Kubuś Puchatek uczy pokory i miłości. Potrzebujemy tego bardziej niż kiedykolwiek

Fot. Depositphotos

Mija sto lat od opublikowania legendarnej już książki Alana Alexandra Milne’a o Kubusiu Puchatku. Gdy wydawnictwa na całym świecie wznawiają opowieści o głupiutkim miłośniku miodku, teolodzy i literaturoznawcy odkrywają głębię chrześcijańskiego przesłania, które kryje Stumilowy Las. Bo historie mieszkańców tego niezwykłego miejsca to coś więcej niż zabawne opowieści dla dzieci. Kryją w sobie zaskakująco piękną i wzruszającą katechezę o ludzkich słabościach, pokorze, przyjaźni i miłości, która nie stawia warunków a przez to potrafi przemieniać świat.

Zdaniem Gavina Ashendena, byłego anglikańskiego kapelana królowej Elżbiety II i katolickiego konwertyty, „Kubuś Puchatek” to nie tylko pełna uroku opowieść, ale także „cicha katecheza cnót”. Wskazuje on, że Stumilowy Las zamieszkują bohaterowie, z których każdy zmaga się z jakąś słabością – Kłapouchy z przygnębieniem, Prosiaczek z nieśmiałością i lękiem, Sowa z próżnością, a Królik z nadgorliwością i wtrącaniem się w nie swoje sprawy. A jednak żadna z postaci nie jest z powodu swoich słabości wyśmiewana, wykluczana ze wspólnoty ani zmuszana do zmiany. Są kochani takimi, jacy są. I właśnie w tym kryje się coś bardzo chrześcijańskiego: miłość nie czeka, aż bliźni stanie się sympatyczny, by wyciągnąć do niego dłoń i zacząć go kochać.

DEON.PL POLECA

Ubóstwo w duchu i baryłka miodu

Kubuś Puchatek bez najmniejszego skrępowania przyznaje, że ma w głowie… tylko trociny. I właśnie w tej z pozoru absurdalnej deklaracji badacze literatury religijnej i teolodzy dostrzegają echo pierwszego błogosławieństwa z Kazania na Górze: „Błogosławieni ubodzy w duchu”. Nie chodzi oczywiście o pochwałę intelektualnego niedostatku, ale o coś znacznie głębszego: świadomość, że istnieją tajemnice, których nie ogarnie nawet najtęższy ludzki umysł, oraz pokorę wobec wielkości i mądrości Boga.

Podczas gdy Sowa i Królik z zapałem wpadają w sidła intelektualnej próżności, lęku i perfekcjonizmu, Puchatek pozostaje zadziwiająco wolny od pychy i potrzeby kontrolowania świata. Nie musi wszystkiego rozumieć, porządkować ani mieć zawsze racji. Wystarczają mu proste dary, które przyjmuje z wdzięcznością. Jego „chlebem powszednim” jest zresztą coś wyjątkowo konkretnego: baryłka miodu. I trudno odmówić mu w tym względzie pewnej ewangelicznej prostoty.

Gavin Ashenden dostrzega w postawie Puchatka podobieństwo do „małej drogi” św. Teresy z Lisieux. Świętość nie musi być spektakularna; przejawia się ona w małych, wiernych i niepozornych gestach uwagi wobec ludzi wokół nas. Puchatek nie analizuje tajemnic lasu, lecz po prostu w nim żyje, ufając, że otrzyma miłość i opiekę, co nawiązuje do słów Chrystusa o konieczności stania się jak dzieci, aby wejść do Królestwa Niebieskiego. A.A. Milne nigdy nie poucza, nie moralizuje, ale pokazuje świat uporządkowany przez miłosierdzie, co ułatwia dzieciom zrozumienie, jaki świat warto kształtować wokół siebie, gdy dorosną.

Gavin Ashenden dostrzega w postawie Puchatka podobieństwo do „małej drogi” św. Teresy z Lisieux. Świętość nie musi przecież wyglądać spektakularnie ani przypominać bohaterskich czynów z żywotów świętych. Częściej kryje się w tym, co małe, wierne i pozornie nieistotne: w uważności na drugiego człowieka, drobnych gestach życzliwości i zwyczajnej obecności przy tych, którzy są obok. Puchatek nie próbuje rozwikłać wszystkich tajemnic Stumilowego Lasu. Po prostu w nim żyje. Ufa, że jest kochany, że ktoś się nim zaopiekuje i że nawet jeśli czasem zabłądzi, nie zostanie sam. Trudno nie dostrzec w tym echa słów Chrystusa o tym, że aby wejść do Królestwa Bożego, trzeba stać się jak dziecko.

Milne nigdy nie mówi czytelnikowi, jak powinien żyć. Nie wygłasza kazań, nie moralizuje i nie wystawia swoim bohaterom ocen z zachowania. Po prostu pokazuje świat, w którym słabość spotyka się z cierpliwością, inność nie prowadzi do wykluczenia, a relacje między mieszkańcami Lasu są oparte na miłosierdziu. Być może właśnie dlatego ta opowieść działa tak mocno: dziecko nie dostaje gotowej instrukcji obsługi życia, ale zaczyna przeczuwać, jak powinien wyglądać świat, który kiedyś samo będzie współtworzyć. I to było celem stworzenia tych historii, co sam autor przyznawał.

Milcząca obecność w dole z błotem

Jednym z najbardziej przejmujących wątków „Kubusia Puchatka” jest sposób, w jaki przyjaciele traktują wiecznie smutnego Kłapouchego. We współczesnym świecie jego ponury nastrój łatwo byłoby uznać za problem wymagający szybkiego rozwiązania: coś trzeba z nim zrobić, jakoś go naprawić, najlepiej sprawić, żeby wreszcie zaczął się uśmiechać. Tymczasem Milne pokazuje coś znacznie prostszego i zarazem trudniejszego: czasem największym darem, jaki możemy ofiarować cierpiącemu człowiekowi, jest po prostu bycie przy nim. Betsy Fentress z The Catholic Association zauważa, że opowieści o mieszkańcach Stumilowego Lasu uczą akceptacji i miłości wobec naszej niedoskonałej, poranionej natury. Ilustracje E.H. Sheparda i historie Milne’a pokazują zaś, że z codziennych trosk łatwiej podnosić się wtedy, gdy nie trzeba robić tego samotnie.

Kiedy Kłapouchego ogarnia szczególnie głęboki smutek, przyjaciele nie wygłaszają mu kazań o pozytywnym myśleniu ani nie zasypują go radami w rodzaju „weź się w garść”. Puchatek i Prosiaczek po prostu przychodzą do jego zakątka. Pomagają odbudować zniszczony dom z patyków, a potem… siadają obok niego w błocie. Nie próbują na siłę poprawić mu humoru. Ich obecność mówi więcej niż najbardziej błyskotliwa rada: nie musisz być w dobrym nastroju, żebyśmy chcieli być z tobą.

W języku teologicznym można nazwać to „posługą obecności”, wejściem w cierpienie drugiego człowieka bez pokusy natychmiastowego „naprawienia” go. Jest w tym coś głęboko chrześcijańskiego: Chrystus nie zbawił człowieka z bezpiecznej odległości. Wcielił się, wszedł w jego świat, przyjął jego słabości i do dziś towarzyszy nam w drodze, choć czasami – jak uczniowie do Emaus – idziemy w niewłaściwym kierunku. Puchatek, Prosiaczek i reszta mieszkańców Stumilowego Lasu robią więc coś, co brzmi zaskakująco ewangelicznie: nie próbują na siłę rozwiązać cudzych problemów, ale nie pozwalają, by człowiek cierpiał w samotności.

Wspólnota jako jedno ciało

Struktura społeczna Stumilowego Lasu zaskakująco dobrze przypomina pawłową wizję Kościoła – jednego ciała złożonego z wielu różnych członków, z których każdy ma swoje słabości, ograniczenia, a czasem także całkiem spore kłopoty. Prosiaczek zmaga się z paraliżującym lękiem, Tygrysek z impulsywnością, Królik z wybuchowym temperamentem. A jednak w tym lesie nikt nie dostaje komunikatu: „Skoro taki jesteś, nie pasujesz do nas”. Przeciwnie, każdy ma w nim swoje miejsce. Nad mieszkańcami Stumilowego Lasu zdaje się czuwać łagodna opatrzność. Dziecko, nawet jeśli nie potrafi jeszcze jej nazwać, zaczyna dzięki temu przeczuwać coś ważnego: słabość nie jest powodem do wstydu, a świat nie musi być miejscem, którego należy się nieustannie bać.

DEON.PL POLECA


Jessica Hooten Wilson, profesor literatury na Pepperdine University, uważa, że Stumilowy Las kształtuje wyobraźnię skuteczniej niż tradycyjne bajki Ezopa. Dlaczego? Bo jest miejscem bezpiecznym, pełnym radości i łagodności, w którym można popełniać błędy, zadawać dziwne pytania, a nawet wypowiadać na głos myśli, które nie mają najmniejszego sensu. Nikt nie wymaga od nas, byśmy byli bezbłędni, rozsądni i zawsze mieli coś mądrego do powiedzenia. Możemy być sobą, nawet wtedy, gdy w głowie mamy trochę więcej trocin niż rozsądku.

I choć mieszkańcy Lasu bardzo się od siebie różnią, różnice nie prowadzą do samotności ani wykluczenia. Przeciwnie, uczą się siebie nawzajem i próbują rozumieć swoje osobliwe sposoby patrzenia na świat. Opatrzność obdarza ich więc czymś jeszcze: zdolnością „mówienia różnymi językami” – rozumienia innych, ich lęków, dziwactw i potrzeb. U Milne’a staje się to niemal sztuką: uczyć się języka drugiego człowieka, zanim zacznie się go oceniać.

Przyjaźń w upadłym świecie

Braterstwo, które łączy mieszkańców Stumilowego Lasu, może być zaskakująco dobrym obrazem chrześcijańskiej wspólnoty. Katolicki pisarz Mike Aquilina przypomina, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa bycie chrześcijaninem oznaczało także bycie przyjacielem. To właśnie relacje były jednym z najważniejszych sposobów głoszenia Ewangelii. Nie inaczej jest u Puchatka. Miś bywa przecież samolubny, łakomstwo nie jest mu obce, a św. Paweł mógłby zapewne powiedzieć o nim, że jego bogiem jest… brzuch. A jednak gdy Puchatek, kierowany miłością do miodu, zaklinuje się w norce Królika, nikt nie zostawia go samego. Przyjaciele łączą siły, żeby wyciągnąć go z opresji. Jest w tym prosta, ale mocna lekcja: grzech może człowieka zaplątać, ale wierna przyjaźń nie pozwala mu pozostać w jego sidłach.

Opowieści o Kubusiu Puchatku dotykają przy tym czegoś znacznie głębszego niż nostalgia do świata dzieciństwa. Odwołują się do ludzkiego pragnienia powrotu do świata, który jest dobry, bezpieczny i przyjazny – do utraconej niewinności, za którą tęsknimy nawet wtedy, gdy jesteśmy już bardzo daleko od naszych młodych lat. Historie Milne’a poruszają w nas tę część duszy, która tęskni za powrotem do szóstego dnia stworzenia, kiedy człowiek mógł po prostu żyć w harmonii ze światem i zwierzętami. Jest w tym także przeczucie obietnicy przyszłego świata, w którym – jak zapowiada prorok Izajasz – lew położy się obok jagnięcia.

Może właśnie dlatego po stu latach wciąż wracamy do Stumilowego Lasu. Nie tylko po to, by przypomnieć sobie smak dzieciństwa. Wracamy tam, ponieważ świat Puchatka przypomina nam o czymś, o czym jako dorośli szczególnie łatwo zapominamy: że można być słabym, nieporadnym, przestraszonym, czasem nawet trochę głupiutkim – i wciąż być kochanym. A jak podsumowuje Betsy Fentress, po stu latach od debiutu książki nadal najbardziej potrzebujemy przecież właśnie tego, o czym ona opowiada: bezwarunkowej miłości.

NCR/łs

Absolwent filologii polskiej, dziennikarstwa i teologii. Pracował w Gazecie Częstochowskiej, Radiu Jasna Góra i Radiu Watykańskim. Obecnie dyrektor jezuici.pl, autor Podcastu Jezuickiego i Męskiego Punktu Widzenia. Jego pasją i sposobem na relaks jest czytanie książek i jazda na rowerze.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kubuś Puchatek uczy pokory i miłości. Potrzebujemy tego bardziej niż kiedykolwiek
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.