Gdy nie kochasz, tracisz coś, co jest istotą chrześcijaństwa
"Spójrzmy na te osoby wokół nas, które nie szanują Kościoła czy Chrystusa albo wyśmiewają naszą wiarę. Jeżeli takie relacje istnieją w naszym życiu, to bez żadnej kłótni po prostu oddalmy się od tych ludzi. Powiedzmy jasno, że się na to nie zgadzamy - ale nie wchodźmy w pustą słowną sprzeczkę, w nieustanne obrzucanie się argumentami. Po prostu odejdźmy z miejsca, gdzie nasze wartości, nasza godność, nasza tożsamość są lekceważone i nieszanowane". Przeczytaj fragment książki Wojciecha Czuby "The Way. Osobista droga z Bogiem". Autor, młody influencer i charyzmatyczny ewangelizator, w prosty i szczery sposób opowiada o swoim życiu, nawróceniu oraz odkrywaniu tego, co naprawdę się liczy - autentycznej wiary, wartościowych relacji i znaczenia codziennych wyborów.
Piękny jest opis narodzin Abrama. Wszyscy przodkowie z jego rodu byli bardzo "udanymi" ludźmi. Jedynie jego ojciec spłodził syna dopiero w podeszłym wieku. Przez wiele lat nie zdołał zostawić po sobie jakiegokolwiek potomstwa - a w skrócie rzecz ujmując, taki człowiek, który nie mógł mieć dzieci albo doczekał się ich dopiero w starości, był wtedy - po naszemu - nieudacznikiem.
Wiele dziewczyn i chłopaków ma zniszczone poczucie własnej wartości
Zobaczcie, że Abram rodzi się w takiej rodzinie, w której nie ma relacji z ojcem. Jego ojciec nie potrafi zbudować więzi z synem. Zarówno wasze, jak i moje doświadczenia są w tym zakresie na pewno bardzo różne, ale mam świadomość, że wielu chłopaków doświadcza problemów w kontaktach ze swoim tatą. Ojciec bardzo często nie wie, jak rozmawiać ze swoim dzieckiem, jak podejść, jak zagadać, jak dowiedzieć się od niego czegoś wartościowego, jak wejść w jego życie, aby być w nim obecnym. Wielu z nas albo nie ma tej relacji z tatą, albo jest ona bardzo po raniona. Podobnie było z biblijnym Abramem, który potem stał się Abrahamem - ojcem wiary, którego wspominamy do dziś. Sara, która wcześniej nazywała się Saraj, również była kompletną nieudaczniczką, kobietą zupełnie "nieprzydatną", ponieważ była bezpłodna. W tamtych czasach bezpłodność równała się dla kobiety z byciem nikim w społeczeństwie. Uważano, że została ukarana przez Boga, nie mogła dać niczego wartościowego. Jej rolą było zrodzenie dzieci, a ona nie spełniała swojej podstawowej funkcji. W moim odczuciu była zatem kimś, kto od rodziców być może też nigdy w życiu nie usłyszał słów: "Jesteś dla mnie ważna". Była kimś, kto nigdy nie czuł się w swoim domu kochany - kto miał o sobie niskie mniemanie, komu brakowało poczucia własnej wartości. Była kimś bardzo skrzywdzonym. Miała prawdopodobnie ogromny deficyt miłości. Jak rozmawiam z dziewczynami, to myślę, że wiele z nich ma bardzo podobne doświadczenia do Saraj. Jak często słyszysz od swoich rodziców, że jesteś ważna, że jesteś potrzebna, że masz wielkie zadanie do wykonania w swoim życiu? Księga Rut i Księga Estery, ale też losy innych największych postaci biblijnych - właśnie takich jak Sara, o której za chwilę powiem więcej - dają przykłady tych wielkich życiowych zadań. Myślę, że wiele dziewczyn, ale też wielu chłopaków ma zniszczone poczucie własnej wartości.
Relacje są słowem Boga do człowieka
Mówię o tym dlatego, że dla mnie relacja Abrama i Saraj jest czymś fenomenalnym, bo właściwie wydaje się nie iść w żadną stronę. Mamy w tej historii jeden moment, który naprawdę zachwyca. Kiedy Abram - już w bardzo podeszłym wieku - spotyka się z Bogiem, Stwórca mówi mu: "Słuchaj, twoje potomstwo będzie liczne jak gwiazdy na niebie, jak ziarnka piasku". To jest niesamowite. Abram jest już stary, jego żona - bezpłodna, a jednak Bóg składa mu taką obietnicę. Ale stawia przy tym jeden warunek: "Będziesz miał to potomstwo, ale od teraz twoja żona nie nazywa się już Saraj. Jej imię to Sara". A "Sara" po hebrajsku oznacza "księżniczka" (por. Rdz 17,15).
Myślę, że już mniej więcej czujemy, o co tu chodzi. Bóg mówi do Abrama, który od tego momentu staje się Abrahamem, mniej więcej coś takiego: "Będziesz wielkim człowiekiem. Przed tobą wspaniała, otwarta przyszłość. Twoja relacja z Sarą będzie piękna, będzie życiodajna. Naprawisz ją, ale pod jednym wa runkiem: musisz nazywać ją swoją księżniczką". Mówię o tym, bo to jest właśnie istota relacji - czerpanie własnej wartości z tej więzi. Oczywiście ważne jest dawanie z siebie, ale liczy się rów nież to, jak widzimy drugą osobę i jak ona widzi nas: czerpanie z tego i zrozumienie, że jestem człowiekiem kochanym, jestem kochana, jestem kochany - właśnie przez tę drugą osobę. Relacje - i to mogę powiedzieć z czystym sumieniem - są słowem Boga do człowieka. Moment, w którym czujemy się kochani, jest darem Bożym. Jeżeli trwamy w relacji, gdzie nie czujemy się kochani, a raczej poniżani, kiedy czujemy, że nie odkrywamy swojej wartości, to taka relacja jest bez sensu. Miłość Boża pokazuje nam naszą wartość, a skoro Bóg nakazuje Abrahamowi:
"Od teraz będziesz mówił Sarze, że jest księżniczką", to ty jako chłopak masz pokazać swojej kobiecie, że ona jest najpiękniejsza na świecie, że jest najbardziej wartościowa, że jest ważna i kochana. Tak samo kobieta musi pokazać mężczyźnie, że jest kochany, ważny, wartościowy. Relacje są słowem Boga dla innego człowieka.
Jeśli nie kochasz, tracisz coś, co jest istotą chrześcijaństwa
Irlandzki dominikanin Herbert McCabe OP mówił, że jeśli kochasz, to cierpisz, bo dajesz coś od siebie, ale jeśli nie kochasz, to już jesteś martwy. Jeśli nie kochasz, to tracisz coś, co jest istotą chrześcijaństwa - tracisz Chrystusa, tracisz wartość, tracisz świat. W Ewangelii czytamy, że uzdrowiony paralityk wracał, wielbiąc Boga (por. Łk 5,25). Popatrzmy na ludzi, którymi się otaczamy, i zadajmy sobie pytanie: czy te relacje sprawiają, że czujemy bliskość Boga? Czy czujemy się dzięki nim wartościowi? Czy w tych relacjach jesteśmy docenieni? Jesteśmy ważni? Czy możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że mamy z kim pogadać o Bogu - tak naprawdę, głęboko? Możemy podzielić się swoim doświadczeniem, a ktoś może podzielić się z nami? To jest istota budowania relacji z Bogiem - bez tego bardzo ciężko będzie nam wytrzymać w naszej wierze.
Myślę, że kojarzycie tę scenę, kiedy mieszkańcy Nazaretu próbują zabić Jezusa, a On się oddala (por. Łk 4,28-30). Wyprowadzili Go na górę, rzucali w Niego obelgami, padały bardzo niemiłe słowa, obrażali Go. A On nie zaczął się z nimi kłócić, tylko po prostu oddalił się z tego miejsca. Gdy ktoś umniejszał Jego wielką misję, negował to, że On jest Synem Bożym, Jezus nie tyle się nie zgadzał, ile po prostu odchodził - bo wiedział, że nie warto trwać w takich relacjach.
Spójrzmy na te osoby wokół nas, które nie szanują Kościoła czy Chrystusa albo wyśmiewają naszą wiarę. Jeżeli takie relacje istnieją w naszym życiu, to bez żadnej kłótni po prostu oddalmy się od tych ludzi. Powiedzmy jasno, że się na to nie zgadzamy - ale nie wchodźmy w pustą słowną sprzeczkę, w nieustanne obrzucanie się argumentami. Po prostu odejdźmy z miejsca, gdzie nasze wartości, nasza godność, nasza tożsamość są lekceważone i nieszanowane. Tak samo musimy pamiętać, że to my jesteśmy słowem Boga do innych ludzi. To, w jaki sposób funkcjonujemy w relacjach z innymi, jak okazujemy im ich wartość, jak odkrywamy, że są kimś naprawdę ważnym w tym świecie, że mają wielką misję, czyni nas znakiem bliskości Boga dla drugiego człowieka. Nie musimy mówić wielkich rzeczy, nie potrzebujemy pisać traktatów teologicznych ani książek. Wystarczy, że dzielimy się uśmiechem, pokazujemy, że ludzie są warci miłości, że są ważni i kochani. Już wtedy ewangelizujemy.
Fragment książki Wojciecha Czuby "The Way. Osobista droga z Bogiem".


Skomentuj artykuł