Czy Kościół ma odwagę szukać nowych dróg? Św. Franciszek pozostaje inspiracją
Kościół zajmuje się organizacją, problemami kadrowymi i walką ze skandalami, ale w tym wszystkim może stracić z oczu najważniejsze pytanie: czy naprawdę z wiary? Czy jest w relacji z Jezusem? Brat Markus Fuhrmann OFM, przełożony niemieckich franciszkanów, przekonuje, że św. Franciszek z Asyżu nadal stawia Kościołowi niewygodne pytania, choć od śmierci Biedaczyny mija właśnie 800 lat. Zdaniem brata Markusa Kościół potrzebuje dziś duchowego ożywienia, większej otwartości na różnorodność i odwagi do szukania nowych dróg.
Franciszek nie krytykował Kościoła słowami. Pokazywał alternatywę
Św. Franciszek zmarł 3 października 1226 r. Osiem wieków później jego sposób życia nadal inspiruje, ale także stawia pytania o to, czym powinna być wspólnota wierzących. Brat Markus Fuhrmann, prowincjał niemieckich franciszkanów, zwraca uwagę, że siła Franciszka polegała na połączeniu powrotu do źródeł chrześcijaństwa z gotowością do szukania nowych rozwiązań. – Święty żył w pewnym napięciu, ale było to napięcie inspirowane Duchem Świętym – uważa zakonnik.
Franciszek odszedł od życia w zamożnym środowisku. Ważnym momentem na drodze do odkrycia powołania było dla niego spotkanie z trędowatym. To ono pomogło mu inaczej spojrzeć na Boga i człowieka. Jak wyjaśnia brat Markus w rozmowie z niemieckim portalem katholisch.de, Franciszek odkrył Boga, który zbliża się do człowieka i staje z nim na równi.
Ta perspektywa doprowadziła go do radykalnego zwrotu ku Ewangelii. Nie chodziło jednak wyłącznie o osobistą pobożność. Franciszek chciał żyć inaczej, niż przywykło jego otoczenie: wybierał ubóstwo i nie chciał wiązać się na stałe z jednym miejscem. „Ta kombinacja mocnego fundamentu i uniwersalnej otwartości jest ponadczasowa, a zarazem prowokująca” – zauważa brat Markus Fuhrmann.
„Czy chodzi jeszcze o wiarę?”
Zdaniem niemieckiego franciszkanina współczesny Kościół stoi przed podobnym wyzwaniem. Z jednej strony musi wracać do swojej istoty, czyli Chrystusa i Ewangelii, z drugiej – szukać nowych form działania. Tymczasem wiele energii pochłaniają kwestie organizacyjne, personalne i podział kompetencji. Brat Markus nie kwestionuje znaczenia tych spraw. Zwraca jednak uwagę, że mogą one przesłonić cel, któremu powinny służyć. W jego ocenie Franciszek postawiłby dziś pytania o to, czy Kościół rzeczywiście żyje wiarą i czy Chrystus pozostaje w centrum jego działalności.
Biedaczyna z Asyżu nie prowadził kampanii przeciwko ówczesnym strukturom kościelnym. Zamiast ograniczać się do krytyki, sam zaczął żyć w sposób, który pokazywał inną możliwość. Według brata Markusa właśnie w tym tkwi aktualność jego postawy – w osobistym nawróceniu. To także wyzwanie dla samych franciszkanów. Ich tradycja nie zwalnia z pytania, czy codzienne życie zakonne odpowiada ideałom, do których odwołują się członkowie wspólnoty.
Nie tylko ekologiczny patron
Franciszek kojarzy się dziś przede wszystkim z miłością do przyrody i troską o stworzenie. Brat Markus nie odrzuca tego skojarzenia, ale przestrzega przed sprowadzaniem duchowości franciszkańskiej do ekologii. Jak podkreśla, jej punktem wyjścia jest Chrystus. Troska o stworzenie wynika z przekonania, że wszystko pochodzi od Boga, a stworzenia pozostają ze sobą w relacji. Dlatego franciszkańska perspektywa każe traktować przyrodę nie tylko jako otoczenie człowieka, lecz także jako wspólny świat, z którym człowiek jest związany. Nie oznacza to jednak, że Boga można po prostu utożsamić z naturą. Brat Markus zaznacza, że Franciszek nie sprowadzał Boga do wszystkiego, co istnieje. Bóg pozostawał dla niego kimś odrębnym, przekraczającym stworzenie.
Co mogłoby dziś napawać Franciszka nadzieją? Zdaniem niemieckiego zakonnika przede wszystkim świadomość, że ludzie należą do jednej światowej wspólnoty. Wojny i kryzysy ekologiczne pokazują, że za tą świadomością nie zawsze idą konkretne działania. Sama perspektywa myślenia o ludzkości jako jednej rodzinie jest jednak bliska franciszkańskiemu sposobowi patrzenia na świat.
Od jezuitów do franciszkanów
Droga brata Markusa do franciszkanów nie zaczęła się od fascynacji św. Franciszkiem. Po odbyciu służby cywilnej rozpoczął studia teologiczne i zastanawiał się, czy życie zakonne jest dla niego. Najpierw zainteresował się jezuitami. Jak opowiada w rozmowie z katholisch.de, bliska była mu duchowość ignacjańska, która zachęca do szukania i odnajdywania Boga we wszystkim. Z czasem uznał jednak, że jezuici nie są jego wspólnotą. Dopiero później znajomy ze studiów zabrał go do franciszkanów.
Tam spotkał się z inną atmosferą, która była bliższa jego wrażliwości. To doświadczenie, jak przyznaje, pomogło mu stopniowo wejść w duchowość franciszkańską. Nie oznaczało to zerwania więzi z wcześniejszymi inspiracjami. Brat Markus podkreśla, że nadal ma dobre relacje z jezuitami.
Ideały zderzają się z rzeczywistością
Z biegiem lat zmieniło się także spojrzenie brata Markusa na samego Franciszka. Dziś widzi w nim bardziej człowieka, który musiał mierzyć się z ograniczeniami własnych ideałów. Franciszek chciał żyć zgodnie z otrzymanym powołaniem, ale wspólnota, którą tworzył, nie zawsze mogła funkcjonować tak, jak sobie wyobrażał. Pojawiły się kompromisy, a ruch stopniowo przyjmował formę instytucji. Sam Franciszek ustąpił z kierowania zakonem.
Według brata Markusa nie oznaczało to jednak porzucenia pierwotnego powołania. Franciszek pozostał wierny temu, co uważał za najważniejsze, choć musiał zaakceptować, że nie wszystko potoczy się zgodnie z jego wyobrażeniami.
To doświadczenie ma znaczenie również dla dzisiejszego Kościoła, w którym nie brakuje sporów i polaryzacji. Niemiecki franciszkanin przekonuje, że trzeba umieć pozostać wiernym dobru, nie popadając w fundamentalizm, oraz zachować otwartość na drugiego człowieka. Nie chodzi więc o rezygnację z przekonań. Chodzi o to, by wierność nie zamieniła się w przekonanie, że tylko własny sposób myślenia i działania jest dopuszczalny.
Brat to ktoś, do kogo można przyjść po pomoc
Co w praktyce oznacza dziś życie po franciszkańsku? Dla brata Markusa przede wszystkim braterstwo rozumiane jako spotkanie z drugim człowiekiem na równych prawach. W czasie formacji zakonnej mieszkał we wspólnotach, w których spotykał braci wykonujących zwyczajne zawody i angażujących się w życie ludzi z marginesu społeczeństwa. Jeden z nich pracował w zakładach Opla, a jednocześnie mieszkał w środowisku rodzin doświadczających bezdomności. Sąsiadka tego zakonnika powiedziała o nim: „On jest dla mnie jak brat. Mogę do niego przyjść, a on zazwyczaj zna jakieś rozwiązanie” – wspomina brat Markus w rozmowie z katholisch.de.
Dla niemieckiego franciszkanina to przykład duchowości, która nie kończy się na deklaracjach. Braterstwo oznacza dostępność, gotowość do pomocy i relację, w której nie trzeba pokonywać dystansu wynikającego z pozycji czy statusu. Z tym wiąże się także postulat podróżowania przez życie z „lekkim bagażem”. Struktury kościelne są potrzebne, ale nie powinny stawać się celem samym w sobie. Czasem warto zastanowić się, czy można działać bardziej elastycznie i docierać do ludzi poza utartymi schematami.
Franciszkanie szukają nowych dróg
Brat Markus dostrzega w swoim zakonie zarówno oznaki osłabienia, jak i nowe inicjatywy. Przyznaje, że nie brakuje wypalenia i trudności, ale wciąż pozostaje w nim energia do podejmowania nowych działań. Jako przykład podaje współbrata, który podróżuje przyczepą kempingową po Meklemburgii. Spotyka ludzi na polach namiotowych, festiwalach i w miejscach, w których koncentrują się problemy społeczne. Nie czeka, aż zainteresowani przyjdą do klasztoru, lecz sam wychodzi im naprzeciw.
Dla brata Markusa to właśnie jeden z przykładów współczesnego franciszkaństwa: obecność tam, gdzie są ludzie, także poza tradycyjnymi strukturami duszpasterskimi. Szansę widzi również w większym umiędzynarodowieniu zakonu. Spadek liczby braci stawia przed franciszkanami konkretne wyzwania, ale może też skłonić ich do szerszego spojrzenia na wspólnotę i jej misję.
Nie oznacza to, że zakon zawsze realizuje własne ideały. Brat Markus przyznaje, że franciszkanie niejednokrotnie pozostają daleko od tego, co deklarują. Dotyczy to zarówno relacji między ludźmi, jak i troski o środowisko. Wspomina przy tym żartobliwe powiedzenie: „Franziskaner zu sein bedeutet, «Franz is kaner»”, czyli grę słów sugerującą, że „Franciszek to nikt”. Sens tej uwagi jest prosty: nie da się skopiować świętego, a przynależność do zakonu nie czyni automatycznie człowieka drugim Franciszkiem. Każdy musi znaleźć własną drogę.
Synodalność i miejsce dla różnorodności
W rozmowie z katholisch.de brat Markus odnosi się również do sytuacji Kościoła w Niemczech. Jego zdaniem jest on dziś bardziej braterski niż dawniej, choć wiele zależy od tego, na jakie środowisko i doświadczenia patrzymy. Wskazuje na debatę dotyczącą władzy, urzędów kościelnych i równości kobiet i mężczyzn. Pozytywnie ocenia fakt, że Synodalna Droga podjęła kwestie, które uważa za istotne problemy Kościoła. Jednocześnie zastrzega, że nie wszystkie rozwiązania dyskutowane w Niemczech można przenieść na grunt Kościoła powszechnego. Nie oznacza to jednak, że różnorodność musi być przeszkodą.
Brat Markus chciałby, aby Kościół potrafił z większym spokojem przyjmować odmienne drogi rozwoju i różne tempo zmian w Kościołach lokalnych. W jego ocenie tradycja franciszkańska może pomóc w takim myśleniu, jeśli nie będzie traktowana jako argument pozwalający przypisać Franciszkowi współczesne poglądy. Franciszek był człowiekiem średniowiecza i patrzył na świat oraz Kościół inaczej niż ludzie żyjący osiem wieków później. Nie można więc twierdzić, że poparłby konkretne dzisiejsze postulaty dotyczące równości płci. Można natomiast szukać w jego tradycji inspiracji do refleksji nad tym, jak Kościół powinien odpowiadać na nowe pytania. „Franciszek był niewygodny dla ludzi Kościoła swoich czasów i doprowadził do duchowego ożywienia. Być może takich duchowych ćwiczeń ożywiających potrzebujemy również dzisiaj” – mówi brat Markus Fuhrmann w wywiadzie dla katholisch.de.
Kościół to plac budowy, a nie gotowy projekt
Niemiecki franciszkanin zwraca uwagę na jeszcze jeden element tradycji swojego zakonu: przejście. W rodzinie franciszkańskiej śmierć Franciszka określa się mianem Transitus, czyli przejścia. Nie jest to wyłącznie sposób mówienia o końcu życia, ale również perspektywa, w której życie oznacza zmianę i wzrost. Brat Markus przekonuje, że ta myśl może pomóc w spojrzeniu na współczesne przemiany Kościoła. Nie wszystkie dotychczasowe struktury przetrwają, niektóre wspólnoty będą musiały zakończyć działalność, a inne znajdą nowe formy obecności. Sam fakt, że coś się kończy, nie oznacza jednak, że wszystko zmierza ku upadkowi.
Franciszek otrzymał wezwanie: „Odbuduj mój Kościół”. Dziś można odczytywać je również jako pytanie o to, co należy odnowić, a co trzeba pozostawić za sobą. Nie każda zmiana jest zagrożeniem, podobnie jak nie każda zachowana struktura gwarantuje żywotność wspólnoty. Brat Markus przyznaje, że sam wciąż uczy się większego spokoju wobec tych procesów. Nie proponuje prostego przepisu na przyszłość. Przypomina raczej, że Kościół nie jest raz na zawsze ukończonym projektem. Osiemset lat po śmierci Franciszka jego przykład pozostaje więc nie tylko opowieścią o świętym, który wybrał ubóstwo. To również pytanie o to, czy Kościół potrafi wracać do Ewangelii, spotykać ludzi na równych prawach i zmieniać sposób działania bez utraty tego, co stanowi jego centrum.
Katholisch.de/łs


Skomentuj artykuł