Wyrok na Miłość – śladami męki Chrystusa
Wielki Piątek to w Kościele czas ciszy i żałoby, upamiętniający moment, w którym świat odrzucił swojego Zbawiciela. Choć dramatyczne pytanie o sens tak okrutnego cierpienia pozostaje tajemnicą wiary, to właśnie w tej dobrowolnej ofierze Chrystusa chrześcijanie odnajdują fundament swojego odkupienia.
Wielki Piątek to w liturgii Kościoła czas szczególny – dzień głębokiego smutku, żałoby i ciszy. To właśnie dziś w sposób drastyczny spełniają się słowa ewangelisty Jana o Słowie, które „przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”. Jeszcze niedawno ulice Jerozolimy rozbrzmiewały tryumfalnym „Hosanna!”, lecz w godzinie próby te same głosy krzyczą z nienawiścią: „Precz!” i „Na krzyż z Nim!”. Stajemy przed pytaniem, na które po ludzku trudno znaleźć odpowiedź: czy Jezus musiał tak cierpieć? Czy Bóg nie mógł zbawić świata w mniej okrutny sposób? Choć tajemnica ta pozostaje nieprzenikniona, faktem jest, że Chrystus oddał życie za zbawienie każdego człowieka, a pamięć o tej ofierze stanowi istotę dzisiejszego dnia.
Agonia Zbawiciela bierze swój początek w mroku nocy, podczas aresztowania w ogrodzie Getsemani, skąd wąskimi uliczkami poprowadzono Go do serca miasta. Po pierwszym przesłuchaniu przed Kajfaszem i Sanhedrynem Jezus trafił do więzienia, by o świcie ponownie stanąć przed obliczem Wysokiej Rady. Powtórne zgromadzenie o szóstej rano było koniecznością prawną – żydowskie prawo nie uznawało bowiem wyroków wydanych nocą. Ponieważ jednak Żydzi nie mieli uprawnień do wykonywania kary śmierci, sprawa musiała trafić przed oblicze rzymskiego namiestnika.
W tym czasie rolę tę pełnił Poncjusz Piłat, rezydujący na co dzień w Cezarei Palestyńskiej. Do Jerozolimy przybywał on jedynie okazjonalnie, zatrzymując się w twierdzy Antonia wraz z silnym garnizonem wojskowym mającym tłumić ewentualne bunty. To właśnie tam, do pretorium, przyprowadzono Jezusa. Co ciekawe, tradycja głosi, że Jezus wstępował tam po schodach, które w 326 roku św. Helena sprowadziła do Rzymu. Dziś owe „Święte Schody” (Scala Santa) znajdują się w pobliżu Bazyliki św. Jana na Lateranie, a wierni pokonują te 28 stopni na klęczkach, łącząc się z cierpieniem Mistrza.
Skrajnie wyczerpany walką w Getsemani i torturami, Jezus włożył na swe ramiona krzyż. Choć dystans na Golgotę wynosił zaledwie około kilometra, dla umęczonego Ciała był to dystans ponad siły. Współczesna Droga Krzyżowa w Jerozolimie nie biegnie dokładnie tymi samymi ścieżkami, co przed wiekami – miasto było wielokrotnie burzone, a poziom ulic podniósł się o kilka metrów. Obecna trasa jest jedynie przypuszczalnym odtworzeniem ostatniej drogi Chrystusa.
Cel tej wędrówki, Golgota (w języku aramejskim oznaczająca „Miejsce Czaszki”), był nagim pagórkiem w północno-zachodniej części miasta. Dziś to miejsce, znane również jako Kalwaria, stanowi część Bazyliki Grobu Pańskiego. Jezus został przybity do krzyża około południa, a Jego agonia trwała trzy godziny – do naszej piętnastej. Około godziny siedemnastej odbył się pochówek w grobie, który znajdował się zaledwie 50 metrów od miejsca ukrzyżowania, dopełniając tym samym ziemskiego etapu męki Pańskiej.
Skomentuj artykuł