Czy można przyjaźnić się z osobą bezdomną? Odpowiada psychoterapeutka

fot. Ev / Unsplash
Magdalena Szydełko

Bez uczenia się stopniowego oswajania, opisanego przez Antoine’a de Saint Exupéry w "Małym Księciu", nie da się zbudować relacji - mówi Magdalena Małecka-Kuzak, psychoterapeutka pracująca w Dziele Pomocy św. Ojca Pio. Podkreśla tym samym istotę przyjaźni, która jest kluczowym elementem na drodze wychodzenia z bezdomności. Samemu trudno poradzić sobie z problemami. A każdy człowiek potrzebuje przyjaciela. Osoby bezdomne również.

Magdalena Szydełko: Człowiek doświadczający bezdomności często nie ma głębokich relacji, na których mógłby się oprzeć w kryzysie. Dlaczego tak się dzieje?

- Osoby bezdomne często z powodu krzywd, które spotkały je w życiu, boją się ludzi i nie chcą wchodzić w bliskie relacje. Dlatego jednym z pierwszych kroków do wyjścia z bezdomności jest doświadczenie tego, że relacja niekoniecznie prowadzi do cierpienia czy opuszczenia.

Jak to zrobić?

DEON.PL POLECA

- Potrzeba czasu, aby zbudować zaufanie i pozwolić sobie pomóc. Czasami dla osoby doświadczającej bezdomności kontakt z psychologiem lub psychoterapeutą jest pierwszą formą spotkania, która, mimo że może być trudna, nie kończy się krytyką czy odrzuceniem, ale opiera się na rozmowie i zwyczajnym byciu razem. W poradni psychiatryczno-psychologicznej działającej przy Dziele Pomocy św. Ojca Pio, taki rodzaj pomocy określamy bardziej jako towarzyszenie czy wsparcie, a nie jako terapię.

Czy jest w ogóle możliwa przyjaźń z osobą bezdomną?

- Jest to kwestia indywidualna. Zazwyczaj przyjaźń kojarzy się z wzajemnością. Dla mnie polega ona na możliwości bycia swobodnym przy drugiej osobie, bycia "przy-jaźni" drugiego.

Nie zawsze tak jest. Dopiero kiedy zaczynamy czuć się komfortowo przy drugiej osobie, możemy zrobić pierwszy krok do pogłębienia relacji. Wówczas osoby bezdomne mogą pozwolić sobie na wyrażanie siebie, swoich emocji, często trudnych i nieprzyjemnych, jak smutek czy złość. Wiedzą bowiem, że zostaną przyjęte takimi, jakie są. Przychodzi mi wtedy do głowy Mały Książę i jego sposób na oswojenie lisa.

Jak "oswajanie lisa" wygląda w praktyce?

- Opowiem o tym na przykładzie pracy z panem Krzysztofem, który po prawie dwudziestu latach życia na ulicy wprowadził się do jednego z mieszkań prowadzonych przez Dzieło Pomocy św. Ojca Pio. Podczas mojej pierwszej wizyty u niego poczęstował mnie zimną herbatą w niedomytym kubku. Z czasem, im bardziej się poznawaliśmy, zaczął dbać o to, aby podczas moich odwiedzin do gorącej herbaty nie zabrakło również cytryny i słodzika, którego używam. Zdarzyło się też i tak, że pewnego razu nie było dla mnie cytryny, ponieważ miał gorszy dzień i był zmęczony, a dodatkowo ja go zdenerwowałam. Pokazało mi to, że nasza relacja stopniowo się pogłębia i pan Krzysztof zaczyna traktować mnie jak kogoś bliskiego, komu można powiedzieć: "Miałem zły dzień, a do tego Pani mnie denerwuje, więc dziś cytryny nie będzie".

Wydawać by się mogło, że w wyjściu z bezdomności pomaga raczej znalezienie pracy i mieszkania, a nie picie razem herbaty z cytryną...

- Gdyby tak było, osoby bezdomne już dawno wyszłyby z bezdomności. Jest to pułapka myślenia, ponieważ za pewnik przyjmujemy fakt, że każdy człowiek potrafi budować relacje międzyludzkie. W rzeczywistości tak jednak nie jest. Nikt nie staje się bezdomnym z dnia na dzień. Jest to proces. Tak samo wychodzenie z bezdomności wymaga czasu i nie jest łatwą drogą.

Czy można to zobrazować przykładem?

- "OK, tu jest szafa, a tu łóżko. Dziękuję. Wychodzę". Były to pierwsze słowa pana Stanisława, kiedy kilka miesięcy temu wprowadził się do mieszkania prowadzonego przez Dzieło Pomocy. Zaskoczeni tym zachowaniem, zapytaliśmy go, czy będzie w nim mieszkał, na co on odpowiedział, że będzie tylko nocował, bo po to jest mieszkanie. Zupełnie nie widać było po nim radości. Nie mógł uwierzyć w to, że rzeczywiście może z mieszkania korzystać. Na początku faktycznie tylko w nim nocował. Nie używał nawet łazienki. Zamiast tego przychodził do prowadzonej w Dziele Pomocy łaźni, bo do tego był przyzwyczajony. Tłumaczył się tym, że w mieszkaniu jest wanna, a w łaźni prysznic, z którego woli korzystać. Dopiero niedawno pan Stanisław po raz pierwszy wziął kąpiel w mieszkaniu.

Początkowo, tak jak zapowiedział, spędzał w mieszkaniu tylko noce. Codziennie rano wychodził i wracał po godzinie 22.00. Z tygodnia na tydzień zaczął coraz wcześniej wracać do domu, aż to momentu, kiedy pojawił się w nim już o godzinie 14.00. Powoli uczył się spędzać w nim czas. Bardzo nas wzruszyło, że zaczął traktować mieszkanie jak swój dom. Po kilku miesiącach sam zauważył te zmiany i powiedział: "Ja tutaj zdrowieję".

Choć z początku niezauważalny, to jednak pojawił się sukces…

- Często progres nie jest spektakularny. Dla nas to, że ktoś nocuje w mieszkaniu, już jest dużym osiągnięciem. Gdy zaczyna je również urządzać i wyposaża w dywan czy zasłony, cieszymy się jeszcze bardziej i mamy poczucie dużego sukcesu, ponieważ traktuje mieszkanie jak swoje. Wierzę, że każdy człowiek zasługuje na godne życie w domu. Temu właśnie służy relacja przyjaźni.

Artykuł pochodzi z dwumiesięcznika "Głos Ojca Pio".

Magdalena Małecka-Kuzak - psychoterapeutka w Poradni Psychiatryczno-Psychologicznej przy Dziele Pomocy św. Ojca Pio. Wspomaga również projekt mieszkaniowy przeznaczony dla osób wychodzących z bezdomności. Prywatnie fanka kotów i niszowych perfum.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czy można przyjaźnić się z osobą bezdomną? Odpowiada psychoterapeutka
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.