Duch Święty to nie Zeus. Poznaj potęgę, która nie zgina karku do ziemi, lecz daje wolność
W dniu Uroczystości Zesłania Ducha Świętego, gdy świętujemy narodziny Kościoła, Dariusz Piórkowski zaprasza nas do głębokiej refleksji nad tym, kim właściwie jest Trzecia Osoba Boska w naszym życiu. Autor przekonuje, że Duch Święty to nie tylko potężny i nieokiełznany żywioł, ale przede wszystkim osobowa Miłość i Dar, który chce być przyjęty z taką naturalnością, z jaką pijemy wodę czy oddychamy powietrzem.
W poniższym fragmencie książki Dariusz Piórkowski, odwołując się do nauczania św. Pawła, kreśli wizję Kościoła jako żywego Ciała Chrystusa, w którym różnorodność darów, kultur i wrażliwości nie jest zagrożeniem, lecz bogactwem służącym wspólnemu dobru. To odważne spojrzenie na wiarę, które wzywa do przełamania barier klerykalizmu i lęku, przypominając, że Duch nie przychodzi, by „zginać karki do ziemi”, lecz by z czułością i delikatnością odnawiać oblicze ziemi – i każdego z nas.
Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra (...)
Wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem.
Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało (...)
Wszyscy bowiem w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało: czy Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni.
Wszyscy też zostaliśmy napojeni jednym Duchem
(1 Kor 12, 7, 12-13)
Przypuszczam, że kiedy św. Paweł pisał szczególnie ten rozdział Listu o Ciele Chrystusa, które tworzy, karmi, wzbogaca i jednoczy Duch Święty, czynił to z głębi jakiegoś uniesienia, zachwytu, oświecenia. Kluczowe w tych zdaniach są dwa słowa: wszyscy i Duch Święty. Ze strony Ducha Świętego wylewają się nieustannie dary dla Ciała Chrystusa. Są one analogiczne do słońca i deszczu, które Ojciec zsyła na świat. Sam Jezus nazywa Ducha Świętego darem dla człowieka, dla całego stworzenia. Duch Święty nie tylko podtrzymuje, ale też odnawia całe stworzenie, całą ziemię, w tym nas członków Ciała Chrystusa.
Nie jesteśmy zachęcani przez Jezusa po Zmartwychwstaniu, byśmy Bogu składali dary i ofiary. Świątynia z kamienia, ofiary ze zwierząt i płodów roślin się zakończyly. Były one bowiem wciąż jakoś spokrewnione z religijnością naturalną, gdzie to człowiek ma przede wszystkim składać ofiary bogom. Jeden jedyny człowiek złożył tę ofiarę ze swego życia, dając w ten sposób wszystkim życie wieczne - Jezus po prostu przez śmierć zgotowaną Mu przez ludzi przekazał miłość Ojca światu, czyli tym, którzy będą chcieli ją przyjąć w wierze.
Teraz powstała świątynia żywa, Ciało Chrystusa, której podstawą istnienia, rozwoju i przekazywania światła światu, jest przyjęcie Boga jako daru, Ducha Świętego. Najpierw o to prosi Jezus uczniów: "Przyjmijcie Ducha Świętego". Chciałoby się powiedzieć: Duch Święty niczego nie wymaga, nie gryzie, niczego co dobre, co już daje wam pokój i radość wam nie zabierze. Przyjmijcie Boga jako dar. Uwierzcie w to, że Bóg najpierw chce być przyjęty nie jako gość niedzielny, ale jako ktoś, kto od zawsze jest z nami w komunii, w jedności.
To niesamowite, że autorzy biblijni porównują Ducha do żywiołów: wody, ognia i wiatru. Być może dlatego, że jako ludzie mamy tylko nieznaczną kontrolę nad nimi. Musimy nauczyć się z nimi obchodzić, ale gdy ukazują swoją siłę i potęgę, jesteśmy wciąż bezradni: pożar, powódź i huragan niszczą wszystko. Tak, Duch Święty w tym sensie jest podobny do żywiołów. Jeest potęgą, której my nie możemy kontrolować, zarządzać tak, jak nam się podoba. Jest Bogiem. Ale jednocześnie ( i tu jest różnica w stosunku do religii naturalnych) to nie Zeus, to nie bożek,który używa swej potęgi, by straszyć, niszczyć i zginać karki ludzi do ziemi. Duch to miłość osobowa. Dlatego Jego potęga jest jednocześnie pełnią łagodności, delikatności i, jak mawiał Papież Franciszek, czułości.
Paweł pisze, że Duch tworzy z nas Ciało Chrystusa. Wpływ myślenia tego świata: feudalne podziały na stany, oceny wartości człowieka pod kątem jego statusu społecznego, wykształcenia, posiadania, starotestamentalne rozumienie święceń, masowość Kościoła, która z konieczności uniemożliwiła dobrą katechezę i formację wprowadzającą w misterium zamieszkiwania Boga w nas i nas w Bogu, sprawiła, że prawda o Ciele Chrystusa, które wszyscy stanowimy, zeszła w cień. Do dziś są w Kościele "równi" i "równiejsi", chociaż to przeczy Dobrej Nowinie. Ciało Chrystusa przez klerykalizm i wyniesienie kapłanów na piedestał zostało sprowadzone tylko do Najświętszego Sakramentu (oczywiście w praktyce i świadomości wielu wierzących).
A Duch udziela się dla wspólnego dobra. Nie tylko dla prywatnego dobra. Nie tylko dla mnie. Duch tworzy z różnych ludzi jedno Ciało. I jest ono różnorodne zarówno z punktu widzenia tego, co do Niego wnosimy, czyli wszystkie dary otrzymane z urodzenia: kultura, język, rasa, narodowość, wrażliwość, talenty jak i dary, które otrzymuje każdy w ramach Ciała Chrystusa. I to dziś szczególnie przeżywamy i świętujemy Zesłanie Ducha Świętego to powstanie Ciała Chrystusa, to początek Kościoła, który wszyscy tworzymy, ale tak naprawdę to Duch tworzy z nas Kościół.
Paweł mówi o chrzcie i o bierzmowaniu (napojeni Duchem Świętym). Chrzest nie ratuje najpierw od grzechu pierworodnego. Paweł więcej uwagi poświęca temu, co dobrego, pozytywnego i radykalnie nowego sprawia chrzest: tworzy nowe Ciało Chrystusa, tworzy z ludzi braci i siostry Chrystusa. I w tym Ciele różnorodność nie jest zagrożeniem. Nie należy jej usuwać, chyba że za cenę konfliktów i wrogości wprowadzanej do Ciała jak wirus.
To wspólne dobro, o którym mówi św. Paweł dotyczy zarówno więzi i wzajemnej wymiany darów, która powinna się dokonywać wewnątrz Ciała Chrystusa, jak i wymiany, albo w fazie dawania świadectwa i ewangelizacji dawania darów tym, którzy jeszcze są daleko, którzy jeszcze uznają w swym sercu Boga jako Zeusa albo buntują się przeciwko Niemu, bo nie nikt im nie pokazał życiem i słowem Boga prawdziwego. Chodzi też więc o dobro tych, którzy jeszcze nie są w Ciele Chrystusa (choć są Bożym stworzeniem) albo będąc w Nim, znaleźli się niejako na Jego powierzchni, oddaleni od Jego serca. Wtedy wszystkie dary Ducha pozostają uśpione, niedostępne dla człowieka.
Nawet to, że w Kościele proces oczyszczenia i odnowy następuje tak powoli, czasem powiedzielibyśmy, że żmudnie, z oporem, świadczy o tym, że Duch nie łamie, nie zmusza, dostosowuje się do naszej ludzkiej biedy, niezrozumienia, lęku nie w takim sensie, że są one potrzebne, ale w takim, że są one związane z tym, co w nas najlepsze. Duch zna nasze serca. Wie, że nasza bieda, nasze grzechy, nasze podziały i konflikty we wspólnocie, ale i w naszym sercu, mają korzeń w tym, co dobre. Jak ów kąkol (czy życica), którego korzenie powiązane są z korzeniami pszenicy. Tylko Duch zna w pełni te powiązania. Tylko On wie, jak bardzo mylimy prawdziwe dobro z pozornym. Jak bardzo próbujemy zaspokoić nasze pragnienia nie tym, co należy. Miłość nie wyrywa, nie wypala i nie łamie. Ale cieszy się z najmniejszej szczeliny otwarcia, z najmniejszej gotowości do przyjęcia daru.
Woda, powietrze i ciepło (wszak to też ogień) sprawiają życie biologiczne. Pijemy wodę. Wdychamy powietrze. Przyjmujemy energię. Ogrzewamy się. I chociaż Duch jest potęgą, chce, byśmy nie bali się Go przyjąć tak jak wody, powietrza i pokarmu. Nie czynimy tego przecież z lękiem. Tak się Duch do nas dostosowuje, że staje się jak woda, powietrze i pokarm, który umożliwia życie i jego rozwój.
A dla chętnych polecam książkę "Ciało dla Ciała". Tak, to drugie Ciało to właśnei my, mistyczne Ciało Chrystusa. Duch Święty swoją mocą daje nam sakramenty dla wspólnego dobra, dla budowania jedności w tym Ciele i dla dawania wspólnego świadectwa miłości wobec tych, którzy jeszcze nie doświadczyli życiodajnego działania Ducha.
Facebook/Dariusz Piórkowski/łs


Skomentuj artykuł