Józef Dużyk - strażnik tradycji

10 lat temu
Logo źródła: Dziennik Polski Stanisław Dziedzic / "Dziennik Polski"

Minęła właśnie dziesiąta rocznica śmierci Józefa Dużyka, krakowskiego historyka, pisarza i publicysty, przez kilka dziesięcioleci systematycznie zamieszczającego swoje artykuły na łamach "Dziennika Polskiego", z którego redakcją od roku 1958 ściśle współpracował przez ponad czterdzieści lat.

Od urodzenia związany z Krakowem, gdzie przyszedł na świat 14 marca 1928 r. - poza ośmioletnim pobytem w Rzymie, gdzie w latach 1974-1982 pracował w Bibliotece Stacji Naukowej PAN - zasadniczo nie opuszczał Krakowa.

Debiutował artykułem o Władysławie Orkanie w 1946 r., zamieszczonym na łamach "Młodej Rzeczypospolitej", jeszcze jako uczeń Gimnazjum im. Bartłomieja Nowodworskiego. Po zdaniu matury (1948) podjął studia z zakresu historii w Uniwersytecie Jagiellońskim, uwieńczone w 1952 r. magisterium. W 1951 r. związał się zawodowo z Biblioteką Polskiej Akademii Umiejętności, a następnie z Biblioteką Akademii Nauk, w której od 1968 r. do czasu przejścia na emeryturę pełnił funkcję kierownika Działu Zbiorów Specjalnych. W 1978 r. uzyskał w Uniwersytecie warszawskim doktorat, w oparciu o rozprawę "Władysław Orkan. Opowieść biograficzna".

Spośród licznych książek Józefa Dużyka szczególne miejsce zajmują te, które poświęcił artystom młodopolskim i ich bronowickiej tradycji. Dokonania Dużyka w tym względzie trudne są do przecenienia, bowiem, sięgając do faktów i do dokumentów zdołał przywrócić "zaśmieszonym" dotąd artystom zgoła inny wizerunek.

O ile na Lucjanie Rydlu - Panu Młodym z "Wesela" Wyspiańskiego zaciążyła w przemożny sposób "Plotka o Weselu" Boya, to portret Włodzimierza Tetmajera w obiegowym pojęciu nie wykraczał zasadniczo poza szkolną charakterystykę Gospodarza, wzbogaconą nieznacznie o parę encyklopedycznych wręcz danych. Zarówno więc Tetmajer - uznany malarz i publicysta, polityk (parlamentarzysta, współzałożyciel PSL), jak Lucjan Rydel - dramaturg i poeta, czekali na przywrócenie im autentycznego wizerunku. Książki: "Droga do Bronowic. Opowieści o Lucjanie Rydlu" (1968), "Włodzimierz Tetmajer. Życie i twórczość" (1971) oraz "Sława, panie Włodzimierzu. Opowieści o Włodzimierzu Tetmajerze" (1972), spełniające te wymogi, przyniosły Dużykowi zasłużony rozgłos i uznanie.

Na gruntowną ocenę poglądów i dokonań Włodzimierza Tetmajera trzeba było jednak poczekać z powodów cenzuralnych. Ten wybitny polityk, a nie chłopoman, zawarł w swoich pismach politycznych ostrą ocenę sowietyzmu i przestrzegał przed skutkami oraz groźbą jego totalnej ekspansji. Wznowiona w 1998 r. książka "Sława, panie Włodzimierzu" ukazała się już w znacznie rozszerzonej wersji.

W okresie pobytu Dużyka w Rzymie zrodził się zamysł napisania obszernej popularyzatorskiej pracy o Henryku Siemiradzkim, wybitnym polskim malarzu, który połowę swojego życia spędził właśnie w tym mieście. Pierwotnie wydał Dużyk niewielką książkę o życiu i twórczości tego artysty (1984), a w dwa lata później ukazała się obszerna "opowieść biograficzna" o Siemiradzkim.

Z okresu rzymskiego pochodzą także liczne studia poświęcone Polakom w Italii, wśród których szczególne miejsce zajmuje książka "W świątyniach Rzymu. Przewodnik" (1996). Autor oparł swoją książkę nie tylko na gruntownej znajomości tego niezwykłego miasta, ale i na prawdziwej fascynacji i miłości. Przewodnik po katolickim Rzymie, wzbogacony licznymi barwnymi fotografiami, wykonanymi przez syna, Pawła, stał się prawdziwym bestsellerem.

Poznałem bliżej autora "Drogi do Bronowic" właśnie w Bronowicach, w gościnnym dworku Włodzimierza Tetmajera, u Elżbiety i Zbyszka Konstantych. Wcześniej widywaliśmy się tylko okazjonalnie, nasze rozmowy, choć życzliwe, były na ogół lakoniczne. Byłem wówczas młodym człowiekiem, on uznanym pisarzem i publicystą. Dzieliła nas nadto różnica pokoleniowa: był rówieśnikiem mojego Ojca. W Tetmajerówce, w gronie rodziny Włodzimierza Tetmajera, w obecności obu "Pań na Rydlówce" - Anny Rydlówny i Marii Rydlowej, Zbyszka Święcha i Romy Habowskiej, a także Mieczysławy Dużykowej, odnosiliśmy rychło wrażenie, jakbyśmy się znali "od zawsze". Potem wspólna działalność w Stowarzyszeniu Autorów Polskich i cotygodniowe spotkania Zarządu Krakowskiego Oddziału SAP, wreszcie organizowane corocznie przez Stanisława Kaszyńskiego wyprawy na Kujawy, dobrze służyły zacieśnianiu naszej przyjaźni. Pamiętam jak wiele radości sprawiło Józefowi Dużykowi wydanie w serii Biblioteka SAP "Nieznane rękopisy", staraniem Tadeusza Skoczka i Jana Poprawy, dramatu Włodzimierza Tetmajera "W noc wigilijną" (1992), który on przygotował z rękopisu do druku i poprzedził wstępem. W innej serii Stowarzyszenia - Bibliotece Salonu Literackiego ukazał się "Strażnik złotego rogu" Józefa Dużyka (1996).

Los nie oszczędził mu w ostatnich latach życia straszliwej tragedii. W wypadku samochodowym zginął jego syn, Paweł. Józek wcześniej nie był w naszych rozmowach skłonny do wynurzeń, zasadniczo nie rozmawialiśmy o sprawach osobistych i rodzinnych. Kiedy powiedział nam: "Wiecie, wraz ze śmiercią Pawła w moim życiu wszystko się zawaliło", zrozumieliśmy jak wiele w jego życiu znaczyła rodzina i dom.

A potem widzieliśmy już tylko odchodzącego Przyjaciela. Odnosiłem wrażenie, że chciał odchodzić cicho, niezauważenie. Zmarł 11 maja 2000 roku.

Źródło: Józef Dużyk- strażnik tradycji, www.dziennikpolski24.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Józef Dużyk - strażnik tradycji
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

Józef Dużyk - strażnik tradycji
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.