie może rozdzielać prawowitych sakramentalnych małżonków, którzy chcą do siebie wrócić! Lepiej dla dziecka, dla jego rozwoju duchowego, żeby było wychowywane tam, gdzie szanowane jest prawo Boże. Trafnie to ujmuje o. Salij: „Czy jednak okazywanie miłości dziecku poprzez jeszcze głębsze podeptanie miłości małżeńskiej, jaką się ślubowało, jest właściwym sposobem okazywania mu miłości?”- [url]http://miesiecznik.wdrodze.pl/archiwalne/2011/numer-94572011/laska-sakramentu-po-rozwodzie/[/url]. Podobnie wypowiada się  ks. Piotr Pawlukiewicz: [url]http://archive.org/details/niesakramentalni[/url]
.
...
5 lutego 2013, 16:55
hmm, a ślub kościelny z powodu "spłodzenia dziecka" (co za język!) jest dobrem czy złem?... ślub kościelny z takiego powodu - gdyby miał to być jedyny powód, czy decydujący - jest wielką głupotą, więc nie może być dobrem
B
bratPolak
5 lutego 2013, 15:49
@Kinga Wniosek jest taki, że wbrew Twoim mniemaniom papież nie popierał cudzołóstwa, podobnie jak nie popierał morderstwa. Masz problem nie tylko z emocjami, ale i z logiką...
B
bratPolak
5 lutego 2013, 15:46
Czyli, wg Ciebie, Papieże popierają taką sytuacje, w której to osoby, będąc w małżeństwie jednocześnie zawarli z inną osobą kontrakt cywilny. I wynika to z 1/3 punktu 84 FC oraz kilku zadań Papieża Benedykta powiedzianych na spotkaniu z rodzianami. A reszta nauki Kościoła przestaje być ważna, bo kilka zdań wyrwanych z kontekstu ją znosi. Cóż, można i tak. Wynika z tego, że Ci Papieże- w imieniu Kościoła! - akceptują obecność małżeństw i rodzin niesakramentalnych w Kościele, a nie potępiają ich w czambuł jak ks. Dziewiecki i niektórzy Tobie podobni! I nie każą im oddawać dzieci do adopcji i nie każą wracać do męża oprawcy! A sprawa (Twój konik!) życia niesakramentalnych w "grzechu cudzołóstwa" jest sprawą między nimi a Bogiem. Bogiem Miłości i Miłosierdzia a nie surowym i bezwzględnym rachmistrzem grzechów! A reszta nauki Kościoła NIEprzestaje być ważna, - pod warunkiem, że pamiętamy: "Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym."
NB
nie błaznuj
5 lutego 2013, 14:27
Bo to by oznaczało, że jak się spłodzi dziecko pozamałżeńskie, to wtedy bierze się rozwód !! ->>> I tak własnie się dzieje, a to jest ZŁEM, bo wzięcie rozwodu z powodu spłodzenia dziecka jest złem dla prawowitych dzieci i prawowitego małżonka. hmm, a ślub kościelny z powodu "spłodzenia dziecka" (co za język!) jest dobrem czy złem?
Jadwiga Krywult
Jadwiga Krywult
5 lutego 2013, 13:32
Wniosek jest taki, że wbrew Twoim mniemaniom papież nie popierał cudzołóstwa, podobnie jak nie popierał morderstwa.
5 lutego 2013, 13:31
Złodziej, który kradnie bo ma wyjątkową awersje do pracy...Morderca, który zabił, bo ktoś go zdenerwował... -mogą mówić o Miłości? Porównujesz ich do tych, nad którymi pochylił sie JPII i BXVI? Tylko dlatego, żeby - jak to u Ciebie -Litera była ważniejsza od Ducha? ... Czyli, wg Ciebie, Papieże popierają taką sytuacje, w której to osoby, będąc w małżeństwie jednocześnie zawarli z inną osobą kontrakt cywilny. I wynika to z 1/3 punktu 84 FC oraz kilku zadań Papieża Benedykta powiedzianych na spotkaniu z rodzianami. A reszta nauki Kościoła przestaje być ważna, bo kilka zdań wyrwanych z kontekstu ją znosi. Cóż, można i tak.
B
bratPolak
5 lutego 2013, 13:29
@Kinga Witaj niezłomna! PII pochylił się nad Alim Agcą, więc nie tylko nad cudzołożnikami się pochylał. Jakieś wnioski potrafisz z tego wyciągnąć?
B
bratPolak
5 lutego 2013, 13:27
@~ciekawe wnioski Wnioski może wyciągać tylko istota myśląca, umiejąca czytać ze zrozumieniem... Prostak przywali nawet Papieżowi. A jak!...
Jadwiga Krywult
Jadwiga Krywult
5 lutego 2013, 13:26
@bratPolak, JPII pochylił się nad Alim Agcą, więc nie tylko nad cudzołożnikami się pochylał.
B
bratPolak
5 lutego 2013, 13:22
@TomaszL Zdziwiłbym się, gdyby nożyce milczały... Złodziej, który kradnie bo ma wyjątkową awersje do pracy...Morderca, który zabił, bo ktoś go zdenerwował... -mogą mówić o Miłości? Porównujesz ich do tych, nad którymi pochylił sie JPII i BXVI? Tylko dlatego, żeby - jak to u Ciebie -Litera była ważniejsza od Ducha?
CW
ciekawe wnioski
5 lutego 2013, 12:32
"Niech wiedzą duszpasterze, że dla miłości prawdy mają obowiązek właściwego rozeznania sytuacji. (TO SIĘ IM NIE UDA - PATRZ PONIŻEJ) Zachodzi bowiem różnica pomiędzy tymi, którzy szczerze usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo i zostali całkiem niesprawiedliwie porzuceni, a tymi, którzy z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo. Są wreszcie tacy, którzy zawarli nowy związek ze względu na wychowanie dzieci, często w sumieniu subiektywnie pewni, że poprzednie małżeństwo, zniszczone w sposób nieodwracalny, nigdy nie było ważne." TEJ DRUGIEJ SYTUACJI NIESTETY, ALE NIE MA. Bo to by oznaczało, że jak się spłodzi dziecko pozamałżeńskie, to wtedy bierze się rozwód !! ->>> I tak własnie się dzieje, a to jest ZŁEM, bo wzięcie rozwodu z powodu spłodzenia dziecka jest złem dla prawowitych dzieci i prawowitego małżonka.
5 lutego 2013, 12:31
Faryzeusze też znali każde słowo Tory i kazali je stosować literalnie. Pomijając, co i dlaczego faryzeusze kazali stosować, to takie Twoje podejście do zasad Dekalogu niesie ciekawe implikacje. Złodziej, który kradnie, bo ma wyjątkową awersje do pracy, śmiało może powiedzieć dokładnie to samo, co cudzołożnik. Morderca, który zabił, bo ktoś go zdenerwował, a jak ktoś mu zwróci uwagę, to odpowie to, co Ty i jest usprawiedliwiony. Każdy sobie sam intepretuje Dekalog i sam decyduje, co dla niego jest obowiązujące, a co nie. I wara każdemu, co się z tym prawem do samodzielnej interpretacji nie zgodzi.
L!
link !!
5 lutego 2013, 12:19
[url]http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/ona-i-on/art,238,co-dalej-z-nierozerwalnoscia-malzenstwa.html[/url]
MP
musztarda po obiedzie ?
5 lutego 2013, 11:58
gdyby ten takst pojawił się zaraz po apelu JP II w FC jako odpowiedź  - zaistniałaby szansa/nadzieja na zatrzymanie przerażającej mentalności rozwodowej teraz to może być już tylko musztarda po obiedzie
B
bratPolak
5 lutego 2013, 11:47
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAI/pr_malzenskie_01.html Małżeństwo niesakra-mentalne katolików bowiem to często także założona rodzina, nieraz wielodzietna, w której powinny zachodzić procesy uświęcania z racji przyjętego sakramentu chrztu. Taka rodzina, pozbawiona opieki duszpasterskiej, jest narażana na religijne zobojętnienie, laicyzację i ateizm. Ojciec Święty Jan Paweł II zwraca uwagę na potrzebę objęcia duszpasterską troską takich rodzin (zob. FC 79, 84)34. Współcześni kanoniści dalecy są od twierdzenia, że małżeństwo cywilne nie ma żadnego znaczenia, albo że to jedynie turpis concubi-natus. To jak? Udają małżeństwo?
B
bratPolak
5 lutego 2013, 11:28
~Miłość i odpowiedzialność Do całego twojego wywodu: Faryzeusze też znali każde słowo Tory i kazali je stosować literalnie. Aż przyszedł Jezus i ...uzdrawiał w szabat! Pamiętasz ich reakcję? Widzisz podobieństwo? "Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym." Wiedzę i wiarę to może macie - ty i ortodoksi. Ale Miłość rozumiecie tylko jako trwanie przy sakramentalnym, który ją zgnoił. Miłość do dziecka polega na oddaniu do adopcji. Oj, biedni i  głusi "jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący."
G
G
5 lutego 2013, 11:26
Bł. jan Paweł II w Familiaris consortio pisze: "Pojednanie w sakramencie pokuty — które otworzyłoby drogę do komunii eucharystycznej — może być dostępne jedynie dla tych, którzy żałując, że naruszyli znak Przymierza i wierności Chrystusowi, są szczerze gotowi na taką formę życia, która nie stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa. Oznacza to konkretnie, że gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów — jak na przykład wychowanie dzieci — nie mogąc uczynić zadość obowiązkowi rozstania się, „postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom”180.
'N
'czarno na białym'
5 lutego 2013, 11:18
do Autora Jeśli osoby żyjące w związku niesakramentalnym dojrzeją duchowo do tego, by nie udawać małżeństwa Jakie to infantylne i nieprofesjonalne! ... Według mnie jest czarno na białym w KK małżeństwo - to małżeństwo sakramentalne i tak ksiądz napisał - napisał PRAWDĘ
MI
Miłość i odpowiedzialność
5 lutego 2013, 11:12
Jezus nauczał, że kto miłuje dzieci bardziej niż Jego-Boga nie jest Go godzien (Mt 10,37). Czy dziecko jest bogiem? Czy nieślubne dziecko ma być przeszkodą do pojednania się prawowitych sakramentalnych małżonków? Ojciec Jacek Salij – dominikanin – pyta: „Czy jednak okazywanie miłości dziecku poprzez jeszcze głębsze podeptanie miłości małżeńskiej, jaką się ślubowało, jest właściwym sposobem okazywania mu miłości?” - [url]http://miesiecznik.wdrodze.pl/archiwalne/2011/numer-94572011/laska-sakramentu-po-rozwodzie/[/url] . Podobnie wypowiada się  ks. Piotr Pawlukiewicz: [url]http://archive.org/details/niesakramentalni[/url] Czy prawo do posiadania przez dziecko pełnej rodziny jest ważniejsze niż wychowywanie dziecka w miłości lub ważniejsze niż zbawienie jego rodziców? Czy to dramat dla dziecka jeśli będzie kochane i wychowywane w poszanowaniu Bożych Przykazań przez jednego rodzica i ew. przez jego prawowitego sakramentalnego współmałżonka (gdy ten je przyjmie i pokocha jak własne), albo gdy trafi w skrajnym przypadku do adopcji do kochającej rodziny? Ktoś tu już pisał, że: „W Polsce wiele małżeństw nie może mieć własnych dzieci, a więc z radością i miłością zaadoptują takie maleństwo. Myślę nawet, że będzie mu lepiej w rodzinie adopcyjnej, niż gdyby miało być wychowywane przez samotnego rodzica, albo przez dwoje rodziców, z których jedno (to niebiologiczne) byłoby niechętnie nastawione do dziecka, jako poczętego ze zdrady. Nie jest to może idealne wyjście, ale najlepsze z możliwych w szalenie trudnej sytuacji, którą spowodował ten małżonek, który zdradził.”
B
bratPolak
5 lutego 2013, 11:04
do Autora Jeśli osoby żyjące w związku niesakramentalnym dojrzeją duchowo do tego, by nie udawać małżeństwa Jakie to infantylne i nieprofesjonalne! (do admina: tego chyba nie usuniesz?)
BP
brat Polak
5 lutego 2013, 11:01
...osoby żyjące w związkach niesakramentalnych powinny sobie uświadomić, że w którejś fazie życia w bardzo istotnej kwestii nie posłuchali Jezusa i że przyjmują na siebie konsekwencje tamtego błędu i grzechu. Powinny też uznać, że przyjmowanie Komunii św. w ich obecnej sytuacji byłoby znakiem wewnętrznie sprzecznym, gdyż postępują niezgodnie z wolą Jezusa. Ameryki Autor nie odkrył... Niesakramentalni są w pełni świadomi swojej grzeszności. Widział ksiądz jak się tłumnie pchają do Komunii? (do admina: teraz już grzecznie?)
5 lutego 2013, 10:40
@ani miłość ani odpowiedzialność - separacja to nie jest zgoda na życie w cudzołóstwie. Nie ma obowiązku powrotu do małżonka, ale nie może też żaden z małżonków będący w separacji zawrzeć nowego związku i mieć dzieci z tego związku, Jeśli zdradzi swojego małżonka, to bez względu na winę separacji, jest winien zdrady. Separacja to nie jest rozwód. I jeszcze jedno, czy uważasz, ze wychowanie dzieci usprawiedliwia życie w grzechu śmiertelnym, czyli dobrowolne i świadome odrzucenie Boga?
AM
ani miłość ani odpowiedzialno
5 lutego 2013, 10:21
1. Każdy w uzasadnionych wypadkach ma prawo do separacji, ma prawo odejść od sakramentalnego małżonka i nigdy do niego nie wrócić. 2. Może się zdarzyć, że dwie takie osoby wezmą ślub cywilny i mają dzieci, stworzą szczęśliwą rodzinę. 3. Nie ma żadnego uzasadnienia zobowiązywanie ich do powrotu, ponieważ są w separacji, do której mają prawo. 4. A czy w takiej sytuacji powinni się rozstać(nie mieszkać razem) i zafundować dzieciom rozbitą rodzinę? 5. Całkowicie odrzucam przeteoretyzowaną, nawiedzoną, niedorzeczną argumentację Dziewieckiego(prowadzi go ona aż do zmuszania kochających się rodziców do oddania dziecka doadopcji - z miłości do Boga), rozumowanie Dziewieckiego prowadzi do absurdalnych rozwiązań.  
5 lutego 2013, 10:08
Nie wierzę w Boga, który zawsze, dwojgu ludziom, którzy są w nowym związku i mają troje dzieci(1, 2 i 4 lata) bezwzględnie każe wrócić do sakramentalnych, lecz niszczących małżeństw(chorych małżeństw), a dzieci oddać do adopcji. Jeżeli ktokolwiek twierdzi, że taki jest Bóg, to głosi fałszywego boga. I bardzo słusznie. ---------------------- Trzeba czytać cały tekst i do tego ze zrozumieniem.
S
Słaba
5 lutego 2013, 10:05
Jest taka scena w Ewangelii, gdy dwunastoletni Pan Jezus gubi się Rodzicom. Trzy dni Maryja i Józef bardzo cierpieli! Po ludzku Pan Jezus zrobił rzecz okrutną. Właśnie po ludzku... Patrząc po ludzku, rzeczywiście może lepiej żyć w związku niesakramentalnym i być przy dziecku. Pan Jezus pokazał, że w konflikcie po ludzku i po Bożemu trzeba wybrać Boga, CHOĆBY NAWET KTOŚ BLISKI MIAŁ CIERPIEĆ. Nieraz nie da się i te wymiary po ludzku i po Bożemu stają w konflikcie. Trzeba wybrać.  Jezus nauczał: „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest mnie godzien” (Mt 10,37)... @Miłość i odpowiedzialność Wklejasz już ten swój wpis conajmniej trzeci raz. Nikt ci nie odpowiada na niego, a ty widocznie oczekujesz na odpowiedź. Więc ci odpowiem. Myślę, że historii zagubienia Jezusa i znalezienia Go w świątyni, nie można traktować jako wezwania Bożego do braku troski o dzieci nieślubne. Ta historia mówi coś całkiem innego. Kluczowe są tu słowa Jezusa: "Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w sprawach mego Ojca." Jezus dziwi się, że jego ziemscy rodzice tak mało Go rozumieją. Gdyby bardziej rozumieli, może uniknęliby tego cierpienia niepokoju, bo domyśliliby śię, gdzie Go szukać. Gdzie dorastający Jezus będzie szukał swojej drogi na tym świecie. Jeśli szukać w tej historii jakichś wskazówek dla wszystkich rodziców na świecie (ślubnych i nieślubnych), to raczej jest to wezwanie "odwrotne" niż piszesz. Jest to wezwanie do rozumienia swoich dzieci i mądrego towarzyszenia im, w ich poszukiwaniu Boga i miejsca w świecie, do którego wzywa ich Bóg. Do uszanowania ich własnej drogi, do pozwolenia by "wzrastały w mądrości", do dzielenia się z nimi swoim domswiadczeniem, wiedzą, wiarą, do pozwolenia by inni mądrzy ludzie mogli się tym z nimi podzielić. Nie jest to wezwanie do porzucania dzieci rzekomo "w imię Boże". Troska o dzieci nieślubne nie jest tożsama z tworzeniem związku niesakramentalnego.
AM
ani miłość ani odpowiedzialno
5 lutego 2013, 10:01
Nie wierzę w Boga, który zawsze, dwojgu ludziom, którzy są w nowym związku i mają troje dzieci(1, 2 i 4 lata) bezwzględnie każe wrócić do sakramentalnych, lecz niszczących małżeństw(chorych małżeństw), a dzieci oddać do adopcji. Jeżeli ktokolwiek twierdzi, że taki jest Bóg, to głosi fałszywego boga.
MI
Miłość i odpowiedzialność
5 lutego 2013, 08:58
Jest taka scena w Ewangelii, gdy dwunastoletni Pan Jezus gubi się Rodzicom. Trzy dni Maryja i Józef bardzo cierpieli! Po ludzku Pan Jezus zrobił rzecz okrutną. Właśnie po ludzku... Patrząc po ludzku, rzeczywiście może lepiej żyć w związku niesakramentalnym i być przy dziecku. Pan Jezus pokazał, że w konflikcie po ludzku i po Bożemu trzeba wybrać Boga, CHOĆBY NAWET KTOŚ BLISKI MIAŁ CIERPIEĆ. Nieraz nie da się i te wymiary po ludzku i po Bożemu stają w konflikcie. Trzeba wybrać.  Jezus nauczał: „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest mnie godzien” (Mt 10,37)... Słowa Pana Jezusa: "A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!." (Mt 19,6) i świętej przysięgi małżeńskiej są jednoznaczne: "Ja … biorę Ciebie … za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Po zgodnie złożonej przysiędze małżeńskiej ksiądz będący świadkiem wypowiadania tej przysięgi mówi takie słowa: "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Małżeństwo przez was zawarte, ja powagą Kościoła potwierdzam i błogosławię w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen." W tych słowach wyraża się stanowisko Kościoła. Skoro dziecko jest człowiekiem, a człowiek nie ma prawa rozdzielać tego co Bóg połączył, tych których Bóg zespolił w jedno ciało, więc prawo do posiadania przez dziecko pełnej rodziny musi ustąpić przed prawem sakramentalnej wspólnoty małżeńskiej. Jeśli Bóg jest na 1. miejscu to wszystko jest na swoim miejscu! Taka jest nauka Pana Jezusa, do której odwołuje się ks. Marek Dziewiecki. Polecam też podobną argumentację ks. Piotra Pawlukiewicza: [url]http://archive.org/details/niesakramentalni[/url]
OR
opanowanie rzecz święta
4 lutego 2013, 14:25
dzieci poczete w wyniku zdrady - do adopcji (ewentualnie do domu dziecka) małzonkowie, cyniczni zdrajcy - do klasztoru albo do eutanazji ... opanuj się
P
propozycje
4 lutego 2013, 14:20
dzieci poczete w wyniku zdrady - do adopcji (ewentualnie do domu dziecka) małzonkowie, cyniczni zdrajcy - do klasztoru albo do eutanazji
J
juzniekatolik
4 lutego 2013, 14:06
Nie ma kwestii  w tym artykule  z którą nie dałoby się według sumienia nie zgodzic  .   Zostałem wychowany w wierze katolickiej  i nigdy nie splamiłem jej zasad  ,  Trafiłem na oaze katolickich rodzin  ---  trafiłem  jako ziec do takiej rodziny  ,,  gdzie ich syn zył na stopie wolnej z dziewczyną  pare lat  i ok  ,  i gdzie tesc -powiedział  mi wprost  ze według niego nierozerwalnosc małzenska  --to   jak on przestanie rzadzic  -  uprzykrzy ł mi zycie  róznymi metodami , obiady  , łazienka na klucz ... a ja mam sie podporzadkowac ,   nigdy  nic od niego nie chciałem  ,,  i nic mi nie dał   ,,byłem na dnie  ...  ale powoli wychodze  ,  dla mnie ta wiara w której zostałem wychowany ,  to fałsz i zakłamanie  ,   nie chcze nikogo odwodzic  od wiary  ,  bo mnie jej tez brakuje  ,,,   ale nie rozumiem  jak ktos taki  przystepuje prawie co niedziela  do komuni   ,,,  skad sie biorą opinie  --katolicy są zakłamani  ,,,  stad ze to prawda ,,
4 lutego 2013, 12:58
30 lat - według mnie nie do nadrobienia, ale nie traćmy wiary.. ... Nie można cofnąć czasu, nie można ndrobić straconego. Ale dziś trzeba prostego, mocnego świadectwa katolików. Nie wystarczy wewnetrznie przezywana wiara, potrzeba być katolikiem w świecie. Dokładnie tak, jak powiedział O.Leon Knabit. Albo i więcej.  
4 lutego 2013, 12:55
@Błękitne Niebo - różnie się można modlić. I dziękując i prosząc. Jedno jest pewne, Bóg pomoże zawsze, choć często inaczej, niż nam podpowiada nasza wyobraźnia, czy nasze ułomne pomysły. Naprawdę nieodgadnione są Boże ścieżki, czasami tylko patrząc wstecz na to, co się przeżyło, widać "miejsca interwencji". I oczywiście jest jeszcze zawsze pomocny Duch Święty, tylko Jego głos znika w emocjach, w rozedrganiu. Potrzeba ciszy i skupienie, aby Go usłyszeć. I ufności, aby Mu zawierzyć.
4 lutego 2013, 12:48
@Elfa- osoba wspomagająca kogoś w kryzysie nie może ani dać się ponieść emocjom, ani też fałszywie współczuć. Nie może też doradzać czegokolwiek, co jest ze swej natury sprzeczne z nauką Kościoła. Przykładowo zdradzona żona kierowana silnymi emocjami dąży do rozwodu, to obowiązkiem osób wspierających jest hamowanie takich zapędów. A co do modlitwy i zaufania – Bóg nigdy nie zawodzi. Jest i czeka. Pomaga. Tylko nie wolno dać się przekonać, ze kogokolwiek odrzucił. Że zawiódł.
A świstak
4 lutego 2013, 12:31
A świstak siedzi i zawija je w te sreberka...
ZZ
Zatrzymać zło na sobie
4 lutego 2013, 12:09
Błękitne Niebo 2013-02-03 15:48:15 napisała: "W sumie to się dzieje: ....ale dopiero po 30 latach (od zmiany katechizmu w 1983r.) zaczyna się o tym pisać (tylko dwóch kapłanów to zrobiło jak do tej pory: O. Salij i ks. Dziewiecki). To zaniedbanie Kościoła na "maksa"!" Zgadzam się. Nie zauważyłem, żeby ktoś inny tak odważnie publicznie w mediach wypowiedział prawdę o sprawach dotyczących niesakramentalnych związków - o konsekwencjach wynikających z przysięgi małzeńskiej. Mam nadzieję, że w tej sprawie coraz więcej duchownych będzie mówiło tak jak o. Salij i ks. Dziewiecki jednym głosem i w ten sposób będą drogowskazem dla wiernych, w tym małżonków.
4 lutego 2013, 10:49
@Effa dzielenie (...) uczuć w "fazie" przezywania "straty" znam małżeństwo, gdzie mąz odszedł ale coś chciał jeszcze próbowac, poszedł na terapię. I wszedł właśnie w takie dzielenie uczuć... z inną uczestniczką terapii dzielenia tych uczuć... Osoba po przeżyciach traumatycznych powinna podzielic sie swoimi uczuciami, ale z kimś kto jest w stanie jej wysłuchać - a nie szuka tylko potwierdzenia swojego stanu. Zaufanie Bogu nie zabrania przeżywania gniewu, zabranie jedynia budowania na tym uczuciu swojej postawy.
A
Anna
4 lutego 2013, 09:56
~TomaszL - jeśli nie rozumiesz tego, że w traumatycznych przezyciach, najważniejsze jest dzielenie właśnie uczuć - szczególnie w "fazie" przeżywania "straty", to ja na to nic nie poradzę....... Mówienie komuś o zaufaniu Bogu w chwili, gdy jego zaufanie legło w gruzach..... to wg mnie "majsterkowanie" i zadawanie bólu ( choć nieświadome) ale go wyłącznie powiększa..... A zabranianie na przeżycia gniewu tym przeżyciem wywołanego to kolejny błąd.... Gniew się nie ulotni..... tylko zgromadzi i wybuchnie kiedy indziej i w najmniej oczekiwanym momencie i będzie zupełnie nieadekwatny.....
4 lutego 2013, 08:16
@Błękitne Niebo - rozpacz, poczucie bezsilności w sytuacjach kryzysowych może i często prowadzi do utraty wiary. Dzieło szatana, który podpowiada: "Bóg cię opuścił", "nie ma ratunku" etc. Dlatego właśnie w takich momentach tak ważna jest modlitwa i zaufanie Bogu. Aby nie ulec pokusie zwątpienia czy pokusie zemsty.
4 lutego 2013, 07:53
Najbardziej w bólu pomaga dzielenie uczuć..... i to wystarcza....... choc oczywiście nie zawsze...... Ale to wiedzą już raczej Ci, którzy przez cos traumatycznego przeszli lub zajmują się tym profesjonalnie.... @Elfa Kobieta, żona i matka straciła z dnia na dzień wszystko, mąż odszedł do kochanki. Naprawdę wiesz dokładnie, co ona czuje i potrafisz dzielić z nią jej uczucia w tej chwili? Pomoc, choćby materialna - tak, bycie przy niej - tak, ale nie angażowanie się w uczucia. Nie podtrzymywanie beznadziei czy fałszywe gadanie typu znajdziesz sobie lepszego, mąż był zły etc.
ZZ
Zatrzymać zło na sobie
4 lutego 2013, 00:38
Błękitne Niebo 2013-02-03 00:16:18 napisał: „Jest obawa, że jeśli skrzywdzoną dalej będzie się nękać wypominając jej li tylko grzechy (a nie widząc zranienia, krzywdy, traumy!), to odejdzie na zawsze, np. od Kościoła, lub nie daj Boże z tego świata." Nie chodzi o nękanie czy uporczywe wypominanie. Nie na tym polega ewangeliczne braterskie upomnienie. Łaska Boża, która wyzwala z grzechu, działa przez prawdę. Trzeba bliźnim chociaż raz dać szansę ją usłyszeć, gdy brną w grzech lub gdy stają na jego krawędzi i Bóg chce posłużyć się drugim człowiekiem, aby tę prawdę przekazać. Uważasz, że z miłością i łagodnością wypowiedziana jeden raz prawda Boża (która może uratować przed popełnieniem fatalnego błędu) może zabić? W rozmowie z Andre Frossardem Jan Paweł II powiedział, że najważniejsze zdanie w Biblii to zdanie: „Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli”. Przez prawdę działa łaska Boża. Wiele osób żyjących w środowiskach przenikniętych mentalnością rozwodową, poddawanym naciskom, by np. "ułożyć sobie życie" z kimś innym, nie zna tej prawdy lub zapomniało o niej. Na ogół każdy kto jest zdradzany przeżywa traumę. U jednych trwa krócej, u innych dłużej. Takich osób jest bardzo wiele. Nierzadko osoby skrzywdzone nie mające żywej relacji z Panem Bogiem narażone są na niebezpieczeństwo, o którym pisze TomaszL – wejścia w grzech zdrady, drugiego związku. Nie można czekać z pomocą, z wypowiedzeniem z miłością słowa prawdy, gdy drugi bliźni jest w niebezpieczeństwie.  Co on zrobi z prawdą, którą usłyszy, to jego decyzja. Od raz wypowiedzianej z miłością Bożej prawdy chyba nikt jeszcze nie umarł… Nie wpadajmy w skrajnośc, która jest bardzo złemu duchowi na rękę… 
A
Anna
3 lutego 2013, 16:38
"Rozpacz, beznadzieja, poczucie osamotnienia i opuszczenia to są pola do działania dla szatana." Nie tylko....... Mogą być również szansą,..... na spotkanie.... lub nawrócenie....... Wiele zależy od tego, czy osoba/y, które nam towarzyszą potrafią podzielić z nami uczucia, i być wsparciem....... Czy też nas osądzą  i wystraszą......... np. sztanem... Nie ma prostych rozwiązań i sama doświadczyłam "okrutnych " pocieszeń...... Wiem zatem co to znaczy.... Najbardziej wtedy bolą "pobożne" rady.... od tych, którzy oczywiście uważają się za lepszych.....więc wiedzą lepiej...... Najbardziej w bólu pomaga dzielenie uczuć..... i to wystarcza....... choc oczywiście nie zawsze...... Ale to wiedzą już raczej Ci, którzy przez cos traumatycznego przeszli lub zajmują się tym profesjonalnie.... "Majsterkowicze" i "złote rączki" są raczej dobrzy ale w drobnych "naprawach"...
3 lutego 2013, 13:17
Istnieje obawa, że jeśli skrzywdzony (skrzywdzona) zamiast złożyć swoja krzywdę, swój ból i cierpienie Chrystusowi, będzie samemu poszukiwać pocieszenia, to wpadnie w bagno trwania w grzechu. Rozpacz, beznadzieja, poczucie osamotnienia i opuszczenia to są pola do działania dla  szatana. Trwanie w tych nich, to zaproszenia dla złego.
B
bratPolak
3 lutego 2013, 11:49
@Błękitne Niebo Jest obawa, że jeśli skrzywdzoną dalej będzie się nękać wypominając jej li tylko grzechy (a nie widząc zranienia, krzywdy, traumy!), to odejdzie na zawsze, np. od Kościoła, lub nie daj Boże z tego świata. Jestem zaskoczony - też potrafisz spojrzeć "po ludzku" na życiowe problemy i wybory porzuconych. Ks. Dziewiecki nie będzie z Ciebie zadowolony... Na pewno nie zabraknie mu ortodoksów-klakierów.
ZZ
Zatrzymać zło na sobie
2 lutego 2013, 23:10
NiBłękitne Niebo 2013-02-02 12:16:12 napisała:  "Osoba będąca w trzech traumach: zdrada, porzucenie, rozwód ma całkowicie inną (bo nie z własnej woli) sytuację niż osoba, która z własnej i nieprzymuszonej woli zdradza, porzuca i zmusza do rozwodu." Czy przeżycie zdrady, krzywdy porzucenia usprawiedliwia złamanie własnej przysięgi małżeńskiej, wchodzenie w nowy cudzołożny związek i trwanie w grzechu? Czy przysięga małżeńska i 6 przykazanie "Nie cudzołóż" osób skrzywdzonych nie dotyczy? 
PW
Pokój w Kościele
2 lutego 2013, 18:20
Masz rację, nie można zgodzać się na zło mimo, że Bóg na nie pozwolił. Ale co do przebaczenia to jeśli kobieta żyje w związku niesakrementalnym ale zachowuje czystość to powinna je otrzymać. Na ale jeśli temu zaprzecza to nie może otrzymać rozgrzeszenia faktycznie. Radzę wszystkim w tej sytuacji poprostu zachować czystość i szukać pomocy we wspólnocie Kościoła.
PW
Pokój w Kościele
2 lutego 2013, 18:07
Upierałem się przy dobru kobiety, nadal pragnę by było im lżej, ale to była ich decyzja i muszą w niej wytrwać. A co do pomocy kobietom opuszczonym to trzeba je wspierać, może finansowe, może przez wspólnotę, opieka nad dziećmi, coś trzeba wymyśleć bo żal mi jest gdy tak cierpią te kobiety.
PW
Pokój w Kościele
2 lutego 2013, 17:59
W tym temacie to już wszystko zostało powiedziane. Z tego wynika, że lepiej dobrze się zastanówcie, czy jesteś zdolny nawet cierpieć za grzechy męża/żony zanim powiecie TAK. Bo to nie jest czcza obietnica i tu prawie nie ma już drugiej szansy na ślub. Albo się dogadacie albo będziesz cierpieć. Współczuje wam i sam zastanowie 10 razy zanim podejmę taką decyzję.
BW
B. w K.
2 lutego 2013, 17:19
do:Błękitne Niebo Czy matka i dziecko nie są jednym ciałem? A mimo to pozwala się oddać dziecko do adopcji, zwykle dla dobra dziecka. Jeśli mąż i żona są jednym ciałem. To czy mąż nie może zrzec się żony, co jest tożsame z rozwodem? Choć jest to Grzech krzywdzący żonę i dzieci, ale jest to świadoma decyzja męża. Czy Bóg nie dozwolił zła, by dać mężczyźnie i kobiecie wolność wyboru między złem a dobrem?  Jeśli Bóg na to pozwolił to i powinniśmy na to pozwolić. Mamy się sprzeciwiać to prawda, ale nie mamy władzy zakazać czynienia zła, bo Kościół nie ma takiej władzy. Więc sprzeciw wobec rozwodu nie może być zakazem bo dopuszczamy aby konsekwencje grzechu męża obarczyły żonę i jej dzieci przez utrudnione życie.
ZZ
Zatrzymać zło na sobie
2 lutego 2013, 17:10
Błękitne Niebo 2013-02-02 15:53:00 napisał: „Chcesz wołać do osoby przeżywającej trzy traumy - "grzeszysz"? Nie miałabym takiej odwagi...” Jednak spowiednicy mają taką odwagę w imię Jezusa odmówić rozgrzeszenia osobie skrzywdzonej, która odpłaca złem na zło, czyli grzeszy. Księżą dopytują o grzech zarówno osoby skrzywdzone jak i te będące ofiarami. Prawda jest taka, że wszyscy grzeszymy. Skrzywdzony, który grzeszy również krzywdzi! Grzech trzeba nazywać grzechem i Dekalog, nauka Jezusa obowiązuje każdego. Nikt nie jest z niej zwolniony. Miłość nakazuje upomnieć bliźniego, aby pomóc mu się zmienić. (Mt 18,15-17). Jeśli ukrywasz prawdę przed kimś, nie zwracasz uwagi na zło, które popełnia, to bierzesz na siebie odpowiedzialność za jego grzech. Mówi o tym prorok Ezechiel: „Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela po to, byś słysząc z mych ust napomnienia przestrzegał ich w moim imieniu.  Jeśli do występnego powiem: "Występny musi umrzeć" - a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi - to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie.  Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę”. (Ez 33,7-9) Najgłębsza racja upomnienia braterskiego płynie z troski o zbawienie duszy drugiego człowieka. A więc z miłości. Obowiązek upomnienia w jednakowym stopniu dotyczy każdego – mamy upominać tych co krzywdzą i tych skrzywdzonych, co odpowiadają złem na zło, a więc sami krzywdzą… Błękitne Niebo, niebezpieczne dla zbawienia duszy człowieka jest to, co proponujesz by pominąć milczeniem grzech drugiego człowieka, który na zło odpowiada złem… Delikatnie, z miłością ale trzeba upominać…
P
Przyjaciel
2 lutego 2013, 14:57
Ja prawa nie uchylam, lecz przypominam co Jezus wypełnił. Osoba pozostawiona na pastwę losu jest w potrzebie i takim ludziom można pomagać. W każdym przypadku proszę byście nie ulegali rozpuście ci sakrmentalni i nieskaramentalni. Zalecam jednak więcej miłosierdzia, nawet wobec łamania ślubów. To znaczy, że osobie żyjącej w związku niesakramentalnym należy się rozgrzeszenie. Ksiądz nie ma prawa powiedzieć, że ona nie może obiecać poprawy, bo żyje w związku niesakr., gdyż może to być związek czysty bez rozpusty.
ZZ
Zatrzymać zło na sobie
2 lutego 2013, 14:26
~Przyjaciel 2013-02-02 13:18:52 napisał: "Czy ktoś tu łamie 6 przykazanie, jeśli jego zachowanie jest bezwiny. ... Wskazał, że w wyjątkowych okolicznościach mamy prawo wchodzić w nietypowe związki. Jeśli są one uświęcone miłością. Gdy tak jest wtedy nie łamiemy 6 przykazania, bo złamanie polega na zdradzie, na kierowniu się swoim egoizmem, czyli brakiem miłości. Osoba pozostawiona na pastwę losu jest w potrzebie i takim ludziom można pomagać, by minimalizować zło. Zatem osoba zdradzona - może zostać przygarnięta przez wielkoduszną osobę, która przy sprzyjających okolicznościach może stać się napawdę dobrym małżonekim. Po owocach ich miłości okaże się czy był to związek grzechu czy nie." A co zrobić z przysięgą małżeńską wypowiedzianą przed Chrystusem? Wymazać ją z pamięci? "Ja … biorę Ciebie … za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." oraz Słowa Jezusa: "A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!." (Mt 19,6) Według nauki Kościoła słowa te obowiązują każdego sakramentalnego małżonka, także skrzywdzonego!!! Ks. prof. Edward Staniek tak napisał: "W Kościele istnieje wielu ludzi z tendencjami do uchylania Bożego prawa. Jedni chcieliby niektóre przykazania dekalogu odrzucić, inni chcieliby je zastąpić ludzkimi przepisami, rzekomo doskonalszymi i bardziej uszczęśliwiającymi człowieka. ... Do prawa Bożego nie należy nic dodawać ani nie należy z niego nic ujmować. " - [url]http://mateusz.pl/czytania/2012/20120902.htm[/url]
2 lutego 2013, 14:12
@Przyjacielu - budujesz sobie własną wizję religii. Opierasz ja w dodatku na pasujących Tobie fragmentach z Biblii. Jeśli czujesz się katolikiem, polecę jednak zapoznanie się z nauka Kościoła w temacie małżeństwa, a nie budowanie wygodnych sobie teoryjek
P
Przyjaciel
2 lutego 2013, 13:18
Czy ktoś tu łamie 6 przykazanie, jeśli jego zachowanie jest bezwiny. Czy Jezus na krzyżu, gdy mówił: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. Wyraził niezywkle głęboką wizję miłosierdzia wobec związków ludzkich. Wskazał, że w wyjątkowych okolicznościach mamy prawo wchodzić w nietypowe związki. Jeśli są one uświęcone miłością. Gdy tak jest wtedy nie łamiemy 6 przykazania, bo złamanie polega na zdradzie, na kierowniu się swoim egoizmem, czyli brakiem miłości. Osoba pozostawiona na pastwę losu jest w potrzebie i takim ludziom można pomagać, by minimalizować zło. Zatem osoba zdradzona - może zostać przygarnięta przez wielkoduszną osobę, która przy sprzyjających okolicznościach może stać się napawdę dobrym małżonekim. Po owocach ich miłości okaże się czy był to związek grzechu czy nie.
ZZ
Zatrzymać zło na sobie
2 lutego 2013, 12:59
Błękitne Niebo: "To, ci skrzywdzeni się "czepiają" i maja rację! Mają prawo mówić o swojej krzywdzie. I lepiej, żeby mieli odwagę mówić o niej. Bo nawet o tym wspominał bł. JP II, żeby to robić." Skrzywdzeni mają prawo głośno o swojej krzywdzie mówić! Ale czy skrzywdzonych nie obowiązuje 6 Przykazanie "Nie cudzołóż"? Jeśli ktoś został skrzywdzony np. okradziony to nie obowiązuje go 7 Przykazanie "Nie kradnij"?  Czy jeśli ktoś mnie okradł to mam prawo innych okradać? Czy jeśli zdradza mnie współmałżonek, to mam prawo zdradzać i jego? W przysiędze małżeńskiej nie ma klauzuli zwalniającej w wypadku krzywdy jednej strony np. cudzołóstwa współmałzonka. Czy zło złem można naprawiać? Czy Chrystus odpłacał złem na zło którego doświadczał od niektórych ludzi?
P
Przyjaciel
2 lutego 2013, 12:46
do Błękitne Niebo Widzę ludzi, którzy cierpią z powodu zagubienia w życiu. To przez brak miłości daje się odczuć szczególnie porzucenie i wymiar zła w nawet w Kościele. Nie neguje cierpienia, bo dostrzegam w nim narzędzie uświęcania. Lecz nie mogę znieść, gdy ludziom narzuca się prawo, przez które cierpią, a tego cierpienia nie rozumieją w aspekcie wiary. Łaska od Boga jest szczególnie wielka dla tych wyjątkow upodlonych życiem. Nie prawem jesteśmy zbawieni lecz wiarą w Boga - komunią z Jezusem Chrystusem. AMEN
ZS
Zgadzam się
2 lutego 2013, 12:34
~::: 2013-02-01 22:29:14 napisał: „W artykule jest napisane:",.... można rozważyć...", a nie że koniecznie tak trzeba postąpić. Taka sytuacja zajdzie zapewne w ostateczności, gdy zdradzony małżonek w żadnym wypadku nie zgodzi się na wychowywanie nie swojego dziecka... Czy to dramat dla dziecka jeśli trafi do adopcji do kochającej rodziny? W Polsce wiele małżeństw nie może mieć własnych dzieci, a więc z radością i miłością zaadoptują takie maleństwo. Myślę nawet, że będzie mu lepiej w rodzinie adopcyjnej, niż gdyby miało być wychowywane przez samotnego rodzica, albo przez dwoje rodziców, z których jedno (to niebiologiczne) byłoby niechętnie nastawione do dziecka, jako poczętego ze zdrady. Nie jest to może idealne wyjście, ale najlepsze z możliwych w szalenie trudnej sytuacji, którą spowodował ten małżonek , który zdradził.” Zgadzam się.
BW
Bunt w Kościele
2 lutego 2013, 12:05
Masz rację Błękitne Niebo. PS. Jeśli Bóg złączył to co rozdzielili ludzie, to co na to poradzisz, że dwoje zdradzonych ludzi, z nie ze swojej winy porzuconych, odnajduje miłość i zaczynają tworzyć zgraną i dobą rodzinę, mimo braku oficjalnych sakramentów i ostrego sprzeciwu środowiska.
J
Jarek
2 lutego 2013, 11:54
Panu @MIłość i odpowiedzialność (a może raczej @czas ucieka wieczność czeka - bo to ta sama osoba) polecam do medytacji: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25, 40) oraz: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili (Mt 25, 45).
BW
B w K.
2 lutego 2013, 11:47
"Jak można nie ze swojej winy wejść w cudzołożny związek? Czy może Bóg wynieść i uszlachetnić ponad wszystko grzech cudzołóstwa?" Masz rację nie wyraziłem tego wystarczająco jasno: "Zatem jeśli ten drugi mężczyzna kocha i żonę i dzieci, a żona mężczyznę, a jest rozwodnikiem nie ze swojej winy, to wbrew pozorom taki związek jest święty i  błogosławiony mimo braku oficjalnych skaramnetów." Przepraszam za nie ścisłość.
MI
Miłość i odpowiedzialność
2 lutego 2013, 11:43
Jest taka scena w Ewangelii, gdy dwunastoletni Pan Jezus gubi się Rodzicom. Trzy dni Maryja i Józef bardzo cierpieli! Po ludzku Pan Jezus zrobił rzecz okrutną. Właśnie po ludzku... Patrząc po ludzku, rzeczywiście może lepiej żyć w związku niesakramentalnym i być przy dziecku. Pan Jezus pokazał, że w konflikcie po ludzku i po Bożemu trzeba wybrać Boga, CHOĆBY NAWET KTOŚ BLISKI MIAŁ CIERPIEĆ. Nieraz nie da się i te wymiary po ludzku i po Bożemu stają w konflikcie. Trzeba wybrać.  Jezus nauczał: „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest mnie godzien” (Mt 10,37)... Słowa Pana Jezusa: "A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!." (Mt 19,6) i świetej przysięgi małżeńskiej są jednoznaczne: "Ja … biorę Ciebie … za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Po zgodnie złożonej przysiędze małżeńskiej ksiądz będący świadkiem wypowiadania tej przysięgi mówi takie słowa: "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Małżeństwo przez was zawarte, ja powagą Kościoła potwierdzam i błogosławię w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen." W tych słowach wyraża się stanowisko Kościoła. Skoro dziecko jest człowiekiem, a człowiek nie ma prawa rozdzielać tego co Bóg połączył, tych których Bóg zespolił w jedno ciało, więc prawo do posiadania przez dziecko pełnej rodziny musi ustąpić przed prawem sakramentalnej wspólnoty małżeńskiej. Taka jest nauka Pana Jezusa, do której odwołuje się ks. Marek Dziewiecki. Polecam też podobną argumentację ks. Piotra Pawlukiewicza: [url]http://archive.org/details/niesakramentalni[/url]
MI
Miłość i odpowiedzialność
2 lutego 2013, 11:34
 ~Bunt w Kościele 2013-02-02 10:59:50 napisał: "Zatem jeśli ten drugi mężczyzna kocha i żonę i dzieci, a żona mężczyznę, a jest niesakramentalny nie ze swojej winy, to wbrew pozorom taki związek jest święty i  błogosławiony mimo braku oficjalnych skaramnetów. ... Co według ludzkiego myślenia i prawa nie mieści się w głowie. To Bóg może wynieść i uszlachetnić ponadwszystko." Jak można nie ze swojej winy wejść w cudzołożny związek? Czy może Bóg wynieść i uszlachetnić ponad wszystko grzech cudzołóstwa?
BW
Bunt w Kościele
2 lutego 2013, 11:19
Nikt Boga nie może utrzymać w ryzach. Nie można powiedzieć, że tylko przez sakrament człowiek jest błogosławiony. Bóg w szczególnych przypadkach robi co chce i co mu się podoba. Więc skąd taka myśl w KK, że małżeństwo niesakramentalne to już na pewno bez Boga żyje. Skąd ta pewność?! Co z domniemaniem niewinności? Co z nieskończonym przebaciem pańskim? Osobiście nie znam takich przypadków, co nie znaczy, że Bóg działa tylko przez sakramenty. Kto stawia granicę Bożemu miłosierdziu ten grzeszy, nawet jeśli jest ksiądz, nawet jeśli jest najwyższy z hierarchów, nie ma tutaj znaczenia, grzech tym cięższy im więcej zła! Z złem jest problem z ułożeniem sobie życia, przez toporne prawo, czy świadomość bycia gorszym, ze względu na nie możliwość przyjmowania komuni.
N
nie
2 lutego 2013, 11:06
Nie ma dobrego rozwiązania, gdy ludzie nie dotrzymują przysięgi małżeńskiej i z powodu ich bezmyślności, egoizmu, krzywdzenia innych rodzą się dzieci
BW
Bunt w Kościele
2 lutego 2013, 10:59
Po prostu ks. Dziwicki użył sformułwania dość ostrego. Co to znaczy podzielić się dziećmi? Jeśli matka i ojciec kochają dzieci, to jak mogą się nim podzielić? 1) Jeśli od matki odszedł jej pierwszy mąż, a ma ona z nim dzieci, to może, a nawet powinna mieć przy sobie to dziecko z nieprawego łoża z drugim mężczyzną. Ten drugi mężczyzna powinien opiekować się żoną i jej dziećmi. Jeśli którykolwiek z mężczyzn wzagardza pod wpływem egozimu swoją żoną to wzgardz również jej dziećmi oraz Bogiem, który uświęcił ich związek. Zatem jeśli ten drugi mężczyzna kocha i żonę i dzieci, a żona mężczyznę, a jest niesakramentalny nie ze swojej winy, to wbrew pozorom taki związek jest święty i  błogosławiony mimo braku oficjalnych skaramnetów. Jeśli jednak ten drugi mężczyzna zdradził swoją żonę i pogardził jej dziećmi, poczym uciekł do rozwódki i jej dzieci, mówiąc jej że kocha. To kłamie, że kocha, bo nie można kochać i mieć w nienawiści innych. Nie można kochać Boga i nienawidzieć bliźniego. Wtedy taki związek niesakramentalny nie będzie święty, ani błogosławiony, ponieważ opiera się na kłamstwie, jednego z małżonków.  Co według ludzkiego myślenia i prawa nie mieści się w głowie. To Bóg może wynieść i uszlachetnić ponadwszystko.
.
...
2 lutego 2013, 10:36
Nie ma tutaj mowy o gwałcicielach(twoja analogia jest nietrafna) , tylko o związku małżeńskim cywilnym, w którym są dzieci. Ci ludzie poczuli, że znależli się w sytuacji w Kościele poza sakramentami. Takim ludziom MDziewiecki mowi :  jeżeli "...pragną być blisko Jezusa i Jego Kościoła. W takiej sytuacji optymalnym rozwiązaniem jest powrót obojga tych osób do swoich małżonków. Taki powrót jest konieczny także wtedy, gdy w niesakramentalnym związku są dzieci ..), a gdyby trudno było podzielić się dziećmi i wrócić z nimi do slubnych małżeństw, "W każdym przypadku można rozważyć oddanie dziecka(dzieci???) do adopcji." - ładne rozwiązanie, prawda???, tym bardziej, że jedyne słuszne, wg Ewangelii.. .
BW
Bunt w Kościele
2 lutego 2013, 10:19
Każdy z was ma święte prawo szukać pomocy, jeśli jego fizyczność jest naruszana. Nawet w małżeństwie małżonek nie ma prawa gwałcić swojej żony. Św. Paweł zachęca by nie ulegać rozpuście nawet w małżeństwie. STOP rozpuście i ciemności grzechu.  
BW
Bunt w Kościele
2 lutego 2013, 10:02
Widzę, że co niektórym sprawia przyjemność rozpisywanie się o cyt. gwałtach, płodzeniu. Jak można mieszać gwałt z płodzeniem. Gwałt jest wyrazem agresji seksualnej. Płodzić to powodować powstanie istoty żywej. To tak jak porównać pranie mafijnych pieniędzy w Banku do tranzakcji finansowej. Albo porównać pocałunek Judasza do pocałunku kochanka.
D
do ...
2 lutego 2013, 09:49
Bezmyślnie  traktuje dzieci ten, kto dopuszcza się zdrady małżeńskiej i doprowadza do poczęcia dzieci, mimo że ma już dzieci z małżeństwa. Tak samo postępuje każdy gwałciciel, gdyż z gwałtu też może począć się nowe życie. Każdy gwałciciel i zdrajca traktuje ludzi przedmiotowo, bo chce zaspokoić własne popędy i nie myśli o krzywdzie osoby, którą zdradza, osoby którą gwałci, dzieci, które już posiada i dzieci które mogą się urodzić. Powiedz gwałcicielowi, że jest tatusiem i ma psi obowiązek wychować dziecko, które spłodził, bo to dziecko ma prawo do swoich rodziców - czyli ojca gwałciciela też
OB
Odp. buntownika
2 lutego 2013, 09:43
Jezus niechciał by podziałów, to dlaczego je czynisz?
DZ
do zBuntowanego
2 lutego 2013, 09:41
Przenieś się do prawosławnych, tam dostaniesz rozwód na skutek zdrady przez małżonka i będziesz miał szansę na kolejne małżeństwo w kościele (cerkwi prawosławnej)
BW
Bunt w Kościele!
2 lutego 2013, 09:11
Wcale nie przysięgajcie - ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. Ślub jest obietnicą, a nie przysięgą, bo było by to sprzeczne z ewangelią! Jak można przysięgać jeśli nie masz 100% pewności, że dotrzymasz umowy, a poza tym wogóle nie wolna człowiekiowi przysięgać, co uzasadniono powyżej. Można co najwyżej ślubować obietnicę - tzn. zrobie wszystko by było nam razem dobrze, będę cię kochał itd. lecz nie mogę przysięgać bo nie mam takiej władzy. Co znaczy przysięga bez pokrycia? Przysiega może dać Bóg człowiekowi, ale nie na odwrót. Człowiek Bogu może tylko obiecać, tak jak obiecujemy poprawę nie mamy władzy nad stworzeniem, bo wszystko należy do Boga.  Jeśli obiecujemy poprawę w trakcie spowiedzi, a grzechy są nam odpuszczane, poczym później mimo obietnicy łamiemy postanowienie, to czyż znowu obiecując poprawę grzechy nie są nam odpuszczane? Czyż Bóg nie może przyjąć obietnicy powtórnie w przypadku drugiego ślubu? Czy utrudniając unieważnienie ślubu kościelnego, nie stawiamy Bogu bariery w przebaczeniu. Bóg przebaczy także zdradę małżeńską jeśli wrócimy do Boga i prosimy o przebaczenie. Czy formalizm ślubu w kościele nie utrudnia ludziom życia? Człowiek bieże ślub przed Bogiem i drugim człowiekim, raszta może być świadkami. Co nie upoważnia nikogo nawet Papieża do utrudniania skrzywdzonym ludziom rozpoczęcia życia od nowa. Jeśli więc jednen współmałżonek złamie obietnicę, drugi ma prawo rządać od władz KK unieważnienia swojego ślubu i to bez zbędnych formalności (podpisu papieża).
.
...
2 lutego 2013, 01:36
Ks.Dziewiecki raczy traktujować dzieci tzw.nieślubne jak rzeczy - umieści się je tu, albo tam, albo jeszcze gdzie indziej, albo jak szczeniaki z "nieupilnowanego" miotu - jak nie zatrzymamy ich w domu, to się porozdaje jakoś, może ktoś będzie chciał. Najwyrażniej nie dostrzega, że mają taką samą godność, jak każde dziecko "z prawego łoża" - mają prawo do swoich rodziców.  Jak można  sugerować komuś oddanie do adopcji własnego dziecka - i to w imię Ewangelii ?????????????  Tak, jakby to dziecko było jak kleks w zeszycie, który zamażemy korektorem i mamy zeszyt znowu czysty. Także o tym dziecku(jak o każdym innym) mówi Bóg "Wyryłem cię na obu dłoniach", i może o takie dziecko jest bardziej zatroskany, bo jak wynika z sugestii zawartych w artykule, jest ono szczególnie zagrożone brakiem miłości, odpowiedzialności  i po prostu głupotą dorosłych..
.
...
2 lutego 2013, 00:56
MDziewiecki : "Jeśli dochodzi do zdrady małżeńskiej i gdy z takich związków na świat przychodzą dzieci, to optymalną reakcją na taką sytuację jest radykalne nawrócenie obydwu osób, które dopuściły się zdrady i postępowanie odtąd zgodnie z zasadami Ewangelii. Oznacza to, że każda ze stron powraca do swego małżonka(...) Jeśli z takiego związku rodzą się dzieci, to optymalne jest zamieszkanie potomstwa u tego z rodziców, którego współmałżonek się na to zgadza. Jeśli żaden ze zdradzonych małżonków nie wyraża na to zgody(...) W każdym przypadku można rozważyć oddanie dziecka do adopcji." @::: masz rację, ten, kto przypadkowo płodzi dzieci jest niejako kretynem, ale ale ksiądz dr, pretendujący do bycia autorytetem moralnym, wypisujący kategorycznym tonem teksty jak ten zacytowany wyżej - niewątpliwie jest kretynem chwilę dalej pisze znowu-jest konsekwentny : "osoby, które opuściły małżonka i dzieci, a następnie zdecydowały się na zawarcie niesakramentalnego związku z inną osobą, a teraz uznały swój błąd i pragną być blisko Jezusa i Jego Kościoła(...)optymalnym rozwiązaniem jest powrót obojga tych osób do swoich małżonków. Taki powrót jest konieczny także wtedy, gdy w niesakramentalnym związku są dzieci"   nie problem, no bo przecież, jak to zalecił wcześniej "W każdym przypadku można rozważyć oddanie dziecka do adopcji" no po prostu kretyn
:
:::
1 lutego 2013, 22:30
jeszcze jedno: kretynem jest ten, kto zdradza i doprowadza do poczęcia dzieci pozamałżeńskich, a nie kapłan
:
:::
1 lutego 2013, 22:29
W artykule jest napisane:",.... można rozważyć...", a nie że koniecznie tak trzeba postąpić. Taka sytuacja zajdzie zapewne w ostateczności, gdy zdradzony małżonek w żadnym wypadku nie zgodzi się na wychowywanie nie swojego dziecka... Czy to dramat dla dziecka jeśli trafi do adopcji do kochającej rodziny? W Polsce wiele małżeństw nie może mieć własnych dzieci, a więc z radością i miłością zaadoptują takie maleństwo. Myślę nawet, że będzie mu lepiej w rodzinie adopcyjnej, niż gdyby miało być wychowywane przez samotnego rodzica, albo przez dwoje rodziców, z których jedno (to niebiologiczne) byłoby niechętnie nastawione do dziecka, jako poczętego ze zdrady. Nie jest to może idealne wyjście, ale najlepsze z możliwych w szalenie trudnej sytuacji, którą spowodował ten małżonek , który zdradził.
,
,,,,
1 lutego 2013, 20:00
"W każdym przypadku można rozważyć oddanie dziecka do adopcji." - ten Dziewiecki jest po prostu kretynem !!!!!
:
:::
1 lutego 2013, 19:56
artykuł praktyczny, rozsądny, przywracający wiarę w Sakrament Małzeństwa
.
...
1 lutego 2013, 19:49
artykuł  teoretyczny,  nawiedzony,  beznadziejny
W
woman
1 lutego 2013, 18:47
@men (cyt)Niesakramentalni przeciwko sakramentalnym. Śmiechu warte. Nie rozumiem.
M
men
1 lutego 2013, 17:40
Niesakramentalni przeciwko sakramentalnym. Śmiechu warte.
J
Jarek
1 lutego 2013, 15:55
Panu @MIłość i odpowiedzialność (a może raczej @czas ucieka wieczność czeka - bo to ta sama osoba) polecam do medytacji: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25, 40) oraz: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili (Mt 25, 45).
JS
jedna sroka
1 lutego 2013, 09:40
"...Obowiązki wynikające z sakramentu małżeNstwa nie niwelują obowiązków wynikających z bycia ojcem czy matką nieślubnego dziecka. Trzeba to pogodzić ..." Nie można złapać dwóch srok za ogon
M
men
31 stycznia 2013, 22:56
Po zgodnie złożonej przysiędze małżeńskiej ksiądz będący świadkiem wypowiadania tej przysięgi mówi takie słowa: "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Małżeństwo przez was zawarte, ja powagą Kościoła potwierdzam i błogosławię w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen." ... To, że ksiądz tak mówi nie ma żadnego znaczenia. Kiedy widzi problemy spotykamy się z sytuacją, gdy doradza rozwód. Taki mamy świat - nienormalny.
S
Słaba
31 stycznia 2013, 11:10
@Miłość i odpowiedzialność Obowiązki wynikające z sakramentu małżeNstwa nie niwelują obowiązków wynikających z bycia ojcem czy matką nieślubnego dziecka. Trzeba to pogodzić tak, jak w danym przypadku będzie najlepiej. Porównanie do więzienia nietrafione. Więzień jest w separacji nie tylko od dzieci (ślubnych i nieślubnych) ale i od małżonka sakramentalnego. Sądzę też, że nie płaci alimentów na żonę i dzieci (ślubne czy nieślubne).
31 stycznia 2013, 11:02
@~Miłość i odpowiedzialność Tak więc mąż nie może wyjść z domu bez żony a żona bez męża, a wyjazd z dzieckiem w czasie wakacji szkolnych jak mąż nie dostaje urlopu to juz grzech ciężki.
MI
Miłość i odpowiedzialność
31 stycznia 2013, 10:51
XLeszek 2013-01-30 20:12:06 napisał: „I nieprawdą jest że sytuacje są analogiczne.” Z p-tu widzenia krzywdy dziecka obie sytuacje są podobne. Ma miejsce oddzielenie od dziecka i ew. sporadyczne wizyty. Różnica w odbiorze społecznym jest jednak inna. Na ogół ludzie nie mają pretensji do wymiaru sprawiedliwości, do sędziego, że zasądza wyrok izolujący ojca-przestępcę od społeczeństwa, w tym od dziecka. W przypadku prawa Bożego i Bożej sprawiedliwości podnosi się krzyk oburzenia. Hipokryzja osób, które uważają się za osoby wierzące? Bardziej szanują prawo świeckie aniżeli Boże? A może to nie hipokryzja, tylko po prostu brak wiary, brak świadomości, że sakrament małżeństwa to święte nierozerwalne przymierze z Bogiem (z którego trzeba będzie się rozliczyć przed Bogiem po śmierci) obowiązujące każdego małżonka do końca życia, niezależnie od okoliczności np. zachowania jego współmałżonka, czy spłodzenia nieślubnego dziecka. Słowa przysięgi i Pana Jezusa są jednoznaczne: "Ja … biorę Ciebie … za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Po zgodnie złożonej przysiędze małżeńskiej ksiądz będący świadkiem wypowiadania tej przysięgi mówi takie słowa: "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Małżeństwo przez was zawarte, ja powagą Kościoła potwierdzam i błogosławię w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen." W tych słowach wyraża się stanowisko Kościoła. Skoro dziecko jest człowiekiem, a człowiek nie ma prawa rozdzielać tego co Bóg połączył, tych których Bóg zespolił w jedno ciało, więc prawo do posiadania przez dziecko pełnej rodziny musi ustąpić przed prawem sakramentalnej wspólnoty małżeńskiej. Taka jest nauka Pana Jezusa, do której odwołuje się ks. Marek Dziewiecki. Polecam też argumentację ks. Piotra Pawlukiewicza: [url]http://archive.org/details/niesakramentalni[/url]
31 stycznia 2013, 10:23
ps. chyba nie masz zamiaru odejść?! Nie, nie zamierzam opuścic forum. Bo forum to nie jest tylko XLeszek.
31 stycznia 2013, 10:01
„Bądź wola Twoja” Te słowa modlitwy nie oznaczają, iż człowiek ma być pasywny. Wręcz odwrotnie, ma być aktywny, bo zaufanie Bogu i wiara w Boga to nie tylko słowa, ale też aktywne życie. Zycie zgodne z modlitwą. To jest też faktyczne, potwierdzone życiem uznanie Boga za jedynego swojego Pana. Każdy z nas korzysta z pomocy drugiego człowieka, jak jest chory idzie do lekarza, jak ma problemy w życiu szuka terapeuty czy grupy wsparcia. Tyle, że zawsze i w każdym wypadku Bóg ma być na pierwszym miejscu. Jeśli wybitny specjalista, uznany i polecany, proponuje rozwiązanie, terapię, leczenie nie zgodne z tym, co czujemy w swoim sumieniu, co jest sprzeczne z prostymi ewangelicznymi zasadami, coć, co wymaga, abyśmy złamali Dekalog trzeba zmienić specjalistę. Nikt nie może być ponad Boga i Jego nauczanie. Żaden, nawet wybitny specjalista nie może stać się bogiem. Nie ma przy tym znaczenia, czy jest to lekarz, terapeuta, ksiądz, przyjaciel czy przyjaciółka, ojciec, matka, brat, dziecko, internetowy „ekspert” etc.
LS
le sz
30 stycznia 2013, 20:12
XLeszek napisał: "Demagogia. Nie rozmawiamy o karaniu. I nikt nie domaga się aby ojcowie byli wyjęci spod prawa." Zdarza się, że karę pozbawienia wolności za różnego rodzaju przestępstwa ponoszą ojcowie dzieci. Jeśli stawianie dobra dziecka byłoby priorytetowe, to natychmiast sądy zwalniałyby ojców z kary więzienia i mówiły im: "Idź do dziecka, ono Cię potrzebuje." Otóż nie. Taki ojciec nie jest zwolniony z odbycia kary więzienia! Nikt - ani Kościół, ani społeczeństwo nie ma za złe sędziom, którzy posyłają ojców - przestępców do więzienia, gdy przekroczyli prawo! Kodeks prawny nie przewiduje takich wyjątków, żeby ze względu na dobro dziecka ojcowie byli wyjęci spod prawa. Bywa i tak, że takie dzieci pozbawione ojca przez wiele lat są wychowywane jedynie przez matkę i ew. dziadków. W tych przypadkach prawo świeckie jest na ogół akceptowane i nikt nie protestuje. Czy w analogicznej sytuacji dotyczącej dziecka w niesakramentalnym związku, gdy jeden z małżonków odchodzi do sakramentalnego współmałżonka prawo Boże jest przyjmowane ze zrozumieniem i nikt nie protestuje? W obu analogicznych z punktu widzenia dobra dziecka sytuacjach dziecko cierpi. Kto w obu przypadkach ponosi odpowiedzialność za krzywdę niewinnego dziecka? --- Już pisałem że uprawiasz demagogię. Nie rozmawiamy o karaniu. I nieprawdą jest że sytuacje są analogiczne. Gdy ojciec ląduje w więzieniu to nie dlatego że chce tam się znaleźć, lecz dlatego że wręcz zabierają go tam wbrew jego woli. On nie porzuca swojego dziecka ale cały czas pozostaje ojcem, cały czas może utrzymywać kontakt z rodziną i mówić im że tęskni bo bardzo kocha. Zupełnie inna sytuacja jest natomiast gdy mężczyzna odchodzi ze związku niesakramentalnego pozostawiając w nim dziecko.
MI
Miłość i odpowiedzialność
30 stycznia 2013, 19:15
XLeszek napisał: "Demagogia. Nie rozmawiamy o karaniu. I nikt nie domaga się aby ojcowie byli wyjęci spod prawa." Zdarza się, że karę pozbawienia wolności za różnego rodzaju przestępstwa ponoszą ojcowie dzieci. Jeśli stawianie dobra dziecka byłoby priorytetowe, to natychmiast sądy zwalniałyby ojców z kary więzienia i mówiły im: "Idź do dziecka, ono Cię potrzebuje." Otóż nie. Taki ojciec nie jest zwolniony z odbycia kary więzienia! Nikt - ani Kościół, ani społeczeństwo nie ma za złe sędziom, którzy posyłają ojców - przestępców do więzienia, gdy przekroczyli prawo! Kodeks prawny nie przewiduje takich wyjątków, żeby ze względu na dobro dziecka ojcowie byli wyjęci spod prawa. Bywa i tak, że takie dzieci pozbawione ojca przez wiele lat są wychowywane jedynie przez matkę i ew. dziadków. W tych przypadkach prawo świeckie jest na ogół akceptowane i nikt nie protestuje. Czy w analogicznej sytuacji dotyczącej dziecka w niesakramentalnym związku, gdy jeden z małżonków odchodzi do sakramentalnego współmałżonka prawo Boże jest przyjmowane ze zrozumieniem i nikt nie protestuje? W obu analogicznych z punktu widzenia dobra dziecka sytuacjach dziecko cierpi. Kto w obu przypadkach ponosi odpowiedzialność za krzywdę niewinnego dziecka?
30 stycznia 2013, 17:37
@Błękitne Niebo – obiecałem XLeszkowi, ze nie będę już z Nim dyskutować. Wiec nie będę też w żaden sposób komentował Jego wpisów w tym wątku.
LS
le sz
30 stycznia 2013, 15:32
Ani ja ani siostra nie potrafimy ułożyć sobie życia. Myślę, że jest to spowodowane doświadczeniami z dzieciństwa. nie wierzę mężczyznom. --- @Marto, jak sama widzisz, Wasze reakcje zaszkodziły przede wszystkim Wam samym... U pewnej mojej znajomej, jakiekolwiek wspomnienie przy niej o jej wiarołomnym mężu jeszcze po kilkunastu latach wywoływało jej niepohamowany płacz. Nie była również w stanie myśleć o nim bez nienawiści. I dopiero gdy zaczęła (początkowo wbrew sobie) walczyć z tym uczuciem nienawiści to zaczęła powoli wracać do normalnego życia. Jeśli kiedyś się z kimś zwiążę to na pewno tylko cywilnie, choć jestem/byłam katoliczką. --- Hmm... Katolik nie wyobraża sobie życia bez sakramentów... Na jakiej podstawie sądzisz, że związanie się z kimś bez Bożego błogosławieństwa wyłącznie poprzez podpisanie umowy cywilno-prawnej będziesz lepszym rozwiązaniem? do XLeszka; teraz wiem, że tamto dziecko nie było niczemu winne, ale przez długi czas myślałam, że lepiej gdyby go nie było, gdyby umarł, to wtedy odzyskałabym ojca... --- To dobrze że choć teraz masz tego świadomość. Jednak uważam cały czas, że ojcice powinien zostać z nami, nie spotykać się z dzieckiem i kochaką. --- Marto, to co napisałaś jest wewnętrznie sprzeczne. Piszesz że powinien zostać z wami a nie spotkać się z dzieckiem. A przecież jedno nie zaprzecza drugiemu. To że spotykał się z dzieckiem wcale nie oznacza że nie został z wami. Tamta kobieta mogła przecież wyjść za mąż, bo była wolna, a nie dążyć do zabrania komuś ojca i męża --- Rozumiem, że widzisz w tamtej kobiecie uosobienie zła. Ale przypisywanie jej wszelkich niegodziwości nie tylko nie ma sensu ale i jest ze szkodą dla was. Na jakiej podstawie zarzucasz tej kobiecie że nie chciała wyjść za mąż a chciała dążyć do zabrania komuś ojca i męża? Naprawdę sądzisz, że jej marzeniem życiowym było nie wychodzić za mąż ale zabrać komuś ojca i męża? I co? wylosowała sobie akurat was?
LS
le sz
30 stycznia 2013, 15:14
ps. Widzę tutaj atak na TomaszL, a on "tylko" świadczy o swojej sile w Bogu! Myślę, że ci, co go atakują zazdroszczą mu relacji z Bogiem i to ich wkurza, a on świadczy tylko o Bogu i przekazuje Prawdę jedyną - że Bóg jest ważniejszy, i zaufanie Bogu może dać więcej niż są ludzkie pragnienia. I TomaszL. ma żywe świadectwo, więc nie rozumiem ataków. --- Tak, to typowa rekacja osób o religijności pokroju Błękitnego Nieba. Jak ktoś śmie się nie zgadzać z ich chorymi teoriami to oznacza to, że atakuje bo zazdrości i się wkurza. A właściwie rozumiem - zaufanie Bogu rozwścieczy najbardziej ukrytego "przeciwnika Boga". --- Przynajmniej wiadomo dlaczego niektórzy fanatycy pisują z taką wściekłością. "Bądź wola Twoja" - to proces, to nauka, to nie tylko zdanie z Ojcze Nasz. --- Zgadza się. I właśnie o to chodzi. "Bądź wola Twoja" to postawa wobec WSZYSTKIEGO czym nas Bóg obdarza, a nie tylko wobec tego co komu pasuje do jego wyobrażeń i ideologii. I jeśli ktoś używa "Bądź wola Twoja" jak cepa mającego gromić oponentów to znaczy że nic z tego nie rozumie.
LS
le sz
30 stycznia 2013, 15:05
[...].... Gdy go zobaczyłam z tym dzieckiem to zrozumiłama, ze nas okłamywał, znienawidziłam go, że dla mnie i siostry nie miał czasu, ale miał go dla synka, któregomiał z kochanką. Znienawidziłam wtedy wszystkie małe dzieci, choć sama byłam dzieckiem... Gdy miałam 15 lat ojciec wyprowadził się z domu do tamtej kobiety i tamtego dziecka... Zostałam sama z siostrą i mamą, która na szczęście już była zdrowsza, ale żyłyśmy biednie, bo tata płacił na nas małe alimenty, bo mówił, ze ma nową rodzinę.. Nienawidze go za to co nam zrobił, a tego chłopaka nigdy nie nazywałabym "bratem". --- @Marto, rzeczywiście zostałaś bardzo skrzywdzona przez swojego ojca oraz jego kochankę. Zauważ jednak że tamten chłopak niczemu nie jest winien, a jego przeżycia mogą być nawet zbliżone do Twoich. Myślisz że dla tamtego dziecka, jeszcze mniejszego niż Ty, a więc jeszcze boleśniej przeżywającego, nie miało żadnego znaczenia to że ten jego ukochany tata ma jakieś dzieci z zupełnie obcą kobietą (obcą dla niego i jego rodziny) i że zamiast jemu coś kupić to musi oddawać pieniądze dla tej obcej kobiety na jakieś obce dzieci? A co do nienawiści, to zauważ że ta nienawiść szkodzi przede wszystkim TOBIE, to TY przede wszystkim cierpisz z tego powodu... a czy naprawdę chciałabyś aby Tobie odpuszczono Twoje winy tak jako i Ty odpuszczasz swojemu winowajcy? Nie boisz się modlić w ten sposób? Nie rozmumiem tego, co napisała osoba "penny". Ona chyba ma inną wrażliwośc. Ja po tym co tata zrobił mamie i nam, dzieciom, uważam, że nie ma gorszego doświadczenia dla dziecka, gdy ojciec porzuca rodzinę. --- @Marto, to całkowicie naturalne że każdy swoje cierpienia uważa za najgorsze na świecie. I nie podejmuję się klasyfikować czy gorszym dla dziecka doświadczeniem jest gdy ojciec porzuca rodzinę czy też gdy matka porzuca rodzinę, czy może gdy dziecko musi patrzeć na śmierć matki/ojca lub gdy musi przez wiele tygodni, nawet miesięcy żyć z dogorywającym w przedłużającej się agonii matce/ojcu. Ale zgadzam się, że musi to być okropne doświadczenie i nikomu nie życzyłbym nic takiego. Tamta kobieta mogła znaleźć sobie innego męża i nie zabierać męża innej kobiecie, ani nie iść z żonatym do łóżka --- Oczywiscie masz rację. Tyle że to nie takie proste. Bo to nie jest bynajmniej tak, że jakaś kobieta postanawia sobie, że nie będzie się wiązać z żadnym kawalerem, a uwiedzie żonatego. A logika kobieca chadza własnymi drogami, zwłaszcza tam gdzie w grę wchodzą emocje i uczucia. Uwierz mi, ale naprawdę pewnego razu trafiło mi się rozmawiać z kobietą, która w pewnym momencie związała się z żonatym mężczyzną, a gdy ten mężczyzna po czasie wrócił do swojej ślubnej małżonki, to ta jego okresowa konkubina miała pretensje do obojga! Do niego, że ją zostawił - "a powinien być z nią" oraz do niej - "bo przecież mogłaby sobie znaleźć innego, a tego (swojego ślubnego) zostawić dla niej jako że on się jej NALEŻAŁ"...
M
Marta
30 stycznia 2013, 14:43
Ani ja ani siostra nie potrafimy ułożyć sobie życia. Myślę, że jest to spowodowane doświadczeniami z dzieciństwa. nie wierzę mężczyznom. Jeśli kiedyś się z kimś zwiążę to na pewno tylko cywilnie, choć jestem/byłam katoliczką. do XLeszka; teraz wiem, że tamto dziecko nie było niczemu winne, ale przez długi czas myślałam, że lepiej gdyby go nie było, gdyby umarł, to wtedy odzyskałabym ojca... Jednak uważam cały czas, że ojcice powinien zostać z nami, nie spotykać się z dzieckiem i kochaką. Tamta kobieta mogła przecież wyjść za mąż, bo była wolna, a nie dążyć do zabrania komuś ojca i męża
P
Paweł
30 stycznia 2013, 14:00
Nie mam takich doświadczeń jak wy - pochodzę z pełnej rodziny. Ale dla mnie Wasze świadectwa są bardzo ważne. Dekalog ma głęboki sens. Nie zakazy i nakazy ... ale z miłości do nas. Po każdym przykazaniu z dekalogu warto dodać sobie przecinek i uświadomić ... "bo będziesz cierpiał".
LS
le sz
30 stycznia 2013, 14:00
Uważam, że ten artykuł jest bardzo dobry, a ksiądz jest mądrym człowiekiem, bo gdyby moja mama zabroniła ojcu na kontakty z dzieckiem, to może nasza rodzina byłaby szczęśliwa i cała. Ale mama była zbyt słaba, a kochanka walczyła o ojca dla dziecka --- @Marto, trudno mówić co by było gdyby, ale nie sądzę aby wasza rodzina była wówczas szczęśliwa, sama zresztą piszesz że "może byłaby". Nie da się budować szczęścia na cudzej krzywdzie, to prędzej czy później w jakiś sposób wylezie i wróci rykoszetem. Czy naprawdę mogłabyś być szczęśliwa wiedząc, że tamten chłopiec przeżywałby to co Ty przeżywałaś? Przecież on nie był niczemu winny!
A
Agata
30 stycznia 2013, 13:55
Marta - nie chcę negowac Twoich przeżyć, ja mam rzeczywiście inną perspektwę, bo ojciec został z nami. A siostrę poznałam przy rodzicach, świadomie, zupełnie inaczej. Nikt nie ukrywał przed nami faktu, że mamy "dodatkowe" rodzeństwo.  Każda sytuacja jest inna, może w przypadku Twoich rodziców rada księdza byłaby dobra. Ja wiem, że te kontakty z przyrodnią siostrą były uważnie monitorowane przez moją mamę i jakiekolwiek podejrzenie, że coś dzieje sie nie tak kończyło się zakazem spotkań. Czyli to nie takie łatwe jak sugerowały niektóre osoby w komentarzach.  Poza tym, tata dla świętego spokoju, czasem zabierał mnie na spotkania, bo między nami jest niewielka różnica wieku, więc zajmowałyśmy sie same sobą. I to też powodowało zmniejszenie różnic między nami, a także utworzenie więzi. O co w tym chodzi najlepiej i najpiękniej wytłumaczyła Malek - dziękuję.   Marta, gdybym była w Twojej sytuacji, prawdopodobnie czułabym to samo co Ty. Więcej, po latach, moja przyrodnia siostra powiedziała, że ojciec dobrze zrobił zostając z nami. Bo gdyby sie stało inaczej ona nie miałaby rodzeństwa. I tez uważam, że Twój ojciec popełnił ogromny błąd, nie tylko wikłając się w zdradę ale też zostawiając was.  Trzymam kciuki za to, żebyś potrafiła stworzyć własną, wspaniałą rodzinę. Nie powielając wzorów rodziców. Wiem co mówię, bo mimo, że u mnie to potoczyło sie inaczej, tez mam swoje rany i trudności.
M
Marta
30 stycznia 2013, 12:58
Uważam, że ten artykuł jest bardzo dobry, a ksiądz jest mądrym człowiekiem, bo gdyby moja mama zabroniła ojcu na kontakty z dzieckiem, to może nasza rodzina byłaby szczęśliwa i cała. Ale mama była zbyt słaba, a kochanka walczyła o ojca dla dziecka
M
Marta
30 stycznia 2013, 12:51
Nie pamiętam ile miałam lat 8-10, szłam ze szkoły gdy zobaczyłam na placu zabaw mojego ojca z małym dzieckiem, może 2-letnim, huśtał go na huśtawce. Nie wiedziałam co to za dziecko i co mój tata robi z obcym dzieckiem... Stałam jak wryta i nie wiedziałam, czy mogę podejśc do taty. On mnie nie widział/...W domu spytałam mamę, ale nie chciała mi nic powiedzieć. Nalegałam i dowiedziałam się, że mój tato ma dziecko z jaką kobietą. Byłam w szoku. Przypomniałam sobie, że parę lat wcześniej moja mama była bardzo chora, długo jej nie było w domu, a babcia mówiła, że jest w szpitalu, a potem w sanatorium... Gdy mama wóciła, chyba po paru miesiącach, była jakaś inna, smutna, chuda... Teraz już wiem, że wtedy moja mama chciała popełnić samobójstwo, gdy się dowiedziała, że tato ją zdradza, ale ją odratowali. Przypłaciła to chorobą psychiczną. Babciia Opiekowała się mną i młodszą siostrą . TAto mieszkał z nami, ale ciągle go nie było, nigdy nie miał dla nas czasu, bo mówił, że musi dużo pracować.... Gdy go zobaczyłam z tym dzieckiem to zrozumiłama, ze nas okłamywał, znienawidziłam go, że dla mnie i siostry nie miał czasu, ale miał go dla synka, któregomiał z kochanką. Znienawidziłam wtedy wszystkie małe dzieci, choć sama byłam dzieckiem... Gdy miałam 15 lat ojciec wyprowadził się z domu do tamtej kobiety i tamtego dziecka... Zostałam sama z siostrą i mamą, która na szczęście już była zdrowsza, ale żyłyśmy biednie, bo tata płacił na nas małe alimenty, bo mówił, ze ma nową rodzinę.. Nienawidze go za to co nam zrobił, a tego chłopaka nigdy nie nazywałabym "bratem". Nie rozmumiem tego, co napisała osoba "penny". Ona chyba ma inną wrażliwośc. Ja po tym co tata zrobił mamie i nam, dzieciom, uważam, że nie ma gorszego doświadczenia dla dziecka, gdy ojciec porzuca rodzinę. Tamta kobieta mogła znaleźć sobie innego męża i nie zabierać męża innej kobiecie, ani nie iść z żonatym do łóżka
LS
le sz
30 stycznia 2013, 11:57
wręcz trzeba nie mieć wyobraźni, by osobie okrutnie zranionej (zarówno kobiecie a jeszcze bardziej niewinnemu dziecku) kazać powiedzieć :Bądź wola Twoja"...... Trzeba nie mieć po prostu nie tylko wyobraźni ale uważam, że szacunku do niej...... a przez to również do siebie samego..... Każdego dnia i w każdej sytuacji, jak by nie byłą dobra, czy zła warto mówić „Bądź wola Twoja". Zresztą chciałbym nadmienić, że znaczna część katolików to mówi, tyle, że często mówi to bez wiary w Boga, bez zaufania Bogu. Jako wyuczony, bezrefleksyjny element modlitwy porannej czy wieczornej. Jedyna droga to jest zaufać Bogu i uwierzyć w Jego Miłość. Zwłaszcza wtedy, gdy życie niesie dramatyczne sytuacja. Tyle żeby prawdziwie zaufać, najpierw trzeba sie wyrzec grzechu. --- Oj, @TomaszL, widzę że nadal udzielasz obłudnych rad. Ciekawe, że nie godzącym się na porzucanie niewinnego dziecka i oddawanie go do adopcji radzisz aby mówili że taka jest wola Boża i "bądź wola Twoja". Ale jakoś ni przychodziło Ci do głowy aby uznać, że to akurat nie porzucanie niewinnego dziecka i nie oddawanie go do adopcji może być właśnie wolą Bożą. Ewidentnie uznajesz że wolą Bożą jest to co Ty uznajesz za słuszne... Ale innym to radzisz aby prawdziwie zaufali i wyrzekli się grzechu...
M
malek
30 stycznia 2013, 11:01
Jestem zdradzoną żoną, która wybaczyła mężowi. Mąż nie ma dziecka z tamtą kobietą, ale brałam to pod uwagę walcząc o nasze małżeństwo. Brałam też pod uwagę, że nowe, wspólne życie obarczone będzie dalszym cierpieniem….wspomnienia, rykoszet „tamtego życia”, „życzliwi”. Bolało, trochę boli nadal, ale ja sobie nawet nie wyobrażam, że mój mąż mógłby całkowicie odciąć się od ewentualnego dziecka z inną. Jakim byłby ojcem dla naszych dzieci, jeżeli odciąłby się od, bądź co bądź, ich brata/siostry?! Widzę jakie spustoszenie zrobiło porzucenie dzieci na pół roku, a całkowite porzucenie dziecka na całe życie…brr. Tym bardziej, że i tak żyłoby z poczuciem dziecka ze zdrady („życzliwi” uświadomią ) Ja nie umiałabym żyć z taką świadomością. Wybrałabym ból związany z minimalnymi kontaktami męża z tamtą przy okazji kontaktów z dzieckiem. Z perspektywy czasu wiem, że miłość potrafi przykryć całe to zło i zastąpić taki ból. Gdyby nie nasz potężny kryzys nie byłoby naszego przecudownego synka… a każde dziecko to przecież cud. Jak można tak dzielić dzieci?! Czy mój synek z prawego łoża jest bardziej kochany przez Boga niż dziecko z nieprawego? Czy takie dziecko jest winne grzechu rodziców? Dziecko nie zaakceptowane przez zdradzonego małżonka oddane do adopcji….co za bzdura! Czy tacy małżonkowie mogliby normalnie żyć? W zgodzie z sumieniem? Jeżeli przyjmuję męża, bo go kocham (no chyba, że pobudki są inne) to muszę go przyjąć z całymi trudnościami. Takie dziecko to przecież część męża, a skoro go kocham…. Czy to jest na pewno postawa chrześcijańska? Dla mnie racja bytu razem nie ma tutaj sensu. Małżonek w tej sytuacji powinien dziecko wychowywać sam jednocześnie maksymalnie obdarowywać siebie pozostałym dzieciom. Jestem mocno zniesmaczona tym artykułem i postawą księdza.
P
Paweł
30 stycznia 2013, 10:46
... Selavi - nie wiem czemu piszesz że jest to normalne. Nie jest. To że 20% procent w zimie choruje na grypę wcale nie oznacza ze to jest stan normalny i teraz te 80% też powinno zachorować bo to przecież normalne. A co do tego zdania "Wszystkie dzieci nasze są". Zachęcam Cię do poczytania o tzw. Kibucach. Po wojnie był to dosyć ciekawy eksperyment społeczny którzy mieszkańcy Izraelu sobie zafundowali. Teraz już wiedzą. To się nie sprawdza. Zresztą chyba pozostałością po tych kibucach jest obowiązek służby wojskowej przez kobiety w tym kraju.
30 stycznia 2013, 10:27
wręcz trzeba nie mieć wyobraźni, by osobie okrutnie zranionej (zarówno kobiecie a jeszcze bardziej niewinnemu dziecku) kazać powiedzieć :Bądź wola Twoja"...... Trzeba nie mieć po prostu nie tylko wyobraźni ale uważam, że szacunku do niej...... a przez to również do siebie samego..... Każdego dnia i w każdej sytuacji, jak by nie byłą dobra, czy zła warto mówić „Bądź wola Twoja". Zresztą chciałbym nadmienić, że znaczna część katolików to mówi, tyle, że często mówi to bez wiary w Boga, bez zaufania Bogu. Jako wyuczony, bezrefleksyjny element modlitwy porannej czy wieczornej. Jedyna droga to jest zaufać Bogu i uwierzyć w Jego Miłość. Zwłaszcza wtedy, gdy życie niesie dramatyczne sytuacja. Tyle żeby prawdziwie zaufać, najpierw trzeba sie wyrzec grzechu.
MI
Miłość i odpowiedzialność
30 stycznia 2013, 09:24
selavi napisał: "W USA to normalne, że byłe żony i obecne żony i ich dzieci spotykają się razem na plotki i kawę, a rodziny są tzw. patchworkowe czyli mąż z żoną + dzieci męża z pierwszego małzeństwa + dzieci żony z pierwszego małżeństwa + wspólne nowe dzieci z nowego małzeństwa." Jeśli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu... Można sobie wyobrazić taką sytuację jak wyżej opisana, czyli wspólne spotkania pod jednym wszak warunkiem: wszyscy są dojrzali duchowo i emocjonalnie, nawróceni, uznali swój błąd, przeprosili Pana Boga, pojednali się z Nim i między sobą. Są na swoim miejscu, czyli wrócili na miejsce swojego powołania tzn. do swoich sakramentalnych współmałżonków. Choć jest to bardzo trudne w praktyce, to jednak potrafię sobie taką sytuację wyobrazić. Warunek: wejście tych osób na drogę nawrócenia, żywej relacji z Panem Bogiem. No właśnie po to jest Kościół i różne w nim wspólnoty (w tym duszpasterstwa dla niesakramentalnych), by tym osobom w dojrzewaniu duchowym i emocjonalnym pomóc... 
S
selavi
29 stycznia 2013, 23:42
W USA to normalne, że byłe żony i obecne żony i ich dzieci spotykają się razem na plotki i kawę, a rodziny są tzw. patchworkowe czyli mąż z żoną + dzieci męża z pierwszego małzeństwa + dzieci żony z pierwszego małżeństwa + wspólne nowe dzieci z nowego małzeństwa. Wszyscy się znają i nikt nie robi problemu z tego, że żyje w drugim, czy trzecim małżeństwie. Dzieci siłą rzeczy też są oswojone od małego z taką sytuacją, że mają po kilkoro przyrodnich braci i sióstr. U nas też pomału zaczyna się tak dziać. Czy to dobrze? Nie wiem. Ale rozwodów jest coraz więcej i nikt nie przejmuje się ani życiem w n-tym związku po rozwodzie, ani dziećmi pozamałżeńskimi. A w przyszłości, jak słyszymy, będą też małżeństwa partnerskie ( na zachodzie już są) i też będą mogły adoptować dzieci. Czyli wszystkie dzieci są nasze. selavi
MI
Miłość i odpowiedzialność
29 stycznia 2013, 21:15
renata napisała: "Bardziej ni z s wiadectwo Penny wiarygodne byłoby świadectwo kobiety zdradzonej, która zgodzi ła się na kontaktny swojego męża z dawną kochanką i dzieckiem urodzonym ze zdrady". Jest takie ŚWIADECTWO na stronie Forum Sycharu - świadectwo Asiuli. Cytuję fragment: "Nie jest łatwo, szczególnie mi, bo widzenia z tamtym dzieckiem zabierają czas, jaki mąż mógłby spędzić z naszymi dziećmi. Gdy wraca i mówi, że było miło, moje wspomnienia i obawy wracają, pomimo iż już mam znów dużo większe zaufanie do męża. Szczerze o tym rozmawiamy , bo taki nasz sposób na radzenie sobie w trudnych sytuacjach. Szczerze uśmiechnięte oczy męża jednak rozwiewają moje wątpliwości- nigdy wcześniej tak się nie uśmiechał. Dziś mogę powiedzieć, że czuję tą jedność naszego małżeństwa, że już nie jesteśmy dwoje lecz jedno. Gdy jedno się potyka (bo przecież nie zawsze jest różowo) lub po prostu ma dołek, drugie w dwójnasób ogarnia miłością, zrozumieniem, ciepłem, emanuje wiarą i nadzieją. Nigdy wcześniej tak nie było. Warto było przejść przez to wszystko, żeby zyć tak, jak teraz, a wierzę, że do granic szczęścia i miłości Bóg jeszcze nas nie doprowadził, że ma dla nas coś jeszcze." Źródło: [url]http://www.kryzys.org/viewtopic.php?p=236938&highlight=#236938[/url]
TO
też ojciec
29 stycznia 2013, 19:45
do @klasyki; Ten facet (Twój ojciec)zmarnował życie żonie i innej kobiecie a także sobie . Dla dobra swojej rodziny (żony) powienien okroić kontakty z tamtą kobietą do minimum ale niestety za błędy życiowe się płaci a w tym przypadku zapłaci też prawowita żona bo tamtemu dziecku od ojca należą się alimenty , wszak facet zrobił dziecko i ten fakt nie zmyje się z powierzchni ziemi . Mam kolegę który popełnił podobny błąd i płaci już 17 rok alimenty na córkę (z nieprawego łoża) oraz raz na miesiąc utrzymuje z nią osobisty kontakt (zabiera ją na miasto, do kina, do kawiarni). Znajomy będzie płacił na dziecko dopóki ta będzie się uczyć a podobno ma zamiar studiować . Z prawowitą żoną ma jedno dziecko (nie stać ich w takiej sytuacji na więcej) i normalne życie rodzinne , jednak zadra na zawsze pozostaje w pamięci żony jako pokrzywdzonej. Taki błąd to krzywda na całe życie dla żony i dzieci na pierwszym miejscu .
A
Anna
29 stycznia 2013, 18:52
~M - zgadzam się z Twoim komentarzem i też uważam, że samo nawrócenie bez dobrej terapii jest raczej niemożliwe..... A skrzywdzone dziecko również wymaga teraputycznej drogi......
K
klasyka
29 stycznia 2013, 18:51
ze strony dla zdradzonych [url]http://www.zdradzeni.info/news.php?readmore=2498[/url] Ewka14 dnia kwiecień 28 2012 19:47:00 "....Mam 35 lat. wczoraj odkryłam, że mój ojciec ma dziecko z inną. mój koszmar zaczął się prawie 6 lat temu. .... Prowadzimy Firmę rodzinną. Ona była sekretarką. Pracowałyśmy razem. Jest w moim wieku.....pewnego dnia podsłuchałam rozmowę telefoniczną ojca. Klasyka. "Kocham Cię! Nawet niewyobrażasz sobie jak ja Ciebie kocham!" ... Gdy byłam pewna, ze to ona, akurat była w ciązy i poszła na zwolnienie. Oczywiście bałam się , że to jego, ale jest mężatką i on powiedział, że ok BYŁA kobieta , ale to nie ona..... Wczoraj znalazłam prezent kubek "Tatusiu , kocham Cię". kubek ze zdjęciem jej dziecka. Ono ma dziś 3 lub 4lata. ...... Nie wiem co mam zrobić... Mamie pęknie serce ale jak dowie się teraz to będzie miała możliwość rozwieźć się , dokopać mu. Ale jeśli on umrze pierwszy to ta **** przyjdzie po kasę, dom lub coś w tym rodzaju. Upokorzenia w sądzie, badania dna... Mama będzie bez możliwości reakcji z poczuciem frajerstwa. Ja już teraz tak mam. Nie wiem czy Ona to przeżyje... . Co mam zrobić? Wkurz mnie , że ojciec jest postrzegany jako porzadny człowiek, biznesman, prawy... a to taki ...."
M
M.
29 stycznia 2013, 17:03
Nie wiem dlaczego tak oburzyła się Słaba na pytanie osoby, która miała wątpliwości, czy gdyby ojciec zostawił Penny i jej matkę i został z kochanką, to jak układałyby się ich stosunki? Znam sytuację, gdzie przyrodnie rodzeństwo ( taka sama sytuacja jak u Penny) nie znosi się i unikają kontaków ze sobą (mąż został z żoną). Wydaje mi się, że przypadek Penny jest jednak odosobniony. ... Nie wiem czemu się oburzyła, może jest przewrażliwiona. Nie ma potrzeby sie oburzać, to tematy trudne i bolesne (chyba, że ona ma taką sytuację?) Przypadek Penny jest odosobniony. Po zdradzie z kochanką i poczęciu dziecka, mąż nie wraca do żony. Jest albo sam, albo z kochanką. Jeśli wraca, to znaczy, że się nawrócił do Boga, wyspowiadał się, i szuka rozwiązań dla małżeństwa sakramentalnego - chodzi z żoną, którą zdradził na tereapię i mają duszpasterza-kierownika duchowego, który im pomaga przez to przejść. Nienawócony mąż (czy żona) nie wraca do tego co było przed zdradą - nie ma tyle siły, oboje jej nie mają. Nawrócony mąż (bądź nawrócona żona, która zdradziła męża i ze zdrady poczęło się dziecko), szuka od teraz rozwiązań Bożych, ale nie sam (nie sama) - bo to się nigdy nie uda, nie ma takiej szansy, żeby sami przez to przeszli. Z mądrym duszpasterzem i z terapią jak najbardziej tak.
M
M.
29 stycznia 2013, 16:52
Effa, Renata nie napisała, że świadectwo Penny jest niewiarygodne.
A
Anna
29 stycznia 2013, 15:05
~Renata - rozumiem, że dla Ciebie świadectwo Penny jest niewiarygodne... Bo ja jestem pełna podziwue dla Niej........ i jak z komentarzy widac - nie tylko ja...... Skąd wiesz, że przypadek Penny jest odosobniony? Prowadzisz badania i masz inne wyniki? To może się nimi podziel......... Podważanie świadectwa innych, moim zdaniem wywodzi się z dużego braku zaufania..... nie tylko do innych, ale i samej siebie....... Nie uważasz tak? Jesli nawet się ze mną nie zgadzasz, to ja to rozumiem i przyjmuję. Pozdrawiam
R
renata
29 stycznia 2013, 14:31
Bardziej ni z s wiadectwo Penny wiarygodne byłoby świadectwo kobiety zdradzonej, która zgodzi ła się na kontaktny swojego męża z dawną kochanką i dzieckiem urodzonym ze zdrady. Penny inaczej odbiera całą sytuację, bo była dzieckiem i nie ona stawała przed dylematem czy pozwolić mężowi na kontakty, które mogą źle się skończyć. Nie wiem dlaczego tak oburzyła się Słaba na pytanie osoby, która miała wątpliwości, czy gdyby ojciec zostawił Penny i jej matkę i został z kochanką, to jak układałyby się ich stosunki? Znam sytuację, gdzie przyrodnie rodzeństwo ( taka sama sytuacja jak u Penny) nie znosi się i unikają kontaków ze sobą (mąż został z żoną). Wydaje mi się, że przypadek Penny jest jednak odosobniony.
A
Anna
29 stycznia 2013, 13:33
~TomaszL - czy Ty kiedykolwiek miałeś takie wydarzenie, w którym doświadczyłeś jakiegokolwiek kryzysu?......... Z Twoich pobożnych : "zaufać bezgranicznie Panu" - raczej wnioskuję, że nie...... I to bardzo dobrze, że nie doświadczyłeś nic takiego.... Ale ze swojego doświadczenia wiem, że właśnie wtedy najbardziej bolą takie rady jakich Ty udzielasz....... I możesz mi nie wierzyć, ale mówię o tym czego sama doświadczyłam.... A wręcz trzeba nie mieć wyobraźni, by osobie okrutnie zranionej (zarówno kobiecie a jeszcze bardziej niewinnemu dziecku) kazać powiedzieć :Bądź wola Twoja"...... Trzeba nie mieć po prostu nie tylko wyobraźni ale uważam, że szacunku do niej...... a przez to również do siebie samego..... Gratuluję Ci "bezurazowego i bezkryzysowego" życia i pozdrawiam
A
Anna
29 stycznia 2013, 13:20
~Penny - bardzo Ci dziękuję zarówno za świadectwo jak i za zajecie zdecydowanego stanowiska......... co do gdybania i mówienia o innych..... Jestem pełna podziwu dla Ciebie...... za Twoją ostatnią wypowiedź.... za Twój szacunek do przeżyć swojej Mamy przez to, że nie odpowiadasz na żenujące niektóre pytania i rozważania teoretyków "co by było gdyby"..... Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję i pozdrawiam
29 stycznia 2013, 10:36
@Kinga Bo pisząc to zdanie łatwiej  mi było wyobrazić sobie sytuację w której matka poświęca się dla dzieci niż w której decyduje się oddać je na wychowanie innej kobiecie. Psychologicznie nie wierzę w matkę, która jak ma taki wybór mówi chcę rozsatać się z dziećmi. Ojca jestem w stanie sobie wyobrazić on zostawia dziecko na wychowanie ich rodzonej matce i będzie tylko wpsomagał utrzymanie.
Jadwiga Krywult
Jadwiga Krywult
29 stycznia 2013, 10:29
Jeśli oboje zdecyduja się, że trzeba wrócić co ślubnych małżonków. A dziecka nie chce żadne ze ślubnych (a tak naprawdę sakramentalny mąż matki) to matka powinna zostać samotną matką  z solidnymi alimentami od ojca dziecka. (?) A dlaczego nie tak: A dziecka nie chce żadne ze ślubnych (a tak naprawdę sakramentalna żona ojca) to ojciec powinien zostać samotnym ojcem  z solidnymi alimentami od matki dziecka. Ojciec jest tak samo ojcem, jak matka matką. Z innej strony: oboje zgrzeszyli tak samo, dlaczegóż to matka ma poniść większe konsekwencje ?
29 stycznia 2013, 10:13
@Penny Ze świadectwem nie wolno dyskutować. Przeżyłaś to i tak to opisujesz. Postawa Twojej Mamy zasługuje na najwyższy szacunek. ----------------------------------------------------------------------------- Grzech niszczy. Czasem niszczy tak, że do końca życia nie udaje się odbudować zniszczeń. zastanawiałem się nad tym stwierdzeniem księdza Drzewieckiego: "W każdym przypadku można rozważyć oddanie dziecka do adopcji." Jedyny wniosek pozytywny jaki mi przychodzi do głowy to taki, ze nie ma dzieci. Nie odda ich do adpocji. A mam nadzieję, że ta wypowiedź to jakaś pomyłka. Jeśli oboje zdecyduja się, że trzeba wrócić co ślubnych małżonków. A dziecka nie chce żadne ze ślubnych (a tak naprawdę sakramentalny mąż matki) to matka powinna zostać samotną matką  z solidnymi alimentami od ojca dziecka. (?) --------------------------- To co najtrudniejsze w zyciu to przyjąć konsekwencje swojego grzechu i nie tłumaczyć sie starym grzechem przy nowych grzechach... Dlatego tak, ważane jest DOBRE duszpasterstwo, które poprowadzi do prostowania ścieżki zycia
Jadwiga Krywult
Jadwiga Krywult
29 stycznia 2013, 10:13
@Słaba, osoba podpisująca się @do Penny tylko zwróciła uwagę, że nie zawsze ojcowie nawracają się, matki są wielkoduszne, a kobiety, z którymi ojcowie zdradzają - szlachetne. I za to została przez Ciebie zaatakowana.
A
Agata
29 stycznia 2013, 09:44
Penny, czy cieszyłabyś się z posiadania przyrodniej siostry, gdyby Twój ojciec jednak zostawił Twoją matkę i ciebie i zamieszkał z kochanką i jej dzieckiem? Ty inaczej odbierasz całą sytuację, bo to nie ty byłaś zdradzona. Sama piszesz, że sprawa zdrady była jak bomba zegarowa u Twoich rodziców i na pewno do końca nie wiesz, co naprawdę czuje i czuła Twoja matka Niestety na pytanie "co by było gdyby" nie odpowiadam, bo nie ma to sensu. Moge jedynie odpowiedziec na pytania dotyczące tego, czego sama doświadczyłam. Co do drugiej części posta powiem krótko - jeżeli samam tego dośwaidczyłaś, powiedz to wprost. Jezeli nie, to pozwolisz, że nie będę opisywała uczuć mojej mamy. Co przeżyła to wie ona i Bóg. W moim poście chciałam zwrócić uwagę na to, że każdy przyjmuje takie rozwiązanie, jakie jest w stanie udźwignąć. Denerwują mnie takie "dobre rady", podawanie jedynych słusznych rozwiązań. Każda rodzina dotknieta zdradą radzi sobie inaczej. Opisując moje doświadczenie, chciałam właśnie na to zwrócić uwagę. Co nie znaczy, że uważam je za jedyne słuszne.  Cieszą mnie Wasze pozytywne komentarze - dziękuję!
LS
le sz
29 stycznia 2013, 09:43
@Miłość i odpowiedzialność - masz rację. Dziecko, choćby najbardziej niewinne nie może rozdzielić małżeństwa. Nie może być powodem odejścia do kochanka/kochanki. --- @TomaszL, używasz określeń fałszujących prawdę. Tu nie ma mowy o rozdzielaniu małżeństwa i odchodzeniu do kochanki/kochanka. Małzeństwo już jest rodzielone j małżonek już odszedł do kochanki/kochanka. I stało się to na tyle dawno że zdążyli już nawet spłodzić dziecko. Zdradzana żona czy mąż mogą, ale nie muszą zgodzić się na wizyty dziecka u siebie. Tak samo jak mogą, ale nie muszą zgodzić się na wizyty swojego męża/żony u kochanki/kochanka. Ci, których tak oburzyły słowa ks. Dziewieckiego może się zastanowią, czy sami byliby szczęśliwi, gdyby zona czy mąż systematycznie spotykali się ze swoimi kochankami wiele lat. Bo nie da się uniknąć takich spotkań przy wychowaniu dziecka. --- @TomaszL, ponownie używasz określeń fałszujących prawdę. Tu nie ma mowy o systematycznym spotykaniu się ze swoimi kochankami przez wiele lat. Tu chodziło o spotykanie się ze swom dzieckiem. Równie dobrze ktoś mógłby twierdzić, że jak idąc po swoje dziecko do przedszkola widujesz stojącą na rogu prostytytkę, to oznacza to że systematycznie spotykasz się z prostytutką przez wiele lat. A Ci którym tak bardzo podobają się rady ks. Dziewieckiego niech się może zastanowią, czy sami byliby szczęśliwi, gdyby mając rodziców zostali oddani do adopcji i powiedziano im, że już więcej ich nie zobaczą bo tatuś/mamusia się "nawrócili". Co więc radzić osobom, które z własnej woli postawiły się w tak dramatycznej sytuacji. Nie ma dobrego „ludzkiego” rozwiązania. Rady ludzi w takie sytuacji zawsze będą ułomne. Ale nie jest to sytuacja beznadziejna. Bo jest Chrystus, trzeba więc bezgranicznie zaufać Panu. Nawet w takich momencie, a właściwie lepiej powiedzieć zwłaszcza w takim momencie życia. Przyjść i bez żadnych wątpliwości powiedzieć „Bądź wola Twoja” --- @TomaszL, czyż nie zauważasz że Twoja powyższa rada jest co najmniej obłudna? Jakoś w poprzednich akapitach nie uznawałeś za stosowne bezgranicznie zaufać Panu, i nie radziłeś aby przyjść i bez żadnych wątpliwości powiedzieć 'Bądź wola Twoja"...
S
Słaba
29 stycznia 2013, 09:42
@Słaba, Osobo podpisująca się @do Penny Niestety nie wiesz, co to jest kultura i szacunek dla drugiego człowieka. Osoba podpisująca się @do Penny postawiła pytanie bardzo kulturalnie i delikatnie. Dlaczego ją atakujesz ? @Kinga Osoba ta nie użyła słów wulgarnych czy chamskich i nie zwymyślała Penny. Ale kultura i szacunek to nie tylko forma. Penny napisała osobiste zwierzenie, z punktu widzenia dziecka swojego ojca i matki. Podzieliła się z nami czymś bardzo osobistym - radością i bólem. Osoba @do Penny spoliczkowała Penny "w białych rękawiczkach", zadając jej pytanie "a gdyby twój ojciec...?" i okazała jej lekceważenie mówiąc "nie ty byłaś zdradzona". W artykułe była mowa o cierpieniu dzieci po zdradzie ojca. Penny się do tego odniosła dzieląc się swoimi przeżyciami. A okazano jej brak szacunku dla jej przeżyć, dla nawrócenia jej ojca, dla męstwa i wielkoduszności jej matki, dla radości z tego, że droga pełna cierpienia zaowocowała miłością między siostrami.
Jadwiga Krywult
Jadwiga Krywult
29 stycznia 2013, 08:09
@Słaba, Osobo podpisująca się @do Penny Niestety nie wiesz, co to jest kultura i szacunek dla drugiego człowieka. Osoba podpisująca się @do Penny postawiła pytanie bardzo kulturalnie i delikatnie. Dlaczego ją atakujesz ?
29 stycznia 2013, 05:09
@Miłość i odpowiedzialność - masz rację. Dziecko, choćby najbardziej niewinne nie może rozdzielić małżeństwa. Nie może być powodem odejścia do kochanka/kochanki. Zdradzana żona czy mąż mogą, ale nie muszą zgodzić się na wizyty dziecka u siebie. Tak samo jak mogą, ale nie muszą zgodzić się na wizyty swojego męża/żony u kochanki/kochanka. Ci, których tak oburzyły słowa ks. Dziewieckiego może się zastanowią, czy sami byliby szczęśliwi, gdyby zona czy mąż systematycznie spotykali się ze swoimi kochankami wiele lat. Bo nie da się uniknąć takich spotkań przy wychowaniu dziecka. Co więc radzić osobom, które z własnej woli postawiły się w tak dramatycznej sytuacji. Nie ma dobrego „ludzkiego” rozwiązania. Rady ludzi w takie sytuacji zawsze będą ułomne. Ale nie jest to sytuacja beznadziejna. Bo jest Chrystus, trzeba więc bezgranicznie zaufać Panu. Nawet w takich momencie, a właściwie lepiej powiedzieć zwłaszcza w takim momencie życia. Przyjść i bez żadnych wątpliwości powiedzieć „Bądź wola Twoja”
S
Słaba
29 stycznia 2013, 00:30
Ale nie można zmuszać, czy nakazywać zdradzonej żonie, by dla dobra dziecka poczętego ze zdrady, narażała się na kolejny ból związany z odwiedzinami męża u kochanki i tym samym narażała małżeństwo na kolejną zdradę. @logos Ty czegoś nie rozumiesz. Kto miałby do czegoś "zmuszać", czy coś "nakazywać" zdradzonej żonie? Zdradzona żona w myśl prawa kanonicznego ma prawo do dozgonnej separacji. I co to znaczy "narażała się na ból". Na czym by miało polegać nienarażanie się? Na zabronieniu mężowi kontaktów z dzieckiem nieślubnym? I jeszcze mówisz, że żona "naraża" na ponowną zdradę... Godząc się na kontakty męża z jego dzieckiem? Dlaczego piszesz o odwiedzinach u męża u byłej kochanki, kiedy była mowa o odwiedzinach dziecka w rodzinie ojca?
S
Słaba
28 stycznia 2013, 23:55
@Penny Bardzo ci dziękuję za twoje świadectwo! Jest dla mnie bardzo cenne... Przykro mi, że zostałaś zaatakowana przez ludzi o ciasnych sercach. Tym bardziej mi przykro, że zostałaś zaatakowana jakby "zamiast mnie".
S
Słaba
28 stycznia 2013, 23:46
Osobo podpisująca się @do Penny Niestety nie wiesz, co to jest kultura i szacunek dla drugiego człowieka.
MI
Miłość i odpowiedzialność
28 stycznia 2013, 23:07
M napisał: "Gdzie w tym całym oburzeniu słowa Jezusa? Jakoś tak łatwo się o tym zapomina To nauka Jezusa daje odpowiedzi, a nie ksiądz Dziewiecki. Nie rozumiem, albo idziemy za Chrystusem, albo nie." Oto słowa Jezusa: "A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!." oraz przysięga małżonków składana przed Jezusem: "Ja … biorę Ciebie … za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Po zgodnie złożonej przysiędze małżeńskiej ksiądz będący świadkiem wypowiadania tej przysięgi mówi takie słowa: "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Małżeństwo przez was zawarte, ja powagą Kościoła potwierdzam i błogosławię w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen." I właśnie w tych słowach wyraża się całe stanowisko Kościoła względem prawa nieślubnych dzieci do rozdzielania sakramentalnych małżonków. Skoro dziecko jest człowiekiem, a człowiek nie ma prawa rozdzielać tego co Bóg połączył, tych których Bóg zespolił w jedno ciało, więc prawo do posiadania przez dziecko pełnej rodziny musi ustąpić przed prawem sakramentalnej wspólnoty małżeńskiej.  Taka jest nauka Pana Jezusa, do której odwołuje się ks. Marek Dziewiecki.
Z
zniesmaczony
28 stycznia 2013, 23:03
Przewodnik Katolicki nie chce się męczyć, zablokowane komentarze ma! Wysłałem tydzień temu, ale nie kwapią się, by umieścić. Brawo Deon. [url]http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/rodzina/duszpasterstwo_malzenstw_w_kryzysie.html[/url]
M
M.
28 stycznia 2013, 22:36
Gdzie w tym całym oburzeniu słowa Jezusa? Jakoś tak łatwo się o tym zapomina To nauka Jezusa daje odpowiedzi, a nie ksiądz Dziewiecki. Nie rozumiem, albo idziemy za Chrystusem, albo nie.
DE
do Effy
28 stycznia 2013, 21:36
Dlaczego uważasz, że ks. Dziewiecki "zasłania się" Ewangelią? Poza tym czy uwazasz, że lepiej by było, by zdradzający porzucił jednak małżonka i dzieci i żył z kochanką?. Czy wtedy nikogo by nie skrzywdził? Nie ma dobrego wyjścia w przypadku zdrady, ale to co proponuje ks. Dziewiecki jest jak najbardziej zgodne z Ewangelią i bo jeśli zdradzający się rzeczywiście nawraca to w ten sposób, że powraca do sakramentalnego małżonka, któremu ślubował wspólne życie aż do śmierci, a nie do kochanka, któremu nic nie ślubował. I ten kochanek/kochanka dobrze o tym wiedział idąc z żonatym/zamężną osobą do łóżka.
A
Anna
28 stycznia 2013, 21:18
Ciekawa jestem, czy ks. Dziewiecki (specjalista od małżeństw) czytał wpisy ~Penny i ~Gottes heimliche Kinder....... i co On na to? I nie wierzę, że nie zna takich przypadków ( szczególnie tego 2-giego).... Czy rozumie ich tragedię i jaką Ewangelią by się zasłonił........ Osobiście bardzo im współczuję......... i uważam, że nie ma tu słów pocieszenia... Tu trzeba zamilknąć..... A kierowanie teoretycznych dociekliwych pytań do tak skrzywdzonych osób, uważam nie tylko za nietaktowne, ale dla mnie jest to bulwersujące......
DP
do Penny
28 stycznia 2013, 20:37
Penny, czy cieszyłabyś się z posiadania przyrodniej siostry, gdyby Twój ojciec jednak zostawił Twoją matkę i ciebie i zamieszkał z kochanką i jej dzieckiem? Ty inaczej odbierasz całą sytuację, bo to nie ty byłaś zdradzona. Sama piszesz, że sprawa zdrady była jak bomba zegarowa u Twoich rodziców i na pewno do końca nie wiesz, co naprawdę czuje i czuła Twoja matka
GH
Gottes heimliche Kinder
28 stycznia 2013, 20:01
Czasami odwiedzałyśmy go. Ludzie, których tam spotykałam, budzili we mnie wstręt, szczególnie kobiety, które go otaczały i wynosiły na piedestał. Chętnie w takim momencie stanęłabym i powiedziała, kim jestem. Chociaż byłam małym dzieckiem, wiedziałam więcej niż oni sami o ich kapłanie. To było groteskowe. Wszystko było takie fałszywe. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się miłe i piękne. Ale tak naprawdę to nie było piękne. Nigdy nie mogłam nic powiedzieć. Przy jedzeniu mogłabym się porzygać. Wierzę jeszcze w Boga, ale nie wierzę Kościołowi. On głosi miłość bliźniego, ale postępuje wbrew jej zasadom. Dla innych księża odgrywają rolę ojca, a mój nie może być ojcem dla swojego dziecka. Jak mogłabym pozwolić takiemu Kościołowi, żeby mówił mi, jak mam żyć?             Mój ojciec i jego wyświęceni współbracia zawsze tylko mówili, jak to im jest źle. Ale żaden nie zapytał, jak ja sobie z tym radzę- z obawą, że ludzie nie potrafiliby przyjąć prawdy. Dlatego nie powiedziałam tego nawet mojej najlepszej przyjaciółce. Dopiero teraz, kiedy mam 15 lat i mam chłopaka, odważyłam się i powiedziałam mu o tym przed kilkoma tygodniami.             Po tym jak mój ojciec zostawił moją matkę po 13 latach ukrytego związku z powodu innej kobiety, napisałam w zeszłym roku w moim pamiętniku: Nie mogę sobie przypomnieć, żeby on kiedykolwiek zrobił coś tylko dla mnie, nie robiąc tego z poczucia obowiązku. Najważniejsze, on dostaje co chce i jemu jest dobrze. Ja chce być normalna i mieć ojca, który bierze mnie w ramiona i chroni.             Moja mama i on nie powinni nigdy ze sobą spać, wtedy nie byłoby mnie i to wszystko nie zdarzyłoby się. Wszystkim byłoby lepiej. Nie chcę go więcej wiedzieć!
GH
Gottes heimliche Kinder
28 stycznia 2013, 19:59
W szkole podstawowej inne dzieci często twierdziły: Ty nie masz taty!  Wtedy zawsze robiło mi się bardzo smutno i odpowiadałam: Każde dziecko ma jakiegoś tatę!  A potem oni dalej pytali: Tak, a gdzie on mieszka? Wszyscy inni mieli swojego tatę w domu, a ja nie wiedziałam, gdzie mój mieszka.  Później zaczęłam wymyślać, jak on wygląda i gdzie mieszka. Potem dzieci chciały wiedzieć: Jaki on ma zawód? A więc znowu musiałam coś wybełkotać.             Gdy miałam 4 lata, zapytałam po raz pierwszy moją mamę, gdzie jest mój tata. Później, jak będziesz starsza – odpowiedziała. Po roku mama powiedziała mi, że mogę teraz poznać mojego ojca. Czy mam ci to zaraz powiedzieć, czy dopiero, jak on przyjdzie?- zapytała.             Pomyślałam, że zjawi się jakiś zupełnie obcy mężczyzna. Potem byłam bardzo zaskoczona, że to był ten, który odwiedzał moją mamę co 6-8 tygodni. Pojęłam szybko, że odtąd, jako jego dziecko,  będę musiała go chronić.             A więc mając 5 lat zaczęłam okłamywać ludzi. Robiłam to całkiem nieźle. Nikt niczego nie zauważył. Ale traciłam przy tym prostotę dziecka. Musiałam udawać, było to męczące. Rzadko było mi z tym dobrze.             Jest wiele drobiazgów, które łącza się z posiadaniem  ojca. Brakuje mi ich w życiu, tęsknię za nimi. Nigdy mnie nie przykrył wieczorem kołdrą i to czego mi brakuje już nigdy nie odzyskam. Nie można już nigdy odbudować tej bliskości. Mój ojciec był i pozostał tylko gościem. Nawet kiedy przychodził, był wewnętrznie nieobecny. Parę razy spędziliśmy we trójkę urlop. Jednak nie doświadczałam między nami prawdziwej bliskości. Wszystko wydawało mi się zawsze takie sztuczne. Udawałam przed nimi kochane, mile dziecko. Nigdy nie było z nim rozmowy o naprawdę ważnych rzeczach. W zasadzie nie było żadnej relacji- coś musiało się wcześniej wydarzyć. Często próbowałam nakłonić go do tego, aby przychodził do mnie częściej. A on zawsze mówił wtedy tylko: Jeśli będę miał dziurę w kalendarzu.
Janusz Brodowski
Janusz Brodowski
28 stycznia 2013, 18:42
@ logos Złe wyjście z beznadziejnej sytuacji jest najgorsze. Metoda księdza Dziewickiego nie ma nic z zasad Ewangelii - a przecież twierdzi, że jest zgodna z jej zasadami. Jest fałszem. Może to zaproponować ktoś, kto sam nie był mężem, ojcem, żoną, matką. Penny dała świadectwo życia, a Ty atakujesz ją teoretycznymi pytaniami ... Nie odpowiem na Twoje pytanie z jednego powodu. Staram się nie teoretyzować tylko odpowiadać na pytania, które niesie życie. Nie lubię tracić czasu i sił na teorię.
L
logos
28 stycznia 2013, 17:22
do Drabiniastego; ks. Dziewiecki nie "produkuje" kolejnych grzechów, ale stara się znaleźć się najlepsze wyjście z beznadziejnej wprost sytuacji. Zdradzający zawinił, a Wy oskarżacie kapłana o bezduszność. Jeśli jakaś zdradzona żona ma na tyle siły, by znosić wizyty męża u kochanki i dziecka to czemu nie, można to tak rozwiązać, że mąż wraca do żony i jednocześnie parę razy w miesiącu odwiedza dziecko (czy to się dobrze skończy? nie wiadomo) Ale nie można zmuszać, czy nakazywać zdradzonej żonie, by dla dobra dziecka poczętego ze zdrady, narażała się na kolejny ból związany z odwiedzinami męża u kochanki i tym samym narażała małżeństwo na kolejną zdradę. Czy ktoś z Was, (Drabiniasty, Penny), zgodziłby się, by wasz małżonek spędzał co tydzień parę godzin z kobietą (mężczyzną), z którą/ym Was kiedyś zdradzał?
MI
Miłośc i odpowiedzialność
28 stycznia 2013, 16:47
Penny napisała: "Ja myślę, że zdradzona żona nie ma żadnego obowiązku. Wszystko co robi to z dobrej, wolnej i nie przymuszonej woli. Takie samo pytanie mogłoby paść odnośnie tego czy żona powinna mężowi przebaczyć." Powinność moralna wynikająca z Ewangelii to jedno, a wola człowieka to drugie. Wola człowieka może wybierać albo zgodnie z powinnością moralną wynikającą z Bożych przykazań, nauki Kościoła albo wbrew nakazowi moralnemu.  Wracam do pytania. Penny napisała: "I najbardziej sie zagotowałam przy tym idiotycznym tekście o adopcji dziecka - żeby rodzicom nie psuć dobrego samopoczucia..." Czy zdradzana żona, do której chce powrócić nawracający się mąż ma obowiązek moralny przyjąć go wraz z dzieckiem z niesakramentalnego związku? Idealnie byłoby gdyby chciała, ale czy Waszym zdaniem ma taki obowiązek moralny - wynikający z przysięgi małżeńskiej - przyjąć nie tylko niego, ale także i nieślubne dziecko? Inaczej mówiąc, czy przyjmując męża, a nie przyjmując nieślubnego dziecka postąpi zgodnie z nauką moralną Kościoła?
A
Agata
28 stycznia 2013, 16:09
Czy zdradzana żona, do której chce powrócić nawracający się mąż ma obowiązek moralny przyjąć go wraz z dzieckiem z niesakramentalnego związku? Idealnie byłoby gdyby chciała, ale czy Waszym zdaniem ma taki obowiązek moralny? ... Obowiązek moralny? Chyba raczej wolną wolę. Zgadzam się! Ja myślę, że zdradzona żona nie ma żadnego obowiązku.  Wszystko co robi to z dobrej, wolnej i nie przymuszonej woli.  Takie samo pytanie mogłoby paść odnośnie tego czy żona powinna mężowi przebaczyć.  To zresztą nie jest kwestia zakazu czy zakazu, ale tego jak się żyje, rozeznania w Bogu, wsparcia społecznego...
Janusz Brodowski
Janusz Brodowski
28 stycznia 2013, 13:44
@ Penny Dziękuję za świadectwo. Też uważam, że metoda księdza księdza Dziewickiego to "produkcja" następnych grzechów.
MI
Miłość i odpowiedzialność
28 stycznia 2013, 13:10
Penny napisała: "I najbardziej sie zagotowałam przy tym idiotycznym tekście o adopcji dziecka - żeby rodzicom nie psuć dobrego samopoczucia..." Czy zdradzana żona, do której chce powrócić nawracający się mąż ma obowiązek moralny przyjąć go wraz z dzieckiem z niesakramentalnego związku? Idealnie byłoby gdyby chciała, ale czy Waszym zdaniem ma taki obowiązek moralny?
P
Penny
28 stycznia 2013, 10:52
Mnie ten artykuł poraził. Swoją bezdusznością. Po prostu ten temat nie nadaje sie do ujęcia w trzech akapitach. I najbardziej sie zagotowałam przy tym idiotycznym tekście o adopcji dziecka - żeby rodzicom nie psuć dobrego samopoczucia... Zdrada jest czymś co odciska się na całej rodzinie: żonie i dzieciach. Wszystkich dzieciach, tych pozamałżeńskich tez. Wiem co mówię, bo sama mam przyrodnią siostrę. Wiecie jak wygląda prawdziwie chrześcijańska postawa? Moja mama miała wtedy dwie córki i była w ciąży ze mną. Przebaczyła ojcu, mimo że dała by sobie radę sama. Więcej, po pięciu latach poznałyśmy swoją przyrodnią siostrę i do dziś utrzymujemy z nią kontakt. Ba, byłam świadkową na jej ślubie... Czy było łatwo? Nie - temat zawsze jest bombą zegarową pomiędzy rodzicami. W okresie dojrzewania każda z nas czuła się zdradzona. Ale jaki jest z tego plus - mamy siostrę, a ona ma nas. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że nie miałaby mieć żadnego kontaktu z nami czy z naszym ojcem. Czemu ona byłaby winna? Myślę że w takiej sytuacji, zamiast czytać mądrości księdza, "specjalisty" od świętości małżeństwa, warto jest pomyśleć o ochronie dzieci. Zła się nie odkręci. A chodzi o to żeby może z Bożą pomocą, powstało z tego jakieś dobro.
LS
le sz
28 stycznia 2013, 08:37
Tragiczny jest wybór życie z zoną i odrzucenie dziecka nieślubnego, czy też wybór życia z konkubina w celu wychowania tego dziecka. Jedna zdrada, a tyle tragedii. Zona, kochanka, dziecko (dzieci), być może rodzice, teściowie, znajomi. Oni wszyscy bardzo cierpią przez jeden „drobny” (jak to się współcześnie tłumaczy) błąd.  Jak widać konsekwencje jednego grzechu, jednego odrzucenia dobra, są wręcz niewyobrażalne. --- Jest to jedna z nielicznych wypowiedzi @TomaszL, z którą się zgadzam... Lubię oglądać filmy z seriali CSI: Kryminalne zagadki [...]. Ale jedno mnie w nich poraża i czasem wręcz przeraża. Jest sobie normalny człowiek, prowadzący spokojne, uczciwe życie. A czasem wystarczy, że skręci w prawo a nie w lewo, czy też wystarczy że mu autobus/pociąg ucieknie, a nagle bez własnej winy staje on w sytuacji w której musi dokonać jakiegoś dramatycznego wyboru. I działając w stresie robi coś czego normalnie, na spokojnie nigdy by nie zrobił. I ten jeden czyn powoduje, że wali mu się cały świat, a on, z człowieka takiego samego jak wszyscy w jego otoczeniu  staje się przestępcą... Często stwierdzam wówczas, że przecież ten człowiek nie różnił się niczym ode mnie. Uświadamiam sobie też, że przecież ja prowadzę takie samo życie jak i on, starając się nie czynić zła lecz dobro. Więc równie dobrze coś takiego mogłoby się i mnie przytrafić. Więc to że mi się nie przytrafiło nie jest żadną moją zasługą. To zasługa wyłącznie Pana Boga, który czuwa nade mną nie dopuszczając abym stanął w takich sytuacjach... Jak słabym i jak ułomnym muszę być człowiekiem, skoro Pan Bóg nieustannie strzeże mnie przed sytuacjami umożliwiającymi bolesny upadek...
28 stycznia 2013, 08:08
Tragiczny jest wybór życie z zoną i odrzucenie dziecka nieślubnego, czy też wybór życia z konkubina w celu wychowania tego dziecka. Jedna zdrada, a tyle tragedii. Zona, kochanka, dziecko (dzieci), być może rodzice, teściowie, znajomi. Oni wszyscy bardzo cierpią przez jeden „drobny” (jak to się współcześnie tłumaczy) błąd.  Jak widać konsekwencje jednego grzechu, jednego odrzucenia dobra, są wręcz niewyobrażalne.
MI
Miłość i odpowiedzialność
28 stycznia 2013, 00:46
XLeszek napisał: "Demagogia. Nie rozmawiamy o karaniu. I nikt nie domaga się aby ojcowie byli wyjęci spod prawa." Zdarza się, że karę pozbawienia wolności za różnego rodzaju przestępstwa ponoszą ojcowie dzieci. Jeśli stawianie dobra dziecka byłoby priorytetowe, to natychmiast sądy zwalniałyby ojców z kary więzienia i mówiły im: "Idź do dziecka, ono Cię potrzebuje." Otóż nie. Taki ojciec nie jest zwolniony z odbycia kary więzienia! Nikt - ani Kościół, ani społeczeństwo nie ma za złe sędziom, którzy posyłają ojców - przestępców do więzienia, gdy przekroczyli prawo! Kodeks prawny nie przewiduje takich wyjątków, żeby ze względu na dobro dziecka ojcowie byli wyjęci spod prawa. Bywa i tak, że takie dzieci pozbawione ojca przez wiele lat są wychowywane jedynie przez matkę i ew. dziadków. W tych przypadkach prawo świeckie jest na ogół akceptowane i nikt nie protestuje. Czy w analogicznej sytuacji dotyczącej dziecka w niesakramentalnym związku, gdy jeden z małżonków odchodzi do sakramentalnego współmałżonka prawo Boże jest przyjmowane ze zrozumieniem i nikt nie protestuje? W obu analogicznych z punktu widzenia dobra dziecka sytuacjach dziecko cierpi. Kto w obu przypadkach ponosi odpowiedzialność za krzywdę niewinnego dziecka? 
LS
le sz
27 stycznia 2013, 20:04
XLeszek napisał: "żaden z argumentów podanych przez x.Dziewieckiego nie jest w stanie usprawiedliwić krzywdy niewinnego dziecka." Jest taka scena w Ewangelii, gdy dwunastoletni Jezus gubi się Rodzicom. Oni odchodzili od zmysłów!!! Trzy dni! Strasznie cierpieli!! Po ludzku Jezus zrobił rzecz okrutną. Właśnie... po ludzku... Patrząc po ludzku, rzeczywiście lepiej żyć w związku niesakramentalnym i być przy dziecku... Jezus pokazał, że w konflikcie po ludzku i po Bożemu trzeba wybrać Boga, CHOĆBY NAWET KTOS BLISKI MIAŁ CIERPIEĆ. Nieraz nie da się i te wymiary po ludzku i po Bożemu stają w konflikcie. Trzeba wybrać. Znowu dorabiasz sobie ideologię do potrzeb. W ten sposób to możnaby uzasadniać wszelkie okrucieństwo, że to zło patrząc po ludzku, a patrząc po Bożemu już nie. Jezus nauczał: kto bardziej miłuje matkę, ojca, brata niż Mnie, nie jest mnie godzien. Ale co to ma do rzeczy? [...] Nikt nie ma za złe sędziom, którzy posyłają ojców-przestępców do więzienia, gdy przekroczyli prawo! Kodeks prawny nie przewiduje takich wyjątków, żeby ze względu na dobro dziecka ojcowie byli wyjęci spod prawa. Demagogia. Nie rozmawiamy o karaniu. I nikt nie domaga się aby ojcowie byli wyjęci spod prawa. Poza tym, po ludzku. Gdzie zaufanie do Jezusa. On daje życie i śmierć. On daje szczęście. Tak? No to gdzie TWOJE zaufanie do Jezusa? Zaufaj Jezusowi! On daje życie i śmierć oraz szczęście również porzuconym. Chyba nie zamierzasz twierdzić że to nieprawda? On jest ponad prawa pedagogiki. Bzdura. Masz infantylne wybrażenia o Bogu. Lepiej jak dziecko jest wychowywane w poszanowaniu Bożych przykazań i widzi rodzica/ów przystępujących do Komunii św. Wtedy ma miejsce prawdziwa troska o jego dobro... Kolejna demagogia. W ten sposób to możnaby "udowodnić", że lepiej byłoby pozabierać dzieci wszystkim rodzicom którzy nie szanują Bożych przykazań i nie przystępują do Komunii św. na oczach dzieci. I że prawdziwa troska o dobro dzieci miałaby miejsce wtedy, gdyby wszystkie takie poodbierane dzieci skoszarować po domach zakonnych.
B
bratPolak
27 stycznia 2013, 16:31
@~Miłość i odpowiedzialność Zdarza się, że karę pozbawienia wolności za różnego rodzaju przestępstwa ponoszą mężowie. Jeśli stawianie dobra żony byłoby priorytetowe, to natychmiast sądy zwalniałyby mężów z kary więzienia i mówiły im: "Idź do żony, ona Cię potrzebuje." Widzisz bezsens swojego "argumentu"? Jesteś przeegzaltowana. Więc mało wiarygodna - teoretyczka.
MI
Miłość i odpowiedzialność
27 stycznia 2013, 14:38
XLeszek napisał: "żaden z argumentów podanych przez x.Dziewieckiego nie jest w stanie usprawiedliwić krzywdy niewinnego dziecka." Jest taka scena w Ewangelii, gdy dwunastoletni Jezus gubi się Rodzicom. Oni odchodzili od zmysłów!!! Trzy dni! Strasznie cierpieli!! Po ludzku Jezus zrobił rzecz okrutną. Właśnie... po ludzku... Patrząc po ludzku, rzeczywiście lepiej żyć w związku niesakramentalnym i być przy dziecku... Jezus pokazał, że w konflikcie po ludzku i po Bożemu trzeba wybrać Boga, CHOĆBY NAWET KTOS BLISKI MIAŁ CIERPIEĆ. Nieraz nie da się i te wymiary po ludzku i po Bożemu stają w konflikcie. Trzeba wybrać. Jezus nauczał: kto bardziej miłuje matkę, ojca, brata niż Mnie, nie jest mnie godzien. Zdarza się, że karę pozbawienia wolności za różnego rodzaju przestępstwa ponoszą ojcowie dzieci. Jeśli stawianie dobra dziecka byłoby priorytetowe, to natychmiast sądy zwalniałyby ojców z kary więzienia i mówiły im: "Idź do dziecka, ono Cię potrzebuje." Otóż nie. Taki ojciec nie jest zwolniony z odbycia kary więzienia! Nikt nie ma za złe sędziom, którzy posyłają ojców-przestępców do więzienia, gdy przekroczyli prawo! Kodeks prawny nie przewiduje takich wyjątków, żeby ze względu na dobro dziecka ojcowie byli wyjęci spod prawa. Poza tym, po ludzku. Gdzie zaufanie do Jezusa. On daje życie i śmierć. On daje szczęście. On jest ponad prawa pedagogiki. Lepiej jak dziecko jest wychowywane w poszanowaniu Bożych przykazań i widzi rodzica/ów przystępujących do Komunii św. Wtedy ma miejsce prawdziwa troska o jego dobro...
LS
le sz
27 stycznia 2013, 14:25
Druga rzecz, która mi się nie podoba, to podanie jako obowiązujących reguł postępowania wobec dzieci pozamałżeńskich zasady: (...) kobieta, która zgodziła się na współżycie z żonatym mężczyzną, zgodziła się w konsekwencji na to, że może stać się kiedyś matką samotnie wychowującą dziecko. --- @Słaba, to akurat nie jest przecież żadna obowiązująca reguła lecz stwierdzeni faktu. Kobieta która podejmuje współżycie z żonatym mężczyzną musi liczyć się z tym, że może stać się samotną matką. Bo po pierwsze, ten mężczyzna z którym podjęła współżycie nie jest przecież wolny do wzięcia. A po drugie, skoro ten mężczyzna ma żonę, a podejmuje współżycie z kobietą nie będącą jego żoną, to nie prezentuje się w ten sposób jako osoba odpowiedzialna, która może być oparciem. I należy się liczyć z tym, że kiedyś wytnie swojej konkubinie taki sam numer jak teraz swojej żonie.
LS
le sz
27 stycznia 2013, 14:10
Słaba w wątku [url]http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html[/url] napisała: "Małemu dziecku można powiedzieć, że nie wszyskie dzieci mają oboje rodziców i szukamy sobie tatusia. Ale starsze dziecko, które już wie, że każdy człowiek ma matkę i ojca, będzie drążyło temat jawnie, lub martwiąc się bez słów. Jeżeli matka mu powie, że ojciec nie utrzymuje z nim kontaktów, bo się nawrócił i tak mu każe Pan Bóg, to jaki przekaz na temat Boga Ojca dostaje to dziecko? Który z argumentów podany przez ks. Dziewieckiego jest w stanie usprawiedliwić taką krzywdę niewinnego człowieka?" --- I @Słaba w tym miejscu niestety ma rację. Bo żaden z argumentów podanych przez x.Dziewieckiego nie jest w stanie usprawiedliwić krzywdy niewinnego dziecka. Jest taka scena w Ewangelii (Mt 14,1-36), gdy św. Jan Chrzciciel narażając swoje życie upomina Heroda i Herodiadę, aby rozstali się, mimo że w tym grzesznym, cudzołożnym związku wychowywali córkę Herodiady Salome, która ich jako rodziców bardzo potrzebowała. Świadectwo Jana jest bardzo mocne, bo tym upomnieniem, wyrażającym wolę Bożą, przypłaca swoim życiem... --- Owszem, świadectwo Jana jest bardzo mocne. Ale nie zmienia to faktu, że przytoczony przez Ciebie przykład jest dorabianiem fałszywej ideologii do potrzeb. Przede wszystkim, argument o niemożności zerwania konkubinatu ze względu na konieczność wychowywania dzieci/dziecka dotyczył włąsnych dzieci wiarołomnego małżonka i konkubiny/konkubenta, a w dodatku, skoro była mowa o konieczności wychowywania to chodziło w nim o małe dzieci a nie prawie dorosłe. Tymaczasem Salome ani nie była córką Heroda (Antypasa) ani nie była już małym dzieckiem. W dodatku, mówienie że Herodiada i Herod wychowywali Salome i bardzo ich ona potrzebowała  jako rodziców świadczy o infantylizmie piszącego. Bo Arystokracja nie zniżała się do zajmowania się dziećmi, a od tego miała slużbę. I to począwszy od mamki do karmienia piersią.
CS
czasy się zmieniły
27 stycznia 2013, 13:12
Da się konkretnie? Da! I to samo w innych kwestiach np. relacji damsko-męskich poza małżeńskich. A nie teksty "nie ma jasnej granicy". Jest napewno szereg zachowań, których nie można bo doprowadzają do czegoś złego i już one są złem. A z innej beczki: kiedy w końcu panie i panowie zauważycie ile zła małżeństwom wyżądzają kobiety z ich nienaturalnymi dążeniami? Czemu kobietom w związkach wolno więcej? Kiedy je zacznie się upominać i nawracać. Są przypadki gdzie za niewłaściwy "wygląd" małżeństwa odpowiada mężczyna, ale są i takie gdzie zawala kobieta. Kwestia pracy: to że kobiety za dużo pracują to szkodzi nie tylko małżeństwom, ale i społeczeństwu (podobnie ja związki osób tej samej płci). Niestety. Bo to facet ma zarabiać. Ale jeśli mojego głosu nie usłyszycie to na wszelki wypadek skoro nie da się rozsądkiem to żądam "siłą" partytetów także w tych zawodach gdzie pracuje więcej kobiet np. w szkole. Miłej niedzieli, zgodnej z Bożym planem, a nie ludzkim widzimisie. ... Nie masz racji w tym co piszesz. Kobiety są dyskryminowane - nie będę się nad tym rozwodzić. Co do pracy, to kobiety są zmuszone żeby pracować, bo faceci albo mało zarabiają i nie mogą utrzymać rodziny lub co gorsza nie mają w ogóle pracy. Co do pracy w szkole, to owszem pracują tam głównie kobiety, ale dlatego, ze za taką pensję wykształcony facet by nie pracował, bo zabrakłoby mu kasy aby przeżyć do następnej wypłaty. Czasy patriarchalne dawno się skończyły a wraz z nimi również 3xk . Co rozumiesz przez słowa "...ile zła wyrządzają kobiety z ich nienaturalnymi dążeniami?"  Widzę, że jesteś jakiś pokrzywdozny przez los. Normalny facet wspiera swoją żonę, partnerkę w jej naturalnych dążeniach, bo to jest dla dobra obojga.
S
Słaba
27 stycznia 2013, 12:35
Która kochanka pozwala na to, aby ojciec jej dziecka, czyli cudzy mąż, sakramentalny mąż innej - wrócił do żony??? To jest abstrakcja.. Kochanka też człowiek. Różnie może być. Przeżyła rozstanie ze swoim kochankiem - ojcem dziecka. Może z własnej woli, bo się zawiodła lub nawróciła. Może została porzucona przez niego (słusznie), co przecież boli. Może czuć osobisty żal, niechęć czy coś gorszego do ojca dziecka i wcale o niego nie walczyć. Może jeszcze do tego, co napisałam dodam jedno: Zakładam , że ojciec dziecka po kilku latach nawiązałby kontakt z dzieckiem, jeśli matka dziecka w międzyczasie nie wyszła za mąż za kogo innego, kto stałby się ojcem dziecka (nie wiem, jak to jest prawnie - z prawami rodzicielskimi i adpocją). I że ten kontak służyłby wyłącznie dobru dziecka. Matka dziecka może mieć takie samo podejście. Gdyby jednak zaczęła walczyć o ojca dziecka, albo mścić się na nim lub na jego rodzinie, to trzeba kontaktów zaniechać. Tą sytuację potraktowałabym jak patologięi. Nie zamykałabym jednak drogi dziecku do poznania swego ojca, gdy dorośnie, jeśli by chciało kontaktu (a nie np. zemsty) Smutne to. Ale Bóg i te sytuacje chce uzdrowić swoją Miłością.
B
bratPolak
27 stycznia 2013, 10:54
@~Martinus Ale jeśli mojego głosu nie usłyszycie to na wszelki wypadek skoro nie da się rozsądkiem to żądam "siłą" partytetów także w tych zawodach gdzie pracuje więcej kobiet np. w szkole. Może wiesz, o czym nawijasz. Ja nie bardzo... Jeśli  narzekasz, że zawód nauczycielski jest sfeminizowany, nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś się przkwalifikował i poszedł do szkoły. Za te pieniądze. Z tymi "owocami dobrego domowego wychowania". Szybko byś przestał żądać parytetów...
M
Martinus
27 stycznia 2013, 09:41
Polecam do posłuchania nt. zdrady, ale nie tylko. Langusta na palmie, Pomarańczarnia: http://www.langustanapalmie.pl/sezon-iv
M
Martinus
27 stycznia 2013, 09:36
Da się konkretnie? Da! I to samo w innych kwestiach np. relacji damsko-męskich poza małżeńskich. A nie teksty "nie ma jasnej granicy". Jest napewno szereg zachowań, których nie można bo doprowadzają do czegoś złego i już one są złem. A z innej beczki: kiedy w końcu panie i panowie zauważycie ile zła małżeństwom wyżądzają kobiety z ich nienaturalnymi dążeniami? Czemu kobietom w związkach wolno więcej? Kiedy je zacznie się upominać i nawracać. Są przypadki gdzie za niewłaściwy "wygląd" małżeństwa odpowiada mężczyna, ale są i takie gdzie zawala kobieta. Kwestia pracy: to że kobiety za dużo pracują to szkodzi nie tylko małżeństwom, ale i społeczeństwu (podobnie ja związki osób tej samej płci). Niestety. Bo to facet ma zarabiać. Ale jeśli mojego głosu nie usłyszycie to na wszelki wypadek skoro nie da się rozsądkiem to żądam "siłą" partytetów także w tych zawodach gdzie pracuje więcej kobiet np. w szkole. Miłej niedzieli, zgodnej z Bożym planem, a nie ludzkim widzimisie.
27 stycznia 2013, 09:13
Ale ich los jest mniej ważny niż los dziecka ze zdrady. Dlaczego mniej ważny? Nie przesadzasz trochę? Sama zdrada to jest cios i to bolesny zadany własnym dzieciom. Wychowaniem dziecka pozamałżeńskiego odbywa się kosztem własnych dzieci. Kosztem poświęconego im czasu, kosztem poczucia ich bezpieczeństwa. Ale jak widać i w tej dyskusji i w innych mało kogo to obchodzi. Najważniejszy jest los dziecka ze zdrady. W końcu musi mieć ojca A jego dzieci z małżeństwa? Muszą w cierpieniu zaakceptować fakt dzielenie się ojcem z innym dzieckiem (innymi dziećmi). Idąc dalej niż pisała @Słaba to swoistym kuriozum jest, gdy usprawiedliwia się życie z kochanką wychowaniem dzieci pozamałżeńskich, porzucając jednocześnie żonę i dzieci z małżeństwa.
ŻB
żona bez męża
27 stycznia 2013, 01:11
..."Przypominają natomiast księżom o tym, że najpierw powinni oni organizować grupy formacyjne i różne formy wsparcia dla opuszczonych małżonków, którzy pozostają wierni złożonej przysiędze małżeńskiej i żyją w czystości."
S
Słaba
26 stycznia 2013, 23:46
@Tomaszt. Ale ich los jest mniej ważny niż los dziecka ze zdrady. Dlaczego mniej ważny? Nie przesadzasz trochę? @logos Moja sytuacja jest trochę inna niż piszesz, ale mierzę się osobiście z podobnym problemem od 11 lat. I widzę już co nieco... Własnych dzieci nie mam na tym świecie...
26 stycznia 2013, 23:40
Jeśli małżeństwo było w stanie szczerze do siebie wrócić w takim układzie, to znaczy, że ich miłość zrobiła bardzo duży skok i nabrała zupełnie innej jakości, niż miłość naturalna. Wtedy poradzą sobie z tymi kontaktami. Poza tym ja piszę o kontaktach ojca z dzieckiem, a nie z jego matką. Krótkich kontaktów z matką dziecka (umawianie się, odprowadzanie itp.) pewnie nie da się uniknąć. Pierwsze pytanie nalezy postawić, czy żona wyraża dobrowolną, niewymuszona sytuacją, czy presja zgodę na takie kontakty (i z dzieckiemm i z kochanką)? Co znaczy miłość zrobiła duży skok i nabrała innej jakości, niż miłość naturalna(?) ? W mojej ocenia sponiewierana miłość małżeńska upadła i podnosi sie dzieki Bogu z tego upadku, jakim jest cudzołóstwo. Czy takiemu leczeniu pomagaja kontakty (nawet krótkie) męża z kochanką? Wątpię.
26 stycznia 2013, 23:29
Dzieci z małżeństwa nic nie muszą "zaakceptować", "w pełni rozumieć", ani nic im się nie "nakazuje". To, że mają rodzeństwo przyrodnie, to jest fakt z którym żyją. Żyją cieżko skrzywdzone i poranione zdradą. Ranione kolejnymi wizytami ojca u "nowego" dziecka. Ale ich los jest mniej ważny niż los dziecka ze zdrady.
S
Słaba
26 stycznia 2013, 23:26
@logos Zgadzam się, że rany goją się latami (wieloma latami). I nie teoretyzuję.
26 stycznia 2013, 23:21
Czy w takiej sytuacji można dalej budować małżeństwo, rodzinę, zaufać wzajemnie, kiedy ciągle zdrada będzie powracać? @Tomaszt. Czy my mówimy na ten sam temat? Bo ja piszę o kontaktach ojca z dzieckiem, a nie o powrocie do zdrady. ... Tak o tym samym, czy myślisz, ze zdrada (ta już zaistniała, z której urodziło się dziecko) nie będzie powracać. Nie będzie do niej wracał myślami ojciec dziecka, ani jego żona czy też matka tego dziecka. Ta zdrada w mojej ocenie będzie wracać.
S
Słaba
26 stycznia 2013, 23:20
@Tomaszt. Powstaje wiec pytanie czy zawsze biologiczny ojciec dziecka ma uczestniczyć w wychowaniu dziecka? Jak napisałam wcześniej - nie zawsze. Jeśli jest jakaś patologia, która sprawia, że kontakty są niewskazane, wtedy trzeba ich zaniechać. Również nie - jeśli inny mężczyzna przyjął dziecko za swoje i stał się dla niego ojcem (np. mąż jego matki, który je uznał za swoje bądź adoptował). Mąż zdradza żonę, w wyniku zdrady rodzi się dziecko. Ale zdradzona żona nie może mieć dzieci, choć przez wiele lat bardzo się starali, nic nie wyszło. Ma wielki problem ze swoją bezdzietnością. Jeśli mimo tego byli w stanie szczerze do siebie wrócić po zdradzie, to sobie poradzą (jak napisałam wcześniej), bo ich miłość jest już inna niż naturalna.
L
logos
26 stycznia 2013, 23:15
Słaba, teoretyzujesz. Czy Ty przeżyłaś zdradę i odbudowałaś małżeństwo pozwalając swojemu mężowi, by kontaktował się z dawną kochanką i ich wspólnym dzieckiem? Piszesz, że "jeśli małżeństwo było w stanie szczerze wrócić do siebie, ... to poradzą sobie z kontaktami..." Nigdy nie jest tak, że gdy raz wrócili do siebie, po doświadczeniu zdrady, to znaczy, że już nic im nie zagraża. Ich związek jest poobijany, okaleczony, z krwawiącymi ranami i każdy nawet delikatny dotyk rany wywołuje ból, a może nawet spowodować zaognienie się choroby i gangrenę. Dlatego należy unikać pokus (= dotykania otwartych ran) A one naprawdę goją się latami, a nie w ciągu paru miesięcy
S
Słaba
26 stycznia 2013, 23:05
Czy w takiej sytuacji można dalej budować małżeństwo, rodzinę, zaufać wzajemnie, kiedy ciągle zdrada będzie powracać? @Tomaszt. Czy my mówimy na ten sam temat? Bo ja piszę o kontaktach ojca z dzieckiem, a nie o powrocie do zdrady.
S
Słaba
26 stycznia 2013, 23:00
A co z dziećmi z małżeństwa. W końcu najpierw musiały zaakceptować fakt, że mają rodzeństwo, którego matką nie jest ich matka. Dalej dorośli nakazują im, aby w pełni zrozumiały, iż ich ojciec będzie się spotykał z obcą kobietą i obcym dla nich rodzeństwem. A co żoną, która musi w takim wypadku zaakceptować fakt, iż mąż będzie w częstym kontakcie z kobietą, z którą ją zdradził. I to kontakcie długoletnim. @Tomaszt. Dzieci z małżeństwa nic nie muszą "zaakceptować", "w pełni rozumieć", ani nic im się nie "nakazuje". To, że mają rodzeństwo przyrodnie, to jest fakt z którym żyją. Swoją drogą ciekawe sformułowanie "nakazują im, aby w pełni zrozumiały". :-) Też chętnie bym tak nakazała niektórym komentatorom (a może i autorom). ;-))) Jeśli małżeństwo było w stanie szczerze do siebie wrócić w takim układzie, to znaczy, że ich miłość zrobiła bardzo duży skok i nabrała zupełnie innej jakości, niż miłość naturalna. Wtedy poradzą sobie z tymi kontaktami. Poza tym ja piszę o kontaktach ojca z dzieckiem, a nie z jego matką. Krótkich kontaktów z matką dziecka (umawianie się, odprowadzanie itp.) pewnie nie da się uniknąć.
L
logos
26 stycznia 2013, 22:26
Effa, dziecko nic nie zawiniło. Tak samo jak i zdradzona żona nic nie zawiniła. Nie zawiniły też dzieci urodzone w związku małżeńskim. Zawinił ten, kto zdradził i osoba, z którą to uczynił. Największe konsekwencje jednak ponoszą w przypadku zdrady niewinne osoby. Dlatego zdrada to taki ciężki grzech. I oczywiście nie zawsze da się odbudowac małżeństwo, a prawdę mówiąc rzadko kiedy się to naprawdę udaje. Dlatego wymaga to pełnej determinacji małżonków i odcięcia się od okazji do pokus
A
agawa
26 stycznia 2013, 21:40
kate - dziecko, nie projektuj... nie atakuj, bo wtedy się traci godność... żyj i pozwól żyć innym wgł.ich miary / niekoniecznie "wroniej"/      
K
kate
26 stycznia 2013, 21:23
Agawa, w myśl poglądów ks. Dziewieckiego Ty nie możesz nawet inaczej myśleć, jak to prezentujesz. Skoro weszłaś między wrony, to i krakaj jak i one. Klamka zapadła i resetujesz mózg programujac go na odbiór idei małżeństwa (nawet wtedy, gdy jak mówisz ono już ustało). Dla mnie jest to nie do przyjęcia. Uderza w moją godność. Wciaganie zaś do tego dzieci i wnuków, to już masochizm. Jedyne co mogę zaakceptować z Twojej wypowiedzi, to zaufanie Bogu. Życzę dużo zdrowia!
@
@TomaszL
26 stycznia 2013, 21:09
Problem jest tylko, co będzie pierwsze, gdzie człowiek dotknięty dramatem kryzysu skieruje się najpierw. Ku Bogu czy do ludzi? Do Lekarza, czy do lekarza? Jak sie skaleczysz w kuchni nożem to zaczniesz od modlitwy, a potem, jesli sie nie wykrwawisz, załozysz sobie opatrunek. Czy tak? Na sądzie ostatecznym usłyszysz pytanie: Tomaszu, dałem Ci rozum, ale Ty wolałes sie modlic z obcietym palcem, idz do czyśca, bedziesz opatrywał rannych w szpitalu przez 5 lat.
na życie nie ma reguły
26 stycznia 2013, 20:45
życie nie jest takie proste jak się księdzu wydaje. Osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji w której zdradziłby mnie mąż, a ja pokornie bym go przyjęła z powrotem, udając, że nic się nie stało. Tak się nie da, chyba że żona chce zrobić z siebie męczennicę. Nie można udawać, że kogoś się kocha - jak się go nie kocha. Do miłości nie da się nikogo zmusić. I nie mówcie, że robi się to dla dzieci. Dzieci są doskonalymi obserwatorami i widzą, że rodziców nic nie łączy, a to chyba nie jest dobry klimat do ich wychowania. A poza tym nie można dzielić dzieci na te lepsze, bo ze związku małżeńskiego i te gorsze, bo nieślubne. Czasy takich podziałów już dawno minęły. Jeśli małżeństwo istnieje tylko fikcyjnie, to żadne "powroty" małżonków do siebie nic nie dadzą. Jeśli nie ma w małżeństwie miłości i szacunku, to lepiej jeśli ci ludzie nie są ze sobą. Widocznie ich małżeństwo było pomyłką - nie są połówkami tego samego jabłka i na siłę nie da się ich "skleić".  
A
agawa
26 stycznia 2013, 20:42
Małżeństwo to najcudowniejszy dar jakim obdarzył nas Pan Bóg, twierdzę tak po ponad 40-letnim stażu, twierdzę tak mimo że mój mąż rozwiódł się ze mną twierdzę tak choć zostawił dla 30lat młodszej i ma z nią dziecko twierdzę tak chociaż nie jest mi łatwo... Dzięki małżeństwu poznałam role - żony, 3 x matki, 5 x babci odnalazłam sens swej kobiecości i człowieczeństwa dzięki małżeństwu nauczyłam się pokory życia i ...zaufania Panu Bogu
K
kate
26 stycznia 2013, 20:07
Jak czytam ks. Dziewieckiego, czy komentarz logosa, to właśnie sobie uświadamiam, że jestem szczęściarą, iż ominęla mnie w życiu instytucja małżeństwa - tak opresyjna jest to instytucja życia zbiorowego, że nie wiem, dlaczego ludzie jeszcze się żenią i wychodzą za mąż. I mają dzieci w tej instytucji. Liczy się przecież człowiek, a nie litera prawa: prawem można zabić wszystko. W komentarzach nie widać wogóle dramatu kobiet: żony i kochanki (o niebo byłoby lepiej, gdyby kobietom zezwolono na rozwiązanie tego dylematu, a tak mężczyzna zawsze umywa sobie ręce - ląduje na powrót w małżeństwie nie ponosząc żadnych konsekwencji swoich czynów: super z pieniędzy, które winien łożyć na rodzinę, które są jej dobrem, płaci alimenty swojemu nieślubnemu dziecku lub dzieciom). Druga strona moich wątpliwości, to wzrastająca liczba rozwodów i unieważnień małżeństw (co z dziećmi z takich związków, czy też ojcowie mają ich nie odwiedzać, bo się "nawrócili" i uświadomili sobie, że ich słub był nieważny). Takie myślenie poglębia tylko alienację społeczną i poczucie globalnego sieroctwa. Panowie dzięki wam za dobre samopoczucie, współczuję waszych żonom, że z wami muszą dalej żyć i waszym kochankom, że tacy kretyni sa ojcami ich dzieci.
A
Anna
26 stycznia 2013, 20:04
~logos - a dlaczego uważasz, że to dziecko ma ponosić brutalne KONSEKWENCJE ZDRADY? Co ono zawiniło?..........
L
logos
26 stycznia 2013, 19:27
Priorytetem jest małżeństwo - bo to Sakrament. Niestety często, w ostatnich latach duchowni niesakramentalni jako priorytet wskazywali: dziecko. to był błąd, wykorzystywany przez zdradzających do życia w związkach niesakramentalnych jakoby dla "dobra dziecka" ( a w rzeczywistości dla usprawiedliwienia życia w cudzołóstwie" Dobrze, że Ks. Dziewiecki inaczej stawia priorytety.
26 stycznia 2013, 19:11
Często tutaj podnoszone dobro dziecka, ojciec wychowujący nieślubne dziecko (dzieci). Mąż zdradza żonę, w wyniku zdrady rodzi się dziecko. Ale zdradzona żona nie może mieć dzieci, choć przez wiele lat bardzo się starali, nic nie wyszło. Ma wielki problem ze swoją bezdzietnością. Czy więc dla jej dobra będzie, gdy jej mąż będzie zajmował się wychowaniem dziecka nieślubnego? Czy propagowaną tutaj i na innych wątkach miłością ojca do dziecka usprawiedliwi takie postępowanei wobec żony?
L
logos
26 stycznia 2013, 19:05
Jeśli przyjąć pkt "b" - czyli kontakt ojca z dzieckiem pozamałżeńskim kilka razy w miesiącu - to istnieje duże prawdopodobieństwo, że małżeństwo się rozpadnie. Trzeba pamiętać, że to nie będzie najprawdopodobniej "czysty" kontakt, czyli wyłącznie z dzieckiem, ale też spotkania z jego matką - dawną kochanką. Zaistnieje niebezpieczeństwo odnowienia kontaków - tak jak to słusznie zauważył ks.Dziewiecki. Nie wiadomo, czy świeżo nawrócony ojciec nie ulegnie, albo "pokrzywdzona" kochanka nie będzie chciała odzyskać partnera. A z drugiej strony sakramentalna żona zacznie czuć się niepewnie, cierpieć, podejrzewać kolejną zdradę, może nawet robić wyrzuty mężowi, że nie poświęca całego czasu swojej rodzinie. I dramat wisi w powietrzu. Dlatego bez wątpienia najlepsze - dla małżeństwa - jest zerwanie osobistych kontaktów z dzieckiem. Brutalnie to brzmi, ale TAKIE SĄ KONSEKWENCJE ZDRADY
26 stycznia 2013, 18:49
@Tomaszt. Myślę o jakimś rodzaju punktu b. Nie wiem na ile wychowanie jest możliwe. Chodzi mi o kontakt ojca z dzieckiem (wyłączając przypadki jakiejś patologii ze strony ojca - wtedy kontakt może nie być wskazany). ... A co z dziećmi z małżeństwa. W końcu najpierw musiały zaakceptować fakt, że mają rodzeństwo, którego matką nie jest ich matka. Dalej dorośli nakazują im, aby w pełni zrozumiały, iż ich ojciec będzie się spotykał z obcą kobietą i obcym dla nich rodzeństwem. A co żoną, która musi w takim wypadku zaakceptować fakt, iż mąż będzie w częstym kontakcie z kobietą, z którą ją zdradził. I to kontakcie długoletnim. Czy w takiej sytuacji można dalej budować małżeństwo, rodzinę, zaufać wzajemnie, kiedy ciągle zdrada będzie powracać? Ale to była „prosta” sytuacja. Skomplikuję ją. Dwoje zamężnych (oczywiście nie ze sobą) ludzi miało romans i z tego romansu urodziło się dziecko. Co wtedy? Czy wtedy biologiczny ojciec dziecka ma także uczestniczyć w jego wychowaniu? Powstaje wiec pytanie czy zawsze biologiczny ojciec dziecka ma uczestniczyć w wychowaniu dziecka?
S
Słaba
26 stycznia 2013, 18:10
@Tomaszt. Myślę o jakimś rodzaju punktu b. Nie wiem na ile wychowanie jest możliwe. Chodzi mi o kontakt ojca z dzieckiem (wyłączając przypadki jakiejś patologii ze strony ojca - wtedy kontakt może nie być wskazany).
J
Jarek
26 stycznia 2013, 18:04
CD. To co proponuje ks. Dziewiecki to jest właśnie taka sytuacja, o której wspomniał o. Łusiak: Żyjesz w małżeństwie - choćbyś pozostawił dziecko z niesakramentalnego związku, Bóg ci wybaczy. Skąd w ogóle takie stawianie sprawy - albo sakrament małżeństwa albo dziecko z drugiego związku? To już jednego z drugim nie da się pogodzić? Ks. Dziewiecki chyba chciałby wrócić do czasów, gdy nieślubne dzieci zwano bękartami i pozbawiano praw.
J
Jarek
26 stycznia 2013, 18:04
Ks. Dziewiecki nie alfą i omegą, czego niektórzy chyba nie zauważają. Jeżeli małżonek, który związał się niesakramentalnie ma powrócić do swojego małżeństwa sakramentalnego, to wymaga to po prostu nawrócenia. A nawrócenie może odbywać się w różny sposób. Mam wrażenie, że sychar, który znowu się tutaj odzywa pod nikiem "miłość i odpowiedzialność" chciałby, żeby to nawrócenie wyglądało jak nawrócenie Szawła na Pawła, żeby aż oślepiło i w ułamku sekundy zmieniło myślenie. I co więcej, tak jakby obowiązkiem każdego miało być nawrócenie. A drogi ludzkie do Boga są różne, jedni nawracają się w czasie, "w drodze", inni momentalnie, inni na łożu śmierci, a inni w ogóle i żadne moralizowanie nic nie da, nawet jeżeli ks. Dziewiecki całą sytuację teoretycznie rozłoży na czynniki pierwsze. "Oddać dziecko do adopcji" - to przecież jakaś fikcja. Jak żyli w grzechu to im się chciało wychowywać razem dziecko, a po nawróceniu jednego albo obu ma być oddane do adopcji?! To przecież jakaś bzdura, teoria bez sensu. NAWRÓCONY(A), ale własnego dziecka, z niesakramentalnego związku to już w ogóle nie chce wychowywać, w sytuacji gdy drugi rodzic też nie chce?! To jakie to ma być nawrócenie, bez zadbania o dziecko, które przecież samo się na ten świat nie prosiło! Rzucam wszystko, łącznie z dzieckiem, wracam do małżeństwa sakramentalnego, a dziecko? Niech sobie idzie do adopcji. O jakim tu nawróceniu mówimy? Funta kłaków taki człowiek jest niewarty - zamienia grzech p-ko 6 i 9 przykazaniu na grzech przeciwko miłości bliźniego, w tym wypadku własnego dziecka. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. CDN.
S
Słaba
26 stycznia 2013, 18:02
Dodam jeszcze - ponieważ budziło to wątpliwości: Nie mówię, żeby porzucać sakramentalnego małżonka i tworzyć małżeństwo niesakramentalne z matką nieślubnego dziecka. Mówię o tym, żeby dbając po zdradzie z większą miłością o małżeństwo sakramentalne, nie zaniedbywać miłości rodzicielskiej wobec nieślunego dziecka. Po zdradzie miłość (nie uczucie) obojga małżonków rzeczywiście musi być większa, żeby mogła to unieść.
26 stycznia 2013, 18:02
@Słaba - możesz na początek zdefiniować, co znaczy, że ojciec dziecka ma uczestniczyć w jego wychowaniu. Na początek łatwiejszy przypadek, które wyjście jest najlepsze w wypadku, gdy ojciec ma dzieci zarówno z małżeństwa, jak też ze zdrady tego małżeństwa: a. pozostając w małżeństwie i wychowując dzieci z małżeństwa, nie ma kontaktów ze swoim dzieckiem pozamałżeńskim b. pozostaje w małżeństwie wychowuje dzieci z małżeństwa jednocześnie kilka razy w miesiącu (tygodniu) zajmuje się wychowaniem dziecka pozamałżeńskiego c. odchodzi z małżeństwa, aby zająć się wychowaniem swojego nowego pozamałżeńskiego dziecka, jednocześnie ograniczając, lub całkowicie zrywając kontakty z dziećmi z małżeństwa
S
Słaba
26 stycznia 2013, 17:49
c.d. A już z całkowitym osłupieniem przeczytałam zdanie (dotyczące mężczyzny, który zaczął utrzymywać kontakty ze swoim nieślubnym dzieckiem): (...) jego żona i ślubne dzieci zaczęli jeszcze bardziej cierpieć niż w okresie, gdy miał romans. Jeżeli ktoś to rozumie, to proszę żeby mi wyjaśnił. Bo ja chyba nie umiałabym się cieszyć bliskością męża czy ojca, gdybym wiedziała, że ogranicza się on tylko do posyłania pieniędzy na utrzymanie nieślubnego dziecka, a kontaktów z nim nie utrzymuje, bo: Po pierwsze dlatego, że znowu zacznie ogromnie cierpieć jego żona, a także jego ślubne dzieci. Po drugie, kochanka zacznie walczyć o niego i prowokować go do ponownego romansu. Po trzecie, spotykając się z nieślubnym synem raz w tygodniu, będzie go raczej rozpieszczał, niż wychowywał. Po czwarte, dla syna jest lepiej, gdy samotnie wychowuje go matka, niż gdy widzi, że jego rodzice czasem się ze sobą spotykają, ale nie okazują sobie miłości ani czułości. (to, co podkreśliłam, wydaje mi się tak absurdalne, że ręce opadają)
S
Słaba
26 stycznia 2013, 17:46
Druga rzecz, która mi się nie podoba, to podanie jako obowiązujących reguł postępowania wobec dzieci pozamałżeńskich zasady: (...) kobieta, która zgodziła się na współżycie z żonatym mężczyzną, zgodziła się w konsekwencji na to, że może stać się kiedyś matką samotnie wychowującą dziecko. (...) Co powinien uczynić wychodzący z kryzysu mąż i ojciec, który ma nieślubne potomstwo? Otóż jedyne rozwiązanie, zgodne z zasadami Ewangelii, polega na tym, że płaci on uczciwej wysokości alimenty na nieślubne dziecko, lecz wychowanie dziecka pozostawia w rękach matki. Ks. Dziewiecki poleca, aby ojciec dziecka płacił na jego utrzymanie, ale nie utrzymywał z nim kontaktów. Moim zdaniem taki układ można zachować przez parę lat. Najlepiej byłoby, gdyby w tym czasie matka dziecka zdołała znależć sobie kochającego męża i ojca dla swojego dziecka, który by uznał je za swoje przez adopcję i tym samym niezdrowa sytuacja by się zakończyła. Jednak podejrzewam, że rzadko uda się tak zrobić. Małemu dziecku można powiedzieć, że nie wszyskie dzieci mają oboje rodziców i szukamy sobie tatusia. Ale starsze dziecko, które już wie, że każdy człowiek ma matkę i ojca, będzie drążyło temat jawnie, lub martwiąc się bez słów. Jeżeli matka mu powie, że ojciec nie utrzymuje z nim kontaktów, bo się nawrócił i tak mu każe Pan Bóg, to jaki przekaz na temat Boga Ojca dostaje to dziecko? Który z argumentów podany przez ks. Dziewieckiego jest w stanie usprawiedliwić taką krzywdę niewinnego człowieka?
S
Słaba
26 stycznia 2013, 17:44
Widzę, że fragment moich refleksji na temat tego artykułu już zacytował/a tu @Miłość i odpowiedzialność. Ponieważ zależy mi na dyskusji, przeklejam więcej.
26 stycznia 2013, 17:21
@Elfa, @Drabiniasty: Oczywiście lekarze, terapeuci są potrzebni. W pełnym, bezwarunkowy zaufaniu w Bogu i w korzystaniu z pomocy ludzi (lekarza, terapeuty, księdza, przyjaciółki) nie ma sprzeczności, lecz dopełnienie. Problem jest tylko, co będzie pierwsze, gdzie człowiek dotknięty dramatem kryzysu skieruje się najpierw. Ku Bogu czy do ludzi? Do Lekarza, czy do lekarza? Naprawdę warto zacząć od zaufania Bogu. Od prostego, ale z pełną wiarą i przekonaniem wypowiedzenie słów „Bądź wola Twoja”. Zawsze, a zwłaszcza wtedy, gdy po ludzku sytuacja wydaje się wielkim nierozwiązywalnym kryzysem. Np. kryzysem małżeństwa. Samo szukanie rozwiązania problemów tylko wśród ludzi nie wystarczy. Może też być przyczyną kolejnych dramatów. I kończąc temat o lekarzach i terapeutach, nie są oni ani guru, ani wszechmocni, ani wszechwiedzący. I jeżeli ktoś proponuje rozwiązania (przykładowo kryzysów małżeńskich) niezgodne z nauką Kościoła, to zamiast w takie rozwiązania brnąć, trzeba szukać innego terapeuty czy lekarza.
MI
Miłość i odpowiedzialność
26 stycznia 2013, 17:00
Drabiniasty napisał: "Twierdzenie, że nieuczestniczenie ojca w wychowaniu dziecka nieślubnego jest zgodne z Ewangelią (co napisał Autor) jest według mnie zakłamaniem." Jest taka scena w Ewangelii, gdy dwunastoletni Jezus gubi się Rodzicom. Oni odchodzili od zmysłów!!! Trzy dni! Strasznie cierpieli!! Po ludzku Jezus zrobił rzecz okrutną. Właśnie... po ludzku... Patrząc po ludzku, rzeczywiście lepiej żyć w związku niesakramentalnym i być przy dziecku... Jezus pokazał, że w konflikcie po ludzku i po Bożemu trzeba wybrać Boga, CHOĆBY NAWET KTOS BLISKI MIAŁ CIERPIEĆ. Nieraz nie da się i te wymiary po ludzku i po Bożemu stają w konflikcie. Trzeba wybrać. Jezus nauczał: kto bardziej miłuje matkę, ojca, brata niż Mnie, nie jest mnie godzien. Zdarza się, że karę pozbawienia wolności za różnego rodzaju przestępstwa ponoszą ojcowie dzieci. Jeśli stawianie dobra dziecka byłoby priorytetowe, to natychmiast sądy zwalniałyby ojców z kary więzienia i mówiły im: "Idź do dziecka, ono Cię potrzebuje." Otóż nie. Taki ojciec nie jest zwolniony z odbycia kary więzienia! Nikt nie ma za złe sędziom, którzy posyłają ojców-przestępców do więzienia, gdy przekroczyli prawo! Kodeks prawny nie przewiduje takich wyjątków, żeby ze względu na dobro dziecka ojcowie byli wyjęci spod prawa. Poza tym, po ludzku. Gdzie zaufanie do Jezusa. On daje życie i śmierć. On daje szczęście. On jest ponad prawa pedagogiki. Lepiej jak dziecko jest wychowywane w poszanowaniu Bożych przykazań i widzi rodzica/ów przystępujących do Komunii św. Wtedy ma miejsce prawdziwa troska o jego dobro...
KM
kto mówi o podwójnym zyciu
26 stycznia 2013, 16:38
Dziecko jest. Bóg powołał je do zycia. Jest ojciec, to ma obowiążki. A ty matka/? nic o tym nie wiesz.
WD
wszystkie dzieci są nasze
26 stycznia 2013, 16:12
Jak ktoś ma dziecko na boku, to musi pomagać w jego wychowaniu a nie udawać, że od teraz to bedzie porządny mąż sakramentalny! Pan Bóg pozwolił, żeby to dziecko się poczęło! OJCOSTWO jest świętością! Bóg jest Ojcem a nie mężem.
B
bratPolak
26 stycznia 2013, 16:07
@~Miłość i odpowiedzialność upomina Heroda i Herodiadę, aby rozstali się, mimo że w tym grzesznym, cudzołożnym związku wychowywali córkę Herodiady Salome, która ich jako rodziców bardzo potrzebowała. (pokr. moje) Wzruszyłaś mnie głębią zrozumienia tekstu Ewangelii i przełożeniem tej głębi na współczesnych cudzołożników. Pasuje jak pięść do oka!
W
w.
26 stycznia 2013, 15:38
Niech sie deon zdecyduje, bo dwa tekstry i dwa rozne podejscia http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html i kazdy sluszny oczywiscie
Janusz Brodowski
Janusz Brodowski
26 stycznia 2013, 15:32
@ TomaszL Wybacz ale nie rozumiem Twojego postu. Mam nie korzystać z usług ortopedy, dentysty, terapeuty bo jest tylko Jeden lekarz? Piszesz posty na ilość?
Janusz Brodowski
Janusz Brodowski
26 stycznia 2013, 15:27
@ logos Twierdzenie, że nieuczestniczenie ojca w wychowaniu dziecka nieślubnego jest zgodne z Ewangelią (co napisał Autor) jest według mnie zakłamaniem. Ksiądz, który udziela takich rad nic nie rozumie z ojcostwa. Jeżeli ktoś ma jak napisałeś dziecko "na boku" MUSI uczestniczyć w jego wychowaniu (chyba, że matka dziecka uniemożliwia to). Inaczej jest to dalsze szerzenie grzechu. I wkurza mnie, że nie dość, że ktoś mu zaleca opuszczenie dziecka, to jeszcze twierdzi, że jest to zgodne z Ewangelią. Po prostu wstyd!
L
logos
26 stycznia 2013, 15:12
Effa, kapłan proponuje nie terapię małżeńską (bo od tego są terapeuci), ale drogę odwrotu od grzechu - bo od tego są kapłani. Czy widzisz lepszą drogę, niż zerwanie kontaków cudzołoznych? Alkoholikowi doradza się, by nie sięgał więcej do kieliszka, narkomanowi - by przestał ćpać, a cudzołożnikowi - by nie narażał się na pokusę. Nie ma innej drogi
L
logos
26 stycznia 2013, 15:07
Drabiniasty, czy uważasz, że jest inne, lepsze rozwiązanie, gdy ktoś ma dziecko "na boku"? To prosze napisz. Jak się zabrnie w bagno grzechu i zrani wiele osób, to nie ma dobrych rozwiązań. Ale to, co proponuje ks. Dziewiecki jest jedynym wyjściem, żeby uratować małżeństwo.
A
Anna
26 stycznia 2013, 14:17
~TomaszL - jak bym ksiedza słyszała...... i to takiego, który uważa, że wie wswzystko i to oczywiście najlepiej, więc nie podlega dyskusji...... A szkoda........ Zaufanie Bogu - to jedno....... ale lekarze i terapeuci są jak widać równie potrzebni,........ I nie ma w tym nic ujmującego ani dla tego, który z korzysta z pomocy lekarza, czy terapeuty..... Przez lekarza i terapeutę również Bóg działa... Nie uważasz tak? Polecam świetną książkę pt. Psychiatra Boga......... i oddajmy co boskie Bogu, a korzystajmy z fachowców...... szczególnie w kryzysie..... "Majsterkowanie" tzw. 'złotych rączek" jest w tym przypadku zbyt niebezpieczne i uważam, że nie warto ryzykować....... Czy korzystasz z pomocy lekarza rodzinnego w chorobie? A kryzys małżeński to coś więcej niż zwykła dolegliwość.......
26 stycznia 2013, 13:29
@Elfa - jest tylko jeden Lekarz. Jemu trzeba bezgranicznie zaufać, szczególnie w kryzysie.
MI
Miłość i odpowiedzialność
26 stycznia 2013, 12:58
Słaba w wątku [url]http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html[/url] napisała: "Małemu dziecku można powiedzieć, że nie wszyskie dzieci mają oboje rodziców i szukamy sobie tatusia. Ale starsze dziecko, które już wie, że każdy człowiek ma matkę i ojca, będzie drążyło temat jawnie, lub martwiąc się bez słów. Jeżeli matka mu powie, że ojciec nie utrzymuje z nim kontaktów, bo się nawrócił i tak mu każe Pan Bóg, to jaki przekaz na temat Boga Ojca dostaje to dziecko? Który z argumentów podany przez ks. Dziewieckiego jest w stanie usprawiedliwić taką krzywdę niewinnego człowieka?" Jest taka scena w Ewangelii (Mt 14,1-36), gdy św. Jan Chrzciciel narażając swoje życie upomina Heroda i Herodiadę, aby rozstali się, mimo że w tym grzesznym, cudzołożnym związku wychowywali córkę Herodiady Salome, która ich jako rodziców bardzo potrzebowała. Świadectwo Jana jest bardzo mocne, bo tym upomnieniem, wyrażającym wolę Bożą, przypłaca swoim życiem... Polecam również argumentację ks. Piotra Pawlukiewicza: [url]http://archive.org/details/niesakramentalni[/url]
A
Anna
26 stycznia 2013, 12:45
~Drabiniasty - zgadzam sie z Tobą....... i uważam, że kapłani, to lepiej jak by zajmowali sie swoim "stanem" w kryzysie, a małżonków w kryzysie odsyłali do dobrego terapeuty, który im taki kryzys pozwoli prawdziwie przeżyć.... Nawet Poradnictwo Rodzinne, które przy niektórych parafiach działa, to po prostu porażka...... Wystarczy zobaczyć kto je prowadzi i jakie "głupoty" wypisane są w tzw. zasadach postępowania w kryzysie.... W ogłoszeniach parafialnych co miesiąc zapraszają osoby żyjące w związkach niesakramentalnych ( zamiast w konkubinacie), a dla małżonków w kryzysie, czy nie brak jakielkowiek propozycji.....
Janusz Brodowski
Janusz Brodowski
26 stycznia 2013, 12:15
"Co powinien uczynić wychodzący z kryzysu mąż i ojciec, który ma nieślubne potomstwo? Otóż jedyne rozwiązanie, zgodne z zasadami Ewangelii, polega na tym, że płaci on uczciwej wysokości alimenty na nieślubne dziecko, lecz wychowanie dziecka pozostawia w rękach matki." To zakłamanie, że takie rozwiązanie jest zgodne z zasadami Ewangelii.
M
Maria
26 stycznia 2013, 10:49
Dziękuję za ten konkretny i pełen prawdy artykuł!
26 stycznia 2013, 10:39
Ważny głos w toczącej sie ostatnio debacie nad plagą rozwodów.
L
logos
26 stycznia 2013, 09:18
"....Jednak nawet wtedy, gdyby on i ona już nie współżyli seksualnie, to nadal nie dochowują wierności przysiędze małżeńskiej i nie wspierają małżonka, któremu ślubowali miłość aż do śmierci....'" - i dlatego aby uzyskać rozgrzeszenie muszą się rozstać

Skomentuj artykuł

Małżeństwo w kryzysie
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.