Spacer po Wiecznym Mieście

"Rycerz Niepokalanej dla Polonii" czerwiec 2010

Słońce grzało już dosyć solidnie. Czerwiec w Rzymie to środek lata. Wysiadłyśmy na stacji Termini i zeszłyśmy do metra.

– Chodź. Pojedziemy pociągiem w stronę Anagnina. Do San Giovanni to tylko dwa przystanki.

– Wydawało mi się, że papież zawsze mieszkał na Watykanie – moja córcia wróciła do przerwanej rozmowy.

– Nie zawsze. Zanim powstała bazylika św. Piotra, cesarz Konstantyn wybudował kościół na terenach należących do rodziny Lateranów.

DEON.PL POLECA


– Jak to? Przecież władze Rzymu prześladowały chrześcijan – zapytała zdziwiona.

– Tak. Do czasów kiedy, jak głosi legenda, Konstantyn w widzeniu ujrzał Krzyż i usłyszał słowa: „W tym znaku zwyciężysz”.

– I co?

– Umieścił krzyże na sztandarach swoich wojsk i pokonał wroga Maksencjusza. Po wygranej bitwie podpisał edykt pozwalający na oficjalne wyznawanie religii chrześcijańskiej i podarował Kościołowi wspaniałą katedrę.

– Wiesz już, że w Rzymie są 4 bazyliki patriarchalne. Jedną z nich jest właśnie św. Jana na Lateranie – wygrzebałyśmy się wreszcie z podziemi metra. Zdecydowanie przyjemniej jest na powierzchni. – Ale to nie wszystko. Kościół ten jako jedyny nosi miano arcybazyliki.

– Ojej, jakie to skomplikowane! – Sylwia usiłowała za mną nadążyć.

– Nie jest takie trudne. Wiesz, że papież jest biskupem Rzymu. Jako biskup ma swoją siedzibę. I tak Lateran jest jego diecezjalną katedrą. Stąd napis w głównej fasadzie: „Matka i Głowa wszystkich kościołów miasta i świata”.

Stanęłyśmy na placu przed bazyliką.

– Ale wysoka ta kolumna!

– To najwyższy obelisk przywieziony z Egiptu: 32 metry, a wraz z cokołem prawie 46.

Człowiek czuje się malutki stojąc przed takim ogromnym budynkiem, jak ten.

– Postacie, które widać na fasadzie, przedstawiają 15 doktorów Kościoła. Pośrodku Chrystus Zbawiciel.

– Nie wyglądają na bardzo wysokie – Sylwia przyglądała się posągom.

– Zapewniam cię, że siedem metrów to dużo. Takiej właśnie wysokości jest każda z nich.

Podeszłyśmy do głównego wejścia.

– Tak jak w poprzedniej bazylice, również tutaj są Święte Drzwi. Są one otwierane tylko w latach świętych. Jest to znak, który nawiązuje do słów Pana Jezusa: „Ja jestem bramą”. Kto przekroczy próg tej bramy, wyrzeka się grzechu i pragnie pójść śladami Chrystusa – zatrzymałyśmy się aby z bliska przyjrzeć się płaskorzeźbie na drzwiach.

– Ostatni raz otworzył te drzwi Jan Paweł II w roku 2000, prawda?

– Jasne. Z otwarciem Porta Santa związany jest cały rytuał: procesja, modlitwy, pieśni. Aby można było przejść przez bramę, musi ona być otwarta. Potrzebne są więc klucze. To św. Piotrowi Pan Jezus przekazał klucze do drzwi zbawienia. Każdy gest, każde słowo podczas tej ceremonii nie jest przypadkowe.

Weszłyśmy do środka.

– I jak? – zapytałam po chwili.

– Inna niż poprzednia bazylika – odpowiedziała pilnie rozglądając się po wnętrzu.

– Tutaj ze starochrześcijańskiego stylu niewiele zostało. Wiele razy poddawana była gruntownym remontom. Także dlatego, że cztery razy była bardzo poważnie zniszczona. Złocone ściany i sufit przyciągają wzrok. Nie sposób przejść obojętnie wobec takiego bogactwa prawdziwych dzieł sztuki. Zauważ, że w nawach, gdzie są kąty proste umieszczone są głowy aniołów.

– Dlaczego?

– Ponieważ Borromini, który wykonał to wnętrze, uwielbiał obłe, zaokrąglone kształty. Gdzie już nie mógł nic zrobić,

Robi się coraz tłoczniej. Grupy z przewodnikami zatrzymują się, blokując przejście. Kościół jest duży,

ale w sezonie robi się naprawdę ciasno.

– Ołtarz z baldachimem...

– To oczywiście ołtarz papieski, przy którym może odprawiać mszę tylko Ojciec Święty – dokończyła za mnie Sylwia.

– Cieszę się, że uważasz na to, co mówię. Pod spodem znajduje się płyta nagrobna papieża Marcina V. Natomiast w górnej części baldachimu, według tradycji, znajduje się bezcenny skarb: relikwie głów św. Piotra i Pawła.

– Naprawdę?

– Przecież mówię, że tak chce tradycja. Jest też fragment stołu, przy którym prawdopodobnie św. Piotr odprawiał Najświętszą Ofiarę.

– A dokąd prowadzą te drzwi? – wskazała na drzwi z napisem „Chiostro”.

– Na piękny dziedziniec klasztorny – kierowałyśmy się do wyjścia. – Tak właściwie, pełna nazwa arcybazyliki to: „Chrystusa Zbawiciela, św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty”.

– Trochę długa.

Wyszłyśmy na zewnątrz. Oślepiło nas słońce.

– Ten budynek, taki ośmiokątny, to Baptysterium Świętego Jana u Źródła. W antycznym Rzymie były tu łaźnie. Legenda mówi, że w tym miejscu ochrzczony został Konstantyn Wielki.

Nie było ani jednej chmurki.

– Mamo, mówiłaś, że będziemy gdzieś szły na kolanach?

– Właśnie zdążamy w tym kierunku.

– A to nie w bazylice? – zapytała zdziwiona Sylwia.

– Nie, ale to wciąż należy do Lateranu. Jest to dawna prywatna kaplica papieska.

– Skoro prywatna, to nie będziemy mogły wejść? – całkiem mądrze rozumowało moje dziecko.

– Dokąd będzie można, tam wejdziemy – Weszłyśmy do budynku koło bazyliki. Przed nami schody. Trochę nietypowe, takie jakby wytarte. – Widzisz, po tych schodach można wchodzić tylko i wyłącznie na kolanach.

– Dlaczego?

– Bo to są Święte Schody. Tradycja mówi, że przywiozła je św. Helena, matka Konstantyna. 28 stopni, po których wychodził i schodził Jezus na spotkanie z Piłatem – przyklęknęłam na pierwszym stopniu. – Kiedy będziesz szła, zwróć uwagę, na szkiełka w posadzce. Pod nimi są podobno krople krwi i potu cierpiącego Chrystusa.

Wspinałyśmy się w milczeniu. Na ścianach po obu stronach dobrze zachowane freski. Dotarłyśmy na górę.

– Kaplica Santa Sanctorum. Widzisz ten obraz Chrystusa? Namalował go św. Łukasz i anioł...

– Według tradycji – dokończyła znów za mnie Sylwia. – Bardzo dużo dziś legend, a mało faktów.

– Niestety, nie wszystkiego można być pewnym. Najważniejsze jest, by nie czcić przedmiotów, ale z głęboką pobożnością przeżywać prawdy wiary.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Spacer po Wiecznym Mieście
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.