Władysław Ulma o swoim bracie Józefie: W nocy został oskarżony, że przetrzymuje Żydów. Przyjechali i wystrzelali całą rodzinę

Władysław Ulma o swoim bracie Józefie: W nocy został oskarżony, że przetrzymuje Żydów. Przyjechali i wystrzelali całą rodzinę
Rodzina Ulmów (Fot. episkopat.pl/flickr.com)
dm

„Wiele rzeczy należących do Wujka pozostało w rodzinnym domu właściwe do dziś” - mówi Jerzy Ulma, bratanek bł. Józefa Ulmy, który jest obecnie gospodarzem domu w Markowej, w którym urodził się i wychował jego wuj. W książce „Błogosławiony Józef Ulma. Opowieść pisana życiem” Jerzy Ulma kreśli historię jego rodziny.

Publikujemy fragment książki:

Miałem około osiem lat, gdy usłyszałem po raz pierwszy o tym, że wujek Józef, jego żona a moja ciocia Wiktoria i moi kuzyni: Stasia, Basia, Władzio, Antoś, Franio, Marysia oraz jeszcze jedno nienarodzone dziecko zostali zamordowani przez Niemców.

Mój tata nie mówił zbyt wiele na temat swojego brata Józefa czy jego rodziny. Nie wracał w rozmowach do lat przedwojennych i wojennych. Bardzo często, gdy wspominano o tym, pozostawał zamyślony. Można było domyślać się, że mierzy się z tym tematem sam… Myślę jednak, że siłą rzeczy musiał w swojej pamięci często wracać do wydarzeń minionych lat lub też one same do niego przychodziły; były przecież częścią jego życia.

(…) W ojcu tkwiła wewnętrzna blokada, mur nie do przebicia. Nie mógł pokonać wewnętrznej bariery, gdyż dla niego utrata brata i jego rodziny to był niesamowity ból. Zresztą nie tylko dla niego, ale i dla pozostałego rodzeństwa. (…) Gdy nadchodził 24 marca, rocznica śmierci, to ojcu zawsze towarzyszyło wyciszenie. Nie było wtedy szans na dłuższą rozmowę. Szanowaliśmy to, bo wiedzieliśmy, o co chodzi.

DEON.PL POLECA

Tata znał szczegóły tej zbrodni. Wiedział, że Wujek już wcześniej pomagał Żydom; że robił dla nich w tak zwanych „Potokach” kryjówki w ziemi. Mógłby naprawdę bardzo wiele wnieść do głębszego poznania Wujka i Cioci. Jednak milczał. Nie robił tego na złość. Po prostu to była jego naturalna reakcja na te wydarzenia.

Nie wierzę, że nie myślał o swoim pomordowanym bracie, bratowej i o ich dzieciach. Wśród nich miał swojego imiennika, a jednocześnie chrześniaka - bł. Władzia. Miał z nim wyjątkową więź. Dostrzegał go pośród innych. Nie oznacza to, że pozostałe dzieci były dla niego nieważne. Miał świadomość, że jest ojcem chrzestnym, a tym samym czuł się szczególnie zaproszony przez rodziców dziecka do towarzyszenia swemu imiennikowi. Dziś o tej relacji w bardzo lakoniczny sposób informują nas stare, czarno-białe zdjęcia. Tata, fotografując się z dziećmi brata, zawsze na rękach trzymał bł. Władzia. Wiem, że nie był to przypadek, a dowód na ich szczególną więź.

Wydaje mi się też, że ojciec nigdy nie zrozumiał tej tragedii. Jaki sens miało morderstwo małych dzieci? Mogę śmiało powiedzieć, że był jedną z tych osób, które w sposób nie bezpośredni, ale na pewno pośredni zraniła zbrodnia z 24 marca 1944 roku. Z upływem lat ta wewnętrzna rana wydawała się nieco zmieniać swoje oblicze, ale nigdy nie zniknęła.

Pod koniec swojego życia tata odważył się na krótkie, lakoniczne wypowiedzi o swoim zamordowanym bracie, jednakże nigdy nie wchodził w szczegóły. Kiedy dziennikarz zapytał go, dlaczego Józef zdecydował się przyjąć pod swój dach Żydów, odpowiedział bez wahania: „Widocznie był człowiekiem w pełni tego słowa znaczeniu”.

Z notatek ojca Jerzego Władysława, czyli brata Józefa Ulmy, dowiadujemy się, jak wyglądało życie Ulmów i moment tragedii

Wujek Józef dużo pisał, notował, nawet informacje, jaka jest w danym dniu pogoda. Mój tato czynił podobnie. Dziś z jego notatek dowiadujemy się, jak wyglądało życie w przedwojennej Markowej, jak żyło się mieszkańcom wsi w czasie niemieckiej i sowieckiej okupacji, jak wielkie emocje przeplatały się z niepewnością jutra, jak kształtowała się wojenna mapa polityczna świata.

(…) Jeśli chodzi o wydarzenia związane z najbardziej przykrą kartą historii naszej rodziny, z 24 marca 1944 roku, to nie chciałbym cytować zapisków taty. Owszem, te wydarzenia nie zostały pominięte przez ojca w jego pamiętniku.

Okładka książki „Błogosławiony Józef Ulma. Opowieść pisana życiem”, wyd. Dom Wydawniczy Rafael (Fot. Dom Wydawniczy Rafael) Okładka książki „Błogosławiony Józef Ulma. Opowieść pisana życiem”, wyd. Dom Wydawniczy Rafael (Fot. Dom Wydawniczy Rafael)

Myślę, że dzień egzekucji, a następnie pogrzeb Cioci, Wujka i Kuzynów, to wydarzenia, które nawet po tylu latach należy uszanować. Sądzę, że zapiski o tym powinny pozostać już na zawsze jako karta znana tylko i wyłącznie najbliższej rodzinie.

Aby jednak w jakiś sposób zaspokoić ewentualny niedosyt czytelniczy, pozwolę sobie przytoczyć niezwykły zapis życiorysu Wujka autorstwa mojego ojca. Tata niezwykle ciekawie wspomniał zwłaszcza okres jego dzieciństwa.

Napisał: „Józef Ulma urodził się w 1900 w miesiącu marcu. Do szkoły chodził 4 klasy, bo taka była za panowania Austrii. Lata młodzieńcze spędził w domu pomagając rodzicom w gospodarstwie. Ojciec był budowniczym, murarzem i stolarzem. Z zawodu stolarskiego w niejednym podpatrywał ojca, bo potrafił sobie dużo różnych rzeczy sam zrobić. Był chciwy wiedzy, w ówczesnej bibliotece pożyczał książki i dużo czytał. Najwięcej w wieku lat 15-tu. W ramach chłopięcej zabawy zorganizował z 10-ciu podobnych mu chłopców oddział który nazwał legionem. Dorobił dla nich karabiny drewniane z bagnetami i sztandar na którym z jednej strony była Bogurodzica a z drugiej Orzeł Biały, godło Polski. Po zmartwychwstaniu Polski, w 1921 roku w wojsku służył w Wilnie, był sekretarzem. Po wojsku z kilkoma kolegami był w szkole rolniczej w Pilźnie. Po ukończeniu szkoły wziął się do wprowadzenia w czyn swoich wiadomości rolniczych, między innymi miał szkółkę drzewek owocowych, hodował jedwabniki, zajmował się pszczelarstwem, uprawiał warzywa, za uzyskane pieniądze […] kupował książki z różnych dziedzin wiedzy. W roku 1944, 24 marca w nocy został oskarżony na gestapo, że przetrzymuje Żydów. Przyjechali z Łańcuta gestapowcy z granatową policją.Wystrzelali całą rodzinę wraz ze znajdującymi się tam Żydami”.

Zapiski ojca ukazują również relacje polsko-żydowskie, a nawet można by to ująć w inny nieco sposób, jako relacje sąsiedzko-sąsiedzkie. Bardzo wielu Żydów przed wojną i w jej początkowym okresie handlowało z naszą rodziną. Przyjęte przez Józefa pod dach swego domu żydowskie siostry: Gołda Grünfeld i Lea Didner (jedna z wspomnianych Żydówek miała też córeczkę, którą przechowywali Ciocia i Wujek), były córkami markowskiego rolnika Chaima Hersza Goldmana prowadzącego we wsi sklepik.

Zarówno tata, jak i Wujek kupowali i sprzedawali u Żydów towary według domowego zapotrzebowania. Co więcej, Gołda Grünfeld była tylko o rok młodsza od cioci Wiktorii i znały się ze szkoły. Te relacje, w gruncie rzeczy sąsiedzkie, mimo odmienności wyznaniowej były bardzo dobre.

W Markowej wśród wielu historii dotyczących życia i relacji polsko-żydowskich warto wspomnieć dzieje Chaji Gittel Ryps. Nazywano ją „Przechrztą”, a to dlatego, że w 1928 roku przyjęła chrzest z rąk proboszcza ks. Władysława Tryczyńskiego, obierając imię Teresa Genowefa.

Fragment pochodzi z książki „Błogosławiony Józef Ulma. Opowieść pisana życiem”, wyd. nakładem Domu Wydawniczego Rafael.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Michał Bilewicz

Jak wyrwać się z wpływu historycznej traumy?

Nieufni wobec państwa i wszelkich instytucji. Wiecznie narzekający i niezadowoleni. Pełni obaw i lęków. A jednocześnie gotowi do ogromnej mobilizacji w czasie kryzysu i pomagania innym, gdy są...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Władysław Ulma o swoim bracie Józefie: W nocy został oskarżony, że przetrzymuje Żydów. Przyjechali i wystrzelali całą rodzinę
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.