Łańcuch nie grzeje. Zima to wyrok dla psów
Mróz nie wybiera pory dnia. Czasem przychodzi nocą, innym razem trzyma od świtu do zmroku. Powietrze gęstnieje, ziemia twardnieje jak beton, a wszystko, co żywe, próbuje zatrzymać w sobie ciepło. W tysiącach polskich miejsc ten stan oznacza jedno: pies przestaje się ruszać, zwija się przy budzie, opiera pysk na łapach i czeka. Nie na pomoc. Na koniec.
Bo pies na łańcuchu nie ma dokąd uciec. Nie może wejść do domu, nie może pobiec, nie może znaleźć miejsca osłoniętego od wiatru. Może tylko trwać w jednym punkcie, aż organizm zacznie przegrywać z zimnem. Wychłodzenie nie wygląda jak dramat znany z filmów. To proces powolny, niemal niezauważalny. Najpierw słabną mięśnie, potem znika czujność, a na końcu przychodzi sen, który nie jest snem, tylko reakcją ciała na skrajne wyczerpanie. Wystarczy mróz, wilgoć i brak ruchu. Wystarczy kilka godzin.
Wielu ludzi powtarza wtedy, że "pies ma budę". Tyle że większość bud, które stoją dziś na podwórkach, nie chroni przed niczym. Nie są ocieplone, stoją bezpośrednio na ziemi, mają otwór skierowany w stronę wiatru. W środku jest mokro, zimno i ciemno. Buda w takich warunkach nie ratuje życia. Ratuje tylko spokój sumienia właściciela, który może powiedzieć, że "coś zrobił".
Nie wiemy dokładnie, ile psów w Polsce żyje na łańcuchach. Państwo tego nie liczy. Nie prowadzi rejestrów, nie sprawdza gospodarstw, nie kontroluje realnych warunków. Szacunki mówią o setkach tysięcy, a nawet o ponad milionie zwierząt. Jednocześnie co roku wszczynane są tysiące postępowań dotyczących znęcania się nad zwierzętami. To nie są wyjątki. To codzienność, która zimą ma najcięższe konsekwencje.
Niestety, prawo nadal pozwala trzymać psa na uwięzi, jeśli spełnione są określone warunki. Ale mróz nie interesuje się przepisami. Nie sprawdza długości łańcucha ani liczby godzin. Dla zimna liczy się tylko to, czy organizm jest w stanie utrzymać temperaturę. Pies, który nie może się ruszać, który siedzi w wilgoci i wietrze, nie ma takiej szansy.
Ten tekst nie jest przeciwko ludziom, którzy mają psy do pilnowania gospodarstw. Jest przeciwko obojętności. Przeciwko myśleniu, że "zawsze tak było" i "przecież przeżył poprzednią zimę". Każda zima jest inna. Każdy organizm ma swoje granice. I każda noc przy kilkunastu stopniach mrozu może być tą ostatnią.
Dlatego ten apel jest prosty i nie pozostawia miejsca na interpretacje. Jeśli masz psa i nadchodzą mrozy, zabierz go pod dach. Do domu, garażu, kotłowni, wiatrołapu - gdziekolwiek, byle był chroniony przed zimnem i wiatrem. Jeśli pies musi zostać na zewnątrz, zerwij łańcuch, daj mu realną możliwość ruchu i miejsce, w którym może się ogrzać. To nie jest kwestia wygody. To jest kwestia życia.
A jeśli widzisz psa na krótkim łańcuchu, apatycznego, skulonego w śniegu, reaguj. Zrób zdjęcie, zapisz adres, dzwoń na 112, gdy sytuacja wygląda na zagrożenie życia, albo zgłoś sprawę na Policję. Równolegle poinformuj lokalną organizację prozwierzęcą.
Reagowanie nie jest donoszeniem. Jest RATUNKIEM.
Najgorsze, co można zrobić, to nic. Bo pies nie poprosi o pomoc. Nie zapuka do drzwi. Nie zerwie łańcucha. Po prostu zamarznie - cicho, poza zasięgiem wzroku, w miejscu, które miało być jego domem.
Ten mróz nie będzie wyrozumiały.
Skomentuj artykuł