Fascynująca wędrówka

Dr hab. Teresa Bela

Już sam tytuł książki Jacka Bacza "Przez rozum do wiary" wskazuje czytelnikowi w bardzo konkretny sposób  zasadnicze sprawy, które są przedmiotem jego interesującego wywodu. Po pierwsze - jest to problem bliskiej relacji między wiarą a rozumem, a po drugie - proces dochodzenia do wiary  i jej poznawania jest tu metaforycznie określony jako niezwykła, intrygująca podróż.

Czytelnik, który towarzyszy autorowi w tej wędrówce, poznaje argumentację historyczną i racjonalną, odnosząca się często do Biblii oraz do innych tekstów religijnych, kontynuuje podróż poza punkt przejścia na stronę chrześcijaństwa i zmierza za wędrowcem do dalszych obszarów rozumowego poznania problematyki religijnej, a także moralnej w kontekście wiary.

Z metaforą wędrówki i poszukiwania łączy się inna przenośnia, którą autor stosuje na przestrzeni całej ksiązki:  konstruowanie z poszczególnych elementów, nie tylko przy pomocy  ‘naturalnego rozumu’,  wielkiej układanki, z której  wyłania się spójny obraz człowieka i świata w oglądzie i rozumieniu chrześcijańskim,  dostarczający odpowiedzi na odwieczne pytania o sens ludzkiego istnienia. Mamy tu więc niewątpliwie do czynienia z tekstem należącym do tradycji apologetyki chrześcijańskiej, której zasadniczym celem jest zazwyczaj wykazanie braku konfliktu między rozumem a wiarą, czy między nauką a religią, a także - jak w tym przypadku - wyjaśnienie niektórych aspektów religijnej doktryny, logicznie z sobą powiązanych i mających zasięg uniwersalny (np. tematyka   wolności woli, rozumu, prawdy i autorytetu, czy problem zła,  grzechu pierworodnego i kondycji natury ludzkiej).

Autor odwołuje się często do innych znanych pisarzy apologetycznych, zwłaszcza  anglojęzycznych (przede wszystkim G. K. Chestertona i C. S. Lewisa, a także współczesnych nam autorów jak  n. p. Petera Kreefta czy Franka Sheeda); to ich ksiązki z zakresu ‘popularnej  teologii’  przetarły mu tę drogę  ‘przez rozum do wiary’ i wprowadziły - według słów samego autora -  w świat nieznanej mu wcześniej refleksji nad religią  - "refleksji rozumnej, wnikliwej i rygorystycznej, a jednocześnie  przystępnej" (s. 15). Uważam, że taki opis jest także jak najbardziej zasadny w stosunku do rozważań i wywodów p. Bacza.

Książka, o której mowa, była zainspirowana  - podobnie jak wiele tekstów apologetycznych - historią nawrócenia jej autora, jego powrotem do ‘wiary dzieciństwa’ czyli katolicyzmu po dłuższym okresie ateizmu wynikającego z przyjęcia materialistycznego poglądu na świat.  Jacek Bacz był świetnie wykształconym inżynierem z tytułami naukowymi, naukowcem oczytanym nie tylko w swojej dziedzinie,  władającym kilkoma językami. Stracił wiarę w okresie wczesnej młodości, odrzucając katolicyzm w wyniku młodzieńczego buntu wobec rzekomej hipokryzji charakteryzującej  katolików, i wkrótce określił swoją pozycję jako ateista, dla którego wiara jest nie do pogodzenia z naukowym poglądem na świat. Jego konwersja nie była gwałtowna, jak u Szawła w drodze do Damaszku, czy u Andre Frossarda  podczas jego przypadkowej wizyty w kościele, nie miała też formy nagłego emocjonalnego przebudzenia (‘nowego narodzenia’), często opisywanego przez ewangelikalnych chrześcijan od wieku XVIII po czasy współczesne.

Można powiedzieć, że przebiegała niespiesznie i stopniowo, przygotowując najpierw zmianę tego, co autor świetnie określa jako ogólny ‘stan swojego umysłu’, który w jego młodości wykluczał jakiekolwiek zainteresowanie religijnymi czyli  ‘nienaukowymi’ sprawami. Tak więc od przypadkowego zetknięcia się z jasnym i logicznym wykładem o ‘zjawiskach nienaukowych’ (Cuda C. S. Lewisa) i wzbudzone przez to zainteresowanie problemem adekwatności języka naukowego i złożonym charakterem opisywanej rzeczywistości, poprzez  drążenie wątpliwości i przełamywanie uprzedzeń wobec  zjawisk ‘nadnaturalnych’ w drodze logicznej analizy własnej postawy i refleksji nad lekturą, autor sięgnął  - jak przystało na prawdziwego naukowca - do religijnych ‘tekstów żródłowych’ - Koranu i Biblii  oraz do faktów historycznych.  Przełomowym momentem, opisanym w sposób prosty i jednocześnie wzruszający, jest odkrycie przez autora jeszcze do końca nieuświadomionego głębokiego znaczenia fragmentu z  Ewangelii św. Jana (3:16),  nazwanego potem trafnie i obrazowo ‘kapsułą, w której upakowane zostało niemal całe chrześcijańskie posłanie" (s. 29)

Ten moment przełomu, definitywnie wskazujący na  jakże odmieniony stan umysłu autora, który nazywa on "przeczuciem nawrócenia", opisany jest w rozdziale 2, zatytułowanym "Powrót".  W kontekście całej ksiązki jest to dopiero początek ‘fascynującej wędrówki’- moment przekroczenia pewnej granicy, do której podprowadził autora rozum,  i moment wejścia na nowe terytorium, gdzie Ewangelia nie była już do odrzucenia i skąd nie było powrotu do ‘naukowego’ materializmu.  Przed czytelnikiem są jeszcze dwadzieścia cztery rozdziały, napisane przejrzyście, logicznie i z ogromnym wyczuciem dynamiki czytania tekstu refleksyjno-argumentacyjnego w czasach nam współczesnych.  Rozdziały te są mianowicie bardzo krótkie - liczą sobie od siedmiu do najwyżej piętnastu stron i mają bardzo dobrze dobrane tytuły, które są rzeczowe, nierzadko z kolokwialnym wydźwiękiem,  a jednocześnie intrygujące ,  np. "Boża zasadzka:, "Wyjście awaryjne", "Miłość na korcie tenisowym",  "Rozum w odwrocie" czy "Pilnie strzeżona tajemnica piekieł". Prawie każdy rozdział  kończy się mini-podsumowaniem i  krótką, często ‘hasłową’ zapowiedzią, co będzie w następnym. Okazuje się że ta metoda sprawdza się nie tylko w beletrystyce przy utrzymaniu zainteresowania czytelników dłuższą narracją, albo zainteresowania widzów długim serialem telewizyjnym.

Czytelnik książki p. Bacza jest w ten sposób naturalnie wciągnięty w ciąg wywodu, dotyczącego spraw wiary oraz wiążących się z nimi niektórych problemów moralnych, prowadzonego jasno i przystępnie, a także atrakcyjnie, m. in. poprzez  wzbudzenie i utrzymanie jego ciekawości co do każdego następnego etapu tej wędrówki w celu poszukiwania elementów wielkiej układanki (‘puzzli’).   Każdy rozdział, oprócz przedostatniego ("Zalecane lektury"), poprzedza piękne, często aforystyczne motto, którym jest cytat z autorów chrześcijańskich (tu na pierwszym miejscu w rankingu są Chesterton i Lewis, a zaraz za nimi Simone Weil), nierzadko filozofów i świętych ( m. in. św. Anzelm, św. Tomasz z Akwinu, a także Kant i Leibniz), są trzy cytaty z  Pisma Św.  i nawet jeden  z Koranu. Na końcu książki zainteresowany czytelnik znajdzie listę większości tych cytatów w oryginalnym języku - angielskim, francuskim lub łacińskim.

Od trzeciego rozdziału metafora układanki zaczyna dominować nad ogólnym obrazem wędrówki, gdyż pierwszy etap tej podróży został już osiągnięty: dowiedzieliśmy się, że rozum przywiódł wędrowca w pobliże wiary.  Proces poszukiwania sensu  się rozpoczął,  początek układanki już się zarysował,  ale dalsze jej kontynuowanie nie jest możliwe, bo nie ma więcej dostępnych segmentów składanego obrazu. Dopiero to, co autor nazywa obrazowo odkryciem i otwarciem zamkniętego koszyka z napisem "Wiara" , dostarcza następnych elementów układanki. Wybór wiary jest tu aktem wolnej woli, nie ma w nim przymusu logicznego, chociaż - jak to zdaje się sugerować  autor - na tym etapie, przy rozpoczętej układance,  takie działanie zgodne jest ze zdrowym rozsądkiem. Rozpoznawanie obrazu złożonego z elementów wiary nie jest już  tylko intelektualną układanką, lecz obejmuje także przemianę  życia wędrowca i jego osobowości.

W zasadniczym trzonie swojej książki, w jej poszczególnych rozdziałach autor zajmuje się podstawowymi elementami religii katolickiej, przygotowując  pole do tej prezentacji poprzez odparcie albo zakwestionowanie zasadności antychrześcijańskich zarzutów. I tak np. podstawowe dla chrześcijaństwa przekonanie o boskości Jezusa,  przedstawione i wyargumentowane w rozdziale 7 (" U granic czystego rozumu") jest poprzedzone polemiką z  trendami dominującymi we współczesnej kulturze cywilizacji zachodniej, w świetle których nie jest możliwa poważna rozmowa o religii, a szczególnie o religii  historycznej i objawionej, jaką jest chrześcijaństwo. Jak to autor podkreśla , przyczyną takiego stanu rzeczy są atrakcyjne ideały demokratyzmu (np. tolerancji, obiektywizmu, równości i otwartości), które w sposób nieuprawniony i niekompetentny przenoszone są do wszystkich dziedzin życia, także do religii i moralności. W ten sposób podstawowe dla religii i związanej z nią moralności  kategorie  prawdy i autorytetu są usuwane z dyskusji publicznej jako niezasadne i nieobowiązujące, a kult nowoczesności, postponowanie tradycji,  relatywizowanie przekazywanych przez nią wartości i kwestionowanie jej świadectwa tworzy klimat nieprzychylny dla refleksji i dyskusji nad religią. Autor przekonująco argumentuje, że  istnieje bliska analogia między stosunkiem do chrześcijan 2 tysiące lat temu i w chwili obecnej. Ich poglądy traktowane są obecnie, tak jak to było wtedy, jako oderwane od rzeczywistości czyli jako bezrozumne czy wręcz szalone. Po tym nieco dramatycznym, ale niewątpliwie zasadnym ‘oczyszczeniu pola’ dyskusji, Jacek Bacz, idąc tropem Chestertona, Lewisa i Petera Kreefta, błyskotliwie demonstruje racjonalną konieczność uznania Bóstwa Jezusa na podstawie Jego własnych słów o sobie  i Jego czynów,  spisanych w Ewangeliach.

Kolejnym elementem wywodu autora jest właśnie problem wiarygodności Ewangelii, podważanej od ponad stu lat przy zastosowaniu metod krytycznej analizy tekstu. Tu mieści się to ‘wyjścia awaryjne’, widniejące w tytule rozdziału 9, przewidziane tych, którzy z powodów racjonalistycznych, nie dopuszczających żadnych zjawisk nadnaturalnych, nie przyjmują chrześcijańskiej prawdy o Boskości  Jezusa. Argumenty przytoczone przez p. Bacza, świetnie wyartykułowane, podważają zasadność  metod historycznej krytyki tekstu Ewangelii i sytuują ten problem ( a także go rozwiązują) w odniesieniu do pozycji Kościoła w katolicyzmie, gdzie nie tylko samo Pismo  Św., ale  apostolski autorytet tej instytucji, założonej przez Jezusa i poprzedzającej spisanie Ewangelii, jest źródłem świadectwa wiary. Przyjęcie tych dwu prawd (boskość Jezusa i misja Kościoła) pozwala - w metaforyce wywodu autora - na konstrukcję dwóch istotnych segmentów układanki.

Bardzo ciekawe i bogate treściowo są  kolejne dwa rozdziały, które bezpośrednio nie wzbogacają konstruowanej układanki, ale odnoszą się do ważnego zagadnienia, nie zawsze znanego dokładnie nawet wierzącym i praktykującym katolikom, czyli do pozycji  chrześcijaństwa względem dwóch innych religii monoteistycznych - judaizmu i islamu.

Uświadomienie sobie wspólnoty tradycji ze starożytnym judaizmem oraz  odrębności chrześcijańskiej wizji Boga, wzbogaca naszą wiedzę o zagadnieniach zła, wolności i  wszechmocy boskiej w kontekście historii zbawienia. Z kolei islam - religia oparta na świadectwie tylko jednego człowieka - uznaje Jezusa jako proroka, odrzucając fakt jego męczeństwa i śmierci, lecz w wielu nakazach moralnych i w niektórych aspektach swojej duchowości (a także w szacunku do Maryi Dziewicy), ma wiele wspólnego z chrześcijaństwem.

Wielką wartością, a także atrakcyjną cechą książki p. Bacza jest jego częste nawiązywanie do własnych doświadczeń i opinii z tego okresu jego życia, gdy był daleko  od chrześcijaństwa, a także do swoich osobistych kontaktów z innymi religiami ( przede wszystkim z islamem). Nadaje to jego  wywodowi charakter autentyczności, a także ton pewnej empatii wobec  swojego czytelnika, którego kłopoty z wiarą zna. Dowcipne, często autoironiczne uwagi ożywiają i ocieplają jego wywód. Autorowi szczególnie dobrze znane są przyzwyczajenia i opory ateisty oraz meandry rozumowania agnostyka ( agnostycyzm jest uważany za miękką wersję ateizmu) , jako że identyfikował się z tymi postawami światopoglądowymi przez wiele lat. Wynikały one z jego mocnego zaangażowania się w materializm, który był dla niego "Wszechogarniającą Filozofią Wszechświata" (s. 158).

W bardzo interesującym rozdziale  13 "Rozum w odwrocie"  autor pisze o swoich doświadczeniach z materializmem, o stopniowym odchodzeniu od tej postawy, afirmującej samowystarczalność materii, ze względu na zubożanie przez nią obrazu rzeczywistości, na redukowanie jej elementów tylko do rzeczy, które się dają dotknąć czy zobaczyć. Uważa on, że wycofanie się z tak radykalnego materializmu może iść w dwu kierunkach:   może ono doprowadzić do wiary w Boga, jak to było w  jego przypadku, albo - co jest  współcześnie częściej podejmowane - może zmierzać w kierunku zakwestionowania  wiarygodności myślenia i doprowadzić byłego materialistę  do skrajnego relatywizmu. Autor wskazuje na tę drogę, charakterystyczną dla doby postmodernizmu, jako trend cywilizacyjnie niebezpieczny - jest to właśnie tytułowy  ‘odwrót od rozumu’,  niszczący podstawy dialogu ‘człowieka z człowiekiem i ze światem." (s. 172).  Z drugiej strony, satysfakcjonująco polemizując z ateizmem z pozycji człowieka, który ma już za sobą tę ‘chłopięcą filozofię",  autor mimo wszystko wyraża wiarę w dziedziczność zdrowego rozsądku i dyskursywnego rozumu oraz przestrzega czytelnika  przed coraz bardziej agresywną formą tego, co nazywa ‘ateizmem pseudofilozoficznym", lekceważącym odrębność  nauki i filozofii, bez pardonu wprowadzającym zamieszanie w umysłach wielu czytelników.

Chociaż materializm i związany z nim ateizm są niewątpliwie najstarszymi i dla wielu najbardziej oczywistymi oponentami wiary, z całościowego wywodu p. Bacza wynika, że nie są to najgroźniejsi wrogowie religii i Kościoła. Jako osoba szanująca naukę uważa on,  że dyskusja z prawdziwym naukowcem jest pożyteczna, a sądząc po własnym  przykładzie, spodziewa się,  że w rzetelnej bitwie na argumenty, należących do odrębnych obszarów  nauk przyrodniczych i ścisłych, teologii, filozofii i historii, wiara religijna zawsze się obroni. Autor widzi realne zagrożenie dla  chrześcijaństwa i Kościoła ze strony panteizmu i okultyzmu, lecz nie w formie bezpośredniej ekspansji starych religii Wschodu, w których te poglądy,  wierzenia i system wiedzy tajemnej są tradycyjnymi elementami, ale od strony synkretycznych projektów religijno-kulturowych, znanych jako New Age, które afirmują panteistyczne religie i filozofie orientalne, są konglomeratem wielu koncepcji filozoficznych i religijnych i określają się w opozycji do całej tradycji judeochrześcijańskiej. Jacek Bacz  bardzo rzeczowo przedstawia różnice między chrześcijaństwem (czy judaizmem) i religiami panteistycznymi,  w bardzo pojemnej ‘doktrynie’ ruchu New Age,  będącej ‘atrakcyjną propozycją w czasach cywilizacyjnej dekadencji’ (s. 221),  podkreśla szczególnie konsekwencje moralne i niebezpieczeństwa płynące z modnych praktyk okultystycznych. Autor jest świadom, że moda na kulturę New Age w Polsce nie sięgnęła tych rozmiarów, co na Zachodzie, ale słusznie uważa, że znajomość tej problematyki i wynikających z niej realnych zagrożeń, powinna być ważna dla chrześcijan i dlatego poświęca jej dwa spore rozdziały swojej książki ( 18 i 19 - "Na początku" i "Nie pozwolisz żyć czarownicy").

Zgodnie z duchem apologetycznym swojej książki  autor w kilku miejscach nawiązuje do zarzutów stawianych czasem wierze chrześcijańskiej i Kościołowi Katolickiemu, starając się te sprawy obiektywnie wyjaśniać ‘na bieżąco’. Tylko raz jednej z takich spraw poświęca  cały rozdział, uważając że narosło koło niej zbyt dużo kontrowersji i że tkwi ona w postaci ‘dyżurnego hasła’ w powszechnej świadomości, szczególnie krytyków Kościoła (stąd, jak sadzę, tytuł rozdziału "Widmo Galileusza"). I tak, w kontekście rzekomej wrogości nauki i wiary, co p. Bacz słusznie nazywa ‘czystym nonsensem’ (s. 176),  przywołana zostaje znana sprawa włoskiego uczonego jako  ciągle nadużywany i zniekształcany przykład  negatywnej postawy Kościoła Katolickiego wobec nauki.

Autor odpiera zarzuty o zwalczaniu nauki przez Kościół, dostarczając dowodów historycznych,  i stara się też dowieść, że postawienie Galileusza przed Inkwizycją było wynikiem niesubordynacji uczonego,  który wiedząc o zastrzeżeniach władz kościelnych wobec swoich dotychczasowych działań,  nie ograniczył się do promowania niesprawdzonej doświadczalnie teorii kopernikańskiej na obszarze nauki, lecz przeniósł ją na obszar teologii. Pan Bacz minimalizuje też karę wymierzoną Galileuszowi (areszt domowy).  Chociaż relacja autora jest niewątpliwie zgodna z faktami, to myślę jednak, że w jego polemice rozłożenie akcentów w interpretacji tej historii można potraktować jako dyskusyjne, szczególnie w sytuacji, gdy ponad dwadzieścia lat temu miała miejsce tzw. oficjalna rehabilitacja włoskiego uczonego. W 1992 roku komisja Papieskiej Akademii Nauk, powołana 11 lat wcześniej przez Jana Pawła II,  wydała orzeczenie, które uznało ‘subiektywny błąd’ sędziów Galileusza  i stwierdziło, że kara wobec niego zastosowana ‘przysporzyła mu wiele cierpień’  (L’Osservatore Romano, 1. XI. 1992).  Wyważone i trafne określenie sprawy włoskiego uczonego wyraża się też  w tytule książki zredagowanej przez Arcybiskupa Józefa  Życińskiego Sprawa Galileusza: Konflikt prawdy i prawa (1991).

Inną sprawą, wzbudzającą negatywne emocje wśród przeciwników chrześcijaństwa i dlatego wymagającą wyjaśnienia i obrony w książce p. Bacza,  jest nauka o upadku człowieka i grzechu pierworodnym. Uważając tę sprawę za szczególnie ważną dla chrześcijańskiego przesłania, autor poświęca jej dwa zwięzłe, świetnie napisane rozdziały - "Raj utracony" i "Będziecie jak Bóg", wskazując na kilka istotnych spraw wynikających z biblijnego opisu upadku Adama i Ewy, takich jak np.  stan ludzkiej natury przed i po grzechu pierworodnym,  relacja dobra i zła, odpowiedzialność za zło.  Zagadnienie upadku pierwszych rodziców i jego poetycki opis w Biblii fascynowało C.S. Lewisa, który poświęcił mu sporo miejsca w swoich teologicznych rozważaniach ( np. w Problemie cierpienia i w Chrześcijaństwie po prostu ), w swojej beletrystyce (Perelandra), a nawet w krytyce literackiej (Wstęp do Raju Utraconego  Miltona), nic więc dziwnego, że p. Bacz odwołuje się do komentarzy Lewisa w ciekawych przypisach oraz poleca jego teksty czytelnikowi. Krótki opis upadku z Księgi Rodzaju inspiruje też inne ciekawe tematy, poruszone w omawianych rozdziałach. Są to, m. in. historia upadku człowieka jako mit ( nie w znaczeniu ‘historii zmyślonej", tylko zawsze aktualnego przekazu idei ważnych, dotykających istoty spraw), stworzenie i upadek w raju w relacji do teorii ewolucji, czy też problem skłonności do zła w naturze ludzkiej w opozycji do teorii naturalnej niewinności, popularnej w nowoczesnej kulturze Zachodu.

Ta ostatnia sprawa, postrzegana  zwykle jako dziedzictwo myśli francuskiego Oświecenia, wspominana jest  krytycznie przez wielu chrześcijańskich komentatorów jako jedna ze szkodliwych utopii, zrzucająca winę za indywidualne grzechy ludzi na instytucje. Krytyczny stosunek do liberalizmu, wywodzącego się z epoki zakończonej krwawą rewolucją, wyraża również kilkakrotnie w swojej książce p. Bacz, który w rzeczowym przypisie wyjaśnia polskiemu czytelnikowi różnice w ocenie Oświecenia polskiego i francuskiego. Myślę, że zasadność takiej negatywnej postawy nie byłaby łatwo zrozumiała także dla czytelnika z innych kręgów europejskich, bo Oświecenie postrzegane jest pozytywnie nie tylko w Polsce.   Np. w Wielkiej Brytanii wiek XVIII to okres wielkiego odrodzenia religijnego (powstanie metodyzmu, popularność kaznodziejstwa), uzyskania wolności przez kolonie amerykańskie i udanej walki parlamentarnej o zniesienie niewolnictwa. Z kolei J. J. Rousseau, krytyk ateizmu i racjonalizmu, nie jest uważany w angielskiej historii literatury za typowego myśliciela francuskiego Oświecenia, a raczej za prekursora Romantyzmu (m. in. ze względu na jego wielki wpływ na romantycznych ‘odkrywców’ niewinnego dzieciństwa -  poetów Williama Blake’a i Williama Wordswortha).

Z bogatej treści książki Jacka Bacza chciało by się wybrać jeszcze wiele tematów, które inspirują do komentarza i dyskusji, ale należy większość tych spraw zostawić czytelnikowi. Wspomnę tu jeszcze krótko tylko dwie rzeczy:  niezwykle ciekawy, choć niełatwy rozdział 20 ("Tylko dla inżynierów"), odwołujący się do języka i pojęć z algebry,  oraz krótka prezentacji podstawowych założeń i problematyki z katolickiej etyki seksualnej, wyłożone w rozdziałach o intrygujących tytułach -"Miłość na korcie tenisowym" i "Pilnie strzeżona tajemnica piekieł".

Wykład dla inżynierów, możliwy także do zrozumienia przez humanistów, którzy zdawali matematykę przy maturze, opiera się na tym, jak działają układy równań: jest on zastosowany przez autora do budowania teorii rzeczywistości przy wykorzystaniu poszczególnych kategorii światopoglądów (materialistycznego, panteistycznego i monoteistycznego). Na zakończenie tej błyskotliwej tour de force  autor ujmuje jeszcze w kategorie tej analogii dogmat o Trójcy Świętej, demonstrując konieczność posłużenia się paradoksem jako jedynym możliwym narzędziem, jakim dysponuje rozum "do opisu zjawisk nieposiadających analogii w naturze" (s. 250). Jeśli pamiętamy o tym, że paradoks był najczęstszym sposobem wyrażania najgłębszych treści religijnych w poezji metafizycznej XVII wieku, to możemy czuć satysfakcję, że - dzięki utalentowanemu inżynierowi-wykładowcy -  znaleźliśmy kolejny mały segment do naszej układanki.

Rozdziały dotyczące tematyki z etyki seksualnej są napisane tak jasno, logicznie i przystępnie, jak wszystkie inne w  książce p. Bacza. Są treściwe, a wywód jest ponadto bardzo dobrze udokumentowany, jako że zawierają one stosunkowo największą ilość najdłuższych przypisów z informacją o najbardziej wartościowych pozycjach z tej dziedziny. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że temat jest obszerny i wymagałby oczywiście osobnego potraktowania. Autor wie, ze dotyka zagadnień, które czytelnik może uważać za kontrowersyjne w ujęciu współczesnych popularnych poglądów na temat życia seksualnego,  i nie oczekuje, że przyznana mu zostanie racja, za którą pójdą czyny radykalnie zmieniające nasz styl życia. Ale jest to oczywiste, że mu bardzo zależy, aby czytelnik wiedział, na czym polega katolickie rozumienie seksualizmu i dlaczego zarzut o seksualnej obsesji nauki Kościoła nie jest zasadny. Ważne jest to, żeby zobaczyć, iż jest to wszystko - łącznie z  prośbą o czystość serca i ewangelicznym powołaniem do świętości - logicznie powiązane z przyjętą w tej religii koncepcją osoby ludzkiej i jej relacji wobec Boga i bliźniego.

Z tego, co już napisałam powyżej, wynika jasno, że uważam książkę Przez rozum do wiary  za bardzo wartościową lekturę dla różnych grup czytelników. Polecam ją w pierwszym rzędzie  osobom wątpiącym i poszukującym, bo może doświadczenie autora ułatwi im wybranie właściwej dla nich drogi. Polecam tę książkę osobom wierzącym - niepraktykującym, lecz zainteresowanym refleksją religijną: oczytanie autora w bogatej literaturze filozoficzno-teologicznej, przeznaczonej dla niespecjalistów, i jego ścisły umysł połączony z talentem pisarskim gwarantują pożyteczną i satysfakcjonującą lekturę.  Jest to także świetna książka dla osób wierzących i praktykujących, które nie pożałują tego, że wybrały się w fascynującą podróż ‘przez rozum do wiary’. Lektura tej książki uświadamia takim czytelnikom sprawy, o jakich dotąd nie myśleli i porządkuje rzeczy, które wcześniej były porozrzucane.  Dochodząc z autorem do końca wędrówki, czujemy, że to co mówi nam na pożegnanie, jest prawdą:
"Ludzie, którzy wiedzą, dlaczego wierzą, nie przestaną wierzyć z dnia na dzień".

Jacek Bacz:  Przez rozum do wiary: fascynująca wędrówka,  Kraków 2013: Wydawnictwo WAM

Przez rozum do wiary to zapis zmagania się autora z pytaniami: czy wiedza może prowadzić do Boga? Czy w dobie sceptycyzmu można sensownie rozmawiać o religii? Czy chrześcijaństwo daje się obronić argumentami logicznymi i naukowymi? Chcę przeczytać tę książkę >>

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Fascynująca wędrówka
Komentarze (1)
C
Constans
15 marca 2017, 19:25
Dziękując Pani Profesor za wnikliwą, obszerną i merytoryczną recenzję chciałbym dodać kilka słów na obronę mojego podejścia do "sprawy Galileusza". Na pewno byłyby ono lepiej udokumentowane, gdyby towarzyszyła mu dyskusja rehabilitacji Galileusza przez Jana Pawła II, albo przynajmniej odpowiedni przypis. Dzisiaj widzę, że było to z mojej strony przeoczenie. Sądzę jednak, że czytelnik bez trudności rozpozna mój zamysł: chcę uświadomić mu złożoność problemu i nakłonić go do spojrzenia na „sprawę Galileusza” przez pryzmat tamtej epoki. Nie twierdzę, że wyrok był sprawiedliwy, albo że człowiek w areszcie domowym, zmuszony do milczenia, „nie cierpi”.  Informacja o areszcie domowym pojawia się w ironicznym, żeby nie rzec, sarkastycznym kontekście. Jest częścią polemiki z „czarną legendą” (prześladowanie, tortury, spalenie na stosie). Wiadomość o tym, że wielki uczony zmarł we własnym łóżku będzie dobrą nowiną dla ludzi, którzy przekonani są, że spłonął żywcem. (JB) x