Niektórzy Izraelczycy wykorzystują Biblię, by udowodnić, że ziemie palestyńskie należą do nich

Fot. Canva AI
Karolina Wójcicka

Dla Silbersteina, żydowskiego osadnika, na co dzień pracującego w organizacji Jerusalem Center for Applied Policy, prawo międzynarodowe i opinie zachodnich polityków nie są wyznacznikiem. Zapewniał mnie, że w życiu kieruje się tylko tym, co zostało napisane w Biblii. „Dąb płaczu”, który dumnie mi pokazywał, jest jego zdaniem dowodem, że palestyńskie terytoria należą się Żydom – czytamy w książce Karoliny Wójcickiej „Z nakazu Boga. Izraelczycy i wojna w Strefie Gazy”, której fragment publikujemy.

– Widzisz to drzewo? – zapytał mnie Chaim Silberstein. Staliśmy na wzgórzu w Bet El, miejscowości, którą Izraelczycy założyli niemal pół wieku temu na Zachodnim Brzegu. Bet El, podobnie jak inne żydowskie osiedla, wyrosło wbrew przepisom prawa międzynarodowego. Osadnictwo narusza konwencje genewskie z 1949 roku, które zabraniają przenoszenia ludności cywilnej na okupowane terytoria. Już ponad dekadę temu ONZ wydała raport, w którym stwierdzono, że tego typu działania „można zaliczyć jako zbrodnie wojenne podlegające jurysdykcji Międzynarodowego Trybunału Karnego”.

Również przywódcy państw Zachodu stanowczo się im sprzeciwiają. „Uznajemy prawo Izraela do obrony własnej, ale nie uznajemy prawa do nadużywania siły ani do nielegalnego osadnictwa. Uznajemy także prawo Palestyny do państwowości, do stworzenia ram instytucjonalnych i do życia w pokoju. W obecnej sytuacji obie strony tracą” – mówił minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski na antenie Programu Trzeciego Polskiego Radia. Prawdopodobnie najdosadniej wypowiedział się w tej sprawie pod koniec rządów torysów w Wielkiej Brytanii ówczesny szef dyplomacji David Cameron. Podkreślał, że „ekstremistyczni izraelscy osadnicy grożą Palestyńczykom i zmuszają ich do opuszczenia ziemi, która do nich należy”. „Takie zachowanie jest nielegalne i niedopuszczalne” – dodał.

DEON.PL POLECA

 

 

Okładka książki "Z nakazu Boga. Izraelczycy i wojna w Strefie Gazy" (wyd. Mando)
Dla Silbersteina, żydowskiego osadnika, na co dzień pracującego w organizacji Jerusalem Center for Applied Policy, prawo międzynarodowe i opinie zachodnich polityków nie są wyznacznikiem. Zapewniał mnie, że w życiu kieruje się tylko tym, co zostało napisane w Biblii. „Dąb płaczu”, który dumnie mi pokazywał, jest jego zdaniem dowodem, że palestyńskie terytoria należą się Żydom. Na wbitej obok niedużego drzewa tablicy pamiątkowej widnieje cytat z Księgi Rodzaju, który ma potwierdzać tezy Silbersteina: „wtedy umarła Debora, mamka Rebeki, i została pochowana poniżej Betelu pod dębem; nazwano go dębem płaczu”. Podobnych tablic jest tu więcej. Kilka metrów dalej leży głaz, na którym – wedle opisu – zasnął niegdyś Jakub (patriarcha biblijny, nazywany też Izraelem).

Silberstein był uprzejmy, chętnie opowiadał o swojej żonie Laurze i siódemce dzieci, choć sprawiał wrażenie podejrzliwego. Przyznał, że nie ufa mediom, bo „nie przedstawiają sytuacji taką, jaka jest”. Na co dzień nie unika jednak wywiadów dla zagranicznych tytułów – wielokrotnie wypowiadał się na łamach takich mediów jak „Guardian” czy CNN. Zapewniał mnie, że robi to, bo „nie ma nic do ukrycia”, mimo że uważa, iż większość dziennikarzy i tak ostatecznie przekręca jego słowa. – Ale wierzę, że nawet odrobina światła z mojej strony może rozproszyć dużo ciemności – mówił.

Być może dlatego szczególnie podkreślał, że osadnicy nie gloryfikują śmierci i nie chcą mordować Arabów. – Wręcz przeciwnie, my kochamy życie. Jesteśmy idealistami, robimy to, co przykazała nam Biblia, w której wyraźnie napisano, jak ważne jest zasiedlenie tej ziemi. Wierzymy, że przyniesiemy w ten sposób pokój światu. Polsce, Ameryce i wszystkim innym – przekonywał. Mój rozmówca nie urodził się w Izraelu – pochodzi z RPA. W 1980 roku dokonał aliji (imigrował do Izraela), korzystając z tzw. prawa powrotu, które umożliwia przyznanie obywatelstwa każdemu, kto może udokumentować żydowskie pochodzenie przynajmniej jednego z dziadków lub dwojga pradziadków. Po przyjeździe rozpoczął studia na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie, a po ich ukończeniu zapisał się do jesziwy. Chciał pogłębić swoją wiedzę o judaizmie. – Mimo że moim językiem ojczystym jest angielski, szukałem szkoły, w której wykłada się po hebrajsku – mówił. Do Bet El, osiedla założonego przez ultranacjonalistyczną organizację Blok Wiernych, przyjechał w połowie lat 80.

Kiedy zapytałam, dlaczego swój dom wybrał właśnie w Palestynie, zamiast osiedlić się na ziemiach wchodzących w skład Izraela, odpowiedział, że „odwiedzał tu kiedyś znajomych i od razu się zakochał”. – Poza tym byłem i nadal jestem silnym zwolennikiem prawa do zasiedlenia całej naszej ojczyzny – podkreślił. Swoją obecność na Zachodnim Brzegu traktował jak misję, przekonany, że powrót Żydów do „jednego z najstarszych miejsc judaizmu” jest koniecznością.

Jak twierdził, żydowska historia Bet El sięga 4 tysięcy lat – a skoro to miejsce nie miałoby należeć do Izraela, to trudno byłoby uznać za jego część jakikolwiek inny skrawek kraju. W toku długiej rozmowy, która obejmowała kawę w jego domu, przejażdżkę po okolicy i wspólną podróż do Jerozolimy – Silberstein jechał do pracy i zaproponował, że podwiezie mnie do miasta – wielokrotnie przywoływał podobne liczby. – Jeśli przejdziesz się po Bet El, zobaczysz stanowiska archeologiczne świadczące o obecności Żydów. 3 tysiące, 2 tysiące lat temu. Ta obecność trwa tu nieprzerwanie od tysięcy lat – powtarzał. Twierdzenie, że osadnicy są okupantami, uważał za „kłamstwa i propagandę, która nie ma nic wspólnego z prawdą”.

DEON.PL POLECA


Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Niektórzy Izraelczycy wykorzystują Biblię, by udowodnić, że ziemie palestyńskie należą do nich
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.